To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki. Stylistyka i język jakim posługuje się pisarka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się niesamowicie szybko. Ja pochłonęłam ją w jedno popołudnie, już od pierwszych stron zostałam wciągnięta do świata małżeństwa Kościelskich i z dużym zainteresowaniem oraz zaangażowaniem śledziłam ich losy oraz to z czym przyszło im się zmierzyć w okresie przedświątecznym. Fabuła została w interesujący i poruszający sposób nakreślona, przemyślana i dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie zostali w ciekawy, barwny i prawdziwy sposób wykreowani. To postaci, które mają swoje wady i zalety, borykają się z różnymi problemami dnia codziennego, doświadczyli niewyobrażalnych strat, zdarza się im też popełniać błędy, dlatego tak łatwo jest się z nimi utożsamić w niektórych przypadkach, podzielając podobne troski i dylematy moralne. Jestem przekonana, że moglibyśmy spotkać ich w rzeczywistości. Na kartach powieści mogłam bliżej poznać Magdę i Krystiana, ich myśli, odczucia, mogłam dowiedzieć się jak wygląda ich życie, a z czasem takie co wydarzyło się w ich przeszłości, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Mogłam również rodzeństwo, które w wyniku nieszczęśliwego wypadku trafiło pod ich opiekę - Kalinę, Tomka, Polę, Jasia. Każdy z dzieciaczków ma swoje mniejsze bądź większe problemy, a dwójką dzieci boryka się nawet z zaburzeniami, które rzutują na ich życie czy relację z rówieśnikami i naprawdę cieszę się, że autorka poruszała w swojej książce takie tematy. Sama nawet się z tymi dwoma rodzajami zaburzeń zmagam na co dzień, bo mój synek ma ADHD i jest w spektrum autyzmu. Bardzo mi się podobało tak piękną relację Magda i Krystian nawiązali z rodzeństwem, jak kreatywnie spędzali z nimi czas ( szczególnie mowa o cudeńkach z papieru, które wspólnie robili), jak cała szóstka w tym czasie się ze sobą zżyła, chociaż oczywiście nie obyło się bez problemów i lekko dramatycznych momentów, w końcu nie codziennie spada na dwoje ludzi opieka nad czwórką dzieci w różnym wieku, z różnymi potrzebami. Ale to tak jak w prawdziwej rodzinie, są lepsze i gorsze dni, wzloty i upadki. Nie ukrywam, że w tej historii było wiele momentów, które totalnie mnie wzruszyły i nie mogłam opanować łez. Wielokrotnie miałam ochotę wejść do tej książki żeby przytulić wesprzeć bohaterów i zapewnić ich, że jeszcze będzie pięknie. To co jeszcze mi się tutaj spodobało, to to, że autorka pokazała iż powinniśmy zainteresować się, nie tylko w okresie świątecznym, otaczającymi nas ludźmi, sąsiadami, może być tak, że ktoś z nich potrzebuje pomocy, wsparcia albo po prostu rozmowy czy wspólnie spędzonego czasu. Życzliwość naprawdę nic nie kosztuje. Zaczynając czytać tą książkę byłam pewna, że to jednotomowa opowieść i jakież było moje zaskoczenie kiedy przeczytałam zakończenie tej książki, które swoją drogą mnie mocno rozczuiło i okazało się, że będziemy mogli poznać dalsze losy tych wyjątkowych bohaterów. Autorka na przykładzie swoich postaci pokazuje, że z każdej opresji można wyjść, choć nie zawsze jest to łatwe, wymaga działania, wytrwałości i wsparcia. Udowadnia także, że ludzie, którzy pojawiający się w naszym życiu nie są dziełem przypadku, lecz mają głębszy sens, często nas czegoś uczą, a nawet zmieniają nas samych. Ta historia otula jak ciepły koc, skłania do refleksji i zadumy oraz daje nadzieję na lepsze jutro. Cudownie spędziłam czas z tą książkę i jej bohaterami i czekam oczywiście na ciąg dalszy ich losów! Polecam!