What do you think?


Wrona z Madenfal
Nikt nie opuścił Gjaladenu od pokoleń. Mgławice pochłaniają wszystko. Kształtują. Zaburzają pory roku, sieją szaleństwo wśród zwierząt, rodzą potwory z ludzkich lęków.
Hjalkan dorastał w tym świecie, uwięzionym, wypaczonym, obojętnym na modlitwy.
Poznaj jego spojrzenie, pełne nieugiętej ciekawości, nieufności i gniewu wobec wszystkiego, co ukrywa się w purpurowej mgle.
Hjalkan dorastał w tym świecie, uwięzionym, wypaczonym, obojętnym na modlitwy.
Poznaj jego spojrzenie, pełne nieugiętej ciekawości, nieufności i gniewu wobec wszystkiego, co ukrywa się w purpurowej mgle.
456 pages, Paperback
Published August 15, 2025
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 14 of 14 reviews
January 14, 2026
chyba zrobię dnf . lektor jest super zwłaszcza że znam ten głos z YouTube z Gotri gdzie opowiada o różnych światach fantasy głównie władca pierścieni i worhamer ale też o innych. Ale sama fabuła mnie nie porwała zwłaszcza opisy w których każda kolumna jest starannie coś tam coś tam wycioszana każdy gostek ma taką i taką brodę czy inne dołeczki. Mam nadzieję że mnie żadna sowa nie dorwie za to dnf bo już jedna widzę że sie patrzy z za okna
June 20, 2026
❗TW: przekleństwa, brutalne opisy, rany, zabjswa, przemoc, gw*łt
[Współpraca z autorem @wronazmadenfal ]
OPINIA DOTYCZY POPRAWIONEJ WERSJI Z 2026!
•••••
Moja relacja z fantastyką wygląda tak, że nagle nachodzi mnie ochota coś przeczytać, a potem dochodzę do wniosku, że to jednak nie jest mój gatunek. I tak to się kręci od kilku lat.
Tym razem ponownie padło na fantastykę bardziej w moich klimatach, czyli dziejącą się w dawnych czasach, z brutalnymi scenami i potworami, wiecie, taka "męska". I znowu doszłam do tego samego wniosku - fantasy nie jest dla mnie.
Były momenty, że wkręcałam się w fabułę. Były sceny brutalne (ta z porońcem jest moja ulubioną) i te smutne (tu mam na myśli głównie ślub), przy których ciężko było mi odłożyć książkę. Ale było też kilka rzeczy, które mi przeszkadzały.
Czułam, że to prolog. Pojawiało się dużo opisów świata, przeszłości bohaterów, retrospekcji i to wybijało mnie z rytmu. Bohaterów było sporo i gubiłam się, dopóki nie przetworzyłam w głowie, którzy są tymi głównymi. Nie był to pierwszy raz, gdy się z tym spotkałam, więc to nie tak, że książka została źle napisana, ale ja za takim czymś nie przepadam. Dostając od razu cały życiorys postaci, nie da się tego zapamiętać.
Do tego z jakiegoś powodu każdy z bohaterów miał kilka określeń, które były używane zamiast imienia. Zmusiło mnie to do zrobienia rozpiski, kto był kim, a to i tak nie do końca pomogło, bo bodajże postaci określanych ,,Burzowy Szpon" było trzy. Zdarzyło się też tak, że mimo listy, połączyłam dwóch bohaterów w jednego i zgubiłam się jeszcze bardziej. Mój wrodzony problem z pamięcią do imion dostał problemu.
Znacznie lepiej czytało mi się fragmenty dziejące się "tu i teraz", bez powracania do przeszłości. Liczę na to, że w kolejnych tomach autor skupi się bardziej na fabule i ewentualnym wplataniu faktów o bohaterach w treść. Tym bardziej, że po pierwsze nie wiadomo co jest za mgłą, po drugie Hjalkan rozmawia z ptakami, a po trzecie pojawiały się wątki wierzeń słowiańskich - to daje potencjał na naprawę ciekawą historię.
[Współpraca z autorem @wronazmadenfal ]
OPINIA DOTYCZY POPRAWIONEJ WERSJI Z 2026!
•••••
Moja relacja z fantastyką wygląda tak, że nagle nachodzi mnie ochota coś przeczytać, a potem dochodzę do wniosku, że to jednak nie jest mój gatunek. I tak to się kręci od kilku lat.
Tym razem ponownie padło na fantastykę bardziej w moich klimatach, czyli dziejącą się w dawnych czasach, z brutalnymi scenami i potworami, wiecie, taka "męska". I znowu doszłam do tego samego wniosku - fantasy nie jest dla mnie.
Były momenty, że wkręcałam się w fabułę. Były sceny brutalne (ta z porońcem jest moja ulubioną) i te smutne (tu mam na myśli głównie ślub), przy których ciężko było mi odłożyć książkę. Ale było też kilka rzeczy, które mi przeszkadzały.
Czułam, że to prolog. Pojawiało się dużo opisów świata, przeszłości bohaterów, retrospekcji i to wybijało mnie z rytmu. Bohaterów było sporo i gubiłam się, dopóki nie przetworzyłam w głowie, którzy są tymi głównymi. Nie był to pierwszy raz, gdy się z tym spotkałam, więc to nie tak, że książka została źle napisana, ale ja za takim czymś nie przepadam. Dostając od razu cały życiorys postaci, nie da się tego zapamiętać.
Do tego z jakiegoś powodu każdy z bohaterów miał kilka określeń, które były używane zamiast imienia. Zmusiło mnie to do zrobienia rozpiski, kto był kim, a to i tak nie do końca pomogło, bo bodajże postaci określanych ,,Burzowy Szpon" było trzy. Zdarzyło się też tak, że mimo listy, połączyłam dwóch bohaterów w jednego i zgubiłam się jeszcze bardziej. Mój wrodzony problem z pamięcią do imion dostał problemu.
Znacznie lepiej czytało mi się fragmenty dziejące się "tu i teraz", bez powracania do przeszłości. Liczę na to, że w kolejnych tomach autor skupi się bardziej na fabule i ewentualnym wplataniu faktów o bohaterach w treść. Tym bardziej, że po pierwsze nie wiadomo co jest za mgłą, po drugie Hjalkan rozmawia z ptakami, a po trzecie pojawiały się wątki wierzeń słowiańskich - to daje potencjał na naprawę ciekawą historię.
June 19, 2026
Debiuty fantasy - szczególnie te z ambicjami epickimi - stoją przed szczególnym wyzwaniem: muszą jednocześnie zbudować świat, zaludnić go postaciami, uruchomić fabułę i sprawić, żeby czytelnik chciał wrócić po więcej. To dużo jak na jeden tom. Wrona z Madenfal z tym wyzwaniem mierzy się ponownie, bo jak sam autor twierdzi swój debiut dopracował i ponownie zamierza puścić go w świat.
Wrona z Madenfal to książka, która już od pierwszych stron pokazuje, że autor miał pomysł na świat i atmosferę. Mroczną, ciężką i niepokojącą opowieść o ludziach żyjących w cieniu czegoś znacznie większego od nich samych. Świata, w którym mgła nie jest jedynie zjawiskiem pogodowym. Jest zagrożeniem. Jest granicą. Jest siłą zdolną wypaczać rzeczywistość.
Opis okładki sugeruje, że głównym bohaterem historii będzie Hjalkan - młody człowiek dorastający w krainie odciętej od reszty świata przez tajemnicze mgławice. W praktyce jednak szybko okazuje się, że nie jest to opowieść skupiona wyłącznie na nim. Wręcz przeciwnie. Historia rozgałęzia się na wiele postaci i wiele perspektyw, a sam Hjalkan momentami sprawia wrażenie jednego z elementów większej układanki, a nie centralnego punktu całej fabuły. Nie jest to zarzut, ale warto mieć tego świadomość przed rozpoczęciem lektury. Czytelnik nastawiony na jednego narratora może poczuć się zaskoczony, ponieważ Wrona z Madenfal zdecydowanie bliższa jest narracji wielowątkowej niż klasycznej historii o wybrańcu czy jednym protagoniście prowadzącym nas przez wydarzenia.
Skupmy się jednak na czymś innym. Bardzo podobało mi się światotwórstwo w wykonaniu Przemka Osowskiego.
Autor stworzył miejsce przesiąknięte poczuciem beznadziei. Mgławice deformujące rzeczywistość, potwory rodzące się z ludzkich lęków, błoto, zimno i nieustanne poczucie grozy tworzą atmosferę mrocznego fantasy. To świat nieprzyjazny, niebezpieczny, brudny. I właśnie dlatego tak fascynujący.
Podczas lektury niemal czuć wilgoć w powietrzu, słychać skrzypienie marznącego błota pod butami i czuć kwaśny od strachu pot ludzi próbujących przetrwać w świecie, całkowicie obojętnym na ich los. Autor stopniowo odkrywa kolejne elementy rzeczywistości, nie zasypując czytelnika od razu nadmiarem informacji. Dostajemy polityczne intrygi, religijne napięcia, konflikty społeczne i coraz więcej pytań dotyczących samej natury świata.
I właśnie tutaj pojawia się jednocześnie największa zaleta i największy problem tej książki.
Wrona z Madenfal sprawia bowiem wrażenie bardzo rozbudowanego wstępu. To książka pełna obietnic. Pełna zapowiedzi wydarzeń. Pełna fundamentów pod coś naprawdę wielkiego.
Momentami jednak miałam wrażenie, że historia bardziej przygotowuje grunt pod kolejne tomy, niż opowiada samodzielną, zamkniętą historię. Nie oznacza to, że nic się tutaj nie dzieje - wręcz przeciwnie. Akcji jest sporo, bohaterowie nieustannie podejmują decyzje, a polityczne rozgrywki potrafią skutecznie przyciągnąć uwagę. Jednak po zamknięciu książki pozostało we mnie poczucie przeczytania bardzo długiego prologu do czegoś znacznie większego. Jestem niemal pewna, że wiele wątków rozwinie się w kolejnych częściach, ale pierwszy tom pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi.
To może być zarówno zaleta, jak i wada - wszystko zależy od oczekiwań czytelnika.
Pewne zastrzeżenia mam natomiast do języka jakim posługuje się autor. Mimo zapewnień o dopracowaniu Wrony… sporo tu kanciastych zdań, aż proszących się o wygładzenie i dopełnienie. Niektóre fragmenty wydają się przycięte w trakcie edycji i pozostawione bez zakończenia, jakby autor w trakcie poprawiania nagle się rozmyślił i postanowił nie kontynuować wątku.
Co więcej, większość bohaterów to mężczyźni - żołnierze, najemnicy, ludzie zahartowani przez życie, wojny i przemoc. Tymczasem sposób, w jaki ze sobą rozmawiają, wydawał mi się momentami zbyt wygładzony i uprzejmy. Nie chodzi o to, że każda rozmowa musi składać się z przekleństw. Ale w przypadku tak brutalnego świata brakowało mi czasem większej szorstkości w dialogach. Odrobiny językowego brudu, który lepiej oddałby charakter postaci i realia, w których funkcjonują.
Podobnie odebrałam kwestię nazewnictwa i inspiracji religijnych.
Autor wyraźnie sięga po motywy związane ze słowiańskim panteonem i dawnymi wierzeniami. Sam pomysł bardzo mi się podoba, bo fantasy zdecydowanie mogłoby częściej korzystać z rodzimych inspiracji zamiast nieustannie odwoływać się do tych samych zachodnich wzorców. Mam jednak wrażenie, że ten element nie został w pełni wykorzystany.
Jeżeli fundamentem dawnej religii są bogowie wywodzący się ze słowiańskich wierzeń, naturalne wydaje się pewne odbicie tego kręgu kulturowego również w nazewnictwie, tradycjach czy konstrukcji społeczeństwa. Tymczasem miejscami pojawia się pewien dysonans. Nie jest to błąd fabularny ani wada dyskwalifikująca książkę, ale element, na który zawsze zwracam uwagę podczas czytania i sprawia, że świat momentami wydaje mi się nie do końca spójny kulturowo.
To raczej materiał do przemyślenia niż poważny zarzut.
Mimo tych uwag Wrona z Madenfal pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że widać w niej ogromny potencjał. To książka ambitna, wielowątkowa i pełna interesujących pomysłów. Autor stworzył świat, który chce się poznawać dalej, oraz historię, która pozostawia czytelnika z poczuciem, że najważniejsze wydarzenia dopiero nadejdą.
Jeżeli lubicie mroczne fantasy z gęstą atmosferą, politycznymi rozgrywkami, tajemnicami i światem, który skrywa więcej pytań niż odpowiedzi, Wrona z Madenfal może okazać się bardzo interesującą lekturą.
Dla mnie to przede wszystkim obietnica czegoś większego. Jeszcze nie pełnoprawna epicka saga. Jeszcze nie historia, która pokazuje wszystkie swoje karty. Ale zdecydowanie początek opowieści, której dalszy ciąg chciałabym poznać. A to w przypadku pierwszego tomu serii jest chyba jedną z najlepszych rekomendacji, jakie można wystawić.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję
Autorowi Przemkowi Osowskiemu
#współpracarecenzencka
#współpracabarterowa
#współpracareklamowa
Wrona z Madenfal to książka, która już od pierwszych stron pokazuje, że autor miał pomysł na świat i atmosferę. Mroczną, ciężką i niepokojącą opowieść o ludziach żyjących w cieniu czegoś znacznie większego od nich samych. Świata, w którym mgła nie jest jedynie zjawiskiem pogodowym. Jest zagrożeniem. Jest granicą. Jest siłą zdolną wypaczać rzeczywistość.
Opis okładki sugeruje, że głównym bohaterem historii będzie Hjalkan - młody człowiek dorastający w krainie odciętej od reszty świata przez tajemnicze mgławice. W praktyce jednak szybko okazuje się, że nie jest to opowieść skupiona wyłącznie na nim. Wręcz przeciwnie. Historia rozgałęzia się na wiele postaci i wiele perspektyw, a sam Hjalkan momentami sprawia wrażenie jednego z elementów większej układanki, a nie centralnego punktu całej fabuły. Nie jest to zarzut, ale warto mieć tego świadomość przed rozpoczęciem lektury. Czytelnik nastawiony na jednego narratora może poczuć się zaskoczony, ponieważ Wrona z Madenfal zdecydowanie bliższa jest narracji wielowątkowej niż klasycznej historii o wybrańcu czy jednym protagoniście prowadzącym nas przez wydarzenia.
Skupmy się jednak na czymś innym. Bardzo podobało mi się światotwórstwo w wykonaniu Przemka Osowskiego.
Autor stworzył miejsce przesiąknięte poczuciem beznadziei. Mgławice deformujące rzeczywistość, potwory rodzące się z ludzkich lęków, błoto, zimno i nieustanne poczucie grozy tworzą atmosferę mrocznego fantasy. To świat nieprzyjazny, niebezpieczny, brudny. I właśnie dlatego tak fascynujący.
Podczas lektury niemal czuć wilgoć w powietrzu, słychać skrzypienie marznącego błota pod butami i czuć kwaśny od strachu pot ludzi próbujących przetrwać w świecie, całkowicie obojętnym na ich los. Autor stopniowo odkrywa kolejne elementy rzeczywistości, nie zasypując czytelnika od razu nadmiarem informacji. Dostajemy polityczne intrygi, religijne napięcia, konflikty społeczne i coraz więcej pytań dotyczących samej natury świata.
I właśnie tutaj pojawia się jednocześnie największa zaleta i największy problem tej książki.
Wrona z Madenfal sprawia bowiem wrażenie bardzo rozbudowanego wstępu. To książka pełna obietnic. Pełna zapowiedzi wydarzeń. Pełna fundamentów pod coś naprawdę wielkiego.
Momentami jednak miałam wrażenie, że historia bardziej przygotowuje grunt pod kolejne tomy, niż opowiada samodzielną, zamkniętą historię. Nie oznacza to, że nic się tutaj nie dzieje - wręcz przeciwnie. Akcji jest sporo, bohaterowie nieustannie podejmują decyzje, a polityczne rozgrywki potrafią skutecznie przyciągnąć uwagę. Jednak po zamknięciu książki pozostało we mnie poczucie przeczytania bardzo długiego prologu do czegoś znacznie większego. Jestem niemal pewna, że wiele wątków rozwinie się w kolejnych częściach, ale pierwszy tom pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi.
To może być zarówno zaleta, jak i wada - wszystko zależy od oczekiwań czytelnika.
Pewne zastrzeżenia mam natomiast do języka jakim posługuje się autor. Mimo zapewnień o dopracowaniu Wrony… sporo tu kanciastych zdań, aż proszących się o wygładzenie i dopełnienie. Niektóre fragmenty wydają się przycięte w trakcie edycji i pozostawione bez zakończenia, jakby autor w trakcie poprawiania nagle się rozmyślił i postanowił nie kontynuować wątku.
Co więcej, większość bohaterów to mężczyźni - żołnierze, najemnicy, ludzie zahartowani przez życie, wojny i przemoc. Tymczasem sposób, w jaki ze sobą rozmawiają, wydawał mi się momentami zbyt wygładzony i uprzejmy. Nie chodzi o to, że każda rozmowa musi składać się z przekleństw. Ale w przypadku tak brutalnego świata brakowało mi czasem większej szorstkości w dialogach. Odrobiny językowego brudu, który lepiej oddałby charakter postaci i realia, w których funkcjonują.
Podobnie odebrałam kwestię nazewnictwa i inspiracji religijnych.
Autor wyraźnie sięga po motywy związane ze słowiańskim panteonem i dawnymi wierzeniami. Sam pomysł bardzo mi się podoba, bo fantasy zdecydowanie mogłoby częściej korzystać z rodzimych inspiracji zamiast nieustannie odwoływać się do tych samych zachodnich wzorców. Mam jednak wrażenie, że ten element nie został w pełni wykorzystany.
Jeżeli fundamentem dawnej religii są bogowie wywodzący się ze słowiańskich wierzeń, naturalne wydaje się pewne odbicie tego kręgu kulturowego również w nazewnictwie, tradycjach czy konstrukcji społeczeństwa. Tymczasem miejscami pojawia się pewien dysonans. Nie jest to błąd fabularny ani wada dyskwalifikująca książkę, ale element, na który zawsze zwracam uwagę podczas czytania i sprawia, że świat momentami wydaje mi się nie do końca spójny kulturowo.
To raczej materiał do przemyślenia niż poważny zarzut.
Mimo tych uwag Wrona z Madenfal pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że widać w niej ogromny potencjał. To książka ambitna, wielowątkowa i pełna interesujących pomysłów. Autor stworzył świat, który chce się poznawać dalej, oraz historię, która pozostawia czytelnika z poczuciem, że najważniejsze wydarzenia dopiero nadejdą.
Jeżeli lubicie mroczne fantasy z gęstą atmosferą, politycznymi rozgrywkami, tajemnicami i światem, który skrywa więcej pytań niż odpowiedzi, Wrona z Madenfal może okazać się bardzo interesującą lekturą.
Dla mnie to przede wszystkim obietnica czegoś większego. Jeszcze nie pełnoprawna epicka saga. Jeszcze nie historia, która pokazuje wszystkie swoje karty. Ale zdecydowanie początek opowieści, której dalszy ciąg chciałabym poznać. A to w przypadku pierwszego tomu serii jest chyba jedną z najlepszych rekomendacji, jakie można wystawić.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję
Autorowi Przemkowi Osowskiemu
#współpracarecenzencka
#współpracabarterowa
#współpracareklamowa
July 8, 2026
Pierwszy raz sięgnęłam po książkę Przemysława Osowskiego i muszę przyznać, że była to niesamowicie udana podróż do przedziwnych krain. Autor kreśli wizję miejsca innego niż wszystkie, (a już niejednokrotnie odbywałam takie literackie podróże) Gjaladenu – miejsca odciętego od świata, gdzie purpurowe Mgławice od pokoleń determinują życie mieszkańców. To świat, w którym granica między rzeczywistością a koszmarem zaciera się z każdą kolejną stroną, a nieznane staje się codziennością. Nie jest to klasyczne fantasy, a opowieść przesyconą tajemnicą, niepokojem i wszechobecnym poczuciem zagrożenia.
Niesamowity jest też klimat tej opowieści. autor nie spieszy się z odkrywaniem kart, wykłada najpierw czytelnikowi zasady rządzące tym światem i przeplata to mrocznymi opisami tego świata. Dzięki temu napięcie rośnie naturalnie, a kolejne elementy układanki wzbudzają jeszcze większą ciekawość. Mrok nie wynika wyłącznie z obecności potworów czy niebezpieczeństw, ale przede wszystkim z ludzkiego strachu, niewiedzy i konsekwencji decyzji podejmowanych przez całe pokolenia.
Hjalkan to bohater, którego łatwo polubić. Nie jest nieomylnym herosem, lecz młodym człowiekiem próbującym zrozumieć rzeczywistość, w której przyszło mu dorastać. Jego ciekawość świata nieustannie ściera się z nieufnością i gniewem wobec tego, co pozostaje ukryte za mgłą.
Pod powierzchnią fantastycznej przygody kryje się również wiele refleksji dotyczących natury człowieka, odpowiedzialności, władzy, wojny oraz ceny przetrwania. To powieść, która nie ogranicza się do walki dobra ze złem – zmusza do zadawania pytań o moralność, wybory i konsekwencje podejmowanych decyzji.
Jeśli lubicie fantasy z rozbudowanym światem, wyrazistym klimatem oraz historiami, które stawiają bardziej na tajemnicę i budowanie napięcia niż nieustanną akcję, „Wrona z Madenfal” może okazać się bardzo ciekawą lekturą. To początek opowieści, który pozostawia apetyt na więcej i zachęca do dalszego odkrywania sekretów Gjaladenu.
Czy odważycie się wejść do świata, z którego od pokoleń nikt nie potrafił uciec?
Mnie ta historia bardzo wciągnęła, czekam więc na kontynuację i serdecznie polecam ♥️.
Cytaty:
“...lepiej zabić wilka prowadzącego stado, czy wybijać każdego, kto ślepo za nim podąża? “
“Pięćset dwadzieścia jeden lat wcześniej niebo pękło jak zwierciadło. Część gwiazd zgasła, nad kontynentem zawisły mroczne, wirujące obłoki nazwane później Mgławicami. Tamtej nocy władzę przejęli Niebołamacze; lud uznał ich panowanie za karę. Od tamtej chwili nikt nie opuścił kontynentu. granice Gjaladenu stały się więzieniem bez murów, a morza i przestworza przynosiły przede wszystkim śmierć.”
“Wojna jest krwiożercza, odczłowiecza i nic nie przemawia już do serca. Tak mawiała moja babcka. Gdybym nie musiał walczyć z biedą, matką głodu, to nigdy bym się tu nie znalazł. Czasami wybór, jaki masz, to albo walka, albo... “
Niesamowity jest też klimat tej opowieści. autor nie spieszy się z odkrywaniem kart, wykłada najpierw czytelnikowi zasady rządzące tym światem i przeplata to mrocznymi opisami tego świata. Dzięki temu napięcie rośnie naturalnie, a kolejne elementy układanki wzbudzają jeszcze większą ciekawość. Mrok nie wynika wyłącznie z obecności potworów czy niebezpieczeństw, ale przede wszystkim z ludzkiego strachu, niewiedzy i konsekwencji decyzji podejmowanych przez całe pokolenia.
Hjalkan to bohater, którego łatwo polubić. Nie jest nieomylnym herosem, lecz młodym człowiekiem próbującym zrozumieć rzeczywistość, w której przyszło mu dorastać. Jego ciekawość świata nieustannie ściera się z nieufnością i gniewem wobec tego, co pozostaje ukryte za mgłą.
Pod powierzchnią fantastycznej przygody kryje się również wiele refleksji dotyczących natury człowieka, odpowiedzialności, władzy, wojny oraz ceny przetrwania. To powieść, która nie ogranicza się do walki dobra ze złem – zmusza do zadawania pytań o moralność, wybory i konsekwencje podejmowanych decyzji.
Jeśli lubicie fantasy z rozbudowanym światem, wyrazistym klimatem oraz historiami, które stawiają bardziej na tajemnicę i budowanie napięcia niż nieustanną akcję, „Wrona z Madenfal” może okazać się bardzo ciekawą lekturą. To początek opowieści, który pozostawia apetyt na więcej i zachęca do dalszego odkrywania sekretów Gjaladenu.
Czy odważycie się wejść do świata, z którego od pokoleń nikt nie potrafił uciec?
Mnie ta historia bardzo wciągnęła, czekam więc na kontynuację i serdecznie polecam ♥️.
Cytaty:
“...lepiej zabić wilka prowadzącego stado, czy wybijać każdego, kto ślepo za nim podąża? “
“Pięćset dwadzieścia jeden lat wcześniej niebo pękło jak zwierciadło. Część gwiazd zgasła, nad kontynentem zawisły mroczne, wirujące obłoki nazwane później Mgławicami. Tamtej nocy władzę przejęli Niebołamacze; lud uznał ich panowanie za karę. Od tamtej chwili nikt nie opuścił kontynentu. granice Gjaladenu stały się więzieniem bez murów, a morza i przestworza przynosiły przede wszystkim śmierć.”
“Wojna jest krwiożercza, odczłowiecza i nic nie przemawia już do serca. Tak mawiała moja babcka. Gdybym nie musiał walczyć z biedą, matką głodu, to nigdy bym się tu nie znalazł. Czasami wybór, jaki masz, to albo walka, albo... “
July 28, 2026
Tęsknisz za klimatem „Wiedźmina” a może brakuje Ci politycznych gier w stylu „Gry o tron”?Wrona z Madenfal to brudne, brutalnie i niebezpiecznie fantasy w którym zamiast błyszczących zamków dostajemy świat pełen politycznych napięć, krwi i potworów rodem ze słowiańskich wierzeń.
To właśnie ten klimat kupił mnie od samego początku. Szczególnie spodobało mi się wykorzystanie stworzeń z mitologii słowiańskiej - zawsze cieszę się, kiedy autorzy sięgają po motywy bliższe naszej kulturze. Dostajemy potajemnych wyznawców Peruna, Mokosz i Welesa, wciąganych w bagna przez utopce i kuszonych przez rusałki.
Nie ukrywam, że miałam trochę inne oczekiwania. Z opisu zapowiadało się, że Hjaklan, jako jeden z nielicznych obdarzony nadnaturalną mocą, odegra znacznie większą rolę, a tymczasem jego wątek okazał się zaskakująco skromny. Podobnie było z magią. Jest obecna, ale zdecydowanie mniej, niż sugerował opis książki.
Za to dobrze czytało mi się samą historię. Narracja jest płynna, a autor nie oszczędza czytelnika podczas scen walk. Niektóre opisy są naprawdę brutalne i doskonale pokazują, że ten świat nie wybacza błędów. Ponadto, podobały mi się opisy świata - nie często to mówię, jednak w tym wypadku z łatwością wyobrażałam sobie miejsca w których dzieje się akcja.
W pewnym momencie wielowątkowość nieco mnie przytłoczyła i złapałam się na tym, że nie wiem kto jest po czyjej stronie. Interesy poszczególnych Burzowych Szponów, również mi uciekały dlatego liczę, że zostanie to skorygowane w przyszłym tomie.
Pod “odczuciowym znakiem zapytania” stawiam ilość postaci. Mimo, że książka jest stosunkowo krótka, pojawiło się ich tyle, że musiałam posiłkować się notatkami. Pomogło mi to szybciej orientować się w fabule, jednak rozumiem, że może to stanowić istotny problem dla kogoś, kto nie przepada za wertowaniem stron z pytaniem “czy ja go już wcześniej nie minęłam??”
Po zamknięciu książki miałam jednak jedno odczucie - to dopiero początek. Wiele wątków zostało jedynie zarysowanych, wiele pytań nadal czeka na odpowiedź i mam wrażenie, że autor dopiero przygotowuje planszę pod znacznie większą historię. Właśnie dlatego zamiast czuć rozczarowanie, jestem bardziej ciekawa tego, co wydarzy się w kolejnym tomie.
Jeżeli lubicie mroczne fantasy z wyraźnie słowiańskim klimatem, nie przeszkadzają Wam brutalniejsze sceny i nie oczekujecie, że wszystkie odpowiedzi dostaniecie na tacy, myślę, że „Wrona z Madenfal” może być dla Was ciekawą propozycją. Ja z przyjemnością sprawdzę, jak ta historia rozwinie się dalej.
To właśnie ten klimat kupił mnie od samego początku. Szczególnie spodobało mi się wykorzystanie stworzeń z mitologii słowiańskiej - zawsze cieszę się, kiedy autorzy sięgają po motywy bliższe naszej kulturze. Dostajemy potajemnych wyznawców Peruna, Mokosz i Welesa, wciąganych w bagna przez utopce i kuszonych przez rusałki.
Nie ukrywam, że miałam trochę inne oczekiwania. Z opisu zapowiadało się, że Hjaklan, jako jeden z nielicznych obdarzony nadnaturalną mocą, odegra znacznie większą rolę, a tymczasem jego wątek okazał się zaskakująco skromny. Podobnie było z magią. Jest obecna, ale zdecydowanie mniej, niż sugerował opis książki.
Za to dobrze czytało mi się samą historię. Narracja jest płynna, a autor nie oszczędza czytelnika podczas scen walk. Niektóre opisy są naprawdę brutalne i doskonale pokazują, że ten świat nie wybacza błędów. Ponadto, podobały mi się opisy świata - nie często to mówię, jednak w tym wypadku z łatwością wyobrażałam sobie miejsca w których dzieje się akcja.
W pewnym momencie wielowątkowość nieco mnie przytłoczyła i złapałam się na tym, że nie wiem kto jest po czyjej stronie. Interesy poszczególnych Burzowych Szponów, również mi uciekały dlatego liczę, że zostanie to skorygowane w przyszłym tomie.
Pod “odczuciowym znakiem zapytania” stawiam ilość postaci. Mimo, że książka jest stosunkowo krótka, pojawiło się ich tyle, że musiałam posiłkować się notatkami. Pomogło mi to szybciej orientować się w fabule, jednak rozumiem, że może to stanowić istotny problem dla kogoś, kto nie przepada za wertowaniem stron z pytaniem “czy ja go już wcześniej nie minęłam??”
Po zamknięciu książki miałam jednak jedno odczucie - to dopiero początek. Wiele wątków zostało jedynie zarysowanych, wiele pytań nadal czeka na odpowiedź i mam wrażenie, że autor dopiero przygotowuje planszę pod znacznie większą historię. Właśnie dlatego zamiast czuć rozczarowanie, jestem bardziej ciekawa tego, co wydarzy się w kolejnym tomie.
Jeżeli lubicie mroczne fantasy z wyraźnie słowiańskim klimatem, nie przeszkadzają Wam brutalniejsze sceny i nie oczekujecie, że wszystkie odpowiedzi dostaniecie na tacy, myślę, że „Wrona z Madenfal” może być dla Was ciekawą propozycją. Ja z przyjemnością sprawdzę, jak ta historia rozwinie się dalej.
This entire review has been hidden because of spoilers.
June 19, 2026
Przeczytałam niedawno debiutancką powieść Przemka Osowskiego i muszę przyznać, że lektura dostarczyła mi naprawdę interesujących wrażeń. Gjaladen to kraina niezwykle sugestywna, której granic nikt nie opuścił od pokoleń z powodu izolującej krainę Purpurowej Mgławicy. Autor wykreował świat duszny, gdzie narastające niebezpieczeństwo można poczuć niemal fizycznie.
Mgławica pochłania wszystko dookoła, zaburza naturalny cykl pór roku, pochłania fizyczne obiekty i otoczenie, bezpowrotnie je zniekształcając, wywołuje epidemie szaleństwa wśród lokalnej fauny a z ludzkich lęków rodzi przerażające potwory, co uważam za absolutnie fascynujący pomysł. Zwróciłam uwagę na plastyczny język pisarza, który wspaniale oddaje atmosferę wszechobecnego osaczenia. Opowieść mocno wciąga czytelnika, ponieważ tajemnica goni tu tajemnicę, a klimat powolnego rozkładu zasługuje na najwyższe uznanie.
Początkowo czułam się nieco zagubiona w gąszczu wprowadzanych wątków. Fabuła bywa momentami bardzo chaotyczna, przez co początkowe rozdziały wymagają od czytelnika ogromnego skupienia. Wprowadzono tu mnóstwo postaci, co utrudnia zorientowanie się w politycznej intrydze. Sylwetki bohaterów są dość specyficzne, a ich postawy moralne budzą sporo wątpliwości, co moim zdaniem nadaje historii głębi i pazura.
Główny bohater imieniem Hjalkan bywa postacią skrajnie irytującą. Trudno poczuć do niego bezwarunkową sympatię, ponieważ jest to człowiek niezwykle ponury i introwertyczny. Jest osobą całkowicie pozbawioną jakiegokolwiek heroicznego idealizmu, naiwności czy poczucia misji. Definiują przede wszystkim nieufność posunięta do granic paranoi, ciągle tlący się pod powierzchnią skóry gniew i nieugięta, ciekawość wobec tajemnic kryjących się we mgle. Jednym zdaniem: Hjalkana się albo kocha, albo nienawidzi.
Uważam czas spędzony z tą historią za naprawdę udany. Książka stanowi ambitną i udaną próbę stworzenia czegoś zupełnie nowego na polskim rynku. Autor potrafi znakomicie budować napięcie, dzięki czemu końcowe strony dostarczają mnóstwa emocji. Z przyjemnością będę śledzić dalszy rozwój pisarza, ponieważ posiada on duży potencjał. Zdecydowanie polecam tę pozycję osobom ceniącym nieoczywistą rozrywkę oraz gęsty klimat. Lektura ta wymaga dużego zaangażowania, ale w zamian oferuje fascynującą podróż do uniwersum pełnego intrygujących tajemnic.
[Współpraca barterowa z Przemkiem Osowskim]
Mgławica pochłania wszystko dookoła, zaburza naturalny cykl pór roku, pochłania fizyczne obiekty i otoczenie, bezpowrotnie je zniekształcając, wywołuje epidemie szaleństwa wśród lokalnej fauny a z ludzkich lęków rodzi przerażające potwory, co uważam za absolutnie fascynujący pomysł. Zwróciłam uwagę na plastyczny język pisarza, który wspaniale oddaje atmosferę wszechobecnego osaczenia. Opowieść mocno wciąga czytelnika, ponieważ tajemnica goni tu tajemnicę, a klimat powolnego rozkładu zasługuje na najwyższe uznanie.
Początkowo czułam się nieco zagubiona w gąszczu wprowadzanych wątków. Fabuła bywa momentami bardzo chaotyczna, przez co początkowe rozdziały wymagają od czytelnika ogromnego skupienia. Wprowadzono tu mnóstwo postaci, co utrudnia zorientowanie się w politycznej intrydze. Sylwetki bohaterów są dość specyficzne, a ich postawy moralne budzą sporo wątpliwości, co moim zdaniem nadaje historii głębi i pazura.
Główny bohater imieniem Hjalkan bywa postacią skrajnie irytującą. Trudno poczuć do niego bezwarunkową sympatię, ponieważ jest to człowiek niezwykle ponury i introwertyczny. Jest osobą całkowicie pozbawioną jakiegokolwiek heroicznego idealizmu, naiwności czy poczucia misji. Definiują przede wszystkim nieufność posunięta do granic paranoi, ciągle tlący się pod powierzchnią skóry gniew i nieugięta, ciekawość wobec tajemnic kryjących się we mgle. Jednym zdaniem: Hjalkana się albo kocha, albo nienawidzi.
Uważam czas spędzony z tą historią za naprawdę udany. Książka stanowi ambitną i udaną próbę stworzenia czegoś zupełnie nowego na polskim rynku. Autor potrafi znakomicie budować napięcie, dzięki czemu końcowe strony dostarczają mnóstwa emocji. Z przyjemnością będę śledzić dalszy rozwój pisarza, ponieważ posiada on duży potencjał. Zdecydowanie polecam tę pozycję osobom ceniącym nieoczywistą rozrywkę oraz gęsty klimat. Lektura ta wymaga dużego zaangażowania, ale w zamian oferuje fascynującą podróż do uniwersum pełnego intrygujących tajemnic.
[Współpraca barterowa z Przemkiem Osowskim]
May 10, 2026
(...) Gjaladen to kraina będąca sceną mrocznych rozgrywek, intryg i brutalnej, bezlitosnej walki o tron. Otoczona mgławicą czyni więzienie dla zamieszkujących te ziemie, deformuje świat, rodząc potwory i wyzwalając w ludziach ciągły lęk. Jest tylko jedna istota, która potrafi pokonać ścianę z mgieł, tajemnicza Wrona. Jej poszukiwanie staje się celem Hjalkanova, Burzowego Szpona, który od najmłodszych lat posiada niezwykłe zdolności porozumiewania się z ptakami, głównie z sowami...
"Wrona z Madenfal" to książka, która wprowadziła konkretny powiew świeżości w moją czytelniczą codzienność. Bardzo rzadko sięgam po fantastykę, więc tym chętniej pochyliłam się na tą historią. I powiem wam, że jestem zachwycona. Jako fanka m.in. thrillerów, znalazłam w tej książce to, co zawsze mnie niesamowicie wciąga. Mroczny, duszny klimat, aura tajemniczości, zaskakująca i trzymająca w napięciu fabuła. To zdecydowanie charakteryzuje tę opowieść, w której każda decyzja może doprowadzić jej bohaterów do zguby, a nawet utraty życia. Autor wykreował świat w którym bohaterowie toczą nieustanną walkę, nie tylko z wrogami, ale i z własnymi demonami. Książka przypadnie do gustu fanom dark fantasy, ale i słowiańskich wierzeń.
Atmosfera opowieści wciąga czytelnika już od samego początku, przenika niepokojem, oblepia niczym pajęczyna, wywołując niemały dreszcz emocji. A im dalej śledzimy losy Hjalkanova i innych, tym bardziej stajemy się uwikłani w brutalne konflikty, sieć intryg i ciężko nam rozpoznać, kto tu jest tym lepszym. Muszę przyznać, że autor ma niesamowity rozmach w obchodzeniu się małołaskawie z postaciami, które pojawiają się na kartach tej historii. Na marginesie napomknę, że ich mnogość początkowo zdawała mi się nie do ogarnięcia, głównie przez trudne imiona, ale szybko to wrażenie minęło. Szczegółowe opisy sposobów ich uśmiercania (tak delikatnie mówiąc) momentami aż mną wstrząsały brr. Nie da się ukryć, że ta opowieść ma swój wyjątkowy charakter, tworząc specyficzną rzeczywistość, którą warto poznać.
Polecam!!
"Wrona z Madenfal" to książka, która wprowadziła konkretny powiew świeżości w moją czytelniczą codzienność. Bardzo rzadko sięgam po fantastykę, więc tym chętniej pochyliłam się na tą historią. I powiem wam, że jestem zachwycona. Jako fanka m.in. thrillerów, znalazłam w tej książce to, co zawsze mnie niesamowicie wciąga. Mroczny, duszny klimat, aura tajemniczości, zaskakująca i trzymająca w napięciu fabuła. To zdecydowanie charakteryzuje tę opowieść, w której każda decyzja może doprowadzić jej bohaterów do zguby, a nawet utraty życia. Autor wykreował świat w którym bohaterowie toczą nieustanną walkę, nie tylko z wrogami, ale i z własnymi demonami. Książka przypadnie do gustu fanom dark fantasy, ale i słowiańskich wierzeń.
Atmosfera opowieści wciąga czytelnika już od samego początku, przenika niepokojem, oblepia niczym pajęczyna, wywołując niemały dreszcz emocji. A im dalej śledzimy losy Hjalkanova i innych, tym bardziej stajemy się uwikłani w brutalne konflikty, sieć intryg i ciężko nam rozpoznać, kto tu jest tym lepszym. Muszę przyznać, że autor ma niesamowity rozmach w obchodzeniu się małołaskawie z postaciami, które pojawiają się na kartach tej historii. Na marginesie napomknę, że ich mnogość początkowo zdawała mi się nie do ogarnięcia, głównie przez trudne imiona, ale szybko to wrażenie minęło. Szczegółowe opisy sposobów ich uśmiercania (tak delikatnie mówiąc) momentami aż mną wstrząsały brr. Nie da się ukryć, że ta opowieść ma swój wyjątkowy charakter, tworząc specyficzną rzeczywistość, którą warto poznać.
Polecam!!
May 20, 2026
Nie czytałam fantasy od ponad 15 lat, ale chyba w końcu przełamałam zastój. Wrona z Madenfal to książka, która, choć bardzo przypomina Wiedźmina, jest na swój sposób inna. Czy jest skomplikowana? Tak. Czy dużo tam polityki? Jak najbardziej. Czy napotkamy barwne opisy rzezi na potworach i innych? Z pewnością. Historia wciągnęła mnie na dobre dopiero później, może ze względu na dosyć rozbudowaną listę postaci i relacji między nimi. Chwilę zajęło mi poukładanie sobie sieci powiązań, a jako wzrokowcowi przydałaby się mapa z oznaczeniem konkretnych terenów i ich władców. A jeszcze chętniej przygarnęłabym spis postaci i krótkie wzmianki kto jest kim, komu służy, a komu już nie. Przyznam, że chwilami autor za bardzo stawia na ekspozycję-nie zawsze musimy wiedzieć, jak wygląda każdy kąt, jaki płaszcz mają na sobie dygnitarze lub ile jelit rozciąga się w pobliżu, ale przecież nie ma książki idealnej, gdy piszemy ją po raz pierwszy (bo zakładam, że to pierwsza książka autora). Jeszcze jedna rzecz trochę mnie uwiera-szukanie synonimów i wciskanie ich jakby na siłę do opisów bitew. Niestety nie da się nie zauważyć, jak bardzo autor chciał uniknąć powtórzeń. Ale w ferworze bitwy raczej mało kto się zastanawia, czy przez łeb oberwał adwersarz, łachudra czy dziadyga 😉
Wreszcie na koniec głośno protestuję-jak można tak po prostu uciąć książkę w tak pełnym napięcia momencie?! Za takie przewiny łatwo wepchnąć się w gips... Ostatnia scena to jest taki cliffhanger, że poezja! I teraz najbardziej irytuje mnie to, że muszę czekać na drugą część, a zanim się pojawi, mój mózg przez dwa dni będzie dopisywał sobie scenariusze co dalej - a jest ich naprawdę sporo jeśli chodzi o możliwości fabularne.
Podsumowując, jeśli nie straszne wam niedoskonałe książki, ale takie, które przeniosą was trochę w wiedźmiński klimat, wciągną w skąpane we krwi bitwy i przeprowadzą przez polityczne intrygi, a do tego zostawią wkurzonych aż takim zakończeniem i niedoczekanych drugiej części, to chyba nie ma co się zastanawiać, tylko łapać za książę.
Wreszcie na koniec głośno protestuję-jak można tak po prostu uciąć książkę w tak pełnym napięcia momencie?! Za takie przewiny łatwo wepchnąć się w gips... Ostatnia scena to jest taki cliffhanger, że poezja! I teraz najbardziej irytuje mnie to, że muszę czekać na drugą część, a zanim się pojawi, mój mózg przez dwa dni będzie dopisywał sobie scenariusze co dalej - a jest ich naprawdę sporo jeśli chodzi o możliwości fabularne.
Podsumowując, jeśli nie straszne wam niedoskonałe książki, ale takie, które przeniosą was trochę w wiedźmiński klimat, wciągną w skąpane we krwi bitwy i przeprowadzą przez polityczne intrygi, a do tego zostawią wkurzonych aż takim zakończeniem i niedoczekanych drugiej części, to chyba nie ma co się zastanawiać, tylko łapać za książę.
May 23, 2026
Link do wideo recenzji: https://www.youtube.com/watch?v=fcvIj...
Pomysł bardzo fajny. Klimat? Miejscami nawet robi robotę. Język? Bywa niebanalny.
Ale niestety to koniec zalet tej książki.
Dialogi są okrutnie drętwe. Postacie nie prowadzą dialogów poprzez wymianę zdań a poprzez wymianę całostronicowych napompowanych patetyzmem i złotymi myślami przemów.
Zamiast pozwolić drugiej postaci się wtrącić, to pierwsza postać w swojej przemowie ubiega pytania innych postaci takim sposobem: "Blablabla. I pewnie zastanawiasz się o tym i tamtym! Ha! *złota myśl*. Widzę, że się nie zgadzasz, no to ja ci powiem" itd itp.
Cała książka jest wytkana zdaniami bez sensu.
Dokładnie o tym mówię w wideo recenzji, więc tu nie będę się powtarzał bo tego jest dużo.
Najbardziej zapadła mi w pamięć zagadka, której esencją było pytanie "co nie jest w stanie zerwać więzów krwi?". W książce brzmiała jak wielka mądrość, a ja sapałem próbując znaleźć sens. Bo odpowiedzią na to jest "prawie wszystko", według mnie. Nie jest w stanie zerwać więzów krwi liść topoli, mój nos, chmury, wiewiórki :D Dobra, ja tu się nakręcam a to nie o to chodzi.
Postacie są niewyraziste. Autor próbuje budować tajemnicę w, według mnie, niepoprawny sposób.
Np. poprzez nie mówienie od razu kto wykonuje daną akcję.
Albo z drugiej strony bywa, że ubiega wydarzenia, psując napięcie - "Ale on nie wiedział, że ktoś się tam czai i zaraz coś mu zrobi"
Po 50 stronach o fabule nie byłem w stanie nic powiedzieć. Masa niepotrzebnych opisów, brak potrzebnych elementów dobrej historii.
Jednak wierzę, że pan Przemek Osowski ma potencjał pisarski. Ma bogate słownictwo i bujną wyobraźnię. To jest dobry początek i wierzę, że będzie lepiej.
Pomysł bardzo fajny. Klimat? Miejscami nawet robi robotę. Język? Bywa niebanalny.
Ale niestety to koniec zalet tej książki.
Dialogi są okrutnie drętwe. Postacie nie prowadzą dialogów poprzez wymianę zdań a poprzez wymianę całostronicowych napompowanych patetyzmem i złotymi myślami przemów.
Zamiast pozwolić drugiej postaci się wtrącić, to pierwsza postać w swojej przemowie ubiega pytania innych postaci takim sposobem: "Blablabla. I pewnie zastanawiasz się o tym i tamtym! Ha! *złota myśl*. Widzę, że się nie zgadzasz, no to ja ci powiem" itd itp.
Cała książka jest wytkana zdaniami bez sensu.
Dokładnie o tym mówię w wideo recenzji, więc tu nie będę się powtarzał bo tego jest dużo.
Najbardziej zapadła mi w pamięć zagadka, której esencją było pytanie "co nie jest w stanie zerwać więzów krwi?". W książce brzmiała jak wielka mądrość, a ja sapałem próbując znaleźć sens. Bo odpowiedzią na to jest "prawie wszystko", według mnie. Nie jest w stanie zerwać więzów krwi liść topoli, mój nos, chmury, wiewiórki :D Dobra, ja tu się nakręcam a to nie o to chodzi.
Postacie są niewyraziste. Autor próbuje budować tajemnicę w, według mnie, niepoprawny sposób.
Np. poprzez nie mówienie od razu kto wykonuje daną akcję.
Albo z drugiej strony bywa, że ubiega wydarzenia, psując napięcie - "Ale on nie wiedział, że ktoś się tam czai i zaraz coś mu zrobi"
Po 50 stronach o fabule nie byłem w stanie nic powiedzieć. Masa niepotrzebnych opisów, brak potrzebnych elementów dobrej historii.
Jednak wierzę, że pan Przemek Osowski ma potencjał pisarski. Ma bogate słownictwo i bujną wyobraźnię. To jest dobry początek i wierzę, że będzie lepiej.
May 8, 2026
Wrona z Madenfal to chyba najbardziej duszne i mroczne fantasy, jakie kiedykolwiek czytałam.
Tutaj naprawdę czuć klimat dark fantasy - spowite mgłą krainy, potwory, polityczne zagrywki, walka o władzę, ale też sam styl pisania buduje wokół tej historii bardzo ciężką, niepokojącą atmosferę.
To zdecydowanie nie jest lekka książka na jeden wieczór. Świat jest mocno rozbudowany, narracja prowadzona jest z kilku perspektyw, a akcja dzieje się dość szybko, więc trzeba się mocno skupić, żeby nadążyć za wszystkimi wydarzeniami.
Bohaterowie są wielowymiarowi i poznajemy ich z kilku perspektyw, dzięki czemu stają się oni dla nas nieco bardziej ludzcy.
Duży plus też za konsekwencję w prowadzeniu historii, bo tutaj nic nie jest przypadkowe. Wszystkie elementy dobrze ze sobą współgrają, są mocno przemyślane i dopracowane, dzięki czemu całość jest bardzo spójna.
Dla mnie duży plus także za cytaty na początku rozdziałów, bo świetnie budowały klimat i fajnie wprowadzały w kolejne fragmenty historii.
Jeśli chodzi o moje odczucia, to mam trochę mieszany odbiór. Z jednej strony ogromnie podobał mi się sam styl pisania i to, jak dopracowany jest ten świat, ale z drugiej jednak klimat był dla mnie momentami po prostu zbyt ciężki i miałam problem, żeby w pełni odnaleźć się w tej historii oraz nadążyć za fabułą.
Ale jeśli szukacie prawdziwego dark fantasy, pełnego mroku, brutalności, dosadnego języka i niepokojącej atmosfery, to myślę, że będziecie bardzo zadowoleni. ;)
January 14, 2026
🅜🅞🅣🅞🅦🅨:
🐦⬛ Stara Legenda;
🐦⬛ Mityczne postacie;
🐦⬛ "Morze" krwi.
🅞🅒🅔🅝🅐:
Well...
Do wrony podchodziłam z bardzo wielkim entuzjazmem. Naprawdę cieszyłam się, że będę ją czytać! I naprawde nie wiem co poszło nie tak...😕
Strasznie źle czytało mi się tą książke. Po 100 stronach się po prostu poddałam... Dlaczego?
1) Styl pisania autora. Czytając książke odnosiłam wrażenie, że trzymam w dłoniach wypracowanie z Polskiego gdzie uczeń używa "mądrych" słów, ale nadal nie potrafi wyzbyć się swojej prostoty wypowiadania się.
2) Czytając miałam wrażenie że nie ma żadnego ciągu fabularnego. Każdy rozdział był dla mnie czymś takim jakbym czytała jakąś historię, ale nie dostała informacji co działo się wcześniej.
3) Postacie... sporo z nich zachowywało się po prostu nielogiczne! I mówili rzeczy bez sensu oraz też tak się zachowywali.
Dodatkowo mam wrażenie, że autor chciał napisać bardzo brutalną książke, więc w prawie każdym rozdziale, który przeczytałam albo się bili albo m0rdowali.
🅟🅞🅓🅢🅤🅜🅞🅦🅐🅝🅘🅔:
Czuje się fatalnie z moją oceną, ale po prostu nie umiem inaczej... Nie wiem może jestem za głupia na tą książke, ale jak na ten moment to dla mnie DNF i nie jestem chwilowo w stanie tego czytać😞
[Współpraca recenzencka]
🐦⬛ Stara Legenda;
🐦⬛ Mityczne postacie;
🐦⬛ "Morze" krwi.
🅞🅒🅔🅝🅐:
Well...
Do wrony podchodziłam z bardzo wielkim entuzjazmem. Naprawdę cieszyłam się, że będę ją czytać! I naprawde nie wiem co poszło nie tak...😕
Strasznie źle czytało mi się tą książke. Po 100 stronach się po prostu poddałam... Dlaczego?
1) Styl pisania autora. Czytając książke odnosiłam wrażenie, że trzymam w dłoniach wypracowanie z Polskiego gdzie uczeń używa "mądrych" słów, ale nadal nie potrafi wyzbyć się swojej prostoty wypowiadania się.
2) Czytając miałam wrażenie że nie ma żadnego ciągu fabularnego. Każdy rozdział był dla mnie czymś takim jakbym czytała jakąś historię, ale nie dostała informacji co działo się wcześniej.
3) Postacie... sporo z nich zachowywało się po prostu nielogiczne! I mówili rzeczy bez sensu oraz też tak się zachowywali.
Dodatkowo mam wrażenie, że autor chciał napisać bardzo brutalną książke, więc w prawie każdym rozdziale, który przeczytałam albo się bili albo m0rdowali.
🅟🅞🅓🅢🅤🅜🅞🅦🅐🅝🅘🅔:
Czuje się fatalnie z moją oceną, ale po prostu nie umiem inaczej... Nie wiem może jestem za głupia na tą książke, ale jak na ten moment to dla mnie DNF i nie jestem chwilowo w stanie tego czytać😞
[Współpraca recenzencka]
November 8, 2025
Hjalkan, wojownik zadający zbyt wiele pytań, żyje tam, gdzie odpowiedzi nigdy nie są oczywiste. Czytelnik staje się jego towarzyszem – nie biernym, lecz takim, który musi sam odgadywać sens ukryty między wierszami.
Wrona z Madenfal to tajemnicza książka, którą nie tylko się czyta, ale rozwiązuje – jak łamigłówkę. Autor, tworząc swoją powieść, nie prowadzi za rękę. Zamiast tego zostawia zagadki, rozciąga mgłę i zmusza, by zajrzeć w miejsca, gdzie inni wolą odwracać wzrok. 👀
Czytając tę książkę, niejednokrotnie byłam zmuszona wrócić do poprzednich stron, żeby dobrze wszystko zrozumieć, bo ta historia nie daje odpowiedzi – ona stawia pytania.
To zdecydowanie nie jest łatwa książka, którą pochłoniesz w jeden wieczór — i dobrze!
Bo zasługuje na to, aby odkrywać ją powoli. Ta opowieść to zagadka, którą rozwiązuje się między wierszami.
Wrona z Madenfal to tajemnicza książka, którą nie tylko się czyta, ale rozwiązuje – jak łamigłówkę. Autor, tworząc swoją powieść, nie prowadzi za rękę. Zamiast tego zostawia zagadki, rozciąga mgłę i zmusza, by zajrzeć w miejsca, gdzie inni wolą odwracać wzrok. 👀
Czytając tę książkę, niejednokrotnie byłam zmuszona wrócić do poprzednich stron, żeby dobrze wszystko zrozumieć, bo ta historia nie daje odpowiedzi – ona stawia pytania.
To zdecydowanie nie jest łatwa książka, którą pochłoniesz w jeden wieczór — i dobrze!
Bo zasługuje na to, aby odkrywać ją powoli. Ta opowieść to zagadka, którą rozwiązuje się między wierszami.
May 26, 2026
Recenzja powstała we współpracy recenzenckiej, za co ogromnie dziękuję 🫶🏼
„Wrona z Madenfal” to nowa, poprawiona i rozszerzona wersja książki, która jednocześnie jest debiutem autora. I muszę przyznać, że ten debiut naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył!
Akcja rozgrywa się w Gjaladenie – krainie odciętej od reszty świata przez tajemnicze mgławice, przez które nikt nie potrafi się przedostać. W tych mgłach czai się śmierć, a niebezpieczeństwo może nadejść z każdej strony. Już sam pomysł na świat przedstawiony wydał mi się bardzo interesujący, ale to jego wykonanie zrobiło na mnie największe wrażenie.
Najmocniejszą stroną tej książki jest zdecydowanie świat. Autor opisuje go niezwykle barwnie i szczegółowo, dzięki czemu z łatwością można wyobrazić sobie odwiedzane miejsca. Gjaladen jest mroczny, brutalny i pełen tajemnic, a podczas lektury cały czas czuć jego ciężki, duszny klimat. To właśnie odkrywanie kolejnych zakątków tego świata sprawiało mi największą przyjemność.
Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to historia skupiona na jednym bohaterze. Poznajemy losy wielu postaci i obserwujemy wydarzenia z licznych perspektyw. Szczególnie na początku może to być przytłaczające i wymaga od czytelnika skupienia. Trzeba uważnie śledzić fabułę, aby nie pogubić się w bohaterach, zależnościach i politycznych rozgrywkach. Ja przez większość książki radziłam sobie z tym całkiem dobrze, choć pod koniec zdarzało mi się czasem pomylić poszczególnych władców.
To również fantasy, które nie stawia wyłącznie na wartką akcję. Są momenty spokojniejsze, ale nie odczuwałam podczas nich nudy, ponieważ cały czas odkrywałam coś nowego o świecie i jego mieszkańcach. Dodatkowo autor nie stroni od brutalności. Znajdziemy tutaj sporo krwawych opisów śmierci, niebezpieczne bestie i potwory, które momentami przywoływały mi skojarzenia z uniwersum Wiedźmina.
Spośród wszystkich perspektyw najbardziej zainteresowały mnie rozdziały Hjalkana i Nokramy. To właśnie na ich wątki czekałam najbardziej i to ich losy śledziłam z największym zaangażowaniem.
Większym rozczarowaniem okazała się dla mnie sama tytułowa Wrona. Liczyłam, że już w tym tomie autor uchyli nieco więcej rąbka tajemnicy i pozwoli lepiej poznać tę postać lub związane z nią sekrety. Tymczasem fabuła skupia się głównie na bohaterach, polityce i wydarzeniach zachodzących w świecie, przez co Wrona pozostaje raczej odległą zagadką. (ALE autor zdradził mi, że już w kolejnym tomie dowiemy się więcej 🤫)
Mimo tego uważam, że jak na debiut jest to naprawdę bardzo dobra książka. Jeśli lubicie dark fantasy, rozbudowane światy, liczne perspektywy bohaterów, polityczne intrygi oraz potwory rodem z mrocznych legend, zdecydowanie warto dać jej szansę!
Ode mnie 3.75/5⭐
Zapraszam na Instagrama: _bookivy_
„Wrona z Madenfal” to nowa, poprawiona i rozszerzona wersja książki, która jednocześnie jest debiutem autora. I muszę przyznać, że ten debiut naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył!
Akcja rozgrywa się w Gjaladenie – krainie odciętej od reszty świata przez tajemnicze mgławice, przez które nikt nie potrafi się przedostać. W tych mgłach czai się śmierć, a niebezpieczeństwo może nadejść z każdej strony. Już sam pomysł na świat przedstawiony wydał mi się bardzo interesujący, ale to jego wykonanie zrobiło na mnie największe wrażenie.
Najmocniejszą stroną tej książki jest zdecydowanie świat. Autor opisuje go niezwykle barwnie i szczegółowo, dzięki czemu z łatwością można wyobrazić sobie odwiedzane miejsca. Gjaladen jest mroczny, brutalny i pełen tajemnic, a podczas lektury cały czas czuć jego ciężki, duszny klimat. To właśnie odkrywanie kolejnych zakątków tego świata sprawiało mi największą przyjemność.
Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to historia skupiona na jednym bohaterze. Poznajemy losy wielu postaci i obserwujemy wydarzenia z licznych perspektyw. Szczególnie na początku może to być przytłaczające i wymaga od czytelnika skupienia. Trzeba uważnie śledzić fabułę, aby nie pogubić się w bohaterach, zależnościach i politycznych rozgrywkach. Ja przez większość książki radziłam sobie z tym całkiem dobrze, choć pod koniec zdarzało mi się czasem pomylić poszczególnych władców.
To również fantasy, które nie stawia wyłącznie na wartką akcję. Są momenty spokojniejsze, ale nie odczuwałam podczas nich nudy, ponieważ cały czas odkrywałam coś nowego o świecie i jego mieszkańcach. Dodatkowo autor nie stroni od brutalności. Znajdziemy tutaj sporo krwawych opisów śmierci, niebezpieczne bestie i potwory, które momentami przywoływały mi skojarzenia z uniwersum Wiedźmina.
Spośród wszystkich perspektyw najbardziej zainteresowały mnie rozdziały Hjalkana i Nokramy. To właśnie na ich wątki czekałam najbardziej i to ich losy śledziłam z największym zaangażowaniem.
Większym rozczarowaniem okazała się dla mnie sama tytułowa Wrona. Liczyłam, że już w tym tomie autor uchyli nieco więcej rąbka tajemnicy i pozwoli lepiej poznać tę postać lub związane z nią sekrety. Tymczasem fabuła skupia się głównie na bohaterach, polityce i wydarzeniach zachodzących w świecie, przez co Wrona pozostaje raczej odległą zagadką. (ALE autor zdradził mi, że już w kolejnym tomie dowiemy się więcej 🤫)
Mimo tego uważam, że jak na debiut jest to naprawdę bardzo dobra książka. Jeśli lubicie dark fantasy, rozbudowane światy, liczne perspektywy bohaterów, polityczne intrygi oraz potwory rodem z mrocznych legend, zdecydowanie warto dać jej szansę!
Ode mnie 3.75/5⭐
Zapraszam na Instagrama: _bookivy_
August 5, 2026
Jedna z najlepszych powieści fantasy jakie udało mi się przeczytać ostatnimi czasy. Dosłownie pokochałam ten świat, bohaterów (w szczególności Nokramę!). Historia mega wciągająca, nie mogłam się wręcz oderwać. Czeeekam z niecierpliwością na kolejny tom!
Displaying 1 - 14 of 14 reviews










