Benjamin Lowell dobrze wie, co znaczy być samotnym.
W szkole stale mierzy się z prześladowaniem, w domu także nie czuje się bezpieczny. Nie ma nikogo, kto zapytałby go, czy wszystko u niego w porządku.
Aż do dnia, w którym w jego klasie pojawia się Genevieve McKenney.
Każdy chce się zaprzyjaźnić z tą charyzmatyczną dziewczyną, ale ona bez wahania wybiera Bena. Ich znajomość staje się dla niego czymś więcej niż tylko rozmowami na przerwach – po raz pierwszy ktoś go naprawdę zauważa. Kiedy już zaczyna otwierać się na tę relację, Genevieve nagle znika w dziwnych okolicznościach, zostawiając Bena z pytaniami, na które nikt nie zna odpowiedzi. Tylko on widzi, że coś się tu nie zgadza. Postanawia ją odnaleźć.
A im bliżej Ben jest prawdy o zniknięciu dziewczyny, tym częściej zastanawia się nad własnym życiem. Staje przed pytaniem, którego nigdy wcześniej nie brał pod uwagę: a jeśli dom to nie miejsce, tylko ludzie? I czy szukając Gen, odnajdzie samego siebie?
Chciałam polubić te książkę tak jak lubię autorkę i jej internetowy content ale niestety mi się nie udało - trudno jest mi stwierdzić co nie działa dla mnie w Gen bo książka w kontekście stylu jest bardzo w porządku. (Besties mi się podobało i przez to sięgnęłam po Gen)
I to co zauważyłam co łączy Besties i Gen to problem z osobowościami postaci - wybiera im się jedną główną cechę i wokół tego budowana jest postać (przykład : Dom - jest po prostu agresywny i poza tym że lubi grać w fife nie jestem w stanie nic więcej o nim powiedzieć, Tina -jest w klubie bokserskim? coś w ten deseń i poza tym że co chwile beczała nic nie jestem w stanie sobie o niej przypomnieć bo nie była w ogóle rozbudowana) postacie napisane niczym w amerykańskich filmach tak prosto by można było ich zaszufladkować ( Gen = popularna i najładniejsza, Ben = gnębiony odludek)
Cała książka ogólnie miała klimat jak w serialu na disney channel i w niektórych momentach nie wiedziałam czy się śmiać czy być poważnym , zauważyłam też że ma mocne problemy z tempem akcji. Nie mogłam uwierzyć w głębie przyjaźni Bena i Gen bo wydarzyła się mega szybko bez żadnego powodu, nie było tam miejsca na wspólne poznawanie się i przywiązywanie natomiast znalazło się przekraczanie cudzych granic (scena z bluzą) i próbowanie wyciągania Bena ze strefy komfortu ( w czasach szkolnych byłam introwertyczką z fobią społeczną więc jakbym maiła kogoś takiego jak Gen w swoim rejonie to chyba bym przepisała się na nauczanie domowe) Wracając do tempa akcji na początku jest mega szybkie co nie sprzyja temu by czytelnik uwierzył w budującą się znajomość, w środku jest mega wolne i rozciągnięte a tak naprawdę nic się w tym hotelu nie dzieje - postacie są kartonowe i mimo iż mija trochę czasu to w ich relacje też jest ciężko uwierzyć (ciągle mnie gryzie że Linda(??) zapomniałam imienia 'ciotki' chyba - tak się martwi o wszystkich , Benowi kupiła leki itp itd ale nie wysłała Doma np na terapie by zapanował nad gniewem, przez całą tą książkę jego zachowanie było dla mnie taką abstrakcją że nie przysporzył on większych kłopotów wszystkim kiedy kierował się jedynie przemocą i gniewem = napomknę iż te jego próby przełamywania lęków Bena albo mówieniu mu że jak ktoś się znęca to trzeba mu oddać nie wywarły na mnie pozytywnego wrażenia, no sorry ale przemoc rodzi przemoc i o ile nie ma nic złego w obronie to takimi zachowaniami można tylko rozsierdzić agresora (a nie zapominajmy że Ben jest wątły i kruchy a jednak Dom się zachowywał jakby to był urodzony wojownik) i wgl temat agresji Doma był traktowany strasznie po łebkach przez resztę bohaterów, tak jakby już się z tym pogodzili i mu na to pozwalali - frustrowało mnie to strasznie.
Miałam również wrażenie że dialogi nie do końca były organiczne, jakby ich głównym celem było przekazanie czytelnikowi jakiejś ważnej lekcji życiowej i nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt że wszystko co było powiedziane przez Gen tak właśnie brzmiało. (sztucznie, nie naturalnie)
Przez tą właśnie słabo opisaną więź Gen i Bena ciężko mi się bardzo czytało o wszystkich wydarzeniach, bo ja mam uwierzyć że zamknięty w sobie dzieciak po przejściach tak o decyduję jechać się tak daleko dla ledwo poznanej dziewczyny? bez gwarancji że spotka jej dawnych znajomych?? MAM W TO UWIERZYĆ KIEDY ZAMIAST JĄ WYGOOGLOWAĆ ZACZĄŁ OD GOOGLOWANIA JEJ KOLEŻANKI? mam uwierzyć że on miał sobie poradzić kiedy był opisywany jako taka niemota życiowa? no cinżko - nie mówię że to niemożliwe ale mało wiarygodne.
Wątek ala 'thrillerowy' był spoko - najciekawszy w całej tej książce tak szczerze mówiąc. Relacja romantyczna była do przewidzenia ( ale że ja żywię się gejozom to już mam tak zwany gej radar xD więc może to dla tego) ale nie rozumiałam ponownie Bena jak mógł rozwinąć uczucia w stronę osoby która przypomina osoby które go dręczą (agresor, głupie odzywki itp) no ale o gustach chyba się nie powinno dyskutować ja też mam jakieś questionable choices jeśli chodzi o te sprawy.
Nie rozumiem osadzania akcji w Ameryce a później nie opisywania niczego charakterystycznego - miejsc, budynków itp - pamiętam że akcja działa się w szkole, w domu, w hotelu i tam gdzie był turniej ale nic wartego zapamiętania co by świadczyło że wydarzyło się to w Ameryce a nie w jakimś mieście w Polsce (tak jakby akcja była w USA tylko po to żeby użyć angielskich imion a nie polskich) brakowało mi całej tej otoczki, jakiegoś zapoznawania się z miejscem , obrazów w mojej głowie.(klimatu miejsca)
W tej książce było za dużo pomysłów które nie zostały rozwinięte, za dużo wątków które nie miały żadnego celu a jedynie zapełniały strony a świat było lekko przerysowany jak w kreskówce.
Gen nie jest dla mnie i przykro mi to mówić ale nie będzie moim domem.
To książka, o której trudno przestać myśleć nawet długo po przeczytaniu. Porusza trudne tematy: przemoc domowa, problem alkoholowy w rodzinie, wykluczenie, ale robi to z ogromną wrażliwością i delikatnością. To historia, w której można znaleźć schronienie. Porusza, wzrusza i zostawia z poczuciem nadziei. Pięknie pokazuje, czym jest found family, którą tworzą ludzie bliscy sercu. Styl Kamili jest lekki i naturalny, a emocje wylewają się z każdej strony. To była moja pierwsza książka autorki, ale na pewno nie ostatnia.
skończyłam:(( mam niedosyt i potrzebuję więcej:(( motyw found family to miód na moje serce…nawet nie sądziłam, że tak bardzo się będę wzruszać czytając to. p.s. wzmianka o hogwart legacy to chyba znak, że powinnam w końcu zacząć tę grę .
Zanim przejdę do treści: Sęk chyba tkwi w moim podejściu, które raczej było negatywne. Chciałam jednak sprawdzić, czy serio książka jest tak dobra, jak się o niej mówi. Nie skreślam jednak tej książki, może kiedyś zrobię reread i zmienię zdanie.
Ale tym razem była bardzo męcząca.
Postacie są bardzo stereotypowe, rodem jak z ckliwego serialu dla nastolatków. Szary, zwykły, bullyingowany nastolatek i święta samarytaninka, która się do niego dokleja bo ma kurwa "misje nie daj sie". Zarówno Benjamin, jak i Genevieve są dla mnie bardzo pustymi postaciami. Obaj mają sztuczną, schematyczną głębię. -> To, jak wyglądały interakcje Genevieve z Benem doprowadzało mnie do szału— najbardziej wkurwiła mnie sytuacja z bluzą, jak Genevieve na siłę odkryła rany Bena. CO ZA DEBIL TAK ROBI? Może to ja jestem "z chin", ale gdybym była Benem, wolałabym siedzieć sama, niż żeby taka wkurwiająca idiotka latała wokół mojej pizdy.
Don't get me started na to, co się dzieje w Cleveland. Louis, Stan i Tina są npc-tami, którzy służą jako sztuczne tło, żeby powiedzieli raz coś ważnego, aby później o nich zapomnieć.
Relacja Dominick-Ronnie również jest tak wytartą, nadużywaną kliszą, że się serio zdenerwowałam. Dam sobie ręke uciąć, że wątek 1:1 jest w jebanej "Szkole" TVN'u. -> Stereotypowe rodzeństwo z problemami, Ronnie jest głupia, nie potrafi zrozumieć że każde jej potknięcie może doprowadzić ją do rozdzielenia z Dominickiem, a gdy się jej to przypomni, łola Boga, rozpacza nad swoim losem.
Sam Dominick bardzo przypomina mi Andrew Minyarda, Genevieve Renee Walker, a Benjamin Neila Jostena, co jeszcze bardziej spowodowało, że ocena biegła mi w dół. Im głębiej w las, tym bardziej ta książka dawała mi vibe fanfica Andreil z ao3, a podobne sceny [np: love interest macający rany po przemocy protaga, odzywki] doprowadzały mnie do frustracji.
Jeszcze gorsze okazał się wątek Warrenów, który miał robić za suspens trzymający mnie przy tej książce. Był tak ciekawy, jak telenowela turecka mojego 88letniego dziadka. Czyli wcale.
Ale chyba wisieńką na torcie były według mnie, dodawane na siłę, "mądre" cytaty, aby fanki Found Family mogły kopać nóżkami.
Szczerze, naprawdę miałam nadzieję, że się pomylę. Ale ta książka była pierwszą, której ostatnie 100 stron przekartkowałam.
ostatnio zrodziło się we mnie przekonanie, że wyrosłam z młodzieżówek, a ta książka w piękny, wzbudzający wiele emocji sposób pokazała mi, jak mocno się myliłam. po prostu w ostatnim czasie nie trafiłam na żadne dobre młodzieżówki
pomijając fakt, że z całego serca kocham motyw found family, to najbardziej spodobały mi się postacie. ich charaktery są tak zróżnicowane... naprawdę jest to coś, co wielu autorom umyka, a tutaj zostało to wyegzekwowane idealnie
mam nadzieję, że wkrótce faktycznie spotkam tych bohaterów ponownie
Sięgnęłam po tę książkę z czystej ciekawości do twórczości autorki i jestem całkiem pozytywnie zaskoczona. To jednak nie jest literatura dla mnie, ma zdecydowanie zbyt szybkie tempo tak dostaje ode mnie plusik za poruszanie w książkach młodzieżowych trudniejszych tematów. Choć było ich w moim odczuciu trochę zbyt wiele jak na jedną książkę.
2.5/5 To była bardzo prosta i naiwna książka. Przeczytałam ze względu na autorkę, która od jakiegoś czasu śledzę w sm i z ciekawości chciałam zapoznać się też z jej książkami. Podczas czytania czułam, że nie jestem targetem tej książki, chociaż wcale wiekowo od niego nie odbiegam. To było coś, co mogłoby mi się spodobać jak miałam czternaście, może piętnaście lat. Niestety, kreacja świata i postaci jest bardzo prosta, momentami niemal kreskówkowa, komiczna i bardzo nierealistyczna. Czytając, nie widziałam bohaterów jako prawdziwych ludzi, lecz jako bohaterów, którym przypisano jedną, maksymalnie dwie cechy charakteru. Najbardziej nie mogłam znieść postaci Dominicka, był po prostu irytujący. odżywki, w zamyśle "cool" i ironiczne w większości brzmiały jak coś wziętego z sekcji komentarzy pod postem "najlepsze teksty na zgaszenie kolegi" zapostowanego na zapytaj onet w 2010 roku. Po prostu nie mogłam tego znieść, nikt tak nie mówi! Niestety, ale jego postać nie różniła się dużo od postaci typowych badboyow z wattpadowych książek, a fakt, jak bardzo było podkreślane to, że jak bardzo jest "opiekuńczy" w stosunku do siostry tylko dolewało oliwy do ognia (nie mówię, że to złe, pomysł jest dobry, ale został przedstawiony w bardzo komiczny i przesadzony sposób, tekstów typu "jeśli coś jej zrobisz, pójdę do widzenia" co drugą stronę nie sposób brać na poważnie). Wiele tu było takich dziwnych i niekomfortowych tekstów, postaciom i ich wypowiedziom brakowało realizmu, wszystko było zbyt idealne, jak z obrazka, a nie z prawdziwego życia. W dodatku reszta bohaterów zamieszkujących hotel była bardzo mało wyrazista, było ich bardzo dużo, a nie wiedzieliśmy o nich właściwie nic - lepiej byłoby zmniejszyć liczbę bohaterów i bardziej ich rozwinąć. Rozumiem zamysł tej książki, że miała dać młodym czytelnikom jakąś przestrzeń na odnalezienie się i takie książki też są potrzebne, zwłaszcza że nie uważam żeby w porównaniu do innych młodzieżówek dostępnych na rynku była to zła książka. Jest po prostu bardzo prosta, czarno-biała i naiwna, w dodatku przy tym bardzo ostrożna i podkreślająca "dobre wzorce" aż do przesady (again, nie mówię że to złe ale dało się to zrobić w bardziej subtelny sposób, bo teraz przypomina to bardziej jakiś podręcznik moralności i dobrego traktowania, krainę troskliwych misiów). Dla młodszych czytelników na pewno będzie to w porządku książka, ale uważam, że jest ona zbyt dziecinna i zbyt mało wymagająca dla czytelnika +16, dla którego jest docelowo przeznaczona.
Na wstępie zaznaczę, że absolutnie szanuję Kamilę za jej działalność booktubową i za szerzenie świadomości wśród ludzi o złych i obrzydliwych książkach, stąd też chciałam zapoznać się z jej twórczością. Oczekiwałam dobrze rozwiniętych postaci i wiarygodnych relacji, ale dostałam bardzo pobieżną i płytką opowieść. Postacie - nie lubię absolutnie żadnej z nich. Początkowo próbowałam utożsamić się z Benem, ponieważ też choruję na AZS, ale widać, że autorka nie ma w swoim gronie osób z tym schorzeniem. Zupełnie się nie czuło tego, że Ben zmaga się z potworną reemisją choroby, gdzie pół torsu, nóg i rąk zajęte ma tą chorobą. Takie osoby myślą tylko i wyłącznie o swędzeniu i bólu, muszą się ciągle smarować, a kąpiele i woda wpływają na wysuszenie skóry. W początkowej scenie, gdy Ben był na korytarzu w szkoleni obmył twarz wodą - osoby z AZS musiałyby od razu tą wodę wytrzeć i się posmarować, bo suchość i napięcie skóry (nawet jeśli nie ma tam zmian), jest nie do wytrzymania. Dominick jest okropnym love intrestem. Agresywny, na początku popycha i grozi Benowi, ciągle go wyzywa i mu ubliża. Rozumiem, co autorka chciała przekazać tym zachowaniem, natomiast w ogóle nie kupuję tego, że zastraszony i niepewny siebie chłopak mógłby zakochać się w takim toksyku. Masakra, nawet na sekundę bym na takiego zwyrola nie spojrzała, nie mówiąc o przyjaźni ani o miłości. Poza tym cała ta ich miłość jest sztuczna i na siłę, lepiej, jakby byli tylko znajomymi. Natomiast tytułowa Genevieve jest irytująca i narzucająca się. Również nie uwierzę, że 15-latka, skrzywdzona przez pdfa, pójdzie do jego ojca i zacznie go szantażować. Przyjaźń Gen i Bena również jest mało wiarygodna - typ po miesiącu znajomości rzuca wszystko i wyjeżdża? Szczególnie patrząc na jego osobowość. O innych nie ma co mówić, bo postacie były słabo rozwinięte, ale ten problem wynika z długości książki. Autorka chyba jest zwolennikiem wymuszania na innych pewnych zachowań oraz rzucania na głęboką wodę. Coś w stylu: boisz się pająków? Zamknę cię w pokoju z największymi pajęczymi monstrami, to na pewno się wyleczysz. Trudne tematy są poruszone pobieżnie i przedstawione w monologach, osobiście nie lubię tego rozwiązania, bo nie nadaje to głębi i powagi sytuacji. Cały suspens był do przewidzenia, nie mniej jednak to najciekawszy element książki. Tak samo niewiarygodny jest tutaj motyw found family - może jestem stara i zgorzkniała, ale nie dam sobie wmówić, że po 3 dniach znajomości wszyscy tak bardzo pokochali Bena. Mogłabym tak wymieniać zarzuty, ale chyba największy to jest do postaci Dominicka - Kamila w filmach krytykuje takie toksyczne postacie i romantyzowanie zachowań, a sama to robi. Co prawda zachowanie Dominicka wraz z rozwinięciem akcji się powoli zmienia, ale nadal - nie uważam, że opisywanie przemocowca jako osoby, która nagle się zmieniła pod wpływem uczuć, jest dobre. Ja bym się bała, że on przy każdej kolejnej kłótni będzie podnosić na Bena rękę i go wyzywać - chociaż może to byłby dobry pomysł na drugą część, gdzie Ben idzie po rozum do głowy i kopie Dominicka w d***. Nie mniej, szanuję autorkę i sięgnę pewnie po jeszcze jedną jej książkę, ale chyba po prostu taka naiwna literatura nie jest dla mnie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Masterpiece, dawno żadna książka mnie tak nie wciągnęła jak ta. Dosłownie mógłbym ją przeczytać na jednym posiedzeniu. Fabuła 100/10, plot twisty 10000/10😍😍
To jest przykre, jak przez inne książki wydawane na polskim rynku obniżyły poprzeczkę. Nie rozumiem, dlaczego ta książka ma tak dobre oceny. Był jakiś pomysł na fabułę, ale tak naprawdę przez całą książkę nic się nie dzieje, bohaterowie są bardzo mdli i nijacy. Nie ma tu prawie nic z thrillera, a gdyby nie tagi to w ogóle bym nie wiedziała, że to jest found family, za to są toksyczne relacje i niespójności fabularne. Plus, serio po tym jak Dominick kogoś bije co 2 dni nadal jest w tej grupie? Żadni znajomi by nie zostawili kogoś tak agresywnego i robiącego dramy co chwilę o nic w grupie. Totalnie nierealne
Byłam gotowa dać Genevieve 5/5 gwiazdek. Obyczajówka z thrillerem, found family i reprezentacją LGBT? Coś totalnie dla mnie! Kocham thrillery, uwielbiam motyw found family i sama jestem przedstawicielką tęczowej społeczności. Niestety, w książce jest dosyć dużo niespójności fabularnych a nawet merytorycznych, a zachowania postaci są momentami bardzo nierealistyczne i wybijają z czytania.
Pierwsze 100 stron przeczytałam w mgnieniu oka i naprawdę miło się czytało, mimo że czasami było dla mnie za mało opisów. Jednak przez kolejne prawie 250 stron nie działo się praktycznie nic, oprócz tego, że Dominick jest agresywny (bo dostał taką cechę w kreatorze postaci i teraz jest to jego motyw przewodni), grupa kłóci się o nic, gadają o Gen jednocześnie nie mówiąc o niej praktycznie nic. Na te 250 stron historia Genevieve była przedstawiona na może 5. Wszystko wyjaśniło się na ostatnich 50 stronach książki, a też nie wszystko. Gen nie ma przez większość tej książki, reszta grupki znajomych nie ma jakiejś większej roli (np. Linda, która być matką tej grupy i mieć rolę odpowiedzialnej osoby totalnie nie ma kontroli nad Dominickiem, a kilka razy wspominała że ma), głębia postaci jest zbudowana przez dodawanie prawie każdemu trudnego dzieciństwa lub uzależnień. Rozmowy są bardzo monotematyczne a jednocześnie nie prowadzące do niczego.
Niespójności fabularne (segment zawiera spoilery):
1.Pierwszą rzeczą, która zaczęła mnie zastanawiać i od której zaczęłam sporządzać notatki było to, jak szybko grupa zaufała Benowi. Było powiedziane, że obawiali się kogoś z urzędu pod przykrywką. Jednak zaatakowali go (i gdyby rzeczywiście był urzędnikiem to mieliby poważne problemy), a później zaufali mu i gadali z nim o Gen niecałą dobę później.
2.Rothwell ostrzega przed wielką śnieżycą następnego dnia, więc to logiczne, że Ben (któremu zaufali z odprowadzeniem najmłodszej osoby z ich grupy) odprowadzi Ronnie do szkoły (w mieście, którego nie zna) i będą gadać. Plus była scena gdzie Ben się głupio pyta o sytuację Ronnie i Doma, mimo że była ona wspomniana już wcześniej. Scena zrobiona tylko po to, by później Ronnie powiedziała, że pogada z bratem, żeby traktował Bena łagodniej.
3.Dlaczego burmistrz się zrespił przed szkołą Ronnie, by osobiście porozmawiać z nią o stypendium (kiedy ona była na pierwszym etapie składnia podania)? Stypendium w Stanach (jak w większości krajów) składa się drogą elektroniczną, przechodzi przez proces sprawdzenia przez pracowników i oceny i jedyną rzeczą która się rózni, jest fakt, że czasem burmistrz, który jest twarzą programu pojawia się na ceremonii rozdania nagród i ogłoszenia wyników.
4.Jak czytałam scenę, gdzie burmistrz grozi Dominickowi, że wpłynie na niego anonimowy pozew o przemocy seksualnej wobec siostry to nie mogłam odeprzeć wizji Katarzyny Romanowskiej wyzywającej nastolatki z book mediów. The same vibe, really. Dorosły, który obraża się o nic i grozi pozwami.
5.Prawo w Chicago (i ogólnie w stanie Illinois) nakłada na rodziców obowiązek poinformowania szkoły o nieobecności dziecka z wyprzedzeniem albo w dniu nieobecności. Jeśli dziecko nie pojawi się w szkole i nie ma zgłoszenia to szkoła dzwoni do rodziców, żeby sprawdzić gdzie jest dziecko. W Chicago szkoły mają obowiązek wykonywać CODZIENNE telefony do rodziców uczniów, którzy nie przyszli do szkoły i nie zgłosili nieobecności.
Wedgług Chicago Public Schools, regulaminu Comprehensive Policy on Attendance;
punkt II; School Resposibility, podpunkt B; Notification of Unexcused Absences; podpunkt b:
“DAILY outgoing calls are made for all unreported absent students to notify families of absence, for the purpose of the child’s safety”
Co oznacza, że scena, gdzie matka dzowni do Bena wieczorem drugiego dnia jego zniknięcia (bo poinformowała ją szkoła) nie ma sensu, bo szkoła poinformowałaby ją o tym pierwszego dnia rano, kiedy Bena nie było na zajęciach i by o niego wypytywali.
6. Dlaczego Ben tłumaczy Dominickowi, że chyba musi wracać do Chicago, gdy Dominick BYŁ przy tej rozmowie i wie o tych zbirach, którzy napadli jego matkę?
7.Czy Genevieve była w szkole kiedy aplikowała do tej drugiej szkoły? Czy tyle czekała? Bo było powiedziane, że jej relacja z Kenem trwała kilka miesięcy i kilka następnych miesięcy czekała na ostateczną wiadomość od tej szkoły, czy się dostała czy nie? Czy czekała prawie dwa lata w takim razie? To nigdy nie wybrzmiało w książce.
8.Dlaczego Dom zarzuca Benowi, że jest monotematyczny, a stronę później pyta się po raz 50, dlaczego Ben daje się bić i jest popychadłem (+ Dom obiecał wcześniej Benowi, że nie będzie poruszał tego tematu).
9. Ben dwa razy, strona po stronie tylko używając innych słów, pyta dziennikarki, dlaczego przyjechała śledzić sprawę Dominicka.
10. 240 strona i bohaterowie dopiero orientują się, dlaczego Gen nie ma mediów społecznościowych. Totalny brak realizmu. Benowi to zajęło dosyć długo, żeby się skapnąć, ale reszcie? Oni nie pomyśleli o tym ani razu wcześniej, mimo znania Gen kilka lat? Dlaczego oni są wielce zdziwieni tym faktem nagle?
11. Dom mówi Benowi, że odwiezie go do matki, bo z nieznanego powodu zainteresował się rodzicami i to wydawało mu się okej, zdanie później jest o Warrenie. To zdanie nada wypowiada Dom. To chyba jednak ze znanego powodu w takim razie, tak?
12. 268 strona - nagła zmiana zachowania Dominicka, który tłumaczy Benowi, jakby ten miał 5 lat, czym są leki i że nie można ich za dużo brać. LET'S BE FOR REAL, THEY'RE ADULTS.
13. Dominick uderzył Stana i do końca książki go nie przeprosił.
14. Jak wracają do Chicago to matka w ogóle nie jest roztrzęsiona sytuacją z Warrenem tylko wypytuje o Dominicka i dlaczego Ben go przyprowadził do domu.
15. Matka po tym, jak była duszona wygłasza monolog, dlaczego Ben ma się wynosić z domu. I jak Dominick pyta sarkastycznie o walizkę i matka Bena mu ją daje. Jak widać matka Bena jest npc’em i zapomina o tym, że była duszona z wszystko jest w porządku, a jak ktoś jej mówi o jakimś przedmiocie to go przynosi.
16. Ken był w stanie znaleźć Gen kilka razy w kilku różnych stanach ale nie był jej stanie znaleźć, jak miała kontakt z jego ojcem i była w tym samym mieście? Totalnie nierealne.
17. Najważniejsza scena w książce, Genevieve wraca - skąd burmistrz ją tam wytrząsnął!? Skąd on miał z nią kontakt? Jak długo? To jest najważniejszy wątek w książce i nie zostaje wyjaśniony. I reakcja innych na jej powrót jest wyidealizowana i jedyną realną reakcja jest, o dziwo, reakcja Dominicka.
18. Pocałunek między Dominickiem a Benem był pozbawiony emocji i napięcia. Jakoś tak dziwnie mi się to czytało. W ogóle o tym nie porozmawiali, Dom tylko rzucił coś o pamiętniczku.
19. Nie ma nic upokarzającego w przegrywaniu” - mówi to Dominick I jest to bardzo out of character. Jego nagła zmiana zachowania na koniec książki, kiedy wcześniej nie zmienił się przez kilka lat też jest bardzo na siłę i dziwnie się to czyta.
Jest też trochę błędów redakcyjnych, na przykład przecinki w miejscach, gdzie nie powinno ich być i nie mają uzasadnienia. Dziwne zdania, które wybijają z rytmu i nie wiadomo, o co chodzi mimo czytania tych zdań po kilka razy. Jedną scenę przytoczę, bo nie mogę sobie darować: (...) a on zniknął za drzwiami łazienki. Gdy usłyszałem wodę z prysznica, wróciłem do swojego pokoju. Tam też wskoczyłem pod natrysk, a potem posmarowałem skórę kremem od Lindy. Czekałem, aż cienka warstwa się wchłonie, gdy klamka do mojego pokoju się poruszyła.” Zupełnie nie rozumiem tego akapitu. Ben miał NATRYSK W pokoju? What? Czy osobną łazienkę? Ale jeśli osobną łazienkę to to nie wybrzmiewa. Szczególnie, że Dom też się wtedy kąpał. Czytałam tę scenę z 10 razy i nadal nie wiem, o co chodziło.
Przez większość książki towarzyszyło mi uczucie frustracji - postaci są płytkie i stereotypowe, poza trudnym dzieciństwem lub uzależnieni nie dowiadujemy się o nich prawie nic, fabuła miała potencjał, ale najważniejsze momenty są rozwodnione i niespójne. Męczące są też ciągłe i długie komentarze o używkach, że są niedobre itd. Czułam jak Ben, któremu Dom tłumaczył, czym są leki - potraktowana jak dziecko, któremu trzeba to wytłumaczyć kilkanaście razy. Mam wrażenie, że autorka chciała zadośćuczynić za pokazywanie używek jako rozwiązanie bądź ucieczkę od problemów w poprzednich książkach.
mam wiele zarzutów do tej książki: 1. wszystko jest wygodne dla fabuły i to aż przesadnie główny bohater dowiaduje się natychmiast wszystkiego, otrzymuje odpowiedzi na każde pytanie, które zadaje, a nawet na te, o których nie zdążył jeszcze pomyśleć. wszystko jest mu na rękę, nie napotyka niemal żadnych przeszkód w swoim "śledztwie". każdy znajduje się dokładnie tam, gdzie powinien być, żeby fabuła leciała do przodu - w mieście liczącym prawie 400 tysięcy mieszkańców drugą osobą, na którą wpada ben jest przyjaciel gen, który niemal od razu zaznajamia go ze wszystkim, co ben - i czytelnik - powinien wiedzieć. ben wpada na BURMISTRZA przed losową szkołą, bo tego wymaga fabuła. ten burmistrz to w ogóle chyba nie ma roboty w swoim mieście, bo zajmuje się bandą nastolatków. nie kupuje żadnego tłumaczenia na takie zachowanie, to jest po prostu niepoważne i kpiące z inteligencji czytelnika. wszystko jest wygodne i idealnie złożone, przez co kompletnie nierealistyczne. wydarzenia się dzieją, ale ja w nie nie wierzę. 2. podobnie jak nie wierzę w coś, na czym w głównej mierze opiera się ta książka, czyli w relacje. główna więź, czyli ben-gen, została przedstawiona bardzo ubogo. czytelnik dostaje informacje, że spędzali razem czas i rozmawiali, ale nie dowiaduje się, o czym, nie jest zaproszony na te spotkania, przez co ciężko uwierzyć autorce na słowo, że ta dwójka się przyjaźniła. na boga, ben za nią pojechał do ohio, a ja wiem tylko, że jedli razem lunche. relacje z pozostałymi bohaterami - nikłe, słabo rozbudowane, zarówno między sobą, jak i z benem. naprawdę przeszkadzał mi fakt, że znali bena TRZY dni, a już zaprosili go do wspólnego mieszkania i do ekipy, podczas gdy ben realnie nie zrobił nic, aby zaskarbić sobie ich sympatię - przyjechał, ściągnął kłopoty, narobił zamieszania, rozdrapał stare rany. jasne, można mu współczuć i chcieć mu pomóc, ale pałać do niego sympatią i deklarować przyjaźń? dzielić się z nim sekretami? trochę to naciągane. ponownie, przyjaźń jest powiedziana, a nie pokazana. 3. do bólu moralizatorski, wręcz karykaturalny ton. za dużo, za sztucznie. brakowało tylko powiedzianych wprost zdań: nie wolno palić, nie wolno bić ludzi, nie wolno wykorzystywać młodszych dziewczyn. czytelnik załapał, czytelnik +16, który jest docelowym odbiorcą tej książki, już takie rzeczy wie, nie potrzebuje takich wykładów co dwa rozdziały. rozumiem przekaz, ale wykonanie było naprawdę kiepskie, sztuczne, momentami prowokujące do przewracania oczami. 4. przeszkadzał mi również styl i ekspozycja. niektóre zdania się bardzo niezręczne, styl prosty, żeby nie powiedzieć banalny. szybko się dzięki temu czyta, ale nie pogardziłabym jakimiś refleksjami, metaforami, ciekawszymi słowami. dialogi bywały kartonowe, a niektóre istniały tylko po to, by wprowadzić do czegoś czytelnika - i to widać, i to jest ta kiepska ekspozycja. ben dowiaduje się wszystkiego od razu, jakby był postacią w grze i chodził po ludziach, żeby odblokować nową wiedzę. nie świadczy to za dobrze o warsztacie autorki, skoro wszystko musi zostać wypowiedziane przez postacie, w tak kartonowy i nienaturalny sposób. dodatkowo, odrzuciły mnie wszelkie angielskie wtrącenia, zupełnie niepotrzebne, gdyż istnieją odpowiedniki w języku polskim - slow motion, photodump, girls day? nie rozumiem decyzji, by zmienić to na angielskie zwroty. 5. ostatnia i jedna z największych wad - postać dominicka. boże, jaki on był nieprzyjemny. nic nie mogłoby sprawić, bym go polubiła. przerysowany do bólu, schematyczny, karykaturalny - tak bym go opisała. sztucznie mroczny i kąśliwy, niemiły, groźny, rzucający głupie docinki o pokrojeniu kogoś na śniadanie, monotematyczny. książka próbowała przekonać mnie, że nie jest przemocowcem, że odrzucił takie życie, ale ja tego nie widzę. gdy tylko kolega ma okazję, leci do kogoś z pięściami i tylko kumple mogli go od tego powstrzymać. ponadto, był kontrolujący - w stosunku do siostry i do bena. grzebanie w rzeczach, narzucanie swojej opinii, rozkazywanie, nierespektowanie czyjegoś zdania - i ja mam mu/im kibicować? dominick nie zrobił nic, żeby mnie do siebie przekonać i w mojej opinii, bena także. czemu on go lubi, pozostaje dla mnie tajemnicą, bo dominick jest wredny do samego końca. i nie kupuje, że jego zachowanie podszyte jest troską - kolega jest kontrolujący, a nie opiekuńczy. rozbawiło mnie, że burmistrz sfałszował jego testy psychologiczne, żeby mógł się zająć siostrą, bo ani przez chwilę nie uwierzyłam, że wyniósł coś z terapii, bo do kontrolowania emocji to mu daleko.
na sam koniec - czytałam i oceniałam tę książkę w odseparowaniu od twórczości internetowej autorki, ale ciężko zignorować fakt, że osoba, która tak celnie i merytorycznie wypunktowuje błędy w innych książkach, sama je powiela. lubię jej twórczość i uważam ją za wartościową, ale w "genevieve..." nie ma jej odbicia, bo autorka powtarza błędy, które sama krytykuje. jasne, książka jest poprawna stylistycznie (z kilkoma mankamentami), ale nadal kuleje w najprostszych kwestiach (opis relacji, wygodne dla fabuły wydarzenia). jest ograniczona liczba fikołków, które można zrobić, by to usprawiedliwić i genevieve wykonała je wszystkie. do końca doczytałam tylko z frustracji i ciekawości, co jeszcze absurdalnego może się wydarzyć.
AATSRRARAARARRATARARADYYDYDTETSTSGDHFSGDGFYTSFYFJGB najlepszy ship ever😭🥹😍
nigdy nie żywiłam specjalnych uczuć do motywu found family, ale w tej książce został zrealizowany w tak ciepły i uroczy sposób, że natychmiast przekonał mnie do siebie
dodatkowo ogromny plus za głównego bohatera zmagającego się z azs (sama urodziłam się z tą chorobą so i know ball)
love you kamila, czekam na twoje kolejne książki z niecierpliwością💋
Uważam, że ta książka to YA must have dla każdego! Nie ma rzeczy, która w tej książce mi się nie spodobała, a całą historię wciągnęłam praktycznie na dwa razy.
Podczas lektury kilka razy poleciały mi łzy i DAMN, perspektywa bohatera, który ma cały czas pod górkę była bardzo uderzająca.
Gratuluję Kamili tak dobrego książki, która pokazuje perspektywę tych, którzy są odpychani i chcą zostać niewidzialni ❤️🩹
A co, gdyby trudną i bolesną historię napisać w lekki i przystępny sposób?
„Genevieve nie mówiła wszystkiego” to książka, po której miałam prawdziwego kaca czytelniczego. Kocham opowieści łamiące serce, a poprzednia książka Kamili przekonała mnie, że autorce bardzo dobrze wychodzi pisanie naprawdę bolesnych historii. Po tej książce spodziewałam się więc tego samego. Jednak i tak nie byłam gotowa na to, co zastałam.
To opowieść przepełniona trudnymi tematami. Można by wymieniać długo: przemoc domowa, wykorzystywanie, prześladowanie, przemoc fizyczna, znęcanie. A to jeszcze nie koniec. Czy cokolwiek z tego wróży, że książka będzie sprawiała przyjemność podczas czytania? Raczej nie. Zapowiada się ciężko i przygnębiająco. A jednak.
Krótko o fabule: Ben od lat jest prześladowany. Jego trudna sytuacja rodzinna oraz sytuacja w szkole sprawiły, że chłopak całkowicie stracił pewność siebie. Nigdy nawet nie marzył o posiadaniu przyjaciela. Jest samotny i pozbawiony nadziei na lepsze życie. Jego los odmienia jednak Genevieve — nowa uczennica, która znienacka pojawia się w szkole. Dziewczyna staje się dla Bena prawdziwą przyjaciółką i jedyną osobą, która z własnej woli chce spędzać z nim czas. Do momentu, aż znika bez słowa. Ben nie potrafi pogodzić się z tym, że Gen pozostawiła go bez pożegnania i słowa wyjaśnienia. Spontanicznie podejmuje decyzję o odszukaniu dziewczyny.
Każda kolejna strona tej książki coraz bardziej łamała mi serce. Ja jednak chciałam więcej i więcej — więcej bólu bohaterów, więcej smutnych momentów, więcej oczyszczenia i przede wszystkim więcej tej historii. Otworzyłam tę książkę tak po prostu, żeby sobie chwilę poczytać. Ostatecznie zarwałam noc, bo musiałam poznać zakończenie. I nie żałuję ani minuty.
Tą najważniejszą dla mnie cechą jest lekkość narracji. Czytelnik może poczuć to, co czują bohaterowie, a jednocześnie nie jest przytłoczony całą historią. Bo kiedy pisze się o naprawdę ciężkich tematach, trzeba umieć zrobić to odpowiednio. Ostatni raz podobne uczucia towarzyszyły mi przy czytaniu książek Kathleen Glasgow. Nie porównywałabym jednak tych dwóch autorek — Kathleen pisze jak Kathleen, a Kamila jak Kamila. Kac książkowy pozostaje jednak taki sam, a historie zbudowane są w tak samo wyjątkowy sposób.
Naprawdę rzadko zdarza mi się wystawiać książkom te najwyższe oceny. Tutaj zrobiłam to jednak z przyjemnością i czystym sumieniem. „Genevieve nie mówiła wszystkiego” spełniła wszystkie wymagania: wzbudzała skrajne emocje, nie pozwalała się oderwać, doskonale równoważyła nastrój opowieści i przede wszystkim przyćmiła wszystkie poprzednie książki, jakie ostatnio czytałam. Została w mojej głowie na dłużej — i nie zamierzam jej stąd wyrzucać.
Ja nie wiem co powiedzieć, ta historia wzbudziła we mnie tak wiele różnych emocji. Już dawno nie wypłakałam tyle łez na żadnej książce, nie ważne z jakiego powodu. Genevieve może nie mówiła wszystkiego, ale ta książka jest dla mnie wszystkim ❤️🩹