Dwa światy i jedno uczucie, które zmienia wszystko.
Eli – siedemnastoletnia gwiazda muzyki – czuje się wypalona. Przed świętami wyjeżdża na zimowy kurs dla młodych utalentowanych osób do Szwajcarii. Tam poznaje Marco – młodego Włocha, którego pasją jest robotyka. Marco dostał się na ten luksusowy kurs dzięki swojemu talentowi, a nie znajomościom. Relacja, która zaczyna łączyć Eli i Marco odsłania ukryte rany i tajemnice, a zima staje się dla nich czasem przemiany i odnalezienia własnej siły.
„Such a Snowflake” to lekka, przyjemna powieść obyczajowa, którą czyta się naprawdę szybko. Historia opowiedziana jest z dwóch perspektyw - Eli, młodej gwiazdy estrady, oraz Marco, zwykłego chłopaka, który wygrywa wyjazd jako prymus. To ciekawe zestawienie pozwala zobaczyć różne światy: z jednej strony blask sceny, oczekiwania i opinie ludzi śledzących każdy krok Eli, z drugiej zwykłe, codzienne życie Marco i problemy jego rodziny. Od razu polubiłam bohaterów, choć bardziej przypadła mi do gustu perspektywa Marco - wydawał się bardziej autentyczny, jego motywacje i rozterki były łatwiejsze do zrozumienia. Eli natomiast momentami wydawała się trochę chaotyczna i sama nie do końca wiedziała, czego chce - co jest zrozumiałe dla nastolatki, ale w jej przypadku sprawiało, że postać była trudniejsza do empatyzowania. Dużym atutem książki są szczegółowe opisy otoczenia i emocji. Dzięki nim naprawdę można poczuć mroźny klimat Alp i wyobrazić sobie miejsca, w których dzieje się akcja. Autor przywiązuje uwagę do słów, metafor i opisów, co sprawia, że książka ma swój urok i zostawia przestrzeń do refleksji. Wątek romantyczny jest dość szybki i początkowo oparty głównie na wyglądzie, ale należy pamiętać, że książka jest przeznaczona dla młodszego czytelnika (12+), więc taki rozwój wydarzeń jest naturalny. Historia porusza też trudniejsze tematy - nieobecnego rodzica, hejt czy różnice w statusie społecznym, które tworzą podziały, co dodaje jej głębi. „Such a Snowflake” to przede wszystkim opowieść o pierwszej miłości, dorastaniu, szukaniu swojego głosu i pierwszych krokach w dorosłość. Chociaż nie wszystkie zachowania bohaterów do mnie trafiały, to z perspektywy młodszego czytelnika mogą być całkowicie zrozumiałe i inspirujące. Podsumowując, to miła, zimowa powieść obyczajowa, która może przypaść do gustu młodszym czytelnikom, ale i starsi czytelnicy mogą znaleźć w niej coś dla siebie - wrażenia, refleksje i przyjemny, mroźny klimat Alp. Nie jest to historia pełna niespodziewanych zwrotów akcji, ale spędziłam z nią naprawdę miło czas i poczułam pewną magię wstępowania w dorosłość.
Pierwszy raz od dłuższego czasu skończylam książkę, którą czytałam bez przymusu i naprawdę bardzo jej potrzebowałam 🥹
“Such a snowflake” A. Gardaś
współpraca reklamowa x Wydawnictwo Books4YA
W Hotelu Snowflake nikt nie wie, kim tak naprawdę są otaczające go osoby. Lepiej też o to nie pytać i nie zawierać między sobą przyjaźni. Każdy jest tu bowiem po to, by skupić się na sobie i wybranych przez siebie przedmiotach- od robotyki, po muzykę. Pomiędzy Eli a Marco nawiązuje się jednak nić porozumienia, która ciągnie za sobą wiele zaskakujących ich zdarzeń.
To świetna pozycja na mroźne, zimowe wieczory spędzone przy kominku! Wraz z Eli i Marco czas ucieka w zatrważającym tempie, a fotel w domowym zaciszu wydaje się zamieniać w kanapę w relax roomie w Hotelu Snowflake.
Pomysł na historię wraz z wykonaniem bardzo przypadły mi do gustu. Nawet się nie obejrzałam, a już byłam w połowie książki i jedyne, o czym mogłam myśleć, to jak zakończy się pobyt bohaterów w Hotelu.
Od samego początku bardzo przypadła mi do gustu perspektywa Marco- z głównej dwójki to jego bardziej polubiłam, a rozterki, z którymi się mierzył, zdawały mi się łatwiejsze do zrozumienia. Nie mam jednak wielu zarzutów do Eli, miałam jedynie wrażenie, że wielu problemów, z którymi się zmagała, dało się łatwo uniknąć- chociażby w sprawie rozterek sercowych. Jej przemyślenia w tym temacie dość mocno mnie odpychały, bo choć przeżywanie wielu różnych, skomplikowanych i trudnych do zrozumienia emocji jest zupełnie typowe dla nastolatki to jednak nie trafiało to do mnie. Z czasem jednak zaczynałam lubić ją coraz bardziej, a tym samym cała historia także była dla mnie przyjemniejsza w odbiorze.
Historia ta zwraca także uwagę na trudniejsze tematy- nieobecności jednego z rodziców i braku porozumienia z rodzicami, różnicy w statusie społecznym i ciągnącym się za tym brakiem akceptacji, a dodatkowo, ze względu na muzyczną karierę Eli- poruszony został temat hejtu i niezrozumienia w internecie. Zostały przedstawione w sposób dość przystępny, a ze względu na fakt, iż jest to książka przeznaczona dla nieco młodszych odbiorców (oznaczenie 12+) uważam za naprawdę ważne, że autor zdecydował się na wprowadzenie takich wątków.
Na minus w moim odczuciu, były angielskie wstawki w polskich zdaniach. Zważając na fakt, że program, wokół którego toczy się akcja, realizowany jest w języku angielskim, dość oczywiste jest, że właśnie tym językiem będą posługiwać się bohaterowie. Mimo wszystko niezbyt pasowały mi w tym wszystkim angielskie słówka w rozmowach chociażby z członkami rodziny, jak to było w przypadku Marco i jego wujka, jednak im dalej szła akcja, tym mniej ich było (choć może po prostu przestałam zwracać na nie uwagę).
Za kolejny i to dość ważny problem uważam relację romantyczną między głównymi bohaterami, wokół której tak naprawdę skupia się cała akcja. Brak w niej od samego początku miejsca na szczerą rozmowę- wychodzi to szczególnie w chwili kłótni bohaterów. Pomimo że jest to pozycja dla, jak już wcześniej zwróciłam uwagę, trochę młodszych odbiorców, to mnóstwo tu wzmianek o seksualności i intymności. Personalnie nie mam z tym problemu, bohaterowie bowiem są pełnoletni i to całkowicie normalna sprawa, ale może jednak warto pomyśleć nad nieco innym oznaczeniem wiekowym?
Dla mnie była to lekka i przyjemna w odbiorze (pomimo minusów) pozycja, dobra na zimowy czas. Nie poleciłabym jej raczej osobom 12+, jak wskazuje na to oznaczenie z tyłu okładki, ale 14+ już tak, jeśli szukacie czegoś, przy czym możecie odetchnąć i na chwilę zapomnieć o własnych zmartwieniach.
To już kolejna książka tego wydawnictwa, którą przeczytałam w jeden wieczór.
Jeśli chodzi o fabułę, to 17-letnia Eli Star, lub Eliza Starzewska (co mi bardziej odpowiada) jest znaną polską piosenkarką, która powoli zaczyna dostrzegać, że ścieżka jej kariery nie jest taka jaką dziewczyna by sobie wyobrażała. Matka razem z menagerem decydują o każdym aspekcie życia dziewczyny, a jej zaczyna to przeszkadzać. I w sumie nie jest to jakieś szokujące. W końcu ma 17 lat i pełne prawo do próby samo odkrywania.
Z kolei nasz główny bohater Marco ma 18 lat i pochodzi z ubogiej, rozbitej rodziny, w której matka po latach nadużyć postanawia zostawić męża i zawalczyć o lepsze życie dla syna. Chłopak jest super inteligentny i dzięki swojej ciężkiej pracy zostaje dostrzeżony przez hotel Snowflake gdzie proponują mu kurs dla specjalnie uzdolnionych.
Na ten sam kurs trafia Eli ponieważ jej matka liczy na anglojęzyczny rozwój córki, dzięki czemu będzie miała szansę na karierę międzynarodową.
Sam zamysł na historię jest turbo uroczy, a styl jest bardzo przyjemny, przez co te niecałe 400 stron pochłonęłam w lekko ponad dwie godziny. Bo kto nie lubi uroczego romansu w samym sercu Alp?
Niestety, mam kilka minusów, przez które nie bawiłam się tak dobrze jak na to liczyłam.
Po pierwsze, książka jest 12+ i tak też było przez 99% co jest super, ale ten 1% brakujący sprawił że miałam totalny ICK czytając o jakiś zalążkach zbliżeń miedzy głównymi bohaterami. Że niby gdzieś po udach ją dotykał, leżał bez koszulki itd. I ja rozumiem, 17/18latkowie tak się zachowują, ale nie jestem pewna czy wspominanie o tym w książce 12+ jest okej. Może jest! A ja się nie znam, nie znam za dużo 12latków.
Po drugie – zaznaczę, że to tylko moje subiektywne odczucie – pisane teksty piosenek w książkach to coś co mnie skręca i wykręca. Doświadczyłam tego już przy innych pozycjach i doświadczyłam tego też tutaj. Nie wiem dla czego, ale pisanie „ach, ooo, och” nie jest dla mnie i ciężko mi się to czyta… [Reszta w komentarzu]
No i po trzecie i ostatnie to język – nie wiem czy to wina autora czy korekcji, ale nastolatkowie nie mówią słów takich jak „lecz”. Myślę, że spora część z nich zapomniała o istnieniu tego słowa. Także chwilami językowo było trochę za "dorośle”.
Sama Eli, która na początku trochę się miota, tu chce tego, za chwilę innego i ja to rozumiem! Też kiedyś miałam 17 lat i jest to jak najbardziej zrozumiałe. Jedynie byłam na nią WŚCIEKŁA po scenie w kinie. Tak się po prostu nie robi, ale dobra, możemy jej wybaczyć, jakby nie było to się dziewczyna rehabilituje pod koniec.
Overall, książka jest lekka i przyjemna. Gdyby nie te trzy rzeczy totalnie byłoby to dla mnie 5/5. Jak wiecie, kocham słodkie i przyjemne rzeczy, a to takie było! Myślę, że śmiało poleciłabym ją komuś 14+ właśnie z uwagi na te sceny. Dla starszych czytelników może być fajną lekturą na mroźny zimowy wieczór przy kakale!
PS. Hotel Sowflake w mojej głowie to zamek lodowy Elsy z Krainy Lodu, jak coś.
Miał to być zimowy romans, opowieść o pierwszej miłości, pierwszym zauroczeniu, osadzona w śnieżnej, niemal bajkowej scenerii luksusowego hotelu Snowflake w Szwajcarii. Fabuła opiera się na koncepcji prestiżowego Kursu Zimowych Aspiracji, na który trafia grupa wyjątkowo uzdolnionych i ambitnych młodych ludzi. Założeniem programu jest wspieranie ich potencjału intelektualnego poprzez zajęcia prowadzone przez wyselekcjonowaną kadrę pedagogiczną, w języku angielskim, co dodatkowo ma sprzyjać rozwojowi kompetencji językowych uczestników. Już sam ten pomysł budzi pozytywne skojarzenia z edukacją opartą na pasji, motywacji i pracy nad sobą.
Zarys fabularny aż prosił się o mądrą historię o nierównościach, presji, granicach i dorastaniu. I naprawdę szkoda, że ten potencjał został tak bardzo zmarnowany.cielesności
Bo im dalej, tym gorzej. Przy oznaczeniu 12+ dostajemy treści, które z wychowawczego punktu widzenia są po prostu nie do obrony. Bardzo erotyczne sceny, relacja oparta niemal wyłącznie na , ciągłe skupienie na wyglądzie i pożądaniu. Nie ma rozmów, nie ma budowania więzi, nie ma poznawania drugiego człowieka. Jest za to przekaz: pierwsza miłość = fizyczna fascynacja. I to jest bardzo niebezpieczne uproszczenie dla młodego odbiorcy.
A potem jest jeszcze gorzej. Fentanyl. Przemoc. Przypalanie papierosami. Bez realnej refleksji, bez wyraźnych konsekwencji, bez edukacyjnego kontekstu. Serio, co młody czytelnik ma z tego wynieść? Że to element „romantycznej” historii? Że to normalne? Jako dorosła osoba czuję w tym miejscu ogromny sprzeciw. Literatura młodzieżowa ma wpływ. Kształtuje wyobrażenia, normalizuje zachowania. I nie możemy udawać, że to nie ma znaczenia.
Najbardziej martwi mnie to, jak ta książka przedstawia relacje. Nie uczy rozmowy, szacunku ani stawiania granic. Nie pokazuje zdrowej bliskości. Pokazuje chaos, przemoc i seksualizację, podane w ładnym opakowaniu. I właśnie to jest najgroźniejsze, bo młody czytelnik może nie mieć jeszcze narzędzi, żeby oddzielić fikcję od wzorca.
Z ciekawości zajrzałam do opinii w sieci i określenia w stylu „urocza historia” dosłownie mnie zszokowały. Mamy chyba bardzo różne definicje słowa „urocza”. Dla mnie to książka chaotyczna, przeładowana dziwnymi i niepokojącymi wątkami, która nie tylko nie wspiera młodego czytelnika, ale wręcz może mu zaszkodzić.
Jako rodzic, ale też po prostu jako dorosła osoba, która na codzien ma kontakt z dziecmi i młodzieżą, nie poleciłabym tej książki młodszym odbiorcom. Nie chciałabym, żeby dzieci z mojego otoczenia po nią sięgały. Ładna okładka i zimowy klimat nie przykryją faktu, że treść jest niedostosowana, nieprzemyślana i wychowawczo bardzo problematyczna. I to jest, niestety, największy zawód tej historii.
Myśląc ,,świąteczna książka” mam raczej w głowie prostą, raczej dość nudną, historyjkę dwojga dzieciaków, którzy się w sobie zakochują, a potem pół książki lepią bałwany, rzucają się śnieżkami i piją gorącą czekoladę.
Jakie było moje zdziwienie.
Książka jest bardzo dorosła - bohaterowie mają pewne zachowania czy reakcje adekwatne do swojego wieku, jednak rozwiązaniem wielu sytuacji jest dorosłe podejście do tematu, rozmowa. Książka jest 12+ i myślę, że jest naprawdę fajnym wzorcem dla młodych ludzi, który mogą sobie ,,podprogowo” przyswajać i się uczyć adekwatnych reakcji.
Książka porusza mocne tematy, czego się totalnie nie spodziewałam. Jest tam temat świadomej zgody, podejmowania decyzji świadomie i w zgodzie ze sobą, trudnych relacji rodzinnych, presji, hejtu, fałszywych relacji i interesownych osób, ale co ciekawe również warstw społecznych, klasistowskich zachowań i podziałów, a także tego jak wpływy i pieniądze niebywale skracają pewne drogi i otwierają drzwi niedostępne dla innych. Bardzo fajne też było wspomnienie o tym jak ludzie zrzucają wychowanie własnych dzieci na innych dla świętego spokoju.
I co ciekawe, ta mnogość i zawiłość problemów u każdego z bohaterów sprawia, że książka jest właśnie cozy, jest do czytania pod kocykiem przy kominku. Bo nie są to durni nastolatkowie, którzy tylko latają na imprezy, a bardziej namacalni nastolatkowie, którzy nie stapiają się ze sobą w jedną szarą masę.
Na początku dość mocno kwestionowałam decyzję Eli, ale później dotarło do mnie, że nie mogę jej oceniać bo w pewien sposób ją również rozumiem, a ona sama później ,,tłumaczy się” ze swoich wyborów i wyciąga wnioski.
Tak naprawdę jedyne do czego mogę się przyczepić, to że sporo czasu spędzaliśmy z Eli przy muzyce i wszelkiego rodzaju zajęciach, a Marco pod tym względem był trochę zapomniany i właściwie wiemy tylko, że był dwa razy na robotyce. Chociaż z drugiej strony to Eli jest tutaj bardziej main character więc pominięcie opisów jego zajęć znajduje w tym uzasadnienie.
Cieszy, że autor opisuje włoskie zawiłości rodzinne i zwyczaje bo się na nich zna, a nie bo chciał mieć za głównego bohatera przystojnego Włocha <3 bardzo doceniam, zwłaszcza w czasach, gdzie książki są tak nieprzemyślane, że autorki biorą realnie istniejące miasto w stanach tylko dlatego, że ładnie się nazywa, a potem zapominają o istnieniu Google mapsa.
Dlaczego 4 gwiazdki? Za to jak poturbowało Marco… A tak serio, miałam tak koło 60% lekki przestój, natomiast miałam też strasznie dużo roboty i bardzo możliwe, że po prostu natrafiłam na ten fragment w złym momencie.
Książka bardzo fajna, inna niż typowe świąteczne historyjki.
,,Such a Snowflake” to opowieść o dwóch bardzo różnych światach i jednym uczuciu, które pojawia się w najmniej oczywistym momencie. Eli, siedemnastoletnia gwiazda muzyki, jest zmęczona presją, kontrolą i oczekiwaniami innych. Zimowy wyjazd do Szwajcarii na kurs dla młodych talentów ma być tylko kolejnym obowiązkiem, a staje się początkiem zmian. To właśnie tam poznaje Marco — spokojnego, utalentowanego Włocha z pasją do robotyki, który na to miejsce zapracował wyłącznie własnym talentem.
Najbardziej podobała mi się perspektywa Eli i jej wewnętrzna przemiana. Obserwujemy, jak z dziewczyny podporządkowanej menadżerowi, opiniom i hejterom stopniowo staje się kimś, kto zaczyna słuchać siebie i odnajduje własny głos. Bardzo podobały mi się muzyczne wstawki, trafne porównania oraz lekki, przyjemny język, dzięki któremu książkę czyta się szybko i z dużą swobodą.
Autor porusza wiele ważnych tematów: trudne relacje rodzinne, presję ambicji rodziców, problemy rówieśnicze, dorastanie w mniej zamożnym domu oraz pierwszą miłość — intensywną, nieco naiwną, ale bardzo prawdziwą. Historia Marco, wychowywanego przez mamę i zmagającego się z problemami ojca, dobrze kontrastuje z życiem Eli i pokazuje, jak różne doświadczenia kształtują młodych ludzi. Jednak ilość ich może przytłoczyć i przygnębić, jakby cała fabuła opierała się tylko na problemach a zimowy klimat, miał tylko wpasować się okres świąteczny.
Niektóre sceny i zachowania dorosłych postaci są mało wiarygodne — niby dorośli, a jednak ich decyzje i reakcje nie pasują do wieku bohaterów i sytuacji. Momentami również słownictwo mogłoby być bardziej odpowiednie dla młodszego czytelnika, biorąc pod uwagę oznaczenie wiekowe książki (12+).
Książka ma swoje wady i zalety. Pomysł na historię Eli i Marco był naprawdę ciekawy, jednak potencjał nie został w pełni wykorzystany. Mimo to przekaz autora — o dorastaniu, pierwszej miłości i odnajdywaniu własnego głosu — jest mocnym punktem opowieści. Wciąga, porusza emocje i może być inspirująca dla młodszego czytelnika.
Zima rozgościła się na dobre, a co za tym idzie, chęć sięgania po świąteczne książki rośnie z każdym dniem. Dlatego z ogromną przyjemnością sięgnęłam po tę pozycję. Eli Star ma siedemnaście lat i choć na scenie błyszczy, w rzeczywistości jest delikatna jak płatek śniegu. Zimowy obóz w Szwajcarii ma pomóc jej wspiąć się na wyżyny, ale także zrozumieć, dlaczego pozwoliła odebrać sobie głos. Rok starszy Marco liczy na to, że właśnie w Szwajcarii odnajdzie klucz do swoich marzeń oraz przyjaźń, która pozwoli mu być sobą. Ich pierwszemu spotkaniu nie towarzyszą jednak żadne fajerwerki. Śnieg nie topnieje, a gwiazdy nie wybuchają na niebie.
To idealna powieść świąteczna dla młodszych czytelników, pełna niezastąpionego zimowego klimatu, który udziela się z każdej strony. Bohaterowie wyjeżdżają na obóz, którego celem jest szlifowanie języka angielskiego. Są zagubieni, próbują odnaleźć własną drogę i liczą, że pobyt w tym miejscu wskaże im, dokąd mają zmierzać. Książka prowadzona jest naprzemiennie z perspektywy Eli i Marco. Każde z nich pochodzi z innego środowiska i ma zupełnie różne cele.
Eli zostaje wysłana na obóz przez matkę, aby poszerzać horyzonty i rozpocząć karierę na rynku anglojęzycznym. Marco jest zdolnym studentem, który ciężko zapracował na ten wyjazd. Każde z nich mierzy się z własnymi problemami, przedstawionymi w mądry i wartościowy sposób. Eli nie może decydować o swojej karierze, bo matka całkowicie przejęła nad nią kontrolę. Marco pochodzi z biedniejszej, rozbitej rodziny, a ten wyjazd jest dla niego ogromną szansą. Mimo różnic odnajdują wspólny język, lecz ich relacja rozwija się powoli, co pozwala dokładnie poznać bohaterów.
Jednak to nie romantyczny wątek znajduje się na pierwszym planie, a problematy, z którymi muszą się zmierzyć. Książka ukazuje, jak walczyć o siebie, odnaleźć w sobie siłę i przeciwstawić się temu, co odbiera nam głos. Urzekł mnie styl autora, który skupia się przede wszystkim na emocjach, a nie tylko na wydarzeniach. Ta historia ma kilka naprawdę mocnych momentów, w których szczerze martwiłam się o los bohaterów.
To genialna książka idealna na pierwsze podrygi zimy. Jej klimat i przesłanie świetnie pasują do tego czasu, a warstwa emocjonalna dodaje jej głębi. Właśnie za tę gorycz i wrażliwość ogromnie ją cenię.
Już dawno nie czułam się aż tak za stara na daną książkę. Przyznaję, sięgając po “Such a snowflake” nie sprawdziłam ograniczeń wiekowych, ale często czytam książki młodzieżowe czy YA i dobrze się na nich bawię.
Książka pokazuje zderzenie dwóch światów- bogatych z biedniejszymi. Pod względem zachowania bohaterów jesteśmy na dwóch skrajnych końcach. Musiało pojawić się przedstawienie bogatych dzieciaków jako rozpuszczonych, z brakiem szacunku do kogokolwiek (typical). Oczywiście Eli i Marco są wyjątkowi- dziewczyna zachowuje się normalnie (mimo popularności i posiadanych pieniędzy), a chłopak nie jest typem obsesyjnie oszczędzającym każdy grosz.
Książka dla mnie była po prostu nudna, nie wciągnęła mnie fabułą, nie utożsamiałam się z żadnym z bohaterów, nawet do nikogo nie zapałałam miłością, tak żeby im kibicować. Tak jak pisałam na początku, wydaje mi się że jestem już za stara by ekscytowały mnie takie problemy nastoletniego wieku. Postaci mają po 17-18 lat, a ich charaktery wciąż się kształtują. Całość wypada dosyć płytko, tematy zakochania się sprowadzone są bardziej do fizyczności, wyglądu i braku rozmowy. Wątki są chaotycznie poprowadzone,
Pióro autora też nie podeszło mi w stu procentach, czasami (jak na perspektywę nastolatków) przemyślenia były aż nazbyt poetyckie. Nie pasowało mi to do sytuacji i ich charakterów. Książkę czyta się szybko i to jest jej plusem, jednak nie potrafiłam się wciągnąć w tę fabułę.
“Such a snowflake” jest opatrzone ograniczeniem wiekowym 12+. Tutaj również muszę się przyczepić, bo z jednej strony zachowanie bohaterów, ich przemyślenia i dialogi idealnie trafią do tego młodszego odbiorcy, a z drugiej strony pojawiają się tu mocniejsze sceny, które raczej powinny mieć wyższe ograniczenie.
A. Gardaś, znany również jako Adam Faber, jest autorem powieści obyczajowych i fantastycznych. "Such a Snowflake" to powieść romantyczno-obyczajowa utrzymana w świąteczno-zimowym klimacie. Choć jej głównymi bohaterami są nastolatkowie, książkę można czytać w każdym wieku.
Eliza Starzewska, znana szerszej publiczności jako Eli Star, to muzyczna gwiazda młodego pokolenia. Ma zaledwie siedemnaście lat i jest już zmęczona nieustannym odgrywaniem przypisanej jej roli. Tytułowy Snowflake to nazwa pięciogwiazdkowego hotelu w Szwajcarii, który oferuje swoim gościom pobyt połączony z dowolnie wybranymi kursami szkoleniowymi. Eliza wybiera to miejsce, by podszkolić swój angielski i właśnie tam poznaje Marco Pratiego.
Przekrój występujących w powieści postaci niemal natychmiast nasunął mi na myśl pojęcie "płatków śniegu", które od pewnego czasu funkcjonuje w naszym społeczeństwie. Jest to potoczne, często krytyczne określenie młodego pokolenia, sugerujące nadwrażliwość emocjonalną, niską odporność na stres oraz silne reagowanie na krytykę. Termin ten ma charakter stereotypowy i publicystyczny - jedni używają go, by podkreślić rzekomą słabość młodych ludzi, inni wskazują, że większa wrażliwość wynika raczej z rosnącej świadomości emocjonalnej oraz zmieniających się realiów społecznych.
"Such a Snowflake" opowiada o cieniach i blaskach sławy, konflikcie pokoleń, relacjach międzyludzkich, potrzebie samorealizacji i w końcu o miłości.
Kochacie zimowe historie? Ta mimo, że nie jest typowo świąteczna, to ma w sobie magię zimowego klimatu ❄️
Książka przedstawia nam zimową historię o pierwszej młodzieńczej miłości, pokazuje nam różne emocje, które dla młodego człowieka potrafią być dużymi przeciwnościami losu. Przeczytamy tu o niesamowitej przyjaźni, która jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody oraz przyjaźni które musi nauczyć się wybaczać i dawać drugą szansę.
Główną bohaterką jest Eliza, nastoletnia muzyczna gwiazda, która powoli odczuwa wypalenie zawodowe i brak chęci do koncertowania. Aby odpocząć udaje się na prestiżowy kurs językowy w przepiękne Alpy.
Marco, nastolatek po przejściach, który ma wybitny umysł i dzięki niemu udaje mu się dostać na ten sam kurs. Jednak czy wszystko jest takie na jakie wygląda? Czy może jednak za każdym rogiem szkoły kryją się tajemnice?
Książka jest idealnym prezentem pod choinkę 🌲 ciepa zimowa historia pełna zaskoczeń 👌🏼 Kategoria wiekowa +12 więc idealna dla młodzieży.
Nie wiem co to miało być. Mówienie że się kochają był dla mnie w tym przypadku bez podstawne bo żadnego głębszego budowania relacji nie było. Może innym się spodoba ale mi w ogóle nie przypadła do gustu. Szybko się czyta to chyba jedyny plus