Iris jest perfekcjonistką do szpiku kości. Pracuje jako magazynierka w sklepie odzieżowym, a swoje obowiązki traktuje bardzo poważnie i nie widzi poza nimi świata.
Dopóki nie pojawia się on.
Tajemniczy klient, który obserwuje Iris podczas pracy, okazuje się nowym pracownikiem, a ona jest zmuszona wprowadzić go w tajniki ukochanego zawodu. Po bolesnym rozstaniu z przyjaciółką boi się otworzyć na nową relację, ale Elliott powoli pokazuje jej, że warto mu zaufać.
Pozbawieni oddechu to jesienno-zimowy romans, w którym przepadną nawet najwięksi wrogowie niskich temperatur. To nie tylko historia o miłości, ale też przyjaźni, pasji do swojej pracy i tajemnicy, która sprawi, że ta oblana lukrem powieść pozostawi na chwilę w sercu gorzki posmak cynamonu.
Sięgnęłam po tę książkę tylko dlatego, że obserwuję autorkę w SM. Dziewczyna odwaliła tak dobrą robotę z reklamą, że wyczekiwałam premiery z niecierpliwością, a ja nawet nie lubię jesieni i nie przepadam za romansami.
Niestety, nie znalazłam tu chyba nic, co zostało mi obiecane.
Główna bohaterka, czyli Iris, to najbardziej irytujące babsko, z jakim spotkałam się w literaturze. Jest antypatyczna i narcystyczna, od pierwszych stron wywyższa się i uważa za lepszą od innych tylko dlatego, że mają większe ambicje od niej. Źli rodzice chcieli zapewnić jej dobrą przyszłość i wysłać ją na studia, ale ona ma własny rozum i woli zgnić na magazynie odzieżówki. Tych, którzy przychodzą tam tylko na chwilę nazywa dzieciakami i podkreśla, jaka to ona nie jest dorosła i inna niż inni.
Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam pracy na magazynie za gorszą, a ludzi bez studiów za nieudaczników - sama nie mam studiów. Ale ja nie twierdzę, że jestem lepsza od tych, którzy z własnej woli poświęcają długie lata na naukę czegoś tak trudnego jak przykładowo medycyna.
Iris nie wie też, czego chce. Kiedy współpracownicy plotkują o jej relacji z Elliottem, ona strzela focha, ale do obgadywania ich życia jest pierwsza. Twierdzi, że jeden facet jest dla niej “jak brat” i już na kolejnej stronie ma mokro patrząc na jego dłonie. Ten sam osobnik ją napastuje, a ona chce się z nim przyjaźnić (i jest zdziwiona, że on liczy na coś więcej). O fobii społecznej przypomina sobie tylko gdy trzeba zamówić kawę, ale z nowym pracownikiem rozmawia na luzie, a klientów obawia się tylko trochę.
Najzabawniejszym (i jednocześnie najprzykrzejszym) elementem kreacji Iris jest fakt, że autorka niejednokrotnie mówiła, iż stworzyła tę postać na swoje podobieństwo. Tylko, że Kinga wydaje się przemiłą osobą i nijak nie przypomina tej wrednej cholery, o której napisała książkę. (nie wspominając, że dzięki temu zabiegowi podczas czytania mimowolnie zastanawiałam się w ilu procentach Iris to Kinga i które wydarzenia w książce opisała na podstawie swoich przygód, a tak nie powinno być, autor nie powinien być głównym bohaterem swojej książki)
Elliott miał być uroczym promyczkiem, chodzącą zieloną flagą i w ogóle facetem idealnym. No która z nas by takiego nie chciała, co?
No… ja. I zanim zrozumiecie mnie źle - nie mówię, że warczący bad boy jest lepszy. Ale Elliott jest idealny do porzygu. Nie ma w nim ani jednej negatywnej cechy, a nawet jeśli zrobi lub powie coś nie tak, to za kilka stron okazuje się, że to nie jego wina, tylko wszystkich wokół. Zawsze jest obok gdy go potrzeba, wie co powiedzieć w każdej sytuacji i na wszystko ma rozwiązanie. Ale autorka chyba bała się, że tego nie zauważymy i pokazywała nam palcem (i narracją), że jest chodzącym ideałem.
W dodatku część mężczyzn w tej książce istnieje tylko po to, żeby podrywać napastować Iris i żeby Elliott mógł zjawić się niczym rycerz na białym koniu i nie dość, że ją uratować, to jeszcze pokazać (ponownie) jaki jest idealny i że wie, jak poprawnie podrywać kobietę.
Mówiąc o Elliotcie nie można nie wspomnieć o Tajemniczym Wątku (który nie był aż tak tajemniczy, kiedy związane z nim osoby komentowały i lajkowały posty autorki na IG). Wiedziałam co to będzie, ale wbrew pozorom nie odebrało mi to przyjemności z czytania. Niewinne wzmianki, które nabierają sensu gdy zna się tajemnicę, zostały świetnie wplecione, a jednocześnie nie były przesadnie wskazywane - mam na myśli momenty, gdy w książkach padają zdania w stylu “XYZ zachowuje się dziwnie, ciekawe czy ma to jakieś znaczenie” - tu tego nie było.
Ale nie do końca podobało mi się rozwiązanie tego wątku, czyli ten długi, autobiograficzny opis życia Elliotta roztrząsający na nowo każde wydarzenie w książce. Zdecydowanie wolałabym już nie robić z tego tajemnicy i postawić na podwójne POV, żeby czytelnik od początku widział wszystko z perspektywy Elliotta, a jednocześnie czuł napięcie “o matko, co to będzie kiedy Iris się dowie”.
Ostatnią rzeczą, której muszę się przyczepić jest research. Mnie to słowo kojarzy się właśnie z Kingą, która na każdym kroku powtarza jak ważny jest to element pisania i wiem, że do Tajemniczego Wątku przyłożyła się w każdym szczególe. Niestety, jej znajomość realiów mieszkania w USA leży - bohaterka pracuje w sklepowym magazynie, a stać ją na mieszkanie i jedzenie. Akcja książki rozgrywa się od października do chyba stycznia czy marca, ale nie ma ani słowa o wypadającym w listopadzie Święcie Dziękczynienia, które dla Amerykanów jest nawet ważniejsze, niż Boże Narodzenie. Pewnie były jeszcze jakieś elementy (widziałam, że ktoś wytykał błędne użycie jednostek miary i temperatury), ale ja ich nie zauważyłam.
Zakończenie książki było przesłodzone i przesadzone, jak to w romansach bywa, ale nawet w moim oku zakręciła się łezka. To chyba ona sprawiła, że początkowo dałam książce pięć gwiazdek, jednak po ochłonięciu i zajrzeniu do swoich notatek musiałam ocenę obniżyć przez to wszystko, co wymieniłam powyżej. Ale mimo to, czekam na drugi tom, bo jestem naprawdę ciekawa co jeszcze można opowiedzieć o tej dwójce po takim zakończeniu.
Mam wrażenie, że ta książka została napisana specjalnie dla mnie. Jest tu kilka wątków i zdań, które mnie tak poruszyły… serio. Dawno nie czytałam tak życiowej książki. Już samo to jak główna bohaterka podchodziła do swojej pracy. Tak bardzo przypomniało mi to kino. Pracowałam tam 8 lat i to była z najlepszych prac jakieś miałam!
Utrata przyjaźni nigdy nie bolało tak bardzo jak po „pozbawieni oddechu”. Ten ból i kiedy nachodzą nas myśli…czy można było to naprawić?
No i sam romans! Cudny i poruszający. To mi daje nadzieję…
Dawno nie czytałam książki tego typu! Dosłownie przez nią przepłynęłam i aż żałuję, że nie mogę od razu sięgnąć po drugi tom 🏹
Kinga tak cudownie opisała nietuzinkowe tematy! Uwierzycie kiedy powiem wam, że moim nowym ulubieńcem stała się książka opowiadające o magazynierce? haha
Naprawdę - brawa! Kinga jest cudowną pisarką i je twórczość zdecydowanie zasługuje na większy rozgłos <3
[𝟒,𝟓/𝟓] „Przywiązuję ogromną wagę do fotografii, mają w sobie zaklęte wspomnienia. Nie chodzi tu o tęsknotę tylko za bliskimi, ale i za tym, jakie kiedyś było życie.” ~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ᝰ.ᐟ Akcja książki dzieje się w Savannah, podczas jesieni oraz zimy, więc klimat tej historii jest niesamowicie magiczny!! Jest to raczej spokojna książka. Bez większych zwrotów akcji, zaawansowanej fabuły - można podejść do niej na luzie. Warto zaznaczyć, że mimo tego, porusza ona naprawdę ważne tematy, takie jak: depresja, izolacja, trudności w zaufaniu, śmierć członka rodziny czy chorobę.
𝐈𝐫𝐢𝐬 jest totalną samotniczką, perfekcjonistką i największą fanką swojej pracy. Kiedyś marzyła o paczce przyjaciół, lecz po latach ich poszukiwania zorientowała się, że najlepiej czuje się we własnym towarzystwie. Pewnego dnia w pracy zauważa bruneta. Gdy ich spojrzenia się spotykają…Iris ma motyle w brzuchu. Tajemniczym chłopakiem okazuje się 𝐄𝐥𝐥𝐢𝐨𝐭𝐭. Ma on niesamowity humor, styl ubioru jak i cechuje go upartość. Okazuje się, że ta dwójka będzie razem pracować, a dziewczyna ma go wszystkiego nauczyć od zera. Dzięki tej historii można uwierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia - przynajmniej tak było w moim przypadku.
Myślałam, że wydarzenia dziejące się w pracy Iris i Elliotta mnie nie zainteresują, a było wręcz przeciwnie! Czułam się, jakbym była tam razem z bohaterami. Wszystko było dokładnie opisane, dzięki czemu łatwo było wkręcić się w fabułę.
Niestety odejmuję trochę oceny tej powieści, gdyż ten tajemniczy wątek wcale nie był dla mnie taki tajemniczy i bardzo szybko odkryłam co nim jest. Myślę, że jest to idealna książka dla fanów „Przypadkowo Amy”!! Styl pisania Kingi jest świetny, bardzo płynny i lekki, więc myślę, że w niedalekiej przyszłości sięgnę po jej debiut „Gilberta” <3
może i nie było to coś co cechowało się mocniejszą, czy bardzo fabularną akcją, jednak uważam, że książka ta zasługuje na znacznie większy rozgłos. Była baaardzo przyjemna i szybko się ją czytało i została napisana naprawdę dobrze. Dodam jeszcze plusa za ostatnie rozdziały, które mnie naprawdę zdziwiły. Jeśli szukacie czegoś przyjemnego, niewymagającego to polecam to baaardzo
Ta książka to mój osobista statuetka, że ją skończyłam. Czemu? BO BYŁA OKROPNA. Oczekiwałam naprawdę czegoś więcej, bo obserwowałam autorkę na instagramie i śledziłam cały proces tworzenia. Naprawdę oczarowała mnie tym, jak reklamowała historię. Tylko, że… ta książka jest inna, niż to co miałam przeczytać według Kingi.
Największym problemem tej książki jest fabuła. Czy potrafię streścić historię? Nie. Jest to nudne jak flaki z olejem… Dostajemy historie o tym, jak pracuje się na magazynie. Nie mam problemu, że ktoś podejmuje się tej pracy. Problem leży w tym, że to praca repetatywna — nic wyjątkowego. Z początku byłam ciekawa, ale im dalej w las tym gorzej. Gdy Iris szła do pracy, nie musiałam czytać rozdziału, żeby wiedzieć co tam się dzieje. Czy to dobrze?
No właśnie. Iris, nasza główna bohatera. Jest taka irytująca, że czasem nie miałam na nią siły. Poznajemy ją, gdy określa siebie za lepszą, bo ma inne i LEPSZE ambicje od ludzi, którzy wokół niej pracują. Ego naprawdę wyleciało poza skalę w tamtym momencie. Ludzie, którzy przychodzą do sklepu pracować na chwilę nazywa dzieciakami?, których cały czas obraza. Ma 25 lat, a zachowuje się czasem jak dziecko 15 letnie. Czasem też nie wie czego chce. W jednym momencie mówi, że cieszy się ze samotności, żeby na kolejnej kartce powiedzieć, że jest jej smutno z tego powodu. Powiedziała, ze ma nosa do chłopaków, gdy każdy związek kończył się jej złamanym sercem — kogo okłamujesz Iris? Gdy ludzie w pracy zaczynają o niej plotkować, zabrania im — tylko ona uważa się za lepszą, więc jej wolno o ich życiu plotkować! OCH, najlepsza scena była z Borysem, którego uważa za „brata”, by na kolejnej kartce podniecać się na widok jego palców. A fobię społeczną ma tylko czasem, gdy musi zamówić kawę, bo w pracy z klientami rozmawia normalnie. A to, że straciła przyjaciółkę? Nie dziwię się. Sama zgotowała sobie taki los! Tylko, że trochę nie do końca. Cały czas wspomina o swojej samotności, gdy jednocześnie jest otoczona przyjaciółmi.
A Elliott? Miał być naszym promyczkiem w całej historii. Problem z nim jest taki, że jest idealny do porzygu. Mam wrażenie, że został stworzony tylko do ratowania Iris w opałach, jak jakiś rycerz na białym koniu. Zawsze przytakuje naszej głównej bohaterce! Nawet jeśli mu się zdarzy zrobić coś nie tak, to była to wina kogoś innego i przecież on tak nie chciał.
Tutaj trzeba wspomnieć o tym, że większość męskich bohaterów powstała tylko po to, żeby podrywać Iris. No i oczywiście, żeby Elliott, jako ten rycerz na koniu, mógł biedną damę w opałach zawsze uratować. Serio, za każdym razem to był on, jakimś cudownym przypadkiem.
Musimy teraz przejść do reaserchu. W książce pojawia się tajemniczy wątek — fair, był dobrze zrobiony i widać, że zależało autorce na jego poprawności. Mam problem tylko do rozwiązania tej sytuacji. Nie podobały mi się te autobiograficzne rozdziały Elliotta. Zaburzyło to całą dynamikę książki według mnie. Zgadzam się z tym, że dual POV byłoby lepsze. Ale co z innym reasearchem? No nic, bo mam wrażenie, że był zrobiony po macoszemu. Oczekiwałam wiele od Kingi, ponieważ na każdym kroku powtarzała jak ważny to jest dla niej element w książce. Wiem, że każdemu się może podwinąć noga, ale… tak wiele razy? USA tutaj to jakiś wymyślony stwór — dziewczyna pracuje na pół etatu(!) i starcza jej na wszystko, nawet na dodatkowe wydatki; nie ma żadnego słowa o świecie dziękczynienia; bohaterowie wspominali o gimnazjum; w rozmowie Iris wspominała, że dostała piątki i czwórki w szkole; wiele razy były wspomniane stopnie Celsjusza w pogodzie, ale też, gdy ktoś miał gorączkę; wyjazd dwudniowy do Nowego Jorku, serio?
I na koniec — zakończenie. Wszystko dzieje szybko i od razu. W ogóle jej nie wyczułam, bo wszystko było takie nijakie. Dzieje się tyle dramatu, co w jakiś tureckich serialach.
Druga książka Kingi którą czytałam i kolejna świetna 😩 czytajcie bo naprawdę warto nie jest to typowy romans enemies to lovers a historia Elliotta (słoneczka ) i Iris (kobiety która oddała pracy całą duszę). (Ale czytajcie też Gilberta od Kingi , tam to się dopiero dzieje)
– A ja będę ci w tym kibicować – mówi cicho, kojąco.
Kocham to jego miękkie spojrzenie pełne dobroci.
Uśmiecham się nieśmiało i znowu patrzę pod nogi. Od razu lepiej. Ten chłopak jest jak zaklinacz węży, jego słowa sprowadzają mnie z ciemności prosto do światła i dzięki nim znajduję siłę do życia."
Po promocji patronek, jak i samej autorki byłam tak okropnie ciekawa tej książki!! Szczególnie ten jesienny klimat mnie zachęcił do czytania, bo jestem totalną jesieniarą. Moje oczekiwania były naprawdę i na szczęście zostały spełnione.
Bardzo przyjemnie mi się czytało tę książkę, że całą przeczytałam w pociągu. Już od piwrwszych stron wkręciłam się w świat Iris i Elliotta. Lekka i przyjemna młodzieżówka idealna do przeczytania w jeden wieczór.
Bohatetowie totalnie skradli mi serce. Zostali wykreowani I D E A L N I E. Iris jest najbliższa mojemu sercu i praktycznie w stu procentach mogę się z nią utożsamić. Pokochałam ją od razu i nie mogę jej zarzucić kompletnie nic złego. Rozumiałam jej decyzje, zachiwanie i myślenie, bo sama bym w danych sytuacjach poczuła czy zachowała się jak ona. Elliotta też pokochałam całą sobą!! Jest totalną definicją promyczka. To on dodawał do tej książki pozytywnej energii, uśmiechu i ciepła. Strasznie mnie rozczulał!! Jest przekochany, opiekuńczy, dba o dobro innych i jest najsłodszy. Przysięgam, że co chwilę się orzez niego rozczulałam. Naprawdę powstrzymywanie łez wzruszenia, żeby ludzie w pociągu nie pomyśleli, że oszalałam, było dużym wyzwaniem. No i oczywiście bohaterów pobocznych też pokochałam (no może nie wszystkich...).
Relacja tej dwójki rozwijała się w swoim tempie - nie za szybko, nie za wolno. Ekscytowałam się przy każdej najmniejszej interakcji jaką mieli, ponieważ no chemia między nimi była wyczuwalna z kilometra. Jeszcze w większości sytuacjach czułam emocje Iris, więc moje reakcje na ich spotkania, małe gesty Elliotta i wiele innych rozczulających sytuacji, moje emocje wchodziły na kompletnie inny etap.
Kinga przecudownie sobie poradziła z oddaniem klimatu tej książki. Wątek pracy w magazynie sklepu odzieżowego był bardzo nietuzinkowy i szczerze miałam obawy, że mnie to wynudzi, a okazało się, że bardzo się wkręciłam!! Było to świetne urozmaicenie historii.
Pozbawieni wywołali we mnie masę emocji, a szczególnie kiedy poznałam znaczenie tytułu książki i rozdziałów. Nie mogę się doczekać powrotu do Iris i Elliotta.
KOCHAM TĄ HISTORIĘ Iris to bohaterka, z którą mogę się totalnie utożsamić. Tak samo nieśmiała, introwertyczna i bez nadziei na głębsze relacje, jednak po poznaniu odpowiedniej osoby wszystko się zmienia i w nastawieniu i w zachowaniu. Chyba znalazłam w końcu moich comfort bohaterów, o co było ciężko w jakiejkolwiek książce, jaką wcześniej przeczytałam. I teraz kilka słów do autorki: Kinga, jesteś wielka. Zarówno „Gilbert” jak i „Pozbawieni Oddechu” pochłonęły mnie do końca, w życiu bym nie pomyślała że przeczytam tak długą książkę w dwa dni, ale Tobie znowu się to udało!!! Czekam z niecierpliwością na drugi tom, potrzebuje do życia dalszych losów Iris i Elliotta!!!
„Pozbawieni oddechu” to książka, która dosłownie zatrzymała mój świat. Od pierwszych stron czuć w niej magię codzienności — tę spokojną, ciepłą i pachnącą jesiennym powietrzem. To historia, która nie tylko bawi i rozczula, ale też zostawia po sobie coś więcej: refleksję, że czasem trzeba się zatrzymać, by znów zacząć oddychać.
Czytając ją, miałam wrażenie, że jestem obok Iris — cichej, poukładanej perfekcjonistki, która próbuje utrzymać świat w ryzach, mimo że wewnątrz trochę się rozpada. A potem pojawia się on — Elliott, promień słońca w jej uporządkowanej codzienności, który z każdym rozdziałem uczy ją, że życie nie zawsze musi być idealne, żeby było piękne.
Kocham tę książkę za spokój, który niesie, za dialogi, które wydają się tak prawdziwe, jak rozmowy z kimś bliskim, i za bohaterów, którzy nie są idealni — właśnie dlatego stają się tacy bliscy. Za to, że potrafi w jednej chwili sprawić, że się uśmiechasz, a w następnej ściska cię w gardle i myślisz: „O nie, nie dam rady czytać dalej”. To historia o samotności, o ludziach, którzy uczą się żyć mimo lęku, i o miłości, która przychodzi nieproszona, ale okazuje się wszystkim, czego potrzebowali.
To nie jest kolejny romans – to opowieść o zaufaniu, o odzyskiwaniu siebie i o tym, że czasem ktoś musi pojawić się znikąd, by przypomnieć nam, jak to jest oddychać naprawdę.
Idealna dla każdej jesieniary, która kocha powolne historie, kubek herbaty i emocje, które zostają na długo po ostatniej stronie. 💛
Od pierwszej chwili, gdy zobaczyłam zapowiedź 𝐏𝐨𝐳𝐛𝐚𝐰𝐢𝐨𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐨𝐝𝐝𝐞𝐜𝐡𝐮, bardzo na nich wyczekiwałam. Uwielbiam jesień i 𝐣𝐞𝐬𝐢𝐞𝐧𝐧𝐞 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐞, więc ta pozycja od razu zdobyła moją ciekawość. Jednakże moja ekscytacja umarła już na samym starcie, ponieważ miałam problem z czytaniem i zupełnie 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐚𝐟𝐢ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐰𝐤𝐫𝐞̨𝐜𝐢𝐜́. Najgorsze jest to, że miałam tak przez całą długość książki, co naprawdę złamało mi serce, ponieważ spodziewałam się, że ta lektura będzie moim odkryciem roku. Niestety zarówno 𝐬𝐭𝐲𝐥 𝐩𝐢𝐬𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫𝐤𝐢, jak i 𝐟𝐚𝐛𝐮ł𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐩𝐚𝐝ł𝐲 𝐦𝐢 𝐝𝐨 𝐠𝐮𝐬𝐭𝐮. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak 𝐰𝐨𝐥𝐧𝐨 𝐜𝐳𝐲𝐭𝐚ł𝐚𝐦 książkę. Doprowadzało mnie to do szału. Zazwyczaj mam bardzo szybkie tempo, a ta pozycja sprawiała, że 𝐦𝐞̨𝐜𝐳𝐲ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐠𝐨𝐝𝐳𝐢𝐧𝐚𝐦𝐢. Natomiast na obronę samej historii, wydaje mi się, że w pewnym stopniu mogła być to 𝐰𝐢𝐧𝐚 𝐰𝐲𝐝𝐚𝐧𝐢𝐚 ze względu na 𝐦𝐚ł𝐞 𝐦𝐚𝐫𝐠𝐢𝐧𝐞𝐬𝐲, dzięki którym na kartkach dało się zmieścić więcej tekstu. 🧡
Kinga podeszła do tej lektury z naprawdę 𝐧𝐢𝐞𝐭𝐲𝐩𝐨𝐰𝐞𝐣, 𝐥𝐞𝐜𝐳 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐨𝐜𝐳𝐞𝐬́𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐲𝐣𝐚̨𝐭𝐤𝐨𝐰𝐞𝐣 𝐬𝐭𝐫𝐨𝐧𝐲. W bardzo rozległy sposób została opisana 𝐩𝐫𝐚𝐜𝐚 𝐰 𝐬𝐤𝐥𝐞𝐩𝐢𝐞 𝐨𝐝𝐳𝐢𝐞𝐳̇𝐨𝐰𝐲𝐦, do takiego stopnia, że czułam się, jakbym czytała o zwykłym dniu pracownika Zarzy. Nie jestem pewna, czy to dobrze. Z jednej strony autorka 𝐝𝐨𝐬𝐤𝐨𝐧𝐚𝐥𝐞 𝐨𝐝𝐭𝐰𝐨𝐫𝐳𝐲ł𝐚 𝐤𝐥𝐢𝐦𝐚𝐭 takiego miejsca i uważam, że można z tej lektury 𝐝𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐞𝐜́ 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐧𝐚𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐬𝐩𝐨𝐫𝐨 o pracy w magazynie i nie tylko, ale z drugiej strony było to 𝐝𝐨𝐬́𝐜́ 𝐧𝐢𝐣𝐚𝐤𝐢𝐞. Odczułam wrażenie, że nic się tam nie działo (oprócz toksycznego plotkowania i irytujących współpracowników). Akcja dziejąca się jedynie w sklepie odzieżowym była 𝐦𝐞̨𝐜𝐳𝐚̨𝐜𝐚 i 𝐧𝐮𝐝𝐧𝐚. Czułam się, jakbym siedziała w pracy, a nie czytała książkę, która miała być przyjemnością. Trzeba jednak przyznać, że sam 𝐳𝐚𝐦𝐲𝐬ł 𝐛𝐲ł 𝐧𝐚𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐢𝐧𝐭𝐫𝐲𝐠𝐮𝐣𝐚̨𝐜𝐲. Uważam, że gdyby autorka skupiła się bardziej na bohaterach oraz ich historii, zamiast szczegółowych opisach wykonywanych obowiązków w pracy, 𝐛𝐲ł𝐨𝐛𝐲 𝐭𝐨 𝐧𝐚 𝐩𝐞𝐰𝐧𝐨 𝐜𝐢𝐞𝐤𝐚𝐰𝐬𝐳𝐞 𝐢 𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐢𝐞𝐣 𝐳𝐛𝐥𝐢𝐳̇𝐚𝐣𝐚̨𝐜𝐞 𝐝𝐨 𝐜𝐳𝐲𝐭𝐞𝐥𝐧𝐢𝐤𝐚. Natomiast z czasem, gdy bohaterowie w końcu wyszli poza budynek pracy, książka stała się 𝐥𝐞𝐩𝐬𝐳𝐚 𝐢 𝐨 𝐰𝐢𝐞𝐥𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐣𝐞𝐦𝐧𝐢𝐞𝐣𝐬𝐳𝐚 𝐝𝐨 𝐜𝐳𝐲𝐭𝐚𝐧𝐢𝐚. 🤍
Książka ta ma w sobie kilka 𝐰𝐚𝐫𝐭𝐨𝐬́𝐜𝐢𝐨𝐰𝐲𝐜𝐡 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐤𝐚𝐳𝐨́𝐰. Rodzina głównej bohaterki nie miała dla niej żadnego zrozumienia i miłości. Iris musiała ze wszystkim radzić sobie sama, a do tego stale mierzyć się z przykrymi komentarzami ze strony najbliższych. Padało w jej stronę wiele niemiłych wyrażeń, ale przede wszystkim tych nieprawdziwych. Iris po prostu 𝐳̇𝐲ł𝐚 𝐬𝐰𝐨𝐢𝐦 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐞𝐦 𝐢 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐳𝐰𝐚𝐥𝐚ł𝐚 𝐢𝐧𝐧𝐲𝐦 𝐥𝐮𝐝𝐳𝐢𝐨𝐦 𝐧𝐢𝐦 𝐤𝐢𝐞𝐫𝐨𝐰𝐚𝐜́. Naprawdę podziwiam ją za trzymanie się swojego zdania, ponieważ wiem, że nie każdy tak potrafi. Cieszę się, że Kinga poruszyła ten temat, ponieważ pokazuje on, że na 𝐰𝐝𝐳𝐢𝐞̨𝐜𝐳𝐧𝐨𝐬́𝐜𝐢 𝐢 𝐬𝐳𝐚𝐜𝐮𝐧𝐞𝐤 𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐚 𝐬𝐨𝐛𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐬ł𝐮𝐳̇𝐲𝐜́, a fakt, że ktoś jest naszą rodziną, nie oznacza, że wszystko mu się należy. Rodzina również potrafi krzywdzić i nie zasługiwać na naszą miłość. Nie dajcie sobie wmówić, że np. rodzice zasługują na waszą wdzięczność, ponieważ was wychowali, ale po drodze traktowali jak kogoś gorszego. 𝐖𝐲𝐜𝐡𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐳𝐢𝐞𝐜𝐤𝐚 𝐭𝐨 𝐢𝐜𝐡 𝐨𝐛𝐨𝐰𝐢𝐚̨𝐳𝐞𝐤, a to, że nie potrafili być dla niego kimś dobrym, sprawia, że nie zasługują na docenienie. ❕
𝑰𝒓𝒊𝒔 jest… specyficzna. Zdarzyły się takie chwile, że strasznie skręciło mnie to, co powiedziała i musiałam na chwilkę odłożyć książkę, ponieważ cringe przejął moje ciało. 𝐖𝐢𝐞𝐥𝐨𝐤𝐫𝐨𝐭𝐧𝐢𝐞 𝐜𝐳𝐮ł𝐚𝐦 𝐳𝐚𝐳̇𝐞𝐧𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐞, a nie zdarza mi się to często. Do tego była strasznie 𝐜𝐡𝐰𝐢𝐞𝐣𝐧𝐚 𝐰 𝐬𝐰𝐨𝐢𝐦 𝐦𝐲𝐬́𝐥𝐚𝐜𝐡 𝐢 𝐳𝐚𝐜𝐡𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐚𝐜𝐡. Obsesyjnie myślała o nowym współpracowniku, a potem zaczęła oschle go traktować. Zaprosił ją na randkę, to ona dała mu kosza. ❔ Natomiast 𝐰 𝐩𝐞ł𝐧𝐢 𝐫𝐨𝐳𝐮𝐦𝐢𝐞𝐦 𝐣𝐞𝐣 𝐥𝐞̨𝐤 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐝 𝐢𝐧𝐭𝐞𝐫𝐚𝐤𝐜𝐣𝐚𝐦𝐢 𝐳 𝐢𝐧𝐧𝐲𝐦𝐢 𝐥𝐮𝐝𝐳́𝐦𝐢. Pewnie, gdybym pracowała w takim miejscu jak ona, również odnalazłabym się na magazynie. Kiedyś byłam przeogromnie zlęknioną osobą, a tekst, że „jestem aspołeczna” był na porządku dziennym. 𝐃𝐳𝐢𝐬𝐢𝐚𝐣 𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐚𝐦 𝐰𝐢𝐞̨𝐤𝐬𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦𝐮 𝐳 𝐭𝐚𝐤𝐢𝐦𝐢 𝐢𝐧𝐭𝐞𝐫𝐚𝐤𝐜𝐣𝐚𝐦𝐢, ale jeśli mam do wyboru stać na kasie albo pracować gdzieś w spokoju, mówię „𝑝𝑎𝑝𝑎” i znikam do mojej bezpiecznej bańki. Choć wyznam wam, że w zeszłe wakacje pracowałam w lodziarni, gdzie klienci kochali 𝑠𝑚𝑎𝑙𝑙 𝑡𝑎𝑙𝑘 i o dziwo naprawdę wspaniale mi się tam pracowało. 😅
Wbrew pozorom myślę, że 𝐈𝐫𝐢𝐬 𝐭𝐨 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐤𝐚, 𝐳 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐚̨ ł𝐚𝐭𝐰𝐨 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐮𝐭𝐨𝐳̇𝐬𝐚𝐦𝐢𝐜́. Jej myśli, problemy, przeszłość i teraźniejszość są bardzo ludzkie, a przede wszystkim normalne i rzeczywiste. W kilku sytuacjach 𝐳𝐨𝐛𝐚𝐜𝐳𝐲ł𝐚𝐦 𝐰 𝐧𝐢𝐞𝐣 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞, co na pewno polepszyło moje zdanie na jej temat, ponieważ w pewnym sensie postawiłam się na jej miejscu. Jednak najbardziej mnie dotknął wątek dotyczący 𝐮𝐭𝐫𝐚𝐭𝐲 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐣𝐚𝐳́𝐧𝐢. Jakby tego było mało, w przypadku głównej bohaterki zaczęła się ona od książek 𝑎𝑛𝑑 𝑖 𝑎𝑙𝑠𝑜 ℎ𝑎𝑣𝑒 𝑏𝑒𝑒𝑛 𝑡ℎ𝑒𝑟𝑒. :P Rozumiem, jak nikt inny, strach Iris przed 𝐩𝐨𝐳𝐰𝐨𝐥𝐞𝐧𝐢𝐞𝐦 𝐤𝐨𝐦𝐮𝐬́ 𝐧𝐨𝐰𝐞𝐦𝐮 𝐧𝐚 𝐰𝐞𝐣𝐬́𝐜𝐢𝐞 𝐝𝐨 𝐣𝐞𝐣 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐚 i utratą kolejnej osoby. Odczułam, że dosłownie kilka stron na temat wspomnień Iris były o mnie. Utożsamiam się z tym patrząc na 𝐜𝐚ł𝐞 𝐦𝐨𝐣𝐞 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐞, a nie tylko ostatnie zakończone relacje, ale nie powiem, że nie zaskoczyłam się tym, jak 𝐝𝐨𝐬𝐤𝐨𝐧𝐚𝐥𝐞 𝐊𝐢𝐧𝐠𝐚 𝐰𝐞𝐬𝐳ł𝐚 𝐝𝐨 𝐦𝐨𝐣𝐞𝐠𝐨 𝐮𝐦𝐲𝐬ł𝐮. W dodatku identyczne słowa, które padły z ust mamy głównej bohaterki, 𝐬𝐚𝐦𝐚 𝐫𝐨́𝐰𝐧𝐢𝐞𝐳̇ 𝐤𝐢𝐞𝐝𝐲𝐬́ 𝐮𝐬ł𝐲𝐬𝐳𝐚ł𝐚𝐦. 🥺
𝑬𝒍𝒍𝒊𝒐𝒕𝒕 również jest dość dziwny i niezrozumiały. Z jednej strony wydaje się być całkowicie 𝐧𝐨𝐫𝐦𝐚𝐥𝐧𝐲𝐦 𝐢 𝐧𝐚𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐰 𝐩𝐨𝐫𝐳𝐚̨𝐝𝐤𝐮 𝐜𝐡ł𝐨𝐩𝐚𝐤𝐢𝐞𝐦, ale z drugiej strony jakoś nie potrafiłam go w pełni polubić. Ogólnie rzecz patrząc jest to 𝐜𝐚ł𝐤𝐢𝐞𝐦 𝐟𝐚𝐣𝐧𝐚 𝐢 𝐮𝐫𝐨𝐜𝐳𝐚 𝐩𝐨𝐬𝐭𝐚𝐜́, ale może trochę 𝐳𝐛𝐲𝐭 𝐢𝐝𝐞𝐚𝐥𝐧𝐚. Doceniam jednak to, że w niektórych sytuacjach był 𝐠ł𝐨𝐬𝐞𝐦 𝐫𝐨𝐳𝐬𝐚̨𝐝𝐤𝐮 𝐈𝐫𝐢𝐬. Potrafił wytłumaczyć jej bolesne rzeczy i na każdym kroku 𝐬𝐭𝐚𝐫𝐚ł 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐩𝐨𝐝𝐧𝐢𝐞𝐬́𝐜́ 𝐣𝐚̨ 𝐧𝐚 𝐝𝐮𝐜𝐡𝐮. Przypominał, że 𝑗𝑒𝑠𝑡 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑐𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘𝑖𝑒𝑚 𝑖 𝑚𝑜𝑧̇𝑒 𝑝𝑜𝑝𝑒ł𝑛𝑖𝑎𝑐́ 𝑏ł𝑒̨𝑑𝑦, o czym często zapominamy. Myślę, że cytat, który podałam na samym początku recenzji, jest tego idealnym przykładem. Zresztą uważam, że każdy powinien sobie o tym przypominać i pamiętać, że 𝐳ł𝐞 𝐝𝐨𝐬́𝐰𝐢𝐚𝐝𝐜𝐳𝐞𝐧𝐢𝐚 𝐰𝐜𝐚𝐥𝐞 𝐧𝐚𝐬 𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐞𝐟𝐢𝐧𝐢𝐮𝐣𝐚̨. Jakiegoś dnia pójdziemy do przodu i wszystko się ułoży. Uwierzcie, wiem z doświadczenia. 🥰
Jeśli autorka chciała wywołać we mnie 𝐟𝐫𝐮𝐬𝐭𝐫𝐚𝐜𝐣𝐞̨, 𝐳ł𝐨𝐬́𝐜́ 𝐢 𝐢𝐫𝐲𝐭𝐚𝐜𝐣𝐞̨ pobocznymi postaciami, perfekcyjnie jej się to udało. Zdecydowana większość sprawiała, że miałam ochotę wejść do książki i 𝐢𝐦 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐢𝐦 𝐰𝐲𝐰𝐚𝐥𝐢𝐜́. Na co dzień nie popieram przemocy, więc 𝑎𝑠 𝑦𝑜𝑢 𝑐𝑎𝑛 𝑠𝑒𝑒, Kinga 𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚ł𝐚, 𝐣𝐚𝐤 𝐰𝐲𝐰𝐨ł𝐚𝐜́ 𝐰𝐞 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐢𝐥𝐧𝐞 𝐮𝐜𝐳𝐮𝐜𝐢𝐚. 🫣
Końcówka książki w Nowym Jorku była 𝐧𝐚𝐣𝐥𝐞𝐩𝐬𝐳𝐚̨ 𝐜𝐳𝐞̨𝐬́𝐜𝐢𝐚̨ 𝐜𝐚ł𝐞𝐣 𝐭𝐞𝐣 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐢. Całkiem miło i przyjemnie czytało mi się o wyjeździe głównych bohaterów i ich wspólnych uroczych chwilach. Poza tym nie bawiłam się raczej zbyt dobrze, co sprawia, że jest mi 𝐬𝐭𝐫𝐚𝐬𝐳𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐤𝐫𝐨, ponieważ Kinga jest przekochana i milutka, a do tego wykonuje 𝐠𝐞𝐧𝐢𝐚𝐥𝐧𝐚̨ 𝐩𝐫𝐨𝐦𝐨𝐜𝐣𝐞̨ wokół swoich książek. Dlatego myślę, że 𝐰𝐚𝐫𝐭𝐨 𝐝𝐚𝐜́ 𝐭𝐞𝐣 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐢 𝐬𝐳𝐚𝐧𝐬𝐞̨, ponieważ mimo wszystko ma ona swoich fanów, więc kto wie, może wy będziecie kolejnymi! 💞
“Niektórzy szeptają, że sprzedałam temu sklepowi swoją duszę. Może mają 𝒓𝒂𝒄𝒋𝒆̨ nie zaprzeczam. Nie liczy się nic innego, w pracy myślę tylko o pracy. Żadnych przyjaciół, żadnej miłości, żadnych rozpraszaczy. Praca, praca i jeszcze raz praca. Dopóki nie pojawił się 𝑶𝑵.”
Heeejka!! Na samiutkim początku chcę podziękować Kini za tę szansę. Pamiętam, jak czytałam PDF i ekscytowałam się za każdym razem, gdy nadchodził moment na kolejny rozdział!! 🥹 Jestem ogromnie wdzięczna, że mogę być częścią pracoholików z Savannah.
Historia Iris i Elliotta jest totalnie inna od wszystkich książek, jakie czytałam. Fabuła jest wciągająca do tego stopnia, że naprawdę czułam się tak, jakbym sama pracowała w tym sklepie!! Już od pierwszych stron poczułam więź z bohaterami.
Główna bohaterka, Iris, to perfekcjonistka — poukładana, zamknięta w rutynie i całkowicie oddana pracy w magazynie sklepu odzieżowego. Jej monotonne życie zostaje wywrócone do góry nogami, gdy pojawia się Elliott: najpierw jak klient-widmo, a potem zupełnie niespodziewanie jako nowy pracownik.
Kinia świetnie buduje napięcie między bohaterami — od początkowej nieufności i skrępowania aż po naturalne, bardzo delikatne otwieranie się na siebie. Iris zmaga się z emocjonalnymi ranami, a Elliott, nasz promyczek pomaga jej ponownie zaufać światu. Ich relacja rozwija się powoli i spokojnie, przechodząc od ostrożnej, lekko zdystansowanej znajomości do coraz bardziej intymnej i pełnej czułości.
Styl Kingi Fukushimy jest ciepły, otulający i niesamowicie klimatyczny. Autorka potrafi stworzyć atmosferę, od której naprawdę ciężko się oderwać. U mnie „jeszcze jeden rozdział” skończył się zarwaną nocką.
Kiedy wróciłam po targach do hotelu i dostałam wiadomość, żeby spojrzeć w dedykację… popłakałam się ze szczęścia. Kinga — naprawdę dziękuję Ci za tę szansę. Nie mogę się doczekać naszego kolejnego spotkania.
„Pozbawieni oddechu” to ciepły, jesienny romans, idealny na zimne wieczory z kubkiem gorącej herbaty. To opowieść o przyjaźni, o radzeniu sobie ze stratą, o lęku przed nowymi relacjami i o tym, że czasem właśnie te niespodziewane osoby są w stanie pomóc nam wrócić do życia.
Mam nadzieję, że każdy z nas znajdzie kiedyś takiego promyczka jak Wood 🥹 A jeśli nie to chociaż w tej książce można go pokochać tak, jak na to zasługuje.
{Q} Najbardziej niedoceniony zawod na świecie? Ja do przeczytania tej książki nie myślałam, że praca na magazynie w sklepie odzieżowym może być taka ciekawa, choć nikt w tych czasach tego nie docenia. #recenzja Pióro Kingi miałam okazję poznać w zeszłym roku, mimo że klimat tej książki jest totalnie inny niż w moim patronacie! Kinga pisze zgrabnie, leciutko, widać, że zna się na rzeczy, co pokazuje ta pozycja. Historia opowiada o Iris, która od trzech lat pracuje na magazynie sklepu odzieżowego. Jest perfekcjonistką i wszystko musi być idealnie. Młoda kobieta jako pierwsza w historii sklepu osoba z magazynu otrzymała tytuł pracownika miesiąca. Ma bardzo dobrze zorganizowany czas pracy, choć jak można się domyślić dzieje sie coś przez co jej praca początkowo się sypie. Pewnego dnia widzi w tłumie klientów Elliota, o którym nie może przestać myśleć, a jak wielkie jest jej zdziwienie, gdy mężczyzna tydzień później zaczyna z nią pracować. Początkowo ich relacja jest wręcz tragiczna. Kobieta odpycha go od siebie, jest oschła, a on mimo wszystko próbuje. Ich pierwsze próby poznania się są tak słodko nieporadne, że robi się cieplutko na sercu. Oboje skrywają przed sobą tajemnice, ciężką przeszłość. Iris zaczyna otwierać się przed Elliotem, przez moment nawet wydają się zgraną parą, choć po drodze czar pryska, jednak nie chcę tu wam bardziej spojlerować, więc to powinno wystarczyć. Książka porusza ciężkie tematy jak żałoba, utrata przyjaźni, czy też choroba, o której bardzo dużo informacji możemy przeczytać. Jednak nie ma brutalnych scen, przez co jest to historia dla czytelników 15+ Fabuła jest naprawdę bardzo dobrze przemyślana i wyśmienicie poprowadzona, w tej książce nie uświadczysz wielu przekleństw, co w tych czasach zdaje mi się niebywale rzadkie. Kinga ma bardzo delikatny styl pisania, słowa wręcz płyną jak przyjemna dla ucha melodia, a akcja nigdzie bez potrzeby się nie spieszy. Doskonale dopracowane postaci, to jeden z wielu plusów w tej książce, kolejnym są piękne opisy, nienachalne dialogi oraz cudowna szata graficzna! Ja mam egzemplarz specjalny, z wypalanymi brzegami i dla mnie to po prostu małe arcydzieło! Nie żałuję wydanych na niego pieniędzy, bo to najpiękniejsza książka w mojej kolekcji! Jeśli lubicie książki z jesiennym klimatem, motyw grumpy×sunshine, gdzie to on jest sunshine, to zdecydowanie polecam wam tę pozycję! Moja ocena 5/5☆
To historia, o której nigdy nie zapomnę. Pełna ciepła, wsparcia i miłości ukoiła moją zszarganą nadzieję na odnalezienie prawdziwych przyjaciół i szczęścia.
Iris Anderson jest nieidealną perfekcjonistką, która każdego dnia walczy o najlepszą wersję siebie. Mimo ciężkiej przeszłości stara się odnaleźć w życiu codziennym namiastkę szczęścia. I właśnie tego mnie nauczyła. Że mimo tego, że nie zawsze jest to dla nas łatwe warto stawiać granicę i walczyć o szczęście. Iris jest jedną z tych bohaterek, które już na zawsze coś we mnie zmieniają. Bardzo wiele mnie nauczyła i w wielu aspektach jesteśmy podobne.
Elliott Wood walczy o każdy oddech. O każdą chwilę w życiu. Docenia to, co ma, mimo, że ma niewiele. Szczególnie czasu, który w pewnym momencie jest dla niego policzony, a równocześnie jest wszystkim o czym marzy. Dzięki niemu zrozumiałam, że wszystko co robimy, powinniśmy robić na 100%, bo nie wiadomo czy dostaniemy kolejną szansę. Nie powinniśmy oszczędzać uśmiechów czy dobrych słów "na później", bo nie ma pewności, że te "później" nadejdzie. Oprócz tego, że Elliott pomógł Iris pomógł również mi dostrzec, że warto czasami odpuścić, zrozumieć, przebaczyć i spróbować na nowo, jeśli tylko mamy taką możliwość.
W "Pozbawionych oddechu" odnalazłam spokój, którego tak bardzo w tym czasie potrzebowałam. Poczułam się jak w domu po długiej wędrówce. Iris i Elliott pomogli mi na nowo zakochać się w tych wszystkich drobnych momentach codzienności, które sprawiają, że życie jest nieco słodsze. I jestem wdzięczna, że mogłam poznać ich historię. Historię pełną wsparcia, ciepła, dobra i szczerości. Historię, która pokazała mi, że nie warto oceniać ludzi, których przeszłości nie znamy, bo możemy bardzo się pomylić. 𝓝𝓪𝔀𝓮𝓽 𝓳𝓮𝓼́𝓵𝓲 𝓬𝓸𝓼́ 𝓷𝓪𝓶 𝓷𝓲𝓮 𝔀𝔂𝓬𝓱𝓸𝓭𝔃𝓲 𝓲 𝔀𝓲𝓮𝓵𝓮 𝓻𝔃𝓮𝓬𝔃𝔂 𝔀𝔂𝓭𝓪𝓳𝓮 𝓼𝓲𝓮̨ 𝓽𝓻𝓾𝓭𝓷𝔂𝓬𝓱, 𝓽𝓸 𝓷𝓲𝓮𝓪 𝔃𝓷𝓪𝓬𝔃𝓮𝓷𝓲𝓪, 𝓫𝓸 𝓲𝓭𝔃𝓲𝓮𝓶𝔂 𝓭𝓪𝓵𝓮𝓳.
ღ 𝐑𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐚 : Hejka! Przychodzę dzisiaj do was z recenzją mojego odkrycia książkowego tego roku, czyli „ Pozbawieni oddechu” autorstwa Kingi Fukushimy!
[ 🧡 ] Fabuła jest cudowna i wzruszająca! Nigdy nie pomyślałabym, że takiej książki potrzebuje w swoim życiu!! Wspólne pracowanie na magazynie w sklepie odzieżowym? No cudny wątek!! Styl pisania autorki jest przyjemny i lekki w czytaniu!
[ 🍂 ] 𝐈𝐫𝐢𝐬 𝐀𝐧𝐝𝐫𝐞𝐰. Perfekcjonistka. Dziewczyna pracuje jako magazynierka w sklepie odzieżowym! Obowiązki,które ma stara się wypełniać praktycznie idealnie. Iris ma problem z zaufaniem, przez to że musiała rozstać się z jej najlepszą przyjaciółką. Jednak tajemniczy klient pokazuje jej, że warto uwierzyć i zaufać jeszcze raz. Tajemniczym klientem, okazuje się nowy pracownik, nie kto inny jak 𝐄𝐥𝐥𝐢𝐨𝐭𝐭 𝐖𝐨𝐨𝐝. On skradł moje serce już od samego początku. Próbując pomóc Iris, jak tylko może. Jego troska o 𝐈𝐫𝐢𝐬 przysięgam to było takie słodkie. Szczególnie scena z tabliczka 😭🧡 Zdecydowanie Elliott to najwspanialsza osoba, jaką mogłam poznać w tej książce ( nie pomijając Iris). Teraz przejdę do tych mniej lubianych bohaterów, w takim gronie znajduje się Borys i Billy. Obaj podoba się Iris. Są zbyt nachalni,obraźliwi. Ich postacie mnie tak niesamowicie wkurzały, że to szok. Dobrze, że gdy któryś z nich chciał coś zrobić Iris, Elliott przychodził z pomocą.
[ 🍁 ] Podsumowując, ta historia daje dużo do przemyślenia oraz pokazuje, jak ważne jest, że czasami warto uwierzyć i zaufać ponownie. W tej książce ukazuje się choroba płuc, która odgrywa ważną rolę w tej powieści i czuję, że dzięki posłowiu pod koniec zagłębię się w ten temat. Książka wyląduje w mojej topce 2026 i na pewno o niej nie zapomnę. Ta historia zasługuje na coraz większy rozgłos! Czytajcie to! Polecam ! 🥹🍂
🥹 Kinga pls czy możesz pisać tylko o nich do końca życia
O dobrych książkach nie trzeba mówić wiele, by było wiadomo, że są dobre. Wystarczy kilka stron, by poczuć, że obcuje się z czymś wyjątkowym – i dokładnie tak było w przypadku „Pozbawionych oddechu”
Główna bohaterka, Iris, to młoda kobieta-perfekcjonistka, która pracuje jako magazynierka w sklepie odzieżowym i bardzo poważnie traktuje swoją pracę. Jej uporządkowany świat zaczyna się zmieniać, gdy do jej miejsca pracy trafia tajemniczy nowy pracownik, Elliott. Początkowo tylko obserwowany przez niego, Elliot staje się z czasem kimś więcej – osobą, która powoli zdobywa zaufanie Iris i pomaga jej przełamać obawy po bolesnym rozstaniu z przyjaciółką.
Ich relacja to przepiękny, jesienno zimowy slow burn. Wspólne przekomarzania w pracy, spojrzenia pełne niedopowiedzeń i to, jak Elliot jest w nią wpatrzony… Mimo że Iris po stracie zaufania do ludzi otoczyła się murem, Elliott małymi krokami przebija się przez jej bariery. Z dnia na dzień ich więź staje się silniejsza, bardziej zażyła, a oni odnajdują w sobie wzajemne wsparcie.
Książka nie szczędzi jednak trudnych emocji. Motyw utraty przyjaźni, żałoby oraz choroby Elliotta porusza i sprawia, że serce zaczyna bić szybciej. Kiedy myślałam, że historia będzie już tylko spokojnie rozwijać ich uczucie, pojawiły się nagłe zwroty akcji. Emocje bohaterów były tak prawdziwe, że łatwo było je poczuć razem z nimi.
Nie oznacza to jednak, że Iris jest bohaterką bez wad. Wręcz przeciwnie – momentami potrafi irytować. Bywa antypatyczna, zagubiona, niekonsekwentna w swoich decyzjach. Czasem sama nie wie, czego chce, a jej zachowanie wobec innych bywa sprzeczne z tym, czego oczekuje od świata. I choć niejednokrotnie miałam ochotę nią potrząsnąć, właśnie ta niedoskonałość sprawiła, że wydała mi się prawdziwa. To postać pełna sprzeczności – z jednej strony zamknięta i wycofana, z drugiej spragniona bliskości.
Finał najpierw łamie serce, a potem powoli je skleja. Skończyłam czytać o drugiej w nocy, ze łzami w oczach, ale jednocześnie z poczuciem, że ta historia była tego warta. To słodko-gorzka opowieść o miłości, samotności, stracie i odwadze, by znów komuś zaufać. Całkowicie mnie pochłonęła – już czekam z niecierpliwością na kolejny tom.
🍂 Hejka!! Dzisiaj recenzja książki, którą chciałam już od dawna przeczytać, czyli "Pozbawieni Oddechu" od Kingi Fukushimy!! Po okładce i cudownej promocji autorki spodziewałam się świetnego jesiennego romansu, który wywoła u mnie wiele emocji. Zdecydowanie tak było.
🍂 Dawno nie spotkałam się z tak wyjątkowym i spokojny stylem pisania. Powieść została poprowadzona bez żadnych ogromnych plot twistów i niezwykłych zdarzeń, ale mimo wszystko nie była nudna. Po prostu...spokojna. Zaczynając powieść miałam problem ze wciągnięciem się w akcje przez ogromną ilość opisów, chociaż nie sądzę, że taka ilość była nie potrzebna, ponieważ łatwiej było wyobrazić sobie otoczenie.
🍂 Iris, główna bohaterka książki jest wyjątkowo zapracowaną i zdeterminowaną osobą. Dąży do celu i nie pozwala sobie na potknięcie. Na początku sądziłam, że dziewczyna mnie będzie irytować, na szczęście tak się nie wydarzyło i niezmiernie ją polubiłam. Jest zdecydowanie wyjątkowa w najlepszym znaczeniu tego słowa.
🍂 Elliott Wood jest najsłodszym człowiekiem na świecie, serio. Mężczyzna chociaż sam nie miał w życiu łatwo, zawsze obdarzał innych wsparciem i poczuciem bezpieczeństwa. Ten otwarty i sympatyczny człowiek zasługuje na WSZYSTKO co najlepsze.
🍂 Relacja bohaterów była skomplikowana, ale idealna. Pasowali do siebie perfekcyjnie i wyobrażam sobie, żeby wylądowali z kimś innym. Love them!!
🍂 Podsumowując jeśli szukacie idealnego jesienno-zimowego romansu, który ociepli wasze serca w te zimne dni, ta książka jest idealna.
„Pozbawieni Oddechu” Kingi Fukushima to książka, która już od pierwszych stron pochłonęła całe moje serce. Czytając o głównej bohaterce — jej przeżyciach, myślach i sposobie bycia — miałam wrażenie, że autorka opisuje mnie. Bez trudu mogłam postawić się na miejscu Iris, co pozwoliło mi jeszcze mocniej odczuć fabułę.
To lekka, przyjemna lektura, która od pierwszych rozdziałów całkowicie pochłania uwagę czytelnika. Zwroty akcji, które prezentuje autorka, są bardzo dobrze wkomponowane w całość historii. Przy tej książce można się pośmiać, ale też popłakać — a momentami rzeczywiście można poczuć się „pozbawionym oddechu”.
Historia Iris i Elliotta to idealna propozycja na wieczór, kiedy chce się zanurzyć w emocjach bohaterów, poznać ich uczucia, myśli oraz drogę, jaką musieli przejść, aby znaleźć się tam, gdzie są teraz.
To było niesamowite!!! Wiedziałam, że pokocham historię Iris i Elliotta, ale nie sądziłam że mnie aż tak wciągnie. Gdy czytałam całkowicie przenosiłam się do ich świata oraz do wszystkich miejsc, które odwiedzali. Styl pisania Kini jest płynny i cudowny. Iris jest ogromnie dzielna, to jak rodzice od niej dużo wymagali niektórych by pociągło na dół i by się nie podnosili, ale nie ona. Elliott jest najcudowniejszym chłopakiem ever! Cały czas gdy pojawiał się on w książce odrazu uśmiechałam się, kocham go za poczucie humoru oraz za to jak pomagał i troszczył się o Iris. Oczywiście zrobił pewne błędy, ale każdy popełnia błędy. Podsumowując książka jest przecudowna, i polecam każdemu 🧡
Po raz pierwszy miałam styczność z książką tej autorki i jestem zachwycona! Dosłownie płynęłam, tak super się czytało.
Bardzo podobał mi się klimat, relacja między bohaterami, która opierała się na wspaniałej przyjaźni, budowaniu zaufania i spędzania wiele czasu razem. Fajne i lekkie pióro oraz porządny research. Dawno nie znalazłam tak świetnej książki, gdzie relacja między bohaterami rozwija się stopniowo.
Absolutnie uwielbiam historię Iris i Elliotta i nie mieści mi się w głowie jakie i ile emocji ona we mnie wywołała!!! 🥹🥹 Uniwersum Savannach stało się moją bezpieczną przystanią❤️🩹
4,75/5 Uwielbiam Iris i Elliotta. Kocham tą książkę, kocham Drestock, kocham klimat, kocham bohaterów... Czego więcej chcieć? Teraz czekam na Obdarowanych!! 🩵