W powojennej zawierusze niknęło wszystko, a przede wszystkim ludzkie losy.
Należałam do ludzi, którzy nigdy nie powinni się urodzić, nie mieli bowiem szansy na to, by nauczyć się żyć. Byłam dzieckiem otchłani, wytworem chaosu, bezpańskim pyłem na gruzach historii. Po wojnie było nas piętnaście milionów. W Polsce półtora. Dwadzieścia dwa procent całego młodego pokolenia. Ziemie odzyskane, ziemie utracone, a dzieci bezprzymiotnikowe.
Kontury to przejmująca opowieść o Wandzie Jeżyńskiej – urodzonej w ostatnich dniach wojny dziewczynie, próbującej okiełznać największy z żywiołów i zawrócić bieg własnego losu. Zdana wyłącznie na siebie, radzić musi sobie w świecie nieprzyjaznym, bezlitosnym i wystawiającym ją najcięższe próby. Rękę wyciągają do niej Franek Światło i Urban Sierpiński – która z nich jest pomocą, a która przekleństwem, Wanda ma przekonać się dopiero po latach.
Brakowało mi wszystkiego, nawet dokumentów poświadczających, że się urodziłam, że skądś pochodzę, że ktoś mnie na ten świat przywiódł i z jakiegoś powodu.
"Kontury" to opowieść o Wandzie Jeżyńskiej — wojennej sierocie, dziewczynce pozbawionej nawet aktu urodzenia. Rzucona w chaotyczny świat, bez zwyczajnej ścieżki kształtowania tożsamości, wciąż musi walczyć o swoje. Jej los nie jest usłany różami. Rzekłbym nawet, że na drodze częściej trafia na kolce. To hartuje ducha, ale i powoli ją wyniszcza.
Dorasta w domu dziecka, gdzie objawia talent sportowy; aż chciałoby się, by to była historia o tenisistce z Opola, która pomimo przeciwności zdobywa sławę i zapisuje się w historii jako mistrzyni. Niestety — ludzie, świat, a czasem i ona sama odbierają jej raz po raz możliwość powiedzenia: "udało się", "wygrałam", "teraz będzie już spokojniej". Wanda i chaos tworzą tu niemal jeden organizm. W jej życiu pojawiają się ciepłe dłonie przyjaciół — Franek Światło i później Urban Sierpiński. To ta dwójka najbardziej interesuje dziennikarkę, która rozmawia z podstarzałą już Wandą, by spisać tajemnicze losy jej życia. Ale relacja bohaterki z pamięcią też jest krucha: wspomnienia są ulotne, zniekształcone przez czas, a wiele spraw rysuje się jedynie konturem. Ile w tym, co mówi Wanda, jest prawdy? I czy w ogóle warto tak pytać, skoro obcujemy z fikcją?
Ta fikcja działa. Jest poruszająca, smutna, gęsta od żalu, złości i rozczarowania. Ze strony na stronę trudno nie współczuć Wandzie i innym postaciom. Z drugiej strony, w pewnym momencie poziom melancholii bywa przygniatający, a niektóre sceny z sierocińca — zwłaszcza te z osobą sprawującą władzę nad dziewczynką oraz z wyszczekaną „antagonistką” Wandy — wydają się nieco przerysowane. Podczas konfrontacji między tymi, którzy chcą Wandę "uratować", a tymi, którzy życzą jej źle, czułem silną frustrację. Rozumiem, że to efekt zamierzony, ale chwilami traciłem wiarę w psychologiczną wiarygodność zachowań bohaterów.
Jeśli macie ochotę na coś przejmującego, osadzonego w powojennej rzeczywistości, na książkę o uporczywej walce o życie i o prawo do własnej opowieści, to lektura dla Was. "Światłoczułość" podobała mi się nieco bardziej, choć to historie z innych rejestrów, więc nie widzę sensu w prostym porównaniu. Powiem tylko, że w "Konturach" jest dojrzalej: padają piękne zdania, trafne obserwacje, styl bywa lekko poetycki — acz bez przesady — i to bardzo cenię. Solidna, godna polecenia powieść.
Sama historia mnie naprawdę zaangażowała i urzekła - autentycznie byłam zaciekawiona losem bohaterki i mocno jej kibicowałam, chcąc dla niej jak najlepiej. Już przed zabraniem się do czytania wiedziałam, że zakończenie w wielu opiniach jest brane raczej na minus i niestety muszę się z tym zgodzić - bardzo niejasne, zapewne celowo pozostawiające czytelnika z poczuciem zdezorientowania, ja osobiscie za takimi rozwiązaniami nie przepadam.
"Zdarzenia są konturami, a pamięć tym, co je wypełnia" Panie Jakubie/Panie Remigiuszu! Czy może Pan nie marnować swojego i naszego czasu średniej klasy kryminałami i skupić się na literaturze pięknej? Bo to co tutaj przeczytałam właśnie takie było. PIĘKNE. Nie spodziewałam się że tak książka zachwyci mnie równie bardzo co "Światłoczułość". Było to praktycznie niemożliwe a jednak się wykonało. Sam początek zrobił już na mnie wrażenie. Który z mężczyzn był najważniejszy? I po tej szczątkowej historii, w zasadzie jedynie fragmencie życia jako czytelnik mogę powiedzieć że najważniejszy był Tedi. Nic w tej książce mnie nie poruszyło równie mocno jak czuła i pełna troski relacja Wandy i Tadeusza. To jak wiele dla siebie robili, robiąc niewiele chwytało za serce i nigdy nie miałam dość o tym czytać. Śmierć Tediego to też moment w którym zaszkliły mi się oczy i poczułam że ten dający nadzieję etap w życiu dziewczyny już dobiegł końca. Z zapartym tchem czytałam te 400 stron wypełnionych bólem, nadzieją, odwagą, rezygnacją i pięknymi cytatami. Język stylizowany na lekko archaiczny dawał mi poczucie że obcuję z czymś z wyższych sfer a jednocześnie tak prostym i codziennym. Nie do opisania są te wszystkie emocje które mną targają. Końcówka dała więcej pytań niż odpowiedzi ale tak to już jest z ludźmi że często do końca życia pozostają dla nas znakiem zapytania. Jedyny moment gdy poczułam minimum rozczarowania to gdy historia Wandy się urywa. Z ogromną chęcią prześledziłabym jej życie kawałek po kawałku bo w każdym tym okresie była mi bliska: jako porzucone dziecko, jako bliska koleżanka czy jako wzbudzająca współczucie i szacunek staruszka. Mam nadzieję że poziom historii Jakuba Jarno nigdy nie spadnie poniżej tego poziomu 🤎
"Nie ma nic bardziej intymnego niż książka. Nawet gdy ci ktoś przez ramię spojrzy i wzrok jego padnie na te same słowa, zobaczy zupełnie co innego. Nigdy nie wniknie w to, co widzisz ty, nigdy nie pozna świata, w którym ty się znajdujesz. Tylko twój jest, tylko ty go ustanawiasz."
This entire review has been hidden because of spoilers.
4.3 Dawno tak bardzo się nie zaangażowałam w losy bohaterki, że zirytowana ponaglałam ją w myślach, żeby opowiadała swoją historię szybciej. Gdy doszło jednak do końca, pozostałam z uczuciem, że to tylko tyle i aż tyle.
W swojej powieści „Kontury” Jakub Jarno kreśli przejmujący, pełen melancholii portret powojennego pokolenia – ludzi, których młodość przypadła na czas odbudowy z ruin nie tylko miast, ale także ludzkich dusz. To historia o utracie korzeni, o tożsamości rozbitej jak potłuczone szkło, o dorastaniu w świecie, który nie pozostawia miejsca na niewinność.
Bohaterką powieści jest Wanda Jeżyńska – dziewczyna urodzona w ostatnich dniach wojny, której dzieciństwo i młodość to nieustanna walka o przetrwanie. Dorasta w kraju, który na nowo rysuje swoje granice, w społeczeństwie uczącym się zapominać, by móc dalej żyć. Jarno jednak nie pozwala zapomnieć o tych, których historia zepchnęła na margines – o „dzieciach bezprzymiotnikowych”, jak nazywa swoją generację narratorka.
„Kontury” Jakuba Jarno to książka, która naprawdę mną wstrząsnęła. Historia Wandy Jeżyńskiej porusza autentycznością i surowością. Wraz z bohaterką czytelnik przemierza powojenną Polskę – zrujnowane miasta, ludzkie życie rozdarte między odbudową a stratą, codzienność pełną niepewności i bólu. Miałam wrażenie, że autor przenosi nas w sam środek tamtego czasu, w świat, w którym każde słowo i gest mają ciężar przeznaczenia. Najbardziej poruszyła mnie samotność Wandy i jej nieustanna walka o przetrwanie w rzeczywistości, która zdaje się być przeciwko niej. To opowieść o dorastaniu bez oparcia, o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie pełnym chaosu i sprzeczności. Jarno z niezwykłą subtelnością pokazuje, jak łatwo dobro może obrócić się w przekleństwo, a zło – w sposób na przetrwanie. Dwie postacie mężczyzn – Franek Światło i Urban Sierpiński – stają się dla Wandy symbolami dwóch możliwych dróg: jednej prowadzącej ku nadziei, drugiej ku zatraceniu. Która z nich okaże się prawdziwa, a która jedynie złudzeniem, Wanda odkrywa dopiero po latach – i to odkrycie boli. Styl Jakuba Jarno zasługuje na osobne uznanie. Jego język jest poetycki, a zarazem surowy i oszczędny – jakby każde zdanie było śladem popiołu na kartce. Autor z niezwykłą wrażliwością oddaje atmosferę powojennego bezładu, w którym tożsamość staje się luksusem, a przeszłość – ciężarem. „Kontury” to nie tylko opowieść o jednej kobiecie, lecz także portret Polski, która dopiero uczy się siebie po katastrofie wojny. Jarno nie moralizuje, nie rozgrzesza – jedynie szkicuje kontury życia, które wciąż drży od dawnych ran. To powieść trudna i wymagająca, ale jednocześnie niezwykle potrzebna. Pokazuje, że nawet z ruin można odbudować własną tożsamość – choćby była ona jedynie cieniem, konturem dawnego świata.
W moim odczuciu o niebo lepsza niż „światłoczułość”. Podobał mi się zabieg wywiadu i tego, jak zakończyła się książka, chociaż nie ukrywam, było to lekko irytujące. Wanda jako bohaterka totalnie do mnie nie przemówiła, była sprzeczna i skrajna w swoich decyzjach, zawsze robiła na przekór bo tak. Ciężko mi było jej kibicować, ciągle kopała pod sobą doły i dziwiła się, że w nie wpada. Językowo bardzo mi się podobało. Czekam na więcej książek w stylu „konturów” niż „światłoczułości” od Jarno.
Już od pierwszej strony rzuca się napuszony, pompatyczny styl pisania. Nie byłam przekonana, ale po przeczytaniu wielu stron nadal nie bylam przekonana. 😉
Ehhhh, no, to dla mnie za przeproszeniem "pi****nie o szopenie", na początku miała być to wielka opowieść życia kobiety z więzienia, która nigdy wcześniej nie zgadzała się na wywiad choć dziennikarze drzwiami i oknami się do niej dobijali, więc myślałby kto że to ktoś ważny. A okazuje sie że otóż nie, pani nie opowiada historii swojego życia, a tylko jakiś ułamek po tym jak została przeniesiona do "Jedynaka". Tak plus minus 2 lata.
Spoiler: nic ciekawego nie ma do opowiedzenia. I nikt jej o historie życia nie pytał.
Jak ktoś lubi pompatyczne pisarstwo Jarno to będzie zachwycony. Jak ktoś chce poznać ciekawą historie może się rozczarować jak ja!
Z niecierpliwością oczekiwałam kolejnej książki tego autora. Światłoczułość mnie zachwyciła, była czymś ulotnym, wyjątkowym. Tutaj myślałam, że dostanę podobne emocje. Niestety. Momentami bardzo wzruszająca, sam zamysł ciekawy, historia mogłaby być naprawdę świetna, mimo swojego smutnego charakteru. W efekcie końcowym jest miałka. Nie jest zła, ale nie jest też dobra. Szkoda, bo potencjał był ogromny.
Ładnie napisane „pierdololo”. Znudziła mnie ta książka. Bardzo dużą częścią podbudowy tej książki jest gra na uczuciach a zwłaszcza na współczuciu. Podobało mi się osadzenie głównej osi wątku w czasach PRL ale trochę tu za mało faktycznej fabuły. Ja rozumiem że sierotce może być ciężko i że ludzie bywają okrutni ale pisanie tylu stron o tym potrafi umęczyć.
Mamy tu historię dziewczynki, która spędza czas w sierocińcu prowadzonym przez zwyrodniałą babę, która za byle powód wrzuca do lochów dziecko i międzyczasie zaprzyjaźnia się ze wspaniałym chłopcem ale zrządzenie losu i talent do tenisa rozdziela tę dwójkę. Zostaje wybawiona z tego „Pawiaka” i trafia pod opiekę państwa Wimbledon. Pan jest dobry, pani nie i mamy kolejnego chłopca i dzieją się smutne rzeczy. No i w sumie to by było tyle z fabuły.
Na książkę roku lubimy czytać w kategorii powieści historycznej to zbyt mało i szczerze bardzo słabo.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Ta książka raczej nie Mrozi krwi w żyłach, ale wspaniale w niej jest to że momenty komfortowe są bardzo komfortowe, a te nie komfortowe strasznie nie komfortowe. Cudowna książka, będę o niej bardzo długo pamiętał. Piękna historia, osadzona w Polsce która jeszcze większość Polaków pamięta. Polecam, czytajcie, każde pokolenie.
"Nie ma nic bardziej intymnego niż książka. Nawet gdy ci ktoś przez ramię spojrzy i wzrok jego padnie na te same słowa, zobaczy zupełnie co innego. Nigdy nie wniknie w to, co widzisz ty, nigdy nie pozna świata, w którym ty się znajdujesz. Tylko twój jest, tylko ty go ustanawiasz."
„ Zdarzenia są konturami, a pamięć tym, co je wypełnia”🍂🍁 Kontury to bardzo poruszająca historia. Przyjemnie się ją czytało lecz w mojej opinii lepsza była „Światłoczułość”.
Pamięć nie jest od pamiętania, lecz od wspominania. Tylko kontury, które z mozołem jesteśmy w stanie odczytać są naszym oparciem, podstawą do wypełnienia. Wspominamy rozstaje życia, momenty decyzji. Życie jest dla historii, również takich jak ta Wandy.
Czytam mało książek, w których akcja dzieje się w czasach powojennych, bo kojarzą mi sie dość ciężko a ta jest bardzo przystepna. Plynie sie przez tę historię a samo zakonczenie, które trochę burzy wszystko, podobalo mi sie.
Książka bardzo sprawnie napisana i w zasadzie jest tylko tym. Kiedy zorientujemy się, że autor wodzi nas za nos, coś obiecuje, ale finalnie niczego nie daje, wówczas rozlewa się rozczarowanie i pokrywa wszystko. Pomysł, manierę, narracje, intrygę, a nade wszystko uwiera ten styl. Maniera cokolwiek pretensjonalna, w której język wydaje się sztucznie archaizowany, chociaż czasy i epoki się zmieniają, język jest jak z książki Kornela Makuszyńskiego. Czas dokonany w opowiadaniu przyszłości momentami irytuje. Cudowne przemiany w sierocińcu ocierają się o banał. Za debiut dałbym 3 gwiazdki. Ale jeżeli w tę stronę idzie autor, to żeby nie szedł tą drogą daje 2.
This entire review has been hidden because of spoilers.
3.5⭐️ Przeżywałam każdą chwilę Wandy razem z nią, bardzo poruszająca historia, która po przeczytaniu pozostawia po sobie niestety dużo niedopowiedzeń i jednak czegoś w niej brakuje. Nie umniejsza to jednak chęci do odkrywania dalszych losów bohaterki. Moim zdaniem "Światłoczułość" była o wiele lepiej napisana, nie czuło się przesytu w metaforach, których tutaj było za dużo i w moim odczuciu psuło to opowieść. Za to duży plus za motyw liścia klonu - jakoś każda interakcja bohaterów z nim związana była dla mnie wzruszająca.
Kilka cytatów, które utkwiły mi w pamięci:
🍁🍁🍁
"Mawia się, że istnieje czasoprzestrzeń, jedno łączy się z drugim, czas płynie inaczej w różnych miejscach, nie jest stałą. Może zatem mówić winniśmy o czasoprzeżyciach, by lepiej oddać to, co się między ludźmi dzieje."
"Faktów nie kształtuje historia, lecz wspomnienia. Nie muszą być z nią zbieżne."
"Wtedy jednak tylko brak, tylko ten brak, tylko ustawiczny, zżerający mnie brak stanowił o wszystkim i znów przypominał, że czyjaś nieobecność odciska się w człowieku mocniej niż czyjeś bycie." 💔
Właśnie skończyłem czytać „Kontury” i trudno mi się po tym pozbierać. To jest niezwykle przejmująca książka. Czytałem ją na raty, ponieważ wielowątkowość, a także ciężar doświadczeń głównej bohaterki były dla mnie momentami przytłaczające. Mimo to lektura była świetna – prosty, a zarazem barwny język sprawiał, że nie czułem nudy ani znużenia. Jak dla mnie pomysł na zakończenie był genialny. Z pewnością na długo zapamiętam tę książkę.
szczerze liczyłem na jakiś progres względem poprzedniej książki i się zawiodłem. jest to dobra powieść, ale liczyłem na coś lepszego? światłoczułość bardzo mi się podobała i widziałem potencjał w Jarno, jednak ten potencjał dalej jest i nic nie zostało z nim zrobione. język, narracja czy kreacja świata i postaci – wszystko stoi w miejscu od poprzedniej książki. jest to dobry poziom, ale miałem oczekiwanie, że pójdzie on szczebel wyżej z tą książką
„Kontury” Jakuba Jarno to książka, którą chciałam przeczytać już w momencie ogłoszenia zapowiedzi. To opowieść o kobiecie, która opowiada dziennikarce o swoim życiu. Historia prowadzona jest dwutorowo — z perspektywy teraźniejszości oraz przeszłości, którą Wanda w dużej mierze spędziła w „jedynaku”. Opisywane doświadczenia są niezwykle poruszające, często bardzo bolesne. Trudno czytać o tym, ile cierpienia muszą udźwignąć niewinne dzieci wojny, bez rodziców. W książce jest wiele nieprzyjemnych decyzji, ale my, czytelnicy, wiemy, że nie powinniśmy ich oceniać.
Ta historia zostawia czytelnika z wieloma przemyśleniami. Początkowo nie wiedziałam, co sądzić o zakończeniu — potrzebowałam kilku dni, by je sobie ułożyć — jednak ostatecznie oceniam książkę bardzo pozytywnie. Podoba mi się jej mglistość, wrażliwość wspomnień i opowiadania.
„Kontury” to pozycja dla tych, którzy lubią przejmujące lektury pozostające w pamięci przez tygodnie, a nawet miesiące. To książka przypominająca otwartą ranę — każde zdanie ją drażni, ale jednocześnie uświadamia nam, że trzeba o nią dbać.