Każdy prezydent potrzebuje pierwszej damy. Czy w kampanii prezydenckiej można wygrać władzę… i miłość?
Nigdy więcej. Te dwa słowa Lainey Walker powtarzała sobie przez pięć lat, odkąd James Donovan Campbell, mężczyzna, którego kochała, zostawił ją dla błyskotliwej kariery w Waszyngtonie.
Los jednak bywa przewrotny. Kiedy James, wschodząca gwiazda polityki, potrzebuje pierwszej damy w drodze po fotel prezydenta, składa Lainey szokującą propozycję, a ta ją… przyjmuje. Co więcej nie zamierza być tylko ozdobą, lecz chce mieć realny wpływ na podejmowane decyzje.
W trakcie kampanii James, świadomy swoich błędów z przeszłości, jest zdeterminowany, by odzyskać Lainey. Czy jednak w świecie polityki w ogóle jest miejsce na miłość?
Pocałunki w Białym Domu to kolejna książka Joanny Mordak – autorki bestsellera Strategia miłosna! W tej historii uczucia i polityka zderzają się z niespotykaną siłą. To opowieść o drugiej szansie, w której osobiste dramaty i lęk przed ponownym zranieniem rozgrywają się w blasku reflektorów.
Właśnie takie romanse z motywem drugiej szansy chcę czytać! Masa emocji, wzruszenia, tęsknoty i słodkości, ale też ciekawa fabuła dookoła tego.
James właśnie startuje w wyborach prezydenckich, ale ma pewien problem. Brakuje mu pierwszej damy przy boku, a idealną kandydatką na tę rolę okazuje się być Lainey - jego była narzeczona. Kobieta z wahaniem przyjmuje tę propozycję, ale według niej tylko na tym się skończy - na politycznym układzie. James natomiast ma w głowie coś nieco innego. Rozstali się lata temu, ale nie w złości czy nienawiści. Między nimi wciąż jest wiele niewyjaśnionych spraw, a uczucia nie zniknęły. Teraz nadeszła pora, by zadecydować, czy ich miłość zasługuje na drugą szansę.
Bohaterowie i ich relacja w tej książce bardzo mnie urzekli. Lainey to silna kobieta, która pragnie pomagać innym. Jest mądra, inteligentna, ale też boi się ponownego zranienia przez byłego ukochanego. Ciągle walczy z poczuciem żalu do Jamesa za jego czyny sprzed lat. On natomiast od początku wiedział, że to jego szansa na odzyskanie kobiety, którą kocha całym sercem i nie zamierzał jej zmarnować. Tym razem nie stawiał polityki na pierwszym miejscu. W przesłodki sposób starał się o względy Lainey, nie robił nic na siłę i to było niesamowicie wzruszające. Obydwoje byli też bardzo dojrzali, co tylko umilało czytanie.
Ich relacja naprawdę mną poruszyła, podczas przemyśleń bohaterów nie raz łezka mi się w oku zakręciła. Ta książka wręcz emanuje tęsknotą i cudowne było to, jak stopniowo ponownie się do siebie zbliżali. Właśnie po to czytam romanse, by poczuć te emocje, zobaczyć prawdziwość relacji i miłości, o której mówią. Pod tym względem Pocałunki były idealne!
Poza samą relacją mamy też świetną, ciekawą fabułę. Nie czytałam wcześniej czegoś takiego i gdy tylko zobaczyłam, że to romans z kandydatem na prezydenta, wiedziałam, że muszę to przeczytać! Dostaliśmy dużo fajnych smaczków, politycznych zagrań i autorka naprawdę dobrze przedstawiła nam ten świat.
Styl pisania Asi bardzo mi odpowiadał. Tak jak wspomniałam wyżej, dostaliśmy naprawdę dużo emocji i przemyśleń bohaterów, co pozwala lepiej ich poznać i zrozumieć. Po prostu autorka idealnie wyważyła ilość (świetnej) fabuły do romansu. Książkę czytało się naprawdę przyjemnie i ekspresowo. Nie zapominajmy też o kilku spicy scenach, które są serio dobre. Powiem tyle: Gabinet Owalny 😮💨😮💨
Naprawdę dobrze spędziłam przy tej książce czas. Druga szansa nie należy do moich ulubionych motywów, ale tutaj podobała mi się niesamowicie! Bardzo tę książkę polecam!
Książka, która udowodniła mi, że można zakochać się w historii już w samym jej prologu…
Jak tylko zobaczyłam zapowiedź Pocałunków na Wattpadzie, książka od początku zyskała moje zainteresowanie. Pomyślałam, że czegoś takiego jeszcze nie było. Kandydat na prezydenta, który potrzebuje Pierwszej Damy. I muszę przyznać, że książka okazała się po prostu idealna.
James Campbell startuje w wyborach na prezydenta USA, ale aby zyskać w oczach wyborców, potrzebuje mieć u swojego boku Pierwszą Damę. Jego pierwsza myśl? Poprosić o to swoją byłą narzeczoną, która…. przystaje na jego propozycję.
Kocham motyw drugiej szansy, który jest tu przedstawiony po prostu IDEALNIE. James i Lainey byli ze sobą kilkanaście lat, znają się od zawsze, więc jak widzą się po latach przerwy, uczucia dalej nie wygasły. Co więcej, czuć tutaj prawdziwą dojrzałość bohaterów. Rozstali się, ponieważ na tamten moment nie byli pewni, czy ta relacja przetrwa, ale po latach obydwoje uświadomili sobie (szczególnie James), że zrobią WSZYSTKO, aby być razem. Czuć, że Lainey jednocześnie kocha Jamesa, ale i chowa do niego urazę. To było tak bardzo ludzkie. W końcu chciała, aby spełnił marzenie… Bardzo ją polubiłam, ponieważ bardzo łatwo jest się z nią utożsamić i wcielić się w jej życie. Niesamowicie zaangażowałam się w całą historię i gdybym mogła, przeczytałabym ją za jednym posiedzeniem. James jest cudowny. To już kolejny raz, gdy autorka serwuje nam bohatera, który dla swojej partnerki zrobiłby wszystko. Prawie wszystkie cytaty, które pozaznaczałam w książce to słowa, które mężczyzna kierował do Lainey.
Uwielbiam w tej książce to, że przez pierwszą połowę czytelnik ma szansę poznać bohaterów, ich uczucia oraz ich historię. Potem powieść skupia się bardziej na zagrywkach politycznych, co jest świetne, bo przecież taki jest jej motyw, prawda? Czasem książki reklamowane są wątkami, które w nich prawie nie występują. Tutaj poznacie polityczne intrygi od podszewki.
W książce napotkałam drobne smaczki z poprzednich powieści Asi. Cudownie było wrócić do tych bohaterów. Ich pojawienie wywoływało u mnie wzruszenie. A jeżeli już o wzruszaniu się mówimy… Na końcówce popłakałam się jak głupia. Ostatnie linijki uderzyły we mnie bardzo mocno. Przekaz, jaki niesie za sobą tą historia wywołuje ciarki na skórze.
Mogłabym opowiadać o tej książce godzinami. „Pocałunki w białym domu” to wyjątkowa opowieść, a ja jestem z całego serca wdzięczna, że mam szansę patronować tak cudownej historii. Dziękuję, Asiu za wszystko!
Lubię obserwować rozwój postaci książkowych, zwłaszcza, jeśli ktoś próbuje zarzucić bohaterkom romansów, że są miałkie i płaskie. Mam ogrom satysfakcji z tego, by udowodnić, że współczesne romanse, to nie tylko łatwa i przyjemna lektura, ale też całkiem ciekawy opis psychologiczny bohaterów. I za ten rozwój, silną wolę walki, parcie do przodu zgodnie ze swoimi przekonaniami, chęć nie tylko BYCIA u władzy, ale przede wszystkim mądrego jej wykorzystania strasznie polubiłam główną bohaterkę książki „Pocałunki w Białym Domu”. Bo to nie tylko książka o dawaniu drugiej szansy, ale rownież bardzo dobrze zbudowany manifest, że kobiety też mają głos!
James jest kandydatem na Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jego otoczenie naciska, by rozwiązał „problematyczny” brak partnerki, a przy okazji przyszłej Pierwszej Damy. James początkowo niechętnie zgadza się z głosami mówiącymi, że Prezydent powinien mieć partnerkę, jednak później dochodzi do wniosku, że w jego życiu jest (lub był) ktoś, kto idealnie nadawałby się do tej funkcji. Postanawia odnowić kontakt z byłą narzeczoną. I… cóż… to nie będzie łatwa przeprawa. Lainey jest bardzo zraniona i wciąż nie do końca pogodziła się z tym, że jej były partner tak łatwo postawił karierę ponad ich związek.
PwBD to przede wszystkim przeurocza książka. Czytelnicy mogą być pewni, że dostaną tutaj kawałek naprawdę słodkiej i jednocześnie ściskającej za serce historii dwójki dorosłych ludzi, którzy pogubili się lekko w świecie skupionym na karierze i pracy. Oboje osiągają wytyczone przez siebie cele, a dzięki kilku decyzjom, podjętym przez nich samych, łączą siły w bardzo ciężkiej, politycznej grze o fotel prezydenta, ale też o swoje własne dobro, miłość i przebaczenie. Mimo kłód rzucanych im pod nogi, zarówno przez konkurentów, jak i przez demony przeszłości - James i Lainey nie poddają się tak łatwo i powoli zbliżają się do siebie. Ta powieść jest przede wszystkim pełna miłości! Drobne (i te większe) gesty, które wykonuje James, rozpuszczają serce, a ja, jako prawdziwa romantyczka przepadłam dla jego postaci! Ciepły romans na jesienny wieczór? Polecam PwBD! 💋
3,5 Gwiazdki. Bawiłam się świetnie, tak jak przy poprzedniej książce! Chociaż zazwyczaj nie lubię motywu drugiej szansy, to tutaj mi to podeszło. Zabrakło mi trochę więcej szczegółów dotyczących samych wyborów. W zasadzie poza tym, że dużo pracowali i jeździli na wiece nic więcej nie wiemy. Jak na moje gusta akcja rozwinęła się za szybko. James i Lainey po długoletnim związku rozstali się na 5 lat po czym wracają do siebie po kilku rozmowach i zapewnieniach, że nie będą się teraz niczym spieszyć, ale chyba jednak się pospieszyli… Duży plus za nawiązanie do poprzedniej książki! Bardzo miło było cofnąć się do historii Connora!
This entire review has been hidden because of spoilers.
🇺🇸 Kandydat na prezydenta 🇺🇸 Druga szansa 🇺🇸 One House 🇺🇸 Wymuszona bliskość
Mój idealny romans i topka książek mojego życia.
James kandyduje na prezydenta Stanów Zjednoczonych, jednak w oczach wyborców nie jest idealnym kandydatem, ponieważ jest singlem, a wiele osób patrzy na kandydatów przez pryzmat wartości, które reprezentują. Wpada więc na naprawdę genialny pomysł i po pięciu latach od rozstania ze swoją narzeczoną, z którą był czternaście lat, pojawia się w progu ich starego domu i prosi, aby została jego pierwszą damą. Szalony no nie? Ona okazuje się być równie szalona i zgadza się na to, mimo że bardzo ją zranił, zostawiając ją dla kariery. Jak się później okazuje, koniec ich związku nie okazał się być końcem ich uczuć i dają sobie drugą szansę, która z nadzieją ma być biletem w jedną stronę. Prosto do Białego Domu.
Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że Asia pisze romans z kandydatem na prezydenta to wiedziałam, że muszę to przeczytać. Kiedy już dostałam PDF to dotarło do mnie, że boję się to czytać, bo są tu poruszane moje faktyczne, prywatne zainteresowania, przez które jestem bardzo krytyczna (nie bez powodu mam rangę hejterki😂). Ale już sama dedykacja sprawiła, że czułam, że ta książka to jest to. Że to jest niezaprzeczalna miłość i faktycznie tak było. Pod względem relacji głównych bohaterów, dla mnie to jest definicja idealnego romansu. Lainey, mimo że miała do Jamesa żal, jak ją potraktował, to ona dalej go kochała i chciała dla niego jak najlepiej, więc schowała dumę do kieszeni i pomogła mu, bo wiedziała, jak ważne jest to dla niego. Za to on, wyciągnął lekcję z przeszłości i postanowił zawalczyć. Nie były to tylko puste słowa i bezwartościowe czyny. Chłop by dla niej zatrzymał ziemię i puścił w drugą stronę, gdyby była taka potrzeba. I wśród tych łez słodyczy i żalu przeszłości pojawia się on. Gabinet owalny cały na biało. Przeczytacie to zrozumiecie i przyrzekam, że to będzie rozdział, do którego chce się wracać najczęściej😈 jestem zaszczycona i niesamowicie wdzięczna Asi, że dała mi szansę i możliwość reprezentowania historii Jamesa i Lainey, bo ta książka zasługuje na wszystko, co najlepsze i żeby każdy ją przeczytał. Cieszę się również Asiu, że tak jak Lainey, dałaś tej historii drugą szansę, bo gdyby nie to, nie miałabym właśnie w swoich rękach mojego idealnego romansu i jednej z najlepszych książek, jakie, kiedykolwiek (!!!) przeczytałam.
𝓡𝓮𝓬𝓮𝓷𝔃𝓳𝓪: Czy książka zawsze musi mieć rozwiniętą fabułę i zaskakujące plot twisty, żeby mi się podobała? No nie musi. Ale jeśli nie ma ciekawej i wciągającej fabuły, to co powinna mieć? No na przykład bohaterów, z którymi mogę się utożsamić. A czymś, dzięki czemu zawsze oceniam książkę wysoko są emocje, które współodczuwam jako czytelnik. „Pocałunki w Białym Domu” nie mają porywającej fabuły, ale znalazłam w tej historii zalążek bomby emocjonalnej, której zawsze tak bardzo szukam w książkach.
Lainey i James’a łączy wspólna przeszłość. Nie była to jednorazowa przygoda, czy przelotny romans. To był wieloletni związek, wspólne mieszkanie i plany na przyszłość. Tylko że pięć lat temu James podjął decyzję i wyjechał robić wymarzoną karierę polityczną, zostawiając Lainey bez pożegnania. A teraz, gdy jego kandydatura jest zagrożona, prosi ją o pomoc. Mają zamieszkać pod jednym dachem i razem poprowadzić kampanię, a wszyscy wiemy, że obudzi to uśpione uczucia.
Te emocje, wspomnienia i tęsknota z początku książki były dla mnie mocno odczuwalne. Starałam się zrozumieć oboje bohaterów, jednak z wiadomych względów to postawa Lainey była bliższa mojemu sercu. Została porzuca bez słowa wyjaśnienia i zapomniana. Ta gorycz i żal, które wykwitły w niej na przestrzeni lat, były dla mnie czymś kompletnie naturalnym. Oczywiście nie twierdzę, że James jest złym bohaterem i bardzo podobały mi się wszystkie jego próby odzyskania zaufania Lainey, ale całemu urokowi jego działań przeszkadzał fakt, że zrobił to, bo znowu pojawiła się „pod ręką”.
Najbardziej w całej tej książce zabrakło mi takiej jednej, wielkiej, porządnej rozmowy o przeszłości i uczuciach. Wyrzucenia z siebie tych nagromadzonych przez lata negatywnych emocji. Przedstawienia swojej perspektywy, obaw i zarzutów do drugiej strony. Szczerze potrzebowałam wyjaśnień James’a dlaczego postąpił tak, a nie inaczej, jak bardzo tego żałuje i dlaczego odezwał się dopiero teraz. Nie wiem, czy gdybym była na miejscu Lainey, kupiłabym po prostu te jego wieczne wyznania o tym, że teraz da mi cały świat. Może dla własnego komfortu i „nowego początku” zamknęli drzwi przeszłości za sobą, a może teraz na siłę szukam jakiegoś wytłumaczenia?
To historia z rodzaju tych „spokojnych”. Trochę rozbawi, trochę wzruszy, ale nie jest to też książka, która pokruszyła i skleiła mi serce na nowo. Podobał mi się sam jej zamysł i zawarty wątek polityczny. Motyw second chance lubię, kiedy ma sens i podłoże i tu jak najbardziej to podłoże było. Podświadomie liczyłam na więcej łez, ale nie zaprzeczę, że było kilka momentów, które były rozczulające.
Muszę przyznać, że pomysł romansu z kandydatem na prezydenta USA w roli głównej kupił mnie już w momencie, gdy zobaczyłam pierwszą zapowiedź tej książki. Chociaż polityka to coś, czym kompletnie się nie interesuję, wybory w USA zawsze były dla mnie ciekawym zjawiskiem, więc ze zniecierpliwieniem czekałam na premierę tej historii. No i motyw drugiej szansy, który pokochałam w tym roku.
James ubiega się o fotel prezydenta USA. Polityka od zawsze była ważna w jego życiu. Miał swoją misję i dążył do jej realizacji. Tylko w dążeniu po szczeblach kariery zapomniał o swojej narzeczonej Lainey. Byli razem od liceum, kochali się, ale James porzucił ją aby realizować swoje marzenia o karierze politycznej. A teraz puka do jej drzwi z nadzieją na to, że zgodzi się pełnić rolę pierwszej damy.
Pokochałam motyw drugiej szansy, ale w wydaniu tej książki nie do końca on do mnie trafia. Jakoś nie mogę przestać myśleć o tym, że James odezwał się do Lainey tylko dlatego, że miał w tym interes, potrzebował jej, a ona idealnie nadawała się do tej roli. I rozumiem, że on nigdy o niej nie zapomniał, że przez te wszystkie lata ją kochał. Tak, można go w ten sposób tłumaczyć, ale nie mogę się pozbyć myśli, że wrócił po nią, bo była mu potrzebna.
Z kolei Lainey w moim odczuciu zbyt łatwo się na to zgodziła. Myślałam, że będzie tu więcej podchodów, próśb i błagań ze strony Jamesa, że ona zmusi go do czołgania się się przed nią. Tymczasem on zachęcił ją tym, że będzie mogła realizować swoje cele polityczne i zmieniać świat. I tak szybko, jak ta zachęta się pojawiła, tak szybko ulotnił się jej sens, bo liczyłam na to, że Lainey stanie się pierwszą damą, która ma jakiś cel, że będą przedstawione spotkania z kobietami, jakieś fajne inicjatywy. No zabrakło tego. I tak samo jej postanowienie o tym, że nie mogą być z Jamesem nikim więcej niż partnerami politycznymi - ulotniło się jak bańka mydlana. A patrząc na ich przeszłość będąc na miejscu Lainey nie zaufałabym mu tak szybko i miałabym obawy co do tego, że jeśli już raz mnie zostawił, zrobi to ponownie, bo kariera okaże się dla niego ważniejsza od miłości.
I oczywiście książka pokazuje jak bardzo James się zmienił, jak bardzo zależy mu na Lainey. I chwilami było to aż zbyt przesłodzone. No a ja niestety jestem pamiętliwą zołzą i jakoś nie potrafiłam uwierzyć w tę jego przemianę.
Książka w dużej mierze skupia się na politycznych przepychankach i wystąpieniach publicznych. I chwilami było to monotonne. Intryga związana z kontrkandydatem Jamesa bardzo mi się podobała i uważam, że autorka jest bardzo odważna podejmując się politycznych tematów. Mieliśmy tu scenę debaty politycznej. Ja polityką się nie interesuję, więc się nie wypowiem, ale wydaje mi się, że wypowiedzi i stanowisko głównego bohatera dla niektórych mogą być kontrowersyjne, ktoś może się z nim nie zgadzać. No jak to w polityce. Co człowiek to opinia, więc tutaj szanuję za odwagę.
Generalnie książka wzbudziła we mnie bardzo pozytywne odczucia i czytało się ją przyjemnie, ale z piórem autorki już miałam styczność, więc niczego innego się nie spodziewałam, jak miło spędzonego czasu.
„Pocałunki w Białym Domu” to trzecia książka Joanny Mordak, którą miałam okazję przeczytać i muszę przyznać, że jej twórczość bez wątpienia jest moim odkryciem tego roku. „Na zawsze, Young” - czyli jej debiut literacki, zrobił na mnie naprawdę dobre pierwsze wrażenie, dzięki „Strategii miłosnej” poznałam kolejnego książkowego męża, ale tak naprawdę to „Pocałunki w Białym domu” skradły moje serce. Jesteście zatem ciekawi, co najbardziej urzekło mnie w tej historii? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Głównymi bohaterami publikacji są James Donovan Campbell — kandydat na prezydenta w nadchodzących wyborach w USA oraz Lainey Walker — kobieta, z którą chciał dzielić życie, zanim postanowił zrobić karierę w Waszyngtonie. Od ich ostatniego spotkania minęło pięć długi lat i chociaż mogłoby się wydawać, że ich drogi ostatecznie się rozeszły, los ma dla nich zupełnie inny scenariusz. Czy Jamesowi uda się przekonać Lainey do współpracy mimo tego, co łączyło ich przed laty?
Jedno jest pewne — gdy James sobie coś postanowi, za wszelką cenę będzie dążyć do celu. Czy była ukochana pomoże mu wygrać wyścig o Biały Dom? A może wspólna praca ich do siebie zbliży? Po odpowiedzi na te pytania odsyłam was do lektury.
Powiedzieć, że ta historia mi się podobała to, jak nic nie powiedzieć. Losy Jamesa i Lainey to jedna z tych historii, które zostają z czytelnikiem jeszcze długo po zakończenia lektury. Gdy tylko zagłębiłam się w lekturze — nie mogłam się oderwać i gdybym nie musiała następnego dnia wcześnie wstać do pracy, z pewnością zarwałabym dla niej noc.
Zacznę od tego, że do tej pory nie miałam okazji czytać książki, w której przewijałby się motyw kandydowania na urząd prezydenta, co było miłą odmianą spośród wielu romansów, które często powielają w kółko te same schematy. Lubię odkrywać nowe, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tej książki. Jednak tym, co najbardziej mnie w tej historii urzekło była postawa Jamesa względem swojej byłej partnerki. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio czytałam tak dobrą historię z motywem drugiej szansy. To, jak główny bohater starał się, by odzyskać miłość swojego życia, było niczym ciepły kocyk, którym chciałabym się otulić w zimny jesienny wieczór.
Jednak poza wątkiem romantycznym na uwagę zasługuje również wszystko, co związane z wyborami. Spotkania sztabów, spotkania z wyborcami i wreszcie prawdziwy majstersztyk, czyli akcja, dzięki której na światło dzienne wypłynęła pewna sprawa związana z politycznym przeciwnikiem głównego bohatera. Zagłębiając się w te fragmenty, czułam się, jakbym obserwowała prawdziwą polityczną rozgrywkę, a nie tylko czytała fikcyjną powieść romantyczną.
W mojej ocenie „Pocałunki w Białym Domu” to jak do tej pory najlepsza książka, która wyszła spod pióra Joanny Mordak. Zresztą mam wrażenie, że każda kolejna publikacja autorki jest coraz lepsza, dlatego nie mogę się już doczekać, czym zaskoczy mnie następnym razem.
Nie przepadam za motywem drugiej szansy, a spowodowane jest to tym; że ciężko aby został dobrze przedstawiony, ale takie książki jak „Pocałunki w białym domu” pokazują, że można go napisać w sposób angażujący, emocjonalny a zarazem rozkochujący czytelnika w ponownym otworzeniu się postaci na uczucie.
James i Lainey przez kilkanaście lat byli parą, lecz ich relacja się rozpadła. Mężczyzna po pięciu latach ponownie pojawia się w życiu kobiety i składa jej propozycję, aby została pierwszą damą. Przede wszystkim uczucia bohaterów na tle akcji politycznej zostało przestawione naturalnie co bardzo doceniam, ich uczucia nie zniknęły, lecz ze strony kobiety pojawiła sie obawa przed ponownym zaangażowałem się w relacje. James jednak był wytrwały, a jego gesty cudowne. Pokazał, że w obliczu gorącego okresu kobieta jest dla niego ważna.
Potrafił słuchać, nie naciskał, oczarowywał nie tylko Lainey swoim postępowaniem, ale także mnie, przy jego deklaracjach kierowanych do kobiety dosłownie piszczałam. Cieszę się, że ta więź emocjonalna postaci było cały czas widoczna, choć te pięć lat rozłąki odbiło kilka pęknięć na jej nici, ale ważne jest również, że rozwinęła się w odpowiednim tempie, nie była przyspieszona, a zawierała obawy i z początku pewien dystans.
Mamy też dużo elementu politycznego, bo James może stać się najmłodszym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych. Kampanii bohatera a wraz z tym działania postaci w kierunku wygrania wyborów jest sporo, ta akcja nie schodzi na dalszy plan, a wręcz przy pojawieniu się Lainey i jej włączeniu się do pracy, jest bardzo angażująca.
Bardzo się ucieszyłam gdy w książce mogłam przeczytać o bohaterach z poprzednich książek autorki, które uwielbiam, więc miło było choć chwilowo ponownie o nich usłyszeć. Niby mały element, a naprawdę potrafi człowieka uszczęśliwić.
„Pocałunki w białym domu” pokazują, piękną relację, z wątkiem drugiej szansy, że da się być odnoszącym sukcesy człowiekiem z miłością swojego życia u boku.
Bardzo lubię motyw drugiej szansy, chociaż muszę przyznać, że akurat w przypadku tej książki mam co do niego mieszane odczucia. Czy zostałam przekonana, że bohaterowie byli swoimi bratnimi duszami? Owszem. Czy uwierzyłam, że Lainey jest dla Jamesa tą jedyną? Tak, ale cały czas z tyłu głowy miałam myśl, że odezwał się do niej po latach, bo potrzebował pierwszej damy. Trochę szkoda, że dopiero ta potrzeba skłoniła go do odnowienia kontaktu, co odbierało nieco uroku całej historii.
Od razu zostałam za to wielką fanką Lainey. Co to była za kobieta! Idealnie nadawała się do roli pierwszej damy, była pewna siebie, bezkompromisowa i charyzmatyczna. Przede wszystkim jednak podobała mi się jej postawa wobec Jamesa. Czy na jej miejscu tak szybko zgodziłabym mu się pomóc? Nie, ale jestem w stanie ją zrozumieć. Nie miała jednak serduszek w oczach. Była ostrożna, przez co on musiał się naprawdę postarać, by ją odzyskać.
Niemalże czułam ich ból, tęsknotę i żal, ale też niepewność, bo oboje tak naprawdę nie wiedzieli, jak posklejać to, co zostało między nimi zniszczone i jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Budowali relację na nowo, ucząc się na błędach z przeszłości.
Nie przepadam za wątkami politycznymi, ale akurat kampania Jamesa mnie ciekawiła. Nie było jednak tak bardzo emocjonująco, jak się spodziewałam. Całą książkę określiłabym z resztą jako spokojną, ale absolutnie nie jest to zarzut. Autorka udowodniła, że niektóre historie nie potrzebują fajerwerków i bardzo to doceniam 💙.
3-3,25 ✨ Książka w porządku, podobało mi się, że główną bohaterką była bardzo rozwinięta, ale coś mi nie pasowało w ich relacji. Pomimo fakt, że była poprowadzona stopniowo, to kiedy zaczęły się sceny zbliżeń to psiałam wrażenie, że oni nie mogą skończyć i jak trafiałam na taki „blok” rozdziałów, to często przestawałam czytać na dobre parę dni. Myślę, że pod koniec książki mogłoby być trochę więcej polityki, gdyż skupialiśmy się wówczas głównie na relacji bohaterów, a.e to tylko moja subiektywna opinia.
Romans w Białym Domu? Już sam tytuł niósł ze sobą informację, że będzie nieco politycznie, nie powiem, że się tego nie bałam, bo to tematyka, której nie cierpię, jednak to książka od Joanny, a ona jest jedną z tych autorek, której historie uwielbiam i mam w planach kolekcjonować. Historię poznałam na wattpadzie, ale to nie przeszkadzało mi sięgnąć po wersję papierową. To komedia romantyczna, z motywem drugiej szansy i wielką polityką w tle.
James jest ambitnym politykiem, który ma szansę stać się najmłodszym kandydatem na prezydenta w historii Stanów Zjednoczonych, jednak jego start w tych wyborach staje pod znakiem zapytania, gdyż mężczyzna nie posiada partnerki, co wzbudza wiele kontrowersji w mediach i strukturach partyjnych. Zdesperowany James wpada więc na plan, by w wybory zaangażować swoją byłą narzeczoną. Polityczna gra szybko zmienia się osobista walkę o miłość wybaczenie i ewentualną wspólną przyszłość w Białym Domu.
Dostaliśmy całkiem zgrabną komedię romantyczną w nieco politycznych warunkach, nawet ci co stronią od polityki nie powinni się na wstępie do niej zrażać, gdyż te aspekty choć są ważne i kluczowe, to gdzieś po drodze się gubią, a my patrzymy na rozwój relacji Jamesa i Lainey. Już niemal na samym początku wiemy, że parę łączy przeszłość, choć minęły lata oboje nie przepracowali tego co się pomiędzy nimi wydarzyło. Nowe początki tej relacji są trudne, oparte na układzie, na współpracy na rzecz dobra ogółu, każda ze strom na jakiś cel, do którego dąży. Jednak żale, niewypowiedziane słowa i wciąż gdzieś tlące się w bohaterach uczucia sprawiają, że wzajemne funkcjonowanie jest trudne. Nasza parka robi sobie trochę na złość, trochę się sprzecza, a ich emocje stają się coraz bardziej intensywne i zagmatwane za razem. Choć ich stosunki osiągają względną stabilność i oboje postanawiają ruszyć na przód, to echa przeszłości, wciąż gdzieś się w nich tlą.
Autorka dała nam złożoną opowieść, pełną różnorodnych emocji, ciekawych wątków i tematów, niektóre z nich są oryginalne, nadają całej powieści wyjątkowości i charakteru. Oczywiście znajdzie się w niej sporo odniesień do polityki, jednak nie jest to moim zdaniem dominujący temat, fabuła raczej skupia się na romansie głównych bohaterów, którzy przechodzą dosyć długą drogę, a my śledzimy tę wyboistą, pełną żali a następnie lekkich zwrotów akcji i emocji drogę, która może ich zaprowadzić do zwycięstwa, nie tylko politycznego.
Joasia jak zawsze mnie oczarowała swoją historią, było romantycznie i emocjonalnie, były charakterystyczne i złożone postacie, które na długo zostają w pamięci, pojawiły się afery i lekkie dramaty, choć jak na moje oko było pod tym kątem zbyt spokojnie, ale ja już tak mam, że muszę się czegoś uczepić. W powieści znajdą się też gorące sceny erotyczne, ale takie zmysłowe, zachowane w granicach dobrego smaku, takie które wpisują się w fabułę romantycznej historii, a nie dominują jak to niekiedy bywa, nawet jak ktoś za takimi scenami nie przepada, to myślę, że tutaj nie poczuje się zgorszony.
Książka bardzo fajna, akcja dosyć wartka i dynamiczna, jej czytanie stanowiło czystą przyjemność. Ja przeczytałam za jednym posiedzeniem, bawiłam się świetnie, nawet pomimo tej nieszczęsnej polityki i wyborów. To romantyczna opowieść, którą powinna poznać każda romansiara, lub książkara lubująca się w oryginalnych czy nietypowych historiach miłosnych. Ja polecam.
Pocałunki w białym domu to byłby dobry materiał na film 🎥 Niby klasyczny romansik, gdzie mamy walkę, upadek a potem happy end, ale to właśnie TE pewne elementy, sprawiają, że ta powieść wyróżnia się na tle innych romansów🥰
Z pewnością iż - mamy wybory prezydenckie w USA 🇺🇸 Nasz główny bohater jest kandydatem, problem tylko polega na tym, że nie ma u swego boku pierwszej damy. No to poprosimy byłą narzeczoną, z którą nie miało się kontaktu pięć lat😂 Ale wszystko ma drugą stronę! On zawsze ją kochał i nigdy nie przestał, co za tym idzie - od lat chciał ją odzyskać♥️. Lainey dochodzi do wniosku, że nie ważne co postanowi i tak będzie tego żałować. Kobieta zgadza się pomóc mu wyborach pod pewnymi warunkami.
Nasze gołąbeczki nie tylko uśmiechają się do kamer, występują w debatach itd, ale też spędzają czas razem, by ich uczucie na nowo rozpaliło się w sercach❤️🔥James dokonuje takich randek, że są w pewnym stopniu aż za bardzo wychodzące po za wyobraźnię. Jednak potem dotarło do mnie - chwila, jest kandydatem na prezydenta Stanów Zjednoczonych- stać go na wszystko😂💜. Wiadomo, spicy 🌶️ sceny - a w szczególności ten w gabinecie😘 - łączy to się w dobra całość. Książkę czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Autorka informuje iż starała się odwzorować jak toczą się wybory w USA, niemniej jednak pewne aspekty mogły jej umknąć, co jest jak najbardziej okay 👌🏻 Cieplutko polecam miłośniczkom romansów z motywem drugiej szansy❤️🩹 I tym, że po raz pierwszy spotkałam się z polityką w tym gatunku - totalnie odmienny motyw - jeszcze bardziej przyciąga uwagę ✨🧁 4/5✨ [ #współpracareklamowa 18+]
Była fajna, pełna humoru, uroku i pięknej miłości, ale miała też parę wad. Nie rozumiem dlaczego J pięć lat wcześniej porzucił L, chociaż ją kochał i w sumie wciąż kocha. Nie lubię wymuszonej bliskości w romansach i nie lubię też rudowłosej przyjaciółki L. Jest tu parę absurdów i scena w Białym Domu, na której wywróciłam oczami. Mimo paru rzeczy, które mi się nie podobają, uwielbiam J i L. James jest cute.
Toksyczny, egocentryczny facet. Zostawił narzeczoną dla kariery oczywiście, dlatego że na nią nie sługiwał, a nie dlatego, że jest dupkiem 😉. Sam przyznaje, że w tamtym momencie nie było w jego życiu miejsca na narzeczoną i pracę, więc musiał wybrać. Nie było go 5 lat potem nagle pojawia się, bo czegoś potrzebuje i przy okazji stwierdza, że to przeznaczenie i teraz ją odzyska. Zamiast wykazać się choć krztyną pokory to James chodzi wiecznie zdziwiony, że Lainey próbuje go odpychać. Nie może uwierzyć, że ona tak bardzo odbiera im te szanse i nie daje tego, czego oboje chcą! No niesamowite, że dziewczyna, choć przez chwilę ma trochę instynktu samozachowawczego. No ale czego się spodziewać po facecie, który po miesiącu uznaje, że ma dość samobiczowania i chce pustą kartę. Mógłby sobie, chociaż odpuścić ciągłe aluzje, że chce z nią uprawiać seks 😒.
Jeśli chodzi o samą książkę, to zainteresowała mnie już w momencie, gdy po raz pierwszy zobaczyłam jej okładkę. Byłam nią naprawdę podekscytowana, a kiedy w końcu trafiła w moje ręce, byłam bardzo zadowolona. Sam pomysł wydał mi się świetny. Świat polityki, wybory prezydenckie, kampania, była narzeczona. Brzmiało to świeżo i intrygująco, zwłaszcza że wcześniej nie czytałam nic podobnego. Niestety chyba narzuciłam tej historii zbyt wysokie oczekiwania.
Przez większą część książki zwyczajnie się nudziłam. Dla mnie historia nie musi być pełna gwałtownych zwrotów akcji ani zaskakujących plot twistów, żeby była dobra. Wręcz przeciwnie, bardzo lubię spokojne książki. Tutaj jednak już po około trzydziestu procentach poczułam, że fabuła mnie nie wciąga i nie miałam potrzeby natychmiast wracać do czytania. Mam nadzieję, że rozumiecie, co mam na myśli.
Najbardziej emocjonalny był dla mnie początek. Pojawiają się tam naprawdę smutne sceny i kilka razy zakręciła mi się łezka. Przez chwilę myślałam, że to będzie naprawdę poruszająca historia. Niestety im dalej, tym bardziej traciłam kontakt z emocjami bohaterów i pod koniec już zupełnie ich nie czułam.
James to postać, do której kompletnie się nie przekonałam. Zostawił Lainey pięć lat temu dla kariery i wraca dopiero wtedy, gdy znów jej potrzebuje. Nie przepadam za motywem drugiej szansy, ale kiedy jest dobrze napisany, potrafię go docenić. Tutaj jednak Jamesa zwyczajnie nie polubiłam. Ja na miejscu Lainey nie wybaczyłabym mu tak łatwo.
Dodatkowo brakowało mi w tej historii pogłębienia ich wspólnej przeszłości. Temat oczywiście się pojawia, ale mam wrażenie, że został potraktowany zbyt pobieżnie i aż prosił się o dokładniejsze rozwinięcie.
Momentami irytowało mnie również zachowanie Jamesa. Jak na prawie czterdziestoletniego mężczyznę bywał zaskakująco niedojrzały. Jego ciągłe skupienie na Lainey i brak umiaru w okazywaniu pożądania kompletnie nie pasowały mi do obrazu tej postaci.
Lainey na początku bardzo mi się podobała. Była stanowcza, twardo stąpała po ziemi, a jednocześnie była wrażliwa i empatyczna. Jej początkowe rozdziały naprawdę chwytały mnie za serce. Właśnie dlatego szkoda mi, że tak szybko wybaczyła Jamesowi. Chciałabym, żeby ten proces trwał dłużej i był bardziej emocjonalnie rozbudowany.
Podsumowując, książka Joanny Mordak to lekki i przyjemny romans, ale bez większych fajerwerków. To niezobowiązująca lektura, która może umilić wieczór, jednak nie jest to historia, do której będę wracać myślami. Uważam, że mogłaby być krótsza, bo momentami jest zbyt rozwlekła. Nie jest to zła książka. Styl autorki jest całkiem przyjemny i chętnie sięgnę po coś jeszcze jej autorstwa, ale tym razem zabrakło mi czegoś, co sprawiłoby, że zapamiętam tę historię na dłużej.
Jeśli jesteście ze mną tu już jakiś czas, to doskonale wiecie, że dwie poprzednie książki autorki nie bardzo mi się spodobały. Zaczynając od tego, że nie polubiłam się z jej stylem pisania, to przede wszystkim nie polubiłam się z bohaterami, a czytanie zajmowało mi naprawdę dużo czasu i po prostu czułam znużenie. Również nie wzbudziły we mnie większych emocji.
„Pocałunki w Białym Domu” miały być ostatnią próbą — chciałam naprawdę polubić się z jakąś książką Asi, bo promocja patronek była genialna, a wstawiane fragmenty naprawdę obiecujące. Jednocześnie podchodziłam do tej historii z ogromnym dystansem, bez żadnych oczekiwań i z myślą z tyłu głowy, że jeśli ta książka mi nie przypadnie do gustu, to po jej kolejne historie po prostu sięgać nie będę.
Jak więc duże było moje zdziwienie, gdy już od samego początku zostałam wciągnięta w fabułę i polubiłam się z głównymi bohaterami praktycznie od pierwszych stron. Kibicowałam im od początku aż do końca.
Nigdy wcześniej nie czytałam książki, w której główny bohater ma zostać prezydentem. Ten wątek polityczny i wszystko, co z nim związane, zostało tak świetnie poprowadzone. Nie był on nic nieznaczącym tłem, tylko grał ogromną rolę. Jednocześnie mogłam dowiedzieć się naprawdę wielu rzeczy, o których nie miałam pojęcia. James to bohater, który skradł całe moje serce — gdzie znajdę takiego w prawdziwym życiu? To, jakim był człowiekiem, jak wielkie miał serce, i to, że nawet jeśli błądził i nie wszystko było idealne, sprawiało, że był po prostu ludzki.
Lainey to bohaterka, którą bardzo polubiłam. Jest niezwykle silna, dążąca do wyznaczonych sobie celów. Jest też empatyczna i mimo wszystko nie poddaje się zbyt szybko.
Relacja tej dwójki oraz motyw drugiej szansy zostały poprowadzone tak genialnie, że jestem pod ogromnym wrażeniem, jak bardzo byli dojrzali. Nie bali się komunikować tego, co naprawdę czują — nie było między nimi głupich niedomówień ani dziecinnych dram. Mimo bolesnej przeszłości krok po kroku próbowali naprawić to, co zostało kiedyś zniszczone. Choć bywało trudno, dawali sobie przestrzeń. Wszystko w ich relacji działo się naturalnie, bez żadnego przyspieszania i bez momentów, w których czułabym, że coś jest sztuczne.
Ta historia wzbudziła we mnie naprawdę wiele emocji — uśmiech, radość, ból, złość i łzy. Ale było warto. Cieszę się, że dałam jej szansę i że sama przekonałam się, że ta historia jest naprawdę świetna. Jeśli wahacie się, czy ją przeczytać — ja polecam. Już nie mogę doczekać się kolejnych historii autorki, bo po tej mam ochotę na więcej.
"– W tych wyborach zamierzam wygrać coś więcej niż tylko fotel prezydenta. I mam na myśli ciebie."
James Donovan Campbell ma szansę zostać najmłodszym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych. Jednak bez pierwszej damy u swojego boku jego szanse są dużo mniejsze. Nie pozostaje mu, więc nic innego jak odszukać i błagać o pomoc Lainey Walker, swoją byłą narzeczoną, którą przed laty porzucił dla politycznej kariery...
Campbell składa Lainey propozycję, stanie u jego boku w czasie kampanii i ewentualnej prezydentury. Kobieta od lat ma złamane serce i miała nadzieję, że już nigdy nie spotka Jamesa, jednak losy kraju i społeczności nigdy nie były jej obojętne, więc nie może przejść całkiem obojętnie na propozycje Campbella.
Bohaterowie postanawiają ze sobą współpracować, lecz do Jamesa to przede wszystkim idealna droga do rozkruszenia serca Lainey, przyznania się do dawnych win i odpokutowania. Mężczyzna postanawia, że zrobi wszystko by ponownie zdobyć serce ukochanej i przekonać ją do sobie, co wcale nie będzie takie trudne. Wspólna kampania przybliży do siebie bohaterów, a także pomoże im zrozumieć to, co stracili przez minione lata.
Bohaterowie wyjaśnią sobie wszystkie wydarzenia sprzed lat oraz poznają swoje sekrety. James zrobi wszystko by odbudować stracone zaufanie Lainey, a także pokazać jej, że jest najważniejsza, nawet teraz gdy wspina się na wyżyny politycznej kariery. Lainey mimo wielu emocji i krzywd wciąż darzy byłego partnera wieloma uczuciami i zrobi wszystko by wspierać go w tym pracowitym czasie.
Jako fanka motywu drugiej szansy pokochałam historię Jamesa i Lainey. "Pocałunki w Białym Domu" to książka, która mnie wzruszyła, ale była także kolejną porcją słodyczy, przede wszystkim za sprawą naszego głównego bohatera, który zrobił tak wiele, aby odkupić swoje winy. Nie zabrakło w tej historii również spicy momentów, które doprowadzały do gorączki 🔥 A wątek polityczny także trzymał w napięciu i bardzo mi się podobał. Cała historia zasługuje na polecenie. Z każdą kolejną książką, czekam na więcej propozycji od Asi, więc już teraz nie mogę doczekać się kolejnych odsłon i nowych pomysłów autorki. Polecam 🔥❤️
Pocałunki to jedno z moich tegorocznych odkryć. Zakochałam się w samym zamyśle tego, że główny bohater jest kandydatem na prezydenta, przez co tłem wydarzeń jest środowisko polityków i wszystkie akcje towarzyszące kampaniom wyborczym. Osobiście po raz pierwszy spotkałam się z takim motywem, a sposób, w jaki Asia go przedstawiła, bardzo mi się spodobał. Plany kampanii, wydarzenia typu wiece wyborcze, dramy między kandydatami, zachowania w zespole kandydata oraz emocje towarzyszące zarówno jemu, jak i jego najbliższym zostały opisane tak dobrze, że naprawdę można poczuć się, jakby było się w samym środku amerykańskich wyborów. Uwielbiam relację głównych bohaterów, która rozwija się po raz drugi. Pod tym względem mamy dwa zupełnie różne podejścia. Z jednej strony James, który od razu stara się odzyskać Lainey. Otwarcie i bez skrępowania przyznaje się do swoich uczuć. Choć stara się powstrzymać, dopóki nie zdecyduje, czy jest w stanie pogodzić rolę polityka i kochającego mężczyzny, nie potrafi przestać o niej myśleć, więc jego emocje szybko przeradzają się w czyny. Z drugiej strony jest Lainey, która za wszelką cenę próbuje zdusić w sobie emocje, jakie nadal żywi do Campbella po tych pięciu latach. Z wielką ostrożnością podchodzi do ich ponownej znajomości, starając się chronić swoje serce. Co szczególnie mnie ujęło w głównej bohaterce, to moment, w którym mogła się "zemścić" na Jamesie za to, że ją porzucił, ale nie potrafiła tego zrobić. Nawet nie pomyślała, by go zranić, bo wciąż dbała o jego uczucia. I właśnie ta dobra, empatyczna strona Lainey pozwoliła ich relacji ponownie się rozwinąć w głębszym, bardziej dojrzałym kierunku, przez co też z każdym kolejnym rozdziałem mogliśmy poznawać nową, opiekuńczą stronę Jamesa i coraz bardziej pewną siebie, otwartą Lainey. Czytanie o ponownym rozkwicie ich relacji było czymś naprawdę niesamowitym i wielokrotnie wzbudzało we mnie całą gamę emocji, od zdenerwowania, przez śmiech, aż po łzy. Nawet jeśli nie jesteście fanami motywu drugiej szansy, to w tym przypadku zdecydowanie polecam sięgnąć po ten tytuł. Gwarantuję, że zmienicie zdanie i pokochacie tę dwójkę całym sercem.
{Q} Książki z wyborami prezydenckimi, jesteście na tak czy nie? #recenzja Dziś przychodzę do was z poleceniem książki od Joanny Mordak. Przeczytałam ją bardzo szybko i tak mnie wciągnęła, że ciężko się oderwać. Choć czytałam na wattpadzie, to nie udało mi się dokończyć i byłam przeszczęśliwa, gdy książka została wydana. Pomysł i poprowadzenie fabuły zostały przemyślane pod każdym kątem i jak najkorzystniej napisane. Nie zabrakło także wielu emocji, porywów serca, miłych zaskoczeń i scen, przy których płakałam ze śmiechu. Choć główni bohaterowie zostali bardzo dobrze napisani, to moje serce skradła Chloe przyjaciółka Lainey. Gdy tylko wpadła na pomysł puszczenia filmów dla dorosłych, by James był zazdrosny już wiedziałam, że z nią się polubię i jestem odrobinę zawiedziona, że jest jej tak mało. Jej dogryzanie mężczyźnie, wspieranie przyjaciółki, niby niewielkie gesty, ale dla Lainey znaczyło to naprawdę wiele. James jest politykiem, ma szansę zostać najmłodszym prezydentem w historii Ameryki, jednak do tego potrzebuje pierwszej damy. 5 lat temu nie miałby tego problemu, ale zostawił wtedy Lainey i ruszył do Waszyngtonu. Teraz kaja się przed nią i prosi, by towarzyszyła mu w drodze do Białego Domu. Szczerze mówiąc przy pierwszym czytaniu myślałam, że kobieta się nie zgodzi i to było dla mnie zaskakujące, bo mężczyzna wiedział w jakie struny uderzyć, by eks narzeczona pomogła mu w kampanii. Gdzieś po drodze zaczęli się do siebie zbliżać i tak przyjemnie czytało się ich powrót do siebie, starania Jamesa, by nie zaniedbać kobiety, starania o to, by wszystko im wyszło. Lainey dziewczyna, która od dawna działa w polityce, to na mniejszą skalę niż James. Zgadza się pomóc byłemu narzeczonemu i wstępuje do sztabu. Choć została dobrze napisana, to czegoś mi w niej brakowało i ciężko stwierdzić co to było. Zakończenie książki było najpiękniejsze jakie tylko można sobie wyobrazić. Styl pisania autorki jest przyjemny, bardzo lekki i łatwość z jaką Joanna pisze to coś co lubię. Moja ocena 5/5☆