O życiu w Rosji pisano wiele, lecz nigdy tak otwarcie.
Michał Gołkowski - pisarz, tłumacz, lingwista i znawca Wschodu, syn dyplomaty od lat zaangażowanego w politykę wschodnią Polski - odwiedził ukraińskie więzienia, by porozmawiać z przebywającymi tam rosyjskimi jeńcami wojennymi.
Nie z politykami, nie z ekspertami; ze zwykłymi ludźmi, którzy stali się narzędziami w rękach systemu.
To nie jest książka o ideologii ani o polityce.
To książka o tym, co dzieje się z umysłem człowieka, od lat poddawanego bezlitosnej obróbce skrawaniem.
To echo bezgłośnego krzyku, brzmiącego w zapisie spotkań z tymi, których państwo wysłało na wojnę, a potem zostawiło samych.
Gołkowski słucha i pozwala, by w ich słowach odbił się prawdziwy obraz kraju, który od pokoleń karmi swoich obywateli kłamstwem, strachem i przemocą.
Russkij mir to reportaż, który nie szuka usprawiedliwień. Pokazuje, jak system niszczy własnych obywateli, zanim skieruje ich przeciwko wszystkim innym.
Książka którą trudno ocenić, więc nie będę bawił się w gwiazdki.
Co mi się nie podobało?
1. Mam sporo zastrzeżeń do pierwszej części książki, która trochę negatywnie ustawia do całości. Dlaczego? Dużo tam stwierdzeń o Rosji i rosyjskim społeczeństwie, które w sumie w żaden sposób nie są nowe, raczej powielają to co Polski czytelnik wie i nie ma tu niczego odkrywczego. Więc generalnie nie do końca wiadomo po co ta część jest? Bo jeśli ma kogoś do czegoś przekonać (np. ewentualnego czytelnika zachodniego - który o tym nie ma zielonego pojęcia ...), to ten cel nie zostanie osiągnięty przez język autora. Mocno prześmiewczy, wręcz szyderczy. Bardziej to wygląda na "jedziemy po kacapach" niż "OK, zbudujmy obiektywny obraz Rosji i Rosjan". Nie to żeby nie zasłużyli ;)
2. Dość zabawne jest, że w pewnym momencie autor pisze, że jest błędem odczłowieczanie Rosjan ("orki", itp.), natomiast właśnie po 30-40% miałem ten błąd jako jeden z głównych na liście spostrzeżeń z lektury. Nie to, że Gołkowski odpina wrotki, ale ten rant robi się męczący po pewnym czasie.
3. Przyznam szczerze, że mnie ogólnie styl Gołkowskiego się po prostu nie podoba - myślałem, że wychodząc z fikcji w kierunku "reportażu" styl również się trochę zmieni i lektura będzie bardziej strawna, ale trochę się męczyłem. Do czasu ...
A co mi się podobało?
1. Książka robi się znacznie lepsza od ok. połowy, kiedy Gołkowski bardziej eksploruje swoją wiedzą na temat Wschodu (zawodowo sporo działał w tym kierunku) i pojawia się naprawdę dużo smaczków, których nie znajdzie w innych miejscach. Jest też parę fajnych dygresji ekonomicznych i trochę spojrzenia z perspektywy "insajderskiej" (bezpośrednie rozmowy autora ze znajomymi z drugiej strony) - znacznie lepiej się to czytało.
2. Końcówka również jest całkiem smakowita - mamy wywiady z rosyjskimi jeńcami wojennymi w ukraińskich obozach dla POW. Wywiady nie są głupie, wręcz przeciwnie - Gołkowski dobrze i sensownie dobiera pytania, tak aby rozmówców nie antagonizować, ale faktycznie wyciągnąć ich "logikę" i spojrzenie na istotne tematy. Czy to się udaje - trochę tak, trochę nie, ale szanuję próbę, bo jest naprawdę bardzo przemyślana i staranna.
3. Generalnie to nie jest tak, że książka jest w pełni obiektywna (pisze o tym sam autor), bo cholernie o to ciężko przy takiej asymetrii skurwysyństwa, ale fajnie widać że emocjonalny stosunek autora do tematu nie jest prosty. On Rosjan nie nienawidzi, ale jest skrajnie rozczarowany tym, co musi opisywać. Ma pozytywny sentyment, uważa(ł) się nawet za rusofila, ale po prostu nie może znaleźć usprawiedliwienia dla tego co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Muszę przyznać, że "kupiłem" tę postawę i jest dla mnie wiarygodna.
---
Kończąc, myślę, że "Russkij mir" warto przeczytać. Zwłaszcza jeśli jesteście w stanie przetrwać te nieszczęsne pierwsze kilkadziesiąt procent. Natomiast nie oczekujcie lektury łatwej, prostej i przyjemnej - raczej dołującą i depresyjną.
P.S. Bardzo spodobało mi się podsumowanie Putina przez Gołkowskiego. Niestety, muszę się zgodzić w całej rozciągłości. P.S.S. Mega ciekawy kawałek o eliminowaniu przestępczości zorganizowanej (ale tej niepodlegającej władzy Federacji ...)
Bardzo dobra książki, ale nie wyobrażam sobie jej czytać w papierze. Audiobook czytany I komentowany przez autora to mistrzostwo świata. Polecam wszystkim zainteresowanym wschodem, konfliktem na Ukrainie i roli zwykłych ludzi w systemie panującym w Rosji.
Dziwicie się, że "tylko" mi się podobała, nawet bez żadnego "bardzo", o "amazing" nie wspominając, a jednocześnie oznaczyłem ją jako "best-of-the-best"? No cóż - nie do końca spodobała mi się konwencja, którą pisarz tym razem wybrał. Wolałem jego styl powieściowy. Jeśli zaś chodzi o tę tematykę, czyli Rosję w ujęciu non-fiction, wolę styl na przykład Anne Applebaum czy Mirona Dolota, gdyż chłodna rzeczowość, wbrew pozorom, jeśli mistrzowsko wykorzystana, daje więcej do myślenia i jest bardziej wiarygodna, a o dziwo, jak się okazuje, również budzi większe emocje, niż osobiste zaangażowanie autora, które w "Russkim mirze" aż bije od pisarza. Fakt - Michał Gołkowski wyjaśnił, dlaczego jego narracja przybrała taką, a nie inną, formę i ja to w pełni rozumiem. Nie wiem jednak, czy poszedł dobrą drogą, gdyż Bill Browder, którego stosunek do Putina i jego Rosji jest zdecydowanie bardziej osobisty niż Gołkowskiego, jednak, dzięki zachowaniu rzeczowego, solidnego stylu, bez wulgaryzmów, jest moim zdaniem zdecydowanie bardziej przekonujący i trafiający do odbiorcy. Z drugiej strony, gdy patrzę na inteligencję przeciętnych rodaków, i nie tylko, którą można obserwować w ramach prywatnych dociekań socjologicznych nie tylko w realu, lecz również mediach, a przede wszystkim w sieci, to może racji w tym zakresie nie mam.
Inna sprawa, że poziom czytelnictwa w Polsce nie napawa mnie optymizmem i nadzieją, że jakakolwiek książka może coś zmienić. Jaka część populacji cokolwiek poza memami czyta? Co innego internet i media społecznościowe. Tutaj jestem naprawdę pełen podziwu dla autora za jego heroiczną walkę z ruską (wspieraną przez chińską, muzułmańską, antyzachodnią, antyukraińską, antyżydowską i Bóg wie jeszcze jaką) propagandą i dezinformacją. No, ale do meritum...
Książka bardzo, bardzo potrzebna, zwłaszcza wobec propagandowej niemocy, nieudolności czy po prostu niechciejstwa państwa. Ma pewne mankamenty, na przykład moja ocena wojny zimowej (talvisoty) jest krańcowo odmienna od tej zaprezentowanej przez Gołkowskiego, lecz nie są to rzeczy, które by podważały czy osłabiały wymowę i przesłanie dzieła. Inna sprawa, to warsztat dokumentalisty. Tutaj niestety naszemu pisarzowi daleko do Frédérica Martela, który rozmawiając ze źródłami nie mniej hermetycznymi niż jeńcy rosyjscy zadbał jednak o dokładną dokumentację i obwarowania prawne. Jeszcze inna, to fakt, który chyba autorowi uciekł, że nawet rosyjscy cywile, którzy na stałe od lat mieszkają w Polsce i nie zamierzają powrócić, którzy są tu zakorzenieni, pożenieni i całkowicie osiadli, mówiąc o Rosji na ogół wypowiadają się tak, jakby KGB czy inna służba wciąż miała na nich oko i nierzadko się posuwają do stwierdzeń, że Rosja to najlepszy kraj na świecie, choć nie zamierzają do niego wracać za żadną cenę. Z tego powodu w rozmowach z rosyjskimi jeńcami należałoby chyba stosować dystans wręcz paranoidalny, jeszcze większy, niż pan Michał zastosował. Jednak, mimo, iż tematem "duszy rosyjskiej" i cara Putina interesuję się od zawsze, również ja znalazłem w "Russkim mirze" sporo wartościowych i nowych dla mnie rzeczy, do których wcześniej samodzielnie się nie dokopałem, które mi uciekły. Ze względu na to właśnie, na treść, mimo moim zdaniem nie najszczęśliwszej konwencji, dzieło powinien przeczytać każdy, zwłaszcza jeśli ma jakieś złudzenia i sympatie prorosyjskie. Gorąco polecam
Ps. Podobno audiobook "lepiej wchodzi", lecz książka, to książka, zwłaszcza jeśli chodzi o przyswojenie konkretów i szczegółów.
Kiedy ta książka ukazała się jesienią ubiegłego roku, zapisałem ją na listę „do przeczytania”, nie spodziewając się, jak wielkie wrażenie na mnie wywrze. Przeczytałem w życiu wiele pozycji o Rosji, ale „Russkij mir” Michała Gołkowskiego sprawił, że zupełnie inaczej spoglądam teraz na rosyjską duszę i mechanizmy tamtejszej propagandy.
Autor, który czuje Wschód pod skórą
Michał Gołkowski to lingwista, tłumacz symultaniczny i człowiek, który od dziecka nasiąkał Wschodem dzięki ojcu dyplomacie. Sam określa swój stosunek do słowiańszczyzny jako typowe love-hate relationship. Ten emocjonalny rozkrok jest kluczem do zrozumienia, dlaczego to właśnie on mógł napisać tę książkę tak dobrze i tak boleśnie.
Czym jest „Russkij mir”?
Tytuł można tłumaczyć dwojako: jako „rosyjski świat” lub „rosyjski pokój”. Oba znaczenia idealnie pasują do strategii Kremla: szerzenia pokoju za pomocą wojny i gwarantowania wolności poprzez więzienie.
Książka wymyka się prostej klasyfikacji. To po części reportaż, po części esej historyczny o upadku ZSRR, a przede wszystkim – zbiór wstrząsających rozmów. Główną wartością tej pozycji są zwykli ludzie, a nie geopolityczne analizy. Gołkowski oddaje głos rosyjskim znajomym, których proces „zombifikacji” obserwował na żywo, oraz jeńcom wojennym, z którymi rozmawiał w Ukrainie.
Autor podkreśla, że jedyną drogą do poznania Rosji jest czytanie pomiędzy kłamstwami. Odrzuca wiarę w mistyczne „cechy narodowe”, wskazując brutalnie na system wychowania i funkcjonowania państwa, który od pokoleń formuje jednostkę według jednego wzorca.
Moje wrażenia – lektura, która stresuje (i słusznie)
Audiobook czytany przez samego autora to dodatkowy atut. Gołkowski wie dokładnie, gdzie położyć akcent, a gdzie wzmocnić przekaz soczystym przekleństwem. Nie pisze jak akademik, lecz jak człowiek, który widział zbyt wiele i musi o tym opowiedzieć.
Największy ciężar niosą zapisy rozmów z rosyjskimi jeńcami. Wyłania się z nich obraz ludzi gardzących humanitaryzmem i litością, które uważają za przejaw słabości. Kult siły jest tam jedyną religią. To przerażające, bo Gołkowski pokazuje, że to nie są potwory z bajek, ale ludzie ukształtowani przez system, który skutecznie zastąpił im samodzielne myślenie.
Choć książka bywa chaotyczna, ten brak linearnej struktury dobrze oddaje rosyjską rzeczywistość. Autor jednoznacznie staje po stronie napadniętej Ukrainy, nie szukając tanich usprawiedliwień dla „rosyjskiej duszy”, co nadaje całości ogromnej autentyczności.
Podsumowanie
„Russkij mir” to 752 strony intensywnej, momentami przerażającej treści. To lektura konieczna, zwłaszcza dla nas – Polaków żyjących kilkaset kilometrów od tego świata. Gołkowski zmusza do wyjścia ze strefy komfortu i zadania sobie pytania: na ile nasze bezpieczne fotele są rzeczywiście bezpieczne?
To książka, która stresuje, ale i otwiera oczy. Odpowiedź na pytanie o nasze bezpieczeństwo autor zostawia otwartą, sugerując, że zależy ona przede wszystkim od naszej czujności.
Lisiołowy Mir . „Russkij Mir” to nie tylko tytuł nowej książki Michała Gołkowskiego, to również rosyjska strategia polityczna na rozszerzanie swoich wpływów. Szerzenie pokoju – za pomocą wojny, zapewnienie dobrobytu – za pomocą lania po głowach, gwarantowanie wolności – za pomocą więzienia. Chyba nawet sami Rosjanie nie do końca wiedzą, co ten mir oznacza, ale jest im niezbędny do życia jak powietrze. Jeśli ten początek wydaje Wam się abstrakcyjny, to trzymajcie się kocyków, bo to dopiero początek tej jazdy! . Lisioł przyznaje, że jest pod wrażeniem autora, który ewidentnie ma doświadczenie w dekonstrukcji rosyjskiej propagandy. Trzeba tutaj jasno powiedzieć – Rosja to stan umysłu i to mocno nawalonego, naćpanego i przekonanego o swojej wyższości umysłu. Dlatego Europejczycy mają często problem ze zrozumieniem Rosji – przykładają do niej swoje cywilizacyjne wartości, a tutaj proszę Państwa mamy do czynienia z barbarzyńcami być może, jakich nawet starożytny Rzym nie widział. . Książka jest gruba i pełna przykładów. Dowiecie się z niej np. jak działa rosyjska opera mydlana, czyli świat polityki. Moda na sukces to przy tym przedszkole *mruknął Lisioł oglądając odcinek 570547464114, w którym nic się nie zmieniło od poprzednich 150*. Do tego takie dodatki jak: co się stało z rosyjską mafią, czyli od mauzoleów do nagrobków biedaków; słowiański Wielki Brat; prawda rzecz względna – na przykładzie publicznych wypowiedzi polityków, Putina i ludu rosyjskiego; o niezmienności rosyjskiej armii oraz zmienności rosyjskiej historii *Wojna Zimowa kłania się tutaj w pas*; czemu Rosjanie mają drogie samochody, a mieszkają w lepiankach, czyli o kradzieży kranu piśnięć kilka - tak tak, Armia Czerwona miała takie ciekawe nawyki jak kradzież kranu, z nadzieją, że jak się ten kran odkręci w trakcie jazdy czołgiem, to poleci woda. Kran bezprzewodowy! Czy coś się zmieniło? Uroda kranu, co najwyżej. . Dodatkowym atutem książki jest fakt, że autor pojechał na Ukrainę porozmawiać z rosyjskimi jeńcami i zamieścił te wywiady w książce, na szczęście z komentarzami. Jednym piśnięciem warto, ale będzie ostro, bo autor nie sili się na ładny język, tylko leci z grubej rury.
Trochę miałam problem z oceną książki, sama treść ciekawa i świetny research. Może podobałaby mi się bardziej gdybym wybrała książkę, a nie audiobook - ponieważ autor jest narratorem zangażowanym, dodającym swoje uwagi - być może mogłoby to być dużym atutem, gdyby nie częste wulgaryzmy. Rozumiem, że autor jest osobiście zaangażowany w historię i są mu bliskie realia pokręconej Rosji, ale to właśnie nadangażowanie się w narrację niestety mi przeszkadzało.