Jesteśmy stworzone do radzenia sobie, ale czasem płaczemy w poduszkę. Chcemy mieć kogoś bliskiego, a jesteśmy same. Same – po prostu.
Wyobraź sobie matkę czwórki dzieci zdradzaną przez męża, dziewczynę po raz kolejny zawiedzioną mężczyznami na portalach randkowych, managerkę międzynarodowej firmy wracającą do pustego mieszkania albo kobietę, która właśnie się rozwiodła i nie wie, co dalej.
Znasz każdą z nich. To możesz być Ty albo twoja przyjaciółka, koleżanka z pracy, sąsiadka czy kobieta, którą spotykasz codziennie rano w drodze do pracy. Nie rozmawiacie o tym, bo trochę się wstydzicie słowa samotność, bo nie macie czasu, bo jest wiele ważniejszych spraw, ale każda z Was czuje podobnie:
Jestem piękna i nikt mnie nie chce.
Dbam o ludzi, którzy ode mnie odchodzą.
Widziałam dużo, wiele czytam. Trudno mnie dogonić.
Nie tęsknię za byle jakim związkiem.
Nie da się uciec od samotności, ale można ją przyjąć. Kolejna książka Zośki Papużanki to zbiór prawdziwych kobiecych historii, w których odnajdziesz siebie. To także książka, dzięki której możemy zrozumieć, za czym tęsknimy w związkach i poza nimi.
Z wykształcenia teatrolog, pracuje jako nauczycielka języka polskiego. Za debiutancką powieść Szopka (Świat Książki, Warszawa 2012) była nominowana do Paszportów Polityki 2012 oraz do Nagrody Literackiej Nike 2013. Wg opinii zamieszczonych na portalu culture.pl Szopka to: „bez wątpienia najlepszy, najgłośniejszy i najbardziej obiecujący literacki debiut roku”. Opowiadania publikowała w Tygodniku Powszechnym i w Radarze. Recenzje literackie pisała do Nowych Książek i Tygodnika Powszechnego. Tłumaczenia jej recenzji ukazały się w piśmie New Eastern Europe.
Jakoś zaintrygowała mnie ta książka. Zbiór opowiadań, nie reportaży, choć opartych na okruchach prawdziwych historii kobiet na różne sposoby samotnych/osamotnionych/samodzielnych lub po prostu właśnie solo. Niestety projekt niezbyt się udał. Większość opowiadań wydaje się usztuczniona i nadmiernie wymodzona na rzecz średniej jakości eksperymentów formalnych, zatracają przez to autentyczność wyrazu, prawdę emocjonalną, niewiele zyskując w zamian. Spora część bohaterek wydaje się zresztą krótkowzroczna, niezbyt lotna emocjonalnie, a niektóre wręcz narcystyczne (jestem taka piękna i najbardziej idealna, a tu nikt mnie nie chce, ja, ja, ja). Ciężko z nimi empatyzować, ale i próżno tutaj szukać wnikliwego, krytycznego wglądu we współczesne zjawiska i postawy. Zostanie ze mną ledwie parę opowieści i obrazów: 1. Ta o matce czworga dzieci, którą wiarołomny mąż porzuca na progu kryzysu zdrowotnego, wmawiając jej stale, że sobie poradzi i miksując się na wygodną odległość. 2. Ta z perspektywy leżaka, który obserwuje zatracanie się rozwódki w związku z kobietą będącą karykaturą aktywistki. Jakoś mocniej poczułam tę opowieść. 3. Lekki pastisz internetowych scamów randkowych, na które łapie się dojrzała kobieta, z serdecznym ukłonem w kierunku zagubionej i głodnej miłości bohaterki. 4. Groteskowa opowieść o kobiecie, która wiąże się ze zwierzątkiem (?), które prowadza ze sobą do pracy czy na spotkania integracyjne. Jednak te wszystkie inne zmyślne formy, typu pocztówki do samej siebie, opowieść o matce z perspektywy syna czy historyjka o terakotowych żołnierzach w konwencji baśni/legendy czy też opowieść o niemiłości utrzymana w stylu korpo-rozmowy kwalifikacyjnej... Takie błyskotliwe pomysły, ale ich wykonanie marne. Chyba książka powstawała w pędzie, nieco na siłę. Niektóre opowiadania to wręcz takie nudne obrazki stale o tym samym. Całość była żmudną lekturą mimo niespełna 200 stron.
No więc tak. Zacytuję opis: "Nie da się uciec od samotności, ale można ją przyjąć. Kolejna książka Zośki Papużanki to zbiór prawdziwych kobiecych historii, w których odnajdziesz siebie. To także książka, dzięki której możemy zrozumieć, za czym tęsknimy w związkach i poza nimi."
Mam duży problem z "Solo". Począwszy od rozdźwięku między tym, co "Solo" obiecuje, a tym co realizuje, przez tarcie środka ciężkości i zabarwienia emotywnego (również koncept vs. realizacja), przez przerysowanie i wybiórczość, po językowe wygibasy - według mnie zupełnie takiej książce niepotrzebne.
Czy Wy również odnosicie wrażenie, że pojawia się ostatnio coraz więcej książek - trochę reportaż, trochę opowiadania, coś tam z eseju, coś tam z życia wzięte, ale też językowo niech będzie ładnie, takie misz-masze z jakąś początkową tezą, bardziej lub mniej sprawnie realizujące swoje założenia. W "Wolcie" Gierak-Onoszko to się udało. Ale "Solo" już się według mnie nie broni. Zamiast opowieści o samotności, singielstwie, życiu w pojedynkę - zwał jak zwał - dostałam dość mało uporządkowane i wyraźnie udziwnione technicznie historie o nieudanych małżeństwach, paskudnych facetach i groteskowych (nie)metaforach, które zamiast rzucać światło na to "solo", wyjaskrawiają bezradność, zależność i słabość kobiet. W jednej historii z kolei pojawiła się kobieta tak egocentryczna i postulatywna, że zastanawiałam się, czy jej obecność w tym zbiorze jest dosłowna, czy może jednak przewrotnie ironiczna. Nie znalazłam odpowiedzi.
"Solo" poza szablonowość wychodzi jedynie w formie, opowiadania wpadają w pułapki schematyczności, pretensjonalności i - niestety - banału. Zamiast zrozumienia, za czym tęsknię w związku i poza nim, doceniłam to, co w nim i poza nim mam. Ani nie odnalazłam siebie, ani nie dostrzegłam głębszego namysłu nad dzisiejszymi realiami. Zabrakło większej obserwacyjnej dociekliwości, ale też większej stylistycznej powściągliwości.
wieki to czytałam, bo pierwsza część naprawdę mnie złapała, a potem jakoś już się zaczęło zlewać. chyba to nie było do końca to czego chciałam, dużo tu rozstań i nieudanych związków niż faktycznie samotności.
barometr, filiżanka i scrabble! pierwsze opowiadanie mnie wzruszyło, dwa pozostałe ciekawe.
Mam słabość do Zośki Papużanki. Doceniam wyobraźnię, umiejętność budowania historii i - przede wszystkim - język. Lubię te fikołki składniowe, tę barokowość opisu, świadomość, że w słowie jest moc. Trochę też autorce zazdroszczę, wszak jest polonistką, nadal pracującą w szkole, a przy okazji - taki talent!
"Solo", ten tom opowiadań, spełnił moje oczekiwania, chociaż przygnębił mocno. Tym razem Zośka Papużanka wzięła na warsztat samotność - faktyczną, w tłumie ludzi, osamotnienie w czterech ścianach i w związku, pary, w których zdrada, rozwód, śmierć. Tu z każdej strony wyziera cierpienie i - nie ukrywam - momentami było to dla mnie nie do zniesienia. Niemal wszędzie jest tu kobieca perspektywa. To kobiety dźwigają najwięcej, to kobiety ponoszą konsekwencje zdrady męża, braku dziecka, przeprowadzki, choroby. Żeby nie było - tu nie jest czarno-biało: święte kobiety i potworni mężczyźni! Wiele razy pada tu stwierdzenie: dasz radę, musisz dać radę, kto, jeśli nie ty. Ile cierpienia się za tym kryje!
Jak to ze zbiorem opowiadań - są to utwory dość nierówne. Wspaniałe, bardzo dobre, parę przeciętnych. Najbardziej za serce chwyciły mnie trzy. "Korale z filcu" o rozstaniu z mężem, "Mundur" o korespondencji z przystojniakiem z Internetu i przewspaniały "Barometr" o śmierci ukochanego. Trzy różne osamotnienia, trzy kobiety, które sobie (nie) radzą z nagłą bądź permanentną pojedynczością.
To taka książka, którą chce się polecać i jednocześnie wcale nie. Chce, bo to po prostu kawał dobrej prozy, chociaż wolę Papużankę w wersji powieściowej. Nie chce, bo poniewiera, budzi dyskomfort i miejscami zmusza do weryfikacji własnego miejsca w związku, rodzinie, świecie. A to może zaboleć.
Książka jest w 80% o czymś innym niż mogłoby się wydawać. Miało być o samotności a jest głównie o rozstaniach. A ja nie miałam ochoty o rozstaniach niedojrzałych ludzi aż tyle czytać. Do tego niestety w większości przerost formy nad treścią. Wydaje mi się, że autorka chciała żeby było błyskotliwie a wyszło grafomańsko. A szkoda bo samotność to taki ważny temat! Może ze dwie historie miały jakąś głębię, reszta tak bardzo po łebkach, że ani to opowieść ani poezja. Nawet koncepcja leżaka jako narratora bardzo zawodzi.
Moje ulubione „opowiadania” Korale z filcu Szpilki Terakotowi żołnierze Ramka Barometr Lekarstwa Spodziewałam się czegoś innego,ale czy to zawód? Raczej nie Uważam że było warto zapoznać się treścią książki Bardzo nie polecam audiobooka!! Znacznie lepiej jest ją przeczytać bo lektorka tak dziwnie wypowiada wyrazy przez co wybija z rymu :// tak w mniej więcej połowie przerzuciłam się na papierową wersje i komfort czytania wzrósł niesamowicie
Dla mnie ta książka jest jak jej audiobookowa forma- robotyczna i pusta. Chciałabym móc z czystym sumieniem dać tej książce 1⭐, ale ze względu na to że jest dobrze napisana pod względem językowo-gramatycznym i jest dobrze zredagowana to nie mogę. To jak w tej książce przedstawione są kobiety mnie obrzydza. Miałam dostać "zbiór prawdziwych kobiecych historii, w których odnajdę siebie". A dla mnie widać przede wszystkim autorkę. Która przedstawia swoje bohaterki jako idiotki, potrzebujące terapii, Matki Teresy, bierne.
kuuurcze… spodziewałam się, że to będzie 5/5 aleee strasznie minęłam się z “poziomem wrażliwości autorki” ( o ile można to tak w ogóle nazwać). Niestety ale w mojej opinii niektóre opowiadania naprawdę wypadły dość bezdusznie. Było też 2 które uważałam, że są idealne i właśnie czegoś takiego się spodziewałam… Ale np “Leżak”? Albo to o tym czymś na szyi?? I mean… mamy plagę samotnych nieszczęśliwych ludzi, naprawdę można zebrać dużo więcej, dużo bardziej wartościowych historii, niestety nie dla mnie.
[kryteria oceny dla „ literatury faktu] 0,5/1 filozofia/metafora/przekaz/temat 0,1/1 forma/spójność 0,4/1 wyjątkowość 0,2/0,5 płynność i przyjemność w odbiorze 0,2/0,5 styl pisania autora 0,1/0,5 „sedno”/ cel/ morał 0/0,25 pozytywny odbiór całości 0/0,25 ✨ to coś ✨
Była to dla mnie bardzo trudna lektura, mocna, podczas której wkurzałam się i wzruszałam i staralam się rozumieć. Nie uważam żeby przedstawione zachowania kobiet były spowodowane intencjonalną biernością czy zbytnią pewnością siebie jak czytałam w recenzjach przed lekturą tej książki. Jest to najbardziej esencjonalna książka o samotności kobiet (na różnych płaszczyznach) jaką czytałam. Sądzę też, że nie jest to pozycją w której przedstawione uczucia, reakcje myśli kobiet można kwestionować. To jest ich prawo do ich historii czy to tych bardziej prawdziwych czy mniej. Takie sytuacje się dzieją są żywe i nie ma przepisu jak ich doświadczyć w "dobry", racjonalny? sposób tymbardziej kiedy tyczy się to relacji międzyludzich tak niesamowicie złożonych. Dzięki poetyckiej formie historie bardzo silnie zapisały mi się w pamięci i czuję, że Solo zostanie ze mną na długo. Daje 5 gwiazdek, bo warto sięgnąć.
Może i ta książka jest nierówna - jest to zbiór opowiadań, więc taki wynik byl nieunikniony. Sądzę jednak, że nie tylko dla treści warto zapoznać się z jej treścią. To co porwało mnie w tej pozycji to forma. Każde opowiadanie bylo napisane w innej konwencji, z zastosowaną ciekawą maską narracyjną, z konceptualnym zakończeniem. Smaczne. Sam język Zośki Papużanki mi się spodobał. Lapidarny i surowy - bezpośredni, aż boli. To moja pierwsza książka tej autorki i zdecydowanie chcę więcej!
trochę pocięta, generalnie podobała mi się różnorodność perspektyw i przedstawień tych przyczyn samotności (autorka raz opowiada o zdradzanej kobiecie, raz o wdowie, a razy kilka o narc avoidant babach które są takie w chuj niezależne i ponad basic człowieczeństwem ze się je powinno nie powiem co), słuchałam w audio i o innych rzeczach się nie wypowiem bo nie wiem
kolejna dziwna książka, której przekazu niezbyt zrozumiałam, która niosła ciężar emocjonalny sfrustrowanej kobiety (kobiet?), która nabierała tempa z każdym rozdziałem i która skończyła się niespodziewanie, przez co nie wiem jak ją ocenić, nie będę do niej raczej wracać myślami, ale nie żałuję jej przesłuchania
Za każdym razem, kiedy sięgam po zbiór opowiadań jestem rozczarowana. Nawet, jeśli czyjaś proza mnie zachwyca, to te nierówności w opowiadaniach nie są w stanie zostać wygładzone.
Nie wiem co sądzić o tej książce. Widziałam dużo opinii, że jest trochę „nierówno” z czym się zgodzę. Niektóre opowiadania uderzyły mocno, innych nie będę długo pamiętać. Ale bardzo podobał mi się styl Zośki Papużanki