Każda rodzina ma swoje tajemnice, ale niektóre sekrety nie powinny wychodzić na jaw.
Rodzina Monet – zawsze stoją za sobą murem, ale każdy z jej członków zdaje się wiedzieć więcej, niż mówi. W tym świecie pełnym luksusu, surowych zasad i milczenia dorasta Lindsay Monet. Im dłużej żyje w cieniu swojej wpływowej rodziny, tym wyraźniej czuje, że coś tu jest nie tak. Musi zmierzyć się z dziedzictwem, które zamiast poczucia bezpieczeństwa przynosi pytania bez odpowiedzi.
W idealnych wnętrzach, pod do perfekcji dopracowaną fasadą kryje się sekret, o którym nikt nie chce rozmawiać. Miłość, strach, rywalizacja. Tajemnice, których lepiej nie odkrywać. I dziewczyna, która musi zdecydować, komu zaufać, a od kogo trzymać się z daleka.
Wciągająca powieść o dorastaniu, lojalności i mrocznych zagadkach, które kryją się za drzwiami rezydencji Monetów.
Książkę kupiłam na KTK i przeczytałam przed premierą - nie wiem jak wytrzymam do kolejnej części! Na serio zakończenie to ewidentne znęcanie się nad czytelnikiem - to powinno być zabronione :). Książka idealnie buduje emocje - rozśmiesza, wzrusza i denerwuje.
No muszę zacząć od tego źe było o wiele lepiej niż w poprzednim tomie. I to tak solidnie lepiej
Lissy była wkurzająca, irytująca, podejmowała absurdalne decyzje momentami, ale mimo, że denerwowała mnie jak diabli, chciałam ją czasami za okno wyrzucić to nie wiem, czy ja będąc w jej wieku zachowałabym się inaczej/lepiej w jej sytuacji. Still ona jest nastolatką z burzą hormonów, z niezwykłym życiem i trudną rodziną więc nie uważam że mówienie, że zachowywała się jak idiotka jest w porządku, bo to nadal tylko nastolatka.
Vince mój stary dobry Vince był jeszcze gorszy i on mnie już srogo wnerwiał, ale nadal potrafił roztopić moje serce najdrobniejszymi gestami. I boszzz to pojednanie na koniec?! No wzruszyłam się.
Nie mówię końcówka angażująca, bardzo polsatowa, bo jaka by mogła być, prawda? Nadal zastanawiam się kogo dokładnie oznaczało L+C, a zwłaszcza to C. (Cam, czy może Cornell? Stare czy młode pokolenie?)
Moje prośby o zerknięcie na Chrzest Michaela zostały wysłuchane, ale jednak o historii Willa nadal niewiele wiemy. Jednak wybaczam to, bo wiem że zostanie to poruszone w dalszych częściach.
Bardzo się cieszyłam z ostatniego rozdziału z perspektywy starej dobrej Hailie - poczułam klimat starej Rodziny Monet, tej słodkiej i upierdliwej opiekuńczości braci Monet, no cudowne to było. Zwłaszcza, że w sumie cała książka raczej niosła ze sobą ciężki, deszczowy, mroczny i smutny klimat.
Bo tylko tak na koniec mogę określić tą książkę: deszczowa i wzbudzająca żal.
Jak już pisałam w poprzedniej recenzji do Serca, ja zawsze będę czekać na następnych Monetów, nawet jak każdy z nich już będzie pomarszczony i stary. I zawsze będę ich polecać, a ta część pokazała mi, że historia Lissy może być naprawdę dobrym orzechem do zgryzienia.
jestem zawiedziona, czasem autorki powinne serio przestać kontynuować pisanie niektórych serii książek to już druga książka, w której jest wątek o Eliasie i nadal nie wiemy totalnie o co z nim chodzi? porażka i że również przez te dwie książki czytamy tylko o buntownictwie Lissy? no c’mon ile można nie ma żadnych ciekawych plot twistów jak to było w książkach Rodziny monet ta seria niestety się trzyma na Hailie i jej braciach, naprawdę spodziewałam się czegoś lepszego
Jako wielka fanka monetów, jeszcze nigdy nie byłam tak zawiedziona jak tą książką, co aż mnie trochę boli bo to jedna z moich komfortowych serii. Zacznę od minusów których jest tak dużo, czego sie nie spodziewałam.
- Sama Lindsay była powodem moich nerwów, tak rozumiem, że książka ma taki zamysł by pokazać dziewczynę wychowaną od dziecka w luksusie, co wpływa na jej charakter, ale czasem miałam tego już dość, oraz jej bezmyślności - Brak jej instynktu zachowawczego, logiki cokolwiek, jak mogłaś zaufać chłopakowi bawiącemu się nożem i dodatkowo mówiącego ci wprost, że zna sekret twojej rodziny? Tak okej, to wątek romantyczny, ale gdzie tu jakiś sens jej działań? - Parę razy główna bohaterka wspomina, że nie jest niemiła dla młodszych uczniów, nie jest typową "bully", by potem zastraszyć sympatię swojego brata i w myślach obrażać młodsze od niej dziewczyny z kółka tanecznego - Reakcje na ciążę Hailie napisane po macoszemu, na szybko, przynajmniej odniosłam takie wrażenie. Fajnie, że się pojawiły, ale jedyną jaka mi się naprawdę spodobała była ta Vincenta i Adriena (choć nie mówił on tak naprawdę nicXD), można było zostawić sam rozdział z ciążą na koniec i napisać to w miarę porządnie by nie wyglądalo na szybko i bez pomysłu. - Tutaj może czepię się jakiejś najmniej ważnej rzeczy, ale czy autorka w tej książce ma jakieś upodobania do angielskich słówek? widzimy nah, duh, bullshit, snacks (kto tak mowi?), come on. - Scena chrztu męstwa która dla mnie była jednym wielkim nieśmiesznym żartem, bo gdzie miałam się tu zaśmiać? Na maski które założyli bracia? Że przyjaciółka Lissy ciągle obrywa rykosztem za jej głupie pomysły? Czy za to, że Michael dał Dylanowi po mordzie i nawazjem?
Z plusów - Utrzymanie klimatu rodziny na obiadkach co przywołuje miłe wspomnienia, pomijając wszelakie kłótnie małżonek, bo dobrze widzieć tak silne i w miarę ciepłe rodzinne relacje (chyba, że mówimy o Vincencie i Lis, wtedy sprawa się komplikuje) - Mimo, że wcześniej wspominałam, że Lindsay nie ma za grosz rozwagi, ani czerwone lampki się jej nie zapalają gdy Elias mówi coś podejrzanego, to ich sceny były napisane dość przyzwoicie, jak na taki wątek romantyczny - Sam wątek sekretu i nawiązania do diamentu bardzo mnie zaciekawiły i mam dużo teorii co może się wydarzyć w przyszłym tomie, co jest największym plusem, bo zaciekawia czytelnika, no i jak zawsze cliffhanger, ale to da sie wytrzymać gdy jest się tak zaoferowanym fabułą - Relacja Lindsay i Tonego jak najbardziej na plus, jest on kimś kim Will był dla Hailie przez większość książek więc miło widzieć inną stronę tego brata którą znaliśmy do tej pory - Szczera rozmowa Vicenta i Lissy była czymś naprawdę dobrym gdzie w końcu każdy z nich mógł zrozumieć swoją perspektywę
Naprawdę pokładam w następnej książce wielkie nadzieje, bo ta była dla mnie dość nudna gdyby nie momenty tajemnicy która pomału się rozwiązuje bo inaczej poczuję wielki zawód. Lissy wróć
bawiłam się genialnie, nie mogę doczekać się następnego tomu. Naprawdę… Może jestem dziwna, ale kocham wszystko z tego uniwersum i kocham styl pisania Werki. Jest lekki, płynny, przyjemny, naprawdę kreatywny. Wera ma ogrom dobrych pomysłów i wszystko jest takie na luzie, przez co ja osobiście czerpie dużo radości z czytania. Pełna recenzja na ig na dniach, ale naprawdę jestem zakochana. Dziękuję You&Ya, że wysłali mi książkę do recenzji, dziękuję za zaufanie i możliwość reklamowania tego tytułu. Mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli czytać kolejny tom, bo chyba oszaleję.
Zostawiam wiadomość dla siebie z przyszłości. Sekret. Drzewo. Elias. Zakupy. Niebo i ziemia. Hailie.
dawno nie miałam potrzeby napisać dogłębnej recenzji na temat jakiejś książki. teraz taką potrzebę mam, bo muszę wylać żale. po pierwsze, jaki to jest gniot to się w głowie nie mieści. głupota goni głupotę, a przy okazji fabuła wcale nie jest ciekawa. no ale dobrze, już pół biedy, da się przeżyć, nudna fabuła w tym wszystkim wcale nie jest najgorsza. najgorsze w tym wszystkim jest to jak bardzo toksyczna jest ta książka. ale tak toksyczna, że już po całości, jak myślicie, że poprzednie tomy z tego uniwersum są toksyczne, to tutaj jest istny cyrk, ale już bez klaunów, bo nawet oni uciekli ze strachu. po pierwsze, wujkowie znęcający się psychicznie, a potem, jeden z nich, nawet fizycznie nad swoim czternastoletnim bratankiem, a to wszystko pod płaszczykiem śmiesznego określenia „chrzest męstwa”, które miało załagodzić odbiór sytuacji. czy autorka robi sobie jaja z czytelników? ja nawet nie zamierzam tłumaczyć co tutaj jest takiego nie tak, bo umniejszałoby to inteligencji osób, które ten wpis przeczytają. po drugie, same zachowania głównej bohaterki są tak pozbawione jakiejkolwiek refleksji, czy innej formy pomyślunku na temat swojego zachowania. ja dużo rozumiem, burze hormonów, bycie nastolatką wychowywaną w trudnym domu, ale ona notorycznie, bez najmniejszego problemu, wpakowywała siebie (nie tylko siebie, biedą Arię raz również) w sytuację, które nie miałyby miejsca gdyby wykazała się jakąkolwiek umiejętnością dedukcyjną. nie kupuje tłumaczenia, że ona ma trudną relację z ojcem i niełatwy charakter. ta dziewczyna jest po prostu bezdennie głupia. jak dla mnie tacy ludzie nie istnieją, ale może to ja jestem ignorantką. i po trzecie, karykaturalna wręcz osobowość złego ojca. vince już był przerysowany w historiach o hailie, ale tutaj przechodzi samego siebie. poziom toksyczności jaki on osiągnął w tej książce jest nie do opisania, SZCZEGÓLNIE jeśli pod uwagę weźmiemy fakt, że ten dorosły facet już raz zmierzył się z nie zawsze ułożoną i usłuchaną nastolatką. mając takie doświadczenie, absolutnie nieakceptowane jest dla mnie jego zachowanie wobec córki, gdyż miał pojęcie, że jego typowe zachowania nie działają dobrze na psychikę młodej dziewczyny. okropny glow down jego postaci, chociaż już wcześniej był paskudny. to są chyba największe zastrzeżenia, jakie mam wobec tego dzieła. reszta jest albo tak nieangażująca, albo tak źle napisana i wyegzekwowana, że nawet nie chce mi się na ten temat rozpisywać. jeśli czytało się książki o hailie to główny plot historii przewidzieć możemy z palcem nie powiem gdzie. chociaż liczę na to, że kolejny tom zadziwi i jednak doda jakiegoś powiewu świeżości. jedyną rzeczą, która mi się podobała to dwa rozdziały z perspektywy hailie. ze względu na sentyment do historii, którą lata temu czytałam na wattpadzie i byłam w nią bardzo zaangażowana. to tyle, dzięki, pa.
This entire review has been hidden because of spoilers.
było tyle okazji, żeby Lindsay Monet umarła - jechała swoim rozpędzonym Ferrari pod wpływem tabletek od swojej wrednej babci, miała wypadek samochodowy gdzie jakiś dziad chciał ją sprzątnąć, następnie razem z Tonym jechali motorem ale mieli jeden kask który on jej oddał... pędzili... hamulce niestety działały więc do niczego nie doszło. pls zbanujmy kontynuowanie serii jeśli nie chcemy pisać o og bohaterach tylko o ich dzieciach błagam
This entire review has been hidden because of spoilers.
Zacznijmy od tego, że postacie dalej są wnerwiające. Wszyscy dorośli w rodzinie Monet nie zachowują się jak dorośli, metody rodzicielskie Vincenta są w najlepszym przypadku dopuszczające, a sama Lissy...
Sama Lissy po prostu mnie załamała. Nie wyczuwamy od niej żadnej poprawy. Cała ta książka to narzekanie rozpieszczonej, bogatej dziewczyny, która uważa się za tą "inną" w porównaniu do innych rozpieszczonych, bogatych dziewczyn, i dopiero teraz ogarnia że w sumie jej rodzina jest pełna uprzywilejowanych, rozpieszczonych i bogatych ludzi.
W swoje kłopoty ciągle wciąga Arię, z którą w sumie nie ma aż tak dobrych relacji w moich oczach? Nie wiemy za dużo o tej dziewczynie, bo Lissy rozmawia z nią tylko wtedy gdy chce się wyżalić o tym, jak tragiczne jest jej życie w luksusie, albo jak chce ją zabrać na kolejną przygodę, która skończy się wielkimi kłopotami do obu dziewczyn.
Lissy jako tako jest uznawana za miłą i życzliwą osobę (a przynajmniej tak nam mówi), ale ciągle jest widziana, jak wyzywa swoich kolegów z klasy i grozi jednej z uczennic, żeby mieć haka na swojego brata. Trudno jest mi więc poczuć jakąś więź z bohaterką.
No i głównym problemem jest to, że fabuła jest oklepana i nie ma żadnych plot twistów. W książkę o nazwie "Sekret rodziny Monet", dowiadujemy się mało o jakichkolwiek sekretach, a te które są dla Lissy rewelacją, mogliśmy albo sami przewidzieć albo były one już omówione w poprzednich tomach rodziny Monet.
Vincent mnie wkurwia i tyle. Blagam zeby Elias nie byl nagle jakis mega zly no pls. Ja mam dosyc tych mafiozów tutaj. Edit Dalam tej ksiazce 4 gwiazdki i sprawdzilam, ze yellowface dalam 4,5 XDDD. To jest wstyd po prostu, wiec nie bierzmy tej oceny na powaznie okej?
Boli mnie fakt, że trzeci tom pojawi się dopiero w następnym roku....bo to się tak skończyło, że I NEED na jutro. Chociaż czegoś mi w tej części brakowało, ale i Don't know czego
Wiadomo, nie jest to ambitna literatura i mam nadzieję, że nikt mojego "fajne" nie odbierze jako oddanie wspaniałości tego dzieła. Natomiast muszę przyznać, że nie wiem co jest w stylu pisania Weroniki, ale ja jakoś nigdy nie umiem się oderwać od czytania jej historii. Bawiłam się świetnie. Bardzo mi się podobały wstawki z perspektywy Hailie - pozwoliły mi trochę wrócić do przeszłości. Poza tym, co bardzo doceniam, to relacja Vincenta z Lissy. Nie zrozumcie mnie źle - boli mnie ona, widzę wiele złych zachowań w postępowaniu Vincenta, jednocześnie wyróżnia ona tą serię od oryginalnej "Rodziny Monet". A więc cóż mi pozostało? Czekać na następną część i tyle.
Mimo ostrego zachowania, bardzo lubię Vincenta. Lissy nastolatkuje, także też super. Jeśli chodzi o gen wątek z tym gościem to w ogóle mnie nie interesuje ich relacja, czytam to dla różnych interakcji całej Rodziny Monet, mimo to jestem mega ciekawa tej tajemnicy a końca. Ten rysunek to chyba outfity z ostatniego tomu rodziny monet bo zgadzają się z opisem, ale nie wiem co to oznacza
To trzeba być Weroniką Anną Marczak, żeby napisać tak fatalną intrygę (w związku z tytułowym sekretem) w taki sposób, żeby to nie przeszkadzało XD Vincent, you're my baby
Jejku, nawet nie wiecie jak bardzo czekałam na kontynuację „Skarbu Rodziny Monet”. Mój pisk gdy zobaczyłam zapowiedź drugiej części było słychać w całym domu, a gdy dostałam propozycję współpracy, w ogóle prawie wybuchłam z radości.
Książki Werki są mi bliskie od początku mojej przygody z czytaniem i nie jestem w stanie ubrać w słowa jak wielkim komfortem są dla mnie stworzone przez nią historie.
Braci Monet (oprócz Vincenta) kocham, tak samo jak Hailie i Adriena. Natomiast Lissy… Lissy przez większość książki było mi okropnie szkoda. Na prawdę się z nią polubiłam, przez co moje serce się wręcz krajało. Ale z drugiej strony, niektóre jej zachowania mnie denerwowały, ale patrząc na to że jest tylko nastolatką z mnóstwem problemów, staram się być wyrozumiała.
Jeśli chodzi o to, czemu nie pałam sympatią do Vincenta, to najzwyczajniej w świecie denerwował mnie jego stosunek do własnej córki i to jak ją traktował. Nie znam chyba zimniejszego i bardziej obojętnego bohatera od niego. Doskonale wiem, że właśnie takie emocje miał wywołać, co zdecydowanie się Weronice udało.
Najbardziej z wszystkich braci moje serce skradł Tony. Był też moim ulubieniem, zaraz po Shanie w „Rodzinie Monet”, ale tu przeszedł samego siebie. To, jak wstawiał się za Lissy, to jak jej pomagał, a przede wszystkim jakie wsparcie stanowił dla Lindsay, było przesłodkie, do tego poziomu, że po prostu się wzruszałam.
Z racji że już 3 akapity przeznaczyłam na bohaterów, czas na samą akcję.
Nie zamierzam niczego spojlerować, więc powiem ogólnie: jest jazda bez trzymanki. Od początku, do samego końca, akcja trzyma w napięciu. Momentami (szczególnie w tych w lesie) byłam wręcz zaniepokojona.
Wątek zagadki, sekretu - I LOVE IT. Tylko na moje oko, było go tutaj za mało. Liczyłam na więcej detali z tym związanych, ale jest szansa, że w następnym tomie wszystko się wyjaśni.
Jeśli chodzi o zakończenie, to zdecydowanie mrozi krew w żyłach. Totalnie nie wiem jak je interpretować, ale jak mam być szczera to nastawiłam się na coś dużo mocniejszego. Wiem, że Weronika mi to zapewni, więc nie mogę się doczekać (i boję się) kontynuacji.
Podsumowując, jeśli lubicie uniwersum Monetów, to jest wasz MUST HAVE. Dzięki humorowi braci Monet możecie się świetnie bawić, a styl pisania autorki tylko to umila. Nie zabraknie również niepokojących i smutnych momentów. Błagam, czytajcie!!
Generalnie spore rozczarowanie. Do tej i poprzedniej książki faktycznie siadłam, żeby się 'odmóżdżyć' - oryginalna seria miała w sobie tyle wydarzeń z czapy, że aż przeczytałam wszystkie, żeby zobaczyć co jeszcze może się stać - ale tutaj? Przeczytałam obie aktualnie dostępne książki i wydarzyło się w nich tyle, co nic. Opisy miejsc i ludzi powtarzane tak samo kilka razy, w dodatku czasami nieskładnie. I może to ja jestem za stara na takie czytadełka, ale używanie słów jak 'nah', 'duh', czy 'snacki' w książce jest odrobine poniżej godności czegoś co jakimś cudem zostało wydane na papierze. Nie wiem, czy to kiepskie pisanie czy może treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję. To bardziej notka do pierwszej książki, ale mimo bycia matką głównej bohaterki Anja jest najbardziej bezbarwną i niepozostającą w pamięci postacią z jaką miałam do czynienia przez bardzo długi czas. Nie kojarzę wmianek o tym, że chodzi do pracy (w sumie po co by miała), więc zgaduję, że siedzi w domu a mimo to jest mniej obecna w życiu swoich dzieci niż Vincent. Nic dziwnego, że Lindsay ciągnie do ścigania wzorów wszystkich facetów w jej otoczeniu, skoro jej matka praktycznie nie istnieje poza okazjonalnym pogłaskaniem jej po głowie czy łagodnym spojrzeniu, które przez kontrast ma zaprezentować Vincenta jako jeszcze chłodniejszego. Oby Lissy jakoś się z tego wyłamała, bo przykro patrzeć na to jak KAŻDA kobieta urodzona lub wprowadzona do rodziny Monet zostaje uformowana w idealną, potulną żonę, która tylko ładnie wygląda i rodzi dzieci. Trzymam za nią kciuki. Szkoda bardzo, że Harisson umarł na mistyczną chorobę i jest wspomniany jedynie pobieżnie - autorka pozbyła się jedynej relacji, która nie wpisuje się w idealny schemat tradycyjnych żon i matek. Można było bardzo łatwo rozszerzyć odrobinę obraz, przecież Will i Harisson mogli adoptować razem jakieś dziecko, skoro już każdy w tej rodzinie musi mieć dzieci! Czy przeczytam mimo wszystko następną część jak wyjdzie? Pewnie tak, jestem już za głęboko w tym bagnie, żeby teraz się z niego wydostać. I w sumie ciekawi mnie jak długo Lissy uda się utrzymać Eliasa w tajemnicy przed Vincentem, oraz jak jeszcze Vincent jest w stanie znęcać się nad swoim dzieckiem, które pakuje się w niebezpieczne sytuacje przez jego wygórowane ego i brak umiejętności odbycia szczerej rozmowy. (Tak, nie uważam, że jego żałosne próby pogodzenia się z Lissy to szczera rozmowa. To mydlenie oczu i popularny w internecie therapy talk)
This entire review has been hidden because of spoilers.
𝓕𝓪𝓫𝓾ł𝓪: ༄ Rodzina Monet ~ zawsze stoją za sobą murem, ale każdy z jej członków zdaje się wiedzieć więcej, niż mówi. W tym świecie pełnym luksusu, surowych zasad i milczenia dorasta Lindsay Monet. ༄Musi zmierzyć się z dziedzictwem, które zamiast poczucia bezpieczeństwa przynosi pytania bez odpowiedzi. ༄ W idealnych wnętrzach, pod do perfekcji dopracowaną fasadą kryje się sekret, o którym nikt nie chce rozmawiać. Miłość, strach, rywalizacja. Tajemnice, których lepiej nie odkrywać. I dziewczyna, która musi zdecydować, komu zaufać, a od kogo trzymać się z daleka.
𝓑𝓸𝓱𝓪𝓽𝓮𝓻𝓸𝔀𝓲𝓮 𝓟𝓲𝓮𝓻𝔀𝓼𝔃𝓸𝓹𝓵𝓪𝓷𝓸𝔀𝓲: ༄ Lindsay Monet ~ ma talent do pakowania się w kłopoty. ༄ Elias ~ chcę poznać Lindsay Monet. ༄ Vincent Monet ~ ojciec Lindsay.
𝓜𝓸𝓳𝓪 𝓸𝓹𝓲𝓷𝓲𝓪: ༄ Ostatni Tom z tej serii, którą chcę przeczytać? Tak, dobrze słyszycie. Zakańczam na tej recenzji czytanie książek Weroniki Anny Marczak i nie zamierzam sięgać po pióro tej autorki. ༄ Uważam, że jest to powtarzanie tego samego cały czas. Ile można czytać o tym samym? Bo mnie to wkurzało i irytowało, jak monotonna, bez zwrotu akcji jest ta książka. ༄ Wątek Problemów jest opisany bardzo ciekawie i o już od początku książki, czytelnika wciąga. ༄ Lindsay jest magnesem do kłopotów i taką Hailie za czasów Skarbu. Vincent jest za ostry i nie jest dobrym ojcem. Elias jest spoko i jest fajny. ༄ Prostota i powtarzające pióro, takich książek jest mnóstwo. Nudne robią się takie książki, które się powtarzają. ༄ Emocjonalności zabrakło, było czytane ze skupioną miną Książka idealna dla osób, które czytały Rodzinę Monet i mają sentyment do tej historii. Iskierki nie było. ༄ Czy polecam? Zdecydowanie nie.