Opowiadanie Esberna
* Tell me one thing, do you enjoy making people suffer? Zaczęłam czytać to opowiadanie i miałam takie „Esbern łobuziak, that’s kinda cute”. Potem chłopak doznaje olśnienia, zmienia swoje życie i kiedy człowiek myśli, że będzie brokatowo to nagle ktoś mu nogi podcina. Nie no super, wszystko spoko - wstajesz i idziesz dalej. Lecz kiedy zaczynasz się rozpędzać to obrywasz cegłą. Super. Świetnie. Vasharoth did it again, co nie?
* A teraz tak na poważnie. Esbern jest niesamowicie barwną postacią - wielowymiarową bym powiedziała. Dla mnie jest to przykład postaci w stylu „od zera do bohatera”. Nie będę kłamać, ale kocham bohaterów, którzy odkrywają w sobie talent albo silną pasję i pielęgnują ją tak długo, aż w pełni nie rozkwitnie - a nawet potem może okazać się że to za mało i przekraczają swoje granice. Esbern po odkryciu swego talentu iluzjonistycznego pragnął stać się kimś więcej niż tylko chłopcem sprawiającym problemy swojej rodzinie i mieszkańcom dziury zabitej deskami.
* To co powiem jest tylko i wyłącznie moim przeżyciem po lekturze i może mijać się z przyjętą interpretacją. Mimo tego, że mój charakter bardzo mija się z jego, to zauważam pewne punkty nas łączące. Jednym z nich jest chciwość. Moment, w którym Esbern odkrył swój dar zaczął pragnąć więcej i więcej - czytał więcej, ćwiczył więcej, robił więcej. Ta „chciwa pasja” była jak siła napędowa do zmiany siebie i swojego otoczenia. W pewnym momencie posada w miasteczku już nie spełniała wymagań - to wyrwanie się z dziury stało się celem. Wyprowadził się, dostał pozycję w Gildii, zaczął prowadzić frywolny styl życia, ale ta „chciwość” się nie kończyła, dopóki nie została brutalnie zgaszona... To jest coś co nas łączy - miłość, pasja i oddanie swoim marzeniom, celom. Miłość tak jasna, że oślepiająca nas samych. Esbernowi można winszować sukcesu, ale każdy sukces ma swoją cenę. Całą uwagę przeniósł w jedno miejsce, przez co za późno zauważył cierpienie swojej matki, zbyt późno zauważył, że brat stoczył się na tą samą ciemną ścieżkę co ojciec, nie zauważył, że był wykorzystywany przez kobietę, którą darzył uczuciem - mimo że jego serce było pełne miłości, radości i humoru, zostało zaślepione. Jednak czy można go za to winić? Czy można mieć pretensje do osoby, co pragnęła zmaksymalizować swoje zyski z czystymi intencjami?
* Przeskakując do gildyjnego Esberna, możemy zaobserwować, że chłopak nie dość że podniósł się po bolesnym rozstaniu z rodziną to jeszcze rozkwitł na nowo. Życie w ciągłym ruchu, gdzieś w terenie szukając artefaktów, życie w luksusie i dostatku, życie na które tak ciężko pracował w swoim starym domu - było nie tylko spełnieniem marzeń, ale również jego dopełnieniem. Esbern był wibrującym życiem miastem. Esbern był przygodą i wyzwaniem. Esbern był archetypem życia pełnią siebie. Do czasu, bo przecież nie może być kolorowo cały czas. Bez spoilerów - po pewnym traumatycznym incydencie Esbern załamuje się na poważnie i tym razem już nie mam kwiecistego, wesołego happy endu - cała ekipa rozpada się, a to rozstanie przepełnione jest goryczą, utrapieniem, smutkiem i poczuciem winy.
* Czy tylko ja czułam tak silny niedosyt po tym opowiadaniu? Chcę wiedzieć co dalej.
* Podsumowując, było to niesamowite opowiadanie, po którym troszeczkę się popłakałam i rozczuliłam. Tak jak wcześniej widziałam Esberna jako tego niepoważnego, przebojowego wujka (bazując na głównych książkach), tak teraz widzę go jako zranionego chłopca, który ukrywa się za swoimi iluzjami. Jego magia iluzji nabrała większego znaczenia i sensu - w końcu to idealne narzędzie dla eskapizmu i maskowania.
* Ocena: mocne 9/10
Opowiadanie Artemis
* Wiecie za co kocham to opowiadanie? Za silną kobietę, która wypracowała w sobie tą siłę (a nie była 19-letnią petite girl co okazała się być long lost hybrid princess). Co prawda przyszła Pani Artemis miała bliżej do księżniczki niż prostej dziewczyny (była arystokratką), to nie traktowała swojej rodzinnej pozycji jako gwaranta szczęścia i sukcesu. Nie pozwoliła, aby problemy zdrowotne ją przygwoździły. Nie pozwoliła, aby ktoś decydował o jej przyszłości. Nie pozwoliła, aby etykieta i spojrzenia obcych ją stłamsiły. I mimo tego, że potrafiła władać magią - uważam, że jej niezłomny duch, upartość i cudowny charakter były jej prawdziwą siłą. To dzięki upartości: stała się wyśmienitą szermierką, przyczyniła się do szczęścia siostry (małżeństwo z księciem), związała się z ukochanym, dołączyła do Gildii Poszukiwaczy oraz wycierpiała sobie upragnioną córeczkę…
* Cała postać Elanii jest niesamowita. Czytając zazdrościłam jej charakteru. Uparta i skoncentrowana na robieniu tego co jej zdaniem jest słuszne. Wyrazista na każdy możliwy sposób, przełamująca schematy - szczególnie w dworskiej modzie (kto to widział kobietę w spodniach…). Można by pomysleć, że jest głośną postacią, jednak to jej aura jest głośna - nie trzeba było jej słyszeć, aby czuć jej obecność w pomieszczeniu. Nie dziwię się czemu Henry oszalał na jej punkcie.
* Jak już mowa o Henrym Artemisie, TO JEST ON CHODZĄCĄ ZIELONĄ FLAGĄ. Girly, I am not surprised why you married him - I would too. Jest to postać, która mogłaby rywalizować o tytuł “męskiego ulubieńca” z moim ukochanym Syriusem. Trzeba wyraźnie podkreślić kilka jego cech: przystojny, czarujący, wybitny szermierz, wspierający nietypowe pomysły swojej wybranki, kochający, oddany, nie znający pojęcia zaborczość, nie umniejsza swojej kobiecie - basically mężczyzna, który nigdy nie stanął obok zjawiska “toxic masculinity”. Widać, że Henry został dotknięty czułą, kobiecą ręką (czytaj: pisarskim warsztatem Kasii).
* Jednak jak większość opowiadania była sielankowa, urocza i kolorowa, to punkt kulminacyjny musiał być ciosem poniżej pasa. Najpierw poznajemy rodziców Zerdy, ich miłosną historię oraz przygody, a potem dochodzimy do momentu gdzie obserwujemy ich rozpacz i determinację, aby założyć rodzinę. Bardzo dotknęło mnie ich cierpienie, ponieważ jest to temat bliski mojej rodzinie. I nawet jeśli finalnie udaje im się wywalczyć córeczkę, przy pomocy tajemniczej i przerażającej kobiety, to jest to szczęście okupione latami cierpienia oraz wizją spłacenia długu (każda przysługa od demona ma swoją cenę - pytanie tylko kiedy zostanie wyciągnięta ręka po zapłatę). Nie mam żadnych obiekcji, że Henry i Elania byli wspaniałymi rodzicami, ale ciekawi mnie jakie będą konsekwencje ich wyboru.
* Podsumowując, dostałam piękne opowiadanie o miłości, sile i determinacji. Dostałam większość tego co kocham - dużo słodyczy z nutą goryczy. To było opowiadanie, w którym znów zaufałam autorom, a pytanie miałam jedno - Czy Vashaoth naprawdę dał nam coś pozbawionego cierpienia? Po prostu radość? Zgadnijcie jak bardzo przejechałam się na tej myśli XD. I nie wiem, może tylko ja ale lubię czytać o bohaterach, którzy nie tylko mają dzikie przygody, ale również ludzkie potrzeby jak założenie rodziny. W moich oczach to w ogóle nie ujmuje historii, a wręcz dodaje (może dlatego, że ja sama mam ciche pragnienie, aby przeżyć przygodę z ukochaną osobą, a potem się z nią ustabilizować).
* Ocena: 9/10
Opowiadanie Ozza
* Z tego opowiadania najmniej zrozumiałam przez terminologię i system wojskowy. To nie wina autorów, bo wszystko było jasno opisane. To ja po prostu nie za dobrze odnajduje się w militarnym środowisku i nawet jak bym chciała to opisy wojskowe są dla mnie jak „Było BOOM, a potem ktoś kogoś ciach i coś się pali (…)” i zwyczajnie nie nadążam.
* Częściowe poznanie przeszłości Ozza było ciekawym doznaniem. Z głównych książek pamiętam go inaczej niż został przedstawiony w opowiadaniu. Wiedziałam, że miał do czynienia z orkowym wojskiem, ale nie spodziewałam się aż takiej musztry i bezwzględności. Przedstawione metody wojenne, szkolenia, kary itp. wyraźnie pokazują, że orkowie są twardymi zawodnikami. Because what do you mean „symulacja oblężenia, która wyglądała literally jak prawdziwa bitka”. Na bazie tego wnioskuję, że Orkowe Przymierze nie dość, że ma zasoby materialne, aby takie „szkolenia” przeprowadzać - to jeszcze mają chorą ambicję i cel, aby zniszczyć wszystko co stoi na ich drodze. Kurcze, oni nawet siebie nawzajem złomowali, aby coś udowodnić sobie i innym. Już nawet nie będę wspominać o ogromnej nienawiści do użytkowników magii oraz wszystkiego co magiczne. Jedno jest pewne - nie chciałabym stanąć na ich drodze.
* Sam Ozz prezentuje się jako ktoś oddany i ciepły (kiedy sytuacja tego wymaga), lecz ze swoimi tajemnicami. Jednak mimo tego, że posiadał tajemnice, które mogły go zniszczyć, to nie za dobrze wychodziło mu trzymanie ich tylko dla siebie. Co prawda został zmuszony (walka o życie) do ujawnienie swojego magicznego źródła przed drugim orkiem, to nadal uważam, że zbyt dużą wiarę pokładał w czyjeś milczenie i czyste intencje. Podejrzewam, że to właśnie ta naiwność uczyniła z niego mięso armatnie na oficjalnej lini frontu. Cieszę się, że ktoś uratował go i potraktował o wiele lepiej niż potraktował go jego własny lud. Jednak serce mi się kraja, kiedy myśle o całej pomocy i wsparciu jakie okazał i chciał okazać orkom wokół siebie, a mimo to skończył na marginesie - nikt się za nim nie stawił (chociaż nie jestem pewna co do jego „mistrza”/generała).
* Już wspominając samego generała - bardzo chętnie poznałabym go bliżej (czemu miał dojście do magicznych mikstur, czemu krył Ozza i jego magiczne źródło oraz co tak naprawdę wydarzyło się na tym froncie ala szafot).
* Podsumowując całe opowiadanie - super było zobaczyć i poznać chociażby częściowo to jak działa Orkowe Przymierze pod kątem militarnym. Fajnie było zobaczyć młodszego Ozza i jego poczynania oraz to jak wylądował poza swoim krajem wśród stożeń, które był uczony nienawidzić.
* Ocena: 6,5/10
Opowiadanie Lustro
* To było opowiadanie, które najgłośniej powiedziało mi “Tak, to jest ta saga Vasharoth, do której tak tęskno wracasz”. To niesamowite uczucie, kiedy dużo się dzieje i nie wiesz o co chodzi. Jaki sekret mają rodzice dzieciaków? Co tym razem zmajstrują te urocze bliźniaki? Kim są egzekutorzy? Czemu wszyscy są tak szurnięci na punkcie grobu jakiegoś magicznego babsztyla? Jakie tajemnice skrywa las Somb? Uwielbiam nic nie wiedzieć i z wypiekami na twarzy drążć w poszukiwaniu odpowiedzi na moje pytania.
* Dzieciństwo Numeru Trzy było zupełnie czym innym niż sobie wyobrażałam. Może dlatego, że w moich oczach był tym dorosłym co nawet jako dziecko miał twarz dorosłego XD. Przyjemnie było zobaczyć jego sielankowe dzieciństwo z ukochanym bratem bliźniakiem. Chociaż czy mówiąc o Numerze Trzy nie powinnam powiedzieć, że przyjemnie było zobaczyć ich sielankowe życie? W tym miejscu się przymknę i nie powiem nic więcej…
* Aklan i Lakan - my two little cuties. Mimo że bliźniaki o identycznym wyglądzie, to całkowicie inni charakterem. Jeden wyszczekany, odważny i pewny. Drugi cichy, niepewny i nieśmiały. Który to który? Nie powiem wam. Sami się przekonajcie. Jednak jest jedna cecha, która ich łączy i nie są to geny, a wielka miłość i oddanie, które żywią do siebie oraz swojej rodziny. Mimo tego że jeden z nich był silniejszy pod kątem magicznym to nie było to predyktorem potencjalnego rozłamu, a jeszcze czynnikiem zacieśniającym jeszcze mocniej ich więzi. Pomimo tragedii, która spadła na nich znienacka, pomimo całego cierpienia, które towarzyszyło im przez kolejne lata - byli w tym razem, było to ich największą siłą. Dlatego nie martwiłam się o nich tak bardzo, kiedy zaczęli swoje szkolenie na egzekutorów. Wiedziałam, że tak długo jak są razem to będzie dobrze, że przejdą przez każde gnębienie, znęcanie się i ból.
* UWAGA SPOILER: Jak już macie nakreślone jak to między nimi było to teraz wyobraźcie sobie, jak mi łzy napłynęły, kiedy jednego z nich zabrakło, a kiedy zdałam sobie sprawę, że żaden z nich nie umarł tylko “zmienili powłokę” - to rozryczałam się jeszcze bardziej. Przez całe swoje życie zachowywali się jak jedna osoba podzielona na dwa ciała, a finalnie skończyli w jednym - razem, bez cierpienia spowodowanego stratą. Aklan umarł tylko po to, aby narodzić się na nowo w swoim bracie Lakanie. I do tego (można powiedzieć) razem zostali egzekutorami po zdaniu inicjacji przez Lakana. Bawling my eyes out. To było opowiadanie, w którym myślałam, że zamorduję Vasharotha, ale pierwszy raz dali po zakończenie bardziej pozytywne niż założyłam.
* Wrócę jeszcze do okresu szkolenia chłopców. Ta część opowiadania skręcała mi żołądek. Nie ma nic gorszego od kilkuletniego słuchania tego że: twój brat jest lepszy i osiągnie wiele w przeciwieństwie do ciebie, jesteś słaby i bezwartościowy, jesteś śmieciem który powinien umrzeć itp. Jak czytałam o tym całym dręczeniu biednego Lakana przez ich nauczyciela, to modliłam się, aby chłopak “nie zrobił sobie krzywdy” (if you know what I mean). Modliłam się, aby Aklan nie został złamany i dalej trzymał stronę swojego brata oraz okazywał mu wsparcie. Na szczęście wyszedł z tego cało i kamień spadł mi z serca. No dobra, ale to fikcja to czemu tak cię to dotknęło? Bo nadal pamiętam to porównywanie mnie z kuzynem, na każdym spotkaniu rodzinnym. Uważam, że mimo bolesnego aspektu łączącego mnie z Lakanem to jest to coś pięknego - i jest nią możliwość odnalezienia siebie w kimś innym. To pewien rodzaj ukojenia.
* Po tym opowiadaniu zachciało mi się posiadać BRATA bliźniaka. I don’t care what you think XD. Ale jest jeden warunek - musi być jak Aklan, bo ja mam mentalność Lakana.
* To jest moje ulubione powiadanie z całego tomu. I freaking love it <3
* Podsumowując, I can gladly say “Mom, I am back home”. Wydaje mi się że jest to najdłuższe opowiadanie, a zarazem to które najbardziej chwyciło za serce. Uwielbiam Aklana i Lakana, a Numer Trzy stał się dla mnie kimś więcej niż tylko groźnym cieniem Lasu Somb.
* Ocena: 10/10