Miłość, kariera, pieniądze i piękny dom na przedmieściach Jersey City – zdaje się, że Andersonowie mają wszystko. Mimo to chęć powitania na świecie dziecka wciąż jest dla nich najważniejsza, a kolejne starania kończą się rozczarowaniem. Brak upragnionego potomka odbiera im poczucie pełni szczęścia, dlatego postanawiają poddać się badaniom. Oczekiwanie na telefon z kliniki jest trudne zarówno dla Charlotte, jak i dla Stevena, ale to moment odbioru wyników staje się początkiem piekła. Zrozpaczona kobieta wyjeżdża akurat w podróż służbową i postanawia ukryć fakt, że jej mąż jest bezpłodny, aż do swojego powrotu.
Lecz wszystko się zmienia za sprawą przypadkowego spotkania w barze…
Charlotte podejmuje desperacką decyzję, za wszelką cenę próbując spełnić ich wspólne marzenie. Gdy na teście pojawiają się upragnione dwie kreski, nadzieja powraca.
Pięć lat później wszystko wygląda inaczej, niż sobie wyobrażali. Rodzicielstwo wystawia ich relację na próbę. I wtedy pojawia się on… Choć się zmienił, jego spojrzenie pozostało takie samo i uświadomiło Charlotte, że w życiu wszystko ma swoją cenę.
Luna po raz kolejny stworzyła książkę, o której nie mogę przestać myśleć. Musiałam robić przerwy w czytaniu, bo nie potrafiłam znieść natłoku myśli i emocji, które kłębiły się w mojej głowie. Analizowałam każde zachowanie bohaterów, próbowałam ich zrozumieć, oceniałam – i czułam, jak coraz mocniej mnie to przytłacza. Znowu jestem emocjonalnie zmiażdżona, a już dawno żadna historia nie poruszyła mnie w ten sposób.
Charlotte jest w szczęśliwym małżeństwie ze Stevenem. Oboje odnoszą sukcesy zawodowe, mają piękny dom i pozornie idealne życie. Do pełni szczęścia brakuje im tylko dziecka – tego jednego elementu, o którym marzą najbardziej.
Choć to smutne, coraz więcej kobiet i par może się utożsamić z Charlotte – z jej pragnieniem, tęsknotą i bólem. Wiele małżeństw rozpada się przez nieudane starania o dziecko. Ten temat zawsze budził we mnie ogrom emocji i współczucia, bo trudno patrzeć na ludzi, którzy zrobią wszystko, by zobaczyć dwie kreski na teście ciążowym. Dlatego, gdy zobaczyłam, że właśnie ten motyw jest osią nowej książki Luny, wiedziałam, że muszę ją przeczytać – mimo że przeczuwałam, iż będzie to emocjonalnie trudna podróż. Miałam też wobec niej ogromne oczekiwania, bo moja ukochana książka, Wszystkie nasze obietnice, porusza podobne tematy.
Kiedy Charlotte dowiaduje się, że jej mąż jest bezpłodny, świat jej się rozpada. A gdy w barze poznaje Jareda, dostrzega w nim światełko w tunelu – szansę na zostanie matką. W akcie desperacji dopuszcza się zdrady, wykorzystując Jareda w nadziei, że ten jeden, jedyny raz przyniesie jej upragnione dziecko.
Po tej scenie musiałam odłożyć książkę na dwa dni. Nie potrafiłam czytać dalej – miałam za dużo myśli, z którymi nie umiałam sobie poradzić. Próbowałam wczuć się w Charlotte. Zastanawiałam się, co ja bym zrobiła na jej miejscu. Czy w akcie desperacji byłabym w stanie posunąć się do takiego czynu? Czy potrafiłabym później z tym żyć, patrząc codziennie na dziecko, które by mi o tym przypominało? Czy dla pragnienia zostania mamą byłabym w stanie zdradzić?
Na wszystkie te pytania mam tylko jedną odpowiedź: nie wiem. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji i mam nadzieję, że nigdy nie będę. Nie chciałam jednak oceniać Charlotte. Nie chcę jej usprawiedliwiać ani potępiać. Ale moje serce naprawdę było rozdarte.
Ze Stevenem miałam problem od samego początku – czułam, że nie pragnie dziecka tak bardzo jak Charlotte. Cieszę się jednak, że nie został przedstawiony jako czarny charakter tej historii. On też został zraniony. I choć jego reakcja na prawdę była straszna, potrafię ją zrozumieć. Nic go nie tłumaczy, ale jego emocje da się pojąć.
Jared natomiast to wspaniały człowiek. Zbierałam szczękę z podłogi, gdy wyszło na jaw, jak bardzo ten świat potrafi być mały i kim tak naprawdę się okazał. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co czuł, gdy dowiedział się, że został ojcem – i że został wykorzystany, bo Charlotte za wszelką cenę chciała zostać matką. Mimo jego trudnej przeszłości cieszę się, że wszystko ostatecznie udało im się poukładać.
Nie do końca jednak przekonał mnie wątek tajemnicy Jareda – coś w historii z Madison mi nie zagrało. Ten element od początku mnie ciekawił, ale ostatecznie trochę się rozczarowałam. Mimo to nie wpłynęło to na moje ogólne wrażenia z lektury.
Nie mogę się otrząsnąć z tej historii. Wiem, że jeszcze długo będzie siedzieć we mnie i nie da o sobie zapomnieć. I dziękuję za ten epilog po piętnastu latach – naprawdę go potrzebowałam, żeby choć trochę posklejać swoje serce.
Na wstępie chciałabym podziękować Autorce oraz Wydawnictwu za zaufanie i możliwość objęcia patronatem medialnym książki "Gdyby nie Ty". Muszę zacząć od tego, że powieść ta została pięknie wydana, zarówno jeśli chodzi elementy w środku, okładkę jak i cudowne barwione brzegi. To niezaprzeczalnie jedna z najpiękniejszych książek w mojej kolekcji. Stylistyka i język jakim posługuje się pisarka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko. Ja pochłonęłam ją w jedno popołudnie, już od pierwszych stron zostałam wciągnięta do świata bohaterów i z dużym zainteresowaniem oraz zaangażowaniem śledziłam ich losy. Do tej pory przeczytałam ją dwa razy i za każdym z nich przeżywałam wszystkie emocje równie silnie. Fabuła została w interesujący oraz bardzo emocjonujący sposób nakreślona, przemyślana, dopracowana i bardzo dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali w autentyczny i wielowymiarowy sposób wykreowani. To postaci, które mają swoje tajemnice, demony przeszłości, a także wady i zalety, borykające się różnymi mniejszymi bądź większymi problemami dnia codziennego. To postaci, które tak jak my popełniają błędy czy postępują pod wpływem chwili dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w niektórych kwestiach podzielając podobne troski i dylematy moralne. Na kartach powieści mogłam lepiej poznać Charlotte i Jareda (jest też niezwykle ważna perspektywa Stevena). Ich myśli, odczucia, mogłam dowiedzieć się z czym się zmagają każdego dnia, stopniowo mogłam także dowiedzieć się jakie wydarzenia wpłynęły na ich obecne życie, co ich ukształtowało, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Charlotte początkowo wywoływała we mnie mieszane odczucia, dopiero jak zagłębiłam się jej historię byłam w stanie zrozumieć jej intencje, jej ogromne pragnienie posiadania dziecka, będącego dopełnieniem związku ze Stevenem. Nie mam zamiaru jej oceniać, bo naprawdę nie wiem jak ja sama zachowała bym się w sytuacji w jakiej znalazła się kobietą.. Współczułam jej, że znalazła się w takiej, a nie innej sytuacji, że musi dźwigać ciężar rodzicielstwa tak naprawdę na własnych barkach, jednocześnie jej kibicowałam i chciałam żeby ona sama również w końcu zaznała upragnionego szczęścia, bezpieczeństwa i miłości w ramionach mężczyzny, który bezinteresownie zaczął jej to zapewniać. Jared natomiast to mężczyzna, który już od pierwszych chwil totalnie skradł moje serce, urzekła mnie jego opiekuńczość, chęć niesienia pomocy, cierpliwość, a także cudowna relacja jaka łączyła go z siostrą. Chociaż jego postać tutaj również nie jest bez skazy, bo mężczyzna dźwiga na swoich barkach naprawdę wiele, co rzuca się cieniem na jego teraźniejsze życie. Relacja Char i Jareda chociaż zaczęła się w wyniku można powiedzieć małej intrygi i potrzeb cielesnych, to po niespodziewanym spotkaniu po pięciu latach toczy się już ona swoim niespiesznym rytmem, podszytym niepewnością, niedomówieniami, strachem, ale i nadzieją, pozwalając Czytelnikowi skupić się na gestach, słowach i targających emocjach towarzyszących głównym postaciom, ale i nie tylko im. Istotną rolę w tej historii oczywiście odrywają równie ważne postaci drugoplanowe, które wprowadzają sporo zamieszania do życia głównych bohaterów, dostarczając zarówno im samym jak i Czytelnikowi wielu skrajnych emocji i wrażeń. Mowa o Stevenie, siostrze Jareda czy małej Emmie. To co bardzo mi się podobało w tej historii to to, że Luna pokazała rodzicielstwo dokładnie tak jak wygląda w rzeczywistości. To nie tylko cudowny czas, ale także ciężkie dni, choroby czy bunt małego człowieka, które czasami doprowadzają człowieka naprawdę na skraj rozpaczy, tym bardziej jeśli nie otrzymujemy pomocy od kogoś kto powinien nas wspierać w tych trudnych chwilach. I tutaj muszę wspomnieć o Stevenie, który wywoływał we mnie wiele mieszanych odczuć, jednak z czasem zrozumiałam i jego perspektywę, w końcu nie każdy jest stworzony do tego żeby być rodzicem, tylko niestety często dowiadujemy się tego po fakcie, sprawiając przykrość wielu osobom. Wielokrotnie miałam ochotę wejść do tej książki żeby przytulić i wesprzeć bohaterów oraz zapewnić ich, że jeszcze będzie dobrze, że nawet dla nich w końcu zaświeci słońce. Chociaż wiedziałam, że droga do tego momentu długa, kręta i wyboista.. Jak się okazuje tutaj nikt i nic nie jest czarno - białe, każda z decyzji bohaterów wywołuje całą paletę skrajnych emocji, czasami przynosząc ból, czasami ukojenie.. Tutaj każdy zasługuje na wytłumaczenie, wysłuchanie i na drugą szansę. Autorka w swojej powieści porusza wiele ważnych, życiowych i ponadczasowych tematów, które tak naprawdę mogą spotkać każdego z nas czy naszych. Mowa o traumach, mających wpływ na naszą przyszłość, zdradzie, bezpłodności, zawiedzionym zaufaniu, trudach wychowywania dziecka, skomplikowanych relacjach rodzinnych i międzyludzkich. Czytając tą książkę tak naprawdę trudno było mi przewidzieć co wydarzy się na kolejnych jej stronach, jak zachowają się bohaterowie oraz jakie kłody pod nogi rzuci im jeszcze Velevitka.. Pisarka idealnie dotyka najczulszych strun duszy i porusza tak bardzo, że nawet nie czujesz jak płyną łzy. Luna na przykładzie swoich bohaterów pokazuje jak jedna chwila, jeden moment, jedna decyzja może całkowicie odmienić nasze życie, przewartościować je, ale także jakie konsekwencje może ona za sobą nieść. Bywa, że nie ma dobrych opcji i trzeba wybrać mniejsze zło, co jest trudne i nie zawsze satysfakcjonujące. Pokazuje jak ważne jest żeby w trudnych chwilach mieć w swoim otoczeniu kogoś kto pomoże nam dźwignąć ciężar codzienności, wesprze dobrym słowem, gestem, ale i potrząśnie nami w odpowiednim momencie. Ukazuje, że wszystko dzieje się po coś, nic nie jest dziełem przypadku, a ludzie pojawiający się na naszej drodze znajdują się na niej nie bez przyczyny. "Gdyby nie Ty" to emocjonująca, poruszająca i miejscami bolesna książka. Luna poruszyła mnie do głębi i wielokrotnie łamała moje serce, by później posklejać je na nowo.. Jestem pewna, że ta pozycja nie jednego Czytelnika skłoni do głębszych przemyśleń nad własnym życiem oraz wyborami jakich dokonujemy każdego dnia. Cudownie spędziłam czas z tą książką i czekam już na kolejne książki spod pióra autorki. Polecam!
W tym przypadku po książkę, chciałam sięgnąć ze względu na autorkę, z której piórem polubiłam się przy czytaniu jej historii na wattpadzie. Jednak książka kusi też wspaniałym wydaniem z barwionymi brzegami, jak również opisem dającym złudne wrażenie, że opowieść będzie schematyczna czy szablonowa, bo tak naprawdę jest ona na swój sposób oryginalna, wspaniała, emocjonalna oraz nieco trudna i bolesna.
Andersonowie mają wszytko, czego może zapragnąć małżeństwo, wszytko oprócz jednego, wymarzonego dziecka. Kolejne niepowodzenia potęgują frustrację i obawy o przyszłość ich związku. Postanawiają się przebadać, a oczekiwanie na wyniki jest trudne dla obojga. W końcu Charlotte odbiera wyniki, które zmieniają wszytko. Wstrząśnięta kobieta wyjeżdża w podróż służbową, na której chce się przygotować do powiedzenia mężowi prawdy. Jednak w chwili słabości podejmuje radykalne kroki by spełnić ich marzenie, które potwierdzają dwie kreski na teście ciążowym. Mija pięć lat, małżeństwo Charlotte i Stevena nie jest już takie samo, problemy się piętrzą, a na progu ich domu staje on, mężczyzna przez którego wszystko się zmienia.
Autorka stworzyła nam tutaj ciekawą fabułę, skupiającą się na wrażliwych tematach i niestandardowych działaniach. Przy lekturze tej książki człowiek zaczyna się zastanawiać do czego byłby zdolny żeby spełnić własne marzenia, czy żeby ratować swoje małżeństwo. Droga jaką przechodzi Charlotte w tej powieści jest trudna i wyboista, pełna wyborów, które drastycznie mogą wpłynąć na życie i przyszłość. Desperacja popycha ją do działania, które choć miało przynieść ulgę i szczęście staje się piętnem, i choć doczekała się wymarzonego dziecka, to wszystko wokół zaczyna się zmieniać i sypać, w tym sama Charlotte która przez lata zmaga się z poczuciem winy, obawami co się stanie gdy prawda wyjdzie na jaw, a jak wiemy ona zawsze wychodzi z ukrycia.
Pojawienie się Jareda nadaje całej fabule tempa, animuszu oraz dramatyzmu. Budzi się napięcie i oczekiwanie na to co się stanie, jaka będzie afera i jak bohaterowie z tego wybrną. Jeżeli chodzi o sama aferę, to jak dla mnie było za mało ekscytująco, choć nie można powiedzieć, że autorka nie dała tutaj wszystkim popalić, bo każdy dostał porządną lekcję, choć największa wina i kara spadły na Charlotte. Tutaj mam bardzo, ale to bardzo mieszane uczucia, zdrady nigdy nie usprawiedliwiam i zawsze potępiam, ale w przypadku tej bohaterki staram się zrozumieć jej motywację. Podobnie ma się z kłamstwami, choć uwielbiam ten motyw, to jednak w życiu zawsze stawiam na prawdę więc choćbym jak bardzo chciała bronić Charlotte to naprawdę nie potrafię, choć staram się rozumieć i też nieco krytycznie patrzę na jej otoczenie, które tak mocno ją potępiło, nie starając się jej zrozumieć.
Książka wzbudziła we mnie całą masę emocji najbardziej skrajnych, zmusiła do zastanowienia się, ale też spowodowała, że na niektóre rzeczy musiałam spojrzeć z szerszej perspektywy. Ta historia pokazuje jak desperackie działania wpływają na przyszłość, że życie to pasmo trudnych i nieoczywistych wyborów, a spełnienie marzenia nie zawsze jest tym czym naprawdę miało być. To lektura przy której nie da się być obojętnym, to opowieść która porusza, wstrząsa, zmienia sposób myślenia. Choć książkę czyta się lekko i z przyjemnością to roi się w niej od trudnych i kontrowersyjnych tematów, jest pełna zwrotów akcji i niestandardowych działań, przez co choć wydawać by się mogło, że to kolejna niczym nie wyróżniająca się historia to prawda jest zupełnie inna, tutaj nic nie było zwyczajne, proste czy schematyczne.
Mnie ta historia mocno dotknęła, poruszyła serce i duszę, i choć nie potrafię bronić Charlotte to też nie jestem w stanie jej potępić. Chęć posiadania dziecka to coś czego nie można zbadać ani zmierzyć, to pragnienie coraz częściej staje się nierówną walką z losem, przy którym zarówno jednostki jak i pary są w stanie zrobić wszytko i nie nam oceniać to pod katem moralnym, prawnym, etycznym czy innym. Ta książka daje lekcje, ale też pokazuje osobom zmagającym się z podobnymi problemami, że nie są sami, a działanie za wszelką cenę nie zawsze przyniesie oczekiwany skutek.
Książka choć trudna jest wspaniała, życiowa i emocjonalna. To opowieść, która wciąga, której nie da się odłożyć, przy której czas staje w miejscu i zaczyna swój bieg dopiero gdy historia się kończy. Jak zawsze jestem zachwycona powieścią autorki, uwierzcie na słowo ona jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, a wiem co mówię bo na wattpadzie czytam wszystko po kolei. To książka dla fanów trudnych, złożonych i emocjonalnych historii, ja szczerze zachęcam do lektury, która zmusi was do patrzenia na świat w szerszej perspektywie.
" Gdyby nie Ty " ~ L. Velevitka (recenzja we współpracy z wydawnictwem) [...] Kiedyś bardzo się kochaliśmy, ale problem polega na tym, że to czasem nie wystarcza. 📚 Marzenie 📚 Zdrada 📚 Nowe życie Q: Bohaterka złamała jedną z Twoich zasad moralnych, a mimo to historia książka jest nie odkładalna. Czy można wówczas powiedzieć, że jest świetna? ▪️ Recenzja ▪️ „Gdyby nie Ty” to książka, która zdecydowanie namieszała mi w głowie. Ta recenzja będzie długa, tak samo jak chwile, w których próbowałam zebrać myśli po jej przeczytaniu. Główna bohaterka złamała jedną z moich wartości moralnych. Postąpiła w sposób, którego normalnie nie byłabym w stanie zaakceptować. Przez to trudno mi było jednoznacznie stwierdzić, że ta książka mi się podobała. Mam w głowie walkę, mętlik. Jestem między młotem a kowadłem — z jednej strony kompletnie nie popieram tego, co zrobiła, a z drugiej moja empatyczna, „zielona” osobowość próbuje ją zrozumieć i usprawiedliwić, a książkowa dusza która krzyczy że chce przeczytać ją jeszcze raz! Przed napisaniem tej recenzji zaczęłam się zastanawiać, dlaczego właściwie sięgam po książki. I doszłam do wniosku, że podobnie jak wielu z was szukam w nich czegoś, czego w codziennym życiu nie da się doświadczyć: czegoś nienaturalnego, nieosiągalnego, może nawet zakazanego. Czegoś, co dostarcza skrajnych emocji i przypływu adrenaliny, których w rzeczywistości raczej wolelibyśmy uniknąć. Umówmy się… każdy marzy o wielkiej miłości, ale nie o porwaniu czy mafii. A jednak to właśnie po takie historie najczęściej sięgam. I co więcej — o takich książkach, pełnych krwi i brutalności, mówimy potem, że nam się podobały. Dlatego i tym razem postanowiłam odsunąć na bok moje moralne zasady i skupić się na samej historii. I dzięki temu z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ta książka była OBŁĘDNA! Czułam cierpienie bohaterki, jej bezsilność związaną z nieskutecznymi staraniami o dziecko. Cierpiałam razem z nią, gdy poznała prawdę. Choć dalsze decyzje były dla mnie trudne do zaakceptowania o czym już wspomniałam na początku recenzji, to właśnie one sprawiły, że mogłam przeczytać jeden z najbardziej poruszających romansów ostatnich czasów. Jestem zachwycona postawą Jareda — wykazał się ogromnym spokojem i niezwykłą odpowiedzialnością. To bohater godny podziwu: wiedział, kiedy walczyć, a kiedy odpuścić. Był troskliwy, ale też stanowczy. To ten typ mężczyzny, który skradnie niejedno serce. Charlotte, mimo swoich błędów, również była świetnie wykreowaną postacią. Czułam jej ból, radość, smutek i zmęczenie. Autorka niemal wzorowo oddała emocje bohaterów, a poprowadzona fabuła była dla mnie fenomenalna, bez zbędnych wątków, bez powtórzeń, z idealnym tempem. Choć początek historii jest nieco spokojniejszy, płynie się przez niego lekko i naturalnie - nie dajcie się zwieść. Tu aż roi się od emocji i zawrotów głowy. Dalsze rozdziały były niczym wisienka na torcie. Urocza mała dziewczynka dodaje tej opowieści jeszcze więcej autentyczności i ciepła. „Gdyby nie Ty” to historia, którą z czystym sercem polecam i do której na pewno kiedyś wrócę. Z przyjemnością sięgnę po kolejne książki spod pióra tej autorki. Dziękuję bardzo za polecenie książki @ksiazka_sercem_w_dloni [...] Przyjaciel to ktoś, na kogo zawsze możesz liczyć i kto nigdy, przenigdy cię nie zawiedzie… – urwał na moment, gdy głos mu się załamał. – To też ktoś, kto zawsze ci pomoże i wysłucha – mówił dalej. – Z przyjacielem możesz się bawić, ale gdy będzie ci smutno, możesz się do niego przytulić. Przyjaciel… – Wziął głęboki oddech. – Zawsze cię obroni…
Gdyby nie ty to powieść, która od początku obiecuje emocjonalną burzę i rzeczywiście ją dostarcza, choć nie zawsze w sposób, który w pełni mnie przekonał. Autorka, znana z intensywnych, wewnętrznie rozchwianych historii o relacjach, ponownie zanurza czytelnika w świat skomplikowanych wyborów, cichych pragnień i niewypowiedzianych lęków. To romans obyczajowy, ale napisany w tonie bliższym dramatowi takim, który pulsuje napięciem i konsekwencjami decyzji podejmowanych w chwili, gdy serce bije zbyt głośno. Akcja rozgrywa się we współczesnych realiach, a historia skupia się na życiu Charlotte, kobiety, której świat zewnętrzny wydaje się poukładany i wręcz wzorcowy. Jednak to, co napędza fabułę, to właśnie rysy na tej idealnej fasadzie. W narracji dominuje poczucie braku, niespełnione pragnienie macierzyństwa, coraz bardziej napięta relacja małżeńska, a także przeczucie, że podejmowane wcześniej decyzje zaczynają domagać się swoich konsekwencji. Charlotte jest postacią, której trudno odmówić autentyczności. Pełna sprzeczności, emocjonalnie wrażliwa, często rozdarta między tym, czego pragnie, a tym, co „powinna” zrobić. Jej motywacje przynajmniej dla mnie nie są do końca zrozumiałe oraz momentami frustrujące. Jej mąż, choć mniej wyeksponowany, jest ważnym tłem jej działań, a jego obecność podkreśla, jak różne potrzeby potrafią oddalać nawet najbardziej zgrane pary. Tematyka powieści obraca się wokół pragnienia bliskości, lęku przed samotnością, presji społecznej dotyczącej rodzicielstwa i związku, a także granic, jakie stawia nam sumienie. To w gruncie rzeczy historia o tym, jak bardzo potrafimy się pogubić, próbując utrzymać pozory normalności i jak wiele kosztuje nas próba spełnienia oczekiwań, które nie zawsze są naprawdę nasze. Styl Luny jest emocjonalny, nasycony refleksją, często melancholijny, a jednocześnie bardzo przystępny. Autorka dobrze potrafi uchwycić subtelne stany emocjonalne, drobne pęknięcia w relacji, ukryte napięcia, szeptane w myślach pytania. Język jest lekki, choć chwilami zbyt rozciągnięty, a niektóre opisy emocji wybrzmiewają jak echo powtarzające to samo zdanie na kilka sposobów. Niekiedy brakowało mi oddechu, przestrzeni między emocjami, które zdawały się falować bez wyraźnej pauzy.
Mocną stroną książki jest z pewnością atmosfera, gęsta, jednolita, konsekwentnie prowadzona. Podobała mi się także szczerość, z jaką przedstawiono kobiece pragnienia i wątpliwości. Bohaterowie są wiarygodni, bo nieidealni, a ich wybory prowadzą do realnych napięć.
Z drugiej strony tempo bywa nierówne, część scen wydaje się przeciągnięta, inne natomiast zbyt szybko przeskakują w nowe emocje. Czasem trudno było mi zaakceptować zachowanie Charlotte i decyzje, które podjęła ponieważ w moim odczuciu zachowała się dość samolubnie i można powiedzieć, że wykorzystała w tym wszystkim trzy nieświadome osoby.
Osobiście odebrałam tę książkę jako emocjonalną. Kilka scen zostało ze mną na dłużej, głównie dzięki intensywności przeżyć. Mimo tego, że nie do końca polubiłam się z główną bohaterką to cenię ją za prawdę o kobiecym doświadczeniu i za to, że nie boi się mówić o trudnych emocjach.
Charlotte ma dosłownie wszystko; karierę, kochającego męża, pieniądze za wyjątkiem dziecka, które jeszcze bardziej zbliżyłoby ją do ukochanego. Gdy w końcu poznaje prawdę jaka stoi za ciągłym niepowodzeniem w zajściu w ciąże; jej mąż okazuje się bezpłodny, tak więc postanawia zrobić coś co może jednocześnie uratować, ale i zniszczyć jej idealne życie.
Jared to taki green flag. No bo jaki facet mówi nowo poznanej kobiecie, aby wezwała taksówkę jak będzie wracała do domu, bo w okolicy jest niebezpiecznie. Oczywiście mężczyzna za sobą złą trudną przeszłość przez co niełatwo jest mu wrócić do normalnego życia a tym bardziej nawiązać przyjacielskie relacje.
Fabuła, która od pierwszych stron wciąga i nie daje odetchnąć. Od początku do końca możemy poznać powody Charlotte jakie nią kierowały, gdy zdradzała męża i jak bardzo kłamstwa ciążyły na jej sumieniu. Jakby tego było mało mężczyzna, z którym zaszła w ciążę pojawia się w jej życiu. Autorka potrafi dawkować emocje a w tym przypadku było ich tak wiele, że nawet na chwilę nie dało się od niej oderwać.
W przepiękny sposób przedstawiona została postać Jareda. Mężczyzna ma pewne przypuszczenia, że jest ojcem, ale z jakiegoś powodu cały czas czeka, aby się w tym utwierdzić. Mężczyzna nie stawia wymagań, nie krzyczy, nie zmusza Charlotte do tego, aby powiedziała mężowi prawdę. Jakby tego było mało cały czas jest gotów pomóc w opiece nad dziewczynką, uczy ją jeździć na rowerze, piecze dla niej naleśniki a nawet robi sesję zdjęciową dla jej lalek. Tego samego nie mogłabym powiedzieć o bohaterce. Pomimo tego, że starałam się zrozumieć jej decyzję i tak wywoływała ona u mnie oburzenie. Kobieta postawiła zabawić się w boga i tym samym zraniła wiele osób dla własnych celów.
"Gdyby nie ty..." to historia o tym jak trudny wybór musimy podjąć, aby uratować swoją rodzinę, ale jak jego konsekwencje mogą ciągnąć się za nami latami. Nie jest to łatwa książka, ponieważ pokazuje, że nie zawsze warto walczyć o coś co nie ma racji bytu, ale i że nie da się zbudować przyszłości na kłamstwie.
Mam kilka przemyśleń. Podobała mi się książka, czytało mi się ją bardzo szybko, ale ... Brakowało mi w niej jeszcze więcej przysłowiowego "mięska". Chciałam zobaczyć obraz bardziej popadającej w obłęd i absurd Charlotte w związku z problemem w zajściu w ciążę. Dodatkowo brakowało mi troszeczkę, jeszcze kilku scen rozwoju reakcji przyjacielskiej między Jaredem i Char. Podczas czytania uznałam, że książka nie nakazuje mi lubienia głównej bohaterki i to mi się podobało. Nie należę do fanów romansów, ale jako recenzent, uważam, że książkę należy oceniać w odniesieniu do gatunku. Ta książka reprezentuje naprawdę niezły romans. 4/5 gwiazdek, fajnie przeczytać coś od nowego, fajnie startującego wydawnictwa