„Dom Ćmy” to horror psychologiczny o budzących się w mroku krwiożerczych instynktach. W Miedzy czas stanął w miejscu. Wśród spróchniałych domostw i zapadłych twarzy codzienność pleśnieje we wszechogarniającej biedzie, a wiara – rozszarpana przez paranoję – przemienia ludzi w obłąkanych fanatyków. W tym świecie dorasta Marcel, skazany na surowe życie w cieniu tyranicznego ojca, zimnej i wiecznie pijanej matki i brata, którego pragnie za wszelką cenę chronić.
Kiedy w ich domu pojawia się ksiądz Erwin, przynosząc świętą wodę z Gór Arrarat’h, w trzewiach domu budzą się siły znacznie starsze od wszelkich bogów. Gdy Marcel próbuje świętego płynu, staje się uwrażliwiony na działanie domu, który zdaje się żywić jego gniewem i krwią.
„Dom Ćmy” to opowieść o cienkiej granicy między człowiekiem a bestią, między nadzieją a zatraceniem. To studium szaleństwa, w którym każdy krok ku światłu prowadzi tylko głębiej w ciemność. Wejdź. Ale pamiętaj – są drzwi, których nie da się zamknąć.
Książka ciężka. Dla ludzi o mocnych nerwach. Jest tu poruszany wątek kultu, choroby psychicznej i przemocy (również domowej) w bardzo obrazowy sposób. Jest w pewnym sensie odrażająca, ale też wciągająca. Na pewno nie jest to lektura na jeden wieczór. Mimo że ona jest krótka, to wymaga co jakiś czas przerwy.
Niby tak, ale nie, ale jednak tak. Nie wiem co uważam o tej książce. Była dziwna. Czasami trudno było zrozumieć o co chodzi. Ogromny plus za wstawkę na końcu odnośnie przemocy.
Na początku autor podkreśla, że książka opowiada o przemocy, zebrał przemyślenia swoje i znajomych mu osób, które miały podobne doświadczenia oraz chce przedstawić je w groteskowy sposób. Nie wiem na jakich lekach był autor pisząc tą książkę, jest mocna, brutalna i mam wrażenie, że jedyne co miał na celu to zszokować czytelnika. Momentami zapominałam jaki miała mieć przekaz, napisana jest bardzo chaotycznie. Tak naprawdę , gdyby nie dopiska autora o co chodzi to nigdy bym się nie domyśliła na jaki temat pisze, za bardzo wkręcił się w kanibalizm, morderstwo i szokowanie czytelnika i odleciał od głównego założenia. Według mnie ta książka nie powinna opowiadać o przemocy a o chorobie psychicznej, schizofrenii. Największa uwaga jest bowiem przykładana do psychiki głównego bohatera, przeplatana jest jawa ze snem, wydaje mu się, że widzi coś czego nie ma. Drogi autorze, to, że napiszemy, że ojciec głównego bohatera jest pijaczyną i go bije nie oznacza już, że książka opowiada o przemocy. Liczyłam na coś innego, zagłębienie się w psychikę dziecka z przemocowego domu a dostałam chłopa ze schizofrenią.
This entire review has been hidden because of spoilers.