Główną bohaterkę poznajemy w dość trudnych okolicznościach, gdyż dziewczyna nie wie, gdzie jest, jak się nazywa, nie ma żadnych wspomnień. Okazuje się, że została połknięta przez wyspę, a sens swojego istnienia musi odkryć na nowo. Dziewczyna poznaje na swojej drodze różne istoty, niekoniecznie ludzkie, a ich obecność ma znaczenie dla rozwoju nowej osobowości głównej bohaterki oraz odkrycia tego, kim na prawdę jest lub co dla niej zostało zaplanowane. Wydawałoby się, że bohaterka ma uciec z tego świata, podczas gdy jej zadaniem będzie nauka alchemii oraz nie dać się pożreć Popielnej Pannie.
Od samego początku jest dużo niewiadomych, które mnie denerwowały, ale mogło to wynikać też z narracji pierwszoosobowej. Klimat tajemnicy i mroku utrzymuje się przez cały czas, do tego całość otoczenia jest dla mnie bagnami, czymś obślizgłym, obrzydzającym, choć wielokrotnie pojawiał się przyjemny kontrast, chociażby w postaci elegancko ubranego Trzynaście pośród mokradeł.
Książka zadedykowana jest fanom ASMR i przyznam szczerze, że znajdzie tutaj dużo szczegółowych i długich opisów, masę zabiegów dźwiękonaśladownictwa. Myślę, że mógłby z tego powstać całkiem niezły audiobook, choć zdecydowanie bardziej myślami jestem za tym, że z tej książki można zrobić absolutnie dobrą grę komputerową.
Fabuła jest dość dynamiczna poprzez niewielką ilość dialogów w stosunku do całej treści. Całość przypomina dla mnie jeden, wielki koszmar, który komuś się przyśnił, a przez to czasami nie wiedziałam, co czytam. Zdania były dla mnie wyrwane z kontekstu.
Język momentami jest dla mnie poetycki, bardzo alegoryczny, a potem pojawiają się prostackie słowa, co czasami gryzło mnie w oczy.
Nie do końca byłam przygotowana na tę książkę, gdyż czerpanie przyjemności ze śliny wilka, krwi, rozcinania skóry było czymś, co wprawiało mnie czasami w osłupienie. Przede wszystkim relacja Alchemiczki z Wilkiem była dość trudna do rozgryzienia w porównaniu do jej relacji z Trzynaście, ktora od samego początku była dla mnie raczej pociągiem fizycznym, wydawało mi się nawet, że Kruk chciał ją wykorzystać. Z czasem zaczęłam rozumieć, że każdy troszczył się o Alchemiczkę na swój własny sposób, nawet jeżeli mogło sprawić jej to przykrość.
Finalnie książka okazała się być dla mnie zbyt metaforyczna. Na początku byłam podekscytowana, jednak z czasem cały zapał opadał i czytało mi się ją coraz trudniej. Uważam, że cały utwór ma potencjał, jednak czegoś mi brakowało, znalezienia balansu między tym co magiczne, a prawdziwe.