Autor opisuje świat, który istnieje jako możliwość a nie rzeczywistość. Architektura codzienności - klatka schodowa, przystanek, osiedlowy pawilon, toaleta może być zarazem piękna i użyteczna. To opowieść o idealnym porządku, w którym forma, sens, estetyka i życie ze sobą współgrają.
Z drugiej strony to świat, który już istniał w czasach Skibniewskiej czy Le Corbusiera, gdy architektura miałą być prjektem społecznym, narzędziem poprawy życia, a nie wasalem dewelopera, wizją najniższego kosztu, czy kaprysu inwestora.
Czytelnik nieustannie konfrontowany jest z pytaniem: dlaczego to co powstaje “dla życia”, tak często wygląda, jakby było projektowane przeciwko ludziom?
Nie ma jednego winnego, to raczej splot: wygoda dewelopera, krótkowzroczność inwestora, brak urbanistycznej polityki, fetysz minimalizacji kosztów, estetyczna obojetność. Wzystko sprawia, że wizja rozprasza się między wizualizacją a gotowym budynkiem.
Grzegorz Piątek pisze manifest, w którym tezą jest przekonanie, że przestrzeń nas otaczająca może być dobra. Powinna być dobra. Pobrzmiewa tu tęsknota za epoką, w której projektując myślało się o trwaniu, o tym, że budynek jest urbanistyczna opowieścią, która nie kończy się na optymalizacji kosztów i maksymalizacji zysków. Piękno i funkcjonalność wg autora to nie są wrogowie.
ALe jest również optymizm. Alternatywa istnieje. Powstają projekty, które spełniają te cele, brakuje tylko odwagi decydentów, inwestorów, by narzucić standardy i chronić wspólną przestrzeń. A przede wszystkim odwagi użytkowników, by wymagać i mówić “nie” bylejakości.