Od samego początku lektury wiemy, że Luca Bastardo umrze. Że umrze w płomieniach. Całą opowieść żyjący od prawie stu osiemdziesięciu lat bękart konstruuje pospiesznie przed śmiercią, której spodziewa się niebawem, skatowany i zamknięty w celi, stale sugerując nam, trop po tropie, jakie będą te jego ostatnie chwile. Powracający od czasu do czasu motyw czerwonego pióra z ciała martwego ptaka, pojawiający się niespodziewanie na drodze Luki potomkowie Silvana (nos i podbródek zawsze takie same - to dzięki nim identyfikujemy czarne charaktery, których po kilkuset stronach boimy się nie mniej niż Bastardo), nawet bezpośrednie konstatacje narratora, ciągłe nawiązania do nieuchronnego, smutnego końca - tak zbudowana powieść nosi tytuł "Nieśmiertelny", co zdaje się być nie tyleż groteskową, co niepomiernie smutną ironią.
Taką ironią, jaką początkowo wydaje się życie złotowłosego Luki.
Luca Bastardo przedstawia się nam jako ośmioletni, osierocony chłopiec z florenckiej ulicy. Okrutnie zdradzony przez towarzysza niedoli, trafia do domu publicznego, w którym spędza osiemnaście lat. Do tych dramatycznych osiemnastu lat Luca wielokrotnie wraca pamięcią. Głęboka rana, jaką w duszy chłopca - a później mężczyzny - pozostawił pobyt u Silvana, nigdy się nie zagoi. Będzie przemierzać wraz z bohaterem kolejne miejsca i przeżywać kolejne lata, niemalże sto osiemdziesiąt, podążać za nim tak samo jak groźba okrutnej śmierci. Będzie mu towarzyszyć już zawsze.
Gdy kroczymy z Luką przez grzęzawisko życia, naznaczonego śmiercią bliskich i własną przedłużającą się młodością, nieustannym strachem przed spaleniem na stosie za rzekome uprawianie czarów i szukającą zemsty rodziną Silvano, boimy się wraz z nim, marzymy wraz z nim, kochamy wraz z nim, aż w końcu umieramy u jego boku. Umierający Luca mówi, że niczego nie żałuje i niczego by w swoim życiu nie zmienił. Zgodnie z wyborem, dokonanym u Gebera, pragnie pozostać wierny miłości do Magdaleny, odebranej mu jak wszystko inne za życia.
Pierwsza część powieści - to znaczy te osiemnaście lat w burdelu - to horror i dramat. Czytamy o gwałconych i torturowanych dzieciach, którym - jak małej Ingrid - pomóc może tylko śmierć; o pięknej przyjaźni z tragicznym końcem, i wreszcie - o zemście. O zemście nierozwiązującej żadnego problemu, a tylko skazującej prawie niewinnego, bezlitośnie potraktowanego przez los chłopca na prawie sto osiemdziesiąt lat udręki.
Tyle że nie jest to tak całkiem udręka, bo odbywa się głównie w pięknej czternasto- i piętnastowiecznej Florencji. Ponieważ Luca jest - a przynajmniej powinien być - nieśmiertelny, ma sposobność - i niezwykłe szczęście - poznania wybitnych artystów florenckich tamtych czasów. Zaprzyjaźnia się z Giottem, poznaje Boccacia, Petrarcę, Botticellego. Tło historyczne, serwujące z dużą dbałością o szczegóły lekcję historii sztuki, zgrabnie komponuje się z opowieścią bękarta i czyni powieść tym bardziej fascynującą w niepopadającej w przesadę wielowątkowości i mnogości postaci, które urzekają różnorodnością postaw i charakterów. Rodzina Żydów, zwłaszcza Rebeka i Rachela, alchemik Geber, tajemniczy Wędrowiec, wzruszający wątek z czasów epidemii dżumy, gdy Luca pracował jako grabarz - wszystkie amalgamaty tworzą symbiotyczną całość, z której nadal da się wyekstrahować pojedyncze elementy, wedle gustu czytelnika, które, rozpatrywane pojedynczo, pozwalają wczuć się w rolę każdego z bohaterów, a przede wszystkim zobaczyć Florencję taką, jaką widział ją Luca na przestrzeni bardzo długiego życia. I to, mimo wszystko, jest piękne.
Wspominam o tej ekstrakcji nie bez powodu. Choć jako całość kronika życia Luki jest piękna, mądra i porywająca, skupienie na poszczególnych etapach jego licznych wędrówek umożliwia nam ujrzenie pewnej głębszej prawdy. Mi szczególnie przypadł do gustu wątek alchemii, podobnie uwielbiam czas w życiu Luki, gdy udzielał on lekcji młodemu Leonardowi da Vinci, a ten obdarzył go uczuciem, za które nauczyciel niemalże go znienawidził. Pierwsza z wymienionych przeze mnie rzeczy olśniewa refleksjami, niekłamaną filozofią, nadającej wyższego sensu i znaczniejszej wartości pozornie nieważkiemu życiu średniowiecznego człowieka, jakoż i człowieka jakichkolwiek innych czasów, także współczesnych, druga natomiast stanowi rewelacyjne studium psychiki skrzywdzonego dziecka. Jak wspominałam, Luca mimo upływu czasu, i to bardzo długiego - z perspektywy człowieka, nigdy nie zatarł w sobie śladu po ogromnej krzywdzie; krzywdzie, która, jakby tego było mało, u samego końca dopadła go jeszcze raz, gdy, zdawać by się mogło, zasłużył na odrobinę ulgi.
Mimo haniebnych czynów, morderstw i kłamstw, Luca jest czysty i niewinny. Piękny jako człowiek, śmiertelny czy nie. Nawet, gdy los stale go krzywdzi, Luca pozostaje człowiekiem, wbrew wszystkiemu, i uczy nas tego - uczy nas człowieczeństwa, choć tak bardzo się od nas różni.
Choć tytułowy Nieśmiertelny w końcu umiera, i nawet poznajemy tajemnicę jego długowieczności, czytelnik widzi go nadal żywego. Luca jest nieśmiertelny w dalszym ciągu - jak sztuka, miłość, prawda i piękno, cztery strony świata, do którego uciekał, gdy życie obchodziło się z nim tak bestialsko, a jednocześnie śmiertelny - jak ludzie, dla których powinien stanowić wzorzec.