Oto na świecie pojawiły się dwa słodkie maleństwa: księżniczka Maja i książę Gucio.
Bliźniaki, które zapewnią rodzinom Pałaszów i Wilkońskich jeszcze więcej atrakcji – oczywiście w różnym tego słowa znaczeniu...
Zbliża się Boże Narodzenie, a cała środkowa Europa przykryta jest śniegiem. Teść Szwagra tuż przed świętami leci w interesach do Japonii, w podróży towarzyszyć ma mu córka oraz żona Miśka, Bożena. Tymczasem słomiani wdowcy, razem z Młodym Wilkońskim i bliźniakami, udają się w podróż pociągiem „Polar Expressz” z Berlina do Budapesztu, gdzie wszyscy spotkają się w samą Wigilię. Towarzyszy im również wynajęta przez teścia niania, wobec której Misiek ma pewne podejrzenia.
Ale precyzyjne, drobiazgowo przemyślane plany mają to do siebie, że czasem nie wypalają – zwykle z winy Szwagra. Czy tym razem będzie podobnie? Czy pozornie niezwiązane z nim zdarzenie – napad na berlińską wystawę jubilerską – będzie miało jakiś wpływ na podróż?
Nie podeszła mi ta historia zupełnie. Wiadomo, że to jest lektura z serii - przerywnik między czymś trudniejszym. Nie należało więc wiele się spodziewać, a jednak czuję rozczarowanie. Nie było ani jednego momentu, który by mnie rozbawił albo chociaż wywołał uśmiech. Należę do teamu, który uważa, że trylogia były zabawna, a ta dodatkowa część popsuła całą robotę.
Wielu nie wyobraża sobie świąt bez Kevina, a ja nie wyobrażam sobie, że w okresie przedświątecznym mogłoby zabraknąć Miśka i Szwagra! Marek Stelar już po raz czwarty uszczęśliwia nas w tym czasie ich szalonymi przygodami. Ale z tego co deklaruje niestety po raz ostatni. Na szczęście podobnie, jak do filmu z Kevinem, tak i do powieści z tym niezwykłym duetem można zawsze wrócić.
A „Klejnoty szwagra” to prawdziwa jazda bez trzymanki - dosłownie i w przenośni - bo tym razem nasi bohaterowie bez towarzystwa swoich lepszych połówek za to z Jackiem, bliźniakami i ich nianią wyruszają w długą i ekscytującą podróż pociągiem.
„Polar Expressz” z Berlina do Budapesztu zapewnia wiele wygód i przedświątecznych atrakcji dla najmłodszych, ale również emocje i zwroty akcji na miarę najlepszych powieści sensacyjnych. I tym razem trzeba oddać sprawiedliwość Szwagrowi, że ta lawina absurdalnych pomyłek i dziwnych zdarzeń nie jest jego winą. Rodzinka miała jedynie olbrzymiego pecha, że została wplątana w pewien napad jubilerski na międzynarodową skalę.
No cóż, kiedy oni mają pecha, to czytelnicy mają ubaw! I nie zliczę ile razy wybuchałam śmiechem w mnożących się absurdalnych sytuacjach czy z przeinaczeń językowych Szwagra. Powiew świeżości wniosła też dwójka małych rozrabiaków i ich niania, która od początku wydawała się Miśkowi podejrzana…
Jeśli chcecie się zrelaksować, pośmiać, czasem przewrócić oczami z niedowierzania, to wybierzcie się w podróż z tym duetem niemożliwym i resztą ekipy. Ubaw gwarantowany nawet jeśli nie poznaliście wcześniejszych części.
Żałuję ogromnie, że to ostatnia część tego cyklu. Jednak ostatnio w dyskusji pojawił się pomysł, że idealna byłaby kontynuacja z bliźniakami, Mają i Guciem, w wieku nastoletnim. Moim zdaniem, to byłby strzał w dziesiątkę. Pozostawiam Autorowi do przemyślenia.
„Klejnoty szwagra” to moja ulubiona seria komediowa i bardzo się ucieszyłam na wieść, że jednak powstanie tom czwarty 😁
Oczywiście, bawiłam się znakomicie, zresztą tak jak i przy poprzednich tomach. Tym razem Szwagier i Michał wyruszają w podróż pociągiem, w trakcie, której czekają na nich niespodziewane atrakcje🤭 Zimowa podróż, święta po za domem, rodzinne kłopoty, intrygi, do tego zagadkowa postać niani. Michał jak zwykle węszy kłopoty, a Szwagier cieszy się życiem.
Powieść łączy w sobie elementy komediowe i sensacyjne, jest to lekki kryminał z dynamiczną akcją, pełną absurdalnych sytuacji oraz humoru. Bardzo dobrze i szybko się czyta za sprawą przezabawnych dialogów i przekomarzań pełnych sarkazmu. Lubię wszystkie postaci, ale najbardziej Szwagra, dzięki niemu zawsze dzieją się sytuacje, które urozmaicają ich rzeczywistość. Oczywiście, nie zawsze z jego winy 😂 W powieści mamy zimowy, świąteczny klimat, który wywołuje ciepło na sercu i wprawia w dobry nastrój. Nie zabraknie nowych ciekawych, zabawnych postaci oraz zaskakujących zwrotów akcji.
Jest to lekka i niezobowiązująca lektura idealna na zbliżający się okres. Wprawi w dobry nastrój oraz zapewni doskonałą rozrywkę. Polecam gorąco, jeśli nie mieliście jeszcze okazji poznać tej serii, oczywiście najlepiej będzie czytać z zachowaniem chronologii 😎
4⭐️ jak zawsze super. Tylko szkoda że juz koniec. Zawsze co fajne to się się szybko kończy. A ja bym mogła i 20 takich historii jeszcze posłuchać i bym się nie znudziła…
Macie czasem tak, że jakąś serię kochacie ponad miarę? Że niezależnie od tego, co autor tym razem wymyślił, i tak wiecie, że będziecie zachwyceni i absolutnie nikt i nic nie jest w stanie tego zmienić? Właśnie takie emocje towarzyszą mi za każdym razem, gdy w moje ręce trafia nowa książka o Szwagrze i Miśku autorstwa Marka Stelara.
Choć autor zapowiadał, że zakończy serię na trzecim tomie, słowa nie dotrzymał - i całe szczęście! Mam szczerą nadzieję, że również tym razem prośby i groźby fanów dotrą, gdzie trzeba, a za rok będziemy mogli cieszyć się kolejną przygodą tych dwóch huncwotów. Ale wróćmy do teraźniejszości. Szwagier odrobinę „wydoroślał”, jego dzieci podrosły, w domu panuje względny spokój… i właśnie wtedy zaczyna się nasza przygoda.
Zbliżają się święta, które rodzina planuje spędzić w Budapeszcie. W wyniku serii niefortunnych, ale jak zwykle zabawnych zbiegów okoliczności Szwagier i Misiek ruszają w podróż pociągiem, w towarzystwie dzieci oraz specjalnie wynajętej na tę okazję niani. Tymczasem w Niemczech, skąd wyrusza pociąg, dochodzi do kradzieży cennych precjozów, a świadkowie widzą złodziei w okolicach dworca. Nietrudno się domyślić, co nastąpi dalej: lawina absurdalnych sytuacji, mnóstwo śmiechu i ciągłe poczucie, że nawet najbardziej szaleni kabareciarze mogliby pozazdrościć tej fabule tempa i pomysłowości.
Ocenić tę książkę jest mi niezwykle trudno. Jestem wielkim fanem serii, więc moja opinia z definicji będzie nieobiektywna. Jak zawsze bawiłem się znakomicie, wielokrotnie śmiałem się na głos, a gdy dotarłem do ostatniej strony, naprawdę zrobiło mi się szkoda, że to już koniec. Z całego serca polecam! Nie tylko ten tom, ale także trzy poprzednie. Jeśli szukacie opowieści pełnych absurdalnego humoru, a jednocześnie przesiąkniętych domowym ciepłem, będzie to dla Was idealna lektura.
W Berlinie dochodzi do kradzieży stulecia! Nieznani sprawcy zrabowali część wystawy jubilerskiej, w tym biżuterię Elizabeth Taylor. Złodzieje pozostają nieuchwytni, dopóki nie trafiają do tego samego pociągu, którym podróżują Misiek, Szwagier, dzieci i pewna podejrzana niania 🚂
Gdzieś w pociągu schowana została biżuteria, cała rodzina może być w niebezpieczeństwie, a grupa przestępców nie odpuszcza 🚂
To już ostatni (podobno!) tom przygód Miśka i Szwagra, którzy ponownie namieszali, tym razem jednak nie ze swojej winy! 🚂
Akcja czwartego tomu rozgrywa się kilka lat po trzecim tomie - Jacek kończy studia, a Zdzichu i Grażyna doczekali się bliźniaków, które odkrywają świat siejąc zamęt 🚂
Całą książkę można podsumować jednym słowem: CHAOS. Cała powieść (oprócz samiutkiego początku) rozgrywa się w przeciągu kilku godzin, a akcja ani na moment nie zwalnia. Misiek, tak jak zawsze stara się zachować zimną krew, a Szwagier... szwagruje. Do akcji wchodzi nawet jego stara, przerobiona nokia! 🚂
Jednym z ciekawszych wątków był ten dotyczący niani - starszej pani z sekretami. Byłam naprawdę zaskoczona tym jak on się skończył! 🚂
Premiera książki idealnie zegrała się z napaścią na Luwr, ale mam nadzieję, że autor, ani tym bardziej bohaterowie książki nie mają z nią nic wspólnego 🚂
Na pewno będzie mi brakowało tego duetu, ale każdy zasługuje na odpoczynek! 🚂
3.5, najgorsza cześć z serii, ale nadal tak bardzo lubię Miska i Szwagra ♥️ Wielka szkoda, że to już koniec :( Chętnie przeczytała bym więcej ich historii
Powoli czas zacząć myśleć o świętach, a książki są w tym bardzo pomocne. To pierwsza, którą czytam w tym roku ze świątecznym akcentem. Komedia rodzinna, z totalnym chaosem i absurdem, świetnymi powiedzonkami, ale też zagadką do rozwiązania podsycaną sensacją, a to wszytko w czasie jednej podróży.
Zbliża się Boże Narodzenie, teść Szwagra dostaje zaproszenie w interesach do Japonii, w podróży mają mu towarzyszyć córka i żona Miśka - Bożena. Szwagier więc wpada na świetny plan, by święta spędzić w Budapeszcie, który ma być przystankiem na drodze wracających z japońskiej eskapady. Tak więc Misiek z synem, Szwagier z bliźniakami i wynajętą nianią ruszają w podróż pociągiem, w którym dochodzi do sensacyjnych zdarzeń, a brawurowa kradzież na berlińską wystawę jubilerską, odbije się im czkawką.
To czwarty tom serii o Szwagrze i Miśku, ja jak pewnie możecie się domyślać poprzednich tomów nie czytałam, szczerze mówiąc dotąd o niej nie słyszałam, ale komedie kryminalne dopiero od niedawna mi towarzyszą. Z jednej strony trochę żałuję, że nie wiem co działo się wcześniej, ale z drugiej w sumie wydaje mi się, że niczego nie straciłam, bo historia jest pełna, zawirowań jest sporo, także nie ma czasu na zastanawianie się nad tym co było, ale też na wstępie autor prezentuje nam sylwetki wszystkich występujących w powieści postaci, także można się połapać, czy czasami wrócić by sobie przypomnieć co to za jeden.
W powieści dominuje komedia, nie da się tej książki przeczytać bez śmiechu, bez politowania, czy bez odczuwania emocji. Panował tam totalny chaos, jestem pod wrażeniem tego, jak autor umiejętnie nim kierował, jak wodził czytelnika za nos raz po raz wplątując do fabuły coraz to nowe i coraz bardziej szalone wątki. Mam niedosyt związany z elementami kryminalnymi, ja jednak jestem z tych co bardziej wolą kryminały niż komedie, więc ubolewam, że ta tematyka nie była bardziej szeroka. Jestem przytłoczona poziomem absurdu, ilością afer i szaleństw, w ogóle tą komediową otoczką, tej opowieści ukazanej w krzywym zwierciadle, dla mnie tej komedii było po prostu za dużo.
Książka absolutnie nie jest zła, bo jak ktoś gustuje w lekkich, przyjemnych nieco zwariowanych czy po prostu komediowych powieściach, to książka z pewnością mu się spodoba i zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Napisana jest w fajnym stylu, czyta się ją migiem przeżywając więcej przygód w ciągu jednej podróży pociągiem niż niektórzy przez całe życie. Ja jestem urzeczona powiedzonkami Szwagra, jego prostotą rozumowania i tego jak patrzy na świat, czasami aż zazdrościłam takiego podejścia, niemniej jakby mi się takie ktoś trafił to byśmy się na pewno pozabijali.
Ja mam mieszane uczucia, choć z przewagą tych pozytywnych, dobrze spędziłam czas przy tej książce, choć zakładałam, że wątki komediowe i kryminalne będą bardziej zrównoważone. Część komediowa zdecydowanie dominowała, przez co ja osoba nie lubiąca się z tym gatunkiem, nie do końca mogłam się wczuć w fabułę, która momentami strasznie mnie denerwowała. Pomimo swoich mieszanych odczuć, was zachęcam do lektury, to powieść szalona, pełna pozytywnych emocji a nawet wartości, a nutka świąteczna sprawia, że to idealna lektura na nadchodzący czas.
To moja pierwsza styczność z duetem Misiek i Szwagier, ale autor mi to wybaczył już w pierwszych zdaniach wstępu, więc chyba jestem "czysta"😅.
Głównymi gwiazdami są: tytułowy Szwagier - człowiek do rany przyłóż, ale o horyzontach intelektualnych niewiele szerszych niż drzwi przedziału. Jest on udręką i jednocześnie krewnym Miśka, czyli drugiego protagonisty, który tę "lotność" umysłu wypomina Szwagrowi na każdym kroku. W tej zwariowanej eskapadzie kluczową rolę odgrywają też 4-letnie bliźniaki Szwagra (Maja i Gucio) oraz niemal dorosły syn Miśka (Jacek).
Właśnie w tym zacnym, rodzinnym gronie wyruszają w arcycudowną podróż pociągiem "Polar Expressz" na trasie Berlin–Budapeszt. Towarzyszy im niania Ernestyna, której imienia Szwagier nie jest w stanie spamiętać; na każdej stronie jest to inna, równie kuriozalna wersja. Muszę przyznać, że "Etopiryna" skradła moje serce, a właściwie płuca ze śmiechu💜. Pech chce, że w podobnym czasie, ma miejsce wielki napad na berlińską wystawę jubilerską, a rabusie... są na pokładzie Polar Expresszu! Co mogło pójść nie tak? Odpowiedź brzmi: ABSOLUTNIE WSZYSTKO.
W te kilkanaście godzin jazdy dostajemy komediowy (i mocno przerysowany!) koktajl pełen: napadów, porwań, gróźb karalnych, epickich bójek, upojenia alkoholowego i generalnie wszystkiego, co tylko przyjdzie Wam do głowy, gdy wyobrazicie sobie komediową ucieczkę Świątecznym pociagiem pełnym elfów, reniferów i ludzi w każdym wieku (choć niektórych udających zgoła inny rocznik).
Książka należy do tych lekkich i zwariowanych, które poprawią nasz dzień, gdy faktycznie jest zły. Postacie są pełne życia i przesympatycznie przerysowane. Idealna na weekend lub (dla pełni klimatu) do czytania właśnie w pociągu.
Czwarty tom serii pt.: „Góra kłopotów”. Ten tom to niespodzianka i cudny prezent dla fanów Miśka i Szwagra, bo poprzedni zakończył się tak, że płakałam, że to już koniec serii. Jeśli nie znacie poprzednich tomów, śmiało możecie czytać ten, ale zdecydowanie polecam poznać je najpierw. A najlepiej zacząć od opowiadania w antologii wakacyjnej „Chałupy 9”, gdzie poznajemy genezę znajomości Miśka i Szwagra.
Tym razem Wybieramy się w podróż pociągiem. Szwagier został ojcem, a jego słodkie maleństwa już pokazują, że nie daleko pada jabłko od jabłoni. Maja i Gucio wprowadzają zamęt z równym oddaniem, co ich tatuś. Jako że teść Szwagra leci w interesach do Japonii, a towarzyszy mu córka i żona Miśka, panowie- Misiek, Szwagier i Młody mają dotrzeć z Berlina do Budapesztu i tam spotkać się z resztą rodziny. Jak się domyślacie, nawet najlepiej zaplanowana wyprawa, nie obejdzie się bez niespodzianek- kiedy na pokładzie jest Szwagier. Co się wydarzy w „Polar expresie”? Czy napad na berlińską wystawę jubilerską może mieć coś wspólnego z tą podróżą? No raczej 😊 Będzie się działo! Jestem wielką fanką poczucia humoru i ciętych ripost Miśka oraz życiowego zagubienia, ale i logiki myślenia Szwagra. Ich talent to pakowania się w kłopoty jest niepojęty. Potyczki słowne tych dwóch wyciskają łzy ze śmiechu. Kocham. Mam szczerą nadzieję, że to jednak nie koniec. Bardzo polecam!
Cudnie było powrócić do znanych postaci, Szwagra, Miśka i Jacka. Po ostatnich wydarzeniach Zdzich się ustabilizował, ożenił i nawet został ojcem. Obecnie czteroletnie bliźniaki dokazywały i były oczkiem w głowie Szwagra. Teść czuwał, aby rodzina jego córki opływała w dostatki. Jacek wydoroślał i jest już studentem mieszkającym poza domem rodzinnym. Wreszcie ma spokój od wiecznych przepychanek ojca z niezbyt rozgarniętym bratem jego żony. Misiek, jak to Misiek - wiecznie zapracowany i wciąż topniejącym pod hardym spojrzeniem żony Bożenki.
Tym razem Bożenka ze szwagierką postanawiają dołączyć do ojca tej drugiej w jego podróży do Japonii. Niestety ich mężowie i dzieci muszą pozostać na miejscu. Razem uzgadniają, że panowie z dziećmi pojadą do Budapesztu i tam cała rodzina spędzi święta. Tylko czy zwykła podróż pociągiem będzie przebiegać bezproblemowo?
Czterolatki to żywe sreberka, które trzeba mieć stale na oku. Mimo to jakimś sposobem wchodzą w posiadanie kominiarki. Mimo iż wyrzucona, czapka odciśnie piętno na historii. Szwagier i Misiek wsiadają do pociągu w Niemczech w trakcie pewnej wystawy biżuterii, z której skradziona zostaje broszka słynnej Elizabeth Taylor. Co ma wspólnego owa błyskotka z nobliwym lekarzem, pociągiem do Budapesztu oraz czterolatkami? No cóż, znając Szwagra, padają podejrzenia, że on coś wie, choć niekoniecznie zdaje sobie z tego sprawę.
"Klejnoty Szwagra" ponownie wprawiły mnie w dobry humor. Na szczęście Jacek temperował ojca w narzekaniu na Szwagra. Ostatecznie, mimo iż ciapowaty i niezaradny życiowo, Zdzich okazał się sympatyczny.
Niestety autor zapowiedział definitywny koniec przygód Miśka i Szwagra, nad czy troszkę ubolewam. Jednak rozumiem jego zabieg, by pożegnać bohaterów, gdy wciąż ich się lubi. I choć będzie mi ich brakować liczę, że autor kryminałów za jakiś czas ponownie dostarczy czytelnikom kryminału lżejszego kalibru, opatrzonego humorem.
„Klejnoty szwagra” to powrót w najlepszym stylu — pełen humoru, rodzinnych perypetii i absurdalnych sytuacji, które tylko Misiek i jego szwagier potrafią przyciągnąć z taką siłą. Tym razem do zamieszania dołączają dwa maluchy – urocze bliźniaki Maja i Gucio. I choć miało być spokojnie, świątecznie i rodzinnie, to wiecie, jak to bywa, gdy w pobliżu pojawia się Szwagier…
Akcja rusza pełną parą, gdy bohaterowie wyruszają w podróż pociągiem „Polar Expressz” z Berlina do Budapesztu. Miała to być spokojna wyprawa, ale los — a właściwie Szwagier — jak zwykle ma inne plany. Do tego dochodzi tajemnicza niania, pewien jubilerski napad i cała masa nieporozumień, które sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem. Każdy rozdział to mieszanka śmiechu, ciepła i lekkiego szaleństwa, z którego Marek Stelar znów wychodzi zwycięsko.
To historia, która nie tylko bawi, ale też wzrusza. W tle mamy świąteczną aurę, rodzinne relacje i te małe, codzienne absurdy, które czynią życie… po prostu ciekawsze. Autor jak nikt inny potrafi pokazać, że nawet największy chaos może mieć w sobie coś magicznego.
Jakież było moje zdziwienie, że to mi się spodobało!🫣 Choć uważam, że z pewnością nie jest to gatunek, który każdy polubi. Sama miałam momenty, że pewne kwestie mnie drażniły, a nie śmieszyły🤭 . Główne postacie jakże barwne: ✨Szwagier – totalnie odklejony i zachowujący się jak małe dziecko (choć nie wiem czy to porównanie nie obrazi dzieci🙃). ✨Misiek – ten bardziej rozgarnięty, choć wcale nie postępujący jak na dorosłego przystało. . Szwagier, Misiek i część rodziny wyruszają koleją na Święta. Wydawać by się mogło, że to będzie spokojna podróż podczas której nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, a jednak…!😁 Panowie zostają oskarżeni o kradzież przez… złodzieja (!), któremu ginie łup😁 Panowie za wszelką cenę muszą odnaleźć broszkę, by „ujść z życiem”. . Dobrze bawiłam się podczas tej podróży koleją. Tak dobrze, że wcześniejsze tomy audio wrzuciłam sobie na półkę online. . Faktycznie, jak na komedię przystało, często śmiałam się pod nosem, ale też niejednokrotnie kręciłam oczami na zachowanie „dorosłych” ludzi🙃🫣 . Niemniej polecam🖤
Ahh “to już jest koniec, nie ma już nic..” Po każdym tomie serii o Miśki i Szwagrze robiło mi się przykro, bo myślałam, że nie będzie mi dane poznać kolejnej historii z nimi w roli głównej. Te powieści dały mi tyle radości, uśmiechu i zabawy, że z ogromną przykrością kończę ostatni tom🥹🥹🥹 Jestem pewna, że z nostalgią będę myślała o tych przygodach. Panie Marku chylę czoła 🫡😊😉
Ps. To chyba moja ulubiona seria komedii kryminalnych❤️
Na fali 3 poprzednich tomów przeczytałam i tę część. Lektura jest szybka, ale ZBYT. Zbyt nieprawdopodobna. Dzieci w określonym wieku przedstawiają zachowania i artykulację aparatu mowy w ogóle niedostosowaną do podanego wieku. Akcja jest ZBYT nieprawdopodobna. Zwroty akcji ZBYT nieprawdopodobne. Być może książka klei się tylko na sentyment.
Michu i szwagier to duet idealny. Bałam się, że kolejny tom nie zadziała, a ponownie zadziałał świetnie. Jak zwykle wielkie brawa dla lektora, który w audiobooku podgrywa postać szwagra po mistrzowsku.
Jak każda książka z tej serii, absurdalna, zabawna, trafiająca dokładnie w taki humor jaki lubię. Szłam ulicą i śmiałam się na głos momentami. Panie autorze, ja poproszę o więcej.
Machnęłam ją w pociągu (żeby się wczuć w klimat) i bardzo umiliła mi podróż. Całym swoim sercem wielbię Szwagra i całą rodzinkę, więc każdy tom ich przygód sprawia mi ogrom radości.