Wiktor Różycki – bezwzględny fabrykant, kamienicznik i sknera – otacza się bogactwem, które nie daje mu ani spokoju, ani szczęścia. Jego największą radością są szachy, dźwięk fabrycznych maszyn i... poczucie władzy nad ludźmi. Gdy po drastycznej podwyżce czynszów lokatorzy kamienicy przy Składowej zostają wyrzuceni na bruk, schodzą do piwnic – tam, w ciemności i zimnie, budują swoją wspólnotę na nowo.
Kilka dni przed Wigilią los płata Różyckiemu okrutnego figla. Brutalnie napadnięty i ograbiony, trafia – nieświadomie – właśnie do tych, których skrzywdził. Ratuje go Księżniczka – kilkunastoletnia sierota o dobrym sercu i nienagannych manierach, oczko w głowie podziemnej społeczności, która zarabia na chleb tańcząc na ulicy przy dźwiękach katarynki. W nędznym, poranionym mężczyźnie nikt nie rozpoznaje oprawcy, a on sam milczy, nie mając odwagi wyznać prawdy.
Wigilijna noc, pełna prostoty, czułości i niezwykłych wydarzeń, staje się dla Różyckiego momentem przełomu. Kiedy Księżniczka wręcza mu upominek, wszystko zaczyna się zmieniać. Ale czy na odkupienie win i powrót do człowieczeństwa nie jest już za późno?
Poruszająca opowieść o winie i przebaczeniu, o magii Bożego Narodzenia, która potrafi ogrzać nawet najbardziej zlodowaciałe serce. Historia, która przypomina, że żadne bogactwo nie zastąpi miłości, a nadzieja potrafi rozkwitnąć nawet w ciemności.
„Opowieść Kataryniarza” to historia, która od pierwszych stron układa się jak klasyczna opowieść wigilijna – z mrokiem, winą, zranieniem, ale i migotliwą nadzieją, której nie sposób zignorować, ani przegapić. Anna Stryjewska zabiera nas w niej do Łodzi końca XIX wieku, pokazując świat ostro podzielony na bogatych fabrykantów i tych, którzy każdego dnia walczą o przetrwanie. W centrum wydarzeń stoi Wiktor Różycki – człowiek przyzwyczajony do władzy, wpływów i dobrobytu, a jednocześnie od dawna duchowo pusty. Jego uporządkowany świat zaczyna się kruszyć dopiero wtedy, gdy los przerzuca go na drugą stronę barykady. Autorka świetnie oddaje potęgę konfrontacji człowieka z konsekwencjami własnych czynów, zwłaszcza wtedy, gdy musi spojrzeć w oczy tym, których skrzywdził najmocniej. To nie pierwsza książka autorki, którą miałam okazję przeczytać, ale po raz kolejny jestem oczarowana jej umiejętnością snucia historii pełnych emocji i refleksji. W czasach, gdy tak wiele osób goni za sukcesem i pieniędzmi, ta powieść przypomina, by na chwilę się zatrzymać i pomyśleć o tym, co naprawdę w życiu ma znaczenie. To idealna lektura, by na nowo poczuć ducha świąt, docenić drugiego człowieka i zobaczyć, jak niewiele potrzeba, by w sercu zrobiło się jaśniej. W tej historii zderzają się dwa światy: luksus i nędza, zimny, wyrachowany egoizm i ciepło rodzące się tam, gdzie teoretycznie nie powinno go być. Szczególnie ujęła mnie postać Księżniczki – małej dziewczynki, która mimo trudnego życia zachowała delikatność, wrażliwość i zdolność do bezinteresownej dobroci. To właśnie dzięki niej ta opowieść ma tyle blasku i ciepła. Łzy dosłownie cisną się same do oka. Zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem pióra autorki, która z niezwykłym wyczuciem opisuje rodzącą się bliskość, proste odruchy serca i momenty potrafiące odmienić nawet tego, kto twierdzi, że nie ma serca i że każdy jest kowalem swojego losu. Stryjewska nie idealizuje bohaterów – pokazuje ich słabości, strach i całą niewygodę towarzyszącą zderzeniu z prawdą. Anglicy mają swoją „Opowieść wigilijną” i duchy, a my mamy teraz jej niezwykle piękną, polską wersję – „Opowieść Kataryniarza”. Ciepłą, poruszającą, pełną świątecznej magii… i mamy naszą Księżniczkę. Z wielką przyjemnością obejrzałabym tę historię na dużym ekranie podczas świąt. Polecam serdecznie – zwłaszcza że Boże Narodzenie coraz bliżej. 🎄
Cytaty: „Właśnie w tym momencie uświadomił sobie tę osobliwą kruchość życia i tę ostateczność, co rządzi światem żywych. Cóż zostaje po człowieku? Po nim zostaną pałace, ogrody, fabryki, kosztowności, kamienice, a po tej kobiecie co zostało? Kilka nic niewartych drobiazgów? Ale co to zmienia? Co różni tę kobietę lub pamięć po niej od niego i jego bogactwa? Bo czy jego będzie ktoś tak żałował? Czy po nim będzie ktoś płakał? Czy ta garstka popiołu, co po nim zostanie, będzie inna od każdej innej garści?”
„Do tej pory Różycki nie miał pojęcia, że taki świat w ogóle istnieje. Taki pokaleczony, biedny, wyobcowany, a jednak karmiący się okruchami szczęścia.”
Czy pieniądze dają szczęście? A może wręcz przeciwnie? Pieniądze same w sobie szczęścia nie zapewniają, ale z pewnością ułatwiają życie — pozwalają żyć dostatnio, nie martwić się o jedzenie, ciepło w domu czy odpowiednie ubrania. „Opowieść Kataryniarza” Anny Stryjewskiej, wydawnictwa Skarpa Warszawska, to historia Wiktora Różyckiego — człowieka bogatego, opływającego w dostatki, jednak pozbawionego bliskości i relacji. W interesach jest bezwzględny: podnosi czynsz, a lokatorzy tracą dach nad głową i zmuszeni są koczować w piwnicy. Pewnego dnia Wiktor zostaje napadnięty i ledwo uchodzi z życiem. Pomoc otrzymuje od ludzi, których wcześniej sam skrzywdził. Co wydarzy się, gdy Księżniczka wręczy Wiktorowi tajemniczy upominek? Jak zmieni się życie przedsiębiorcy po kilku dniach spędzonych w piwnicy? Książkę czyta się z ogromną ciekawością i bardzo szybko. Bohaterowie są świetnie wykreowani — każdy odgrywa swoją rolę z pełnym przekonaniem. Wiktor to człowiek bezwzględny, bogaty, lekceważący potrzeby innych; liczą się dla niego wyłącznie pieniądze i interesy. Księżniczkę natomiast polubiłam od pierwszych stron: mimo biedy i trudnych warunków jest zaradna, rezolutna i wrażliwa. Troszczy się o ludzi, z którymi dzieli piwnicę, i stara się pomóc, jak tylko potrafi. Autorka porusza wiele ważnych tematów: śmierć rodziców, biedę, walkę o przetrwanie, złe traktowanie pracowników, wyzysk dzieci oraz bezinteresowną pomoc. Pokazuje, że bogactwo często idzie w parze z samotnością, a wartości materialne nigdy nie zastąpią bliskich czy utraconej miłości. To piękna opowieść, która daje nadzieję na wybaczenie i otula magią zbliżających się Świąt. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła przeczytać kolejną życiową historię z cyklu „Opowieści kataryniarza”. Książkę z całego serca polecam.
Łódź końca XIX wieku to miasto dymiących kominów, stukotu maszyn i ludzkiej nędzy. To przestrzeń, w której bogactwo jednych rodzi się z wyzysku drugich, a codzienność biedoty wypełniają chłód, głód i nieustanna walka o przetrwanie. Właśnie tam przenosi nas Anna Stryjewska w swojej najnowszej powieści „Opowieść kataryniarza”, tworząc przejmującą historię o samotności, pokorze i drugiej szansie.
Bohaterem książki jest Wiktor Różycki – bezwzględny fabrykant, kamienicznik i sknera, który zgromadził majątek, lecz nie potrafi znaleźć szczęścia. Otoczony luksusem, jest człowiekiem zgorzkniałym, zamkniętym na innych i przekonanym o własnej wyższości. Jego życie to samotna rutyna, przerywana jedynie obecnością wiernej gosposi Mieczysławy, lokaja Jana oraz sporadycznymi wizytami młodszej siostry z małym Kaziem. Kiedy nowy zarządca jego kamienic doprowadza do drastycznej podwyżki czynszów, wielu lokatorów traci dach nad głową. Wyrzuceni na bruk ludzie schodzą do piwnic, tworząc w ciemności namiastkę wspólnoty, gdzie każdy stara się przetrwać, nie tracąc resztek godności.
Kilka dni przed Wigilią los niespodziewanie odwraca role. Wiktor zostaje napadnięty i ograbiony. Ranny i wyziębiony trafia – nieświadomie – właśnie do tych, którym wcześniej odebrał wszystko. Opiekuje się nim Księżniczka – kilkunastoletnia sierota o dobrym sercu i nienagannych manierach, która wierzy, że odnalazła swojego dawno zaginionego ojca. Wiktor, niezdolny wyznać prawdy, zaczyna dostrzegać świat inaczej. W podziemiach, pośród ludzi, których uważał za nic niewartych, odkrywa siłę dobroci, empatii i wspólnoty.
„Opowieść kataryniarza” to piękna, refleksyjna historia o przemianie człowieka i o magii świąt, która potrafi ogrzać nawet najbardziej zlodowaciałe serce. To opowieść o samotności i nadziei, o tym, że żadne bogactwo nie zastąpi miłości, a dobro potrafi rozkwitnąć nawet w ciemności. Anna Stryjewska po raz kolejny udowadnia, że potrafi snuć historie pełne ciepła i emocji. Jej książka otula niczym koc w zimowy wieczór – porusza, wzrusza i zostaje w pamięci na długo.
Bardzo oczywista historia. Od początku wiemy co się wydarzy. Trochę czuć tutaj inspiracje opowieścią wigilijną. Bogaty, nadęty dupek trafia do miejsca, gdzie pieniądze nie mają znaczenia, no i oczywiście przechodzi dzięki temu niesamowitą przemianę.
Czy mnie to porwało? Nie. Czy będę o niej wspominać z nostalgią? Nie. Czy sprawiła, że poczułam magię świąt? Nie.
Odnoszę wrażenie że książki świąteczne autorki są z roku na rok lepsze. Ta urzekła mnie totalnie. Trochę czułam się jak małą dziewczynką, która czyta świąteczną baśń. Na myśl przychodziła mi tu baśń o „Dziewczynce z zapałkami”, na szczęście w tym wypadku zakończenie jest inne oraz „Opowieść wigilijna”. Wiktor ma obsesje na punkcie swojego majątku, może to wynikać z tego że sam dorobił się wszystkiego i pochodzi z biednej rodziny. Można powiedzieć że jest sknerusem do tego jego pracownicy w fabryce pracują w fatalnych warunkach. Kilka dni przed wigilią zostaje napadnięty i brutalnie pobity. Od śmierci ratuje go mała dziewczynka Księżniczka, sierota, która na na życie zarabia tańcząc na ulicy do dźwięków katarynki. Wiktor nagle z pałacu ląduje w ciemnej i śmierdzącej piwnicy i to z ludźmi, których pozbawił dachu nad głową i dziewczynka która uważa go za ojca. Czy to tylko wyobraźnia Księżniczki musicie sprawdzić sami. Pokochałam ta historię od pierwszych stron. To historia o życzliwość której nie kupi się za pieniądze. Autorka po raz kolejny przenosi nas w czasie do XIX wiecznej Łodzi i perfekcyjnie odmalowuje kontrast społeczny mieszkańców ówczesnego miasta. Poruszane są tutaj trudne tematy, ale każda strona jednocześnie przesiąknięta jest magią i symboliką świat. Historia pełna życiowej mądrości i o tym że na zmiany i skruszenie serca nigdy nie jest za późno. Polecam serdecznie