Zderzenie z rzeczywistością jeszcze nigdy nie było tak romantyczne.
Malwa po śmierci taty odkrywa listę marzeń, którą spisała z nim wiele lat temu. Postanawia je zrealizować – dla niego, dla siebie, a także dla pozornie uporządkowanego życia. Tylko jedna z rzeczy na liście okazuje się dla niej trudniejsza, niż mogła przypuszczać. Ciężka sprawa: pisać powieść, kiedy w grę wchodzą rozwód, zdrada i… stłuczka!
Wjechać w tył auta przystojnego, choć irytującego właściciela warsztatu? Zdarza się. Ale skończyć z umową na udawany związek podczas wyjazdu z własną paczką znajomych – to już mniej typowe. Zwłaszcza gdy granica między udawaniem a prawdziwymi uczuciami zaczyna się zacierać.
Pełna humoru, wzruszeń i nieoczywistej chemii historia o tym, że życie nie zawsze toczy się zgodnie z planem. I bardzo dobrze!
Justyna Luszyńska jest pisarką, anglistką, nauczycielką, redaktorką... i miłośniczką herbaty. Pisze nieustannie — powieści, felietony, opowiadania, prozę poetycką, a i poezję. Ba! Zdarza się, że i sztuki teatralne — i choć żadna nie została wystawiona, to wszystko jeszcze przed nami, prawda? Jest redaktorką w miesięcznikach i, z czego jest bardzo dumna, miała zaszczyt być członkinią jury ogólnopolskich konkursów literackich.
Prowadzi swoją stronę (www.pisadlo.pl) oraz działa na Instagramie, na którym albo nakleja plasterki na dusze (@pisadlo_luszynska — tutaj publikuje poezję oraz prozę poetycką),albo uczy siebie i innych o tym, jak pisać dobre książki (@j.luszynska). Poza tym chce zjeździć świat kamperem, je naleśniki z masłem orzechowym i kocha wiosnę, między innymi dlatego, że wtedy kwitną bzy. A kiedyś zamieszka blisko gór, bo ciągnie ją do nich jak cholera. Wiadomo? Może w poprzednim wcieleniu była jedną?
"Mi Amore. W umowie było inaczej" to mój najnowszy patronat autorstwa Justyny Luszyńskiej (Wydawnictwo Spisek Pisarzy). #patronatkaczki
Książkę otrzymałem od Wydawcy.
Malwa po stracie ojca odnajduje stworzoną z nim przed laty listę marzeń i decyduje się je spełnić - zarówno z potrzeby serca, jak i dla uporządkowania własnego życia. Okazuje się jednak, że realizacja jednego z punktów przynosi więcej komplikacji, niż mogła przewidzieć. Niespodziewana stłuczka prowadzi ją do znajomości z przystojnym, ale nieco irytującym mechanikiem, a ta z kolei kończy się… fikcyjnym związkiem podczas wspólnego wyjazdu ze znajomymi. Granica między pozorem a prawdziwymi emocjami szybko zaczyna się zacierać, a życie Malwy nabiera zupełnie nowych barw.
Ten, kto mnie zna, wie, że uwielbiam twórczość Luszyńskiej, a już trochę tego mamy: "Łączy nas nienawiść", "Trzeba było mnie zatrzymać", "Kocham chłopaka mojej babci", nie mówiąc już o przewspaniałym zbiorze tekstów "Siedzą we mnie smoki". Pozostaje mi tylko nadrobić "Będę czekać całą noc", która jeszcze nie znalazła się na mojej półce. W każdym razie "Mi Amore. W umowie było inaczej" to kolejna perła w dorobku Justyny, zapewniająca 300 stron czystego i szczerego uśmiechu. Po prostu nie ma pojedynczego słowa, przy którym bawiłbym się gorzej. To literatura na najwyższym poziomie pod niemal każdym względem. Profesjonalizm czuć już od pierwszej strony - także za sprawą pracy Spisku Pisarzy.
Luszyńska szasta motywami i pomysłami jak z rękawa, będąc Midasem komedii romantycznych - co nie napisze, okazuje się złotem. Dlatego z dumą mogę się podpisać także pod "Mi Amore. W umowie było inaczej". To lektura, która po prostu wciąga, hipnotyzuje i ciekawi. Jest ciepła, otulająca jak kocyk i budząca refleksje - opowiada o życiu, w którym każdy może się utożsamić lub znaleźć wspólny mianownik, czyniąc całość historią uniwersalną.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to chyba tylko do długości książki. Można byłoby ją lepiej rozwinąć, jeśli chodzi o backstory. Jakaś część mnie miała wrażenie, że brakowało głębi Mirkowi i przyjaciółkom Malwy. Podoba mi się jednak fakt, że nie byli pokazani jako ci „źli”, bo tak w życiu to nie wygląda, lecz jako osoby, których ścieżki po prostu się rozeszły. Wniebowzięty jestem poruszaną tematyką przywiązania do przeszłości i próby odnalezienia nowej siebie.
Podsumowując: "Mi Amore" to kolejna komfortowa książka Luszyńskiej, która sprawi, że Twoje życie będzie lepsze. Nie mam wątpliwości, oceniając ją na mocne 10/10 z ogromnym, ciepłym uśmiechem! Po stokroć polecam.
Wątek fake dating jest dla mnie ogromnie atrakcyjny w literaturze. Bardzo chętnie sięgam po książki właśnie z nim. Dodatkowo słyszałam wiele dobrego o twórczości autorki, jednak zawsze się z nią mijałam. Dlatego nadszedł czas, aby sprawdzić, co w trawie piszczy.
Malwa po śmierci swojego taty odkryła listę marzeń, którą lata temu z nim spisała. Postanawia je zrealizować. Tylko jedna z tych rzeczy okazuje się być szczególnie trudna, a mianowicie napisanie powieści. Obecnie w jej życiu dzieje się bardzo dużo: rozwód, zdrada i stłuczka. Wjechała w tył auta przystojnego właściciela warsztatu. Z tej sytuacji wychodzi jednak z umową na udawany związek podczas wyjazdu ze swoją paczką znajomych. Granica między udawaniem a prawdziwymi uczuciami zaczyna się zacierać.
Książka brzmi świetnie i właśnie tak się zapowiadała. Niestety mam do niej kilka zarzutów, choć są one moimi osobistymi uwagami. Książka zaczyna się bardzo dynamicznie, dzieje się w niej dużo, bez zbędnych zapychaczy. Akcja jest spójna i nie ma możliwości, aby się w niej pogubić. Jednak właśnie ten aspekt nie do końca mi się spodobał, ponieważ zabrakło miejsca na rozwinięcie relacji między bohaterami. Miałam wrażenie, że wszystko działo się zbyt szybko, a zanim się obejrzałam, oni już zbliżyli się do siebie.
Fabuła nie posiadała momentów zaskoczenia, ponieważ wszystko zostało podane na tacy. Bohaterowie od razu dają nam poszlaki, w którą stronę rozwinie się cała sytuacja. Motyw fake datingu został dobrze zbudowany, a relacja między bohaterami rozwijała się w bardzo zabawny sposób. Ich więź szybko przerodziła się w głębsze uczucie, którego nie było w ich umowie.
Książka nie była jednak wyłącznie pozytywna, ponieważ poruszała także trudne tematy: zdradę, żałobę, rozpoczynanie nowego życia, rozwód i toksycznych przyjaciół. Kreacja bohaterów jest bardzo dobra. W postaci Malwy można wyczuć zagubienie i ból, z którymi się zmaga. Maks, z pozoru bawidamek, okazuje się bardzo dojrzałym i empatycznym mężczyzną. Zakończenie książki nie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, raczej przewidywalne. Chciałabym również zaznaczyć, że nie jestem fanką krótkich form, lubię, gdy relacje rozwijają się powoli i budują napięcie.
Jestem pewna, że książka znajdzie odbiorców, którzy ją pokochają. Niestety u mnie kilka rzeczy nie zagrało, jednak wynika to głównie z moich osobistych preferencji. Mimo wszystko spędziłam z nią miło czas, była lekka i pozwoliła mi oderwać się od rzeczywistości.
" - Boisz się, że się we mnie zakochasz? We mnie? - W tobie– szepcze tak cicho, że nie jestem pewna, czy w ogóle mnie usłyszał. – A w umowie było inaczej"
W ciągu kilku dni życie Malwiny się zmienia. Porządkując rzeczy po śmierci ojca odnajduje notes a w nim listę marzeń, czyli rzeczy, które pragnęła zrobić. Uważa, że to znak i dlatego decyduje się spełnić każdy punkt, tylko czy jej się to uda? Napisanie książki nie wydaje się wcale takie łatwe. Ale to dopiero początek. Malwina była przekonana, że ma szczęśliwe życie. Ukochany mąż, będący jej pierwszą miłością. Wprawdzie od pewnego czasu pomiędzy nimi się nie działo dobrze, ale nigdy nie spodziewała się, że to się skończy. W dniu ich kolejnej rocznicy, jej mąż informuje, że zakochał się w innej. Cóż, doskonałe wyczucie czasu, prawda? Dodajmy do tego wypadek, kiedy to bohaterka uszkodziła samochód pewnego mężczyzny i który jeszcze raz pojawi się na jej drodze.
To przyjemna lektura. Lekka, idealna na jeden wieczór. Oczywiście musiałam się na nią skusić ze względu na występujący tu motyw udawanego związku, który uwielbiam. Bohaterzy wzbudzają sympatię, troszkę mniej gówna bohaterka, ale polubiłam ją. Kobieta cierpi i nie ma co się dziwić, prawda? W końcu tyle lat z jednym człowiekiem, powoduje, że ciężko się pogodzić. Malwina pogrąża się w rozpaczy, ale do pewnego momentu. Przypomina sobie o wycieczce z przyjaciółmi. O wycieczce, która jest ich tradycją a w której uczestniczy każda wraz ze swoim mężem. Cóż, jak wiadomo bohaterka nie ma już męża i co najgorsze, dzwoniąc w celu dogadania szczegółów odnośnie wycieczki to dowiadują się, że zaprosili Mirka a o niej w ogóle nie myślały. Fajne przyjaciółki, prawda? Im dalej tym okazały się jeszcze gorsze. Raczej bym powiedziała, że dosyć słabe mniemanie o niej mają. A bohaterka? Za wszelką cenę stara się im przypodobać. Na szczęście w pewnym momencie zmieniła swój stosunek. Ale, ale wracając. Malwina pod wpływem emocji decyduje się poinformować, że ona również z kimś przyjedzie. Teraz tylko ma problem, bo gdzie znajdzie faceta, który będzie udawał jej chłopaka?
Maks i Malwina. Oboje całkiem różni. Różnią się jak dzień i noc. On ma listę z cechami dla swojej wymarzonej partnerki i nie da się ukryć, że Malwina w nią w ogóle się nie wprasowuje. Ale wiecie co? Mimo że różni, to zaczynają się coraz bardziej dogadywać. Trzeba jednak przyznać, że po dosyć długim czasie, bo ich początkowe relacje były dosyć wrogie. A Malwina? Zaczyna z nim spełniać zadania z listy i to było fajne, a zarazem smutne, bo faktycznie jest on całkiem obcym facetem, którego dopiero poznała i robi z nią rzeczy, które nigdy nie robiła ze swoim mężem. Podróż statkiem, oglądanie wschodu słońca czy zwykła nauka pływania. Niby tak banalne czynności, a mogła je doświadczyć dopiero z Maksem. Całkiem obcy dla niej mężczyzna zrobił więcej niż jej maż przez cały okres ich znajomości. Podobały mi się ich dyskusje, pełne wzajemnych złośliwości, co powodowało, że momentami też było śmiesznie.
To miał być tylko układ, ale co jeśli pojawia się uczucia? Czy jest to w ogóle możliwe? Maks ma swoje problemy, które powodują, że boi się zranienia, a życie Malwiny się komplikuje. Jak zakończy się ich historia?
"Nie jestem pewna, czy aktualna Malwina chce tego samego. co ta przeszła. Problem polega na tym, że ja... ja chyba w ogóle nie wiem, czego ona chce, nie wiem, jakie ma marzenia i plany"
Trzeba przyznać, że Malwina to bohaterka, która momentami irytuje. Daje się wykorzystywać, wręcz woli postępować według tego co wydaje się bezpieczne niż zaryzykować, co mogłoby spowodować, że będzie szczęśliwa. Nie ukrywam, że to momentami było męczące. Z kolei to co bardzo podobało mi się to to w jaki sposób autorka poprowadziła końcówkę książki. Cały czas to Mirek był pokazywany jako ten zły, ale ta końcówka pokazała, że Malwina też w pewien sposób była winna temu, że ich małżeństwo było bardzo dalekie od ideału. Miłego!
Macie swoją listę marzeń? Jeśli tak to co znajduje się u Was na pierwszym miejscu? Coś szalonego? Podróż wokół świata? A może skok ze spadochronem? 💗👻
Autorka stworzyła historie pełna emocji oraz humoru. Jest to opowieść o stracie. Pewnego spokojnego dnia który wydawał się przeciętny. Malwa porządkując rzeczy po śmierci ojca znajduje notes wraz z marzeniami, które chciała do zawsze zrobić. Twierdzi, że to znak. Musi to być znak! Decyduje się, więc na spełnienie każdego z nich. 🫶
Jednym z nich było napisanie własnej książki. Bardzo podobało mi się, gdy Malwa podejmowała próby pisania jej, a autorka cudownie przeniosła to na papier. Dziewczyna często była zirytowana, że jej nie wychodzi i nie jest to takie proste, przez co bardzo dobrze mi się to czytało i były chwile z uśmiechem na twarzy. 🤣📖 Niestety jej życie nie jest usypane płatkami róż. Malwa miała męża. Od dawna nie było między nimi dobrze, ale nie spodziewała się tego co ją spotka. W kolejną rocznice ślubu jej mąż informuje ją, że ma inną kobietę na oku. Czyż to nie idealny czas na takie wyznanie?
Malwina jest smutna i możemy ujrzeć jej rozpacz. Przypomina jej się, że zawsze jeździła z przyjaciółmi na wycieczkę, ale również zawsze był tam z nią jej mąż… To tylko wszystko komplikowało tego roku. Dzwoni, więc aby ugadać szczegóły wycieczki, dowiaduje się, że wycieczka jest już zorganizowana i w dodatku jej mąż został zaproszony, a o niej zapomnieli. Bohaterka próbuje za wszelką cenę dalej z nimi utrzymywać kontakt, co według mnie było złym postąpieniem, ponieważ wyszły na fałszywe. Na szczęście w krótce postawiła na swoim.
Cóż za nieszczęśliwa liczba wypadków staje na drodze Malwiny… Dziewczyna chce się odegrać i informuje „przyjaciółki”, że pojawi się z nowym mężczyzną. Tylko jest jeden problem. Nie ma z kim. Gdzie na już znajdzie chłopaka, który będzie się bawił w udawany związek?
Na jej drodze pojawia się mechanik - Maks.👨🔧 Dosłownie różni ich wszystko, ale jak już wiemy przeciwieństwa się przyciągają. Z dnia na dzień coraz bardziej się dogadują, a Malwa spełnia marzenia z listy. Jest to dla niej dziwne i nieswoje, dlatego że jeszcze nie robiła takich rzeczy ze swoim mężem. Była z nim tyle lat, a z nowopoznanym chłopakiem już zrobiła więcej rzeczy niż ze swoim mężem. Nauka pływania, wchód słońca czy też podróż statkiem. Tak banalne sytuacje, ale jednak nigdy tego nie doświadczyła ze swoim starym partnerem. Często bywało śmiesznie, ponieważ nawzajem sobie dokuczali co bardzo mi się spodobało. 🌊🛥️
W końcówce książki możemy się dowiedzieć, że nie tylko Mirek był winny zawaleniu całego związku, a Malwa też miała swoje za uszami. Mimo, że przez całą książkę był ukazany jako ten zły charakter to na końcu nabiera to trochę innego sensu. 🫶
Reasumując książka „Mi Amore. W umowie bylo inaczej” bardzo mi się spodobała. Autorka - Justyna Luszyńska poprowadziła swobodne i lekkie dialogi, które się bardzo dobrze czytało. 💗
A wy jakie macie swoje największe marzenie? Pochwalcie się w komentarzach! 🫶
This entire review has been hidden because of spoilers.
Pewnego dnia Malwina odnajduje pudełko z pamiątkami, które zgromadził jej zmarły ojciec. Wśród nich trafia na zeszyt z listą marzeń, które niegdyś spisała, pragnąc spełnić je razem z nim. Postanawia do niej wrócić i zrealizować punkty z listy. Czy jej się to uda? Jakie przygody na nią czekają?
W międzyczasie życie Malwiny gwałtownie się komplikuje. Rozstaje się z mężem, wjeżdża w tył pięknego wymuskanego chrystlera i wyrusza na coroczny wyjazd ze swoją paczką znajomych, mając u boku… chłopaka do towarzystwa. Brzmi jak szaleństwo? A może to po prostu życie, które potrafi mocno zaskoczyć?
Uwielbiam książki Justyny Luszyńskiej. To jedna z tych polskich autorek, na których nowe powieści zawsze czekam z niecierpliwością. Mam wtedy pewność, że otrzymam niezwykle uroczą, ciepłą i zabawną historię, która ogrzeje serce. Justyna jest mistrzynią w łączeniu humoru sytuacyjnego z pełną uroku opowieścią. I tak też było tym razem. „Mi Amore. W umowie było inaczej” to kolejna książka autorki, która z dumą zajmuje miejsce na mojej półce. Uwielbiam pióro Justyny. W historię z jej powieści się wpada całym sobą i nie chce się wychodzić. Jako czytelnik pragnie się razem z bohaterami przeżywać ich perypetie, rozterki i radości. Jej historie są maksymalnie życiowe i autentyczne.
Opowieść Malwiny to historia o próbie odnalezienia siebie. O tym, by porzucić przeszłość i żyć teraźniejszością. O akceptacji faktu, że człowiek się zmienia i trzeba dać sobie prawo do zastanowienia się, czy dawne marzenia wciąż są naszymi pragnieniami. Trzeba pozwolić sobie na odrzucenie tego, co minione. To również subtelna opowieść o stracie, żałobie oraz o zmaganiach głównej bohaterki z atakami paniki.
Maks i Malwina tworzą świetny duet. Ich relacja rozwija się w piękny, naturalny sposób. Oboje nie są idealni i wcale tego nie ukrywają. Są zranieni, pełni własnych lęków, co czyni ich postacie niezwykle prawdziwymi. Delikatny wątek hate to love nadaje historii zabawnego akcentu. Ich potyczki słowne, zaczepne i sarkastyczne dialogi, niejednokrotnie wywołają u czytelnika uśmiech na twarzy.
„Mi amore. W umowie było inaczej” to idealna lektura, by usiąść z kubkiem ciepłej herbaty, otulić się ulubionym kocem i zatopić w opowieści, która skutecznie ogrzeje serce.
Mi Amore, jaka ta książka jest cudowna! Justyna Luszyńka napisała historię pełną ciepła, spokoju, życiowej mądrości i błyskotliwego humoru. Czytało mi się ją niesamowicie dobrze - to feel-good novel i comfort book w jednym i to na najwyższym poziomie.
✨️O czym jest? Malwa nie może pozbierać się po śmierci ojca. Postanawia zrealizować listę dawnych marzeń, które spisali wspólnie z tatą. Ma nadzieję zrobić to ze swoim mężem, jednak ten…decyduje się od niej odejść. Dziewczyna zawiera umowę na udawany związek z Maksem, mechanikiem, z którym niezbyt się lubią. Malwa nie chce, aby paczka wspólnych znajomych jej i byłego, traktowała ją, jak przegrywa, stąd decyzja o pokazaniu im swojego nowego partnera. Ale co, jeśli Maks stanie się kimś więcej, niż tylko “facetem do towarzystwa”?
✨️Kto pokocha? Fanki komedii romantycznych z motywem fake dating oraz ci, którzy lubią historie o spełnianiu marzeń mimo przeżytych trudnych doświadczeń i starty kogoś bliskiego. To idealna lektura dla osób szukających humoru i wzruszeń oraz czegoś spokojnego, lekkiego, ale też skłaniającego do refleksji.
✨️Za co pokochasz? Za wspomniane ciepło historii, lekkość i co ważne — bohaterów, którzy wydają się prawdziwi w swoich emocjach i słabościach. Nie są idealni i popełniają błędy, przez co stają się bliżsi nam, czytelniczkom. Malwy było mi chwilami tak niesamowicie szkoda — niepogodzona ze stratą taty, z dnia na dzień zostaje bez wsparcia ze strony, jak jej się wydawało, miłości swojego życia, czuje się zagubiona i bezradna, ale jest przy tym tak cudownie waleczna — jakby się tylko dało, to chętnie sprawiłabym jej przytulasa. Maks przeżył zawód miłosny, po którym chyba wciąż nie do końca się pozbierał — cały czas liczy na to, że spotka idealną kobietę. Jednak Maks sobie, a życie pisze swoje scenariusze.
✨️Czy ja pokochałam? Tak, tak, tak! Urzekło mnie połączenie humoru z głębszymi emocjami, które sprawiają, że ta książka ma w sobie taką autentyczność.
✨️Czy polecam? Zdecydowanie tak, zwłaszcza jeśli szukasz lekkiej, a jednocześnie poruszającej lektury. To powieść, która rozbawi, wzruszy i zostawi z poczuciem bycia otulonym miękkim kocykiem.
” to jest historia, jakiej potrzebujecie. Otuli was jak kocyk i sprawi, że się uśmiechniecie. Malwina mierzy się ze stratą. Zmarł jej ukochany tata, a teraz rozwód. Z byłym mężem znali się od liceum, rozumieli bez słów…aż tych słów za brakło. Oddalili się od siebie, a Malwina odkryła, że nie znają się tak bardzo jak myślała. Zbliża się coroczny wypad nad morze z paczką z liceum. Kiedy dowiaduje się, że jej były też tam będzie, postanawia jechać. Ale jak się pokazać samej, kiedy on już kogoś ma? Spontanicznie wpada na pomysł wynajęcia chłopaka do towarzystwa. To się musi udać, prawda? Muszą tylko wytrzymać ze sobą tydzień i udawać zakochanych. Nic prostszego. W teorii 😉 Jedynym kandydatem do tej roli jest Maks- ponury i irytujący właściciel warsztatu, któremu Malwina skasowała auto. Jak bardzo pozory potrafią mylić! Maks okazuje się być ideałem (oficjalnie trafił na listę moich literackich przyszłych chłopaków). Jak się domyślacie, zaczyna między nimi iskrzyć. Więcej Wam nie powiem- nie chcę Was pozbawić niespodzianki. Z jednej strony cudowna komedia romantyczna, a z drugiej ,historia o kryzysie małżeńskim. Ważnym wątkiem jest lista marzeń, którą Malwina musi zaktualizować. Przy okazji odkryje, że już nie jest tą samą dziewczyną i że musi się w siebie wsłuchać, odkryć się na nowo. Autorka dotyka trudnych tematów (żałoba, ataki paniki), ale nie przytłacza emocjami, ponieważ jednocześnie przeplata je humorem. Najpierw jest wybuch emocji, potem powoli się uspokajają. Jestem absolutnie oczarowana tą historią, jej przesłaniem: Czasem niektórym rzeczom i ludziom trzeba pozwolić odejść, bo nam już nie służą. Musicie to przeczytać! Z całego serca polecam.
- współpraca recenzencka z wydawnictwem Spisek Pisarzy -
Malwa po śmierci taty wraca do listy marzeń, którą kiedyś stworzyli razem lata temu. Miało być spokojnie, tylko spełnienie punktów. A wyszło.. inaczej. Rozwód, zdrada, przypadkowa stłuczka i fikcyjny związek z facetem, który działa jej na nerwy. Brzmi jak chaos, ale może właśnie tak zaczyna się coś prawdziwego.
Za każdym razem, gdy tylko pojawia się nowość autorstwa Pani Luszyńskiej, biorę ją w ciemno. Uwielbiam jej styl pisania oraz oryginalnych bohaterów, którzy zmagają się z codziennymi problemami - tak jak my. Autorka nie zapomina również o poruszaniu tematu zdrowia psychicznego, który w dzisiejszych czasach jest niezwykle ważny i, co najistotniejsze, bardzo "ziemski" i prawdziwy.
Historię Malwiny i Maksa pochłonęłam w jeden dzień - zaczęłam rano, a po południu przeczytałam ostatnią stronę. To była lekka, przyjemna, a jednocześnie cholernie bolesna książka. Bo chyba nikomu nie życzę takich samolubnych, zapatrzonych we własne szczęście przyjaciół ani toksycznego, byłego partnera.Ta autentyczność dodaje książce jeszcze więcej uroku. Po raz kolejny się nie zawiodłam i z wielką ekscytacją czekam na kolejne dzieła autorki.
Oh noo, co tu się wydarzyło? To moja druga książka tej autorki i liczyłam na coś równie dobrego, a niestety się zawiodłam 💔
A dlaczego? Bo tu za dużo się dzieje, przez co absolutnie nie czuć w tej książce emocji ani chemii między bohaterami. Ciągle zaczynamy jakąś akcję i od razu szybko ją kończymy czy urywamy. Giga szkoda!
Do tego bohaterka, na początku zrzędliwa, a później naiwna.
No i czemu oni nie umieją pogadać szczerze?! Nie wiem, denerwują mnie ciągłe myśli pokroju „kocham go, ale nie mogę”, „nie jestem jego ideałem, nie będziemy razem” czy „ona mnie na pewno zrani”…. bo tak😩
A jak już jest okazja pogadać to nasi bohaterowie wolą iść do łóżka. Przecież tu nikt o niczym nie porozmawiał! 😩
This entire review has been hidden because of spoilers.
tak bardzo mi się podobała 🥹 świetna komedia romantyczna, bohaterzy cudowni, humor taki jak lubię, wątek romantyczny na piątkę z plusem i cudownie wydanie (bo jakże bym mogła zapomnieć o szacie graficznej!)
spędziłam z nią cudowny czas i bawiłam się wybornie! ✨👌🏻
nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, więc już wiedziałam czego mniej więcej się spodziewać, choć autorka nie raz udowodniła już, że w każdej kolejnej historii potrafi zaskoczyć czytelnika. tym razem dostaliśmy mix motywów, których w wykonaniu Luszyńskiej jeszcze nie czytaliśmy, a zabawa podczas czytania była przednia!
styl pisania autorki jest naprawdę świetny, lekki i przyjemny, a zarazem bardzo angażujący i zachęcający do czytania bez przerwy, żeby dowiedzieć się co będzie dalej. pełen humoru i śmiesznych scen, ale nie brakuje tej książce tych poważnych momentów, które potrafią doprowadzić do pojawienia się w oczach łez. fabuła była niezła, zresztą jak zawsze w ksiązkach autorki, ale dla mnie było jej po prostu za mało i rozwijała się dość szybko i mam wrażenie, że czegoś tutaj zabrakło:(
bohaterów pisanych przez autorkę nie da się nie lubić, tak było w przypadku Malwy i pewnego mechanika. ich relacja aż iskrzy, i przez większość ksiązki naprawdę mi się podobała, ale pod koniec miałam odczucie, że coś nie wyszło:(( wszystko potoczyło się dośc szybko, jak dla mnie za szybko, jeszcze ten incydent z byłem mężem dziewczyny też kompletnie nie przypadł mi do gustu. ta dwójka naprawdę miała swoje momenty i w końcowym rozrachunku stwierdzam, że na pewno zapamiętam ich na dłużej, ale sama historia raczej nie stanie się moją ulubioną:((