Gdy zniknął mały chłopiec, nikt nie znalazł odpowiedzi na pytanie, co się z nim stało. Po jedenastu latach Julia nie ma już złudzeń – nigdy nie odnajdą jej brata. Aż do dnia, gdy para policjantów staje w drzwiach jej domu, przyprowadzając Damiana z powrotem.
Jednak jeszcze tej samej nocy to, co miało być końcem rodzinnego dramatu, szybko zamienia się w początek jeszcze większego koszmaru.
Przez te wszystkie lata Damian był w miejscu, które zdawało się być tuż obok, a jednocześnie zupełnie niewidoczne. Tamtej nocy wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło losy niejednej rodziny.
Śledczy muszą zmierzyć się z prawdą, która sięga aż do samego trzonu zła, które drzemało w uśpieniu, po to tylko, by w odpowiednim momencie znów się wybudzić.
Rdzeń każdego człowieka jest bowiem gorący jak słońce. I zupełnie jak najbliższa ziemi gwiazda może nieść światło lub ciemność.
Najsłabsza z książek autorki, co nie znaczy, że kiepska. Bardzo doceniam research o astronomii i Chorobie Alzheimera. Niestety nie potrafiłam się zżyć z postaciami, tak jak w poprzednich książkach, i aż tak zaangażować w ich historię (chociaż, jak zawsze u tej autorki, było smutno i gorzko). Było też sporo hintów co do rozwiązania sprawy i przez to zakończenie wydało mi się trochę rozczarowujące. Mimo wszystko, jeśli ktoś szuka kryminału z bardzo mocno rozwiniętym wątkiem obyczajowym, to na pewno polecam tę autorkę.
Karierę pisarską Weroniki Mathi śledzę od jej debiutu, „Żar”, który szczególnie zapadł mi w pamięć. Od tamtej pory z nieskrywanym entuzjazmem sięgam po kolejne jej powieści, a każda z nich bezsprzecznie trafia w mój czytelniczy gust, łącząc misternie skonstruowaną intrygę, psychologiczną głębię i klimat, który wciąga od pierwszych zdań. Sięgając po najnowszy thriller Weroniki, „Rdzeń”, nie miałam wątpliwości, że historia spisana ręką autorki spełni moje oczekiwania. Co więcej, lektura tej powieści utwierdziła mnie w przekonaniu, że autorka wciąż potrafi zaskoczyć – i to w sposób, który pozostaje w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Kilkuletni Damian znika bez śladu. Poszukiwania trwają miesiącami, a potem latami, aż w końcu nadzieja gaśnie. Julia, po jedenastu latach, jest pewna, że nigdy nie pozna prawdy o losie brata. Pewnego dnia w jej drzwiach stają policjanci, a z nimi – Damian. Powrót zaginionego dziecka po tak długim czasie powinien oznaczać ulgę i koniec dramatu. Jednak jeszcze tej samej nocy staje się jasne, że to dopiero początek koszmaru. Okazuje się, że przez cały ten czas chłopiec był w miejscu, które znajdowało się niepokojąco blisko – na wyciągnięcie ręki – a jednocześnie poza zasięgiem wzroku i wiedzy bliskich. Co wydarzyło się tamtej nocy jego powrotu, zmienia bieg wydarzeń i ujawnia, że zaginięcie Damiana było jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Śledztwo, w które angażują się policjanci oraz prywatne poszukiwania prawdy przez Julię, powoli odsłaniają wielowarstwową sieć kłamstw, sekretów, rodzinnych dramatów i zła, które przez lata pozostawało w uśpieniu, czekając na moment, by się obudzić.
„Rdzeń” Weroniki Mathi to thriller psychologiczny, który sięga w mrok ludzkiej duszy i wyciąga z niego historię bolesną, ale piękną. To nie jest typowa powieść sensacyjna – to złożony dramat emocji, pamięci, traumy i nadziei, opowiedziany z literacką siłą, która zostaje z czytelnikiem na zawsze. Weronika Mathia po raz kolejny udowadnia, że potrafi trzymać czytelnika w napięciu do ostatniej strony. To, co wyróżnia „Rdzeń” na tle innych thrillerów, to nie tylko sama zagadka kryminalna, ale przede wszystkim umiejętne budowanie dusznej, klaustrofobicznej atmosfery i wiarygodne, głęboko ludzkie portrety bohaterów. Czytając „Rdzeń”, odniosłam wrażenie, że Weronika Mathia doskonale potrafi budować napięcie. Już od pierwszych stron wciąga czytelnika w sam środek dramatycznej opowieści, a następnie prowadzi go coraz głębiej w mrok. To nie jest thriller, w którym liczy się tylko zagadka i jej rozwiązanie. Tutaj kluczowe są emocje, atmosfera i nieustanne poczucie, że coś czai się tuż poza zasięgiem wzroku. Autorka z niezwykłą swobodą przeplata różnorodne wątki – od śledztwa policyjnego, przez perspektywę Julii, po wspomnienia i obserwacje, które stopniowo odsłaniają rodzinne sekrety. Dzięki temu narracja nie jest jednoliniowa, lecz przypomina układankę, w której każdy element ma swoje znaczenie, a jednocześnie nie od razu wiadomo, gdzie go umieścić. To uczucie dezorientacji i niepewności jest jednym z największych atutów powieści – czytelnik doświadcza go na równi z bohaterami. Bardzo mocno działa też warstwa psychologiczna. Narracja jest dynamiczna – krótkie rozdziały nadają rytm, a w odpowiednich momentach autorka spowalnia tempo, umożliwiając zgłębienie psychologicznych niuansów postaci. Julia jest bohaterką, której łatwo współczuć i z którą łatwo się utożsamić – rozdarta między nadzieją a strachem, zdeterminowana, by poznać prawdę, choć ta może okazać się nie do udźwignięcia. Weronika Mathia nie ucieka od trudnych tematów – pokazuje, jak trauma wpływa na relacje rodzinne, jak łatwo w codzienności zakorzenia się milczenie i jak ludzie potrafią wypierać to, co niewygodne. Bohaterowie są wiarygodni i nieidealni, a ich decyzje często budzą wątpliwości, co sprawia, że stają się interesującymi postaciami, które angażują emocjonalnie. Styl autorki jest oszczędny w słowach, ale bogaty w atmosferę. Nie znajdziemy tu przesadnych opisów, a mimo to każde miejsce i sytuacja stają się namacalne – od dusznych, klaustrofobicznych wnętrz po chwile, w których cisza jest tak gęsta, że wręcz boli. „Rdzeń” to książka, którą czyta się szybko, ale myśli o niej długo po odłożeniu. Zostawia w głowie pytania o granice ludzkiej wytrzymałości, o to, jak wiele jesteśmy w stanie wybaczyć, a przede wszystkim – o to, czy zło jest czymś zewnętrznym, czy raczej tkwi w nas od zawsze, czekając na odpowiedni moment, by się ujawnić. „Rdzeń” to intensywna, mroczna opowieść o rodzinnych tajemnicach i kłamstwach, które oplatają życie niczym konstelacja niewidocznych więzów. To historia o tym, że najstraszniejsze potwory często kryją się tuż obok – w ludziach, których znamy najlepiej. Weronika Mathia po raz kolejny oddaje w ręce czytelników powieść, która wciąga, niepokoi i na długo pozostaje w pamięci.
Ta książka jest świetna – wciąga od pierwszych stron i trzyma w napięciu aż do samego końca. Autor świetnie buduje atmosferę, podsuwa tropy i myli czytelnika, by ostatecznie zaskoczyć go nieoczekiwanym zwrotem akcji. Finałowy plot twist sprawia, że całą historię zaczyna się widzieć w zupełnie nowym świetle. Zdecydowanie warta przeczytania!
This entire review has been hidden because of spoilers.
Świetna książka. Pani Mathia zaskakuje pięknym warsztatem; książka była tak dobrze napisana, że w paru momentach przyłapałam się na tym, że żałuję, że ją przesłuchuję w audiobooku, a nie czytam, bo w ten sposób wyciągnęłabym z niej więcej. Zawsze uważałam, że kryminały czy thrillery to pozycje „na raz” — takie, do których nie warto wracać — ale do tej powieści już mam ochotę wrócić. Klimat i napięcie było budowane bardzo umiejętnie; ze świecą szukać tu głupotek, pchających akcję do przodu.
Generalnie miało to potencjał na coś więcej, ale po drodze autorka się chyba trochę pogubiła. Przynajmniej z takim wrażeniem zostawia mnie to przekombinowane zakończenie. Niemniej początek był bardzo obiecujący i wciągający, bardzo rozbudowanych wątek obyczajowy, ale przyznam, że niesamowicie podobał mi się motyw z astronomią i listami Julii. Trochę mnie zaskoczyło, jak bardzo autorka zasugerowała rozwiązanie zagadki. W treści można było znaleźć dużo hintów, co do ostatecznego finału sprawy i jakoś tak końcówkę odebrałam bez emocji, ale może to tylko ja.
Pomysł był fajny, autorka ma całkiem niezły styl, ale osobiście trudno mi się było zżyć z bohaterami i bardziej zaangażować.
Bardzo intensywne zaskoczenie. Wiele wyjaśnień różnych wątków połączyło się na przestrzeni kilku zdań. Po części było zaskakujące. Do samego końca nie nauczyłem się imion bohaterów i mi się mieszali co nieco utrudniało czytanie
Zaginięcie trzyletniego chłopca wywraca życie rodzinne do góry nogami. Po jedenastu latach Julia już traci nadzieję na odnalezienie brata, wtedy policjanci zjawiają się z Damianem w domu. Jednak to co miało być szczęśliwym zakończeniem stanowi początek koszmaru.
„Rdzeń” najnowsza książka autorki pochłonęła mnie całkowicie, nie tylko ze względu na motyw tajemnic, zaginięcie, ale i zamiłowanie bohaterów do kosmosu.
Historia toczy się dwutorowo, na przemian przeplatają się czasy dawne z obecnymi oraz ze wspomnieniami. Od pierwszej strony czułam zainteresowanie i emocje bohaterów w obliczu zaginięcia członka rodziny. Zrozpaczona matka i córka, bezskutecznie szukają ukochanego barta i syna. W tle rozpad rodziny i choroba, poświęcenie, oddanie, ale i siostrzana, bezwarunkowa miłość. Ukazane jest jak każdy radzi sobie z tragedią na własny sposób. „Rdzeń” to historia o rodzinie, jej mrocznych sekretach, traumach, skomplikowanych relacjach, kłamstwach. Trudnych decyzjach w cieniu powrotu zaginionego dziecka. Autorka świetnie tworzy gęsty klimat i atmosferę napięcia, niosący duży ładunek emocjonalny. Tajemnice i sekrety przeplatają się ze sobą tworząc wciągającą i poruszającą historię, pełną zwrotów akcji. Zagadka kryminalna solidna, wnikliwa, szukanie tropów i łączenie faktów, przeszłość będzie miała wpływ na teraźniejsze wydarzenia 💔 Wyraziste i realistyczne postaci, które nie są wolne od traum, a czytelnik przeżywa te momenty wraz z nimi. Autorka świetnie oddaje głębię ludzkiej natury, napięcie między dobrem, a złem. Zakończenie jak zawsze spaja te historię, odkrywa jej wszystkie dramaty i zostaje na dłużej z czytelnikiem. Polecam 🖤
Widziałam wcześniej opinię, że była to męcząca książka i poniekąd się zgadzam, ale bardzo podobał mi się temat kosmosu itp. (to tylko przez to, że mam obsesję na punkcie wszechświata, a o samej historii zapewne szybko zapomnę).