Wszystko co mamy, to te dni. Może zapamiętamy je jako szczęśliwe.
Jana, etnolożka z Kijowa, przyjeżdża w rodzinne strony, by badać ludowe wróżby. Z dala od YouTube’a i Tindera szybko zostaje wciągnięta w szalone życie wsi. Najbliżsi sąsiedzi stają się dla niej jak rodzina, a tajemniczy Maksym przyciąga Janę z niewytłumaczalną siłą. Czy to wpływ wiary w magiczną moc maku rozsypanego na progu, czy niepewnych czasów?
Wróżby to rzecz zimowa to opowieść o kruchości i sile życia. O niepewności, która sprawia, że stajemy się bardziej prawdziwi. I o tym, że gdy kończy się świat, kochamy najmocniej.
Trochę mniej magii niż oczekiwałam, trochę więcej wojny niż się spodziewałam. Smutna i mądra opowieść o życiu zwykłych ludzi w czasie, gdy ich kraj jest każdego dnia niszczony.
Autorka świetnie oddaje klimat zasypanej śniegiem wioski, wspaniale rozrysowuje też relacje między bohaterami. Pięknie pisze o tradycjach, choć moim zdaniem poświęca im zbyt bało uwagi, a to one powinny tu tworzyć magiczną atmosferę. Książka jest jednak czymś nieco innym niż zapowiada tytuł czy opis - nie złym, ale po prostu innym.
"To zbrodnia wychowywać dzieci w sterylnych domach. Dzieci powinny dorastać w domach pełnych różnych nieoczywistych rzeczy. Gdzie są stare szafy, pudła z czymś, jakieś obrazy, coś strasznego, coś pięknego, trochę kiczu, trochę naiwności i coś naprawdę wartościowego. Wszystko razem."
„Planowanie przyszłości to dziś luksus” Spodziewałam się czegoś innego (lekkiej opowieści na fali tych wszystkich cukierkowo świątecznych), a przypadkiem wpadła mi w ręce książka, którą przeczytałam w jeden dzień. Pięknie napisana, wciągająca, trochę magiczna i zarazem brutalnie prawdziwa. Dobrze jest zobaczyć inną perspektywę - zwyczajnych ludzi żyjących w cieniu dzisiejszej wojny
Muszę przyznać, że nie do końca tego, czego się spodziewałem, dostałem po lekturze książki Eugenii Kuzniecowej. Liczyłem na więcej tytułowych wróżb, przesądów, legend i mitów ukraińskiej wsi, a tych — jeśli nie liczyć kilku historii i rozsypanego na progu maku — jest raczej niewiele.
Za to dostajemy coś innego: atmosferę zimy i uczucie niepewności. To książka o współczesnej Ukrainie, pogrążonej w walce z najeźdźcą. Echa tej walki docierają do rodzinnych stron bohaterki, etnolożki z Kijowa, która przyjeżdża na wieś, by zebrać materiał do swojego doktoratu. Ku jej — i mojemu — zaskoczeniu szybko wsiąka w małą społeczność, a tajemniczy Maksym zaczyna ją coraz bardziej pociągać.
Rodzą się więzi, które pozwalają przetrwać w czasie niepewności, potęgowanej jeszcze przez zimową porę. Myślę, że ta książka powinna ukazać się właśnie zimą — jak sugeruje tytuł — wtedy jeszcze silniej oddziaływałaby na czytelnika i lepiej oddawała nastrój powieści. Łatwiej byłoby nam poczuć wojenną zimę jako metaforę stanu ducha postaci.
Jak wspomniałem, po Wróżbach... spodziewałem się więcej folkloru ukraińskiego. W zamian dostałem jednak opowieść o samotności, trudnej współczesnej historii i powrocie do korzeni. I to jest jak najbardziej w porządku, bo mimo chłodu i ciężaru, opowieść ma w sobie ciepło, nadzieję i subtelny urok. Może to przez świąteczną atmosferę, może przez talent autorki — w każdym razie działa.
Sięgnę po jej dwie poprzednie książki, bo Wróżby to zimowa rzecz skutecznie rozbudziły mój apetyt na tego rodzaju prozę. Serdecznie polecam.
Nie sądziłem, że książka tego typu będzie mi się podobać, ale zostałem pozytywnie zaskoczony. Podobały mi się przede wszystkim relacje między postaciami (na których cała powieść jest oparta) i doalogi jakie między sobą toczą (często ironiczne i nieoczywiste). Na minus nieco za słabo rozwinięty świat przedstawiony. Ja wiem, że to nie fantasy czy coś podobnego, ale wątki ludowości i miejscowych rytuałów mogłyby być bardziej rozwinięte, skoro tak interesują główną bohaterkę
🌾🕯️ Wróżby to rzecz zimowa Eugenii Kuzniecowej to powieść, która pachnie dymem z pieca, świeżym chlebem i śniegiem skrzypiącym pod nogami. To książka, w której magia przenika codzienność tak naturalnie, jak oddech w mroźne poranki. Jana, etnolożka z Kijowa, przyjeżdża na wieś, by badać ludowe wróżby, lecz szybko odkrywa, że nie da się być jedynie obserwatorką – staje się częścią rytmu miejsca, które żyje według własnych praw. Kuzniecowa snuje tę opowieść z czułością i humorem, a pod jej słowami tli się pytanie o to, co dziś znaczy wiara – nie tylko w cuda, ale i w ludzi.
🌾🕯️ Wieś, do której trafia Jana, to przestrzeń zawieszona między przeszłością a teraźniejszością. Z dala od zgiełku, mediów i hałasu miasta, codzienność nabiera tu zupełnie innego tempa. Wróżby z maku, szeptane modlitwy, zimowe rytuały – wszystko to staje się sposobem, by poradzić sobie z niepewnością i strachem. W tym świecie, gdzie wojna zbliża się niebezpiecznie blisko, a prąd bywa luksusem, ludzie wciąż wierzą w moc słów, znaków i spotkań przy stole. Autorka pokazuje, że magia nie jest ucieczką od rzeczywistości, lecz sposobem, by ją oswoić.
🌾🕯️ Proza Kuzniecowej jest gęsta od emocji, ale lekka jak śnieg opadający na dachy drewnianych domów. Jej język łączy prostotę z poezją – każde zdanie zdaje się mieć swoją temperaturę, smak, rytm. Autorka potrafi pisać o bólu z delikatnością, a o śmierci z łagodnym uśmiechem. W jej opowieści życie i śmierć tańczą w tym samym kręgu, jakby jedno nie mogło istnieć bez drugiego. To literatura, która przypomina, że nawet w najciemniejszej zimie potrafi rozbłysnąć ciepło – wystarczy, że ktoś zapali świecę.
🌾🕯️ Postaci stworzone przez Kuzniecową mają w sobie niezwykłą autentyczność. Jana, Roman, Maksym – każde z nich jest trochę zagubione, a jednocześnie silne w swojej kruchości. Ich spotkania są pełne napięcia, czułości i humoru. Gdy siedzą razem przy stole, dzieląc się chlebem i historiami, czytelnik ma wrażenie, że również tam jest – słucha, śmieje się, milknie, gdy temat staje się zbyt bliski. To właśnie ta bliskość, niemal fizyczne ciepło ludzkiej obecności, jest sercem książki. ㅤ 🌾🕯️ Wróżby to rzecz zimowa to opowieść o przetrwaniu – ale nie heroicznym, tylko zwyczajnym, codziennym. Kuzniecowa pokazuje, że człowiek potrafi żyć nawet wtedy, gdy wszystko wokół zdaje się gasnąć. Jej bohaterowie nie uciekają od świata, lecz starają się w nim pozostać – z humorem, z ironią, z wiarą w to, że każdy dzień, nawet ten najtrudniejszy, ma sens. To książka o trwaniu w miłości, przyjaźni i wspomnieniach – o ludziach, którzy potrafią wróżyć z popiołu, bo wiedzą, że dopóki jest popiół, musiał być ogień. ㅤ 🌾🕯️ Na końcu zostaje wrażenie, że ta historia nie kończy się wraz z ostatnim zdaniem. Kuzniecowa zostawia w czytelniku coś miękkiego i trwałego – poczucie wdzięczności za to, że jeszcze jesteśmy, że jeszcze można zapalić światło, nalać herbaty, posłuchać, jak ktoś mówi. Wróżby to rzecz zimowa to książka o nadziei, która nie potrzebuje wielkich słów. O tym, że nawet jeśli świat się chwieje, wciąż możemy kochać najmocniej właśnie wtedy, gdy najbardziej się boimy.
Kuzniecowa opisała to czego byłem najbardziej ciekawy. Jak w czasie wojny żyją na Ukrainie zwykli ludzie, którzy nie wyjechali i pozostali w swoich wiejskich domach. Jak układają się ich dni? Czy żyją w ciągłym strachu? Czy serce bije im mocniej od dźwięku syren alarmowych, czy z czasem ten strach ginie gdzieś tam z przyzwyczajenia? Świat w tej powieści jest całkiem zwyczajny, a jednak ma w sobie magię, którą niosą w sobie ludzie - jej bohaterowie. Zarówno Jana jak i Maksym, mają w sobie coś intrygującego, co każe nam śledzić ich losy, rodzącej się między nimi relacji. Powoli, nieśmiało się do siebie zbliżają - artysta i etnografka, która przyjechała z Kijowa, by na ukraińskiej wsi skąd pochodzi prowadzić badania terenowe na temat zimowych wróżb. Czy to czas na takie badania? Czy w ogóle w wojnę jest czas na cokolwiek innego niż obronę kraju i zbrojenia? Ano okazuje się, że jest i czas na wróżenie i na wyprawianie urodzin, a nawet znajdzie się czas na miłość. Powieść Kuzniecowej to nietuzinkowa historia ludzi ,,stąd", którzy łudząco przypominali mi samego siebie. Polecam zajrzeć i się przekonać.
Dwie godziny prądu w południe i dwie wieczorem - tak wygląda harmonogram dnia tych, którzy żyją w wioskach nieopodal Kijowa. Wśród nich Maksym - bohater najnowszej książki wybitnej ukraińskiej autorki Eugenii Kuzniecowej - artysta malarz, opiekun ojca z demencją. Jana - etnografka przyjechała w rodzinne strony, by badać teren, pisać tu doktorat o wróżbach, dotrzeć do wiedźm i szamanów rozsianych w pobliskich lasach. Ci się ani wojny, ani śmierci nie boją. Nie to co zwykli ludzie, którzy opiekują się nie ytlko starymi i schorowanymi, ale też kotami i emocjami wszystkich wokół. Trudno jest napisać mi w kilku słowach o czym jest ta powieść, bo jak się w nią wgłębić to jest o tak wielu rzeczach, o wojnie, o srogiej zimie, którą trzeba przetrwać, o tym jak ciężka i nieznośna bywa wojna, a jednocześnie jak zbliża do siebie ludzi, bo samemu w wojnę być nie wolno… ,,Wróżby to rzecz zimowa” to wyjątkowa powieść, która dała mi do myślenia, poruszyła do głębi i zmieniła perspektywę tego, jak postrzegam wojnę i Ukraińców. Warto.
Czytałam tę książkę z poczuciem, że stąpam po cienkim lodzie. Pod stopami chrupie zmrożony śnieg, noc zapada szybko, a z nią przychodzi ciemność, bo kraj pozbawiony jest prądu. Z duszą na ramieniu obserwowałam jak Jana - etnografka przyjeżdża na wieś, by prowadzić badania terenowe na temat zimowych wróżb. Jest tu wiele odniesień kulturowych, folklorystycznych, niektóre z nich znam z dzieciństwa, bo wychowywałam się na Podlasiu jak małanka. Z kolei np. kałyta czy osypywanie makiem progu domów było mi dotąd zupełnie nieznane. Wojskowy pogrzeb to zły znak, zwłaszcza jeśli z przepustki ma przyjechać dziś Sława - ojciec Juniora, który służy na froncie od początku wojny. Co ze starymi zapytacie - a no oni nawet w wojnę tracą pamięć i świadomość, tym trudniej zorientować im się w czasoprzestrzeni im więcej dudni w powietrzu nalotów. A wszystko to podane w subtelnej, pięknej, delikatnej prozie pełnej wrażliwości i ogromnego talentu. ,,Wróżby to rzecz zimowa" to piękna powieść o człowieczeństwie, o odchodzeniu, o przyjaźni, rodzinie, ale przede wszystkim to powieść o życiu. Naszym pięknym, slodkim życiu.
Tak jak większość - spodziewałem się powieści o wróżbach, folklorze, zwyczajach. Tymczasem przeczytałem coś znacznie głębszego, pełnego ludowej mądrości i prawdziwych relacji międzyludzkich. Jest to powieść nadzwyczaj zimowa, która pozwala nam poczuć zimę całym sobą. Jest to powieść o wojnie, która pozwala poczuć tę wojnę niemal na własnej skórze. Niektóre sceny z tej książki są zarówno delikatne jak i mocne, wdzierają się gdzieś w podświadomość i wcale nie zamierzają stamtąd odchodzić... Tak jak bohaterowie tej książki nie chcą odchodzić z tego świata, choć kto wie, czy nadal chodzą po tej ziemi... Czytelnik nie jest tu prowadzony za rękę - sam interpretuje i odczuwa zgodnie z własnym sumieniem i wrażliwością. To powieść, która wymaga uważności, a w zamian oferuje głębokie emocje. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
Ten stary dom jest tutaj centrum świata. Dookoła śnieg. Nie ma prądu, w kominku strzela ogień, a dookoła krzątają się domownicy ze swoimi problemami. Ktoś wchodzi w dorosłość, ktoś ma kryzys wieku średniego, a ktoś tonie w odmętach pamięci, ktoś pragnie uciec od technologii, ktoś inny chce chronić życie najbliższych. Ukraina i wojna, ale prócz wojny, dronów i życia w strachu, jest też normalne życie. Ktoś się zakochuje, ktoś inny żyje wspomnieniami. Kuzniecowa umie w dialogi, rodzinę i ma poczucie humoru. Ta dawka, plus groza wojny tworzą wyjątkowa mieszankę. Książka idealna dla fanów i fenek powiesi obyczajowych. współpraca reklamowa
Autorka już nie pierwszy raz udowodniła jak wielki ma talent. Przede wszystkim Kuzniecowa to autorka, która z dużym wyczuciem buduje portrety psychologiczne bohaterów. Każda postać wnosi do historii własną perspektywę, jakość, która wspólnie tworzy autentyczną mozaikę ludzkich doświadczeń. To powieść bardzo dojrzała, subtelna, niespieszna. Coś dla wrażliwych, którzy lubią zatapiać się w powieści, zanurzać w ich treści i całym sobą czuć ich klimat. Idealna na zimowe wieczory pod kocem, choć mrozi świadomość, że Ukraińcy którzy teraz są tam, marzną bez prądu w 20 stopniowym mrozie.
Trafiłam na nią przypadkowo, a bardzo miło spędziłam czas. Mocnym punktem są wiarygodne postaci, ich relacje, dialogi. No i klimacik - tajemniczy, mroczny, a jednocześnie jakiś ciepły. Po takiej lekturze człowiek zaczyna ponownie wierzyć w moc wspólnoty.