Świat się zmienia. Bóstwa znów chodzą między śmiertelnikami, używając ludzi jako narzędzi w swoich okrutnych walkach, odmieniając losy jednostek i imperiów.
Słynny oddział Górskiej Straży, Czerwone Szóstki, zostaje oskarżony o zdradę i zesłany do zamku Langre. Tam, w kamieniołomach kruszy się nie tylko skały, ale przede wszystkim dusze osadzonych.
Imperium ma większe problemy niż los pojedynczego oddziału. Uroczyska w całym Meekhanie plunęły dymem, popiołem i monstrami nie z tego świata. Powietrze i ziemia zostały skażone, ludziom grozi klęska głodu. Imperator Meekhanu – zależnie od tego, w którą z plotek się wierzy – został ranny lub zginął w walce z potworami.
Debiutował w 2002 r. w 19 numerze „Science Fiction” opowiadaniem Ostatni lot Nocnego Kowboja. Następnie było Ponieważ kocham cię nad życie, Honor górala, I będziesz murem, dwa opowiadania tworzące mikropowieść – Sen przedwiecznych i Przebudzenie; Światło na klindze miecza, Gdybym miała brata oraz Wszystkie dzieci Barbie – wszystkie w SFF&H.
Mieszka i pracuje na Śląsku, gdzie, jak mówi, przeprowadził się za panią swojego życia, która też zjechała tu z innych stron – „I tak spotkaliśmy się mniej więcej pośrodku drogi”. Jego debiut książkowy "Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe" zostały ciepło przyjęte zarówno przez czytelników, jak i krytyków. W plebiscycie „Fantastyka 2009″ portalu Katedra książka zdobyła tytuł „Najlepszej książki polskiej”, a opowiadanie Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami otrzymało nagrodę im. Janusza A. Zajdla za rok 2009.
Trudno mi pozytywnie ocenić tę książkę z dwóch kluczowych powodów. Pierwszy to cena, która mocno irytuje. Nie będę porównywał do poprzednich książek z Meekhanu, bo takie zestawienia wydają się nieadekwatne, ale warto zauważyć, że Dusza Porkyta Bliznami ma cenę okładkową 89,99 zł, wydawca sprzedaje ją za 71,20 zł, a na ŚK można ją dorwać za 69,90 zł. Książka liczy sobie około 400 stron. Z kolei Agla: Abraxas ma cenę okładkową 74 zł, wydawca daje ją za 59,20 zł, a na ŚK można ją kupić za 52 zł, przy czym ta książka ma aż 750 stron. Różnica między tymi książkami to zaledwie 3 miesiące. I tu pojawia się pytanie: jak to jest możliwe, że cena jednej książki wzrasta o 25 zł w tak krótkim czasie? Zanim jakiś śmierdzący libek zacznie paplać, że nie muszę kupować, jak mi się nie podoba, zaznacze, że książkę zamówiłem zanim ujawniono liczbę stron. A patrząc na Aglę, liczyłem na to, że wydawnictwo potraktuje nas z szacunkiem. Tak, rozumiem, że koszty rosną, ale ten wzrost cen w przeciągu trzech miesięcy to po prostu plucie w twarz czytelnikowi. Na starcie minus jeden do oceny. Po drugie to sama fakt, że czuć, że to preludium do dalszej historii jak by ktoś wyciął drugą połowę a pierwszą wydał.
Przechodząc do samego produktu… to niestety nijakość. Trochę jak najgorsze opowiadania z Południa i drugie opowiadanie z Zachodu, historia średnia trochę jak popłuczyny. Chociaż nie jestem aż tak emocjonalnie związany z tą serią, to jednak uważam ją za jedną z najlepszych polskich serii fantasy. Niestety, w tym przypadku mamy przydługi wstęp i lore dropy, które mają niby zbudować napięcie przed tomem 7, ale zamiast tego… to napięcie opada. I to bardzo. Mam wrażenie, że właściwie nic się tutaj nie wydarzyło. Cała książka jest tylko interludium, takim przerywnikiem. Nie ma żadnego kulminacyjnego momentu, żadnego satysfakcjonującego zamknięcia wątku albo jego rozbudowy. Wszystko to wygląda, jakby autor po prostu bał się nazwać to, czym w rzeczywistości jest ta książka czyli połową książki.
Jest jednak kilka plusów. Wegner potrafi pisać w sposób, który mi osobiście pasuje. To prosty, bezpośredni język, bez zbędnych ozdobników. Ale to naprawdę wszystko, co mogę pochwalić. Niestety, książka poważnie cierpi na brak akcji, a to jej ogromny problem.
Nie ukrywam, że czuję się zawiedziony po lekturze Duszy. 400 stron, które mogłyby nie istnieć, bo na ten moment nic się tam nie wydarzyło. Mam wrażenie, że przeczytałem je po to, żeby w końcu dowiedzieć się, że mógłbym tego wcale nie robić. A przecież ktoś pewnie stwierdzi, że jak będzie tom 7, 8 czy cokolwiek, to i tak warto będzie wrócić do tego tomu, bo pewnie w przyszłości coś się wyjaśni. Może, ale na razie, na ten moment, to po prostu ta książka to drogie nic.
Po prostu czuję, że ta książka to takie wypełniacz by Wegener zaznaczył swoją obecność na rynku, które ma budować coś, co będzie miało sens dopiero za kilka tomów. I może tak będzie, ale nie zmienia to faktu, że teraz, w tej chwili, mam wrażenie, że przeczytałem coś, czego nie trzeba było czytać, a teraz pozostaje mi czekać na kolejne tomy, by może poczuć, że to miało sens. A może nie. Kto wie. Na pewno na razie nie ma w tym nic, co uzasadniałoby wydatek na ten tom.
Ocena będzie sroga bo najbliższe do czego mogę porównać ten tom to Pył snów któremu dałem wtedy 2/5 tutaj technicznie też dałbym 2/5 jednak kwestia ceny obniża moją ocenę znacznie.
To nie jest przygoda, na którą czekałem. Nadal potrafi porwać, choć na krótko. Trzyma klimat, ale to za mało. Wzrusza jedynie na parę chwil. Tytuł "Dusza pokryta bliznami" doskonale oddaje to, czym jest ta książka - ale niespecjalnie odnosi się do jej treści. Tej jest zaskakująco niewiele, Wegner stworzył (niekomiczne) interludium domykające część wątków (nie wszystkie!), podstawę do wyprowadzenia kolejnej fabularnej ofensywy. Dzieje się tu naprawdę niewiele - trzeba lubić ten świat, by nie przysnąć. W jednym POV ciągle podróżują. W innym ciągle siedzą. Trzecie to domknięcie historii grupy osób z zapowiedzią - jak mniemam - powrotu na szczyt. Dużo tu rozmów, nawet dość istotnych, ale wszystko raczej sprowadza się do powtórek i uzupełnień niż do pchania wózka w przód. Zaskakująco dużo postaci zostaje ledwie napomkniętych lub w ogóle autor o nich zapomniał.
Rozumiem komplikacje wynikające z pandemii czy problemy zdrowotne, mogę też zrozumieć wypalenie. Ale zdecydowanie nie podoba mi się, że dostałem produkt urżnięty w połowie, pozbawiony większego znaczenia. To po prostu przyjemny powrót na stary szlak, który prowadzi donikąd. Za 30 złotych więcej (okładkowa 89 zł wobec 59 zł poprzednich tomów) dostajemy o ponad 40% mniej. Mniej przygód, mniej emocji, mniej świata i jego bohaterów. Ekspozycyjne wrzutki dookreślające krajobraz polityczny i boski teatr nie wystarczają. Nie do tego przyzwyczaił mnie i autor, i wydawnictwo. Pozostaje czekać na tom siódmy - i mam nadzieję, że cierpienie szóstki zostanie należycie odkupione. Szkoda byłoby tego pomnikowego dzieła, by rozmienić się na drobne.
Bardzo długo kazał nam czekać Robert M.Wegner na kolejny tom opowieści o Meekhanie. W trakcie czekania na nowe przygody moich ulubionych bohaterów przeczytałam dwa razy wszystkie wydane do tej pory cześci. W porównaniu do poprzednich ksiąg ta jest nieco słabsza, ale w dalszym ciągu to moja ukochana seria fantasy.
Cieszę się, że mogłam spotkać się ponownie z Szósta Kompania i dziewczynami z czardanu Laskolnyka, a także z Wybraną Pana Ognia - Deanna d'Kllean. Czytałam kilka opinii, że ten wolumen to intermedium pomiędzy tomami i że nic się nie dzieje, z czym się absolutnie nie zgadzam, bo akcja toczy sie leniwie, ale dzieją sie ważne rzeczy, które z pewnością wpłyną na losy postaci w przyszłości: w zamku Langre toczy się walka o przetrwanie górali, którzy nie tylko chcą zachować życie, ale i honor, a dziewczyny z czardanu, mimo że trafiły do pałacu i przebierają się w kobiece fatalaszki, czują, że coś się świeci i że zbliża się niebezpieczeństwo. Alstin na pokładzie Nieśmiertelnej Floty prowadzi interesujące rozmowy i odkrywa co czai sie za Mrokiem, a młodzi z Rodu Słowika i Bawolow dostają okrutna lekcję pokory...
Szkoda, że tak szybko dobrnelam do końca, bo obawiam, że na kolejne przygody trzeba będzie czekać kilka lat.
Niby nie jest złe, ale nie czuję aby popchnęło specjalnie fabułę na przód. Trochę taki filler, podbudówka pod następną część... Oby wreszcie się coś dziać zaczęło. Z poprzedniej części wynieśliśmy zagrożenie, sypiący się świat i wizję nadwymiarowego konfliktu. W tej części konflikt nawet się nie zaczął. Czy to mi przeszkadza? W sumie nie, nie ciągnie mnie do tego motywu, za dużo go ostatnio w kulturze. Niemniej odnoszę wrażenie, że bohaterowie mają po jednej, dwóch znaczących scenach na tom, a niektórzy w ogóle zniknęli z wizji.
Z jednej strony najsłabsza część Meekhanu, z drugiej, odniosłem wrażenie, że Wegner poukładał sobie parę spraw w głowie i (być może) ma już pomysł na to jak poprowadzić dalej serię by nie utknąć jak Martin w Wiatrach. Ot potrzebował wyjaśnić i ustawić pionki by dobrze to rozegrać [:copium:].
Ale jak myślę o tym, że kolejną część przeczytam dopiero za kilka lat zamiast jutro to jest ciężko. Bo niestety ta część nie oddaje. I w zasadzie urywa się w połowie.
Wydawnicze nieporozumienie, nie mam pojęcia jak to mogło wyjść do dystrybucji w takiej formie, w dodatku po tylu latach przerwy w ramach serii. Mam wrażenie, że historia została urwana w połowie, co tylko potęguje niesmak związany z absurdalną ceną jaką wydawnictwo zażyczyło sobie za te niewiele ponad 350 stron przeciętnych treści (zanim usiadłem do Duszy pokrytej bliznami przeczytałem ponownie wszystkie wcześniejsze tomy, ten jest najsłabszy a porównując do Każdego martwego marzenia mamy ogromną przepasc. Jestem pewien, że gdyby te historie połączyć z kolejnym tomem efekt byłby bardzo dobry). Dla mnie to najpewniej koniec przygody z Meekhanem.
Och i ech. Nie znoszę snucia takich domysłów, ale trochę to wygląda na to, jakby Robert M. Wegner z jakiegoś powodu nie mógł dostarczyć pełnego tomu i wydano pierwszą jego połowę. Oczywiście, całość jest świetnie napisana, nie brak tu poruszających momentów i bardzo solidnie wypada wątek Czerwonych Szóstek a znośnie Nocnej Perły (choć tu tylko pod kątem historii świata, a nie napięcia). Jednak całościowo tom ten sprawia wrażenie przygotowania do właściwego zawiązania akcji i pod kątem geo-teo-politycznym nie dzieje się nic znaczącego.
Jak na 7 lat czekania to taka trochę zapchajdziura. Poprzedni tom Opowieści z meekhańskiego pogranicza, czyli Każde martwe marzenie, recenzowałam na blogu w grudniu 2018 roku. Z czytaniem kolejnego miałam dać sobie siana, bo poprzedni był w dużym stopniu zawodem, szczególnie rewelacje światotwórcze z zakończenia. Ale minęło drobne 7 lat i dostaliśmy Duszę pokrytą bliznami. Nie oparłam się pokusie. Nie przeżyłam też wielkiego zaskoczenia, może nieduże, za to negatywne. Oczywiście nie do liczby stron się wartość prozy sprowadza, ale jednocześnie przy tworze tak wielowątkowym od objętości zależy w sposób bezpośredni, których bohaterów spotkamy. Jeżeli zamiast 750 dostajemy stron 400, to jest oczywiste, że nastąpi selekcja. I tak na spotkanie z Geno Laskolnykiem, Cesarzem czy Małą Kaną i Yatechem przyjdzie nam czekać kolejne lata. Nie w tym jednak problem, że zajrzymy jedynie do Deany i dziewcząt z czaaardanu, Altsina i Boreheda oraz Czerwonych Szóstek. Problem, moim drodzy, polega na tym, że jedynie w wątku Szóstej dzieje się coś istotnego. Ale niestety historia z zesłaniem do kamieniołomu za niewinność ma przeraźliwie przewidywalny przebieg i do tzw. szerokiego planu raczej niczego nie wnosi. Natomiast na Południu niedawno narodzona bogini może i opętuje coraz większe rzesze niewolników, ale zanim niespodziewanie podejdą oni pod mury Białego Konoweryn, książka nam się skończy. Ten wątek zostaje strawiony na knuciu i pogaduszkach. Altsin może i czegoś się dowie o tajemniczej bogini - statku, może i popatrzy, jak pozyskuje ona sobie nowych wyznawców, ale zanim wyniknie z tego cokolwiek konstruktywnego - książka nam się skończy. Znowu, po tylu latach, po zakończeniu Każdego Martwego Marzenia, które wszak dostarczyło przełomu i pozwalało się spodziewać, że teraz to już będzie się działo - nic wielkiego się nie stało. Jak wspominałam, czasy bycia wielką fanką tego cyklu mam już dawno za sobą. I bardzo dobrze, bo inaczej pewnie przeżyłabym to dużo mocniej i bardziej negatywnie. Teraz mogę na tę zapchajdziurę jedynie wzruszyć ramionami z wygodnie obojętnego dystansu.
3.5 Minęło trochę czasu od ostatniego tomu meekhanu, nawet dla mnie gdzie nie czytałem przy premierze, a kilka lat temu. No i przyznam, że czekałem trochę na tą książkę, a jest ona trochę rozczarowująca. Problem nie jest w tym co jest, bo jest całkiem nieźle, chociaż bywały lepsze momenty tej serii, ale problem jest w tym czego nie ma. A moim zdaniem to nie ma tak z 1/3 książki. Podczas gdy wątek szóstek został w miarę zamknięty, tak pozostałe zostały w fazie rozwinięcia. Po prostu jak na to ile było czekania to trochę nie dowozi. Dalej raczej najlepsze polskie fantasy, ale zapał trochę opadł.
4,5/5, głównie dlatego że jest niemożliwie krótka. Bardzo mi się podoba kierunek, w którym idzie ta seria. Mam nadzieję że na kolejny tom nie trzeba będzie tak długo czekać.
Jeśli na książkę czeka się siedem lat, to oczekiwania są bardzo wysokie. I z tego punktu widzenia ciężko mi dać tej książce (choć nieźle napisanej) najwyższej noty.
Długo wyczekiwana (7 lat) kontynuacja Meekhanu. Z jednej strony to naprawdę dobra książka, a z drugiej strony na pewno wielu rozczaruje. Dlaczego? Jest połowę krótsza niż większość tomów, połowa wątków i postaci w niej nie występuje , a brakuje też scen bitewnych. Co natomiast jest? Robert M. Wegner nadal jest znakomitym pisarzem i jego pióro ani trochę się nie stępiło, książka wciąga i robi apetyt na więcej, a przedstawione 3 wątki maja nie zawodzą, mimo swej odmienności od tego co zazwyczaj znajdujemy w serii. Na ile rozumiem wynika to z tego, że po pierwsze, Autor najpierw miał poważne problemy ze zdrowiem (na szczęście ostatnio, w wywiadzie, przekazał, że jest dużo lepiej), a po drugie, po napisaniu pokaźnej części materiału miał problemy z połączaniem wszystkich wątków, stąd książka ograniczająca się do niektórych postaci wątków. Mając do wyboru czekać kolejne lata na książkę równie długą co poprzednie, czy dostać krótszą i ograniczoną tylko do niektórych obszarów, wątków i bohaterów, zdecydowanie wolę to ostatnie. Plus jest taki, że następna książka w sporej części powinna być napisana i nie trzeba będzie na nią czekać tak długo (wniosek na podstawie tego co było powiedziane w trakcie 3-godzinnego live'u autora z Krzysztofem M. Majem).
Książkę kupiłam oczywiście w ramach akcji przedsprzedażowej od wydawnictwa. Cena wgniata w fotel, ale jako wierna fanka serii nie mogłam inaczej. Trochę rozczarowująca jest objętość szóstego tomu, w szczególności po tak długim czasie wyczekiwania... Ale to wciąż fantastyka na bardzo wysokim poziomie, którą czyta się jednym tchem. Wręcz zmuszałam się do nie sięgnięcia po nią i nie przeczytania kolejnych stron, rozdziałów, aby radość z czytania nie skończyła się zbyt szybko. Fabularnie "Dusza" jest pomostem między "Każde martwe marzenie" a tym, co przyniesie tom 7. Wątek Szóstek pokonał mnie emocjonalnie. To właśnie czytając o nich, łzy cisnęły mi się do oczu (szczególnie w rozdziale 15, od str. 213). Nie przyjmuje do wiadomości, że losy Kennetha i spółki zakończyły się w tym tomie w taki sposób. Zaskakująco niewiele jest Deany, w dalszej części jest raczej osobą postronną niż "narratorem" opowieści. Fragmenty o Nocnej Perle, Alstinie i Borhedzie z kolei to jedne z najciekawszych - dostarczają kolejnych ciekawych informacji o Drzewie Świata i wojnach bogów. A przy okazji niejednokrotnie wywołują uśmiech. Jeśli liczysz na wyjaśnienie, co stało się z Kreganem to się przeliczysz. Obyśmy poznali jego los w kolejnym tomie. Kolejna postacią, której mi brakowało to Laskolnyk :(
Czekałem na tę książkę aż 7 lat. Rozumiem zawirowania, o których wiem z mediów, i mam nadzieję, że Pan Robert ma już wszystko pod kontrolą.
Stawiałem, że to będzie albo jego mistrzostwo, albo porażka.
Niestety, nie miałem racji. Autor świetnie operuje słowem (książkę pochłonąłem w kilka dni), ale fabuła stoi w miejscu. "Akcji" tu praktycznie nie ma. Historia prawie w ogóle się nie posunęła. Zostały wyjaśnione może dwie drobne rzeczy, to wszystko.
Czekam dalej, byle nie tyle! Liczę, że w kolejnym tomie wreszcie poznam zakończenie sagi.
Za parę lat będziecie pisać "a pamiętacie jak czerwone szóstki były jeszcze w górskiej straży? - to były czasy, Dusza pokryta bliznami srogo namieszała". Fakt, książka jest połową tego, do czego przyzwyczaił nas autor i to w sumie boli najbardziej - chciałbym przeczytać więcej. Czekam na kolejny tom, a póki co wciąż jestem w zachwycie przez odkrycie tej serii i przeczytanie wszystkich dostępnych tomów w jednym roku anno domini 2025. Panie Wagner, nie poddawaj się Pan, wierzę że przed nami jeszcze wiele odcinków tego wciągającego serialu fantasy.
miło było wrócić do tego świata, ale liczyłam na dłuższą opowieść która rozwiąże więcej wątków
na moje szczęście zaczęłam tą serię stosunkowo niedawno, więc się na ten tom nie naczekałam, ale, podobnie jak wielu innych, odniosłam wrażenie, że to bardziej interludium do powieści niż pełnoprawna powieść. liczę na to, że takie zagranie zwróci się nam w następnej powieści (tylko proszę nie za 7 lat..)
Ta książka była potrzebna. Rozumiem oczywiście, że jak ktoś czekał 7 lat to jest sfrustrowany szczególnie po fenomenie poprzednich części ale potrzebowaliśmy tego uspokojenia i pchnięcia serii w odpowiednim kierunku szczególnie po wydarzeniach we wcześniejszej części. Jestem okropnie ciekawa co wydaży się dalej ale pewnie na odpowiedź na to pytanie jeszcze trochę poczekamy
I enjoyed the book, so at least 3. But considering that I feel as the story arc is cut abruptly after going through the intro just when things started to get juicy I am not sure what rating is suitable.
7 years of waiting and the book leaves me yearning for more. Seems kinda cruel to rekindle the fanboy flames and turn out to be just a tease…