Książka „Wikingowie” autorstwa Leśniewskiego zaskakuje już od pierwszych stron nie rozbudowaną erudycją ani gęstą siatką dat, lecz przejrzystością, porządkiem i narracyjną płynnością. Autor przyjmuje perspektywę odmienną od wielu historyków piszących o epoce skandynawskich najeźdźców. Zamiast konstruować monumentalną, jednowymiarową opowieść o podbojach z północy, prowadzi czytelnika przez kolejne terytoria, na które docierały wikińskie okręty. Każde z nich staje się odrębną sceną z własną sytuacją polityczną, kulturowym tłem i społecznym kontekstem, a więc i z własną dynamiką zdarzeń, przyczyn, skutków, decyzji i błędów.
Leśniewski nie stawia sobie za cel sformułowania wielkich tez światopoglądowych ani tworzenia nowych teorii na temat przyczyn sukcesu lub porażki Wikingów na poszczególnych terenach. Skupia się raczej na prostym, rzetelnym przedstawieniu faktów w porządku przyczynowo-skutkowym. W jego narracji kolejne wydarzenia wynikają z siebie logicznie, bez nadmiaru nazwisk, dat i nazw miejscowości, które mogłyby przytłoczyć mniej zaawansowanego czytelnika. Właśnie w tym tkwi siła tej książki. Leśniewski potrafi opowiedzieć historię w sposób zrozumiały, a jednocześnie nie spłycony.
Jednocześnie może to też być wynik doboru materiału źródłowego na którym pracował autor - w większości stanowią go opracowania historyczne, nie zaś oryginalne teksty i średniowieczne teksty - to na pewno ma wpływ na lekkość prezentowanych treści. Choć autor nie przytacza obszernej bibliografii i nie szafuje przypisami, pozostaje wierny faktom. Widać, że dobrze zna materiał, na którym pracuje, i potrafi przełożyć go na język żywej narracji. Nie popada w nadmierne uproszczenia, a tam, gdzie korzysta z domysłów, robi to z wyczuciem i świadomością granic historycznej pewności.
W książce pojawia się wiele ciekawostek opatrzonych ilustracjami, które znakomicie urozmaicają lekturę. Te graficzne przerywniki pomagają wyobrazić sobie bohaterów przytaczanych anegdot, kształt wikińskich łodzi czy mapę ich podbojów. W połączeniu z surową, ale estetyczną formą wydania tworzą klimat i sprawiają, że czytelnik rzeczywiście „wchodzi” w świat opowieści.
Warto zauważyć, że Leśniewski nie ogranicza się do relacjonowania wydarzeń z punktu widzenia samych Wikingów. Jego narracja obejmuje również perspektywę tych, którzy znaleźli się po drugiej stronie – Anglików, Franków, Rusów czy Irlandczyków. Poświęca kolejnym regionom/okresom podbojów, oddzielny fragment teksty, który wzbogaca o analizę lokalnej sytuacji politycznej i społecznej w momencie, gdy wikingowie pojawiają się na horyzoncie (dosłownie i jedynie w perspektywie). Dzięki temu czytelnik nie ma wrażenia, że obcuje z suchą kroniką podbojów, lecz z opowieścią o zderzeniu kultur, mentalności i ambicji.
Czuć w tej książce pasję. Leśniewski pisze o Wikingach z fascynacją, ale i z szacunkiem. W jego opisie pobrzmiewa literackie zacięcie. Zdania są rytmiczne, pełne energii, momentami niemal powieściowe. Można odnieść wrażenie, że autor nie tylko rekonstruuje przeszłość, lecz także ją opowiada niczym doświadczony gawędziarz, który zna temat na wyrywki i potrafi nadać mu żywą formę.
Na pytanie, które autor zadaje we wstępie, czy czytelnicy będą zadowoleni z takiej formy opowieści, odpowiedź brzmi: tak. Nawet jeśli nie jest to książka stricte naukowa, zakorzeniona w twardych analizach źródeł i odkryciach archeologicznych, jej przystępność i płynność stanowią dobra rozrywkę. „Wikingowie” Leśniewskiego to przykład literatury popularnonaukowej w najbardziej przystępnym wydaniu. Autor nie udaje, że tworzy dzieło akademickie, lecz z pasją prowadzi czytelnika przez historię pełną ruchu, zmian i emocji. Ja osobiście uwielbiam książki naukowe, jednak przyznaję, że autorowi z wdziękiem udało się przekonać mnie do lektury pomimo moich początkowych obaw po przejrzeniu bibliografii.
To książka, która potrafi zainteresować zarówno tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z dziejami tytułowych wojowników, jak i tych, którzy po latach naukowych lektur chcą przypomnieć sobie, dlaczego świat Wikingów wciąż tak fascynuje.