Jedno przypadkowe spotkanie może sprawić, że zatrzęsie się ziemia, a właściwie tafla lodowiska…
Osiemnastoletnia Corrine Tremblay, łyżwiarka figurowa, uległa poważnej kontuzji i obawia się powrotu na treningi. Pewnego dnia po meczu hokejowym Leafsów z Toronto przyjaciółka namawia ją do ponownego założenia łyżew. Corrine przez chwilę się waha, ale w końcu podejmuje decyzję i wchodzi na lód.
Niestety niespodziewanie wpada na nią potężny, przystojny chłopak, którego ona omyłkowo bierze za pracownika lodowiska.
Mason Mitchell, dwudziestosześcioletni lewoskrzydłowy, gwiazda lokalnej drużyny NHL, ma opinię playboya. Portale plotkarskie nie dają mu spokoju, a zwłaszcza jeden uparty paparazzi, którego mężczyzna próbuje przegonić po meczu. Wpada jednak na najpiękniejszą dziewczynę, jaką widział. Hokeista od razu zwraca uwagę na nieznajomą i próbuje się z nią umówić za pomocą mediów społecznościowych.
Oboje nie rozpoznają, kim naprawdę są. Czy lód w sercu Corrine się stopi i dziewczyna zgodzi się na randkę ze starszym od niej mężczyzną?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Nie będę ukrywać obawiałam się tej historii, ponieważ słyszałam na jej temat wiele skrajnych opinii i niestety przeważały te negatywne. Podeszłam więc do niej z dużą rezerwą, nie spodziewając się szczególnie porywającej lektury jednak już teraz muszę przyznać, że mimo wszystko pozytywnie się zaskoczyłam. Jasne, znalazłam parę minusów, o których zaraz porozmawiamy, ale całokształt prezentuje się naprawdę nieźle, a zakończenie wręcz zmusiło mnie do sięgnięcia po kontynuację. To jedna z tych lektur, które mają swoje wady, lecz mimo to wciągają i zostawiają czytelnika z lekkim niedosytem… w pozytywnym znaczeniu.
„Ice Princess” to opowieść rozgrywająca się w świecie sportu, skupiona wokół łyżwiarstwa figurowego i hokeja, czyli dwóch dyscyplin, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego, a jednak w książce pięknie się przenikają. Główna bohaterka od lat trenuje łyżwiarstwo, dźwigając na swoich barkach presję, oczekiwania oraz rodzinne trudności. Jej życie wydaje się jednym wielkim ciągiem wyrzeczeń, bólu oraz prób utrzymania perfekcyjnej fasady. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy na jej drodze pojawia się on, pewny siebie hokeista, który na początku zdaje się być dokładnie tym typem chłopaka, którego za wszelką cenę starałaby się unikać. Ich światy zderzają się dosłownie i w przenośni, tworząc serię sytuacji pełnych napięcia, nieporozumień, humoru i rosnącego magnetyzmu. Nie jest to klasyczne, uwielbiane „enemies to lovers”, ale jednak ma w sobie coś z tego motywu, co większości z was pewnie się spodoba.
Corrine to zdecydowanie postać złożona i na wielu poziomach trudna. Nie rozumiałam części jej działań zwłaszcza niechęci wobec bohatera, który często zachowywał się wobec niej naprawdę w porządku. Dawała mu nadzieję, wiedząc, że i tak nie będzie chciała się z nim umówić, co w pewnych momentach było zwyczajnie smutne. Jednocześnie trudno jej to całkowicie zarzucać, bo jej wycofanie wynikało z realnego lęku przed zranieniem, a przede wszystkim z traumy i problemów, z którymi mierzy się na co dzień. Dziewczyna ma skrajnie trudną sytuację w domu - toksyczną matkę, ogromne oczekiwania, presję oraz zdrowotne problemy, które dodatkowo komplikują jej sportowe ambicje. Do tego dochodzi uparty były partner, zarówno na lodzie, jak i w życiu, który nie potrafi odpuścić oraz niestety przestaje respektować granice. Ta cała nawarstwiająca się mieszanka sprawia, że bohaterka funkcjonuje jak osoba pchana na krawędź, która desperacko próbuje się nie rozsypać. Choć jej zachowania nie zawsze miały sens i trudno było je w pełni usprawiedliwiać, to jednak była osobą zupełnie w porządku, taką szczerą, zagubioną, zranioną, zbyt młodą, by radzić sobie z tak wielkim ciężarem. Wielokrotnie było mi jej po prostu okropnie żal.
Z Masonem na początku miałam ogromny problem, bo w mojej opinii był… momentami obleśny. Jego myśli nie mieściły się w moim kanonie normalności i chociaż zamiary miał ogólnie dobre, to jednak niektóre przemyślenia wzbudzały we mnie szczerą odrazę. To był bardzo duży minus, bo na starcie mocno obniżał moją sympatię do niego. Na szczęście, w miarę rozwoju fabuły, autorki postanowiły go odczarować i z czasem te dziwne myśli zniknęły, a ich miejsce zajęły emocje pełne zauroczenia, delikatności oraz troski o dziewczynę. Stał się bohaterem zdolnym do poświęceń, lojalnym i zwyczajnie dobrym. Nie idealnym, daleko mu do ideału, ale z pewnością takim, który na końcu potrafi zaimponować. Pod koniec powieści naprawdę zyskał w moich oczach. Widać było, że dziewczyna stała się dla niego kimś wyjątkowym, kimś, kogo chce chronić i na kim mu zależy. To naturalne, ciepłe przywiązanie sprawiło, że z niechęcią musiałam przyznać, że ostatecznie go polubiłam.
Na początku ich relacja była po prostu dziwna i jednostronna: on się starał, ona go odpychała; on wracał, ona znowu zamykała się w sobie. Z każdą stroną pojawiało się między nimi coś nowego, ale miałam wrażenie, że każdy jeden krok do przodu kończył się dwoma krokami wstecz. Niby wszystko zmierzało w dobrym kierunku, jednak nieufność bohaterki ciągle ich cofała. To bywało frustrujące, ale jednocześnie realistyczne, bo właśnie tak wygląda budowanie relacji przez osoby zranione, ostrożne i niegotowe na kolejne emocjonalne ryzyko. W końcu jednak poczułam między nimi prawdziwe przywiązanie. Otrzymaliśmy kilka naprawdę uroczych momentów, kilka scen, które wywołały u mnie uśmiech, i trochę emocji, które nadały ich relacji głębi. Nie zabrakło też chwil zwątpienia, lecz potraktowałam je jako naturalną część drogi, jaką muszą przejść, by w ogóle móc sobie zaufać.
W akcji działo się dużo, może nawet za dużo? Siostry Lorenc nie pozwalają czytelnikowi odpocząć, ponieważ prawie każda scena wnosi coś nowego, często przewracając do góry nogami wcześniejsze informacje. Z jednej strony dzięki temu książka jest dynamiczna i nie ma mowy o nudzie. Z drugiej strony bywa to momentami męczące, a nawet przekombinowane. Przeszkadzało mi przede wszystkim ciągłe wycofywanie się bohaterki i powtarzający się schemat odrzucanego podrywu, trwało to zwyczajnie za długo. Nie przypadły mi też do gustu niektóre przezwiska między bohaterami, które momentami brzmiały niepoważnie i wybijały mnie z klimatu. Jednak mimo tych minusów akcja pozostaje płynna, wciągająca i dobrze rozwinięta. Nawet jeśli jest chaotyczna, to przynajmniej nie monotonna.
Styl autorek jest naprawdę przyjemny, choć chwilami zdarzało mi się gubić w tekście, szczególnie na początku, gdy tempo było zawrotne, a przeskakiwanie między wątkami zbyt szybkie. Zaskoczyło mnie jednak, jak spójny jest ten styl, zwłaszcza że książkę tworzyły dwie osoby. Nie widać żadnych różnic czy nagłych zmian narracyjnych, co uważam za duży plus. Fakt, czasem dostajemy za dużo informacji, zbędnych zapychaczy i opisów, które nie wnoszą wiele do fabuły, ale przy historii liczącej prawie 600 stron… trudno się dziwić. Najważniejsze jest to, że mimo długości opowieść wciąż się toczy, nie stoi w miejscu i utrzymuje uwagę czytelnika.
Myślałam, że wiem, dokąd zmierza zakończenie. Coś tam udało mi się przewidzieć i byłam przekonana, że to koniec, zwłaszcza że długo żyłam w przeświadczeniu, że to jednotomówka. A jednak ostatnie zdanie autentycznie mnie zaskoczyło. I to tak, że od razu sprawdziłam, czy jest kontynuacja.To finał, który wywołał ogromną ciekawość i sprawił, że mimo wad tej książki, a jest ich sporo, chcę wiedzieć, co będzie dalej.
„Ice Princess” jest powieścią nierówną, momentami irytującą, chwilami przerysowaną, ale jednocześnie pełną emocji, trudnych tematów i naprawdę uroczych momentów. To debiut o zranieniu, presji, budowaniu zaufania oraz o próbie odnalezienia swojego miejsca nie tylko w sporcie, ale i w życiu. Nie jest to dzieło wybitne, ale ma coś w sobie, coś, co mimo licznych potknięć nadal przyciąga.
DNF, Przesłuchałam 40 minut, nic tam się nie dzieje. Niestety od razu widać, że główna bohaterka i główny bohater mają problemy z komunikacją. Strasznie dużo opisów dotyczących hokeja itd. super, że autorki zrobiły reaserch, ale jak dla mnie to po prostu było zapychaczem. Teksty boahterow mnie skręcały i w pewnym momencie stwierdzałam, dobra nie dam rady. to nie jest romans hokejowy, który uwielbiam.
Ta historia miała mega potencjał, ale została niepotrzebnie przeciągnięta. Miłą odmianą na pewno jest to, że sporo tu i hokeja i łyżwiarstwa figurowego.
Macie takie książki przy których nie wiecie jak słowami wyrazić jak bardzo je pokochaliście? Ja mam właśnie tak z tą książką, uwielbiam ją tak bardzo i podobała mi się tak mocno, że nawet nie wiem jak to powiedzieć.
No bo czy ktokolwiek z was oparł by się przystojnemu, masywnemu, hot hokeiście, który zakochuje się w niej jako pierwszy? Ja nie potrafiłam mu się oprzeć i przepadłam dla niego oraz dla tej historii.
Ta historia totalnie mnie pochłonęła, złapała w swojej macki i nie puściła, sprawiając, że totalnie się zatopiłam. Oczywiście zatopiłam w zachwycie i uwielbieniu dla tej książki. Ta opowieść mnie porwała, niby jest grubą cegiełką, a czyta się ją tak sprawnie, że dociera się do końca szybciej niż by się spodziewało.
Ja ogólnie całym sercem kocham romanse hokejowe i uwielbiam dobre romanse hokejowe, które są pełna pasji, miłości, hokeja, akcji i uroku, a ta historia spełnia wszystkie powyższe podpunkty.
W dodatku sama jestem łyżwiarką, więc historie o łyżwiarstwie figurowym są moją wielką miłością, dlatego dodatkowo tak bardzo przypadłam dla tej historii, bo wątek łyżwiarstwa niezwykle mnie urzekł.
I teraz połączcie ten naprawdę dobry romans hokejowy z wątkiem łyżwiarstwa, a dostaniecie właśnie tą historię. Farmace między hokeistą i łyżwiarką właśnie tym czego niezaprzeczalnie potrzebowałam do życia. Zdecydowanie są oni parą, która zawładnęła moim sercem, a ich historia skradła mi duszę.
W dodatku te tajemnice. Jeśli mnie znacie to wiecie, że ja uwielbiam historię z tajemnicami i plot twistami, więc ta ich delikatna namiastka w tej historii, idealnie się komponowała z całością i sprawiała, że całość wypadała naprawdę genialnie.
Pozwolę sobie jeszcze dodać, z racji, że zima tuż tuż to ta książka koniecznie powinna trafić na wasz tbr na tą porę roku, bo ma w sobie delikatną nutkę zimowego nastroju, więc to jest idealna pora żeby po nią sięgnąć.
A teraz ważna wiadomość, to jest dopiero pierwszy tom. Jak przeczytacie to zakończenie, to będziecie potrzebowali drugiego tomu na wczoraj tak jak ja sama i czekam przeogromnie na drugi tom.
Podsumowując, chyba już nie muszę wam powtarzać jak bardzo ubóstwiam tą historię i jak bardzo mnie ona wciągnęła. Kochałam tą książkę, uwielbiam jej bohaterów, zatraciłam się w jej tajemnicach i przepadłam dla jej klimatu i uroku. Jest to książka, która zajęła szczególne miejsce w moim sercu.
tw: samokaleczenie, przemoc domowa, przekleństwa, stalker, bullying na uczelni, trudne relację z matką
gdy tylko przeczytałam opis książki, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. połączenie łyżwiarki figurowej i hokeisty nie mogło wyjść, źle no i oczywiście nie wyszło! oststnio większą sympatią obdarzyłam wszystkie hokejówki, bo mam wrażenie, że zmienia się lekko ich model, bo nasi hokeiści coraz rzadziej są ego topami, a zmieniają się w słodkich misiaczków chodzących z zielonymi flagami. w "Ice princess" było podobnie, bo nasz bohater sprawia, że polubimy go już od pierwszych rozdziałów!
styl pisania autorek jest przyjemny i wciągający choć podczas czytania, czasami miałam wrażenie, że urywane są wątki, jest też trochę skakania po wydarzeniach, ale nawet mimo tego całość naprawdę dobrze mi się czytało i fajnie się wtedy bawiłam. jeśli szukacie książki, gdzie faktycznie w hokejówce jest hokej i też elementy łyżwiarstwa figurowego to to będzie idealna pozycja, bo tutaj sport nie jest tylko tłem, jak w wielu innych historiach, ale gra ważną rolę w całej fabule, która też przypadła mi do gustu, były momenty, w których coś mi nie podpasowało, lecz ogólnie była naprawdę niezła!
kreacja bohaterów od pierwszych stron przypadła mi do gustu, Mason, tak jak wspomniałam wcześniej był zielona flagą i mimo, że z początku posunął się do kłamstwa w stosunku do Cory, to ja polubiłam go od pierwszej strony i ogromnie mu kibicowałam! Cory była postacią, której nie raz niesamowicie współczułam i po prostu chciałam ją przytulić i pocieszyć, bo nie mogłam sobie momentami wyobrazić przez co przechodziła dziewczyna. relacja tej dwójki była naprawdę piękna, choć momentami trochę mi się nie spinała, lecz po przeczytaniu całości o tych mankamentach zapomniałam.
Corrine Tremblay jest młodą łyżwiarką figurową, która kilka miesięcy temu doznała poważnej kontuzji na lodzie. Teraz dziewczyna boi się wrócić do treningów i chce wracać do zawodowej jazdy. Nie pomaga również presja ze strony matki i jej partnera z lodowiska.
Corrine w czasie wizyty na lodowisku wpada na starszego od niej mężczyznę, osiemnastolatka nie ma pojęcia, że przystojny mężczyzna to Mason Mitchell, dwudziestosześcioletni hokeista i gwiazda NHL. Corrine od pierwszego spotkania robi ogromne wrażenie na Masonie i choć początkowo hokeista nie zdaje sobie sprawy, że ma doczynienia z zawodową łyżwiarką postanawia zdobyć jej serce...
Mason od lat znajduje się pod ostrzałem mediów, jest jedną z największych gwiazd drużyny w której gra, a popularność namieszała mu w głowie i sprawiła, że musi strzec swoją prywatność. Hokeista musi chronić swoich najbliższych, a choć nie ma najlepszego kontaktu ze swoimi rodzicami, ma wokół siebie też osoby, które są dla niego szczególnie ważne, dla których jest w stanie poświęcić wszystko.
Mimo różnicy wieku główni bohaterowie zaczynają rozwijać swoją znajomość i coraz lepiej się docierają. Oboje mają swoje traumy i kłopoty, jednak dzięki swojej pomocy pragną być wreszcie szczęśliwi, muszą zmierzyć się z przeszłością i wreszcie szczerze porozmawiać.
"Ice Princess" to historia, która bardzo mnie zaskoczyła. Choć pierwsze strony były dla mnie trudne do przebrnięcia i bałam się, że nie polubię tej historii, wraz z rozwojem akcji zmieniłam zdanie. Jest to historia, która świetnie wpasuje się w zimowy klimat - hokej, łyżwiarstwo figurowe i tutaj naprawdę było dużo tych wątków.
Polubiłam się z Corrine i Masonem, a to jak autorki przedstawiły ich problemy i całą ich relację bardzo mi się podobało. W tej książce po prostu im dalej tym lepiej, a tego zakończenia nie spodziewałam się wcale. Jestem pod wrażeniem tym bardziej, że pewnie pisząc w duecie wcale nie jest tak łatwo. Czekam na kolejny tom, który pewnie będę czytać od publikacji na wattpad. Historię Polecam 🔥💙
„…Nie jesteś brzydkim kaczątkiem, Corrine… Od kiedy na mnie wpadłaś, poczułem, że znajduję się w dobrym miejscu…”
Czasem największa siła rodzi się wtedy, gdy ktoś obok dostrzeże w nas więcej, niż my sami potrafimy dostrzec. To właśnie dzięki temu zaczynamy wierzyć, że możemy wrócić na własny tor, podnieść to, co pękło, i spróbować jeszcze raz — już nie z lęku, lecz z nadziei.
Osiemnastoletnia Corrine Tremblay, utalentowana łyżwiarka figurowa, od miesięcy zmaga się nie tylko z bolesną kontuzją, ale też z lękiem przed powrotem na lód. Kiedy po meczu hokejowym Toronto Maple Leafs przyjaciółka namawia ją, by znów założyła łyżwy, dziewczyna waha się — aż w końcu robi pierwszy krok, który na nowo otworzy jej życie. Na tafli zderza się z nieznajomym, którego bierze za pracownika lodowiska. Nie wie jeszcze, że to Mason Mitchell — gwiazda NHL, znany z talentu, uroku i uciążliwego zainteresowania mediów. On również nie rozpoznaje, kim naprawdę jest dziewczyna, ale jedno spotkanie wystarczy, by postanowił odnaleźć ją za wszelką cenę.
Corrine Tremblay to osiemnastoletnia łyżwiarka figurowa, której nazwisko jeszcze niedawno szeptano z zachwytem na trybunach. Miała talent, determinację i marzenie, które wydawało się na wyciągnięcie ręki — do czasu, aż kontuzja zatrzymała jej świat w miejscu. Teraz zamiast pewności ma w sobie strach, a zamiast adrenaliny – pytanie, czy kiedykolwiek odzyska dawną siłę.
Presja otoczenia i własne obawy odbierają jej wiarę w siebie, ale pod delikatną powierzchnią kryje się dziewczyna, która wciąż pragnie walczyć. Jej powrót na lód jest ostrożny, pełen wątpliwości, a jednocześnie niezwykle odważny — bo to właśnie tam Corrine musi zmierzyć się nie tylko z bliznami po urazie, lecz także z tym, kim chce być dalej.
Mason Mitchell ma dwadzieścia sześć lat i jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy swojej drużyny NHL. Dla opinii publicznej — pewny siebie playboy z niekończącym się zainteresowaniem mediów; dla prasy — idealny cel, którego warto śledzić na każdym kroku. Za tą głośną otoczką kryje się jednak ktoś zupełnie inny.
W życiu prywatnym Mason jest spokojniejszy, bardziej opanowany, a nade wszystko lojalny wobec osób, które naprawdę kocha. Popularność nauczyła go ostrożności, a lata spędzone pod presją sprawiły, że wyjątkowo ceni sobie prywatność. Kiedy na lodowisku przypadkowo wpada na Corrine, coś w nim mięknie. Nie naciska, nie próbuje niczego przyspieszać — zamiast tego z cierpliwością i wyrozumiałością pokazuje jej, że zasługuje na relację, w której może czuć się bezpiecznie. Pod pewnością siebie kryje się facet, który wbrew plotkom pragnie czegoś prawdziwego… i po raz pierwszy od dawna chce o to zawalczyć.
Corrine i Mason to dwa zupełnie różne światy, które zaskakująco szybko zaczynają do siebie pasować. Ona — delikatna, pełna obaw i ostrożności po przejściach; on — pewny siebie hokeista, za którym ciągnie się opinia playboya. A jednak w ich spotkaniu jest coś, co sprawia, że oboje zaczynają odpuszczać swoje lęki. Mason daje jej przestrzeń, cierpliwie pokazując, że zasługuje na relację, w której może czuć się bezpieczna. Corrine z kolei, mimo niepewności, pozwala sobie stopniowo zaufać i otworzyć się na emocje, które długo były w niej wygaszone.
Ich więź rośnie w naturalnym rytmie — nie brakuje jej wahań, błędów czy przeszkód, ale właśnie to sprawia, że wypada tak prawdziwie. To relacja budowana na zrozumieniu, cierpliwości i drobnych gestach, które z czasem zmieniają ich oboje. Mason odkrywa, że potrafi być kimś więcej niż bohaterem z okładek, a Corrine — że wciąż ma w sobie siłę, by kochać i być kochaną.
"Ice Princess” to historia, która wciągnęła mnie od pierwszych rozdziałów i poruszyła znacznie mocniej, niż się spodziewałam. To opowieść, w której sport nie jest tylko tłem — on pulsuje razem z emocjami bohaterów, nadaje rytm całej fabule i podkreśla każdy moment walki, upadku i podnoszenia się na nowo. Czułam stres Corrine, presję, która odbierała jej oddech, i delikatność pierwszych kroków w stronę odzyskania siebie. Mason natomiast zachwycił mnie tym, że pod medialną otoczką został pokazany jako ktoś prawdziwy, pełen ciepła i determinacji. Ta dwójka emocjonalnie mnie rozbroiła — ich chemia, wzajemne wsparcie i wszystkie drobne gesty sprawiły, że czytałam z rosnącym wzruszeniem i uśmiechem.
To, w jaki sposób autorki pokazały trudne tematy — presję, oczekiwania, lęk przed porażką, potrzebę bliskości — naprawdę robi wrażenie. Czuć, że włożyły w tę historię serce, wrażliwość i mnóstwo pracy, a to przekłada się na autentyczność każdej sceny. Jestem ogromnie wdzięczna za zaufanie i możliwość objęcia tej książki patronatem medialnym — to zaszczyt móc wspierać debiut, który jest tak dopracowany, prawdziwy i pełen emocji. Dziękuję Wam, dziewczyny, za tę historię i za to, że pozwoliłyście mi stać się jej częścią.
Motywy to: hokeista x łyżwiarka, romans hokejowy, age gap, dual pov, tajemnice, walka ze słabościami, samotne rodzicielstwo, walka ze stalkerem, zaburzenie obrazu ciała, kryzys psychiczny, przemoc, presja psychiczna, presja sportowa, bullying na uczelni, zachowania autoagresywne, kwestie związane z przerwaniem ciąży.
Autorzy: E. Lorenc, P. Lorenc Wydawnictwo: Niezwykłe
(Książka z mojej biblioteczki)
„– Jesteś piękna. – Nie czuję się piękna”.
Są historie, które czyta się jednym tchem. Takie, które wciągają od pierwszej strony i nie pozwalają oderwać się aż do samego końca. „Ice Princess” zdecydowanie do nich należy. To powieść, w której lód pęka nie tylko pod ostrzami łyżew, ale też w sercach bohaterów. Pełna emocji, napięcia i gorącej chemii, rozgrzewa nawet w najzimniejszy dzień.
To nie jest zwykły romans sportowy. To opowieść o strachu, odwadze i powrocie do siebie. O tym, że czasem jedno przypadkowe zderzenie na lodzie potrafi odmienić całe życie.
Całość subtelnie osnuta jest motywem „Brzydkiego Kaczątka”, historii o kimś, kto przez długi czas czuje się gorszy, niedopasowany i niewidzialny… aż w końcu odkrywa swoją prawdziwą siłę i piękno. Ten retelling nadaje powieści głębi i symboliki, pokazując, że największe przemiany zaczynają się w ciszy i zwątpieniu.
Corrine Tremblay Jeszcze niedawno była wschodzącą gwiazdą łyżwiarstwa figurowego. Talent, ambicja i marzenia prowadziły ją prosto na szczyt… aż do momentu, w którym kontuzja brutalnie zatrzymała jej świat. Od tamtej pory lód przestał być miejscem wolności, a stał się przestrzenią strachu.
Powrót na taflę nie jest dla niej triumfem, lecz aktem odwagi. Corrine zmaga się nie tylko z bólem fizycznym, ale też z kruchą samooceną, zaburzonym obrazem własnego ciała i poczuciem, że zawiodła wszystkich, włącznie z samą sobą. Jej historia porusza, bo pokazuje, jak łatwo nawet najsilniejsze osoby mogą stracić wiarę w siebie.
Mason Mitchell Nazwisko, które media uwielbiają. Hokejowa gwiazda NHL, obiekt westchnień fanek, bohater plotkarskich nagłówków. Z zewnątrz, idealny playboy. W rzeczywistości, mężczyzna, który nauczył się chronić swoje emocje i prywatność.
Gdy przypadkiem wpada na Corrine na lodowisku, żadne z nich nie wie, kim naprawdę jest to drugie. Ta anonimowość pozwala im zobaczyć się bez masek, bez etykietek i bez oczekiwań. Mason nie naciska, nie gra roli zdobywcy. Daje jej przestrzeń, cierpliwość i poczucie bezpieczeństwa, coś, czego Corrine dawno nie miała.
Ich relacja rozwija się naturalnie, z drobnymi potknięciami i emocjonalnymi wahaniami. To nie jest cukierkowa bajka o idealnej miłości. To historia dwojga ludzi, którzy niosą swoje własne rany i uczą się, że bliskość nie polega na naprawianiu drugiej osoby, lecz na byciu obok, gdy ta próbuje się poskładać.
Ogromną siłą „Ice Princess” jest sposób, w jaki autorki poruszają trudne i ważne tematy: presja sportowa, stalking, przemoc, kryzysy psychiczne, autoagresja, bullying, samotne rodzicielstwo czy doświadczenia związane z przerwaniem ciąży. Wszystko to zostało pokazane z wrażliwością, bez taniej sensacji i bez szokowania na siłę. Jest za to autentyczność, emocje i szczerość.
Sport nie jest tu jedynie tłem. Hokej i łyżwiarstwo figurowe pulsują w rytmie emocji bohaterów. Każdy trening, każdy mecz i każdy powrót na lód ma znaczenie, nie tylko dla kariery, ale przede wszystkim dla psychiki i serca.
„Ice Princess” to historia o przełamywaniu barier, tych na lodzie i tych w środku. O odwadze, by zaryzykować, nawet gdy wszystko krzyczy „uciekaj”. O miłości, która potrafi stopić najgrubszy lód.
To opowieść, która porusza, wzrusza i zostaje w głowie na długo. Pełna emocji, czułości i trudnych prawd o dorastaniu, presji oraz potrzebie bycia naprawdę widzianym.
Jeśli szukasz romansu sportowego z głębią, bohaterami z krwi i kości oraz historią, która jednocześnie rozbawi, wzruszy i rozgrzeje, „Ice Princess” zdecydowanie powinna znaleźć się na Twojej liście. Lód jeszcze nigdy nie był tak gorący. 🧊💙🔥
Książkę „Ice Princess” poznałam na Wattpadzie i bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że zostanie wydana. Corrine i Mason skradli mnie serce od pierwszych stron i jestem niezmiernie dumna, że mogę być częścią ich historii.
Głównymi bohaterami książki są osiemnastoletnia Corrine Tremblay i dwudziestosześcioletni Mason Mitchell.
Corrine była łyżwiarką figurową, która uległa poważnej kontuzji i przez to obawia się powrotu na treningi. Pewnego dnia po meczu hokejowym jej przyjaciółka Melody namawia ją do ponownego założenia łyżew. Pomimo zawahania, Corrine ponownie wchodzi na lód, jednak niespodziewanie wpada na mężczyznę, którego ona omyłkowo bierze za pracownika lodowiska.
Mason Mitchell jest gwiazdą hokejową lokalnej drużyny NHL. Ma opinię playboya i portale plotkarskie nie dają mu spokoju. Nieoczekiwanie po jednym z meczy wpada na najpiękniejszą dziewczynę, jaką widział. Hokeista od razu zwraca uwagę na nieznajomą i próbuje się z nią umówić za pomocą mediów społecznościowych.
Oboje nie rozpoznają, kim naprawdę są. Jak się potoczą ich losy? Sami się przekonajcie! Tyle słowem wstępu i zapraszam na krótką opinię.
Tak jak wspomniałam Corrine i Mason od pierwszych stron skradli moje serce. Uwielbiam to, że ich relacja na początku nie była prosta, jednak z czasem zaczęła się rozwijać i nabierać tempa. Cory i Manson to zupełnie różni bohaterowie, z różnym bagażem życiowych doświadczeń z którymi muszą się mierzyć, Pomimo odmiennych charakterów i różnicy wieku, idealnie się nawzajem uzupełniają. W ich historii nie zabrakło wzlotów i upadów, jedak w tym wszystkim mogi na siebie liczyć. To nie tylko romantyczna historia, ale pełna bólu i odzyskiwania nadziei. W książkę autorki poruszyły trudne tematy (m.in. presja rodziny i otoczenia, niespełnione ambicje, trudne relacje rodzinne) i świetnie poradziły sobie z ich przedstawieniem. Tak jak wspomniałam, to emocjonalna historia – nieraz czułam ból i wzruszenie. Dzięki narracji pierwszoosobowej możemy z bohaterami przeżywać ich emocje i wydarzenia, co sprawa, że łatwiej się wczuć w historię. Autorki dobrze wiedziały co chciały przekazać tą historią i im się udało.
Uwielbiam w tej książce to, że hokej nie jest tylko tłem, lecz stanowi ważną część tej historii. Autorki bardzo dobrze oddały realia hokeja jak i łyżwiarstwa figurowego co zasługuje na duży plus. Styl pisania autorek jest prosty, dobrze mi się czytało te książkę i nawet nie zauważyłam, kiedy przez nią przepłynęłam.W tej historii nie zabrakło tajemnic i zwrotów akcji, które nieraz mnie zaskoczyły. Podobało mi się zakończenie, które bardzo mnie zaskoczyło, ponieważ nie tego się spodziewałam.
Podsumowując: jest to historia, która stała się dla mnie domem. Pokazuje, że ważna jest walka ze swoimi lękami. Przede wszystkim jest szczera i emocjonalna. Od kiedy przeczytałam ją po raz pierwszy, ciężko mi o niej nie myśleć. Po takim zakończeniu mocno liczę na kolejny tom, bo jestem ciekawa co będzie dalej. Moim zdaniem autorki przy tej książce odwaliły kawał dobrej roboty. Było dużo hokeja i łyżwiarstwa, cudownie bohaterowie i było również bardzo emocjonalnie – czyli wszystko czego oczekiwałam. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny tom. Jeśli lubicie książki z motywem hokeja, łyżwiarstwa figurowego to koniecznie musicie sięgnąć po „Ice Princess” 🩵
Błyszcząca jak lód w słońcu, ale pełna pęknięć. To pierwsze słowa jakie mi przychodą, by opisać tę książkę. Z jednej strony lekka, z drugiej skrywająca pod powierzchnią emocje, które z każdą stroną zaczynają pękać i wydobywać się na światło dzienne. Ta książka to debiut, na który naprawdę czekałam. Ostatnio absolutnie pokochałam hokeistów i kiedy zobaczyłam, że tutaj oprócz przystojnego zawodnika NHL, pojawia się też motyw zawodowej łyżwiarki, wiedziałam, że muszę po tę historię sięgnąć. I muszę przyznać, że to połączenie wypadło wyjątkowo świeżo. To jedna z tych książek, które wciągają swoim światem. Jednak muszę przyznać, że początek trochę mnie rozczarował. Język był miejscami nieporadny, a styl nieco sztywny, przez co trudno było mi się w pełni wczuć. Z czasem jednak historia nabrała rytmu, a ja, mimo lekkiego sceptycyzmu, zaczęłam się naprawdę dobrze bawić. Fabuła mnie wciągnęła, a zakończenie totalnie mnie zaskoczyło.
Podobało mi się, że autorki nie potraktowały sportu jako tła. Jest tu dużo zawodowego słownictwa, detali, opisów treningów i atmosfery rywalizacji, która oddaje ducha tej historii. Dzięki temu czytelnik naprawdę słyszy zgrzyt łyżew i widzi, jak każdy upadek, fizyczny i emocjonalny, boli.
Corrine Tremblay, osiemnastoletnia łyżwiarka, po poważnej kontuzji nie potrafi wrócić na lód. Jej ciało pamięta ból, a głowa — presję, której przez lata doświadczała ze strony matki, surowej i bezwzględnej. Współczułam jej, bo mimo młodego wieku dźwigała na barkach ciężar oczekiwań i krytyki, które powoli odbierały jej radość z tańca na lodzie. I wtedy, pewnego dnia, za namową przyjaciółki, decyduje się znów założyć łyżwy. Nie wie jeszcze, że kilka minut później zderzy się — dosłownie — z Masonem Mitchellem. Dwudziestosześcioletnim lewoskrzydłowym lokalnej drużyny NHL, gwiazdą i hokeistą o reputacji playboya, który trafia prosto do jej historii. To spotkanie staje się punktem zwrotnym, dzięki któremu Corrine zaczyna odzyskiwać siebie. Ona nie wie, kim on jest. On nie zdaje sobie sprawy, że przypadkowo znalazł kogoś, kto przewróci jego świat do góry nogami.
Muszę przyznać, że dziewczyny pięknie zestawiły ze sobą dwa światy. Hokejowa rywalizacja i hałas oraz łyżwiarski spokój i precyzja. Podobało mi się również to, że sport staje się tu nie tylko tłem, ale metaforą emocji, a lód, zimny, śliski, zdradliwy, przypomina ich relację głownych bohaterów.
Jednak nie wszystko w tej historii grało idealnie. Styl pisania sióstr Lorenc wymaga przyzwyczajenia. Momentami dialogi były zbyt sztuczne, a tempo akcji nierówne. W niektórych scenach brakowało mi płynności. Zdarzało się, że gubiłam rytm albo z trudem brnęłam przez obszerne opisy, które mnie przytłaczały. Mimo to, historia miała w sobie coś, co sprawiało, że chciałam czytać dalej i ponad 500 stron połknęłam na raz.
Czytanie tej książki jest jak jazda na łyżwach. Jest dość niepewna, potem coraz płynniejsza, aż w końcu pozwala zapomnieć o wszystkim wokół. Na początku można się poślizgnąć, ale warto dać jej czas, by się rozkręciła. Jest idealna na zimowy wieczór, gdy za oknem mróz, a człowiek marzy o historii, która go ogrzeje. Mimo niedoskonałości, naprawdę polecam i z niecierpliwością czekam na kolejną część. [współpraca reklamowa]
Od samego początku łatwo było mi się wciągnąć w tę historię, przez sam styl pisania autorek, który jest naprawdę wciągający i mimo że był to ich debiut, to na pewno resztę historii dziewczyn przeczytam, bo jestem ciekawa zakończenia Ice Princess… PARDON, CO TO ZA ZAKOŃCZENIE??
Totalnie podziwiam autorki za to, że zrobiły książkę z motywami hokeju oraz łyżwiarstwa figurowego i naprawdę dużo tego było w tej książce, a to jest naprawdę rzadkość i te dwa sporty zazwyczaj są po prostu randomowym tłem wplatanym, kiedy autorowi się przypomni, dowiedziałam się wielu ciekawostek, o których w sumie nie miałam pojęcia i dzięki w sumie tej książce hokej stał się dla mnie jakoś ciekawszy, więc na pewno stawiam go na 2 miejscu w moim podium sportów!!
Muszę również przyznać, że Mason na samym początku był strasznie nachalnym gnojkiem, który momentami mnie po prostu irytował, ale po pierwszej randce, która przez moment wydawała mi się tak bardzo nieodpowiednia, była całkiem urocza, im dalej szłam w las, łatwo było się domyślić, że chłopak robił to z jakiegoś konkretnego powodu, w końcu był sławnym graczem ligi NHL. Podoba mi się sam fakt, że Mase nie był idealnym facetem, ale miał swoje wady, których było naprawdę sporo, ale za każdym razem próbował swoje błędy naprawiać, co mega szanuję, bo teraz to jest dość spora rzadkość u kogokolwiek.
Corrine, oh Corrine! Ona jest tak cholernie niewinna, że momentami miałam ochotę skopać każdemu dupę, po prostu za to, że na nią patrzyli, dziewczyna potrzebowała pomocy specjalistycznej, bo przez własną matkę i własną kontuzję, naprawdę była w bardzo ciężkim stanie psychicznym, jednak mimo wszystko była tak cholernie silna, jak na osiemnastolatkę czy dziewiętnastolatkę, że naprawdę bardzo ją podziwiałam.Miała przy sobie cudowną Melody, która była jej kompletnym przeciwieństwem, roztargniona, ale bardzo wspierająca przyjaciółka, która pomogłaby jej ze wszystkim, gdyby tylko trzeba było.
Mason również miał taką osobę, była nią jego siostra Kat, podziwiałam ją również za fakt, że w pewnym momencie dbała o dobro kobiet i odwoziła je z powrotem do domu jako taksówkarz!!! Możecie, mówić co chcecie, ale akurat ten zawód, jeśli chodzi o kobiety była naprawdę okropnie uciążliwy, więc jej zapał i determinacja, była po prostu wow! Dodatkowo była ona ogromnym wsparciem dla swojego brata, który jej potrzebował, zresztą ich rodzina nie była wcale tak cudowna, jak mogłoby się wydawać.
Nie powiem, że nie, ale naprawdę wiele razy po prostu się rozpłakałam i miałam wrażenie, że serducho mi się łamie, kiedy działo się coś, co nie szło po mojej myśli, jednak mega szanuję dziewczyny, za tak poprowadzoną historię. Uważam, że tę książkę naprawdę warto poznać i przede wszystkim wyrobić swoją własną opinię, jest tam mnóstwo słodkich momentów, ale i również znajdą się takie, gdzie serce pęka wam w pół, dodatkowo zachęcam również do zajrzenia do TW, zanim zaczniecie lekturę! Książka jest zdecydowanie przeznaczona dla osób pełnoletnich, więc naprawdę zwracajcie uwagę na ograniczenia wiekowe 🥹
ℚ: Lubicie oglądać mecze hokeja? ♫︎ᴛʜᴇ ᴘᴏᴡᴇʀ ᴏꜰ ʟᴏᴠᴇ ~ ᴄᴇʟɪɴᴇ ᴅɪᴏɴ♫︎ 💚Wpadłem na kaczątko, a pokochałem pięknego łabędzia. Nie można mieć większego szczęścia.💚 ✰✰✰✰/✰✰✰✰✰
⤳ Literatura Obyczajowa/Romans ⤳ Small Town ⤳ Ona jest łyżwiarką, on jest hokeistą ❗18+❗
«𝐷𝑒𝑑𝑦𝑘𝑎𝑐𝑗𝑎: Pamięci naszych ukochanych Dziadków, G.C i Cz.C., którzy zainspirowali nas do napisania tej historii. Oraz dla wszystkich czujących się jak brzydkie kaczątko, i myślących, że nigdy nie zamienią się w pięknego łabędzia. Spójrzcie w taflę jeziora i uwierzcie w siebie.»
|ᴋɪʟᴋᴀ ꜱᴌᴏ́ᴡ ᴏ ᴀᴜᴛᴏʀᴄᴇ| • Bliźniaczki, herbaciarki i czekoladoholiczki. Oprócz pisania dzielą inne pasje jak przeglądanie staroci,zwiedzanie zabytków, pokazy lotnicze i nałogowe oglądanie seriali na serwisach streamingowych.
«𝑃𝑜𝑠ł𝑜𝑤𝑖𝑒: 𝐼𝑐𝑒 𝑃𝑟𝑖𝑛𝑐𝑒𝑠𝑠 to dla nas coś więcej niż tylko pierwsza wydana książka. To żywe wspomnienie…»
𝓕𝓪𝓫𝓾ł𝓪: ༄ Osiemnastoletnia Corrine Tremblay, łyżwiarka figurowa, uległa poważnej kontuzji i obawia się powrotu na treningi. Corrine przez chwilę się waha, ale w końcu podejmuje decyzję i wchodzi na lód. ༄ Niestety niespodziewanie wpada na nią potężny, przystojny chłopak, którego ona omyłkowo bierze za pracownika lodowiska. ༄ Mason Mitchell, dwudziestosześcioletni lewoskrzydłowy, gwiazda lokalnej drużyny NHL, ma opinię playboya. Pada jednak na najpiękniejszą dziewczynę, jaką widział. ༄ Hokeista od razu zwraca uwagę na nieznajomą i próbuje się z nią umówić za pomocą mediów społecznościowych.
𝓜𝓸𝓳𝓪 𝓸𝓹𝓲𝓷𝓲𝓪: ༄ Fabuła tej książki jest ciekawa. Ale czegoś mi tu zabrakło. ༄ Wątek Small Town jest jednym z moich ulubionych wątków, uwielbiam małe miasteczka ~ sama mieszkam w wiosce. ༄ Mason jest green flag, jest troskliwy ale przeraża mnie ten fakt, że Corrine jest o wiele młodsza i kiedy go poznaje jest jeszcze dzieckiem. ༄ Pióro E. Lorenc i P. Lorenc jest bardzo przyjemnie i kreatywne, że bliźniaczki to pisały. ༄ Książka idealna dla osób, które lubią hokejowe romanse i age gap. Emocje nie towarzyszyły mi podczas czytania tych historii. Iskierki mi zabrakło. ༄ Ciekawy debiut i życzę powodzenia z dalszą drogą. ༄ Czy polecam? Raczej tak.
Historia opowiadająca o z pozoru idealnej łyżwiarce i hokejowym playboyu.
Corrine, odkąd uległa poważnej kontuzji, postanowiła skończyć z łyżwiarstwem. Pewnego dnia, za namową przyjaciółki, ponownie wchodzi na lód i niespodziewanie wpada na pewnego chłopaka, którego bierze za pracownika lodowiska. Tymczasem Mason Mitchell to dwudziestosiedmioletni lewoskrzydłowy, gwiazda lokalnej drużyny NHL, któremu od razu wpada w oko ta nieśmiała dziewczyna.
Mężczyzna próbuje umówić się z Corrine, jednak ona nie czuje się gotowa na związek. Mason jednak się nie poddaje i cierpliwie przekonuje ją do siebie. Tylko czy to może się udać, jeśli oboje nie są wobec siebie do końca szczerzy?
Mason to bohater, którego naprawdę da się lubić - cierpliwy, troskliwy i pełen szacunku wobec granic Corrine. Dawał jej czas, słuchał i wspierał w trudnych momentach. Choć sam gubił się w swoich emocjach, a przeszłość nie pozwalała mu w pełni się zaangażować, starał się to naprawić.
Corrine natomiast skradła moje serce swoją delikatnością i nieśmiałością. Jej pewność siebie została mocno nadwyrężona, dlatego trudno jej było uwierzyć, że ktoś naprawdę może być nią zainteresowany. To słodka, utalentowana i wrażliwa dziewczyna, której po prostu chce się kibicować.
Autorki świetnie oddały klimat zarówno łyżwiarstwa figurowego, jak i hokeja - profesjonalne nazewnictwo, opis treningów i meczów sprawiły, że czułam się, jakbym sama siedziała na trybunach. Sport nie był tutaj tłem, a jednym z głównych elementów historii.
Relacja bohaterów rozwijała się powoli, była pełna zaufania, wzajemnego zrozumienia i nauki, jak zrzucać z siebie ciężary przeszłości.
Nie raz miałam ochotę wejść do tej książki i potrząsnąć bohaterami pobocznymi! To, jak traktowali Corrine, naprawdę doprowadzało mnie do szału. Chciałam ją zabrać i ochronić zupełnie jak Mason.
Styl pisania autorek był inny, niż ten, do którego jestem przyzwyczajona, i potrzebowałam chwili, by się w niego wczuć. Ale gdy już to zrobiłam przepadłam. Historia mnie wciągnęła, a emocje nie pozwalały odłożyć książki.
Jeśli szukacie powieści, w której sport gra pierwsze skrzypce, a nie stanowi jedynie tła, to ta książka jest dla was. Gdzie kłamstwa wychodzą na jaw w najmniej spodziewanym momencie, a bohaterowie muszą mierzyć się z przeciwnościami losu to historia idealna.
Pomimo że nie był to perfekcyjny debiut, bawiłam się świetnie i już nie mogę się doczekać kolejnych części.
To opowieść, która pokazuje, że nawet po upadku można znowu wstać i odnaleźć w sobie siłę, by zmierzyć się z przeszłością.
“Jeśli jest tu coś, co zgubiłaś, możesz spróbować to odzyskać.”
[Współpraca reklamowa @wydawnictwoniezwykle ]
🏒Macie jakieś książki, przy których czujecie, że był to zmarnowany potencjał? U mnie niestety jest tak właśnie z “Ice Princess”.
🏒Pomysł na fabułę, w której mamy dwóch sportowców, związanych z lodem, toksyczne relacje z rodzicami, niewyjaśnione sytuacje z przeszłości…to wszystko powinno spiąć się wręcz w idealną całość. Jednak tutaj coś nie zagrało. 🏒 Jestem turbo fanką książek z motywem hokeja, więc wiedziałam, że będzie to pozycja, po którą chwycę. I z przykrością stwierdzam, że się zawiodłam. Zachowania głównych bohaterów wpadały ze skrajności w skrajność. Cory przez większość czasu zachowywała się jak nastolatka z liceum, nie osoba na studiach. Jej wręcz prześmiewcze zmiany zdania - przysięgam jej zachowanie sprzed pierwszej randki i po kilku godzinach z Masonem? Jakby to były dwie różne osoby. I do tego wtrącenia takich słów jak “ulicznica” - jeszcze w użytym kontekście i z wiedzą, co finalnie ubrała bohaterka, to miałam takie “serio??”. 🏒Mason ma ego wywalone w kosmos. Czuje się jak bóg lodowiska, a jego wybuchowy charakter momentami bywa aż niesmaczny. Do tego cała relacja budowana od początku na kłamstwach i tajemnicach? I argumentacja przy pierwszych przeprosinach…? Za drugim razem miałam wrażenie, że już wjeżdżało w manipulację. 🏒Z plusów - cieszy mnie ilość hokeja i łyżwiarstwa. Niestety często przy takich książkach sport bywa tylko drobnym tłem. Tutaj mogliśmy przeżyć zarówno mecze, jak i powrót Corrine do treningów. 🏒Nie do końca jestem przekonana co do zakończenia. Zastanawia mnie czy kolejny tom będzie o tych samych bohaterach, czy jednak już o innej parze. Mam nadzieję, że ta druga opcja, bo te ponad 500 stron wystarczyło na bardzo specyficzną relację Masona i Cory. Nie bardzo wierzę w aż takie uczucie, jakie miało tutaj wybuchnąć. I nie chodzi tylko o czas akcji, ale też o to, jak bardzo zmienne bywały myśli głównych bohaterów.
[ współpraca reklamowa z @wydawnictwoniezwykle @lorenc_pisza ] RECENZJA: Ta historia wciąga od pierwszych stron, bo łączy w sobie lekkość romansu z emocjonalną głębią bohaterów, którzy mierzą się nie tylko z uczuciami, ale też z własnymi lękami. Corrine, mimo młodego wieku, nosi w sobie dużo bólu i niepewności po poważnej kontuzji. Jej powrót na lód jest pełen stresu i wątpliwości, a jednocześnie stanowi symboliczny krok w stronę odzyskania dawnej siebie. To, jak ostrożnie wchodzi w relację z Masonem, jest w pełni zrozumiałe i sprawia, że łatwo się z nią utożsamić.
Mason natomiast to typ bohatera, którego nie da się nie lubić. Chociaż otacza go opinia playboya i medialny chaos, prywatnie okazuje się ciepły, wyrozumiały i bardzo cierpliwy. Podobało mi się, że nie naciska, - raczej stara się pokazać Corrine, że zasługuje na coś dobrego, na relację, w której nie musi się bać. Jego podejście jest spokojne, dojrzałe i pełne szacunku, dzięki czemu ich relacja rozwija się w naturalnym, powolnym rytmie.
Jednocześnie autorki bardzo dobrze oddały sportowy klimat - zarówno łyżwiarstwa figurowego, jak i hokeja. Terminy, opisy treningów, kulisy meczów - wszystko tworzy spójną, realistyczną atmosferę, jakby czytelnik naprawdę siedział na trybunach. To nie jest jedynie tło, ale integralna część opowieści.
Zaskoczyło mnie też to, jak mocno potrafiły poruszyć mnie reakcje bohaterów pobocznych. Momentami miałam ochotę nimi potrząsnąć, bo ich postępowanie wobec Corrine potrafiło wywołać szczery gniew. To jednak tylko podkreśla, jak dobrze została zbudowana cała historia - skoro wzbudza takie emocje, to znaczy, że działa.
To opowieść o powolnym odbudowywaniu zaufania, o przełamywaniu barier, których nikt na zewnątrz nie widzi, i o tym, że czasem przypadek potrafi zmienić całe życie. Jeśli lubicie romanse sportowe, w których bohaterowie dojrzewają, uczą się siebie i zrzucają ciężar przeszłości krok po kroku - to zdecydowanie książka dla was.
Debiut sióstr Lorenc, którego naprawdę nie umiałam się doczekać. Tylko jak kurier dostarczył paczkę od razu zabrałam się za czytanie. I niestety już po drugim rozdziale wiedziałam, że to nie będzie to, czego się spodziewałam.
Corrine to ex zawodowa łyżwiarka. Mason zawodowy członek ligi NHL. To naprawdę mogło być tak dobre 🥹
Książka naprawdę ciężka do czytania, momentami niezrozumiała i musiałam często się cofać, żeby zrozumieć o czym dokładnie jest mowa. Po kilku(nastu?) rozdziałach już było trochę lepiej, ale nadal - to nie to. Mimo, że książka jest obszerna, akcja nie jest wcale tak rozwinięta jak zakładałam, moim zdaniem chemia między bohaterami rozwija się zdecydowanie za szybko..
Nie mogę pominąć tego, że bohaterowie ledwo co się sobie przedstawiają, a Mason ma obsesje na punkcie dziewczyny, myśli o niej 24/7 onanizując się przy tym. Myślałam, że skończyliśmy już tą erę typowych wattpadówek, niestety to jeszcze przed nami. Dużo tekstów jest wręcz żenujących, za bardzo krindżowych.
Było tutaj baaaaardzo dużo zbędnych opisów, które często okropnie nudziły, niestety były takie momenty, gdzie po prostu przeleciałam szybko wzrokiem po takich monologach. One naprawdę były niepotrzebne, czasem wystarczyłoby kilka zdań, nie dwie strony… Książka mogła być zdecydowanie krótsza, jednocześnie przyjemniejsza do czytania.
Dwie gwiazdki tylko dlatego, że hokej i łyżwiarstwo nie poszły na drugi plan, więc dziewczyny spełniły swoją obietnicę. To bardzo mi pasowało, bo jest to jedna z niewielu książek, gdzie sport nie jest po czasie pomijany.
Nie podobała mi się i czuję się bardzo rozczarowana. Mam nadzieję, że drugi tom wyjdzie siostrom zdecydowanie lepiej.
Dobra umiejętność pokazania emocji? [współpraca reklamowa] Debiut bliźniaczek obiecuje nam dużą dawkę hokejowych nowinek i garść informacji o łyżwiarstwie figurowym. Corrine zniszczona psychicznie przez otaczających ją bliskich spotyka na swojej drodze Masona. Nic dziwnego, że dziewczyna chce go poznać lepiej, pomimo tego, ze stara się go ghostować zgadza się na spotkania, tak zaczyna się ich relacja. Przyznam szczerze uwielbiam czytać hokejówki, dziewczyny pokazały nam drugą stronę medalu sportów wyczynowych. Zawiść, niemoralne propozycje i szpile za szpilą wbite w ciebie w tym świecie to norma. Jak w takim razie znaleźć kogoś komu będziesz mogła/mógł zaufać i powierzyć swoje najbardziej skryte tajemnice? Nie ukrywam, że początek relacji głównych bohaterów dla mnie był nie do wczucia się, ale z biegiem czasu dziewczyny tak pięknie opisywały emocje, że na koniec książki ma się tylko ochotę czekać na kolejny tom i poznać losy kolejnych bohaterów.
Początkowo książka bardzo mi się podobała i świetnie się na niej bawiłam, jednak w pewnym momencie niektóre wydarzenia czy sytuacje stały się wręcz absurdalne i nie byłam w stanie wziąć tej historii na poważnie. Co nieco zaskakujące, nie miałam problemu żeby wbić się w początek akcji, a nawet dość mocno się wciągnęłam. Jednak im dalej w las, tym mój entuzjazm lekko opadł.
Dużym plusem tej historii jest to, że sporty uprawiane przez bohaterów nie są jedynie tłem dla fabuły, jak w większości tego typu romansów, a stanowią bardzo istotną część całej powieści. Jednak to chyba jedyny pozytyw, jaki udało mi się znaleźć.
Nie do końca polubiłam się z bohaterami. Corrine została w przeszłości mocno skrzywdzona, więc mogłam zrozumieć niektóre jej decyzje, jednak momentami stawała się nieco irytująca swoim zachowaniem i wyolbrzymianiem. Z kolei Mason to typowy, pewny siebie sportowiec z wybujałym ego, wokół którego snuje się otoczka playboya. Ich relację natomiast myślę, że najlepiej opisuje słowo - specyficzna.
Niektóre (a raczej większość) zachowania bohaterów były dla mnie niezrozumiałe, a momentami nawet głupie. Kłamstwa prowadziły do zbędnych nieporozumień i w pewnym momencie stały się dla mnie zbyt męczące i denne. Szczerze przyznam, że naprawdę nie podoba mi się motyw budowania relacji romantycznej na kłamstwach czy zatajaniu prawdy i uważam, że to największy mankament tej książki.
Ta książka od początku przewijała mi się w mediach społecznościowych, choć wcześniej jej nie czytałam. Początek był dla mnie nieco trudny, ale z każdą kolejną stroną historia i bohaterowie coraz bardziej mnie wciągali. Bardzo doceniam to, że sport odgrywa tu realną, ważną rolę, a nie tylko stanowi tło.
Corrine i Mason to dwa skrajnie różne charaktery, które świetnie się uzupełniają.
Ona – wrażliwa, poraniona, ale waleczna. On – pewny siebie, czasem zbyt dumny, lecz zaskakująco opiekuńczy.
Ich relacja rozwija się szybko, ale nie brakuje jej emocji, przeszkód i błędów, bardzo dobrze czyta się rozwój ich relacji i to jak otwierają się w stosunku do sobie.
Mimo kilku minusów dobrze spędziłam z tą książką czas. Zakończenie mnie zaskoczyło i z ciekawością sięgnę po kolejny tom.
chichotałam, jak głupia, gdy tylko zobaczyłam, że pomiędzy bohaterami jest ośmioletnia różnica wieku, a później zderzyłam się z rzeczywistością, czytając pierwsze rozdziały z perspektywy głównego bohatera. oh boy czułam się tak dziwnie niekomfortowo, a absurd gonił za absurdem. już pomijając, że to miało 600 stron, a fabułę można było zamknąć w trzystu. jednak wiecie co mnie najbardziej zirytowało? ZAKOŃCZENIE o jezu 600 stron, by na koniec dostać takie *****coś. szok, rozpacz, niedowierzanie. ale chociaż pierwszy raz spotkałam się, gdzie to nie główna bohaterka mnie irytuje a główny bohater. miła odmiana.
„Ice Princess” to książka która zachwyciła mnie od pierwszych stron i sprawiła że całkowicie przepadłam w tej historii. Uwielbiam romanse ze sportowym tłem dlatego połączenie hokeja i łyżwiarstwa figurowego od razu mnie kupiło. Autorki świetnie oddały klimat lodowisk treningów i emocji które pojawiają się kiedy ktoś łączy pasję z presją oczekiwań. Dzięki temu mogłam poczuć się tak jakbym sama stała na trybunach albo wjeżdżała na lód razem z bohaterami. Corrine to postać która naprawdę mnie poruszyła. Po kontuzji dziewczyna całkowicie traci wiarę w siebie. Boi się powrotu na lód i czuje że jej marzenia już się nie spełnią. Bardzo spodobało mi się to jak stopniowo odzyskuje siłę i pewność siebie. Jej delikatność i wrażliwość są pokazane w piękny sposób dzięki czemu łatwo było mi zrozumieć jej emocje i kibicować jej w każdym trudniejszym momencie. Mason z kolei od początku zrobił na mnie wrażenie bohatera który ma w sobie dużo więcej niż pokazuje światu. Choć jest młodą gwiazdą hokeja i ma opinię playboya to tak naprawdę jest troskliwy, uważny,cierpliwy.Znajomość Corrine i Masona rozwijała się stopniowo a ich rozmowy i gesty sprawiały że naprawdę czułam między nimi prawdziwą chemię. Autorki stworzyły historię która jest nie tylko romantyczna ale też pełna emocji bólu i nadziei. Czasami czytając miałam w oczach łzy a innym razem uśmiechałam się bo czułam że bohaterowie są sobie naprawdę potrzebni. Podobało mi się również to że sport nie jest tu tylko dodatkiem ale ważną częścią życia Corrine i Masona. Dzięki temu książka wydaje się bardzo autentyczna. „Ice Princess” to opowieść o podnoszeniu się po upadku o walce z własnymi lękami i o tym że czasami druga osoba potrafi pomóc nam odzyskać siłę o której myśleliśmy że już jej nie mamy. Ta historia wypełniła mnie ciepłem oraz nadzieją i zostanie ze mną na długo.
Bardzo mi się podobała. Ale to lektura nie dla dorosłych a bardziej dojrzałych czytelników. Podobała mi się psychologia postaci. Są ludzcy, popełniają błędy jak każdy. Romans między bohaterami też rozwijał się ciekawie. W kocu też hokej i łyżwiarstwo nie są tylko „z nazwy” a są częścią fabuły jak w romansie sportowym powinno być. A końcówka… wow. Będę wypatrywać kontynuacji.
W końcu hokejowka, która nie była taka jak reszta. Pozytywnie mnie zaakoczyła, aż się zdziwiłam. Bohaterowie nie są wyidealizowani ale przez to prawdziwi. I fajnie poczytać romans gdzie sceny zbliżeń są takie ze smakiem.