W mroźny grudniowy wieczór dziesięcioletni Leon Nowak i jego młodsza siostra znikają bez śladu w drodze do kościoła. Dwa lata po porwaniu chłopiec nagle wraca sam – wyniszczony, milczący, z tajemnicą, której nikomu nie zdradza.
Lata mijają, ale grudniowa trauma nie pozwala o sobie zapomnieć. Leon w dorosłym życiu zmaga się z demonami przeszłości, które zatruwają każdą jego relację i odbierają mu szansę na spokojną codzienność. Choć próbuje stłumić wspomnienia terapią, pracą i miłością ukochanej, coś wciąż w nim tkwi.
W końcu nadchodzi moment, w którym przeszłość żąda odpowiedzi.
Co wydarzyło się tamtej nocy? Dlaczego Leon wrócił sam? Czy mężczyzna jest gotów stanąć twarzą w twarz z prawdą, która może zniszczyć to, co jeszcze mu zostało?
Klucz do grudnia to mroczny thriller psychologiczny, który wciąga jak labirynt. Pełen kłamstw, strachu i niedopowiedzeń.
Czy odważysz się chwycić klucz i odkryć, co kryje się za drzwiami wspomnień Leona?
"[...] Jeśli uciekniesz, znajdę cię i zabiję. Rozczłonkuję twoich bliskich na twoich oczach. Wiesz, na co mnie stać. [...]"
Po najnowszy thriller autorstwa Andrzeja Konefała pod tytułem "Klucz do grudnia" sięgnęłam ze względu na mroczną okładkę i oczywiście dobrą promocję w necie. Moim zdaniem jest to mroczny thriller, który co jakiś czas wywoływał u mnie mdłości. Zwłaszcza po tym, gdy się dowiedziałam, czym było mięciutkie i delikatne mięsko. Radzę nie czytać tej książki w czasie jedzenia lub krótko po nim. Autor ma wyjątkową wyobraźnię, która mną delikatnie wstrząsnęła. Czy warto sięgnąć po ten tytuł? Oczywiście, że tak. Każdy miłośnik dobrego, brutalnego i polskiego thrillera, powinien być zadowolony. Emocje tutaj sięgają zenitu. A zło bardzo dobrze się ukorzeniło. Dlaczego główny bohater nienawidzi grudnia? Co takiego złego spotkało go w tym miesiącu, że po wielu latach cały czas zmaga się z traumą? Dlaczego nie może o tym zapomnieć? Czas na odpowiedzi na te pytania zbliża się wielkimi krokami. Czy wyznanie prawdy przez Leona, oczyści jego umysł i go wyzwoli? Czy raczej pogrąży go jeszcze bardziej? Oczywiście ja wam tego nie powiem, ale zachęcę was do przeczytania "Klucza do grudnia". Ta historia wymaga pełnego skupienia podczas czytania. Inaczej niestety możecie się pogubić i jej nie zrozumieć. Dlatego polecam wyłączyć wszystkie rozpraszacze. Nie jest to długa powieść, da się ją przeczytać w ciągu jednego dnia. Znajdziecie tutaj przeskoki w czasie, które się wzajemnie ze sobą przeplatają. Dzięki temu otrzymacie doskonały wgląd w tę historię.
Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron zaczęło mi krążyć po głowie natrętne pytanie: Ile lat ma autor? I tu zaskoczenie, bo jest po czterdziestce, ale jego stylistyka przypomina nieco styl z romansów początkujących pisarek. Sztucznie kwiecisty, czasem zbyt barwnie ohydny, momentami infantylny, naiwny, z porównaniami i metaforami, które wywoływały we mnie wybuchy sardonicznego śmiechu. Nie wyobrażam sobie, żeby mężczyzna zawsze używał zwrotu "ukochana" wobec swojej kobiety. I nie chodzi jedynie o zwroty bezpośrednie, ale również te wypowiadane w myślach. Jak już jestem przy bohaterach, to chyba żadna kreacja nie trzymała się kupy. Iwona — baba, której wybuchy agresji są kompletnie nieuzasadnione. Justyna i jej siermiężny humor, który bardziej pasuje do pijaka spod wiejskiego sklepu, niż młodej kobiety. Lekarz, który przez godzinę pociesza i przytula płaczącą pacjentkę... Pokażcie mi takiego... Jednym zdaniem opisane, że jeden bohater chciał popełnić samobójstwo, ale nie skończył ze sobą tylko z jednego powodu. Tę motywację stracił, ale mimo wszystko nic się nie wydarzyło. To naprawdę takie łatwe? Nagła zmiana frontu jednej z postaci. Głębokie uczucia spłycone do minimum. Okrucieństwo pod płaszczykiem oczyszczenia. Egoizm, żeby zdjąć z siebie poczucie winy. Pod kątem psychologicznym ta historia to totalny bajzel. A cała reszta? Praktycznie jej nie było. Początek zapowiadał intrygującą historię, ale po przedstawieniu całego dramatu na kilkunastu stronach reszta to już tylko ten wspomniany przeze mnie bajzel z całą masą zapychaczy stron, jak przedstawienie historii życia Czerwińskiej, postaci, która nie miała kompletnie żadnego znaczenia dla fabuły.
Mogłabym pochwalić korektę i redakcję wydawnictwa, ale tego też zrobić nie mogę, bo się nie popisali. Może nie były to rażące błędy, ale przykładowo "ulizane" (zamiast "zaczesane") do góry włosy pasowały do kwiecistego miejscami języka jak świni siodło.
Jedyny plus, że książka nie jest długa, więc strata czasu nie jest aż tak duża.
Po książki autora sięgam w ciemno. Lubię styl pisania Andrzeja, a z każdą książką pokazuje że każda kolejna książka jest coraz lepsza. Wydawałoby się że autor już nas niczym nie zaskoczy, a tu ....niespodzianka 😃 Dostajemy tu niesamowicie wciągającą historię. W grudniowy poranek ginie rodzeństwo, dziesięcioletni Leon i jego młodsza siostra. Po jakimś czasie chłopiec wraca sam, ale nikt nie jest w stanie dowiedzieć się ani co się wydarzyło, ani co stało się z dziewczynką. Historia przeplata się naprzemiennie teraźniejszość z przeszłością. Dowiadujemy się co wydarzyło się w przeszłości, i dlaczego dorosły już Leon już w dorosłym życiu, nadal przeżywa traumę gdy nadchodzi grudzień. Niejednokrotnie miałam ciary czytając tę książę, jednocześnie połykając kolejne strony gdyż ciekawość mnie zżerała co tam się jeszcze wydarzy. Mocne opisy, więc jeśli jesteście wrażliwymi czytelnikami, to raczej odradzam tę lekturę. Ale jeśli ktoś lubi mroczne i mocne klimaty to ta książka jest zdecydowanie dla Was. A zakończenie? Przyznam szczerze że podejrzewałam że tak się może zakończyć... No cóż....życie różne pisze nam scenariusze. Jako że główny bohater ma problemy z psychiką, po tym co przeszedł jako dziecko, chodził na terapię. Dlatego też świetnym pomysłem było umieszczenie na końcu książki informacji dla osób które mają myśli samobójcze, gdzie podany jest numer telefonu, który jest czynny 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Dlatego pamiętajcie! Warto prosić o pomoc, rozmawiać i korzystać z terapii.