Świat wokół zyskuje blasku dzięki choinkowym światełkom, a serca wypełnia bożonarodzeniowa magia. Tylko Marcjanna najchętniej przespałaby ten czas, bo nienawidzi świąt. Czy w jej wersji Opowieści wigilijnej można liczyć na cud?
Współwłaścicielka salonu kosmetycznego w centrum miasta jest kobietą elegancką, twardo stąpającą po ziemi, liczącą każdy grosz. Kocha espresso, szykowne stroje i własną firmę, jednak trudno powiedzieć, żeby kochała… życie. Boże Narodzenie kilka lat wcześniej przybrało dla niej tragiczny scenariusz i od tej pory wyłącza radio, słysząc świąteczne piosenki, a strojenie choinki wydaje jej się zbędną ekstrawagancją. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie jeszcze gorzej, bo szykuje się prawdziwa katastrofa – wspólniczka zamierza się wycofać i nasłać swoich prawników, a Marcjanna wraz z jedną ze swoich pracownic ulegają wypadkowi samochodowemu.
Co musi się wydarzyć w życiu człowieka, żeby na nowo zabłysła w nim iskierka nadziei? Czy czuła opieka rodziny zdoła przebudzić kogoś, kto usilnie stara się odtrącić pomocną dłoń? W tej opowieści piękne wspomnienia są najwspanialszym gwiazdkowym prezentem, a prószący za oknem śnieg jest doskonałą scenerią, by można stać się najlepszą wersją siebie.
Prezenty, uwielbiacie je wyszukiwać i wymyślać, czy raczej wolicie zniknąć w tym świątecznym szaleństwie?
[współpraca recenzencka @wydawnictwodobrestrony}
Marcjanna prowadzi dobrze prosperujący salon kosmetyczny. Z pozoru ma wszystko: pieniądze, elegancję i niezależność. W jej życiu wszystko jest perfekcyjnie zaplanowane. Ludzie wokół niej uważają ją za zimną i pozbawioną emocji. Od kilku lat nie obchodzi świąt, bo, jak sama mówi, są dla niej „kiczowatym festiwalem konsumpcji, który ma tylko na chwilę dać ułudę szczęścia”. Jednak pod fasadą „królowej lodu” kryje się opowieść o kobiecie, która z bólu zbudowała twierdzę, przywdziała zbroję i przez lata udawała, że daje radę, chowając się za perfekcyjnie poukładanym życiem. I właśnie wtedy, gdy wydaje się, że Marcjanna nie oczekuje już niczego od świata, los stawia na jej drodze ludzi zwyczajnych, ale pełnych dobra i troski. Ich obecność to światło, które próbuje przebić się przez szczeliny w murze. Marcjanna, podobnie jak Scrooge z „Opowieści wigilijnej”, musi spojrzeć w zwierciadło własnej duszy, zacząć czuć i rozumieć, co naprawdę oznaczają święta i jak ważne jest spędzenie ich w gronie najbliższych osób. Aleksandra Rak snuje narrację o innym obliczu świąt, takim, o którym rzadko się mówi, bo nie świeci świątecznym blaskiem. To opowieść o bólu, tęsknocie i samotności, które cicho proszą, by ktoś je wreszcie dostrzegł. Święta w tej historii nie są idealne; są raczej lustrem, w którym bohaterowie muszą dojrzeć siebie. Autorka zaprasza również czytelnika do rozmowy z samym sobą. Ta opowieść działa jak lustro, w którym odnajdujemy cząstkę siebie. Bo ilu z nas żyje jak Marcjanna? Z pozoru szczęśliwi, a jednak od dawna zamknięci na świat i innych ludzi. Jak często skrywamy to, co czujemy, bo strach przed głębią uczuć przygniata nas bardziej niż same emocje? Ile razy zapominamy, że święta to nie prezenty, lecz ludzie? W cieniu tej opowieści pobrzmiewa motyw przebaczenia, nie dla innych, lecz dla samego siebie. Bardzo często to do siebie mamy największy żal i nie potrafimy sobie wybaczyć. Karzemy się i nie pozwalamy czasowi uleczyć tego, co dawno powinno przestać boleć, a jeśli nie wszystko da się uleczyć, można nauczyć się z tym żyć tak, aby nie bolało. Czytając tę książkę, trudno nie zatrzymać się na chwilę. Trudno nie pomyśleć o własnych bliskich, o słowach, których być może nie zdążyliśmy wypowiedzieć, o telefonach, których nigdy nie wykonaliśmy, o przebaczeniu, które wciąż odkładamy na „potem”. Autorka ostrzega, że potem może nigdy nie nadejść i że należy kochać, póki mamy kogo. I może właśnie dlatego po przeczytaniu tej historii nie myślałam o tym, komu nie kupiłam jeszcze prezentu, lecz o tych, których chciałabym przytulić i o tych, których już nie mogę. Bardzo polecam tę świąteczną opowieść każdemu, kto chce poczuć prawdziwe emocje, zastanowić się nad sensem świąt i przypomnieć sobie, co w tym czasie jest naprawdę ważne.
Opowieść prawie wigilijna to zaskakująca historia, która nie jest sielankowa jak to zwykle bywa przy świątecznych książkach.
Tym razem mamy bohaterkę, która wywołuje w nas negatywne emocje, mamy ochotę nią potrzepać i krzyknać "obudź się, życie Ci ucieka!".
Marcjanna jest zimna niczym lód, odrzuciła miłość wszystkich bliskich jej osób, wszystko starannie planuje i skrupulatnie wylicza.
Ma też taką przypadłość, że nienawidzi świąt i to tak konkretnie.
Wyjeżdża przed samymi świętami na szkolenie jednakże po drodze ulega wypadkowi.
Budzi się w nowej/starej rzeczywistości, usiłując się w niej odnaleźć.
I tu autorka nam zaserwowała plot twist, którego się nie spodziewałam i pokazała dwie różne możliwości rozwoju wydarzeń.
W każdej z nich mnie Marcjanna doprowadzała do szału, była po prostu wyniosła i opryskliwa.
Jednakże gdy w końcu dowiedziałam się z czym się jej kojarzą święta, poczułam do niej współczucie i wiem, że jej zachowanie wynikało z ogromnej straty, z którą sobie nie poradziła.
Pamiętajcie, że jeśli macie jakiekolwiek problemy natury psychicznej, doświadczacie starty, traumy, to nie bójcie się sięgnąć po pomoc specjalisty. Nie zawsze radzenie sobie samemu jest dobrym wyjściem, wydaje się że macie kontrolę a okazuje się, że niszczycie siebie i wszystkich naokoło. Prosić o pomoc to nie wstyd!
Cieszę się, że Marcjanna mimo wszystkiego znalazła wokół siebie ludzi, którzy tyle lat się nie poddali i byli przy niej, jestem zadowolona, że w końcu jej tafla lodu wokół serca pękła i kobieta zdała sobie sprawę ze swojego zachowania.
Bardzo lubię pióro autorki, już nie raz miałam z nim do czynienia. Potrafi wpływać na emocje czytelnika, kreuje bardzo realistycznych bohaterów i ma lekki styl pisania, który sprawia, że czytanie jej książek jest przyjemnością.
Ta książka skłania do refleksji, sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad swoim własnym życiem, zachowaniem.
Warto docenić to co się ma, zanim przyjdzie czas, że to stracimy i zostaniemy sami ze swoim zgorzknieniem, zamknięci za murem pogardy.
„Opowieść prawie wigilijna” Aleksandry Rak to opowieść o kobiecie, która od lat żyje tak, jakby świat przestał zasługiwać na jej uwagę. Nienawiść do świąt stała się dla niej zasadą życia, a odrzucanie ludzi jedynym znanym mechanizmem obronnym. Marcjanna świadomie dystansuje się od bliskich: odpycha męża, ignoruje rodziców, nikogo nie dopuszcza bliżej niż to absolutnie konieczne. Lód, który otacza jej serce, jest konsekwencją traumatycznego wydarzenia sprzed kilku lat, które miały miejsce właśnie w Bożego Narodzenia. Zamiast szukać ukojenia, bohaterka pogrąża się w pracy i kontroli nad innymi. Gdy nadchodzi weekend tuż przed świętami, musi pojechać na obowiązkowe, firmowe szkolenie. Jej wspólniczka właśnie rezygnuje ze współpracy - ma już dosyć tej emocjonalnej lodowatości. Ofiarą sytuacji pada jedna z pracownic - Kaję, która zostaje niemal zmuszona do wyjazdu. To moment, który idealnie obrazuje egoizm bohaterki - jej decyzje zawsze mają być ważniejsze niż cudze potrzeby. Droga, która miała być jedynie nużącym obowiązkiem, zamienia się w koszmar. Potężna śnieżyca, skrajne warunki na drodze i w końcu wypadek... Marcjanna budzi się w szpitalu. To pierwszy raz od dawna, kiedy musi zmierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów. Czy ten moment wstrząsu stanie się początkiem zmiany? Czy dostrzeże, jak wiele osób zraniła? Nie jest łatwo porzucić skorupę, która zabezpiecza niczym pancerz przed emocjami. Autorka prowadzi nas przez proces powolnego kruszenia lodowej bariery, nie serwując łatwych rozwiązań ani nagłych cudów. To opowieść o odpowiedzialności za swoje emocje, o zgubnej sile żalu oraz o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany.
Sięgając po świąteczną powieść, mogłoby się wydawać, że będzie lekka, miła i przyjemna… Nic bardziej mylnego. W najnowszej książce Aleksandry Rak, „Opowieść prawie wigilijna”, autorka snuje zupełnie inne oblicze świąt, takie o którym rzadko słyszymy lub mówimy. To opowieść o bólu, stracie, samotności i tęsknocie.
📚 FABUŁA
Marcjanna to kobieta, którą trudno polubić od pierwszych stron — zarozumiała, powściągliwa, perfekcjonistka o ciętym, często niesmacznym języku. Do tego nienawidzi Świąt, które według niej to czas pośpiechu, konsumpcjonizmu i obżarstwa. Jest prawdziwym Grinchem w spódnicy. Jednak szybko wychodzi na jaw, że jej stosunek do świąt ma głębsze źródło — Marcjanna nosi w sobie ogromną tragedię, którą doświadczyła właśnie w tym okresie.
✨ MOJA OPINIA
Nowa powieść Aleksandry Rak to współczesna wariacja sławnej opowieści o Ebenezerze Scrooge’u Charlesa Dickensa. Marcjanna będąc ofiarą wypadku samochodowego zapada na kilka dni w śpiączkę podczas której śni jak wyglądać będzie jej życie jeśli nadal pozostanie zamknięta na dobro, na nadzieje i na miłość od najbliższych. Autorka porusza ważne tematy: żałobę, samotność, lęk przed zmianą, ale też siłę płynącą z bliskości drugiego człowieka.
Historia pokazuje, że święta nie zawsze są czasem radości, lecz mogą stać się momentem przełomowym — okazją do pojednania z przeszłością i samym sobą.
Styl Aleksandry Rak jest lekki, przystępny i pełen emocji. Autorka świetnie buduje nastrój – potrafi wzruszyć, nie popadając w przesadny sentymentalizm. Język jest prosty, a zarazem ciepły i szczery, dzięki czemu łatwo utożsamić się z bohaterami. Tempo narracji jest powolne, ale nie nużące, pozwala refleksyjnie przeżywać emocje i historię Marcjanny. Jest to więc książka idealna na grudniowe wieczory, kiedy chcemy poczuć, że nawet w smutku kryje się nadzieja.
(Współpraca reklamowa: Wydawnictwo Dobre Strony)
Aleksandra Rak 💫 nowości 2025 📚 opowieść wigilijna ✨ refleksyjna historia 🌿 polska autorka 💕 Grinch w spódnicy 🌟 przebaczenie i bliskość 🕯️ historia o odbudowywaniu więzi
Perfekcyjna do bólu Marcjanna nie była fanką Bożego Narodzenia. Jednak kiedy ją poznajemy, ta niechęć przeradza się w obsesję ignorowania i niszczenia najmniejszych przejawów świątecznego klimatu. To odbija się na pracownikach. Nie dociera do niej że ktoś chce mieć wolne przed wigilią, żeby coś przygotować; że niektórym podróż do rodziny zajmuje trochę czasu. Jakby mogła odwołałaby święta. Sama nie spotyka się z rodzicami ani z teściami. Ot dni wolne z mężem w domu. Przed świętami jedzie z koleżanką na szkolenie, mają wypadek samochodowy. Czy będąc w śpiączce spotyka ducha Bożego Narodzenia? A może to podświadomość podsuwa jej scenariusze przyszłości? Potrzebuje czasu, może też wstrząsu, żeby przepracować to czego doświadczyła po wypadku i tragiczne wydarzenie z przed lat, po którym odcięła się od najbliższych. Bożonarodzeniowy cud nie zrobi się sam, nie tylko trzeba chcieć żeby się wydarzył, ale trzeba dać coś od siebie. Zaprosić go do swojego życia. Aleksandra Rak jest jedną z autorek, na której świąteczną książkę czekam. Pisze kameralne powieści o miłości, o relacjach w codzienności, w sytuacjach kryzysu emocjonalnego. Takie, którym można przypiąć etykietkę "ta obyczajówka to skarb"!
Jestem fanką pióra Pani Aleksandry od lat. Bardzo wyczekuję jej kolejnych publikacji. Jak co roku o tej porze spodziewałam się słodkiej, przytulnej historii. Czy taka jest? Przyznaję, że nie. Autorka zaskoczyła mnie. Główna bohaterka-Marcjanna- jest bardzo profesjonalna, elegancka, wyniosła i oziębła. Nienawidzi wszystkiego co związane ze świętami. Nie zgadza się na dekoracje w salonie kosmetycznym, którego jest właścicielką, a jej pracownice nie mają z nią lekko. Nawet wspólniczka mam jej dość i chce się wycofać. Pewnego dnia Marcjanna ulega wypadkowi samochodowemu. Każdy by pomyślał, że taka sytuacja przewartościowuje i zmienia perspektywę. Nie dla niej. Przyznam że przez większość tej historii czułam się poirytowana i zniechęcona przez jej zachowanie. Pod koniec dowiadujemy się co sprawiło, ze serce Marianny zamarzło. To zmienia nastawienie do niej. Okazuje się, że łatwo jest oceniać. Czy wśród bliskich, Marcjanna odzyska nadzieję i radość życia? Czy jest szansa na świąteczny cud? Przekonajcie się sami. Nie znajdziecie tu świątecznego lukru, ale to nie oznacza, że nie poczujecie magii świąt. Wartościowa, refleksyjna pozycja. Polecam!
Gdyby nie polecenie CatVloguje nie zainteresowałabym się tym tytułem. Zgodnie z jej recenzją to opowieść przerażająco smutna jak na świąteczną historię, inna niż wszystkie. Już na samym początku spodobał mi się styl pisania. Jest lekki w przyswajaniu, ale stosowny do poruszanych tematów. Fabuła leci dość szybko. Na wczesnym etapie dowiadujemy się że pierwsze wrażenia po wybudzeniu Marcjanny były snem na jawie i ma ona potencjalne pojęcie o tym do czego doprowadziła swoje życie. Gdy budzi się już naprawdę NIC SIĘ W NIEJ NIE ZMIENIA. KOMPLETNIE NIC. A dla mnie to była największa zaleta tej książki. Obawiałam się że niczym w disneyowskiej bajce bohaterka przeżyje cudowną przemianę na pstryknięcie palcem. A tu proszę. Dlatego uważam że największą siłą tej historii jest jej wrażliwość i realizm. Dużo rzeczy musi się zadziać żeby Marcjanna zrozumiała ile ma do stracenia. Sen na jawie jest jedynie bodźcem do rozmyślań który daje o sobie znać w najdogodniejszych momentach a nie samym popchnięciem do zmian. Nie rozpisuję się więcej bo sam fakt że to powtórne opowiedzenie znanej już historii zdradza dużo. Świetny retelling "Opowieści wigilijnej".
to historia, która mogłaby być opowiadaniem; jest niepotrzebnie rozwleczona, nudna, powtarzalna
1:1 opowieść wigilijna, ale bez żadnego klimatu, do żadnej z postaci nie można się przywiązać, wszystko jest płaskie, poprawne, moralizatorskie
do tego oczywiście napisane z manierą charakterystyczną dla polskich obyczajówek, czyli nadmierną stereotypizacją, zdaniami z ogromną ilością niepotrzebnych szczegółów (np zamiast napisać, że bohaterka jedzie do pracy, autorka opisuje, że wychodzi zamaszyście zamykając drzwi, jej obcasy stukają o marmurową podłogę, mieszka w drogim, nowym budynku, więc ma taki luksus jak ✨winda✨ z której oczywiście korzysta, by zjechać do podziemnego garażu, by wsiąść do samochodu, by pojechać drogą, by stać w korku na skrzyżowaniu….) no matko droga, to pierdolca idzie dostać czytając coś takiego
Historia b. zwykła, codzienna. Autorka specjalizuje się w prostych, poprawnych, historiach obyczajowych. W zeszłym roku książka świąteczna, która wyszła spod Jej pióra była równie miałka, ale przynajmniej miała klimat zimowego winter wonderland, w tym roku klimatu zabrakło.
Marcjanna, odgrywa rolę Scrooge’a, ma sen-nauczkę i przychodzą do niej jej znajomi i przyjaciele udzielając jej lekcji jak być mniej zgorzkniałą. Bohaterka stała się Scroogem bo utraciła dziecko. W trakcie snu poznajemy raz nudną historię, a następnie w realu rozgrywa się ona w tych samych etapach po raz kolejny.
Na jednym biegunie jest Marcjanna, a na drugim są wszyscy inni bohaterowie. I między nimi rozgrywa się bitwa narzekania na siebie nawzajem. Ten klimat jest dominujący. Ci ludzie są tacy naiwni w tych swoich oczekiwaniach, braku asertywności. Albo kobiecie w szpitalu podejrzewają anemię. Anemię można wykluczyć od razu.
Uwielbiam tę książkę całym sercem! To najpiękniejsza świąteczna opowieść, jaką czytałam. Historia kobiety, która utraciła radość świąt, porusza najgłębsze struny duszy. Płakałam, uśmiechałam się i w końcu poczułam prawdziwą magię Bożego Narodzenia. Autorka mistrzowsko pokazuje, jak odnaleźć nadzieję nawet w najciemniejszych chwilach. Ciepła, wzruszająca i po prostu cudowna lektura, która zostaje w sercu na długo. Idealna na zimowe wieczory! Polecam z całego serca ⭐️🎄⭐️
Uwielbiam powieści Aleksandry Rąk, mają w sobie ta magiczna nutę ale trzymają się w miarę rzeczywistości. Historie które budzą emocje, poruszają i sprawiają że książkę się nie tylko czyta ale i przeżywa.
4/5. Piękna historia o odnajdywaniu sensu Świąt Bożego Narodzenia i o wewnętrznej przemianie. Cieszę się, że nie dostałam moralizatorstwa i cukierkowości, tylko dobrze skonstruowanych bohaterów i klimat zbliżającej się Wigilii. Jestem pozytywnie zaskoczona tą książką.
opowieść prawie jak każda inna ale zalecana osobom które przestały kochać święta i pragną uprzykrzyć je innym, także bardzo fajna obyczajówka dla osób aby dać im pstryczkach w nos hi hi
Czegoś takiego się spodziewałam. Taka przeciętna obyczajówka, ale właśnie tego oczekiwałam po lekturze świątecznej powieści. Żadna wybitna literatura, ale fajne wprowadzenie w świąteczny nastrój.