Pięcioro martwych. Jedna noc. Zero śladów. Na odludnym łowisku dochodzi do zagadkowej zbrodni – pięcioro ludzi ginie jednocześnie, bez widocznych ran, bez świadków, bez motywu. Komisarz Stefa Zarzycka, powracająca do rodzinnego miasta, zostaje wciągnięta w wir tajemnic i kłamstw, które odsłonią mroczne oblicze lokalnej społeczności i jej własnej przeszłości. Kolejne zbrodnie. Kolejne tropy. Coraz mniej odpowiedzi. „Ukojenie” to wciągający, psychologiczny kryminał, który nie daje prostych odpowiedzi. Każda strona zbliża Cię do prawdy, ale czy naprawdę chcesz ją poznać? Zakończenie pozostawia niepokój i nie daje o sobie zapomnieć. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Ci, którzy milczą, wiedzą najwięcej
Uwielbiam debiuty – szczególnie te z gatunku kryminału, a już najbardziej, gdy za nimi stoją nasi polscy autorzy. To zawsze obietnica świeżości, nowego spojrzenia i odwagi w podejmowaniu tematów, które nie zawsze mieszczą się w utartych schematach. „Ukojenie” Kaliny Jaszczur przyciągnęło mnie od pierwszego spojrzenia – okładka ma w sobie coś niepokojącego, chłodnego i subtelnie pięknego, a opis od razu obiecuje historię pełną tajemnic. Pięcioro martwych. Jedna noc. Zero śladów. Czy można wyobrazić sobie bardziej intrygujący początek?
Akcja powieści rozgrywa się w niewielkiej, prowincjonalnej społeczności, gdzie wszyscy się znają, a jednak każdy coś ukrywa. Na odludnym łowisku dochodzi do zagadkowej zbrodni, która wstrząsa lokalną społecznością. Pięć osób ginie w tajemniczych okolicznościach, jednak brak jakichkolwiek śladów przemocy czy logicznego wyjaśnienia tego, co się wydarzyło. Do sprawy zostaje przydzielona Stefa, śledcza wracająca po latach do rodzinnego miasta. To powrót, który okaże się dla niej równie trudny emocjonalnie, co zawodowo.
Nie ukrywam, że po przeczytaniu pierwszych stron „Ukojenia” byłam przekonana, że czeka mnie pełen napięcia thriller z dynamiczną akcją i dreszczykiem emocji. Wszystko wskazywało na to, że Kalina Jaszczur podąży właśnie w tym kierunku. Szybko jednak zorientowałam się, że ta książka gra zupełnie inną melodię. Nie ma tu pędzących wydarzeń ani efektownych zwrotów akcji, ale… wciągnęła mnie totalnie. Przeczytałam ją błyskawicznie. Kalina Jaszczur prowadzi narrację w sposób spokojny, a zarazem intrygujący, co sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Nie spieszy się z odkrywaniem kart, pozwalając czytelnikowi w pełni zanurzyć się w dusznej atmosferze małego miasteczka, gdzie każdy gest i każde słowo mogą skrywać drugie dno. „Ukojenie” to nie tylko kryminał z mocnym wątkiem psychologicznym, ale przede wszystkim opowieść o winie, milczeniu i o tym, jak przeszłość potrafi ciążyć na teraźniejszości. Autorka znakomicie balansuje pomiędzy śledztwem a emocjami bohaterki. Stefa nie jest typową twardą policjantką z kart gatunkowych schematów – to kobieta z krwi i kości, z własnymi demonami, słabościami i niepewnością, co sprawia, że trudno pozostać wobec niej obojętnym. Dzięki temu historia nabiera głębi i wiarygodności, a emocje stają się równie istotne jak sama zagadka kryminalna. Jednym z największych atutów książki jest jej klimat – gęsty, niepokojący, a chwilami wręcz duszny. Kalina Jaszczur potrafi jednym zdaniem oddać napięcie wiszące w powietrzu, jednocześnie subtelnie zarysowując emocje bohaterów. Nie znajdziemy tu krwawego rozmachu ani tanich sensacji, lecz coś znacznie bardziej skutecznego – nieustanne poczucie niepewności i mroku czającego się tuż za rogiem. Każdy rozdział przybliża nas do prawdy, a jednocześnie coraz bardziej komplikuje obraz całości. Zakończenie? Nie dostarcza wszystkich odpowiedzi, ale to dobrze. Zostawia nas z niepokojem i refleksją – dokładnie takim, jaki powinien towarzyszyć po dobrej, emocjonalnie gęstej powieści. „Ukojenie” to dla mnie imponujący debiut – dopracowany, klimatyczny i emocjonalnie szczery. Kalina Jaszczur udowodniła, że potrafi pisać z ogromnym wyczuciem i świadomością gatunku, unikając utartych ścieżek i prostych rozwiązań. To książka dla tych, którzy cenią psychologiczne napięcie, skomplikowane relacje międzyludzkie oraz opowieści, w których cisza potrafi być bardziej wymowna niż krzyk. Dla mnie to jedna z tych powieści, które z każdą kolejną stroną wciągają coraz bardziej, aż trudno się od nich oderwać. Czyta się ją z rosnącym zaangażowaniem, a ostatnie strony przynoszą lekki żal, że to już koniec tej historii. To niezwykle udany debiut – dojrzały, emocjonalny i pełen autentyzmu – a zarazem obietnica, że przed autorką jeszcze wiele dobrego. Szczerze liczę, że jeszcze spotkam się ze Stefą, bo to bohaterka, której losy zdecydowanie domagają się kontynuacji. Mam głęboką nadzieję, że to dopiero początek pisarskiej drogi Kaliny Jaszczur.
Lubię sięgać po debiuty. Wtedy człowiek ma lepszą perspektywę. Nieznany autor\ka. Bez wyrobionej „renomy”. Trudno orzec czy styl i sposób przedstawienia historii spowodują, że będziemy z niecierpliwością czekać na kolejną książkę czy też w szybkim tempie o nim/niej zapomnimy. Dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po „Ukojenie” czyli debiut literacki Kaliny Jaszczur. Co dostałam? Kryminał, w którym główną rolę odgrywa śledcza Stefa a za partnera ma Roberta, mężczyznę, który gdzieś tam w skrytości serca chętnie „popartnerowałby” jej również w życiu. Obydwoje w sprawach służbowych przyjeżdżają do Wschowy, rodzinnych stron Stefy z którymi ma mało przyjemne wspomnienia. Jednak musiała się tutaj znaleźć. Taka praca. A w niej mało przyjemne zadanie do wykonania. Na łowisku „Głusza” umiera w tym samym czasie pięć osób. W tym jedno sześcioletnie dziecko. Ludzie wyglądają tak jakby zasnęli. Zero śladów przemocy, ran, czy znaków sugerujących użycia syntetycznych substancji, które mogły spowodować owe zgony. Nic. Śledczy nie mają punktu zaczepienia. Wśród ofiar znajduje się także współwłaściciel łowiska. Czyżby drugi wspólnik miał ochotę przejąć całość udziałów? Zatem jest już jakiś punkt zaczepienia. Tylko dlaczego nie mogą namierzyć Karola?
Każdy trop, który wpada w ręce śledczym prowadzi donikąd. Każda myśl, która pojawia się w ich umysłach od razu zostaje usunięta przez racjonalne myślenie. Sprawa gmatwa się niczym kłębek wełny w łapkach kota. Pytanie brzmi, czy będą w stanie go rozplątać? Bo są na nim supły tak mocne, że sami nawet nie zdają sobie sprawy z tego, iż tak mocno się zacisnęły.
Muszę przyznać, że nie odczułam tych 350 stron. Przeleciały mi przed oczami niczym błyskawica. Przeczytałam coś nowego w konstrukcji i próbie rozwiązania sprawy. Chociaż muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego zakończenia. Możliwe, że nie do końca przemówiło do mojej podświadomości i w wyniku tego jest 9/10* a nie max.
Jednak jeśli Pani Kalina utrzyma ten poziom to nie wykluczone, że przy kolejnej książce moja opinia przeniesie się na innym poziom. Polecam a za Kalinę i jej drogę pisarską trzymam kciuki.
"Ukojenie" to można powiedzieć debiut podwójny - Autorki ale i Wydawnictwa. Czy udany?
Akcja zaczyna się mocno, bowiem w ciepłą, sierpniową noc, na odludnym łowisku znajdującym się w okolicach Wschowy umiera jednocześnie pięć osób, w tym pięcioletnie dziecko. Bez śladów walki, bez ran, wszystko świadczy o tym że zmarli na zawał. Do prowadzenia śledztwa zostaje wyznaczona komisarz Stefa Zarzycka. Kobieta mieszka obecnie we Wrocławiu, ale Wschowa jest jej miastem rodzinnym, zna więc ludzi i ich mentalność, a i sama ma tu nierozliczoną przeszłość. Śledztwo nie polega tylko na zbieraniu dowodów. Bardziej kręci się wokół pytania nie tylko kto, ale jak i dlaczego zabija w sposób, który wygląda na naturalny. Przez brak logicznego wyjaśnienia, sytuacja od razu budzi niepokój.
Jedną z mocniejszych postaci jest Stefa, a duet z Robertem zdecydowanie robi robotę. Ona to nie superbohaterka, ale rzeczowa, choć czasem popełniająca błędy śledcza. Powrót do rodzinnego miasta nie jest łatwy, widać, że ta sprawa dotyka ją bardziej, niż powinna. On to glina z intuicją, facet którego dobrze mieć obok siebie, do tego potrafiący humorem rozładować napięcie.
Dla mnie największym plusem jest pomysł na zbrodnię. Jednoczesna śmierć pięciu osób bez śladów przemocy działa na wyobraźnię, a zakończenie w żaden sposób nie uspokaja. „Ukojenie” nie daje prostych odpowiedzi, raczej zostawia z myślą, że prawda bywa niełatwa do zaakceptowania i zrozumienia.
Debiut uważam za udany, czekam na ciąg dalszy, bo zakończenie pozwala wierzyć, że takowy nastąpi.
📚Komisarz Stefa Zarzycka zostaje wciągnięta w bardzo nietypowe i niepokojące śledztwo toczące się w jej rodzinnych stronach. Pięć ciał, zero tropów - tak to można w skrócie podsumować. W rozwiązaniu tej zagadki nie pomaga hermetyczna, lokalna społeczność, która zdaje się znać odpowiedzi, jednak z jakiegoś nieodgadnionego powodu milczy. Czy Komisarz Zarzycka dojdzie do sedna sprawy czy może zostanie pokonana przez swoje demony?
📚"Ukojenie" pióra Kaliny Jaszczur to powieść z gatunku kryminał/thriller.
📚Muszę przyznać, że jestem zaskoczona, że to dopiero pierwsza książka, która wyszła spod pióra autorki. Kalina Jaszczur zbudowała niepowtarzalny, osaczający wręcz klimat wioski w województwie lubuskim oraz świetnie nakreśliła postaci. Stefa jest nie tylko twardą policjantką, ale też kobietą po przejściach, która jest bardzo emocjonalna. Wyjątkowo spodobał mi się ten kontrast. Motyw zamkniętej społeczności to kolejny wielki plus. W połączeniu z tym zapomnianym przez Boga miejscem, budują świetne tło dla zagadki kryminalnej. Tak się składa, że ona sama też nie należy do banalnych - pięć ciał i żadnych tropów. A zakończenie? Luuudzie! To trzeba przeczytać! Jestem pewna, że nie uda Wam się go rozpracować.