Myśląc ,,świąteczna książka” mam raczej w głowie prostą, raczej dość nudną, historyjkę dwojga dzieciaków, którzy się w sobie zakochują, a potem pół książki lepią bałwany, rzucają się śnieżkami i piją gorącą czekoladę.
Jakie było moje zdziwienie.
Książka jest bardzo dorosła - bohaterowie mają pewne zachowania czy reakcje adekwatne do swojego wieku, jednak rozwiązaniem wielu sytuacji jest dorosłe podejście do tematu, rozmowa. Książka jest 12+ i myślę, że jest naprawdę fajnym wzorcem dla młodych ludzi, który mogą sobie ,,podprogowo” przyswajać i się uczyć adekwatnych reakcji.
Książka porusza mocne tematy, czego się totalnie nie spodziewałam. Jest tam temat świadomej zgody, podejmowania decyzji świadomie i w zgodzie ze sobą, trudnych relacji rodzinnych, presji, hejtu, fałszywych relacji i interesownych osób, ale co ciekawe również warstw społecznych, klasistowskich zachowań i podziałów, a także tego jak wpływy i pieniądze niebywale skracają pewne drogi i otwierają drzwi niedostępne dla innych. Bardzo fajne też było wspomnienie o tym jak ludzie zrzucają wychowanie własnych dzieci na innych dla świętego spokoju.
I co ciekawe, ta mnogość i zawiłość problemów u każdego z bohaterów sprawia, że książka jest właśnie cozy, jest do czytania pod kocykiem przy kominku. Bo nie są to durni nastolatkowie, którzy tylko latają na imprezy, a bardziej namacalni nastolatkowie, którzy nie stapiają się ze sobą w jedną szarą masę.
Na początku dość mocno kwestionowałam decyzję Eli, ale później dotarło do mnie, że nie mogę jej oceniać bo w pewien sposób ją również rozumiem, a ona sama później ,,tłumaczy się” ze swoich wyborów i wyciąga wnioski.
Tak naprawdę jedyne do czego mogę się przyczepić, to że sporo czasu spędzaliśmy z Eli przy muzyce i wszelkiego rodzaju zajęciach, a Marco pod tym względem był trochę zapomniany i właściwie wiemy tylko, że był dwa razy na robotyce. Chociaż z drugiej strony to Eli jest tutaj bardziej main character więc pominięcie opisów jego zajęć znajduje w tym uzasadnienie.
Cieszy, że autor opisuje włoskie zawiłości rodzinne i zwyczaje bo się na nich zna, a nie bo chciał mieć za głównego bohatera przystojnego Włocha <3 bardzo doceniam, zwłaszcza w czasach, gdzie książki są tak nieprzemyślane, że autorki biorą realnie istniejące miasto w stanach tylko dlatego, że ładnie się nazywa, a potem zapominają o istnieniu Google mapsa.
Dlaczego 4 gwiazdki?
Za to jak poturbowało Marco…
A tak serio, miałam tak koło 60% lekki przestój, natomiast miałam też strasznie dużo roboty i bardzo możliwe, że po prostu natrafiłam na ten fragment w złym momencie.
Książka bardzo fajna, inna niż typowe świąteczne historyjki.