Niezapłacona rata, faktura, mandat, kredyt na zero procent, który przez drobne niedopatrzenie kończy się windykacją – dłużnikiem można stać się bardzo łatwo. A dług to nie tylko debet na koncie czy wpis w rejestrze dłużników. To przede wszystkim emocje: niepewność, strach, bezsilność i poczucie wstydu.
Dlaczego tak mało wiemy o pieniądzach? Po co się zadłużamy? Czy robimy to inaczej niż Czesi, Duńczycy czy Amerykanie? Co nasze zadłużenie mówi o naszym podejściu do kwestii zaufania? Jak żyć z długiem? A gdy stracimy kontrolę – co zrobić, żeby z niego wyjść?
Aleksandra Gałka-Reczko, laureatka Konkursu Reporterskiego Wydawnictwa Poznańskiego, wysłuchała dziesiątek opowieści – czasem bolesnych, czasem absurdalnych, ale zawsze prawdziwych. Artysta, który wpadł w spiralę długu, by rozwijać swój teatr, owoc jego pasji. Małoletnia M., która odziedziczyła dług po swoim dziadku. Naukowczyni, która chwilówkami finansowała swoje wystawne życie w stolicy. „Robin Hood dłużników”, były windykator, który teraz pomaga dłużnikom. I wreszcie – komornik, który pokazuje, jak to wszystko wygląda „po drugiej stronie lustra”. To tylko niektóre z tych opowieści. Wszystkie składają się na reporterską podróż po Polsce zadłużonej – tej widocznej w raportach i opracowaniach oraz tej ukrytej za fasadą „dobrego życia”. To także książka o tym, jak dług kształtuje nasze codzienne wybory i marzenia. A być może też o tym, jak wiele możemy się dowiedzieć o sobie właśnie wtedy, gdy jesteśmy pod kreską.
46,9% ludzi w Polsce ma kredyt lub pożyczkę, czyli prawie co drugi Polak. Kolejno odlicz... Średnio na jednego mieszkańca Polski, włączając w to i dzieci, przypada 20,5 tysięcy złotych zadłużenia. W tej kwestii nie bez znaczenia jest co robisz, gdzie mieszkasz i… czego nauczono Cię w domu. Długi mają jednak nie tylko biedni, mają je także bogaci.
Dług jest tu odmieniany przez wszystkie przypadki, bo tyle ile dłużników, tyle scenariuszy. Jednostkowe historie przeplatane są tutaj z fragmentami przybliżającymi konkretny problem. Jest więc praktyka i teoria.
Całość naszpikowana informacjami. Ta książka powinna być lekturą obowiązkową. Czasem bardzo łatwo wpaść w tarapaty.
Mam bardzo mieszane uczucia. Mam z tą książką laureatki konkursu reporterskiego Wydawnictwa Poznańskiego poważny problem. Wydaje się bowiem dobrze przemyślana pod względem koncepcyjnym oraz strukturalnym. Ale coś poszło mocno nie tak na etapie wykonania. Być może to zbyt złożony temat jak na debiut, może po prostu wydawnictwo powinno było dostarczyć redaktora merytorycznego - w postaci prawnika specjalizującego się w prawie bankowym i finansach. Jest dwóch redaktorów prowadzących i tzw. redaktor właściwy, ale dramatycznie zabrakło kogoś, kto zrobiłby redakcję merytoryczną. Jest to o tyle niebezpieczne, że całość sprawia wrażenie świetnie przemyślanej i kompleksowej, a zdarzają się skróty myślowe i zwyczajne przekłamania. Trafiło na radcę prawnego zajmującego się zarówno kredytami, jak i upadłościami, zatem zdecydowanie nie jestem typową czytelniczką takiej pozycji ani nawet jej czytelniczką docelową (targetem, można by rzec). Tym bardziej jednak przeczytałam ją wnikliwie i trochę mnie przeraża, że ludzie przygnieceni długami, którzy będą tam szukać potencjalnie jakichś wskazówek czy pomocy, z przydatnych rzecz znajdą głównie kontakt do Robin Hooda dłużników. Można np. w rozdziale o upadłości przeczytać, że plan spłaty to swoista kara dla upadłej za wynagrodzenie sztucznie zawyżone premiami, bo gdyby zarabiała mniej, umorzono by jej zobowiązania bez ustalania planu spłaty. Jest to wierutna bzdura, ponieważ umorzenie zobowiązań bez ustalania planu spłaty to rozwiązanie wyjątkowe, zarezerwowane np. dla osób ciężko chorych. W rozdziale o kredytach hipotecznych autorka pisze o wyroku w sprawie kredytu Alicja, ale nie wyjaśnia, jaki to był wyrok i jakie były wady prawne tego produktu finansowego. Następnie przechodzi do sprawy tzw. kredytów frankowych i już na wstępie oddaje głos przedstawicielowi Związku Banków Polskich, który chwali się, jak to już w 2005 alarmował rząd, że tego produktu nie powinno się wprowadzać na polski rynek finansowy. Pietraszkiewicz wini polityków, tymczasem to banki nawet dziś, 6 lat po wyroku TSUE, który stal się początkiem rewolucji prokonsumenckiej w tych sprawach, procesują się do końca i zamiast rozliczyć się z kredytobiorcami przez potrącenie, wszczynają osobne postępowania, by jak najwięcej osób zrezygnowało z wstępowania na drogę sądową. Pietraszkiewicz oczywiście nazywa frankowiczów niemoralnymi i ubolewa, że koszty ich procederu muszą ponosić inni, niewinni klienci banków. Dziwnym trafem zapomina wspomnieć o rażących wadach prawnych umów narzucanych przez banki klientom i niemożliwych do negocjowania. Nie zwraca uwagi, że całe ryzyko zmiany kursu waluty spoczywało wyłącznie na klientach, bo banki na poczet zadłużenia zajmowały kredytowane nieruchomości. Umyka mu, że kurs waluty był ustalany przez banki jednostronnie i według nieznanych klientom kryteriów. Złe są tylko "pewne grupy" i kancelarie prawne, które zrobiły sobie biznes z obsługi kredytobiorców. Autorka niby wspomina, że ten obraz jest niepełny, ale już nie o tym, że jest jednostronny i przekłamany do cna. Na zastrzeżenie poświęca cztery zdania, a wcześniejsza bankowa narracja zajmuje kilka stron. Nie rozumie w ogóle postępowania egzekucyjnego i tego, czym jest tytuł egzekucyjny, nie potrafi adekwatnie opisać procedury. Ja wiem, że to nie miał być podręcznik KPC, ale tu się pojawiają twierdzenia, że całkiem bez wiedzy i udziału dłużnika wierzyciel może sobie uzyskać nakaz zapłaty i udać się z nim do komornika. No ludzie kochani. Nie wspominam już nawet o takich ciekawostkach przyrodniczych, jak rozdział o ojcu Wenantym, czyli bracie bankomacie (nawet nie pytajcie). Nie znajdziecie w tej książce rady, żeby czytać umowy ze zrozumieniem czy skorzystać z pomocy prawnej. Za to jest reklama byłego pracownika firmy windykacyjnej, który zmienił stronę barykady. Nie polecam, nie jestem nawet zdziwiona, że coś takiego się ukazało, ale jednak jest to trochę przykre. Krzywda także dla debiutantki, przynajmniej w moim odczuciu.
Zaufanie. Niby piękna sprawa, ale czasem zbytnia ufność może sprowadzić człowieka na manowce. Ufamy doradcom kredytowym, firmom pożyczkowym, bliskim, własnemu rozsądkowi. Koszt bywa wysoki. Wiedziałam, że reportaż "Dług" będzie jak horror i niewiele się pomyliłam. Z jednej strony mamy zwykłą głupotę ludzką - życie ponad stan, różne odmiany beztroskiego "hulaj dusza, piekła nie ma!", kredyty brane na zachcianki. Takich dłużników mi nie żal, bo to dłużnicy na własne życzenie. Ta druga strona jest już przerażająca - dziedziczenie długów, niefrasobliwość rodziców, której konsekwencje ponoszą dzieci. Te rozdziały czytałam ze ściśniętym sercem. Szczególnie ten o dziedziczeniu długów, bo okazuje się, że wprawdzie jakieś prawo mamy, ale interpretacja tego prawa plus nieudolność prawników - to przepis na tragedię. Świetny jest rozdział o komorniku walczącym z alimenciarzami (ależ to parszywcy!) i ten o pracy komornika w ogóle - pomysłowość dłużników w unikaniu spłat jest tyleż zabawna, co przygnębiająca. Sporo dowiedziałam się też na przykład o pracy w lombardzie. Do tej pory zawsze włączało mi się skojarzenie z Aloną Iwanowną, lichwiarką ze "Zbrodni i kary", a tu proszę, zwykły pan, zwykli klienci, którym po prostu powinęła się noga. Poza całym wachlarzem problemów finansowych, spiralą długów i życiem z ogromnymi zobowiązaniami finansowymi, autorka porusza też kwestię zwyczajnego stosunku do pieniędzy. U nas dzieci rzadko uczone są szacunku do nich, nie mają świadomości co ile kosztuje, jak długo trzeba pracować na nowe buty. Często ta niewiedza przenosi się na dorosłych, a wtedy dramat gotowy.
Bardzo ciekawy, pouczający reportaż, który dla wielu może być przestrogą przed zbytnią beztroską finansową.
bardzo dobry reportaż, ukazujący historie osób zadłużonych z wielu przyczyn, takich jak chociażby hazard, nieudane inwestycje, zakupoholizm czy unikanie płacenia alimentów, ale też przedstawiający dużo badań i statystyk. zdecydowanie czuję, że moja (dotychczas raczej znikoma) wiedza finansowa się poszerzyła.
Myślę, że autorka przedstawiła dość kompleksowy obraz osób, które borykają się z problemami finansowymi. I to wcale nie są osoby z marginesu społecznego. To często ludzie tacy sami jak każdy z nas.
Za ich sytuację na pewno odpowiada, m.in. niewiedza, ale też fakt, że pieniądze nadal są często tematem tabu. Niektóre spirale zadłużenia z pewnością można było w porę zatrzymać, ale górę wziął wstyd.
Czytajcie i uczcie się na cudzych błędach 😅
Dobra rzecz na koniec roku, czas podsumowań, bilansów i statystyk wszelakich.
Sporo przypisów, głównie do źródeł internetowych, w tym też do aktualnych badań i statystyk.
Po jej przeczytaniu zmobilizowałam się do sięgnięcia po książkę o finansach osobistych, którą kupiłam chyba z 7 lat temu, a dotąd nie przeczytałam jej w całości.
Książka trafnie opisuje sporo części składowych sytuacji finansowej Polaków. Kredyty, chwilówki, lombardy.... Warto przeczytać dla uświadomienia sobie samemu, dlaczego warto o finansach wiedzieć więcej, niż tylko co to jest kredyt.
Skąd się biorą długi? Czasami to chęć poczucia się lepiej w towarzystwie, marzenia, a czasami błędne decyzje rodzinne czy hazard. Niekiedy nie mamy na to wpływu, ale bywa też, że doprowadzamy do tego w pełni świadomie. Ratując się, zaciągamy kolejne zobowiązania i tak spirala się nakręca. Co ważne, reportaże oprócz historii osób zadłużonych, są poparte bardzo ciekawymi wyjaśnieniami mechanizmów finansowych.
A jak pożyczają Polacy? To zależy od regionu. Przoduje północny-zachód, a najmniej zadłuża się południowy-wschód.
A jak żyją zadłużeni? Z ciągle wyciszonym telefonem, cierpiąc na bezsenność. Jedzą tanio i niezdrowo, przeglądają gazetki, by kupować jak najtaniej. Mierzą się też z koniecznością odmawiania spotkań towarzyskich, bo po prostu nie stać ich na wyjścia "na miasto". Są jednak też tacy, którzy żyją bogato (lub chcą tak wyglądać). Obecne kredyty pokrywają nowymi, zaciągają chwilówki, by wyjechać na fancy urlop czy mieć pieniądze, by zapłacić za znajomych w knajpie – boją się, że jeśli tego nie zrobią, przestaną być lubiani…
Część ludzi czuje wstyd i strach przed poproszeniem rodziny o pomoc. Inni to z kolei mistrzowie ucieczki przed alimentami, by na starość bez skrupułów żądać alimentów od dziecka, z którym nie mieli kontaktu.
Z czego to wszystko wynika? Przede wszystkim z faktu, że Polacy mają bardzo słabą wiedzę finansową.
Książka przedstawia historie ludzi, którzy wpadli w długi i sobie z nimi poradzili, ale też takich, którzy ciągle walczą o lepsze jutro. Mamy tu pełen przekrój: alimenciarzy, zakupoholików, hazardzistów, ofiary chwilówek, frankowiczów czy osoby z długami odziedziczonymi. Statystyki porażają – w 2024 roku najstarszy bankrut miał 96 lat, a najmłodszy zaledwie 9...
To, co w tej książce uderza najbardziej, to odczarowanie tematu tabu. Autorka pokazuje, że dług to nie tylko cyfry na koncie, ale przede wszystkim ogromny ciężar psychiczny, który deformuje relacje z bliskimi i niszczy zdrowie. Lektura obowiązkowa, ku przestrodze, ale i dla zrozumienia, że po drugiej stronie długu zawsze stoi człowiek, a nie tylko PESEL w bazie dłużników.
Jestem w szoku, że to debiut reporterski! Naprawdę kawał świetnej roboty, widać ogrom pracy i bardzo wnikliwy research. Autorka „obrobiła” temat z każdej strony. Co jak co, ale Wenantego nigdy w życiu bym się tu nie spodziewała, a przecież tak wspaniale wpisuje się w całe spektrum problematyki dotyczącej zobowiązań.
Być może z racji doświadczenia zawodowego, nie znalazłam tu wielu nowych informacji, muszę jednak przyznać, że dane statyczne o zadłużeniu Polaków wywarły na mnie piorunujące wrażenie. Nie zdajemy sobie sprawy ze skali problemu, gdy na co dzień widzimy tylko jednostki.
Ocenę obniżam ze względu pewne na niedokładności i zbyt pobieżną redakcję w warstwie prawnej. Szczególnie mocno rzuca się to w oczy w rozdziale o dziedziczeniu długów. Zamienne używanie pojęć „wyrok” i „postanowienie” na określenie jednego rozstrzygnięcia, niejasne określanie sposobów odrzucenia spadku, ale też bardzo lakonicznie wspomniana sankcja kredytu darmowego to tylko niektóre uchybień, na które zwróciłam uwagi podczas lektury.
Mimo wszystko jestem naprawdę zadowolona z lektury i nie żałuję poświęconego czasu. To powinna być pozycja obowiązkowa dla każdego Polaka.
w naturze człowieka leży dawanie kredytu zaufania innym – dotyczy to zarówno relacji między ludźmi, jak i zaufania wobec instytucji oferujących nam pożyczki. jednocześnie wielu z nas kieruje się prymitywnym instynktem ucieczki przed zagrożeniem, które łatwo zaczynamy widzieć w “nękających” nas windykatorach, komornikach czy samych ratach kredytu. przyparci do muru nie zawsze myślimy logicznie – więc nie mając na spłatę jednej raty, wpadamy w błędne koło zaciągania kolejnych pożyczek, by spłacić poprzednie. a wszystko często zaczyna się od wspomnianego na początku niewinnego zaufania do państwa i instytucji, które nie zawsze mają na względzie nasze dobro, lecz przede wszystkim swoje interesy
aż trudno uwierzyć, że to debiut autorki, bo to reportaż na naprawdę wysokim poziomie. książka dotyka problemu z każdej jego strony – opiera się na liczbach i statystykach, ale także i osobistych historiach. autorka rozszerza definicję “długu” do granic możliwości, pokazując, jak wielowymiarowe może być to pojęcie
reportaż pokazuje ogromną różnorodność takich historii – bo ile osób, tyle odcieni tego problemu. gałka-reczko przedstawia opowieści rozpoczynające się od nieznajomości prawa lub pomijania małych druczków przez długi dziedziczone, niepłacone alimenty, aż po wiarę w to, że zobowiązania finansowe rozwiążą modlitwy do świętych. całość oprawiona jest pięknie lingwistycznymi refleksjami na temat samego słowa “dług” oraz innych pojęć towarzyszących (sama nawet użyłam wcześniej “kredytu zaufania”, który pokazuje jak mocno w naszym życiu zakorzenione są te tematy – i co jest niezmiernie ciekawe!)
styl autorki jest profesjonalny i bezstronny, ale jednocześnie lekki, dzięki czemu nawet trudne zagadnienia czyta się bez poczucia przytłoczenia. mimo tego nie oszczędza on na ładunku emocjonalnym, wywołując w czytelniku złość na system i niektórych bohaterów, czy także współczucie oraz niedowierzanie, że takie historie naprawdę się dzieją
w tej książce niczego nie brakuje. to bardzo wartościowa, otwierająca oczy lektura
Świetny reportaż, przez który dosłownie się płynie. Miałam okazję porozmawiać z Autorką i pochwalić jej styl, ale zrobię to jeszcze raz tutaj!
Uwielbiam reportaże dotyczące kwestii społecznych więc ta tematyka to dla mnie strzał w dziesiątkę, a przy okazji obszar, nad którym nigdy się nie zastanawiałam - to ile Polaków jest zadłużonych, jak sobie z tym radzą i jak zagmatwane potrafią być procedury.
Jedna z najciekawszych książek, które przeczytałam w tym roku. Autorka porusza różne aspekty tego samego problemu - długów. Zostawiam dla siebie wątki związane z edukacją finansową, alimentami i skalą tego problemu, kwestia upadłości konsumenckiej, chwilówki, rola żyranta, ilość lombardów, a także rola komornika i sposoby w jaki ludzie unikają spłacania długów.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Szerokie i wartościowe spojrzenie na polskie meandry (i tendencje w zakresie) zadłużania się. Od osób kompulsywnych, poprzez niezaradne, po wykluczone społecznie. Twórca prywatnego teatru zakredytowany na wiele frontów, który znajduje ulgę w religii, upadli konsumencko alimenciarze, dziewczynka, która nie miała szansy zrzec się obciążonego spadki, źli windykatorzy, dobrzy komornicy. Wielość.
Miałam inne oczekiwania związane z tą książką. Myślałam, że będzie tu więcej historii ludzi opowiedzianych właśnie z ich perspektywy, a dostałam sporą dawkę statystyk, badań, szczątkowych informacji z zakresu ekonomii.