Po przegranej wojnie siedmioletniej Francja utraciła prawie wszystkie posiadłości kolonialne w Ameryce Północnej na rzecz Wielkiej Brytanii. Ostała się tylko jedna wyspa, której byt uzależniony został od Kompanii Handlowej. Francja pogrąża się w kryzysie, rewolucja stoi u bram, król Ludwik XVI siedzi na beczce prochu, a w tym czasie Jean Terroux piastuje urząd gubernatora. Choć stary kontynent dzieli od Prowincji tysiące mil, hasła rewolucyjne docierają i tutaj…
"Jean Terroux, gubernator Prowincji Kolonialnej za czasów panowania Ludwika XVI, zostaje oskarżony o następujące niegodziwe czyny..."
No właśnie, jakie zarzuty, jaka kara i kim był Jean Terroux? Próżno szukać na kartach historii człowieka z tytułu tej książki. Zarówno on jak większość postaci tej powieści to fikcja literacka. Jednak nie można tego samego powiedzieć o opisanych wydarzeniach, historia świata jest pełna rewolucji, przewrotów i zamachów. "Gubernator" bardzo dobrze pokazuje takie sytuacje, ludzi z ich emocjami, żądaniami i filozofią.
Lektura zaskoczyła mnie od pierwszych stron, dobrym i ciekawym stylem autora. Nie brak tu akcji, co nie dziwi biorąc pod uwagę tematykę. Dobrze wykreowane postaci to kolejny plus tej powieści, bardzo wiarygodne. Dla mnie była to ciekawa lektura, chociaż rozważania filozoficzne momentami nieco mnie przytłaczały.
Spodziewałam się biografii człowieka, o którym nic nie wiem, a dostałam ciekawą pozycję, która opowiada o gubernatorze, ale też o ludzkiej naturze, dążeniu do władzy, sprawiedliwości, o rewolucji.
"Rewolucja to gwałtowność, w tym punkcie zgadzała się z Alina Noiret. Rewolucjonistka, zdaniem Emmy, zapomniała dodać najważniejszego. Mianowicie krwi, bólu i śmierci - trzech nierozłącznych elementów, które towarzyszą rewolucji od zarania dziejów."