Dwójka błyskotliwych detektywów, meandry zbrodni i medyczne zagadki.
Policjant po przejściach Franciszek Stawicki i ambitna aspirant Maja Kwiatkowska prowadzą kolejne śledztwo.
Tym razem stają w obliczu zagadki sprzed kilkudziesięciu lat. Wszystko zaczyna się od wizyty w komisariacie ekscentrycznej starszej pani, twierdzącej, że ktoś chce ją zabić, bo odkryła prawdę o serii porwań dzieci z lat 70. Początkowo jej opowieści brzmią jak majaczenia, ale szybko okazuje się, że w mroku PRL-u mogły dziać się rzeczy, o których nikt nie odważył się mówić głośno.
Śledztwo prowadzi do tajemniczych zgonów, zapomnianych akt i ludzi, którzy przez lata milczeli. Coraz mniej osób wierzy, że skazano winnego zbrodni. Detektywi muszą zmierzyć się z gęstą siecią kłamstw, w której każdy trop prowadzi do kolejnego pytania. Kto tak naprawdę stoi za porwaniami? Dlaczego nigdy nie odnaleziono ciał?
Czy policjantom uda się rozwikłać zagadkę sprzed pół wieku, zanim przeszłość ponownie zbierze swoje żniwo?
Lepsze niż poprzednia część. Ciekawsza sprawa kryminalna ale ta historia nadal postaciami stoi. Dla nich chętnie bym kontynuowała (i jeśli będą następne część to będę czytała).
Zaznaczę na początku, że jestem fanką sagi "Stulecie Winnych", mam za sobą większość powieści Ałbeny Grabowskiej i zawsze były to lektury pochłaniane w zawrotnym tempie i z dużą przyjemnością. Za "Dzieci we mgle" chwyciłam z podobnymi oczekiwaniami i, cóż, srogo się zawiodłam. Wspomniana powieść to kryminał, w którym zagadka zniknięcia dzieci sprzed 45 lat wraca w osobie lekko zdziwaczałej staruszki, która przychodzi na komisariat z bełkotliwą relacją. Opowieść toczy się na dwóch planach czasowych. Współczesne śledztwo dotyczące ewentualnego morderstwa zestawione jest z przebitkami z 1976 roku, które pozwalają nam poznać tytułowe dzieci i przynajmniej próbować poukładać rozsypane klocki. Na plus - sama historia mnie wciągnęła, w sposób umiarkowany, ale jednak. Na minus? Po kolei. Połowa książki to flaki z olejem, miałkie dyskusje o mleku sojowym, kawie, krzaku róży. Ja rozumiem, że one mają swoje miejsce w fabule, ale - na Boga - nie aż tyle! Bohaterowie toczą ze sobą rozmowy o niczym, jakieś "smoltoki" świadczące o tym, że policjanci umysłowo nie odstają od tych z dowcipów. O nielubianej policjantce mówi się, że pewnie jest "lesbą"(??). Bohaterowie są papierowi, nudni i ich kreacje w ogóle mnie nie przekonały. Później akcja rusza z kopyta. Policjanci, wcześniej o umysłowości ameby, nagle doznają olśnienia i sklejają historię z naciąganych poszlak. Niczym Sherlock Holmes skrzyżowany z Herkulesem Poirotem wygłaszają tezy błyskotliwe, ale zupełnie niepoparte jakimiś wcześniejszymi rozważaniami. Rozwiązanie historii? Spektakularne, ale też jakby sklecone naprędce, bo jakoś przecież to trzeba skończyć. Ta druga połowa jest wciągająca, bo czytelnik jednak jest ciekawy, bohaterowie wygłaszają coraz bardziej zawiłe teorie - przewracałam oczami, ale czytałam. Może nie mam poczucia zmarnowanego czasu, ale uważam, że kryminały to chyba nie jest działka dla tej autorki. Widzę, że to druga część serii, ale w ogóle nie czuję potrzeby poznania tej pierwszej. Szkoda.
ale to było przyjemne! dawno nie czytałam tak fajnie uwikłanego thrillera, trochę przełamał schemat tych, po które ostatnio sięgałam, więc może dlatego 5 gwiazdek polecanko na długie wieczory!
🕵️♂️🩺 Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa autorstwa Ałbeny Grabowskiej to powieść, która pokazuje, że autorka znana z subtelnej, emocjonalnej prozy potrafi z równą swobodą poruszać się w świecie mroku, tajemnicy i zbrodni. Tym razem przenosi nas do rzeczywistości, w której przeszłość i teraźniejszość splatają się w niepokojący sposób, tworząc labirynt pełen sekretów, kłamstw i ludzkich dramatów. Punkt wyjścia wydaje się niemal banalny – starsza kobieta zgłasza na komisariacie, że ktoś chce ją zabić – lecz już po kilku stronach okazuje się, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Ałbena Grabowska z charakterystyczną dla siebie wrażliwością prowadzi czytelnika przez śledztwo, które sięga głęboko w mroczne zakamarki historii PRL-u.
🕵️♂️🩺 Bohaterowie książki – Franciszek Stawicki i Maja Kwiatkowska – stanowią duet z pozoru klasyczny, a jednak daleki od schematów. On – doświadczony, opanowany, wierny swoim zasadom; ona – ambitna, pełna energii, pragnąca udowodnić swoją wartość. Ich współpraca, momentami podszyta subtelnym napięciem emocjonalnym, nadaje opowieści ludzkiego wymiaru. Wspólnie próbują rozwikłać zagadkę zbrodni sprzed pół wieku, w której echo dawnych grzechów odbija się w teraźniejszości. Grabowska nie boi się sięgać po tematy trudne – dzieciństwo naznaczone traumą, nadużycia władzy, milczenie ofiar – i robi to z taktem, bez taniej sensacji, ale z pełnym zrozumieniem dla psychologii postaci.
🕵️♂️🩺 Struktura powieści – przeplatanie wątków z lat 70. i współczesności – buduje napięcie i pozwala powoli odkrywać prawdę. Autorka znakomicie balansuje między faktami a emocjami, tworząc narrację, w której nic nie jest oczywiste. Wątek starszej pani, Krzysztofy Dennel, która wprowadza śledczych na trop dawnej sprawy, staje się katalizatorem zdarzeń. Z początku jej słowa brzmią jak majaczenia, z czasem jednak okazują się kluczem do historii pełnej przemilczeń i niesprawiedliwości. To właśnie ta umiejętność budowania atmosfery – z każdą stroną coraz gęstszej – sprawia, że Dzieci we mgle pochłaniają bez reszty, mimo że nie epatują brutalnością.
🕵️♂️🩺 Ałbena Grabowska potrafi łączyć elementy klasycznego kryminału z delikatnością charakterystyczną dla literatury obyczajowej. Jej bohaterowie nie są papierowymi postaciami – mają swoje słabości, dylematy moralne i życiowe rozterki. Śledztwo, choć ważne, nie jest tu jedynym motorem akcji. Równie istotne stają się emocje, relacje i pytania o granice dobra i zła. Autorka unika przesady, a mimo to jej opowieść tętni emocjami. To kryminał, w którym napięcie wynika nie z liczby trupów, ale z ciężaru ludzkich historii i zderzenia przeszłości z teraźniejszością. ㅤ 🕵️♂️🩺 Zaskakujące zakończenie to dowód na to, że Grabowska doskonale rozumie mechanizmy dobrego kryminału. W finale potrafi zaskoczyć, ale nie dla samego efektu – każdy zwrot akcji ma tu swoje logiczne uzasadnienie. Ostatnie rozdziały, utrzymane w nastroju refleksji, pozostawiają czytelnika z poczuciem satysfakcji, ale i lekkiego niepokoju. Bo Dzieci we mgle to nie tylko historia o zbrodni, lecz także o pamięci, winie i potrzebie prawdy. O tym, że przeszłość, nawet ta najbardziej zapomniana, zawsze potrafi upomnieć się o uwagę. ㅤ 🕵️♂️🩺 Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa to kryminał z duszą – dopracowany, wciągający i nieprzeładowany niepotrzebną sensacją. Ałbena Grabowska udowadnia, że potrafi pisać nie tylko o emocjach, ale też o mrocznych zakamarkach ludzkiej natury. To książka, w której delikatność spotyka się z napięciem, a logika śledztwa z psychologiczną głębią. Dla czytelników szukających historii z tajemnicą, ale też z refleksją – będzie to pozycja idealna. Grabowska po raz kolejny pokazuje, że w polskim kryminale wciąż jest miejsce na subtelność i empatię, a przeszłość – choć ukryta we mgle – zawsze domaga się, by ją dostrzec.
Czy można naprawdę pogrzebać przeszłość, jeśli ta wciąż domaga się sprawiedliwości? To pytanie nie opuszczało mnie ani na moment, gdy zagłębiałam się w „Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa” Ałbeny Grabowskiej - książkę, która z pozoru jest kryminałem, a w rzeczywistości staje się przejmującym studium pamięci, winy i milczenia.
Ałbena Grabowska ponownie udowadnia, że potrafi pisać o ludzkich emocjach z chirurgiczną precyzją. Tym razem zabiera nas w podróż przez dwie linie czasowe - do dusznego, szarego świata PRL-u lat 70., gdzie zaginęły dzieci, oraz do współczesności, w której to śledczy Maja Kwiatkowska i Franciszek Stawicki próbują rozwikłać zagadkę sprzed pół wieku. Wszystko zaczyna się niepozornie - od wizyty starszej kobiety, przekonanej, że ktoś chce ją zabić. Jej słowa brzmią jak majaczenia, dopóki nie okazuje się, że za nimi stoi prawda, którą wielu wolałoby pogrzebać na zawsze.
To, co od razu przykuwa uwagę, to dwutorowa narracja. Przeszłość i teraźniejszość przeplatają się tu w sposób naturalny, a każdy rozdział dodaje nowe elementy do układanki. Autorka w mistrzowski sposób odmalowuje realia PRL-u - od atmosfery strachu i absurdów władzy, po moralne kompromisy, które ludzie podejmowali, by przetrwać. Nie jest to tylko tło dla zbrodni, ale pełnoprawny, gęsty świat, w którym nic nie jest czarno-białe.
Grabowska nie unika tematów trudnych. Porusza kwestie nadużyć władzy, błędów wymiaru sprawiedliwości, niewinnych skazanych, a także bólu rodziców, którzy nigdy nie poznali losu swoich dzieci. To nie tylko kryminał, ale i dramat społeczny - o tym, jak łatwo można zniszczyć ludzkie życie jednym podpisem, jednym kłamstwem, jednym rozkazem „z góry”.
Postacie są wyjątkowo dobrze skonstruowane. Franciszek Stawicki to policjant, którego przeszłość kładzie się cieniem na każdym jego działaniu. Ma w sobie mieszankę znużenia i wewnętrznej sprawiedliwości, która sprawia, że nie potrafi odpuścić, nawet gdy wszystko zdaje się stracone. Maja Kwiatkowska natomiast wnosi do tej historii energię, świeżość i empatię - jest kimś, kto wierzy, że prawda, choć bolesna, ma znaczenie. Ich relacja - zawodowa, ale pełna wzajemnego zrozumienia - jest jednym z mocniejszych punktów tej opowieści.
W „Dzieciach we mgle” fascynuje mnie to, jak autorka buduje atmosferę niepokoju. Tytułowa mgła nie jest tylko metaforą - to stan zawieszenia między pamięcią a zapomnieniem, prawdą a kłamstwem. Każdy kolejny trop zdaje się prowadzić w ślepy zaułek, a jednak czytelnik nie potrafi odłożyć książki. To właśnie ta nieuchwytność sprawia, że historia wciąga bez reszty.
Grabowska umiejętnie łączy elementy kryminału, thrillera i obyczaju. Z jednej strony dostajemy złożone śledztwo z zagadką sprzed dekad, z drugiej - emocjonalne portrety ludzi, którzy przez lata żyli z ciężarem błędnych decyzji. Autorka pokazuje, jak zło potrafi przetrwać w ciszy i jak społeczeństwo uczy się z nim żyć, zamiast je rozliczyć. To lektura, która zmusza do refleksji nad tym, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić w imię spokoju sumienia.
Finał? Zaskakujący, logiczny i przejmujący. Nie ma tu tanich zwrotów akcji - jest za to prawda, która boli bardziej niż jakiekolwiek morderstwo. To zakończenie, które zostaje z czytelnikiem długo po przewróceniu ostatniej strony.
„Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa” to książka nie tylko dla miłośników kryminałów, ale też dla tych, którzy szukają w literaturze emocji, głębi i prawdy o człowieku. To historia o tym, że czas nie leczy ran, jeśli nigdy ich nie oczyszczono.
Ocena: 9/10 - za klimat, za emocje, za odwagę w sięganiu po tematy, o których wciąż mówi się zbyt rzadko.
Czego tak naprawdę chciała Krzysztofa Denell od komisarza Franciszka Stawickiego? Swą dziennikarską aktywność rozpoczęła za PRL-u, najpierw w ówczesnych reżimowych gazetach. Wspominała, że zajmowała się zniknięciem dzieci z okolic Pruszkowa w roku 1976, ale nikt się wynikami jej dziennikarskiego śledztwa nie zajął - skazano za uprowadzenie niewinnego człowieka. Mówiła też Frankowi dużo i bezładnie o swoich prywatnych tragediach. Czy mogły być - jak twierdziła - aktami zemsty i że nadal ktoś dybie na jej życie? Teraz, gdy pojawiła się w komisariacie, była starszą panią i kilka dni później zginęła potrącona przez miejski autobus. Kiedy sekcja zwłok wykazała, że ktoś ją pod niego wepchnął, organy ścigania muszą wszcząć śledztwo.
Ważnych impulsów do nieformalnego rozszerzenia dochodzenia i sięgnięcia do przeszłości jest kilka, a nowe pojawiają się w czasie jego trwania. Okazało się, na przykład, że według zgodnej opinii współpracowników z life-stylowej redakcji, w której później Krzysztofa pracowała, była ona dziennikarką wybitną i na pewno o zaburzenia osobowości podejrzewać jej nie można. Ponadto zaprzyjaźniony ze Stawickim sędzia, jego szef, a nawet emerytowany SB-ek przyznają, że stara sprawa zniknięcia dzieci nie była prawidłowo prowadzona.
W każdym razie w obecne śledztwo angażują się nie tylko wszyscy najlepsi funkcjonariusze z komisariatu Franka, także z komendy stołecznej udaje się ściągnąć jego byłą partnerkę, aspirant Maję Kwiatkowską, oraz jej obecną szefową, komisarz Magdalenę Wójcik, a śledztwo nadzoruje debiutująca w roli prokuratora Weronika Dębicka, z którą Stawicki miał kiedyś krótki romans.
Wyabstrahowany z kontekstu przebieg śledztwa jest przykładem wzorowej pracy zespołowej, zarówno pod względem podziału zadań jak i konsekwentnego podążania każdym tropem, uwzględniającym nawet najmniej prawdopodobne, pojawiające się nieoczekiwanie nowe motywy i postaci.
Jednak jeśli o kontekst chodzi, Ałbena Grabowska nie ma litości dla czytelnika: nie pomija w obecnie prowadzonym śledztwie żadnego szczegółu dotyczącego zarówno sytuacji bieżącej, jak i tej sięgającej blisko pięćdziesięciu lat wstecz. Rozdziały opisujące Śledztwo, uwzględniające także interpersonalne relacje w komisariacie i prywatne losy niektórych śledczych, przeplatane są Kalamburami z roku 1976, czyli przybliżeniami z życia trzech młodych Kalembów, z Pęcin koło Tworek, oraz ich szkolnych koleżanek i kolegów. Z tego grona pochodziło troje zaginionych bez wieści nastolatków. Dotarcie do ich żyjących równolatków, rodziców ofiar, a także do wspomnianych przez dziennikarkę osób to dopiero wstępne etapy przesłuchań - śledztwo coraz bardziej się rozgałęzia, można by rzec, lawinowo pączkuje …
Nadmiar, który może wywierać wrażenie przesytu? - nie dla kogoś, kto nad wierność literackim gatunkom przedkłada inwencję w opisie różnorodności ludzkich postaw i okoliczności zdarzeń, kogo styl pisania autorki nigdy wcześniej nie zawiódł i kto na podstawie poprzedniego tomu serii żywił przekonanie, że także ten rozwiąże sygnalizowaną w podtytule zagadkę medyczną, nie mówiąc o paru innych mniej lub bardziej banalnych niespodziankach. Zawodu nie było, a audiobooka w wykonaniu Filipa Kosiora słuchałam z prawdziwym zainteresowaniem.
„Dzieci we mgle” to powieść, która chwyta za zmysły i natychmiast uruchamia analizę. Od pierwszych stron wciąga w gęstą, niepokojącą atmosferę tajemnicy sprzed lat, której echo boleśnie wybrzmiewa w teraźniejszości. Wraz z komisarzem Franciszkiem Stawickim zagłębiamy się w sprawę, która nigdy nie została domknięta – bo komuś bardzo zależało, by prawda nie ujrzała światła dziennego.
Rok 1976. Znikają troje dzieci: dwóch chłopców i dziewczynka. Znali się, lecz poza tym nic ich nie łączyło – inne szkoły, inne zainteresowania, rodziny z różnych środowisk i statusów społecznych. Sprawa z czasem cichnie, aż po latach wraca za sprawą emerytowanej dziennikarki, która nie potrafi pogodzić się z zapomnieniem. Uparcie domaga się posłuchu, wierząc, że tylko odkrycie prawdy może przynieść sprawiedliwość. Jej głos jednak długo pozostaje lekceważony.
Fabuła prowadzona jest dwutorowo – obserwujemy współczesny tok śledztwa oraz cofamy się do wydarzeń z 1976 roku. To właśnie ten zabieg nadaje historii głębi i napięcia. W przeszłości młodzieńcze niechęci, drobne konflikty i emocje splatają się z dorosłymi błędami rodziców. Reżim tamtych lat, zależności, układy i koneksje pokazują, że za namiastkę luksusu płaciło się kłamstwem, lojalnością i milczeniem. Autorka bardzo sugestywnie oddaje klimat minionej epoki – szarzyznę codzienności, nieudolność działań milicji oraz służb, ale też szemrane interesy i moralne kompromisy mieszkańców.
Komisarz Franciszek Stawicki to postać, która wzbudza sympatię i ciekawość. Z jednej strony kompetentny śledczy, z drugiej – mężczyzna osaczony przez kobiety w pracy i życiu prywatnym, przegrywający walkę o wspólną przyszłość z Anią. Ktoś wyraźnie nie pozwala mu się z nikim związać bliżej. Czy Franek odkryje, kto za tym stoi? Jego losy nadają historii lżejszego tonu – pojawiają się zabawne dialogi i sceny, które równoważą mrok śledztwa.
Ałbena Grabowska prowadzi czytelnika z dużą precyzją. Tajemnice odkrywane są stopniowo, a im bliżej rozwiązania zagadki, tym więcej pojawia się powiązań, postaci i tropów, które pozornie do siebie nie pasują. To właśnie ten chaos pogłębia intrygę i sprawia, że łatwo dajemy się zwieść, typując zupełnie niewłaściwe osoby. Finał uświadamia, jak misternie została zbudowana zbrodnia i jak silnie przeszłość splata się z teraźniejszością.
Na uwagę zasługuje również wątek aspirant Mai Kwiatkowskiej, tęskniącej za zespołem i komisarzem. Współpraca między wydziałami otwiera nowe ścieżki dochodzenia i rodzi pytania o system, który czasem potrzebuje ofiary – choćby tylko dla statystyki.
„Dzieci we mgle” czyta się z ogromnym zaciekawieniem. Nie można się oderwać, bo dynamizm nie pozwala na chwilę wytchnienia. Czytelnik analizuje wydarzenia razem ze śledczymi, zanurza się w gęstą sieć zależności i domysłów. To bardzo dobra, wciągająca powieść kryminalna – idealna na długie, zimowe wieczory, ale pozostająca w głowie na długo po odłożeniu książki.
Witajcie Kochani. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moją recenzją na temat książki @albenagrabowska pt. ,,Dzieci we mgle. Sprawa Ginekologa". Książkę tą miałam możliwość przeczytania dzięki #współpracabarterowa #współpracareklamowa z wydawnictwem @wydawnictwo_zwierciadlo.
Dzień na komisariacie dla Franciszka Stawickiego zaczął się jak każdy inny. Jednak z upływem czasu przekonał się iż wcale taki nie będzie. Na komisariat zgłosiła się bowiem kobieta, Krzysztofa Denell, która chciała zgłosić iż ktoś próbuje ją zamordować, twierdząc że ma to związek z dziećmi porwanymi w latach 70. Kobieta zapewniała iż posiada na ten temat informacje i czuję się zagrożona. Niestety z upływem czasu Franciszek był coraz mniej do tego przekonany a zeznania kobiety coraz bardziej chaotyczne i mało prawdopodobne. Dlatego też postanowił odesłać kobietę z kwitkiem. Jednak po tym jak poinformował przełożonego o tej wizycie, ten niezwłocznie zlecił zajęcie się tą sprawą. Sprawa ma zająć się Franciszek Stawicki oraz Maja Kwiatkowska. Niestety znacznie się ona komplikuje w momencie gdy Krzysztofa zostaje zamordowana. Podczas dochodzenia na jaw wychodzą fakty, które wiele lat były ukrywane.
Czy uda im się rozwiązać zagadkę śmierci Krzysztofy? Kto chciał jej śmierci? Czy faktycznie miała wiedzę na temat zaginięć dzieci? Czy i tą sprawę również uda im się rozwiązać ?
Autorka idealnie buduje atmosferę mroczną oraz bardzo realistyczną. W książce tej znajdziecie wiele wątków odtwarzanych zarówno z przyszłości jak i teraźniejszości. Śledczy skupiają się na bardzo szczegółowym analizowaniu dokumentów oraz tropów. Może nie jest to krwawy oraz brutalny kryminał, jednak ma w sobie to coś, co powoduje iż ciężko jest się oderwać od tej książki. Język jakim posługuje się autorka jest klarowny, bez przesadnej literackiej stylizacji oraz dość prosty w odbiorze. Tempo z jakim rozwija się akcja jest umiarkowane, co sprawia że czytelnik ma wrażenie że prawda wyłania się z mgły stopniowo. Ja osobiście polecam wam sięgnąć po tą książkę, będzie was trzymać w napięciu aż do ostatniej strony. Bardzo dziękuję wydawnictwu za egzemplarz książki do recenzji.
"Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa." to moja pierwsza książka autorki Ałbeny Grabowskiej i muszę przyznać, że mam wobec niej dość mieszane uczucia. Przez pierwsze około 200 stron trudno było mi się wciągnąć – akcja toczyła się powoli, momentami nawet nużąco. Dopiero później fabuła naprawdę nabrała tempa i zaczęła mnie wciągać. Głównym bohaterem jest komisarz Franek Stawicki, który początkowo traktuje sprawę Krzysztofy Denell z przymrużeniem oka. Kobieta zgłasza się na komisariat, twierdząc, że ktoś chce ją zabić i że zna tajemnicę dotyczącą zaginionych dzieci z 1976 roku. Jej zeznania wydają się chaotyczne i pozbawione sensu, więc Stawicki nie przywiązuje do nich większej wagi. Kilka dni później Denell ginie tragicznie pod kołami autobusu — i dopiero wtedy zaczyna się właściwa historia. Czy to był wypadek, czy może ktoś naprawdę chciał uciszyć kobietę, która wiedziała za dużo? Śledztwo prowadzone przez Stawickiego i jego współpracowników powoli odkrywa coraz mroczniejsze fakty. Okazuje się, że sprawa Denell może mieć związek z dawnymi wydarzeniami, które przez lata owiane były tajemnicą i zapomniane przez świat. Autorka wprowadza także rozdziały z przeszłości – retrospekcje do roku 1976, przedstawione z perspektywy dzieci, które zaginęły we mgle. To właśnie te fragmenty wprowadzają gęsty klimat niepokoju i nadają całej historii głębi. Kiedy fabuła zaczęła się rozkręcać, nie mogłam już oderwać się od lektury. Zakończenie mnie zaskoczyło, a sens tytułu „Sprawa ginekologa” ujawnił się w sposób, którego się nie spodziewałam. Ostatnie kartki przyniosły wiele emocji, zwrotów akcji i nieoczekiwanych odkryć. Nawet sam Franek znalazł się w sytuacji granicznej – o krok od śmierci, przez nieszczęśliwie zakochaną w nim sekretarkę z komendy. Na szczęście los się do niego uśmiechnął, a jego przyjaciele okazali się niezawodni. To mroczna, refleksyjna opowieść o ludzkich słabościach, poczuciu winy, konsekwencjach dawnych decyzji i o tym, że przeszłość prędzej czy później zawsze upomina się o uwagę.
To historia z dwiema liniami czasowymi. Pierwsza z nich rozgrywa się współcześnie, gdy grupa śledczych bada tajemniczą sprawę śmierci sędziwej dziennikarki śledczej. Kobieta tuż przed zgonem twierdziła, że ktoś czyha na jej życie, ponieważ była o krok od rozwiązania sprawy sięgającej lat 70., dotyczącej zaginięć dzieci. W ten sposób druga linia czasowa przenosi nas właśnie do tamtych lat, odsłaniając wydarzenia, które poprzedziły zniknięcia.
To kryminał z rozbudowanym tłem obyczajowym, w którym poznajemy zespół śledczych z komendy oraz życie głównego bohatera, komisarza Franciszka. Z każdą stroną odkrywamy jego relacje z innymi postaciami i obserwujemy, jak śledztwo, które z pozoru wydaje się skazane na fiasko, prowadzą ludzie z prawdziwego powołania.
Autorka znakomicie ukazuje kontrast między dawnym a współczesnym wymiarem sprawiedliwości, między dzisiejszą policją, dysponującą nowoczesnymi narzędziami i metodami, a milicją z lat 70., której działania często były powierzchowne, prowadzone pod presją „z góry”, byle wykazać się skutecznością i szybką wykrywalnością. W dawnym śledztwie władza wywierała naciski, potrafiła zastraszyć, a nawet zadecydować o wyroku. W rezultacie sprawa z tamtych lat została co prawda „zamknięta”, ale skazano niewinnego człowieka, podczas gdy prawdziwy sprawca pozostał na wolności. Czy po tylu latach możliwe jest jeszcze dotarcie do prawdy?
Autorka stworzyła intrygującą i dopracowaną zagadkę kryminalną, której finał czyta się jednym tchem, chcąc jak najszybciej poznać rozwiązanie. W książce porusza trudne tematy takie jak : rozbite rodziny po utracie dzieci, ból wywołany niemożnością pochowania bliskich, niemoralność i zepsucie ludzi z dawnych elit, którzy decydowali o cudzym losie niczym bogowie. Pokazuje również okrucieństwo młodych, kierujących się strachem, pozbawionych empatii, a także niepokojące mechanizmy, które pozwalają zło przemilczeć na długie dekady.
Mimo że Ałbena Grabowska ma na swoim koncie wiele książek, "Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa" to moja pierwsza styczność z jej twórczością. To drugi tom cyklu kryminalnego o duecie policjantów - Franciszku Stawickim i Mai Kwiatkowskiej. Brak znajomości pierwszej części w żadnym stopniu nie utrudnia lektury. Autorka zadbała o to, by nowy czytelnik mógł bez problemu odnaleźć się w fabule.
Powieść otwiera scena wizyty starszej kobiety na komisariacie. Staruszka twierdzi, że ktoś czyha na jej życie, a zagrożenie ma mieć związek z tajemniczym zaginięciem dzieci w latach 70. Jej relacja jest chaotyczna, pozbawiona konkretów, przez co komisarz nie traktuje jej słów poważnie. Sytuacja nabiera jednak dramatyzmu, gdy kobieta ginie w wypadku tuż po opuszczeniu posterunku, potrącona przez tramwaj. Przypadek? A może ktoś naprawdę chciał ją uciszyć?
Wkrótce śledczy angażują się w dwa równoległe dochodzenia - jedno dotyczące śmierci starszej kobiety, drugie zaś sięgające pół wieku wstecz, do niewyjaśnionej sprawy zaginięć dzieci. Oba wątki zaczynają się niepokojąco splatać. Stawicki i Kwiatkowska krok po kroku odkrywają sieć kłamstw, półprawd i przemilczeń, za którymi kryją się ludzkie tragedie i zawodowe błędy. Czy osoba, która przed laty została uznana za winną, rzeczywiście miała krew na rękach? A może prawda wygląda zupełnie inaczej? Dodam tylko, że Franciszek będzie musiał zmierzyć się z realnym zagrożeniem dla własnego życia.
"Dzieci we mgle" to wciągający kryminał z intrygującą konstrukcją narracyjną - przeszłość przeplata się tu z teraźniejszością, a każdy rozdział odsłania kolejny fragment układanki. Autorka umiejętnie buduje napięcie, stopniowo dawkuje informacje i nie pozwala oderwać się od lektury. To historia o winie, pamięci i konsekwencjach dawnych decyzji, które potrafią sięgnąć aż po współczesność. Polecam każdemu, kto szuka dobrze napisanego, pełnego zwrotów akcji polskiego kryminału.
Zdarzyło Wam się kiedyś sięgnąć po książkę myśląc, że to konkretny gatunek, a okazało się zupełnie coś innego?
"Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa." - czy to nie brzmi jak reportaż? Uwierzcie, że biorąc do ręki tę książkę, myślałam, że będę zgłębiać mroczną historię opartą na faktach! Jakież było moje zdziwienie, gdy już na pierwszych stronach zorientowałam się, że to rasowy kryminał, który wciągnie mnie w historię fikcyjną, choć prawdopodobną. Skąd mi się to przekonanie wzięło? Nie wiem. 😉
Broń Boże nie narzekam! Autorka otworzyła przede mną drzwi do przeszłości. Do sekretów, które nigdy nie miały wyjść na jaw, ale za sprawą pewnej dociekliwej starszej Pani, pewne brudy z czasów PRL wymagają wydobycia na świtało dzienne.
Para detektywów starająca się odkryć kto zabił Krzysztofę, oraz dowiedzieć się co tak na prawdę kobieta odkryła, stanowi ciekawy duet. Wokół Franciszka kręci się wiele kobiet, z każdą z nich ma on inne relacje, jest to element niekoniecznie istotny dla rozwiązania zagadki, lecz pozwala poznać go i przekonać się, że to na prawdę fajny facet, który nie jest stereotypowym śledczym z kompleksem boga. Przyznam, że bardzo go polubiłam. Z resztą nie tylko jego, Maja, Magda, Zielona - chętnie wyskoczyłabym z nimi na wino.
Zaginione dzieci stanowią główny wątek historii, lecz nie jedyny. Autorka idaelanie buduje atmosferę zagrożenia i niepewności. Całość stanowi mix ciekawych postaci oraz fabuły, która warstwa po warstwie odkrywa ścieżkę, która nie koniecznie prowadzi do oczywistych rozwiązań. A to co wychodzi na jaw zaskakuje! Przyczepić się mogę jedynie do tytułu książki. Czy umieszczenie w niej ginekologa nie sugeruje rozwiązania? Cała książkę wypatrywałam owego medyka. Czy miało to sens? Musicie sami sprawdzić.
Szczerze mówiąc czytając tę pozycję byłam w ogromnym szoku. Przede wszystkim to chyba najbardziej skomplikowana i najlepiej skonstruowana opowieść jaką czytałam w tym roku. Długo głowiłam się nad tym, w jaki sposób mogą być połączone te wszystkie historie i naprawdę trudno było mi znaleźć, bez pomocy autorki, ten puzzel który by to wszystko łączył. Jakież było moje zdziwienie gdy pisarka odkrywa przede mną wszystkie karty. Dosłownie zbierałam szczękę z podłogi i zastanawiałam się jak to się stało, że przegapiłam aż tyle rzeczy. Ałbena Grabowska napisała rasowy i wyjątkowo dobry thriller, od którego nie da się po prostu uwolnić. „Dzieci we mgle” wciągają od pierwszych stron i naprawdę mieszają w głowie. To było dobre, mocne i totalnie uzależniające. Jeżeli szukacie nietuzinkowego, skomplikowanego i totalnie niebanalnego thrillera to zdecydowanie coś dla Was. A to pióro? Pokochałam je już wiele lat temu i po prostu się od niego uzależniłam. To opowieść o tym co najbardziej mroczne i przerażające w ludziach. Historia o relacjach rodzinnych, przyjacielskich, coś o miłości, błędach młodości, śmierci i zemście. Kłamstwo goni tutaj tajemnice, a całość utkana jest ze złudzeń i niepewności. To przerażające, a jednocześnie zadziwiające, co są w stanie zrobić ludzie i do czego się posunąć żeby osiągnąć własne korzyści. Ałbena Grabowska prowadzi dwutorową narracje i z czasów współczesnych jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki przenosimy się do rewelacyjnie wykreowanej przeszłości, do czasów PRL-u które rządziły się swoimi prawami. Były momenty w których miałam po prostu ciarki. Cóż więcej mogę dodać? To było rewelacyjne! Kocham takie lektury!
"Tu nie ma przypadkowości. Jest mgła i dzieci, które znikają."
Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron. Fabuła sięga lat 70., kiedy w tajemniczych okolicznościach zniknęła trójka dzieci: Magda, Przemek i Karol. Kogoś wtedy skazano, ale wiadomo, że w PRL-u prawda często była przykryta grubą warstwą milczenia. Po latach sprawa wraca, gdy na komisariat przychodzi starsza kobieta przekonana, że ktoś chce ją uciszyć, bo zna zbyt wiele. Na początku brzmi jak szalona staruszka, ale szybko okazuje się, że to właśnie ona uruchamia lawinę zdarzeń.
Nowe śledztwo prowadzi Franciszek Stawicki, przystojny policjant z bagażem emocji i doświadczeń, razem z Kacprem Szusterem i m.in. Mają Kwiatkowską, z którą wcześniej współpracował. Grabowska pokazuje ich relacje, trochę napięcia, trochę ironii, trochę ludzkiej bezradności. A drobne wątki romantyczne i „zatarczki” Stawickiego z sekretarką komendanta tylko dodają im autentyczności.
Narracja w książce toczy się dwutorowo. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, a fragmenty z życia rodziny Kalembów mają w sobie coś poruszającego, czuć tamten czas, jego zapach, szarość i niepewność, idealnie oddane realia PRL-u.
Intryga jest zawiła, ale spójna, a zakończenie potrafi zaskoczyć. Dla mnie to kryminał z mroczną duszą, ale bardzo ludzki. Pokazuje, jak przeszłość potrafi wciąż trzymać ludzi w swoim uścisku i jak cienka jest granica między winą a ofiarą. Emocje idą tu w parze z tajemnicą, a ja zostaję z tą mgłą jeszcze na długo po skończeniu książki.
Mam poczucie, że to jeden z lepszych polskich kryminałów jakie czytałam ostatnio. Dwie linie czasowe łączą się w jedną niezwykle ciekawą zagadkę kryminalną. Bo czy tajemnicze zaginięcia dzieci z czasów PRL-u mogą mieć wpływ na śmierć pewnej bardzo dociekliwej staruszki? Tego będą się starali dowiedzieć śledczy, na początku by zagłuszyć wyrzuty sumienia, a później.... to odkryjecie już w samej książce. Mamy tu mistrzowsko zbudowane napięcie i razem z policjantami kawałek po kawałku odkrywamy co mogło się zdarzyć dawno temu. Naprawdę czuć tu dawną atmosferę i klimat w jakim pracowali policjanci w latach 70-ych, szczególnie gdy chodziło o elity. Czy zmowa milczenia zostanie przełamana? Czy w końcu uda się rozwikłać zagadkę porwań? Muszę przyznać, że mamy tu świetną równowagę, zarówno pomiędzy liniami czasowymi i powolnym odkrywaniem historii, jak i różni wielowymiarowymi bohaterami. Niektórzy z nich nas intrygują i zastanawiamy się o co im chodzi, innych choć wydają się niesympatyczni podziwiamy, jeszcze inni po prostu wzbudzają naszą sympatię swoją prostolinijnością. To naprawdę wyważona mieszanka, która sprawia, że w książce nawet na chwilę nie jest nudno, a z drugiej strony nie przysłania całej sprawy. Jedyny minus, to podtytuł, który już może sugerować gdzie powinniśmy szukać. Myślę, że bez niego zabawa byłaby jeszcze lepsza.
Intrygująca, starsza kobieta zjawia się na komisariacie z informacją, że ktoś chce ją zabić... Poza tym twierdzi, że posiada informacje na temat tajemniczych porwań dzieci w latach 70-tych. Jej zgłoszenie zostaje zlekceważone, a ona sama potraktowana jak ktoś niezrównoważony. Jednak gdy policjanci orientują się, że wiadomości przekazane przez tajemniczą staruszkę mogą być znaczące, okazuje się, że seniorka ginie pod kołami tramwaju... Czy to był tylko wypadek? Przypadek? Co takiego wiedziała kobieta o porwaniach?
🥼 "Dzieci we mgle" to intrygujący i pasjonujący kryminał, w którym fabuła płynie dwutorowo... Poznajemy jednocześnie nieśpiesznie postępujące śledztwo, ze wszystkimi jego poszlakami, dowodami oraz wydarzenia z przeszłości, które w jakiś sposób łączą się ze sprawą. Z każdym kolejnym zdaniem, każdą kolejną poszlaką odkrywamy następne karty zawiłego dochodzenia. Jestem pod wrażeniem jak skomplikowany i szczegółowy proces dochodzenia do prawdy serwuje nam autorka, nie gubiąc się w meandrach indagacji...
🥼 Zagadkowa i nieśpiesznie płynąca akcja, która wciąga i angażuje już od pierwszych stron. Zakończenie zaskakujące i satysfakcjonujące uświadamia mi, że nie jestem dobra w czytaniu między wierszami i nie dla mnie składanie poszlak w konkretne ślady w śledztwie czytelniczym... 😅
Kryminał wart polecenia i serdecznie zachecam do sięgnięcia po ten tytuł.. 😃🫶
Wątki medyczne w kryminałach? Ja jestem na tak, dlatego zdecydowałam się na tę książkę🔥 Choć to kontynuacja, zdecydowanie można tę pozycję czytać niezależnie. Ja raczej do pierwszego tomu już nie wrócę, ale tę pozycję gorąco polecę. . Na początku trochę odstraszyły mnie baaardzo długie rozdziały, ale z racji, że były podzielone na podrozdziały to uratowały sytuację. Nie należę do zwolenników długich rozdziałów, gdyż mam wrażenie, że przez to sama książka mi się dłuży🤭 Tu tego nie było, książkę wciągnęłam błyskawicznie. . W historii występują dwie linie czasowe, a to właśnie uwielbiam! Uwielbiam odkrywać zależności między przeszłością, a teraźniejszością. . ✨Lata ’70. Tajemnicze zaginięcia dzieci. ✨Teraźniejszość. Emerytowana dziennikarka śledcza zgłasza się na policję, by zgłosić, że ktoś chce ją zabić, bo odkryła prawdę zaginięć dzieci z lat '70. Chwilę po tym dziennikarka ginie. Rozpoczyna się śledztwo, a śledczy którzy je prowadzą są bardzo skrupulatni i dociekliwi. Fantastycznie odkrywają kolejne części układanki stale utrzymując czytelnika w napięciu. . Dużym plusem historii są bohaterowie, których po prostu się lubi i z radością im towarzyszy. A i jeszcze do tego połaczenie wątków kryminalnych z medycznymi może skutkować tylko dobrą książką. . Polecam🖤🔥
Franciszek Stawicki zaczyna kolejne śledztwo, w którym teraźniejszość łączy się z przeszłością. W rozwiązaniu spraw pomaga mu Maja Kwiatkowska wraz z nową partnerką. Jak praca wpłynie na życie prywatne Franka ? Czy sprawy sprzed prawie 50 lat są możliwe do rozwiązania? Rzadko kiedy zdarza się, że druga część książki jest lepsza od poprzedniej, tutaj „Sprawa ginekologa” zdecydowanie przebija poprzednika.