Jak koniec świata to tylko z Martą Bijan! Sięgnij po Jutro już było i zastanów się - co byś zrobiłx, gdyby świat się jutro skończył?
Nawet Muchomory w cukrze nie przygotowały Was na to zakończenie! Kiedy ostatni dzień to moment, w którym przestajesz się bać i zaczynasz żyć. Noe nie wierzy w przypadki. Tymon uważa, że śmierć to nic strasznego, samo życie jest trudne. Klara mówi głośno, żeby nikt nie usłyszał, jak bardzo się boi. Sebastian zna odpowiedź na każde pytanie - oprócz jednego.
To naprawdę ostatni dzień świata - tak mówią media, tak mówią przepowiednie, tak mówi intuicja. A skoro wszystko ma się skończyć, czemu nie doświadczyć tego w najbardziej absurdalnym miejscu z możliwych - w pełnym krzyków, neonów i waty cukrowej Wesołym Miasteczku? Czwórka siedemnastolatków spędza ostatni dzień życia po swojemu: łamiąc zasady, kradnąc chwilę po chwili, śmiejąc się z rzeczy, z których nie wypada się śmiać. W ich planie na apokalipsę nie ma miejsca na strach.
Jest tylko Plan, który jak stary diabelski młyn, nigdy nie chce się zatrzymać. A pod śmiechem kryje się mroczna prawda, od której nie można uciec. Co zostanie, gdy wszystko inne się skończy?
Ta książka zostanie z Wami na długo. Nawet po końcu świata.
trudno mi ją ocenić... nie mam konkretnych zarzutów i absolutnie uwielbiam inne książki Marty, ale tutaj po prostu coś nie zagrało. Wydaje mi się, że podeszłam do niej z określonymi oczekiwaniami i dlatego się z nią rozminęłam. W tej książce otrzymujemy kolekcje chwil, myśli i czasem ta forma bardzo do mnie trafiała, a w innych momentach właśnie przez nią nie potrafiłam się wystarczająco zaangażować. Właśnie przez ulotność tych momentów miałam wrażenie, że trudno mi było w pełni wczuć się w tę historię.://
Zrozumiem zarówno osoby, które wystawią jej niskie oceny, jak i osoby, które ocenią ją na 5 gwiazdek. Odnoszę wrażenie, że z tą książką ma się poczucie hit or miss i każdy zwróci w niej uwagę na inne rzeczy.
Jeśli lubicie twórczość Marty i jesteście fanami uniwersum, które stworzyła to warto po nią sięgnąć, ale ostrzegam, że to jest trudna książka. Dużo mniej w niej absurdu, a więcej przemyśleń i refleksji na temat życia, których naprawdę możecie nie spodziewać się po młodzieżówce.
Unpopular (I guess) opinion także proszę nie bić 🙈
Uważam, że „Jutro już było” jest najsłabszą powieścią Marty i na tle pozostałych wypada blado i powtarzalnie. Znając poprzednie książki, byłem niemalże w 100% w stanie przewidzieć plot twisty i fabułę przez co na tym polu nie było dla mnie zaskoczeń. W zasadzie od pierwszych rozdziałów bezbłędnie wytypowałem co się wydarzy.
Bohaterowie są dla mnie sportretowani jedną cechą przez całą powieść (max dwoma cechami, ale to już byłyby spoilery). Nie byłem w stanie wyczuć, że przebywam tutaj z grupą nastolatków, a bardziej z dwoma osobami. Na pewnym etapie już nawet nie obchodziły mnie ich losy - im bliżej końca tym moja ciekawość była skierowana na tym czy dobrze typuje zakończenie.
Koncept miał ogromny potencjał i strasznie żałuję, że nie dowiózł. Rozumiem zamysł, ale ponownie - uważam go za przewidywalny na maksa. Nie czułem ani klimatu wesołego miasteczka, ani tym bardziej tytułowego końca. Po prostu - zmarnowany pomysł, który mógł się udać.
Po czasie uznaję, że najciekawszą powieścią Marty były „Muchomory w cukrze”. Tutaj natomiast miłości nie będzie :c
Chyba wreszcie zlokalizowałam, gdzie leży mój problem z książkami Marty Bijan. A zajęło mi to długo, bo przeczytałam już prawie wszystkie. Dawno temu stworzyłyśmy z siostrą bingo do oglądania komedii romantycznych i jeden z kafelków brzmi 'zakochani i szaleni w różnych miejscach' - jest to oczywiście sytuacja, w której mamy długą sekwencję pokazywania naszych bohaterów, jak się zaśmiewają, gotując sos pomidorowy, biegają po plaży i całują się wśród fal, burząc jednocześnie jakiemuś dzieciakowi domek z piasku, a potem uciekają, trzymając się za ręce i znowu śmiejąc, jak malują się farbami po ciałach przy okazji odmalowywania mieszkania i biegają po mieszkaniu grożąc sobie rękami brudnymi od farby - wszyscy czaimy ten klimacik. W tle gra piosenka przewodnia, a służy to tylko temu, by pokazać, że relacja postaci się zacieśnia, nie pokazując tak naprawdę, jak się poznają, o czym rozmawiają. Kojarzycie zapewne też - również z filmów - retrospekcje na temat martwej żony głównego bohatera, jak się tarza w białej pościeli i biega boso po łące. Co to ma wspólnego z Martą Bijan? Mam wrażenie, że jej książki to właśnie zlepki takich sytuacji, które mają pokazać 'stuprocentowe czerpanie z młodości', jakieś scenki, które są zbyt egzaltowane i wydumane, żeby mogły być realistyczne, ale w formie filmu byłyby właśnie taką sekwencją z muzyką w tle, a fabuła tych książek to tylko otoczka, która ma takie sceny spajać. Jak w grze go, w której kamyczek drugiego gracza trzeba otoczyć swoimi kamyczkami w innym kolorze, żeby zdobyć przewagę na planszy - najważniejsze rzeczy w książce to sceny dzikiej młodości, a fabuła tylko je otacza kamyczkami. I to działało w jednej książce, drugiej, ale już w piątej niekoniecznie. Książka jest straszliwie męcząca, wysysająca energię z czytelnika, mimo że ma tylko 190 stron, i egzaltowana do granic możliwości. Myślałam, że jej nie skończę, choć jest tak krótka. Chcę przeczytać ostatnią książkę Marty, która mi została, i potem nie planuję już sięgać po jej kolejne powieści.
1,5/5 dawno jakaś książka tak mnie nie męczyła. Ma 190 stron, a ledwo udało mi się dotrwać do końca. Po 1 - czytając ją mam wrażenie, że główna bohaterka jest taka sama jak bohaterka „Muchomorów w cukrze”. Serio - różni je tylko 1 rzecz. Po 2 - każdy rozdział jest zakończony tak dramatycznie, że nie wiedziałam czy szybciej wypadną mi oczy od przewracania, czy płuca od wzdychania. Na serio - lepiej zrobić to raz na 50 stron, niż co rozdział. Da to zamierzony efekt i zaciekawi czytelnika, a tak to jest po prostu nudne. Po 3 - fabuła jest dość przewidywalna mimo nadanej tajemniczości. Po 4 - serio 55 złoty za książkę 190 stronicową? Która ma na dodatek bardzo krótkie rozdziały, dużą czcionkę i dużo światła na stronie. Ciekawa jestem jaki koszt wyszedłby za 1 słowo. To dla mnie po prostu zdzierstwo. Nie polecam.
Do samego końca miałam mnóstwo teorii o co tu właściwie chodzi. Żadna nie była tą właściwą. Ta książka Marty jest do bólu prawdziwa, w całym mroku i mętliku, który tworzy autorka, dlatego trafia najwyżej w rankingu jej książek.
Jestem zachwycona i wciąż nienasycona jej książkami. Jedne trafiają do mnie bardziej, drugie mniej, jednak przy każdej towarzyszy mi to uczucie zagubienia, dokąd właściwie zaprowadzi nas historia tym razem. Uwielbiam to ♥️
Z początku miałam wrażenie lekkiej absurdalności tej historii, ale znając już styl autorki i jej pomysły, wierzyłam do samego końca, że wszystko się wyjaśni. I faktycznie pod koniec cała historia się spina w jedną całość i muszę przyznać, że całkiem mi się ta całość podobała.
Jest to chyba najdojrzalsza z ostatnich powieści autorki i skłania nawet do kilku własnych refleksji. Co byśmy zrobili, gdyby kończył się nasz świat?
Co prawda nie byłam w stanie należycie zżyć się z bohaterami - jest to jednak bardzo krótka książka, którą raczej pobieżnie pokazuje pewne zjawisko.
2.5 mam tradycję że książki marty bijan słucham w audio i myślę że to dobra decyzja bo część z nich pewnie bym nie skończyła gdybym je czytała w papierze. jutro już było prawdopodobnie byłby takim przypadkiem. mam wrażenie że autorka pisze caly czas o tych samych postaciach tylko w innych kostiumach i sceneriach. jak zwykle znaczna część książki jest rozwleczona bądź nudna przez brak akcji a koniec i "plot twist" wyjaśniony na ostatnich dwudziestu stronach... absurd goni absurd ale to chyba standard jeśli chodzi o książki bijan.
Bardzo rzadko zdarza mi się przeczytać jakąś książkę w jeden dzień, a co dopiero w trakcie jednego posiedzenia, więc znaczy to naprawdę dużo. Strasznie wciągająca zapewne przez szybki rozwój akcji i fakt, że wszystko dzieję się w ciągu jednego dnia. A jednak nie czuje jakbym miała niedosyt, jakby czegoś mi brakowało, wręcz przeciwnie – poznałam wszystko co było potrzebne do złamania mi serca. Jeśli ktoś jednak liczył na plot twist nie z tej ziemi to może sie zawieść, bo nie jest to zwykła książka Marty. Nadal jednak jest to zakończenie, którego chyba nikt się nie spodziewał, i które rozdarło mi serce, przez co przepłakałam ostatnie 18 stron. Przyznam że gdy dowiedziałam się, że kolejną książką będzie młodzieżówka – zawiodłam się. Jednak po przeczytaniu jej trafia do moich ulubionych bo Marta Bijan ostatecznie nigdy nie zawodzi. Mam nadzieję, że gdy wyjdzie już oficjalnie do księgarni to każdy ją pokocha i dostanie sławę, na którą zasługuje🎡
Chyba po raz pierwszy nie mam masy pytań . Czego chciałam się dowiedzieć to się dowiedziałam chociaż myślałam, że będzie to trochę mroczniejsza książka . Spodziewałam się czegoś trochę bardziej wow
Była to dobra książka, jednak trochę za krótka.Inaczej wyobrażałam sobie zakończenie, myślałam że pójdzie w zupełnie innym kierunku.Jednak i tak bawiłam się dobrze, nie zabrakło strachu oraz niepewności.Jeśli lubicie twórczość autorki, ten tytuł tez powinien Wam się spodobać.
Moją top 1 książka Marty nadal pozostają fantastyczne ,,wakacje pod morzem”🐚!
coś całkowicie innego niż myślałam. jeśli ktoś jest przyzwyczajony do ‚dziwności’ poprzednich książek marty to myślę, że może czuć się trochę zawiedziony. ja czuję raczej smutek, ale nie rozczarowanie. podobało mi się, ale chyba mimo wszystko liczyłam na coś innego. nie mniej jednak wspaniałe 4⭐️, czyli chyba moja wyjściowa ocena książek marty bijan
2.85 ⭐ Z niecierpliwością oczekiwałam na tę książkę, a okazała się ona niezbyt udanym zlepkiem wcześniejszych powieści autorki. Cała historia wydawała mi się ulepiona na siłę, jakby pod presją, a zakończenie (znając twórczość autorki) było po prostu przewidywalne :((
Ciężko powiedzieć czy lubię się z twórczością Marty. Większość raczej wypada mi średnio, ale ta to była najgorsza. Już po kilku książkach wszystko jest strasznie schematyczne i mam coraz większe wrażenie, że każda jej główna bohaterka jest taka sama.
To w ogóle nie było to czego oczekiwałam i wyszło absolutnie negatywnie. Nie podobał mi się ani klimat, ani wydarzenia, ani postacie. Wszyscy bohaterowie tutaj byli na jedno kopyto, no dosłownie każdy taki sam. Nie mogłam się też z nimi zżyć w żaden sposób, bo książka była za krótka.
Audiobook w tempie, w którym słucham trwał 2,5h, a ja i tak nie mogłam się do tego zabrać przez cały dzień. Pomyśleć, że zaledwie wczoraj przesłuchałam jakieś ponad 6h na jednym posiedzeniu. Myślę, że to dużo mówi.
Wyjaśnienie to już całkowicie zepsuło tę historię i szczerze oczekiwałam po Marcie czegoś co mi zryje banię. Tutaj raczej spowodowało przewracanie oczami.
Bardzo emocjonalne opisy na końcu miały chyba wywołać we mnie smutną reakcję, ale jak mam płakać nad postaciami, które były tak kartonowe, że jutro zapomnę ich imion? I w tym przypadku również JUTRO JUŻ BYŁO XD
Wow, tak potężnego ładunku emocjonalnego to ja się po tej książce nie spodziewałem. Marta Bijan, polska królowa jakościowego i poruszającego young adult powróciła i to w jakim stylu! Tym razem, do czynienia mamy z krótszą formą i jaką to słuchajcie zrobiło robotę, to głowa mała. Zwaliła mnie ta książka z nóg, przeczytałem ją na raz w pociągu Intercity relacji Poznań-Warszawa i głęboki wymiar tego przesłania nadal sprawia, że trudno jest mi spojrzeć na nią obiektywnie. Ale spróbujmy!
Moja entuzjastyczna ocena wynika głównie z tego, że wreszcie otrzymałem książkę z mięsem, samym mięsem, nie zbędnymi gadkami, przedłużanymi scenami - to było bardzo wycelowane, bardzo precyzyjne wyszyte i ta krótka formę wykonała swoje zadanie z jednego głównego powodu. Oszczędność wyrazu pozwoliła bowiem skupić się na naszej fabule w 100%, bez żadnych rozproszeń, co pozwoliło mi emocjonalnie zaangażować się w całość, przedzierając się przez strony, aby poznać tylko rozwiązanie tych wielu zagadek. Bardzo sprawne pióro, sprawna narracja, sprawna kreacja postaci - Marta Bijan odrobiła lekcje z poprzednich młodzieżówek i tym razem szalenie mnie urzekła.
Jest to nadal jednak powieść o szalenie melodramatycznym wymiarze i gusta jedynie mogą zdecydować czy będzie to dla Was atut czy może jednak wada. Dla mnie, trochę oczywiście za dużo było w niektórych momentach sentymentalizmu i zwrotów wyjętych prosto z typowej książki młodzieżowej z 2014 roku. Kupił mnie jednak koncept końca świata, kupiła bardzo tajemnicza atmosfera, kupiło także powolne zdradzanie wszystkich kart, które sprawiło, że przymykałem powieki na wszystkie te mamałygi literackie.
Pozostaje tutaj kwestia zakończenia, całego rozwiązania tej powieści i cóż, nie będę ukrywał - jest ono dla mnie szalenie dyskusyjne. Z jednej strony, wywołało we mnie naprawdę duże przejęcie i emocjonalną reakcję, z pogranicza szoku i wzruszenia, a z drugiej zaś, nie sposób nie zdać sobie sprawy, że mamy tutaj do czynienia z romantyzowaniem pewnych zachowań, które, no cóż, nie do końca powinny mieć miejsce. Wiadomo, balansujemy na cienkiej i ważkiej granicy ludzkich zmagań, które trudno jest oceniać, ale jako czytelnikowi spoglądanie na to z pełną aprobatą troszeczkę nie mieściło się w głowie.
Anyway, jeśli Marta Bijan będzie konsekwentnie rozwijała swoje pióro w takim gatunku młodzieżówek (a wychodzi jej to coraz lepiej!), to ludzie kochani, będą się cuda pojawiały na naszym rynku!
ojejku… kocham martę bijan całym sercem, ale motyw, który pojawia się w tej książce (iykyk) absolutnie nie jest moim ulubionym🤐 poza tym fabuła i bohaterowie wypadają niestety bardzo blado przy ‚wakacjach nad morzem’ czy ‚muchomorach w cukrze’
o wow. Klimat wesołego miasteczka był oddany tak, że czułam się jakbym tam była z nimi, ale tak właśnie potrafi działać na wyobraźnię Marta w swoich ksiazkach. Smutna, niepokojąca i momentami brutalna historia 🥲
Genialne, trzymające w napięciu. Do samego końca chciałam poznać odpowiedź na pytanie kim są bohaterowie i skąd się tam wzięli… Marta, zjechałaś mi psyche i bałam się na tej książce jak nigdy ☠️
Chyba przekonałam się, że Marta Bijan nie jest autorką dla mnie.
Było szybko, chaotycznie, miałam wrażenie, że w ogóle nie miałam szansy poznać lepiej bohaterów. Zabrakło mi języka, który wcześniej urzekał mnie w powieściach tej autorki. Pomysł był ciekawy ale forma zupełnie do mnie nie przemówiła - odbiłam się od tej książki i chyba nie będę już sięgać po książki Marty Bijan.
Plusik za zakończenie i miejsce akcji.
Dla mnie "Muchomory..." były jednym świetnym strzałem i tego co mnie tak ujęło nie znalazłam w żadnej z jej kolejnych powieści (a czytałam pozostałe 3).
Przeczytałam kilka opinii, że "Jutro już było" wydaje się zlepkiem pozostałych książek Marty i niestety ale się z tym zgadzam.