Nie wiem, jak Asia to robi, ale za każdym razem, gdy kończę czytać jej książkę, czuję się, jakbym wracała z emocjonalnej wojny.
Po tym, jak „Pocałunek diabła” zostawił mnie z sercem w kawałkach, byłam pewna, że nic nie może mnie już tak rozbić.
A potem przyszedł „Dotyk diabła” - historia, która nie tylko złamała mi serce, ale też na nowo je posklejała.
Już od pierwszych stron nie ma chwili na oddech. Tu wszystko dzieje się teraz, intensywnie, prawdziwie. Akcja uderza z siłą huraganu, napięcie narasta z każdą stroną i towarzyszy mu poczucie, że zaraz coś się wydarzy, coś, na co nie będę gotowa. Ale przede wszystkim emocje, tak potężne, że w pewnym momencie po prostu płakałam.
W tej części autorka szerzej otworzyła drzwi do przeszłości bohaterów. W Pocałunku diabła sekta i demony Kai były tylko cieniem, a tutaj cień stał się mrokiem. Ten tom to nie tylko romans, to walka z przeszłością, z bólem, z traumą, która nie odpuszcza. To spojrzenie śmierci w oczy, kiedy tracisz grunt pod nogami.
A mimo tego wszystkiego miłość między Kaią i Nickiem nadal jest w centrum. Tylko dojrzalsza, głębsza i bardziej prawdziwa. Nie opiera się już na grze i prowokacjach, a na bliskości, zaufaniu i szarości, której wcześniej im brakowało. Wciąż iskrzy, wciąż są wybuchowi, ale tym razem to coś więcej niż namiętność, to więź, której nic nie jest w stanie przerwać.
Nicholas Wingrave diabeł, który coraz częściej pokazuje twarz człowieka. Wciąż arogancki, niebezpieczny, piekielnie pociągający ale teraz też kruchy, emocjonalny i otwarty. W tym tomie pozwala sobie czuć, pozwala sobie kochać. I właśnie dlatego rozbraja jeszcze bardziej. To już nie tylko mężczyzna, którego się pragnie, teraz to mężczyzna, któremu się wierzy.
Kaia natomiast przeszła równie imponujący rozwój. To nie ta sama zagubiona dziewczyna z przeszłości. To kobieta, która potrafi wziąć życie za kark, spojrzeć w oczy demonom i powiedzieć, że tym razem to ona tutaj decyduje. Jej siła, determinacja i sposób, w jaki próbuje sobie poradzić ze stratą złamały mnie. Ten wątek żałoby był poprowadzony tak prawdziwie, że miałam wrażenie, że odczuwam w sobie ten sam ból. To był moment, w którym po prostu pękłam.
Asia ma niesamowitą umiejętność łączenia dramatycznych emocji z humorem, który wcale nie odbiera powagi, a wręcz ratuje czytelnika w najtrudniejszych momentach. Scena z „degeneratami z plaży” podczas rodzinnych wakacji czy przekomarzanki Nicka i Monet ZŁOTO. Błyskotliwe, zabawne i tak naturalne, że miałam wrażenie, że oglądam ich w realu. To rodzeństwo to chaos, błyskotliwość i lojalność w najpiękniejszej formie.
Klimat Dotyku diabła to mieszanka mroku, tajemnicy i intensywnego romansu. Momentami thriller, momentami dramat, a chwilami historia, od której robi się gorąco i nie da się odwrócić wzroku. Jest emocjonalna, intensywna i cholernie poruszająca.
A zakończenie? Nie wiem, jak to opisać bez spojlerowania, ale było to domknięcie, którego potrzebowałam i jednocześnie pożegnanie, na które nie byłam gotowa. Bolało, ale w tym bólu była satysfakcja. Bo wiedziałam, że to koniec, na jaki ta historia zasługiwała. Zamknęłam książkę w ciszy, ze łzami w oczach i wdzięcznością, że mogłam być częścią tej opowieści. Bo takich historii się nie zapomina, takie historie zostają w sercu.
Dotyk diabła to emocjonalny chaos. To opowieść o stracie, o miłości, o nadziei, która pojawia się nawet w najgłębszym mroku. To książka, która pokazuje, że czasem trzeba przejść przez piekło, by w końcu odnaleźć siebie.
Asiu, znowu to zrobiłaś. Zabrałaś mi serce i nawet nie zamierzasz go oddać. 💋