Dziewiętnastoletnią Antheę Persefonę Lancoletti spotyka prawdziwy dramat. Dziewczyna traci najważniejszą dla siebie osobę. Beztroska dotąd nastolatka błyskawicznie dorasta i zmienia się w chłodną, twardo stąpającą po ziemi kobietę. Kobietę, która zgodnie z ostatnią wolą ojca ma przejąć mafijne stery. Anthea będzie się musiała rzetelnie przygotować do czekającego ją zadania.
Jednak wrogowie rodziny nie śpią. Chcą przejąć władzę i by osiągnąć ten cel, nie cofną się przed niczym, także morderstwem. Życie Anthei jest zagrożone. By uchronić młodą dziedziczkę przed niebezpieczeństwem, jej ojciec chrzestny, William Lancoletti, wynajmuje ochroniarza. Dwudziestopięcioletni Nicholas Velardi okazuje się irytujący, w pełni profesjonalny i… piekielnie przystojny. Czy będzie dla panny Lancoletti zbawieniem, czy przekleństwem?
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
WAR IS OVER 🙏🏻 Jezu Chryste, nie zliczę, ile razy podczas tych 400 stron myślałam o zrobieniu DNF-a...
To było KOSZMARNE. Przysięgam, że z każdą kolejną stroną coraz bardziej zastanawiałam się, co ja właściwie robię ze swoim życiem.
Gdyby usunąć główną bohaterkę, ta książka byłaby naprawdę całkiem okej — bo szczerze mówiąc, to głównie przez nią była aż tak zła. Chociaż główny bohater wcale nie wypadał lepiej… właściwie idealnie dopełniali się w swoim idiotyzmie.
I dlaczego oni byli tacy młodzi?! To tylko wszystko pogarszało. Nie byłam w stanie brać na poważnie czegokolwiek, co mówiła główna bohaterka — co chwilę rzucała jakąś pyskówką, bezsensownym komentarzem albo obrażała się, bo ktoś zwrócił jej uwagę. Ona dosłownie wszystko traktowała jak atak.
A relacja między nimi? O Jezu… Już pomijając fakt, że oboje zachowywali się jak dzieci, miałam wrażenie, że każda ich rozmowa sprowadzała się do jednego (wszyscy wiemy, o co chodzi 🙃), a to, co miało być „relacją”, rozwijało się zdecydowanie za szybko.
Ze wszystkich gniotów, które przeczytałam, ten zdecydowanie ląduje w topce najgorszych.
Kiedy Ojciec Anthei umiera, dziewczyna musi bardzo szybko dorosnąć. Był on najważniejszą osobą w jej życiu, a teraz będzie musiała radzić sobie sama. Bynajmniej tak jej się wydaje.
Świat mafii jest brutalny, daje władze, ale może równieź stłamsić i zgnieść. A wrogowie nie cofną się przed niczym… Wujek Anthei zatrudnia dla niej ochroniarza. Jednak czy ona go zaakceptuje?
Do tej książki podeszłam z pozytywnym nastawieniem, nie miałam wysokich oczekiwań oraz brałam z początku dużo rzeczy na dystans, bo to mimo wszystko debiut. Jednak po przeczytaniu połowy książki, odpuściłam jej dalszą lekturę.
Co moim zdaniem poszło tutaj nie tak? Co sprawiło, że jej nie dokończyłam?
Zacznijmy od początku, czyli od głównej bohaterki, która jest rozkapryszoną dziewiętnastoletnią dziewczyną, podejmującą irracjonalne decyzje i będącą uzależnioną od wszystkiego co się da. Narkotyki, papierosy, alkohol, dodatkowo samookaleczanie, próby samobójcze i zaburzenia odżywania… W dodatku tańczy na rurze, walczy w walkach, maluje oraz ma romans ze starszym facetem, z którym uprawia seks za narkotyki i uważa go za wielką życiową miłość. Za dużo wszystkiego na raz. Naprawdę. Nie uważam, że bohaterka nie może być skrzywdzona przez życie i mieć traumy, ale w momencie gdy próbujemy wsadzić wszystko co się da - to nie ma szans wyjść dobrze, tak było też tutaj.
A teraz przejdźmy do głównego bohatera, czyli ,,profesjonalnego” ochroniarza, który nim nie jest. Jak wyobrażacie sobie świat mafii, w którym kobieta ma objąć dowodzenie? Wszyscy będą na nią czyhać i z tego powodu, że tak jest Nicholas zostaje zatrudniony. Taka osoba powinna być kompetentna i poważna. W momencie gdy on po kilku dniach ich znajomości się do niej dobiera, ma sprośne myśli i lekceważy zagrożenia, przez co dziewczyna zostaje zraniona, pokazuje, że taki nie jest. Dosłownie gość rzuca do niej tekstami, że jej nie tknie, a potem wychwala w myślach jej ciało. I teraz żebyśmy się zrozumieli, nie mówię, że taki romans jest zły, bo nie o to chodzi. Ale tu zostało to po prostu tragicznie poprowadzone. Taką relację trzeba budować więcej niż 100-150 stron. Bo później wychodzą nam nieścisłości i to się nie klei. Nie kupuję tego, ich relacji.
Na dodatek masa przekleństw, bohaterowie którzy mają dziesiątki tatuaży, które są tak często wspominane, że mają chyba po kilka różnych w tym samym miejscu, bo się w tym pogubiłam XD Jedyna stała to wąż na szyi u Nicholasa. A reszta to jakiś mix, po co? Tak samo, jak wypisanie sie Anthei ze szpitala na żądanie po 10 godzinach po operacji, gdzie miała rany cięte na brzuchu i ledwo przeżyła… Cringowe teksty takie jak ten o kolczyku Nicka w języku. Aż po imprezę ze znajomymi ochroniarza, gdzie on zabiera Antheę i jej nie pilnuje. Ona tam wlewa w siebie z 5 butelek alkoholu (bynajmniej takie odczuwałam wrażenie jak to czytałam, bo ciągle piła), WSKAKUJE PIJANA DO WODY PRAWIE NAGO jako wyzwanie. Jezu. CHAOS i jeszcze raz CHAOS.
Czy ja muszę dalej wymieniać? Absurdów jest tu jeszcze dużo, a to tylko połowa książki.
Niestety ta pozycja w moim odczuciu wypada bardzo źle :(
Mimo wszystko gratuluję Ci Vera wydania debiutu ❤️
Na samym początku chciałabym bardzo podziękować wydawnictwu za egzemplarz do recenzji, a Veronice za szansę poznania historii, która wywołała we mnie emocje, których się nie spodziewałam, że może wywołać.
„Bloody Sin” chciałam poznać jeszcze jak było na wattpadzie, ale jakoś zawsze znajdowałam sobie wymówki i w końcu wyszło, że nie zdążyłam przeczytać. Gdy dostałam maila od Veroniki z propozycją współpracy, to dwa razy nie musiałam się zastawiać nad odpowiedzią, ponieważ bardzo chciałam poznać jej debiut.
A teraz chciałabym was zaprosić do poznania dwójki bohaterów, którzy zapewnili mi przygodę, która na pewno przez dłuższy czas nie opuści mojej głowy.
Ona musi przejąć rolę capo po swoim zmarłym ojcu. On zostaje jej nowym ochroniarzem, który ma chronić ją przed zagrażającym jej niebezpieczeństwem. Tę dwójkę nie powinno nic ze sobą połączyć…ale z czasem, gdy oboje będę się przed sobą otwierać, ich mury runą i nie zostanie po nich już nic…
Anthea Lancoletti to dziewiętnastolatka, która po śmierci ojca musi przejąć stery w mafii. Los rzuca ją na głęboką wodę i nastolatka zmienia się w twardo stąpającą po ziemi kobietę, której nic nie zatrzyma. Ból cały czas w niej się gnieździ i nie daje o sobie zapomnieć. Anthea chcąc go uśmierzyć sięga po różne znieczulenia, które tylko na moment go uśmierzają.
Nie przypuszczałam, że ta młoda dziewczyna trzyma w sobie tyle bólu, na który nie zasłużyła. Na każdym kroku ogromnie ją podziwiałam, ponieważ życie przez cały czas rzucało jej kłody pod nogi, a ona zamiast się poddać to wstawała dwa razy silniejsza. Jej siła i determinacja może przez wielu uchodzić za maskę, którą ubiera, aby tylko pokazać, że daje sobie radę. Niekoniecznie jest to kłamstwem, bo Anthea za maską odwagi i śmiałości skrywa szczątki prawdziwej siebie, które jeszcze w niej nie umarły…
Nicholas Velardi to mężczyzna, który zostaje ochroniarzem naszej Anthei. Nikogo chyba nie zdziwi fakt, że od razu pokochałam tego faceta. Cóż panna Lancoletti się ze mną niestety nie zgodzi, gdyż żywi do niego tylko same negatywne emocje. Lecz z czasem Nicholas będzie jej pokazywał, że nie chce dla niej źle i nigdy by jej nie skrzywdził. Ten bohater również za swoim murem skrywa niewyobrażalny ból, i cierpienie. Jego przeszłość dalej jest dla mnie jedną wielką zagadką, którą mam nadzieję, że w przyszłości odkryję…
Relacja Anthei i Nicholasa od samego początku była wybuchowa. Ona nie chciała przybywać w jego towarzystwie, ale on tak łatwo nie dawał się spławiać. Cały czas się ze sobą sprzeczali i nie oszczędzali w słowach. Nicholas robił wszystko to, co do niego należało, ponieważ jego obowiązkiem była ochrona młodej Lancoletti. Jednak Anthea dalej żyła swoim życiem i za cel obrała sobie uprzykrzanie życia swojemu ochroniarzowi.
Nie było mowy, że tę dwójkę cokolwiek połączy. Jednak on dostrzegł w niej coś, czego inni nie widzieli, a co ona dobrze ukrywała za swoim murem. Połączyła ich nienawiść, ale również coś, czego nie potrafili nazwać. Coś silnego, z czym nie potrafili walczyć, nawet jeśli bardzo by chcieli…
Styl pisania Veroniki był bardzo przyjemny i dzięki niemu rozdziały nie dłużyły mi się aż tak bardzo. Jestem raczej zwolenniczką krótkich rozdziałów, ale tutaj mi ta długość, aż tak bardzo nie przeszkadzała. Jednak właśnie przez tę długość rozdziałów musiałam odjąć pół gwiazdki od oceny. To, do czego mogę się jeszcze przyczepić to to, że na przestrzeni trzech stron bohater zmienił kolor oczu, a końcowo i tak nie dowiedziałam się, jaki ma. Dlatego moja ocena musiała zostać obniżona, ale tak to wszystko inne moim zdaniem było dopięte na ostatni guzik. Cała fabuła i kreacja bohaterów była świetna i trzymała w napięciu do ostatniej strony.
Powiem wam, że nie przypuszczałam, że ta książka aż tak mi się spodoba. Co prawda na początku miałam lekki problem, bo trochę przytłoczyła mnie ilość bohaterów, ale gdy później zatracałam się dalej w fabule, to nie potrafiłam się oderwać. Jednym tchem pochłonęłam ostatnie 250 stron, co jest u mnie rzadkością, bo najczęściej staram się czytać dziennie tak 100 stron książki, a tu jednego dnia pochłonęłam ponad jej połowę. I naprawdę gdyby nie te dwa minusy napisane powyżej, to ta książka dostałaby ode mnie czyste 5/5. A o zakończeniu nie rozmawiajmy… Veronica, na wczoraj potrzebuję kontynuacji! 𝐝𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐭𝐞̨𝐩𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐊𝐚𝐫𝐨𝐥𝐤𝐚 ♥
⤷ „𝑇𝑜, 𝑐𝑜 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑏𝑎𝑐𝑧𝑜𝑛𝑒, 𝑛𝑖𝑔𝑑𝑦 𝑛𝑖𝑒 𝑧𝑜𝑠𝑡𝑎ł𝑜 𝑧𝑎𝑝𝑜𝑚𝑛𝑖𝑎𝑛𝑒” - 𝐣𝐮𝐳̇ 𝐩𝐨 𝐭𝐲𝐦 𝐜𝐲𝐭𝐚𝐜𝐢𝐞 𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚ł𝐚𝐦, 𝐳̇𝐞 𝐭𝐚 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐚 𝐛𝐞̨𝐝𝐳𝐢𝐞 𝐬́𝐰𝐢𝐞𝐭𝐧𝐚. Idealnie oddaje on klimat historii, która od pierwszych stron wciąga w mroczny, pełen napięcia świat mafijnych zależności, trudnych wyborów i emocji, które nie dają o sobie zapomnieć.
⤷ 𝐍𝐚 𝐬𝐚𝐦𝐲𝐦 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐚̨𝐭𝐤𝐮 𝐜𝐡𝐜𝐢𝐚ł𝐚𝐛𝐲𝐦 𝐩𝐨𝐝𝐳𝐢𝐞̨𝐤𝐨𝐰𝐚𝐜́ @ - nawet nie wiesz jak bardzo doceniam możliwość objęcia tej książki patronatem. To dla mnie ogromne wyróżnienie i doświadczenie, które na długo pozostanie w mojej pamięci. 𝐷𝑧𝑖𝑒̨𝑘𝑢𝑗𝑒̨ 𝑧𝑎 𝑧𝑎𝑢𝑓𝑎𝑛𝑖𝑒 𝑖 𝑧𝑎 𝑡𝑜, 𝑧̇𝑒 𝑚𝑜𝑔ł𝑎𝑚 𝑏𝑦𝑐́ 𝑐𝑧𝑒̨𝑠́𝑐𝑖𝑎̨ 𝑡𝑒𝑗 ℎ𝑖𝑠𝑡𝑜𝑟𝑖𝑖.
⤷ 𝑆𝑡𝑦𝑙 𝑎𝑢𝑡𝑜𝑟𝑘𝑖 𝑧𝑎𝑠ł𝑢𝑔𝑢𝑗𝑒 𝑛𝑎 𝑜𝑔𝑟𝑜𝑚𝑛𝑒 𝑢𝑧𝑛𝑎𝑛𝑖𝑒. Język jest płynny, emocjonalny, a jednocześnie bardzo obrazowy. Dialogi są naturalne i dynamiczne, a opisy nie przytłaczają, tylko idealnie budują atmosferę. To jedna z tych książek, w których naprawdę czuć emocje bohaterów - ich strach, złość, pożądanie i determinację.
⤷ 𝐇𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚 𝐴𝑛𝑡ℎ𝑒𝑖 𝐳𝐚𝐜𝐳𝐲𝐧𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐨𝐝 𝐭𝐫𝐚𝐠𝐞𝐝𝐢𝐢, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐚 𝐰𝐲𝐰𝐫𝐚𝐜𝐚 𝐣𝐞𝐣 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐞 𝐝𝐨 𝐠𝐨́𝐫𝐲 𝐧𝐨𝐠𝐚𝐦𝐢. Dziewiętnastoletnia dziewczyna w jednej chwili traci wszystko, co było dla niej bezpieczne i znane. To właśnie ten moment staje się punktem zwrotnym - obserwujemy, jak z beztroskiej nastolatki rodzi się silna, zdeterminowana kobieta, która musi odnaleźć się w brutalnej rzeczywistości mafijnego świata. I muszę przyznać, że ta przemiana została przedstawiona w sposób niezwykle realistyczny i poruszający.
⤷ 𝐴𝑛𝑡ℎ𝑒𝑎 𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐤𝐚̨ 𝐢𝐝𝐞𝐚𝐥𝐧𝐚̨ - 𝐢 𝐰ł𝐚𝐬́𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐥𝐚𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐭𝐚𝐤 ł𝐚𝐭𝐰𝐨 𝐣𝐚̨ 𝐩𝐨𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐜́. Popełnia błędy, wątpi, zmaga się z emocjami, które momentami ją przerastają. Jednocześnie jednak ma w sobie siłę, która imponuje. Jej rozwój na przestrzeni całej książki to jeden z najmocniejszych elementów tej historii. 𝐾𝑎𝑧̇𝑑𝑎 𝑑𝑒𝑐𝑦𝑧𝑗𝑎, 𝑘𝑎𝑧̇𝑑𝑦 𝑘𝑟𝑜𝑘 𝑤 𝑠𝑡𝑟𝑜𝑛𝑒̨ 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑗𝑒̨𝑐𝑖𝑎 𝑚𝑎𝑓𝑖𝑗𝑛𝑦𝑐ℎ 𝑠𝑡𝑒𝑟𝑜́𝑤 𝑝𝑜𝑘𝑎𝑧𝑢𝑗𝑒, 𝑗𝑎𝑘 𝑜𝑔𝑟𝑜𝑚𝑛𝑎̨ 𝑑𝑟𝑜𝑔𝑒̨ 𝑚𝑢𝑠𝑖 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑗𝑠́𝑐́ - i jak wysoką cenę przyjdzie jej za to zapłacić.
⤷ 𝐍𝐢𝐞 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨́𝐛 𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐬𝐩𝐨𝐦𝐧𝐢𝐞𝐜́ 𝐨 𝑁𝑖𝑐ℎ𝑜𝑙𝑎𝑠𝑖𝑒, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐲 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐚𝐛𝐬𝐨𝐥𝐮𝐭𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐲𝐦 𝐳 𝐭𝐲𝐜𝐡 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐨́𝐰, 𝐨𝐛𝐨𝐤 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐲𝐜𝐡 𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐣𝐬́𝐜́ 𝐨𝐛𝐨𝐣𝐞̨𝐭𝐧𝐢𝐞. Profesjonalny, opanowany, momentami irytujący - ale jednocześnie charyzmatyczny i magnetyczny. 𝑅𝑒𝑙𝑎𝑐𝑗𝑎 między nim a 𝐴𝑛𝑡ℎ𝑒𝑎̨ to prawdziwy rollercoaster emocji. Od pierwszych spotkań czuć napięcie, które z każdą kolejną sceną tylko rośnie. To nie jest banalny romans - to coś znacznie bardziej skomplikowanego, pełnego sprzeczności, niedopowiedzeń i walki między rozsądkiem a uczuciami.
⤷ 𝐀𝐮𝐭𝐨𝐫𝐤𝐚 𝐬𝐭𝐰𝐨𝐫𝐳𝐲ł𝐚 𝐬́𝐰𝐢��𝐭, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐲 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐦𝐫𝐨𝐜𝐳𝐧𝐲, 𝐧𝐢𝐞𝐛𝐞𝐳𝐩𝐢𝐞𝐜𝐳𝐧𝐲 𝐢 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐨𝐜𝐳𝐞𝐬́𝐧𝐢𝐞 𝐧𝐢𝐞𝐬𝐚𝐦𝐨𝐰𝐢𝐜𝐢𝐞 𝐰𝐜𝐢𝐚̨𝐠𝐚𝐣𝐚̨𝐜𝐲. Mafijne struktury, walka o władzę, nieustanne zagrożenie - wszystko to sprawia, że napięcie praktycznie nie opada. Czytając, miałam wrażenie, że każdy rozdział może przynieść coś nieprzewidywalnego. I rzeczywiście tak było.
⤷ 𝐵𝑙𝑜𝑜𝑑𝑦 𝑆𝑖𝑛 𝐭𝐨 𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐲𝐥𝐤𝐨 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚 𝐨 𝐦𝐚𝐟𝐢𝐢. To przede wszystkim opowieść o stracie, dorastaniu, odpowiedzialności i sile, jaką człowiek potrafi w sobie odnaleźć w najtrudniejszych momentach. To także historia o uczuciach, które rodzą się w najmniej odpowiednich okolicznościach i które potrafią skomplikować wszystko jeszcze bardziej.
⤷ 𝐉𝐞𝐝𝐧𝐲𝐦 𝐳 𝐞𝐥𝐞𝐦𝐞𝐧𝐭𝐨́𝐰, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨́𝐥𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐮𝐫𝐳𝐞𝐤ł𝐲, 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨́𝐛, 𝐰 𝐣𝐚𝐤𝐢 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫𝐤𝐚 𝐛𝐚𝐥𝐚𝐧𝐬𝐮𝐣𝐞 𝐦𝐢𝐞̨𝐝𝐳𝐲 𝐚𝐤𝐜𝐣𝐚̨ 𝐚 𝐞𝐦𝐨𝐜𝐣𝐚𝐦𝐢. Każda scena ma znaczenie, każda coś wnosi. A jednocześnie nie brakuje momentów, które pozwalają na chwilę zatrzymać się i wejść głębiej w psychikę bohaterów.
⤷ 𝐊𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐚 𝐩𝐨𝐫𝐮𝐬𝐳𝐚 𝐫𝐨́𝐰𝐧𝐢𝐞𝐳̇ 𝐭𝐞𝐦𝐚𝐭 𝐰ł𝐚𝐝𝐳𝐲 𝐢 𝐨𝐝𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚𝐥𝐧𝐨𝐬́𝐜𝐢 - pokazuje, że bycie na szczycie wiąże się z ogromnymi wyrzeczeniami. 𝐴𝑛𝑡ℎ𝑒𝑎 musi nauczyć się podejmować decyzje, które nie zawsze są zgodne z jej sumieniem, ale są konieczne, by przetrwać. To dodaje historii głębi i sprawia, że nie jest ona jedynie lekką rozrywką, ale czymś więcej.
⤷ 𝑍 𝑝𝑒ł𝑛𝑦𝑚 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑘𝑜𝑛𝑎𝑛𝑖𝑒𝑚 𝑚𝑜𝑔𝑒̨ 𝑝𝑜𝑤𝑖𝑒𝑑𝑧𝑖𝑒𝑐́, 𝑧̇𝑒 𝐵𝑙𝑜𝑜𝑑𝑦 𝑆𝑖𝑛 𝑡𝑜 𝑗𝑒𝑑𝑛𝑎 𝑧 𝑡𝑦𝑐ℎ 𝑘𝑠𝑖𝑎̨𝑧̇𝑒𝑘, 𝑘𝑡𝑜́𝑟𝑒 𝑧𝑜𝑠𝑡𝑎𝑗𝑎̨ 𝑤 𝑔ł𝑜𝑤𝑖𝑒 𝑛𝑎 𝑑ł𝑢𝑔𝑜 𝑝𝑜 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑐𝑧𝑦𝑡𝑎𝑛𝑖𝑢. To historia, do której chce się wracać myślami, analizować ją, przeżywać jeszcze raz poszczególne sceny.
⤷ Na koniec jeszcze raz chcę podziękować autorce - za tę historię, za emocje, które mi towarzyszyły podczas czytania, i za możliwość objęcia książki patronatem. To dla mnie ogromna radość i zaszczyt móc wspierać tak świetne historie.
chciałabym powiedzieć coś dobrego o tej książce, jednak jest dla mnie wielkim zawodem. przemęczyłam lekko ponad 200 stron (trochę więcej niż połowa) i niestety, ale muszę zrobić dnf. przytłaczająca ilość opisów, które nie wnoszą za dużo do fabuły (opis wyglądu, krok po kroku ubieranie się czy branie prysznica) lub były „głębokimi” przemyśleniami bohaterki, które nie miały przekładu na jej zachowanie. bohaterka bardzo młoda, to fakt, ale jej zachowanie było strasznie dziecinne i irytujące, ta dziewczyna potrzebowała pomocy, a nie kolejnego hobby (bo jednocześnie jest głową biznesu mafijnego, tańczy w klubie, studiuje, bierze udział w walkach i nawet nie wiem co jeszcze). bohater, który miał być jej ochroniarzem i myślałam, że będzie bardziej dojrzały, wdawał się z nią w pyskówki a chwilę później ją całował, zero profesjonalizmu. ciężko też uwierzyć w jakąś głębszą relację między nimi. nie czerpałam żadnej przyjemności z tej książki, częściej przewracałam oczami i wzdychałam, gdy kolejny rozdział znowu miał ok. 30 stron i był jednym wielkim chaosem. jestem na nie, rozumiem też, że jest to debiut autorki, ale moim zdaniem niezbyt udany. gdyby autorka skupiła się na jednym wątku i bardziej go dopracowała, myślę że wyszło by lepiej, bo tu jest wszystkiego za dużo, co wprowadza straszny zamęt i ciężko jest zrozumieć o co tu chodzi. lubię dark romanse i z całą sympatią do autorki ta pozycja mnie rozczarowała i totalnie nie wpisała się w mój gust. życzę jednak powodzenia i może jeszcze kiedyś przeczytam coś z pod jej pióra, jednak na ten moment - „bloody sin” to jedna z najsłabszych książek z jakimi się spotkałam.
O mój Boże, przy 80 stronie chciałam dać DNF ale dałam szansę na wybronienie się. Ale to był błąd to było KOSZMARNE. Gdyby usunąć główną bohaterkę książka nie byłaby najgorsza. Nie mam nic więcej do powiedzenia główni bohaterowie zachowywali się jak dzieci. Mam nadzieję że to wystarczy.
Kiedy po raz pierwszy natknęłam się na tę książkę, jej klimat i motywy od razu przyciągnęły moją uwagę. Nawet nie wiecie, jak bardzo nie mogłam się doczekać papierowej wersji, aby w końcu w pełni poznać tę historię. Jednak zanim zdarzyła ona trafić w moje ręce, miałam okazję zapoznać się z nią wcześniej i ostatecznie otrzymałam niesamowitą szansę objęcia jej swoim patronatem, za co jestem ogromnie wdzięczna Veronica. Historia Nicholasa i Anthei już na zawsze pozostanie dla mnie bardzo ważna i ogromnie się cieszę, że mogłam stać się jej małą częścią.
Przechodząc do samej fabuły, książka opowiada o dziewiętnastoletniej Anthei, która po stracie ojca wpada w spiralę uzależnień i zaczyna podejmować coraz więcej złych wyborów, niosących za sobą poważne konsekwencje. Kiedy na światło dzienne wychodzi testament jej ojca na szali pojawia się całe jego imperium,a konflikty z przyszywanym rodzeństwem zaczynają się nasilać, szczególnie gdy okazuje się, że cały majątek i imperium ojca zostało przekazane w ręce Anthei.
Dziewczyna staje się oczywistym celem dla wrogów swojej rodziny. W połączeniu z jej nonszalanckim podejściem do życia sprawia, że jej wuj, kierując się troską, podejmuje decyzję, która zdecydowanie nie przypadnie jej do gustu.
Anthea, która dotąd pilnowała swoich spraw, teraz musi przyzwyczaić się do obecności nowego towarzysza, który będzie ją obserwował na każdym kroku.
Nicholas Velardi, jej nowy ochroniarz, to jednocześnie ktoś, do kogo zdecydowanie nie powinna się zbliżać. A jednak jest w nim coś, co nieustannie ją przyciąga.
Nie macie pojęcia, jak bardzo uwielbiałam czytać ich konfrontacje. Ich sprzeczki momentami były tak absurdalne, że aż mnie bawiły. Sama fabuła rozwija się stopniowo i choć na początku zostajemy szybko wrzuceni w akcję, później wszystko się wyrównuje i toczy w bardzo dobrym tempie.
Ta książka zdecydowanie nie jest tak lekka, jak mogłoby się wydawać. Kryje w sobie wiele bólu, który odkrywamy, zaglądając w głąb głównej bohaterki. Przed lekturą zachęcam Was do zapoznania się z ostrzeżeniami, ponieważ ta historia porusza wiele trudnych tematów.
Książka przeznaczona jest dla pełnoletnich czytelników.
🩸 CZY „BLOODY SIN” TO DEBIUT ROKU W ŚWIECIE MAFII? 🩸 Tam, gdzie władza miesza się z krwią, nie ma litości dla słabych. Sprawdziłam, czy ta historia faktycznie trzyma w napięciu do ostatniej strony! 🔍 🩸 FABUŁA W PIGUŁCE Dziewiętnastoletnia Anthea nagle staje na szczycie mafijnej hierarchii. Jej jedynym oparciem jest Nicholas – bodyguard, który przysiągł chronić ją za wszelką cenę. Czy w rzeczywistości zdominowanej przez nałogi i kłamstwa jest jeszcze miejsce na namiętność?
🍷 MOJE WRAŻENIA „Bloody Sin” to książka z ogromnym, mafijnym potencjałem, ale... czegoś mi tutaj zabrakło. Zaczyna się naprawdę mocno i obiecująco, jednak moje ostateczne odczucia są mocno mieszane. Anthea to postać, która wzbudzała we mnie skrajne emocje – od podziwu dla jej siły, po czystą irytację. Trudno mi było w pełni zaangażować się w losy bohaterki, która tak mocno miota się między bezwzględnością a całkowitym zagubieniem w nałogach. Nicholas to z kolei typowy "mężczyzna zagadka", który wpisuje się w znane schematy, choć przyznaję – chemia między nimi dodaje całości pikanterii! 🔥 Niestety, jako czytelnik poczułam pewien niedosyt w kwestii warsztatu. Książka momentami cierpi na brak spójności – wątki pojawiają się i znikają bez wyjaśnienia, a tempo akcji bywa mocno nierówne. Raz pędzimy na złamanie karku, by za chwilę utknąć w przeciągniętych opisach.
🕯️PODSUMOWUJĄC: To solidny debiut dla osób, które szukają w książkach emocjonalnego chaosu i mroku, ale wymagający czytelnik może odczuć niedosyt. Mimo moich zastrzeżeń, gratuluję autorce wydania książki – pasja do pisania jest tu wyczuwalna! 🖤
[książkę otrzymałam na współpracę recenzencką - wydawnictwo Edito Red]
Ona jest mafijną księżniczką. On jej ochroniarzem.
On miał być profesjonalny, lecz się w NIEJ zakochał. Ona dusi w sobie demony przeszłości, a ON pomaga jej je zwalczyć.
Książka ma przyciągającą oko, mroczną i bardzo ładną okładkę, owiana została wciągającymi motywami i zachęcającym do przeczytania opisem. Jednak muszę stwierdzić, że kompletnie nie trafiła w mój gust. To co zostało nam zaoferowane nijak ma się do faktycznego wnętrza książki. Naprawdę miałam co do niej dobre nastawienie, lecz myślę, że sposób narracji jak i często niestety szczeniackie dialogi okazały się nieadekwatne już do mojego wieku. Być może gdybym miała lat 18-20 ta książka by mi się spodobała, jednak mam lat prawie 30 i przepychanki słowne pomiędzy bohaterami były rodem z gimnazjum. Wcale mnie to nie zachęciło, a wręcz przeciwnie. Wymęczyło.
Motywy, którymi była promowana ta książka miały zapewnić mi dobrą rozrywkę. Zamiast tego doszukiwałam się sensu w wielu kwestiach. Przede wszystkim próbowałam znaleźć gdzie jest ta silna, główna bohaterka - spadkobierczyni i przywódca mafii. Zamiast tego otrzymałam zagubioną nastolatkę, która tak naprawdę ma depresję i problemy natury psychicznej. Wykreowana główna bohaterka to chyba najbardziej irytująca pierwszoplanowa postać literacka jaką miałam okazję poznać. W kółko powtarzający się schemat syndromu sztokholmskiego, wracania do oprawcy.. naprawdę.. ile można. Kiedy po raz setny wróciła w ramiona byłego chłopaka to stwierdziłam, że ta dziewczyna jest po prostu tępa. Jak taka infantylna, trywialna i niezdecydowana postać miała dać nam złudzenie silnej, mafijnej bohaterki? Sceny, w których pokazuje swoją moc poprzez zabij*anie zdrajców były komiczne. Nie mogłam ich brać na poważnie, kiedy dosłownie rozdział wcześniej trzęsła się ze strachu przed byłym chłopakiem ćpunem.
Relacja romantyczna nie porwała mnie, za szybko się działo, a potem nie działo się nic. Pierwszy pocałunek dostajemy po ich drugim dniu znajomości. Zdecydowanie za szybko. Ochroniarz, który miał być profesjonalny w swojej pracy, od samego początku snuje podteksty do sześć lat młodszej od siebie dziewczyny. To on narusza granice i dopuszcza się pierwszych kontaktów fizycznych.. profesjonalne? Relacja głównych bohaterów jest przeplatana albo zbliżeniami albo próbą zrozumienia się, gdzie główna bohaterka zaczyna panikować i wraca do byłego chłopaka. I tak w kółko. Zrozumiałam co autorka chciała przekazać, że dziewczyna była zamknięta w sobie, że miała swoje demony, że nie potrafiła poradzić sobie sama ze sobą.. ale można było to zrobić po prostu lepiej. Temat mężczyzn narcyzów i toksycznych związków, a do tego uzależnionych i podkopanych psychicznie kobiet, które zatraciły poczucie własnej wartości to temat CIĘŻKI. Jest on ważny, mocny i fajnie, że autorka chciała go poruszyć ale moim zdaniem zlało się to z innymi wrzuconymi do wora wątkami, przez co żaden z nich nie został zgłębiony odpowiednio.
Padło wiele wątków by wręcz zapchać tę książkę, ale po co? Większość z nich nawet nie została porządnie rozwinięta, a z każdym kolejnym dodatkowym pomysłem całość robiła się coraz bardziej groteskowa. Mamy straumatyzowaną w żałobie dziewczynę, która dziedziczy imperium mafii, mamy chłopaka ochroniarza, mamy wrogów mafijnych, mamy toksyczny związek z byłym partnerem. Wystarczyło, już i tak było dużo. Ale nie, dodajmy do tego pracę w klubie nocnym, taniec na rurze, potajemne nielegalne walki wręcz, rosyjskie więzienie, pedo*filię, samo*okaleczanie, uniwersytet, problemy rodzinne, agresję, uzależnienia, zdrady, śpiewanie przez chłopaka z włoskimi korzeniami mieszkającego w Nowym Jorku “chryzantemy złociste”, pojawianie się bohaterów, którzy później już nie wrócili i wiele wiele innych. Co za ZUPA.
Dodatkowo książka zawiera wiele luk fabularnych, a autorka wrzucała nam kolejne i kolejne postacie, które nie miały nawet znaczenia dla fabuły. Panuje w tej książce chaos. Już w pierwszych rozdziałach dla kogoś kto nie zna tej historii z wattpada, ciężko było zrozumieć kto jest kim i ile w końcu braci posiada główna bohaterka. Moim zdaniem za dużo padło opisów np. jej wyglądu i niebotycznie długich rzęs, tego jak bohaterka była wiecznie przerażona czy dokładnie opisanego każdego tatuażu, zabrakowało zaś wyjaśnienia kwestii, które były ciekawe i istotne dla tej historii. Chciałabym się dowiedzieć więcej o jej traumach, o tym co przydarzyło się jej w dzieciństwie. Chciałabym dowiedzieć się jak i dlaczego zaczęła uzależniać się od narkotyków? Wątek pana E. i tego czego dopuścił się w przeszłości, gdzie wtedy był ojciec Anthei? Padł też wątek brata i tego, że także przejawiał agresję w jej stosunku, czy zostało to rozwinięte i wyjaśnione? Nie, znowu nie. Były momenty gdzie książka szła na dobry tor, ale szybko z powrotem z niego wypadała.
Autorka książki jest przesympatyczną i fajną dziewczyną i rozumiem, że to jej debiut. Starałam się być wyrozumiała i przymykać oko na pewne niedociągnięcia. Estetyka książki była dobra. Pomysł był fajny, szło to obronić. Tak czy siak ciężko było nie zauważyć, że to po prostu słaba książka. I jeżeli na plus liczyć dostarczenie emocji, to tak udało się ale niestety tylko tych negatywnych. Oceniam ją w zgodzie ze sobą, nie potrafiłabym wciskać kitu, że było inaczej.
Nawet nie wiecie jak się napaliłam na tą książę. Mroczna okładka, świetny opis i mocne motywy. No ta książka wołała do mnie, nęciła że to coś co wręcz musi mi się podobać, bo wszystko, ale naprawdę wszystko krzyczało, że to lektura idealna dla mnie... Jak się okazało, lektura mnie raczej zawiodła, a ja męczyłam się z nią strasznie, po raz kolejny w tym roku walczyłam z chęcią porzucenia lektury, tylko że tutaj ta chęć zaczęła narastać bardzo wcześnie.
Anthea to dziewiętnastolatka z problemami, jej życie nigdy nie było sielanką, a śmierć ukochanego ojca sprowadziła do jej życia jeszcze więcej mroku. Nastolatka zgodnie z wolą ojca ma stanąć na czele mafijnego imperium. Musi się wykazać, musi zbudować swoją pozycję, musi wzbudzić szacunek dominujących w tym świcie mężczyzn, musi być twarda i bezkompromisowa. Staje się taka na pierwszy rzut oka, ale w cieniu skrywa swoje inne oblicze. Życie w tym świecie niesie ze sobą wiele zagrożeń, wrogowie nie śpią, a życie Anthei jest zagrożone, przez co dziedziczce zostaje przydzielony ochroniarz, a ta decyzja bardzo jej się nie podoba...
Rany jak ja nie lubię pisać takich recenzji... ta książka wystawiła moją cierpliwość i nerwy na bardzo poważną próbę (a ja raczej do cierpliwych czy spokojnych nie należę). Może to przez moje wymagania, może jestem coraz bardziej wredna, no ale naprawdę ta lektura wywoływała u mnie wiele negatywnych emocji. Teoretycznie była to lektura w sam raz dla mnie, było mrocznie, brutalnie i niebezpiecznie, pojawiły się tajemnice, manipulacje, jakaś zagadka do rozwiązania i to mafijne tło, które bardzo lubię, no ale to wszytko tutaj do mnie nie przemawiało.
Styl autorki był dla mnie trudny i nużący, w treści pojawiło się wiele opisów, przemyśleń, odniesień do czegoś niby głębszego, ale jakby zabrakło w tym konkretów. Fabuła mi się ciągnęła, mam wrażenie, że była ona rozwleczona, kręciliśmy się wokół tematów, które w zasadzie nie poruszały się do przodu, a na końcu książki ja w sumie nie wiele więcej wiem niż na początku. Byłam pewna że to jednotomówka, ale teraz już wiem, że to będzie jakaś seria, więc może w kolejnych częściach się coś rozjaśni. Czytanie tej książki to była dla mnie walka i ciężkie zmagania, może czytałam niedokładnie, ale mam wrażenie, że kompletnie się w tym wszystkim zgubiłam. Walczyłam z tą książką przez cztery dni, a w między czasie przeczytałam dwie inne... No nie siadła mi ona kompletnie.
Największe grzechy tej powieści według mnie to nieadekwatność treści do opisu, jak raz przeczytam opis i się napalę na historię, to dostaję w ogóle co innego...a po drugie bohaterowie, a w szczególności główna bohaterka, której choć próbowałam współczuć, czy wykrzesać w sobie choćby iskierkę empatii, no nie dało rady, ta dziewczyna to jeden wielki chaos, kłopot i chodzący problem. Na jej przykładzie powinni szkolić przyszłych psychologów i psychiatrów, choć przypuszczam, że mało który by taką sesję przeżył. Takiej bohaterki już dawno nie spotkałam i chyba wolałabym nie spotkać. Fabułę zdominował chaos, którym właściwie jest główna bohaterka, jej kontrastowe zachowania, impulsywność i zachwiane emocje, a miała byś silna i twarda mafijna przywódczyni...no coś tutaj poszło nie tak.
Z dobrych stron (bo zawsze staram się jakieś dostrzec) na uwagę zasługują tutaj trudne i kontrowersyjne tematy, których autorka się nie boi, wchodzi ona głęboko w skórę bohaterów wiernie i mocno oddając ich cierpienie i przemyślenia, ich traumy i słabości. Cały mrok, brutalność, niebezpieczne czy traumatyczne realia są wiernie oddane i mocne, ale na moje oko to taka namiastka. Na mnie książka nie zrobiła wrażenia, męczyłam się z nią strasznie, już zaczynało czułam widmo zastoju czytelniczego, no ale brnęłam dalej, aż do końca jak zawsze. Przeczytałam, jestem z siebie dumna bo z nią wygrałam, ale pomimo to czuję się nią zawiedziona.
Książka zbiera pozytywne opinie, więc może warto żebyście dali jej szansę. Jeśli lubicie złożone historie, kontrowersyjne tematy, przydługie opisy, histerycznych bohaterów i kłótnie to może się wam ta książka spodoba.
Na początku, kiedy zaczęłam czytać tę książkę na Wattpadzie, wydawała mi się naprawdę okropna. Byłam przekonana, że to przez liczne błędy i dość chaotyczny styl pisania, który po prostu utrudniał odbiór historii. Jednak coś mi w tym wszystkim nie pasowało w końcu wcześniej czytałam inną książkę tej samej autorki i bardzo mi się podobała, była wciągająca i dobrze napisana. Dlatego uznałam, że może zbyt szybko ją oceniłam i postanowiłam dać tej historii jeszcze jedną szansę. W końcu nie bez powodu mówi się, że do trzech razy sztuka, prawda? Sięgnęłam po wersję papierową, licząc na to, że może lepsza redakcja i poprawki sprawią, że odbiór będzie zupełnie inny i rzeczywiście podczas ponownego czytania uświadomiłam sobie, że problem wcale nie tkwił w błędach czy stylu, jak wcześniej myślałam. Głównym problemem okazali się główni bohaterowie. Bohaterka jest niesamowicie irytująca i dziecinna jej zachowanie często wydaje się nielogiczne, przesadzone i po prostu było męczące. Trudno ją polubić albo chociaż zrozumieć, bo zamiast się rozwijać, wciąż zachowuje się w sposób niedojrzały. Z kolei bohater, który z założenia powinien być dojrzalszy i bardziej opanowany (w końcu jest jej ochroniarzem), zupełnie nie spełnia tej roli. Zamiast wprowadzać spokój czy poczucie bezpieczeństwa, wdaje się z nią w głupie, infantylne przepychanki, które bardziej przypominają kłótnie dzieci niż relację dorosłych ludzi. Dodatkowo książka jest przeładowana niepotrzebnymi opisami. Wiele fragmentów ciągnie się bez większego sensu, nie wnosząc nic do fabuły ani rozwoju postaci. Zamiast budować klimat czy pogłębiać historię, te opisy często spowalniają akcję i sprawiają, że czytanie staje się nużące. Dałam tej książce kolejną szansę i faktycznie spojrzałam na nią z innej perspektywy, ale niestety tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że jej największym problemem nie jest sposób napisania, a źle poprowadzeni bohaterowie oraz zbędne, rozwlekłe opisy. Szkoda, bo przy lepiej wykreowanych postaciach i bardziej dynamicznej narracji ta historia mogłaby być naprawdę dobra. Autorkę osobiście bardzo lubię często wchodzę na jej live i wydaje się naprawdę miłą osobą. Dlatego tym bardziej szkoda, że ta książka nie do końca trafiła w mój gust. Mimo wszystko życzę jej powodzenia w dalszym pisaniu i myślę, że jeszcze dam szansę jej innym historiom.
Już od pierwszych stron wchodzimy w świat pełen bólu, straty i nagłego dorastania. Historia osadzona jest w mafijnym świecie. Tutaj główną rolę odgrywa Anthea Lancoletti. Młoda , bo dziewiętnastoletnia dziewczyna jest zmuszona do szybkiego dorośnięcia po osobistej tragedii. Co więcej musi stanąć na czele rodzinnego imperium, co nie wszystkim się podoba.
Anthea to bohaterka, która wzbudzała we mnie mieszane uczucia, ale najczęściej niesamowicie mnie wkurzała. Z jednej strony wydawała się silna, potrafiła wydawać rozkazy i wyciągać konsekwencje bez mrugnięcia okiem. Z drugiej strony... No właśnie, w kółko tylko ćpała i piła. Ja rozumiem, że coś w jej przeszłości mocno na nią wpłynęło, ale litości. Nie lubię takich bohaterek. Drugą główną postacią jest Nicholas. Mężczyzna zagadka. Choć przyznam, że też działał mi na nerwy. Relacja między Antheą a Nicholasem opiera się na dość popularnym schemacie. Ona potrzebująca ochrony, a on zdystansowany ochroniarz. Ich relacje są jednym z głównych elementem książki, choć momentami mogą wydawać się przewidywalne dla osób, które często sięgaj po ten gatunek. Mimo to ich relacja dodaje historii wyrazistości i pikanterii. Chemia między bohaterami jest wyczuwalna, ale nie przyćmiewa całej fabuły.
Klimat mafijny został przez autorkę przedstawiony poprawnie. Pojawiają się wątki lojalności, walki o władzę i różne niebezpieczeństwa, jednak nie zawsze są one pogłębione. Tempo akcji bywa nierówne. Niektóre fragmenty angażują bardziej, inne sprawiają wrażenie rozwleczonych, a jeszcze inne pędzą jak szalone. Łatwo się pogubić. Momentami jest brutalnie, momentami emocjonalnie, ale zdecydowanie nie jest to lekka historia. Muszę przyznać, że klimat autorka buduje bardzo dobrze. Jej pomysł na książkę jest bardzo ciekawy. Co prawda da się odczuć, że jest to debiut, choć według mnie udany. Myślę, że w kolejnej części autorka zaskoczy nas, zwłaszcza, że wiele tajemnic nie zostało jeszcze ujawnionych. Mimo momentów chaosu i wkurzających bohaterów książka podobała mi się i chętnie sięgnę po kontynuację.
Bloody Sin to debiut autorki. Książka o księżniczce mafii i jej ochroniarzu, a są to wątki, które same w sobie potrafią skutecznie przyciągnąć uwagę. Dodatkowo uwagę zwraca estetyczna okładka. Niestety "nie oceniaj książki po okładce" jest w tym wypadku dość trafne.
Fabuła miała duży potencjał, jednak sposób poprowadzenia historii pozostawia wiele do życzenia. Styl pisania momentami jest aż zbyt typowy dla Wattpada przede wszystkim ze względu na sposób prowadzenia narracji, dialogi oraz nadmierną liczbę wulgaryzmów. Nie mówię, że Wattpad jedt zły, ponieważ sporo książek z tej platformy jest dość dobrych, ale tutaj sprawia wrażenie tekstu pisanego z myślą o Wattpadzie, bez dalszej wizji wyjścia dalej.
Jedną z większych wad jest kreacja głównej bohaterki. Postać, która miała sprawiać wrażenie silnej i pewnej siebie, została przedstawiona jako zagubiona i momentami bardzo niedojrzała. Jej zachowanie często wydawało się nienaturalne, szczególnie w kontekście pozycji, jaką zajmowała.
Relacja romantyczna również nie została poprowadzona w zadowalający sposób. Rozwija się bardzo szybko, by chwilę później stracić swoją dynamikę. Dodatkowo trudno tu uwierzyć w profesjonalizm bohatera pełniącego rolę ochroniarza, skoro już na początku znajomości między postaciami dochodzi do pocałunku i kontrowersyjnych tekstów z ust ochroniarza.
W książce wyraźnie widoczny jest także problem nadmiernych opisów prostych czynności i powtarzania informacji, które czytelnik jest w stanie samodzielnie wywnioskować z kontekstu. Wpływa to negatywnie na płynność narracji i sprawia, że tekst momentami bardziej przypomina szkic wydarzeń.
Całość jest dość chaotyczna. Pojawia się wiele wątków jednocześnie, przez co historia nie ma przestrzeni, by odpowiednio wybrzmieć. Widać, że autorka miała wiele pomysłów i ambicji, jednak zabrakło odpowiedniego uporządkowania.
Wiem, że wielu osobom ta książka się spodoba i to jest jak najbardziej okej! Jednak patrząc pod kątem zawartości brakuje tu: spójności, kluczowych elementów fabuły, płynności tekstu, momentami też emocji.
Tytuł - "Bloody Sin" 1 Tom Autorka - @bsinmommy_ Stron - 397 Książka 18 + Dark Romance
Współpraca Barterowa 🥰 Dziekuje bardzo wydawnictwu @editio.red za współpracę ❤️
“Bloody Sin” - nie jest to grzeczna książka. Jest to wielka konkurencja dla innych książek dark romance. Mocna, zdecydowana historia która nie należy do przyjemnych lektur. Główna bohaterka nie należy do grzecznych i ułożonych kobiet. Jest ona postacią silną, z wieloma demonami i tajemnicami, które od środka ją duszą niepozwalając jej złapać oddech. Niespodziewałam się, że ta książka jest taka mocna. C.zułam i przeżywałam razem z bohaterką co się działo wokół niej. Czekam niecierpliwe na ciąg dalszych wydarzeń, bo ta historia zostawia mocny niedosyt. Na dodatek autorka od dziś, od chwili gdy czytałam tą książkę zostałam mocno fanką jej pióra. Koniecznie siegnicie po tą historię. Bo jest warta naprawdę każdego grzechu!
Dziewiętnastoletnią Antheę Persefonę Lancoletti spotyka prawdziwy dramat. Dziewczyna traci najważniejszą dla siebie osobę. Beztroska dotąd nastolatka błyskawicznie dorasta i zmienia się w chłodną, twardo stąpającą po ziemi kobietę. Kobietę, która zgodnie z ostatnią wolą ojca ma przejąć mafijne stery. Anthea będzie się musiała rzetelnie przygotować do czekającego ją zadania.
Jednak wrogowie rodziny nie śpią. Chcą przejąć władzę i by osiągnąć ten cel, nie cofną się przed niczym, także morderstwem. Życie Anthei jest zagrożone. By uchronić młodą dziedziczkę przed niebezpieczeństwem, jej ojciec chrzestny, William Lancoletti, wynajmuje ochroniarza. Dwudziestopięcioletni Nicholas Velardi okazuje się irytujący, w pełni profesjonalny i... piekielnie przystojny. Czy będzie dla panny Lancoletti zbawieniem, czy przekleństwem?
Historia zaczyna się naprawdę obiecująco. Anthea ma dopiero dziewiętnaście lat, ale wie co to piekło. Wychowana w świecie mafii, traci najważniejszą dla siebie osobę. Niepogodzona ze stratą wpada w nałóg i toksyczną relację, jednocześnie stając przed koniecznością przejęcia władzy nad spuścizną ojca. Zagrożenia czające się z każdej strony sprawiają, że jej wuj decyduje się zapewnić jej ochronę. Nicholas Velardi dostaje jedno zadanie - chronić ją za wszelką cenę.
Fabuła podąża za Antheą i jej wyborami i walką, w tym z samą sobą. Bloody Sin to historia gdzie dzieje się dużo. Moim zdaniem aż za dużo. Miejscami brakuje spójności, niektóre wątki pojawiają szybko jak znikają. Trudno w pełni zaangażować się w historię i poczuć jej ciężar. Anthea z jednej strony zależna od nałogu i toksycznego partnera z drugiej bezlitosna i silna następczyni ojca. Jej postać miała ogromny potencjał, ale jej postępowanie nie jest spójne a zachowanie skutecznie zraża do siebie czytelnika. Relacja pomiędzy głównymi bohateram jest w mojej ocenie chaotyczna, przez co ciężko jest uwierzyć w ich emocje i intencje.
Bloody Sin to debiut z naprawdę ciekawym pomysłem i motywami, ale niestety w mojej ocenie nie został on wykorzystany. Czuję ogromny niedosyt po tej lekturze, liczyłam na porywając historię o silnej kobiecie mafii. Dostałam jednak historie o mocno zagubionej dziewczynie. Historia zdecydowanie nie dla mnie. Myślę, że jest to lektura dla osób w innej kategorii wiekowej niż ja.
Pomimo mojej opinii o książce chce pogratulować przesympatycznej autorce debiutu bo pisanie to pasja i sztuka, którą ja szanuję i podziwiam!
Przychodzę do was z recenzją „Bloody Sin”, debiutu Veroniki Eternal.
Anthea dowiaduje się, że ojciec w testamencie przekazuje jej całe imperium mafijne. Jednak przez wrogów, którzy pragną władzy, zagraża jej życiu niebezpieczeństwo, dlatego jej wujek wynajmuje jej ochroniarza.
Historia naprawdę jest dobra! Spodobało mi się, jak autorka wykreowała świat i z jaką prędkością to wszystko idzie. Przyznam, że początkowe rozdziały lekko mi się dłużyły jednak, jak się wciągnęłam to pochłonęłam ją całą. Mamy tutaj klimat mafijny, który czuć cały czas. Nie zabrakło tutaj również emocjonujących chwil, jak i bólu. Nie raz siedziałam nad książką i miałam łzy w oczach lub musiałam ochłonąć przez jakąś scenę.
Główna bohaterka jest typem postaci, z którą czytelnik się polubi albo wręcz przeciwnie. Anth była wulgarna, chamska i bardzo toksyczna, jednak z każdym rozdziałem rozumiałam, dlaczego taka jest. Jej przeszłość i z tym, co się mierzyła były czymś bolesnym. Naprawdę przez większość książki zawsze myślałam o tym, co przeszła, i szczerze nie dziwię się, że jest, jaka jest.
Relacja Nicholasa i Anthei była pogmatwana. Mężczyzna nie mógł jej dotknąć, mógł przez to zostać wyrzucony z pracy, i wkurzał się przez jej zachowanie, ale mimo to coś zaiskrzyło. Thea nie ufała mu, jednak było to zrozumiałe, ale po jakimś czasie zaczęła się do niego przekonywać.
Mimo że już dawniej czytałam tę historię, zakończenie tej części to istna katorga, ponieważ wiem, co się dalej wydarzy, a tam to dopiero akcja się rozkręca. Nie mogę się doczekać na kolejną część!