On uciekł przed światem. Ona szukała sensacji. Los podarował im... siebie.
Artur – znany aktor z burzliwą przeszłością – wyjeżdża w Beskidy, by ukryć się przed medialnym skandalem i niesłusznymi oskarżeniami. Do tej samej miejscowości trafia również Sara, dziennikarka portalu plotkarskiego, której powierzono misję zdobycia największego newsa roku.
Ich pierwsze spotkanie kończy się totalną katastrofą. Drugie zaskakuje oboje. A trzecie? Staje się początkiem najbardziej niezwykłych świąt, jakie kiedykolwiek przeżyli. A jeśli do całej tej sytuacji dodać jeszcze wszędobylskiego psa, który ma wiele do powiedzenia na temat miłości, robi się już prawdziwe świąteczne zamieszanie.
Między fikcyjnym romansem a rodzącymi się prawdziwymi uczuciami pojawia się coś, czego żadne z nich nie przewidziało – miłość.
Lecz kiedy dawne sprawy powracają, a dziennikarze burzą świąteczny spokój, wszystko może runąć… Chyba że któreś z nich zaryzykuje i powie: „Zostań na zawsze”.
Cynamonowe pocałunki to kolejna książka Anny Langner – mistrzyni świątecznych romansów! To pełna ciepła, humoru i emocji opowieść o tym, że nawet z pozoru najbardziej niepasujące serca mogą stworzyć wspólny dom. Tegoroczne święta będą pachnieć cynamonem!
Artur Nicoń, znany aktor narobił wokół siebie w ostatnim czasie sporo szumu i teraz ucieka przed paparazzi. W zbliżającym się okresie świąt postanawia uciec i spędzić święta w samotności, w tym czasie popracować nad nowymi rolami oraz ukryć się przed mediami.
Sara Gawlik jest początkującą dziennikarką, jednak pisanie o celebrytach nie jest tym, o czym marzy młoda kobieta. Lecz właśnie to jest zadaniem Sary, dlatego też dziewczyna postanawia wyjechać do rodzinnego domku, w samotności spędzić święta i skupić się na pisaniu artykułu, który pomoże jej się wkupić w łaski wrednej szefowej.
Sara i Artur wpadają na siebie już pierwszego dnia na zupełnym pustkowiu i choć nie robią na sobie pierwszego dobrego wrażenia, zostają sąsiadami. Początkowo Sara nie ma pojęcia z kim ma doczynienia, jednak z czasem odkrywa, że w sąsiednim domku mieszka znany aktor. Główni bohaterowie postanawiają nawzajem wykorzystać swoją pozycję i sobie pomóc. Jednocześnie między Sarą i Arturem czuć iskry pożądania i rodzących się uczuć.
Choć nie zawsze przepadam za polskimi akcentami w książkach, tutaj naprawdę dobrze czułam się w świątecznej opowieści, z naszymi tradycyjnymi dodatkami. Małe miasteczko, polska gościnność, typowe potrawy wigilijne. Choć główni bohaterowie planują spędzić święta w samotności, mają dość dużo towarzystwa. W książce nie brakuje humoru, uwielbiam postać Danuty, matki naszej głównej bohaterki oraz uroczego pieska Cynamona, którego opowieść dodają uroku całej historii.
Jeśli chodzi o wątek romantyczny tej historii miałam wrażenie, że uczucie Sary i Artura rozwija się dość szybko. Główna bohaterka choć nie przepada za aktorem ulega mu bardzo szybko i trochę mi to przeszkadzało, zwłaszcza, że miała w tym swój interes i zbyt szybko go oceniła. Artur również w pewnym momencie nie potraktował zbyt dobrze Sary. Mimo wszystko spodziewałam się innego rozegrania fabuły, a akcja potoczyła się dość ciekawie, co oceniam na plus.
Książka w świątecznym klimacie, kolejna już przeczytana przeze mnie od autorki i mogę ją Wam polecić, zwłaszcza teraz w przedświątecznym czasie 🔥🎄❄️
„Cynamonowe pocałunki” Anny Langner to świąteczny romans z dobrą dawką humoru, emocji i przyjemnego zimowego klimatu. Sięgnęłam po niego trochę w ciemno — po świetnym „Cherry Girls”, które urzekło mnie pomysłem, ciętymi dialogami, emocjonalną głębią, oraz motywem age gap liczyłam na podobny poziom. I choć nie dostałam dokładnie tego samego, nadal spędziłam z tą historią bardzo miły czas.
📚 FABUŁA
Sara, dziennikarka portalu plotkarskiego, dostaje zadanie napisania chwytliwego materiału, który dobrze się „kliknie”. Wyjeżdża w Beskidy, by odciąć się od przedświątecznego zgiełku i znaleźć inspirację. Tam zupełnie przypadkowo wpada na Artura — celebrytę ukrywającego się przed medialną burzą. Ich pierwsze interakcje są szorstkie i pełne docinek, ale szybko orientują się, że mogą sobie wzajemnie pomóc.
On chce przedstawić swoją wersję wydarzeń po głośnym skandalu, ona potrzebuje mocnego materiału — i tak rodzi się między nimi nietypowy układ. Gdy jednak zostają przyłapani w niezręcznej sytuacji przez mamę Sary, wpadają w jeszcze większe tarapaty… i zaczynają udawać parę, co oczywiście otwiera drzwi do prawdziwych emocji.
✨ MOJA OPINIA
Po „Cherry Girls” moje oczekiwania były dosyć wysokie. „Cynamonowe pocałunki” okazały się lekką, sympatyczną historią, choć nie aż tak zapadającą w pamięć. Bardzo doceniam narrację z perspektywy bohaterów, a dodanie do tego punktu widzenia psa — uroczego Cynamona — to absolutny hit. Jego komentarze nadają historii humor i wyjątkowy charakter.
Z drugiej strony, jak na tak lekką powieść, pojawiło się tu dość dużo motywów: enemies to lovers, fake dating, presja sławy, rodzinne problemy, emocjonalne przeżycia bohaterów… przez co nie wszystkie wątki zostały w pełni rozwinięte. Mimo tego książka czyta się naprawdę dobrze, a relację Sary i Artura śledzi się z przyjemnością.
Ogromnym plusem był dla mnie wątek kolacji charytatywnej organizowanej przez mamę Sary - to piękny akcent, który dodaje głębi i przypomina, że świąteczny czas nie dla każdego jest słodki i idealny — za to może być okazją do czynienia dobra.
„Cynamonowe pocałunki” to nastrojowa opowieść pełna humoru, uroczego psiaka i kilku poruszających momentów. Nie zachwyciła mnie tak jak „Cherry Girls”, ale zdecydowanie ma swój urok i jest świetnym wyborem na zimowe wieczory — najlepiej z kocem, odrobiną świątecznego nastroju i zdecydowanie z kubkiem latte posypanym cynamonem.
(współpraca reklamowa: Wydawnictwo PapieroweSerca)
Okay, od tej książki wpadłam w wir świątecznych romansów i po niej jak lawina zaczęłam pochłaniać wszystkie na swojej drodze.
Cynamonowe pocałunki to książka, która otula jak najcieplejszy kocyk, pachnie cynamonek, igliwiem i dobrym jedzonkiem.
On, aktor, chce odpocząć pośród głuszy od szumu medialnego i złego PR.
Ona, dziennikarka, chce popracować w ciszy w starej chatce po dziadkach.
Tak się składa, że przypadkiem zostają swoimi jedynymi sąsiadami w otoczeniu białego puchu.
Z początku nie pałają do siebie sympatią jednak z czasem, gdy udaje się odrzucić uprzedzenia, Artur i Sara dochodzą do porozumienia.
A nawet więcej, ale o tym dopiero na końcu książki 🤭
A wiecie, co skusiło Artura do przełamania lodów? Zapach cynamonek pieczonych przez Sarę 🥰
Ale to nie tylko te słodkości, za które Artur jest w stanie sprzedać swoją duszę, mają nawiązanie do tytułu ale także pies, którego Sara znalazła w drodze. Nazwała go właśnie Cynamon.
A! Nie wspomniałam o najważniejszym!
Ta książka napisana jest w formie pierwszoosobowej, do tego mamy trzy perspektywy - Sary, Artura oraz... Cynamona! Tak! Pieska perspektywa całkowicie skradła moje serduszko i dzięki temu długo będę pamiętała o tej książce.
Całość napisana jest bardzo luźnym, przyjemnym stylem i błyskawicznie się czytało tę propozycję świąteczną.
Oczywiście nie jest sielankowo ale dużo ludzi w otoczeniu tych dwojga jest warte uwagi, autorka pokazuje, że empatia i pomoc innym, nawet tak niewielka jak dobre słowo czy ciepła strawa, wpływają na morale innych osób.
Robiło mi się ciepło na sercu, kiedy mama Sary dzieliła się wszystkim co miała, ta kobieta to huragan energii i do tego gotuje fantastycznie, z pasją i dzieli się z innymi.
Cynamon kradnie serca, jego perspektywa jest refleksyjna ale także bardzo humorystyczna no bo wiadomo, kiełbasa czy wędzonka to jego ulubione zapachy i smaki ale także jest świetnym obserwatorem i dobrym psijacielem.
Jeśli macie chęć zacząć świąteczny maraton, to będzie dobra książka na początek, bowiem święta mamy dopiero przy końcu historii a wcześniej mnóstwo humoru, ciepła i nutkę pikanterii.
Ona była taka cudowna. Nie mogę przestać o niej myśleć. Idealna książka na święta. Mówią, że Anna Langner to mistrzyni świątecznych historii i w końcu miałam ochotę się o tym przekonać. Mam jeszcze jedną jej świąteczną książkę na półce, więc teraz znając jej umiejętności z pewnością jeszcze po nią sięgnę tego grudnia.
„Cynamonowe pocałunki” to książka niezwykle ciepła, przyjemna i zaskakująca. Mistrzostwem według mnie jest perspektywa Cynamona, słodkiego, porzuconego w lesie pieska, którego przygarnęła główna bohaterka - to niesamowite ile ja się na wzruszałam i płakałam ze śmiechu podczas czytania jego błyskotliwych przemyśleń i planów na porwanie pierogów lub chęci zjedzenia kiełbasy. Nie wiem o czym myślą pieski, ale jego perspektywa była tak realna, że miałam przed oczami swojego psiaka i to co on sobie myśli w główce (z pewnością też myśli o kiełbaskach, ale też o czekoladkach).
Autorka stworzyła cudowny klimat magii świąt. Najbardziej urzekł mnie mały domek w środku w lasu, Pan rozwożący pieczywo, wigilia charytatywna i relacja dwójki ludzi, która nie zaczyna się kolorowo, ale obydwoje są w pewnym stopniu od siebie zależni. No bo jak można nie być zależnym od kobiety piekącej najlepsze cynamonki, jednocześnie będąc na „końcu świata” bez dostępu do piekarni.
Sara, Artur i reszta bohaterów to huragany pozytywnej energii. Każdego polubiłam z osobna i przekonali mnie do siebie od pierwszych stron. Mimo iż Artura nie zawsze popierałam to uwielbiałam sceny z nim i to jak zachowywał się przy mamie Sary. A mama Sary? Złota kobieta o wielkim sercu, która tworzyła niepowtarzalną magię świąt.
Mimo lekkości fabuły, książka ma wiele zwrotów akcji, szczęśliwych i smutnych momentów, a także niespodziewanych sytuacji, które potrafią wystraszyć…🤫
Emocje wylewają się z każdej strony. Autorka w rozczulający sposób przypomina czym są święta i jakie wartości są ważne w życiu. Wystarczy na chwilę się zatrzymać w ciągłym biegu i odetchnąć w rodzinnym gronie. Ta książka to must read każdej książkary uwielbiającej świąteczny czas. Z pewnością spędzicie przy niej miłe chwile, tak jak ja.
CYNAMONOWE POCAŁUNKI to historia, w której naprawdę czuć magię świąt! Artur ucieka w Bieszczady po kolejnym skandalu z jego udziałem i chce spędzić święta z daleka od miejskiego gwaru i błysków fleszy. Spotyka tam Sarę, która zajmuje domek obok - dziennikarkę portalu plotkarskiego, która w pogoni za artykułem, który uratuje jej pracę, zaszywa się w domku dziadka i liczy na cud i pomysł na ciekawy temat. Początkowo ta dwójka nie przepada za sobą, ale szybko się to zmienia i pojawia się przyciąganie. Ale hej, nie są sami w tej historii! Pojawia się m.in. Cynamon, czyli nasz trzeci główny bohater. Pies po przejściach błąka się po okolicy, gdy przygarnia go Sara. I takim cudem mamy w tej książce trzech narratorów - Sarę, Artura i Cynamona! Przyznam, że rozdziały psa bywały najśmieszniejsze i wprowadzały trochę takiego przyjemniejszego i świątecznego klimatu małych cudów i magii. Pojawiły się też wielkie czyny dobrego serca, co zawsze będzie się kojarzyło ze świętami, a także mama bohaterki, która zna wszystkie plotki, jest groźna i gotuje jak dla armii. I chociaż przez moment bałam się, że jeden wątek popsuje mi odbiór całej książki, to całe szczęście szybko został zaniechany i był tylko małym rozproszeniem do rozpędzenia akcji w innym kierunku. Nie będę spoilerowała o co chodzi, ale dam Wam tylko znać - będzie sweet, a nie spicy, zgodnie z tym, co mamy na okładce. I bardzo się z tego cieszę. Okej, może i jakieś zgrzyty się pojawiły, może było parę naiwności, ALE w historii takiej jak ta nie przeszkadzało mi to i nie zwracałam na to większej uwagi. Bożonarodzeniowe opowieści rządzą się swoimi prawami i tu zawsze stawiam w pierwszej kolejności na świąteczny klimat, a ten ewidentnie tutaj był. Myślę, że to idealna lektura na taki grudniowy wieczór, za oknem pada śnieg, gdzieś w pokoju migają lampki na choince, a my jesteśmy w stanie uwierzyć, że wszystko jest możliwe i warto być dobrym dla innych. Podsumowując, jeśli szukacie takiej prawdziwie świątecznej historii od polskiej autorki, to "Cynamonowe pocałunki" polecają się ze wszystkich sił!
Artur jest gwiazdorem, który po niecodziennym skandalu, decyduje się uciec w Beskidy. Sara jest dziennikarką, która pracuje dla portalu plotkarskiego i szuka nowego tematu. Los sprawia, że ich drogi się krzyżują i święta przybierają niespodziewanego obrotu.🎄
Teraz do konkretów. 👀
W tym roku chciałam przeczytać kilka, dobrych świątecznych historii. Ja raczej nigdy nie byłam ich fanką, ale mam wrażenie, że mogą się stać moim nowym konikiem. 🤞🏻
Jednym z narratorów tej książki jest pies, serio. Szczerze, nie spodziewałam się tego i to właśnie na jego rozdziałach bawiłam się najlepiej. Dodawał radości i nadzieji do całej historii. Po prostu skradł moją uwagę i niejednokrotnie zaśmiałam się na jego pov.✨
Ta historia jest względnie dobra, łatwa w odbiorze. Nie jest dla mnie czymś wyróżniającym się na tle wszystkich przeczytanych przeze mnie książek. Ma w sobie jednak coś nostalgicznego, ja lubię świąteczne filmy i trochę czułam się podczas tej lektury, jakbym oglądała jeden z naszych polskich. Jak dla mnie głównym bohaterem mógłby być Karolak. Czuć w tym wszystkim polski klimat.🤓
Co w takim razie dla mnie nie zagrało?
Niestety większą chemię odczuwałam pomiędzy psem, a Sarą… niżeli między pomiędzy naszymi bohaterami. Czegoś mi zabrakło. Tej jednej iskierki i kilku westchnień.
To jest książka, którą polecam czytać pod ciepłym kocykiem, z herbatką i cynamonkami pod ręką. Spróbujcie sami, może dla was Artur i Sara będą odkryciem roku.
Tradycji stało się zadość, i już kolejny rok z rzędu okres świąteczny zaczynam od książki Ani 🙉 I znowu się nie zawiodłam ! 🤩 Cholera, chyba mało kto potrafi tak wprowadzić w klimat, że człowiek już czuję jak siedzi przy choince i objada się po brzegi jednocześnie oglądając świąteczny film w telewizji 😜 Fabuła tym razem poza zabawną osłoną, którą już znamy zyskała wiele uroku za sprawą Cynamona, a bohaterowie mają takie przygody że już nie wiedziałam czy się śmiać czy im zazdrościć czy może współczuć 🤪🤪 Czytało się błyskawicznie, aż żałuję że już ją przeczytałam bo chciałabym poczuć to wszystko jeszcze raz 🙉 Świąteczny klimat który zachwyca i naprawdę nastraja, wybuchowe towarzystwo pełne wigoru, pomysłów nie z tej ziemi i o wielkim serduchu, a to wszystko w zakopanym przez śnieg domku który ledwo stoi 🤣 Myślę że każdy marzy o takich świętach, a autorka nam je daje i to bez wychodzenia z naszego ciepłego domu 🤭 No i cynamonki ! Jezu, kocham je tak bardzo że już za samo to ta książka zasługuje na 9 gwiazdek🤣
myśle, że śmiało mogę nazwać się jedną z największych fanek książek świątecznych, co roku już w październiku wyszukuje najlepsze perełki, żeby póżniej zacząć je czytać. uwielbiam zarówno te, w których akcja dzieje się w innych krajach, ale i te często bardziej obyczajówki niż romanse osadzone w Polsce, pełne wielu wspólnych nam wszystkim tradycji czy zbliżonego klimatu. nigdy wcześniej nie miałam okazji czytać książek autorki, lecz już świąteczna pozycja z tamtego roku bardzo mnie kusiła, ale ostatecznie nie starczyło wtedy czasu, więc gdy zobaczyłam zapowiedź kolejnej świątecznej historii wiedziałam, że tą będę musiała przeczytać, no i przeczytałam i naprawdę mi się podobała!
styl pisania autorki jest bardzo przyjemny, lekki, ale też wciągający bo książke chce się po prostu pochłaniać, czytać strona po stronie aby dowiedzieć się co wydarzy się w kolejnym rozdziale, jakie akcje zapewni Ania swoim bohaterom i jak jeszcze trochę pokomplikuje im ten wyjazd, gdzie miało być spokojnie i cicho, a jest kompletnie inaczej. "Cynamonowe pocałunki" to idealny przykład świetnej świątecznej komedii romantycznej, która urzeknie duże grono odbiorców, świetnym klimatem, ciekawą relacją głównych bohaterów, nie raz rozbawi do łez, ale skłoni też do przemyśleń!
kreacja bohaterów przypasowała mi już od samego początku. Artur, można pokusić się o stwierdzenie, że gbur, jest sławnym aktorem a wyjeżdża w Beskidy, żeby odpocząć ale też oczyścić swój wizerunek. Sara za to wyjeżdza aby w spokoju napisać artykuł, który jest jej być albo nie być. ma być cisza i spokój, ale jednak coś poszło nie tak. ich relacja pełna potyczek słownych, przekomarzania, rozwija się w idealnym tempie, a o ich kolejnych perypetiach po prostu chce się czytać bez końca!
Co roku czytam świąteczne romanse autorki i ten zdecydowanie jest najlepszy. Ujął mnie zdecydowanie pomysł autorki na trzeciego narratora czyli psiaka Cynamona. Sara jadąc na odludzie niespodziewanie na drodze znajduje psa, którego przygarnia. Ma spędzić samotnie świata gdyż mama ma inne plany a dwa ma pracować, próbuje zrobić wszystko żeby zadowolić szefową i utrzymać pracę która i tak nie sprawia jej przyjemności. Ale okazuje, ze w domu obok ulokował się amant kina, który uciekł po kolejnej aferze. Czy coś ich połączy? Jedno jest pewne między Sarą i Arturem iskrzy. Książka jest bardzo świąteczna, pachnie cynamonem i świątecznymi wypiekami szczególnie kiedy na odludzie przyjechała mama Danuta, istny struś pędziwiatr bez wyczerpujących się baterii. Książka jest pełna humoru i bardzo świąteczna, z polskimi akcentami dekoracyjnymi, potrawami wigilijnymi i świątecznymi wypiekami a jednoczenie otuli Was ciepłem i magią świat. Polecam zdecydowanie.
„Cynamonowe pocałunki” to jedna z tych historii, które pięknie oddają magię świąt, siłę dobrych uczynków i oczywiście miłość. Anna Langner ponownie zabiera nas w spokojne miejsce na uboczu — z dala od miejskiego zgiełku, pośpiechu i świątecznej gonitwy — gdzie powoli, bez presji rozwija się relacja między głównymi bohaterami. Z perspektywy czasu najbardziej zapadły mi w pamięć konkretne detale: cynamonki w hurtowych ilościach, gadający pies i sama wigilia, która mimo przeciwności losu okazała się wyjątkowo udana. To właśnie te drobne elementy nadają historii uroku i sprawiają, że zostaje w głowie na dłużej. Książka jest lekka, pełna humoru i ciepła — idealna na zimowe wieczory. Polecam ją szczególnie w okresie okołoświątecznym, gdy ma się ochotę na coś przyjemnego, otulającego i pachnącego cynamonem. 🎄✨
Co roku staram się przeczytać chociaż jedną świąteczną książkę i teraz padło na 'Cynamonowe pocałunki'. Jest to zdecydowanie najlepsza świąteczna odsłona autorki, która wpadła mi w ręce, ale nie jest idealna.
Najpierw pozytywy - pies Cynamon. Wprowadzenie narracji z jego punktu widzenia było strzałem w dziesiątkę, choć czasami Langner 'wkładała' mu do pyska zbyt filozoficzne rozprawy. Jednak i tak była to najmilsza rzecz, która przytrafiła mi się podczas lektury.
Kolejny plus, bohaterowie nie wpadają do łóżka już na pierwszych rozdziałach. I tak, kilkukrotnie próbują, ale nic z tego nie wychodzi. Spuszczam zasłonę milczenia na układ, który zawarli i udaję, że nie istniał. *możecie się domyślać o co chodzi, skoro Sara jest dziennikarką, a Artur aktorem-bawidamkiem, który chce polepszyć swoją reputację👀*
Minusy? Nieco zabrakło mi świątecznej atmosfery - i tak, były opisy przygotowań, uroczystej wieczerzy i całej otoczki, ale zabrakło ✨️MAGII✨️. Wiem, że może brzmi to niedorzecznie, ale chciałam się poczuć, że tam byłam: zapachy potraw, błyszczące lampki, szmery rozmów przy stole czy szczekanie psa. Nie mogłam się w to wczuć. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi, ponieważ to dla tego uczucia czytam świąteczne książki - momentami sama fabuła schodzi na drugi plan.
Ale przechodząc właśnie do niej... 'Cynamonowe pocałunki' nie są lekturą, która zapadnie na długo w pamięć. Więcej chemii jest między Sarą, a Cynamonem niż nią i Arturem🫠 Między ludzkimi bohaterami mamy standardowe, no może trochę naciągane, enemies to lovers. Jeśli przy tym motywie nie ma chemii... To resztę już możecie sobie dopowiedzieć. Samo pożądanie cielesności nie załatwia sprawy, okej?
Podsumowując to wszystko, spędzicie trochę czasu z książką, która zbyt nie irytuje inadaje się pod kocyk z kubkiem herbaty w ręku. I koniecznie w blasku choinki by bardziej podbić klimat!