What do you think?
Rate this book


Interrogé par Howard Cutler, docteur en médecine, psychiatre et conférencier, Sa Sainteté le Dalaï-Lama répond aux questions directes, précises et sans concession portant sur les rapports entre l'individu et le collectif, l'aliénation sociale, les préjugés, la haine, le racisme, le nationalisme, la violence et le dialogue, le bonheur et les émotions positives. À cette occasion, adoptant une focale plus large que dans ses ouvrages précédents, il évalue les bienfaits de l'empathie et de la compassion dans un champ collectif.
S'il déplore l'absence d'un véritable sentiment de communauté humaine et l'érosion de la confiance, le Dalaï-Lama ne limite pas sa pensée à ce constat. Fidèle aux enseignements du bouddhisme, celui qui considère " la perception du bonheur comme un but à notre portée " nous encourage, pour l'atteindre, à le cultiver, " car il profitera alors non seulement à soi-même, mais aussi à la famille, à la collectivité et à la société au sens large ".
Soucieux de se rapprocher au plus près des réalités de ce monde troublé, il observe que nos ressemblances l'emportent sur nos différences et nous propose non seulement de méditer sur notre condition d'animaux sociaux, notre interdépendance et nos aspirations fondamentales - le bonheur, l'amour et le refus de la souffrance - , mais aussi de les prendre en compte.
Loin des spéculations exclusivement religieuses ou idéologiques, pragmatique, en phase avec son temps et respectueux des peuples et de leurs traditions culturelles, il ne manque jamais d'étayer sa pensée à l'histoire, la science et la sociologie.
Quelques mois après la décision d'abandonner ses fonctions de chef du gouvernement tibétain en exil, que le Dalaï-Lama a prise, la publication de ce livre nous permet de recueillir et de mettre à profit les fruits de ses dernières réflexions.
504 pages, Kindle Edition
First published January 1, 2008
"— Myślę, że możemy zacząć od własnego nastawienia do problemów i cierpienia w ogóle. Sądzę, że jeżeli mamy realistyczne podejście i rozumiemy, że problemy w naturalny sposób zawsze będą się pojawiać w tej czy innej formie, że to życiowy fakt, dużo skuteczniej będziemy potrafili sobie z nimi radzić.
— W jaki sposób pomoże nam to lepiej sobie radzić, zamiast nas przygnębić? — spytałem.
— Na przykład, mając takie nastawienie, nie będziemy zaskoczeni, kiedy trudności się pojawią, będziemy umieli stawić im czoło z mniejszym lękiem, będziemy mieli mniejszą skłonność do unikania lub udawania, że problemy nie istnieją. Będziemy mogli całą energię poświęcić na próbę znalezienia rozwiązania, a nie wyczerpywać ją na poczucie niesprawiedliwości, na złoszczenie się i martwienie, że coś takiego nas spotkało, czy też na poszukiwanie osoby czy instytucji, które moglibyśmy obarczyć winą, a następnie skierowanie całego naszego gniewu na to „źródło” wszystkich problemów.
Oczywiście właściwe nastawienie do cierpienia to tylko jeden aspekt. Musimy również znaleźć inne sposoby podejścia do rzeczy z szerszej perspektywy, przeanalizować postrzeganie naszych problemów pod różnym kątem, odkryć spojrzenie, które pomoże nam radzić sobie, kiedy kłopoty się pojawią, ale takie, które opiera się na rzeczywistości.
Pewnego ranka dwaj mężczyźni jechali na bardzo ważne spotkanie biznesowe, na które byli już bardzo spóźnieni. Po drodze złapali gumę. Rzecz jasna, pasażera bardzo to zdenerwowało, ale zauważył on też, że kierowca zachował spokój i nie przejmując się powagą sytuacji, natychmiast zabrał się do zmiany opony. Kiedy to robili, pasażer był z każdą minutą coraz bardziej wzburzony, a kierowca wciąż pracował, nadal niewytrącony z równowagi. W końcu pasażer nie wytrzymał i spytał: „Strasznie się spóźnimy, jak możesz robić to wszystko z takim spokojem?” Kierowca odparł pogodnie: „to numer trzy!” Oczywiście niezadowolony z odpowiedzi pasażer poprosił go o wyjaśnienie. Kierowca odpowiedział: „Wiele lat temu, kiedy zaczynałem prowadzić, przeczytałem statystykę na temat przeciętnej liczby gum, jaką kierowcy łapią w swoim zawodowym życiu. Wtedy stwierdziłem, że będę czekał na tyle pękniętych opon, ile mi się należy. Swoją drogą do tej pory nie osiągnąłem tej liczby. Uświadomiłem też sobie, że bez względu na to, kiedy i gdzie pęknie opona w moim samochodzie, mogę być pewien, że zawsze będzie to nieodpowiedni moment. Stwierdziłem, że jest to po prostu część normalnych kosztów związanych z wygodą, jaką stanowi jeżdżenie samochodem, taką jak płacenie za paliwo. Tak więc to tylko jedna z gum, które musiałem kiedyś złapać. To wszystko”."
(pdf.str. 143)