Robert Małecki od lat pozostaje jednym z moich ulubionych autorów polskich kryminałów. To właśnie jego książki sprawiły, że naprawdę zakochałam się w tym gatunku. Seria z Robertem Grossem była jedną z pierwszych, które pochłonęłam jednym tchem – pamiętam, jak wciągnęła mnie bez reszty: mroczny klimat, świetnie zarysowane postaci, a przede wszystkim niesamowita umiejętność autora do tworzenia napięcia, które nie pozwala odłożyć książki nawet na chwilę. Od tamtej pory z wielkim entuzjazmem sięgam po każdą jego kolejną powieść, bo wiem, że czeka mnie coś więcej niż tylko klasyczny kryminał – to zawsze emocjonalna podróż w głąb ludzkich tajemnic, lęków i słabości.
„Zmora. Czarna toń” to kontynuacja bestsellerowej „Zmory” i kolejny dowód na to, że Robert Małecki nie schodzi poniżej swojego wysokiego poziomu. Autor ponownie łączy wątki kryminalne z reporterską pasją Kamy Kosowskiej, która po dramatycznych wydarzeniach sprzed lat stara się ułożyć sobie życie i rozwijać karierę pisarską. Kiedy otrzymuje niepokojący telefon od matki dziewczyny zaginionej sześć lat wcześniej, nie potrafi przejść obok tej sprawy obojętnie. Równocześnie nadkomisarz Lesław Korcz prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczego zaginięcia młodej studentki, której podwójne życie okazuje się kluczem do całej historii. W pewnym momencie drogi Kamy i Korcza się przecinają, a napięcie rośnie z każdą stroną.
W swojej najnowszej powieści Robert Małecki po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem w budowaniu nie tylko fabuły, ale i atmosfery. „Czarna toń” to historia mroczna, pełna sekretów, ale także bardzo ludzka. Autor nie ogranicza się do policyjnych raportów i suchych faktów – wnika w psychikę bohaterów, pokazując, jak cienka granica dzieli nas od decyzji, które mogą zaważyć na całym życiu. Szczególnie cenię w tej książce to, że obok zagadki kryminalnej pojawia się wątek emocjonalny – niezwykle autentyczny, subtelny, ale mocno oddziałujący na czytelnika.
Pod względem stylu to wciąż ten sam Małecki, którego znam i cenię – język precyzyjny, dialogi naturalne, narracja gęsta od napięcia. A jednak „Zmora. Czarna toń” wydaje się dojrzalsza, bardziej melancholijna. Widać, że autor nie tylko opowiada historię, ale także zadaje pytania o winę, prawdę i granice moralności.
Podsumowując, „Zmora. Czarna toń” to powieść, która mnie nie zawiodła – wręcz przeciwnie, przypomniała mi, dlaczego tak bardzo lubię twórczość Roberta Małeckiego. To książka, która trzyma w napięciu, ale też porusza i zostawia w głowie wiele pytań długo po zakończeniu lektury. Czytałam ją z zapartym tchem i z tą charakterystyczną mieszanką ekscytacji i niepokoju, której potrafi dostarczyć tylko Robert Małecki. Jeśli ktoś jeszcze nie zna Kamy Kosowskiej i jej świata, to naprawdę warto nadrobić – ta seria ma w sobie wszystko, co najlepsze w polskim kryminale.