Jesteśmy w takim punkcie losów Ziemi, że obojętność na to, co dzieje się z klimatem, przyrodą, fauną i florą, jest totalną ignorancją. Takie książki jak "Ocean. Ostatnie dzikie miejsce" otwierają oczy na piękno, które wokół i na kruchość tego piękna.
David Attenborough to człowiek-instytucja. Wieloletni orędownik przyrody i nauk przyrodniczych, tym razem odsłania przed nami tajniki oceanów. Ląd poznaliśmy szybko, oceany długo były zagadką, w niektórych aspektach pozostały nią nadal.
Zachwycająca rafa koralowa, zajmująca 350 tysięcy kilometrów kwadratowych, to mnogość gatunków, które żyją w przyjaźni lub wręcz przeciwnie. Głębiny oceanu to pożywka dla wyobraźni. Ileż potworów może się tam kryć! Jakiś Lewiatan, jakiś Kraken lub - tym razem prawdziwy - czarny diabeł morski. Tam gatunki przystosowały się do trudnych warunków - kałamarnica truskawkowa z wielkim żółtym okiem patrzącym w górę i małym niebieskim w dół, by żaden posiłek jej nie umknął.
Już nie tak głęboko - płetwal błękitny, największe zwierzę na Ziemi, które musi być morskie, bo żaden szkielet nie dźwignąłby takiej masy.
Zaglądamy też w bardzo zimne rejony. Lody Arktyki to całe mnóstwo organizmów, które zagrożone są przez ocieplający się klimat. Wieczna zmarzlina przestaje być wieczna...
Na wyspie Raine patrzymy na szkielety żółwi, ale i na żółwiki zielone wykluwające się na plaży. Z tysiąca tylko jeden ma szansę na osiągnięcie dojrzałości.
"Ocean. Ostatnie dzikie miejsce" to pięknie wydana (rysunki i zdjęcia!), fascynująca opowieść o świecie, który potrafi się odradzać, ale niektóre ludzkie działania mocno to utrudniają. Między wierszami tej historii wybrzmiewa lęk o to, w jakim kierunku zmierza ludzkość i jak szybko niszczymy to, z czego i dzięki czemu przecież żyjemy.