„Enforcer” to powieść, która od pierwszych stron wciągnęła mnie swoją intensywnością emocji i tym wyjątkowym, miękkim, a jednocześnie namiętnym stylem autorki, z którego jest dobrze znana wśród czytelników literatury obyczajowej i romansów. Bielska ma dar opowiadania historii o ludziach zagubionych, silnych i delikatnych jednocześnie i właśnie ten charakterystyczny rys wybrzmiewa tu wyjątkowo mocno. To powieść z pogranicza romansu, new adult i dramatu obyczajowego, ale napisana tak dojrzale, że trudno ją zaszufladkować w jeden gatunek.
Akcja rozgrywa się w świecie hokeja, który autorka traktuje nie jako sportowe tło, ale jako przestrzeń pulsującą adrenaliną, rywalizacją i emocjami, jakie bohaterowie próbują w sobie uporządkować. Fabuła koncentruje się na spotkaniu dwóch mężczyzn Damiena i Huntera, których los splata ze sobą w momencie przemian i wewnętrznego chaosu. Damien przyjeżdża do nowej drużyny z nadzieją, że zacznie od nowa, zostawiając za sobą ciężar przeszłości. Hunter natomiast, choć otoczony sukcesami i pozorną pewnością siebie, skrywa głęboki konflikt między tym, co czuje, a tym, co uważa, że powinien czuć.
Damien to postać niezwykle krucha i pięknie napisana, zamknięty w sobie, wrażliwy, walczący jednocześnie o miejsce na lodzie i o przestrzeń do życia bez lęku. Hunter jest jego przeciwieństwem: pewny siebie, czasem ostry, ale pełen niewypowiedzianych emocji, które z czasem zaczynają dominować nad jego chłodną fasadą. Ich dynamika jest intensywna, prawdziwa i bardzo ludzka.
Tematyka „Enforcera” jest zaskakująco wielowarstwowa: poza wątkiem miłosnym pojawia się tu samotność, kwestia samoakceptacji, presja środowiska, potrzeba przynależności i odwaga, by pozwolić sobie na bliskość. To książka o ludziach, którzy udają twardych, choć ich serca są popękane, o pragnieniu bycia widzianym naprawdę, bez masek i schematów. I właśnie to stanowi jej największą siłę.
Styl Leny jest lekki, płynny i bardzo emocjonalny, chwilami niemal poetycki, a jednak nigdy przesłodzony. Autorka potrafi pięknie prowadzić dialogi, jej opisy są zmysłowe, ale nienachalne, a narracja pełna jest subtelnych detali, które budują atmosferę i pozwalają naprawdę wejść w głowy bohaterów. Czuć tu dojrzałość pióra i pewność, z jaką tworzy sceny zarówno delikatne, jak i intensywne.
Mocną stroną książki jest zdecydowanie chemia między bohaterami, niewymuszona, prawdziwa, rozwijająca się w tempie, które wydaje się naturalne. Uwielbiałam również sposób, w jaki autorka kreśli emocje Damiena; jego perspektywa jest niezwykle poruszająca. Dodatkowo świat hokeja został przedstawiony tak realistycznie, że nawet jeśli ktoś zupełnie nie zna tego sportu, pochłania go atmosfera szatni i lodowiska.
Jeśli miałabym wskazać słabszą stronę, to miejscami miałam wrażenie, że autorka mogłaby dać nam odrobinę więcej oddechu między emocjonalnie intensywnymi scenami, ale to niuans, który nie wpływa na ogólną ocenę.
„Enforcer” poruszył mnie do głębi, to jedna z tych historii, które zostają w sercu nie przez dramatyczne zwroty akcji, ale przez prawdę, jaka płynie z każdej sceny, spojrzenia i zdania. To książka, która jednocześnie koi i rozpala, a jej bohaterowie żyją gdzieś pod skórą długo po zamknięciu ostatniej strony.