Poruszająca opowieść o miłości, lojalności, utraconych szansach i o tym, że czasem trzeba pogodzić się z przeszłością, by ocalić przyszłość.
Anna i Julia – matka i córka, których więź zostanie wystawiona na próbę, gdy na horyzoncie pojawi się Robert...
Anna została matką jako nastolatka, a życie zmusiło ją do samotnej walki o lepszą przyszłość dla siebie i córki. Jej szkolna miłość, ojciec Julii, nie przyjął odpowiedzialności, a jego tragiczna śmierć tylko pogłębiła bolesne doświadczenia. Kiedy w końcu Anna spotkała Roberta, miłość swojego życia, była gotowa na nowy początek. Jednak podstępna intryga matki Roberta rozdzieliła ich na lata, pozostawiając w sercach niezabliźnione rany.
Po latach, Julia, dorosła i niezależna, poznaje Roberta, znanego architekta, który jako jedyny podjął się renowacji starego dworu nad Wigrami, który odziedziczyła po dziadkach i który nawiedza ją w snach. Julia, zafascynowana talentem i osobowością Roberta, zaczyna się do niego zbliżać...
Robertowi pomaga siostrzeniec Szymon, które go Julia nie znosi, a jemu pod opiekę dostaje się ośmioletnia siostra z objawami zaburzenia, które przywołuje zatarte wspomnienia Julii z dzieciństwa.
Legenda o tajemniczym medalionie, sylwetka kobiety z przeszłości wymazanej z rodzinnego drzewa, i sny o dawnych świętach w dworze Wielowiejskich, które zaczynają przybierać coraz bardziej złowieszczy ton.
„Zimowy świt nad Wigrami” to nastrojowa, pełna emocji opowieść o miłości, która nie wygasa mimo upływu wielu lat, oraz o tajemnicach rodzinnych domagających się prawdy. W tej historii poznajemy losy dwóch kobiet – Anny i Julii. Ich teraźniejszość nieustannie przenika przeszłość, a niewypowiedziane słowa i dawne decyzje wciąż mają swoją cenę i konsekwencje. Dzięki temu mamy okazję obserwować piękną, choć niełatwą relację matki i córki, która zostaje wystawiona na próbę, gdy w życiu Julii pojawia się mężczyzna. Otwiera on drzwi do przeszłości, którą Anna zostawiła dawno za sobą – a przynajmniej tak jej się wydawało. Bo miłość nie pyta o pozwolenie, przeciska się pomiędzy tym, co było, a tym, co jest teraz. To bardzo emocjonalna opowieść, w której nie ma prostych wyborów ani łatwych rozwiązań. W samym centrum tych emocji i życiowego chaosu znajduje się tajemniczy dwór nad Wigrami – miejsce niemal żyjące własnym życiem. Pełne niedopowiedzeń, snów i legend, urzeka swoim klimatem. Autorka przepięknie maluje atmosferę zimowej ciszy, przeplatając ją rodzinnymi sekretami. Remont starego dworu oraz poszukiwania zaginionego medalionu podsycają ciekawość i sprawiają, że od lektury naprawdę trudno się oderwać. Wątek romantyczny w tej opowieści rozwija się powoli, z dużą dawką emocjonalnej ostrożności, lęku i niepewności. Autorka bardzo trafnie pokazuje, jak strach przed stratą potrafi paraliżować, ale też jak ważna jest odwaga, by dać sobie – i innym – jeszcze jedną szansę. W tej historii każdy bohater ma znaczenie, a szczególnie zapadają w pamięć postacie drugoplanowe. Mnie najbardziej urzekła pewna mała dziewczynka, która zmaga się z mutyzmem wybiórczym. Jako dorosła osoba wcześniej niewiele wiedziałam o tym zaburzeniu, dlatego tym bardziej poruszył mnie sposób, w jaki autorka je przedstawiła. Historia tej małej bohaterki jest niezwykle subtelna i poruszająca – pozwala spojrzeć na jej milczenie nie jak na coś błahego, lecz jako na realne cierpienie i wyzwanie. To empatycznie i bardzo uważnie poprowadzony wątek, który ma także wymiar edukacyjny i na długo zostaje w pamięci. „Zimowy świt nad Wigrami” to książka o godzeniu się z przeszłością, o wybaczaniu – innym i sobie – oraz o tym, że dom to nie tylko miejsce, ale przede wszystkim emocje, wspomnienia i ludzie, z którymi je dzielimy. To idealna lektura dla fanów spokojnych, refleksyjnych romansów z nutą tajemnicy. Polecam szczególnie na długie, zimowe wieczory ❄️📖
Cytaty: „– Boję się, Szymon – szepnęła. – Tego, co mogłoby się wydarzyć. Tego, że znowu kogoś stracę, że zostanę odtrącona, że szczęście wymknie mi się z rąk. – Wiem – odpowiedział. – Ja też się boję. Ale nie chcę uciekać przed tym, co czuję. Nie tym razem. Nie odpowiedziała. Patrzyli na siebie długo, aż w końcu on uniósł jej dłoń do ust i musnął wierzch palców. Pochylił się wolno, jakby dając jej czas, by mogła się wycofać, jeśli tylko zechce. Nie wycofała się. Przylgnęła do niego i pozwoliła, by pocałował ją z oddaniem i czułością.”
„Anna wyjęła komórkę i podała córce, a Julia przeczytała wiadomość od Janiny: „To Twój dom, to zawsze był Twój dom. Przepraszam, że pozwoliłam Ci go odebrać”. – Babcia nie należy do zbyt wylewnych osób – oceniła. – Ale ma rację. To twój dom i jest przepiękny. Cieszę się, że spędzimy tu święta. Chociaż tyle i aż tyle. – Słowa pojawiły się szybciej niż myśli, jakby ktoś inny przemawiał zamiast Julii.”
Czy miłość, która kiedyś została zniszczona przez kłamstwo, może odrodzić się po latach?
„Zimowy świt nad Wigrami” Urszuli Gajdowskiej to książka, która wchodzi w serce powoli, ale kiedy już się tam zadomowi – zostaje na długo. To nie tylko historia o miłości, choć ta jest tu bez wątpienia najważniejszym motywem. To opowieść o więziach, o stracie, o trudnym dorastaniu i o tym, jak bardzo dzieciństwo potrafi naznaczyć całe dorosłe życie.
Autorka z niezwykłą wrażliwością snuje losy Anny i Julii - matki i córki, które od lat próbują posklejać swoje poranione emocje. Anna została matką zbyt wcześnie. Wyrzucona z domu, samotna, bez wsparcia, nauczyła się, że przetrwanie ma wysoką cenę. Julia wychowywała się w cieniu niedopowiedzeń i sekretów, czując, że między nią a matką stoi coś niewidzialnego - mur zbudowany z bólu i przemilczeń. I nagle pojawia się list. Spadek po dziadkach. Dwór nad Wigrami, w którym słychać echo dawnych świąt, a w snach Julii powraca kobieta, której nikt już nie pamięta.
To miejsce jest jak serce tej historii – milczące, ale pełne emocji. Każda deska skrzypi wspomnieniem, każdy cień zdaje się szeptać: „pamiętaj”. Autorka buduje atmosferę jak nikt inny - delikatnie, poetycko, ale z wyczuciem. Czasem miałam wrażenie, że czytam list do przeszłości - list, który ktoś napisał, ale nigdy nie miał odwagi wysłać.
Ważnym wątkiem jest tu również mutyzm wybiórczy - poruszony z ogromną empatią i zrozumieniem. Mała Lidka, dziewczynka, która boi się mówić, wprowadza do książki szczególny rodzaj ciszy. Takiej, która nie przeraża, lecz uczy słuchać. To jedna z tych historii, które pokazują, że brak słów też może być formą krzyku - wołaniem o miłość, o bezpieczeństwo, o zrozumienie.
Nie sposób nie wspomnieć o Robercie – mężczyźnie, który był miłością życia Anny i po latach staje na drodze Julii. To spotkanie przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Czy można pokochać kogoś, kto był częścią bolesnej przeszłości twojej matki? Czy miłość jest wystarczająco silna, by uleczyć rany zadane przez cudze kłamstwa? A obok nich Szymon – z pozoru lekkomyślny, a jednak skrywający w sobie niezwykłą dojrzałość. To właśnie w jego relacji z Julią czuć iskrę życia, oddech, który równoważy melancholijny ton całej historii.
„Zimowy świt nad Wigrami” to powieść, którą się przeżywa. Nie czyta. Czułam mróz na skórze, słyszałam trzask ognia w kominku i widziałam ten stary dwór, w którym czas stanął w miejscu. Każda strona niesie emocje – te ciche, tłumione, ale też te gwałtowne, których nie sposób powstrzymać. To książka o przebaczeniu – nie tylko innym, ale przede wszystkim sobie. O tym, że nie da się iść naprzód, jeśli nie spojrzymy w oczy temu, co zostawiliśmy za sobą.
Urszula Gajdowska udowadnia, że potrafi pisać tak, by dotknąć najczulszych strun. Jej język jest poetycki, nastrojowy, a dialogi – prawdziwe, nieprzesadzone. Autorka tworzy atmosferę, w której magia świąt przeplata się z ciężarem niewypowiedzianych słów, a legendy stają się mostem między dawnymi a współczesnymi pokoleniami.
Ocena: 9/10 - bo kiedy zamknęłam książkę, długo nie mogłam się otrząsnąć. Z jednej strony czułam ciepło, z drugiej – lekki żal, że to już koniec. Bo „Zimowy świt nad Wigrami” to historia, która przypomina, że każdy świt – nawet ten najbardziej mroźny – niesie nadzieję.
„Zima w Wigrach nie znała łagodności. Przychodziła jak wyrok i zostawała do końca, jakby chciała przypomnieć, że nic nie trwa wiecznie.”
„Nie wstydziłam się jej. Wstydziłam się tego, że przez lata udawałam, że nie ma we mnie nic z niej.”
Urszula Gajdowska przyzwyczaiła swoich czytelników do historii, w których przeszłość przenika teraźniejszość, a zwykłe ludzkie emocje – miłość, żal, lęk przed samotnością – stają się motorem opowieści. Zimowy świt nad Wigrami to kolejna jej książka z tego nurtu, ale chyba najbardziej nastrojowa i dojrzale skonstruowana.
Autorka zabiera nas w głąb Suwalszczyzny, w okolice Wigier – miejsce, które nie tylko zachwyca przyrodą, ale i przechowuje pamięć dawnych tragedii i namiętności. Właśnie tam spotykają się trzy różne, choć bardzo ciekawe charaktery - Anna -potomkini znamienitego rodu Wielowiejskich , która przed laty zrujnowała swoją reputację zachodząc w ciążę w wieku zaledwie osiemnastu lat i zapłaciła za to bardzo wysoką cenę - jej ojciec Konstanty wyrzucił swą latorośl z domu skanując ją na ciężką pracę i trudy samotnego wychowania małej Julki. Julii właśnie- młodziutkiej studentki historii sztuki , która mimo ,że metryka na to nie wskazuje ma za sobą poważny zawód miłosny, którego doświadczyłam ze strony Szymona, który pojawia się w jej życiu zupełnie nieoczekiwanie oraz Roberta - dawnego ukochanego Ani , architekta wkraczającego na powrót w codzienność obu kobiet. Cała trójkę łączy okazały dworek, odziedziczony przez pannę Kowalską. Początkowo dziewczyna pragnie odrzucić spadek jednak chęć sprzedaży tego miejsca i udzielenia wsparcia mamie wygrywa- aby zrealizować swój zamiar Julia musi uporządkować i wyremontować owe miejsce oraz rodzinne pamiątki a także przez miesiąc zamieszkać w tym miejscu. Rodzinne tajemnice z czasów wojny , przepiękny stary medalion ukryty w ścianie i przede wszystkim czy bohaterom uda się odnaleźć szczęście? Takie fabuły naprawdę sobie cenię- bez przerysowania, działające na uczucia odbiorcy i jednocześnie dające poczucie więzi z ludźmi, których dotyczą opisywane wydarzenia. Ani przez chwilę nie odczuwałam znużenia i mimo ,że Szymon zachowywał się mówiąc wprost jak arogancki dupek niemal od razu zyskał moją sympatię.
Nie ma tu tanich zwrotów akcji. Emocje budowane są poprzez detale: rozmowę przy herbacie, odgłos drewna w kominku, milczenie przy stole. To proza dla czytelnika cierpliwego i uważnego. Robert nie jest tu typowym „męskim wybawicielem”, lecz raczej katalizatorem zmian – kimś, kto poprzez swoje odkrycia pomaga bohaterkom zaakceptować historię. Jego relacja z Julią to subtelny romans – bez melodramatycznych scen, raczej pełen spokoju i wzajemnego dojrzewania.
Świetna literatura obyczajowa z głębią emocjonalną, poetyckim tłem i wiarygodnymi postaciami. Warta polecenia fanom Anny Kasiuk, Ilony Gołębiewskiej czy Joanny Tekieli – ale też tym, którzy cenią bardziej refleksyjną, metaforyczną prozę , całość mnie po prostu urzekła. ❄️🤍🩵
Witajcie Kochani. Zapraszam Was dzisiaj do zapoznania się z moją recenzją na temat książki Urszula Gajdowska pt. ,,Zimowy świt nad Wigrami" Książkę tą miałam przyjemność przeczytać dzięki #współpracabarterowa #współpracareklamowa z wydawnictwem Skarpa Warszawska
Po tym jak Anna zaszła w ciążę, nie mogła liczyć na wsparcie rodziny. Wyrzucona z domu przez rodziców, bez ojca dziecka, była zmuszona radzić sobie sama. Jako nastoletnia matka nie miała łatwego życia, jednak nie poddawała się. Pewnego dnia poznała Roberta, mężczyznę który pokochał zarówno ją, jak i jej córkę. Wszystko układało się idealnie do momentu kiedy Anna uległa intrydze matki Roberta. Postanawiając uciec i zostawić mężczyznę, myślała że tak będzie najlepiej dla wszystkich. I gdy życie zaczęło się im układać przyszła dość niespodziewana wiadomość, że dziadek Julii zmarł, zostawiając jej w spadku stary dworek nad Wigrami. Początkowo chciała odrzucić ten niespodziewany prezent, lecz z powodów finansowych postanawia odnowić go, a potem sprzedać. To właśnie wtedy trafia do biura architektonicznego Roberta. Tam też spotyka Szymona, z którym nie ma miłych wspomnień. Jednak czy decyzja o przyjęciu spadku okaże się słuszna? Czy uda im się go odnowić oraz sprzedać? Jak potoczą się losy, tych dwóch silnych kobiet? Czy przeszłość pozwoli o sobie zapomnieć? Czy są tutaj fani zimowych, pełnych tajemnic oraz wielu wątków książek w klimacie świątecznym? Jeżeli tak to ta książka jest wprost idealna. I ja wiem że święta właśnie dzisiaj dobiegają końca, jednak według mnie warto jeszcze je troszeczkę przedłużyć, chociażby kilka dni czytając właśnie tą książkę. Chociaż lektura tej książki nie zajmnie wam więcej niż jeden dzień, bądź dwa zimowe wieczory pod ciepłym kocykiem. W tej książce naprawdę wiele się dzieje, jednak wszystko jest idealnie ze sobą połączone i spójne. Uwielbiam styl pisania Pani Urszuli a czytanie tych książek to czysta przyjemność. Dodatkowo autorka porusza w swojej książce problem mutyzmu wybiórczego. To z jakimi lękami oraz problemami zmagają się osoby dotknięte tym zaburzeniem. Zawierając w swojej książce wiele przydatnych oraz cennych informacji. Bardzo ale to bardzo gorąco zachęcam was do sięgnięcia po tą książkę. Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz książki do recenzji a autorce gratuluję kolejnej wspaniałej książki 😊😘😘
Relacja Anny i Julii zostaje wystawiona na próbę, gdy w ich życiu pojawi się Robert. Anna została matką jako nastolatka, a ojciec Julii nie poczuł się do odpowiedzialności, później tragicznie umiera. Anna spotyka Roberta, ale jego matka knuje intrygę, która rozdziela ich na lata.
Gdy dorosła już Julia poznaje Roberta, architekta, który podjął się renowacji starego dworu nad Wigrami, który odziedziczyła po dziadkach, zaczyna się do niego zbliżać.
Robertowi pomaga siostrzeniec Szymon, którego Julia nie znosi. Z kolei on opiekuje się ośmioletnią siostrą z objawami zaburzenia.
Wydarzenia z przeszłości potrafią mocno wpływać na przyszłość. Trudne wybory, uczucia i emocje niosą późniejsze konsekwencje. Trzeba będzie stanąć twarzą w twarz ze starymi ranami i sekretami, jakie skrywają mury starego dworu Wielowiejskich nad Wigrami. Ta historia udowadnia, że czasem trzeba pogodzić się z przeszłością, by ocalić przyszłość. Zdobyć się na zrozumienie, akceptację i wybaczenie.
Urszula Gajdowska porusza problem mutyzmu wybiórczego. Jest to lęk przed mówieniem. W tym przypadku mamy do czynienia z dzieckiem, które w pewnych sytuacjach mówi, a w innych milczy. Uświadamiamy sobie, z jakimi trudnościami mierzą się osoby zmagające się z tym schorzeniem. Bardzo ważna jest wówczas pomoc i wsparcie najbliższych. Widzimy też, że zarówno cisza, jak i krzyk mogą nam wiele powiedzieć. Zwykle to w ciszy słucha się najlepiej. Nie tylko innych, ale i siebie.
Autorka stworzyła niesamowity klimat powieści. Sprawiła, że przeszłość i teraźniejszość łączą się w magiczny sposób. Wspomnienia i jawa się przenikają. Przeszłość jakby ożywa. Mamy tu wciągający wątek legendy o tajemniczym medalionie. Z zapartym tchem śledziłam wszystkie wydarzenia. A stare skrzypiące schody niemal słyszałam...
"Zimowy świt nad Wigrami" to refleksyjna, głęboko poruszająca powieść o rodzinnych sekretach, miłości, lojalności, utraconych szansach, wybaczeniu. To historia, która przypomina o tym, jak przeszłość kształtuje teraźniejszość. Kim jest postać tajemniczej kobiety wyklętej przez rodzinę? Czy matka i córka ocalą łączącą je więź?
Co powiecie na to, aby wspólnie odkryć tajemnicę skrytą w starym, intrygującym medalionie? „Zimowy świt nad Wigrami” Urszuli Gajkowskiej, wydany przez Skarpę Warszawską, dosłownie porwał mnie od pierwszych stron. Nie mogłam oderwać się od tej historii – fascynującej, pełnej sekretów i subtelnych emocji. Autorka z wyjątkową umiejętnością splata losy bohaterów z rodzinną legendą o kobiecie, której imię zostało wykreślone z drzewa genealogicznego. Od razu rodzi się pytanie: co tak naprawdę wydarzyło się w przeszłości i dlaczego tę postać tak starannie wymazano z historii rodu? Główna bohaterka, Julia, niespodziewanie zostaje dziedziczką malowniczego dworku nad Wigrami. Jego remont powierzono Robertowi i jego siostrzeńcowi Szymonowi. To właśnie tam, wśród starych murów i mroźnych pejzaży, zaczynają budzić się dawno uśpione wspomnienia. Czy Annę – matkę Julii – łączyło z Robertem coś więcej, niż mogłoby się wydawać? I czy Szymon znajdzie w sobie odwagę, by zawalczyć o serce Julii, która wciąż nosi w sobie bagaż rodzinnych tajemnic? Bohaterowie powieści są znakomicie wykreowani – ludzcy, prawdziwi, pełni rozterek i wewnętrznych konfliktów. Ich dylematy i zmartwienia brzmią bardzo autentycznie, dzięki czemu łatwo się z nimi utożsamić. Urszula Gajkowska w swojej książce porusza wiele ważnych tematów: skomplikowane relacje rodzinne, niespełnioną miłość, trudne decyzje życiowe, a także mutyzm wybiórczy. Dla mnie był to pierwszy kontakt z tym zaburzeniem, dlatego z ciekawością zagłębiłam się w temat. Uważam, że warto mówić o takich kwestiach, bo literatura może być doskonałym sposobem, by przybliżać czytelnikom mniej znane problemy i rozwijać empatię. „Zimowy świt nad Wigrami” to piękna, przemyślana i poruszająca powieść, która na długo pozostaje w pamięci. Polecam ją z całego serca każdemu, kto lubi historie pełne emocji, rodzinnych tajemnic i niezwykłego klimatu.
Dziś chcę Wam opowiedzieć o wyjątkowej historii. Przeczytałam ją już dwa tygodnie temu, ale długo we mnie rezonuje i dziś jestem gotowa podzielić się z Wami wrażeniami. „Zimowy świt nad Wigrami” Przepiękna sceneria dworku Wielowiejskich nad jeziorem. Poplątane ludzkie losy, niespełniona miłość. Anna została wydziedziczona po tym, jak zaszła w ciążę. Los obszedł się z nią okrutnie. Okazuje się, że nie tylko z nią. Jej córka, Julia, dostaje w spadku rodzinną posiadłość. Warunkiem otrzymania jej, jest zamieszkanie tam i spędzenie świąt. W trakcie małych prac remontowych odkrywa portret ciotki. Kim była ta kobieta, co się z nią stało? Jaki rodzinny sekret jest z nią związany? I dlaczego nawiedza w snach Julię? Dużo pytań, na które znajdziecie odpowiedź, czytają tę historię. To wszystko jest tłem dla wątku, który poruszył mnie, bo jest mi bardzo bliski. Autorka porusza temat zaburzeń lękowych i mutyzmu wybiórczego. Czy słyszeliście kiedyś o mutyzmie wybiórczym? Mutyzm wybiórczy to zaburzenie lękowe, polegające na wybiórczości mówienia. To znaczy, że dziecko lub osoba dorosła mówi w pewnych sytuacjach, a milczy w innych. Milczenie nie wynika z niechęci do używania danego języka lub jego nieznajomości, lecz często z odczuwanego silnego lęku społecznego. Pani Urszula porusza ten temat w kilku swoich książkach. Tutaj pięknie pokazuje, jak trudne jest życie dzieci, które się z nim zmagają, i jak można je wspierać. Dziękuję Pani, że nie boi się Pani poruszać tak trudnych i ważnych tematów. Zapewniam, że ta historia wzbudzi wiele emocji. To opowieść o trudach samotnego macierzyństwa, trudnej miłości, utraconych szansach i przyszłości, której nie można poukładać, dopóki jest bałagan w przeszłości. Nie zabraknie też wątku romantycznego. Jednym słowem, historia idealna na zimowe wieczory. Bardzo polecam!
Ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu Julia dostaje w spadku stary dwór nad jeziorem Wigry. Jest to tym bardziej szokujące, że dziadek, od którego go otrzymała, wyrzucił jej matkę z domu, gdy ta zaszła z nią w ciążę.
Dziewczyna postanawia wyremontować i sprzedać odziedziczoną posiadłość. W tym celu zatrudnia ekipę remontową, nie mając pojęcia, że jej szefem jest ktoś, kto kiedyś bardzo kochał jej matkę, a jego siostrzeńcem - znajomy ze studiów, który swego czasu wyjątkowo działał jej na nerwy.
"Zimowy świt nad Wigrami" Urszuli Gajdowskiej to powieść romantyczno-obyczajowa z elementami historycznymi. Tajemniczy medalion, wyklęta kobieta i duch minionych świąt - autorka serwuje czytelnikom fascynującą historię pełną sekretów i nieoczywistych relacji. Dialogi są zabawne i naturalne, a bohaterowie sympatyczni i wiarygodni. Od pierwszych stron czuć między nimi niesamowitą chemię oraz przyciąganie oparte na schemacie "hate-love".
Pisarka porusza też temat zaburzenia, jakim jest mutyzm wybiórczy, to ogólnie mówiąc lęk przed swobodną rozmową z osobami spoza strefy komfortu.
To idealna lektura na spokojny wieczór, gdy potrzebujemy czegoś, co przywróci wiarę w szczęśliwe zakończenia.
Od początku nastawiłam się na coś z minionej epoki, trochę byłam początkowo zawiedziona że bohaterka odziedzicza dwór. I tak sobie myślałam a gdzie historia z przeszłości, ale się doczekałam. Okazało się, że dwór nad Wigrami skrywa masę tajemnic. Te ściany widziały i zachowały wiele tajemnic. Tajemniczy obraz i jeszcze bardziej tajemnicza dama na nim z zamalowanym medalionem. Światło w parku po nocach i sąsiad który ma niecne zamiary i jak dla mnie odgrywa czarny charakter. To historia wielowarstwowa powoli odsłania emocje bohaterów, powieść o zmarnowanych szansach ale i odrzuceniu przez rodzinę, przestrzeganiu zasad jak i zachowaniu pozorów. Bardzo przyjemnie mi się czytało książkę i polubiłam się z bohaterami choć i wieczne niedopowiedzenia mnie drażniły to i tak uważam ze książka jest warta uwagi i polecenia.
Nie przypuszczałam że będę się tak dobrze bawić przy tej książce. Największym smaczkiem zdecydowanie jest wpleciona tajemnicza historia Heleny. Fajna książka na zimowy czas 🥰