Walter Hayes i Thomas Gray są najlepszymi przyjaciółmi. Połączyły ich studia, później wspólna firma, którą stworzyli od podstaw i którą z powodzeniem razem zarządzają. Teraz zamierzają przekazać pałeczkę dzieciom - Walter synowi Killianowi, Thomas córce Brealyn.
Niestety, Brealyn Gray i Killian Hayes pałają do siebie szczerą nienawiścią. Spadkobierczyni Thomasa Greya to inteligentna młoda kobieta, wspaniała córka, matka i przyjaciółka. Z pewnością doskonale poradzi sobie z kierowaniem firmą. O ile oczywiście nie przeszkodzi jej w tym towarzystwo potomka Waltera Hayesa...
Przejęcie sterów rodzinnego imperium hotelowego wydaje się spełnieniem marzeń, ale tych dwoje łączy przeszłość, z którą żadne chyba się dotąd nie uporało.
Romans biurowy z motywem hate-love.
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Od momentu, gdy dowiedziałam się o wydaniu tej historii, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać, ponieważ zawiera motywy, które bardzo lubię w książkach. Widząc również wstawiane przez patronki fragmenty, byłam nią jeszcze bardziej zainteresowana. Bardzo wyczekiwałam mojego papierowego egzemplarza i gdy tylko do mnie dotarł, rzuciłam wszystko, by zacząć czytać. Nie żałuję, ponieważ skradła moje serce i nie spodziewałam się, że wywoła we mnie tak wiele różnych emocji.
Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny i łatwy w odbiorze. Nie jest przytłaczający, co uważam za plus, ponieważ bardzo szybko mi się ją czytało i byłam zaangażowana w lekturę od początku do końca.
Brealyn jest bohaterką, którą polubiłam od samego początku. Poznawanie jej historii oraz tego, co spotkało ją w przeszłości, łamało mi serce i chciałam wejść do książki, by mocno ją przytulić oraz powiedzieć, jak silną jest osobą. Dla niektórych może wydawać się oschła i jakby sama nie wiedziała, czego chce od życia, jednak ja doskonale ją rozumiałam. Została skrzywdzona, a perspektywa współpracy z osobą, która jej to zrobiła, wydawała się koszmarna i wręcz niemożliwa. Sama nie byłabym z tego powodu zadowolona i również byłabym zdenerwowana. Przede wszystkim jednak na pierwszym miejscu stawiała dobro swojej córki, która była dla niej najważniejsza. Jestem niezwykle rozczulona sposobem, w jaki została przedstawiona relacja matki z córką. Było to coś, co chwytało za serce.
Killiana na początku trudno było mi polubić. Gdy tylko się pojawiał, miałam ochotę zamknąć książkę lub nią rzucić i do niej nie wracać. W żadnym stopniu nie było mi go szkoda – uważałam, że sam jest sobie winny i płaci za swoje decyzje, które, mówiąc wprost, czasem były po prostu dziecinne. Nie umiałam go zrozumieć. Jednak im dalej, tym bardziej zyskiwał moją sympatię. Na pewne rzeczy byłam w stanie spojrzeć inaczej. Nie stał się moim ulubieńcem ani książkowym mężem.
Ich relacja była naprawdę skomplikowana. Podobał mi się motyw drugiej szansy. Na plus zasługuje fakt, że główna bohaterka nie wybaczyła mu od razu. Była konsekwentna w swoich decyzjach, a główny bohater naprawdę musiał się postarać, by zyskać w jej oczach i zasłużyć na wybaczenie. Nie było to proste – wiele rzeczy nie zostało wyjaśnionych, a poznanie prawdy wcale nie było łatwiejsze. Powiedziałabym, że jeszcze bardziej wszystko skomplikowało.
Chwyciła mnie za serce również relacja głównego bohatera z córką głównej bohaterki. Była niezwykle piękna i pokazana w ujmujący sposób. Kiedyś nie byłam fanką dzieci w książkach, jednak od niedawna zauważyłam, że dodają jeszcze więcej do fabuły.
Ta historia idealnie pokazuje, że niemówienie całej prawdy może wiele zniszczyć oraz jak ważna jest szczerość. Czasem to my sami nie pozwalamy sobie na szczęście i bardzo często swoim strachem odbieramy sobie możliwość pięknej miłości.
Ta książka bardzo mi się podobała. Potrafiła mnie rozbawić, wzruszyć i wkurzyć, ale ostatecznie bawiłam się naprawdę dobrze. Jeśli zastanawiacie się, czy warto ją przeczytać, uważam, że tak.
☆RECENZJA PATRONACKA☆ ♧Tytuł: Addicted: Związani przeszłością ♧Autor: Hope S. Ward ♧Wydawnictwo: Wydawnictwo EditioRed
♡ „Addicted: Związani przeszłością” to historia Brealyn Gray, która ma przejąć rodzinne imperium hotelowe, ale jest zmuszona współpracować z Killianem Hayesem, z którym łączy ją wspólna przeszłość, dlatego ich współpraca już z góry jest skazana na porażkę. Łączy ich wspólna, bolesna przeszłość, niewyjaśnione żale i szczera niechęć, która przeradza się między nimi w walkę. Brealyn to silna, inteligentna kobieta i samotna matka, gotowa walczyć o to, na czym jej zależy. Killian jest uparty, zamknięty w sobie i pełen żalu mężczyzna, który nadal gdzieś głęboko w sobie ma nadzieję, że znowu coś połączy go z Brealyn.
♡ „Addicted: Związani przeszłością” to jednotomowa historia Brealyn, Killiana i małej Flo autorstwa Hope S. Ward. Jest to historia, która już od pierwszych stron trafiła mnie prosto w serce i bardzo szybko stała się jedną z tych książek, o których myślę długo po skończeniu czytania. Kocham twórczość Hope całym sercem i za każdym razem, gdy sięgam po którąś z jej książek, to wiem, że czeka mnie coś niesamowitego. A, jeśliby dodać do tego motyw samotnej mamy, wspólną przeszłość i emocji to dla mnie połączenie idealne. W tej pozycji dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam po Hope.
♡ Styl pisania Hope jest czymś, co zawsze mnie zachwyca, jest mega lekki, płynny, a jednocześnie jest niesamowicie emocjonalnie. To autorka, która potrafi jednym zdaniem złamać czytelnikowi serce, żeby chwilę później je poskładać na nowo. Czytając historię Brealyn, Killiana i małej Flo, miałam wrażenie, że historia totalnie mnie pochłonęła i nie mogła mnie wypuścić. Nie wiedziałam nawet kiedy, a kończyłam już czytać tę historię. Motyw przymusowej współpracy między bohaterami,a co za tym idzie wymuszonej bliskości między nimi, został tu poprowadzony w naprawdę świetny sposób. Jeśli chodzi o bohaterów to również są świetni, ich kreacja, emocje jakie za sobą noszą, no wszystko. Brealyn to bohaterka, którą od razu polubiłam. Inteligentna, odpowiedzialna, ale także niesamowicie silna, a przy tym jest również cudowną mamą dla przesłodkiej Flo. Motyw samotnego rodzicielstwa w tej historii został przedstawiony w jak najbardziej realny sposób. Brealyn nie jest idealna, popełnia błędy (nawet sporo), bywa, że ma słaby osąd, ale właśnie dzięki temu jest tak prawdziwa. Natomiast Killian to jeden z tych bohaterów, którzy zawładną sercem czytelnika i już nigdy go nie opuszczają. Jest jednym z tych nieidealnych ideałów książkowych. Na jego przykładzie idealnie widać, że Hope jest mistrzynią w tworzeniu męskich bohaterów z krwi i kości, nieidealnych, zranionych, ale walczących o to, na czym im zależy. Killian i Brealyn to bohaterowie z wspólną przeszłością, która nadal nad nimi wisi. Ich relacja jest pełna napięć, żalu, emocji i chemii, którą czuć między nimi.
♡ “Addicted. Związani przeszłością” to nie tylko zwykły romans, to także historia o nierozliczonej przeszłości, żalu, stracie i drugich szansach. Są momenty, w których aż serce się ściska, są też takie, które powodują złość, ale są też chwile, w których serce topnieje. I właśnie za to kocham książki Hope, ponieważ potrafią boleć, ale jednocześnie stają się komfortowym miejscem. Jest to dla mnie cudowna i bardzo emocjonalna historia, w której zakochałam się bez pamięci.
♡ Znajdziecie tu: motyw samotnej mamy, dwójka ludzi zmuszona do współpracy, druga szansa, od przyjaciół do kochanków do wrogów, od wrogów do kochanków. A jeśli jesteście, tak samo jak ja, fanami twórczości Hope to koniecznie powinniście sięgnąć po tę pozycję, a jeśli jeszcze nie mieliście okazji czytać czegoś od Hope to może właśnie jest na to pora.
Początek tej książki zapowiadał się naprawdę ciekawie i obiecująco, jednak im dalej, tym było coraz gorzej. Nie lubię dawać niskich ocen, ale kiedy książka już po kilku rozdziałach zaczyna mnie irytować, nie mam innego wyjścia.
Brealyn i Killian znają się od dzieciństwa, ponieważ ich rodzice od zawsze byli przyjaciółmi, a ojcowie wspólnie prowadzą firmę. W przeszłości ta dwójka była parą, jednak pewne wydarzenia doprowadziły do rozstania i przez kilka lat nie mieli ze sobą kontaktu. Teraz los ponownie ich ze sobą krzyżuje, ponieważ mają razem prowadzić rodzinną firmę.
Zacznę od tego, że relacja głównych bohaterów była toksyczna. Zamiast wyjaśnić nieporozumienia, nadal się ranili i szczerze mówiąc, trudno stwierdzić, kto był gorszy. Pojawiało się mnóstwo zbędnych domysłów, oskarżeń i niedopowiedzeń, które tylko potęgowały frustrację.
Najlepszą bohaterką w tej historii była mała Flo i jej dziecięca radość. Przyznam, że sceny dziewczynki z Killianem były naprawdę urocze. Sam mężczyzna momentami starał się i pomagał Brealyn, co działało na jego korzyść.
Brealyn była dla mnie hipokrytką i śmiem twierdzić, że jej uczucia nie były tak silne, jak sama twierdziła. Podobnie było z Killianem. Cała ich wspólna przeszłość to jedno wielkie nieporozumienie. Nie rozumiałam zachowań bohaterów, irytowały mnie ich decyzje i wybory.
Na plus została pokazana przyjaźń zarówno między dziewczynami, jak i między chłopakami. Mogli na siebie liczyć, wspierali się nawzajem, potrafili milczeć, gdy było trzeba, ale również postawić drugą osobę do pionu w odpowiednim momencie.
Ostatnie około 120 stron najbardziej przypadły mi do gustu - w końcu doszło do wyjaśnień i próby rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Niestety ta historia nie zostanie ze mną na długo. Czytało się ją szybko, ale to właściwie wszystko. Styl autorki jest przyjemny, jednak sama fabuła mnie nie porwała. [współpraca reklamowa]
“Addicted. Związani przeszłością” to moje pierwsze spotkanie z piórem Hope S. Ward. Obok romansu biurowego z motywem hate-love i nieplanowanym dzieckiem nie mogłabym przejść obojętnie… 👀
[współpraca reklamowa z @editio.red]
Gdybym miała do czegoś porównać tę historię, to wskazałabym “Love Letter to Whiskey”, z tą różnicą, że “Addicted” to romans biurowy, a jej bohaterowie krócej się ze sobą mijają – no i bohaterka jest samotną matką. Jednak jeśli chodzi o vibe, to myślę, że spodobałaby się fanom LLTW.
Ta książka naprawdę trzyma w napięciu. Do samego końca miałam obawy, czy zaraz coś nie rypnie 😆 Spodziewałam się nawet zobaczyć hasło “Ciąg dalszy nastąpi”, ale to proroctwo się nie spełniło – “Addicted” to fajnie rozplanowana jednotomówka.
Jej początek daje nam wgląd w przeszłość bohaterów, by po kilku rozdziałach skupić się już na teraźniejszości. Możemy więc na własne oczy, z dwóch perspektyw (i bez wybijających z rytmu przeskoków między liniami czasowymi) zobaczyć, jak jeden błąd pociąga za sobą kolejne, a nieporozumienia się piętrzą, by wreszcie wszystko zniszczyć… Zabrzmiało groźnie? 👀 Dodam jeszcze, że totalnie się nie spodziewałam, że motyw accidental pregnancy przybierze tutaj taki kierunek. *zasłona milczenia*
Lekkie pióro autorki płynnie prowadzi przez historię. Dobrze mi się ją czytało, choć chwilami moje nerwy dostawały przez nią własnych nerwów. Z rozemocjonowania, oczywiście. Jak ja się bałam decyzji bohaterów…
Dla kogo NIE będzie to odpowiednia książka? Odpowiedź jest prosta: dla osób, których nie kręcą problemy związane z figurami geometrycznymi (iykyk). Za to polecam ją osobom, które lubują się w emocjonalnych historiach i dramach tu i ówdzie. Biuro jest tłem dla sporej części wydarzeń, więc jeśli jesteście zwolennikami office romance, to będzie propozycja również dla Was.
„Addicted” to przyjemna historia, mało wymagająca, mogłabym powiedzieć, że wręcz idealna na odmóżdżenie lub czytanie pomiędzy zajęciami. Myślę, że nie usatysfakcjonuje czytelnika chcącego jakichś głębszych wątków i jest to lektura „do zapomnienia”. A przynajmniej tak to wygląda w moim przypadku.
Relacja głównych bohaterów była na maxa toksyczna. W ich słowniku nie istnieje żaden synonim słowa „rozmowa” bo tak naprawdę tyle by wystarczyło. Zamiast zdrowej komunikacji, dalej celowo się ranili oraz pałali do siebie głupią nienawiścią, nie czuć tu „enemies to lovers” z krwi i kości. Brealyn i Killian nie zachowywali się na swój wiek tylko bardziej jakby mentalnie, zatrzymali się w przeszłości. Irytowała mnie szczególnie kobieca postać, która była hipokrytką, strasznie rozdmuchiwała niektóre sprawy i unikała rozwiązań. Najlepszą bohaterką była Flo, która dodawała jakiejś oryginalności i śmiechu całej lekturze. Dodatkowo zyskał na tym Killian, przez słodkie sceny z dziewczynką.
Fabuła nie jest niesamowicie kreatywna. Nienawidząca się para, zmuszona do pracy razem. Wątek z dziewczyną Killiana był w miarę okej, ale mógłby być bardziej dopracowany. Natomiast wprowadzenie ojca Flo w ich teraźniejszość, odebrałam jako próbę dodania lekkiego zwrotu akcji, by coś namieszać, ale było to niepotrzebne przez to, że szybko porzucono ten temat.
Tak jak wspominałam, książkę szybko się czyta, pióro autorki jest przyjemne, ale historia i bohaterzy nie zapadają w pamięć.
Na wstępie chciałbym pogratulować 𝐇𝐨𝐩𝐞 wydania kolejnej świetnej książki. Jestem z ciebie mega dumna!! Naprawdę pięknie patrzy się na twój rozwój.❣️ Jakiś czas temu przypomniałam sobie o 𝑷𝒆𝒓𝒅𝒊𝒕𝒊𝒐𝒏 i właśnie przez tę książkę nabrałam ogromnej ochoty na przeczytanie 𝐫𝐨𝐦𝐚𝐧𝐬𝐮 𝐛𝐢𝐮𝐫𝐨𝐰𝐞𝐠𝐨. Właśnie dlatego niezmiernie ucieszył mnie widok 𝑨𝒅𝒅𝒊𝒄𝒕𝒆𝒅 na pressroomie Helionu. Już od pierwszych stron wkręciłam się w czytanie i naprawdę dobrze się bawiłam. Przyznam jednak, że miałam delikatny problem z zachowaniami głównych bohaterów z młodości, lecz w pewnym momencie zaczęłam patrzeć na to wszystko w troszkę inny sposób. Wiele romansów przedstawia miłość jako coś pięknego i prostego. Nie zawsze tak jest. Powiedziałabym wręcz, że 𝐦𝐢ł𝐨𝐬́𝐜́ 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐰𝐚𝐳̇𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐬𝐤𝐨𝐦𝐩𝐥𝐢𝐤𝐨𝐰𝐚𝐧𝐚 𝐨𝐫𝐚𝐳 𝐩𝐞ł𝐧𝐚 𝐰𝐳𝐥𝐨𝐭𝐨́𝐰 𝐢 𝐮𝐩𝐚𝐝𝐤𝐨́𝐰. Autorka właśnie taką relację przedstawiła. Mnóstwo błędów, głupich decyzji, nieodpowiednich słów oraz mocne przyciąganie, które nie może być dłużej skrywane w sercu. Często również jest tak, że to właśnie ta jedna osoba, która kiedyś bardzo nas zraniła, mimo wszystko nadal jest jedynym człowiekiem, który potrafi wywołać w nas większe uczucia. Nie jesteśmy w stanie o nim zapomnieć i pójść w pełni do przodu, bo nasze serce już dawno zostało oddane tej jednej osobie. 🥺
Często w moich recenzjach powtarzam, jak ważne jest przypominanie o tym, że 𝐦𝐲 𝐥𝐮𝐝𝐳𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭𝐞𝐬́𝐦𝐲 𝐰ł𝐚𝐬́𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐲𝐥𝐤𝐨 𝐥𝐮𝐝𝐳́𝐦𝐢 – popełniamy błędy i robimy głupie rzeczy. Główni bohaterowie tej książki są 𝐩𝐞𝐫𝐟𝐞𝐤𝐜𝐲𝐣𝐧𝐲𝐦 𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐤ł𝐚𝐝𝐞𝐦. 🤍
𝐁𝐫𝐞𝐚𝐥𝐲𝐧 to bohaterka, którą polubiłam już na samym starcie, choć przyznam jednak, że jej wybryk z 𝐀𝐫𝐜𝐡𝐞𝐫𝐞𝐦 dość mocno mnie rozczarował. Jednakże po krótkiej chwili, gdy spojrzałam na to z perspektywy autorki i czytelnika, uznałam, że było to genialne posunięcie. Wszyscy znamy książki z motywem, gdzie chłop dowiaduje się po latach, że ma córkę. Tutaj mamy całkowicie inną sytuację, co jest rewelacyjnym 𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐰𝐞𝐦 𝐬́𝐰𝐢𝐞𝐳̇𝐨𝐬́𝐜𝐢! Absolutnie nie popieram jej zemsty, ponieważ sama nie wyobrażam sobie mścić się na kimś, kto był dla mnie bliski, nawet gdy zostałam przeogromnie skrzywdzona, lecz rozumiem jej ból i motyw. Nie dziwię się, że nie potrafiła wyrzucić z głowy dwóch bolesnych widoków oraz wypowiedzianych przez Victorię słów. Podejrzewam, że miałabym podobnie. Mimo że starała się zapomnieć i ruszyć do przodu, nie potrafiła i nie ma w tym nic złego. 𝐍𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐰𝐬𝐳𝐞 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐚𝐟𝐢𝐦𝐲 𝐰𝐚𝐥𝐜𝐳𝐲𝐜́ 𝐳 𝐮𝐜𝐳𝐮𝐜𝐢𝐚𝐦𝐢, co jest całkowicie normalne. Walka byłaby czymś nienaturalnym, dlatego czasem głowa się buntuje i nie pozwala wyrzucić z niej przykrych myśli. Mimo to moim zdaniem wszystko potrzeba czasu. Niektórzy uważają, że czas leczy rany, inni, że wcale nie, a ja uważam że wszystko zależy od sytuacji. Sama tego doświadczyłam i choć ponad rok temu nie potrafiłam wyobrazić sobie mojej przyszłości w nowej rzeczywistości, aktualnie mogę śmiało stwierdzić, że nigdy nie było lepiej. 𝑊𝑖𝑒𝑟𝑧𝑒̨, 𝑧̇𝑒 𝑘𝑎𝑧̇𝑑𝑦 𝑧 𝑤𝑎𝑠 𝑝𝑜𝑘𝑜𝑛𝑎 𝑤𝑠𝑧𝑒𝑙𝑘𝑖𝑒 𝑡𝑟𝑢𝑑𝑛𝑜𝑠́𝑐𝑖 𝑧̇𝑦𝑐𝑖𝑜𝑤𝑒 𝑖 𝑝𝑒𝑤𝑛𝑒𝑔𝑜 𝑑𝑛𝑖𝑎 𝑏𝑒̨𝑑𝑧𝑖𝑒𝑐𝑖𝑒 𝑛𝑎𝑗𝑠𝑧𝑐𝑧𝑒̨𝑠́𝑙𝑖𝑤𝑠𝑖 𝑛𝑎 𝑠́𝑤𝑖𝑒𝑐𝑖𝑒. ❤️🩹
𝐊𝐢𝐥𝐥𝐢𝐚𝐧, 𝐊𝐢𝐥𝐥𝐢𝐚𝐧, 𝐊𝐢𝐥𝐥𝐢𝐚𝐧… Facet, o którym nie wiedziałam, co myśleć. Z jednej strony kochany i troskliwy, ale z drugiej popełnił przeogromny błąd. Zdecydowanie miałam z nim relację 𝐡𝐚𝐭𝐞 𝐥𝐨𝐯𝐞. Najpierw go uwielbiałam, zaraz tracił całą moją sympatię, a po chwili znowu ją odzyskiwał, aby za moment ponownie ją stracić. Prawdziwy rollercoaster emocjonalny. Chyba jego największym minusem była obecność 𝐕𝐢𝐜𝐭𝐨𝐫𝐢𝐢 zarówno w przeszłości jak i teraźniejszości. Nienawidzę jej, lecz jednocześnie uważam, że zachował się wobec niej dość nie w porządku. Natomiast jeśli spojrzymy na jego charakter w pozostałej reszcie, ostatecznie mogę stwierdzić, że naprawdę go lubię. 𝐒𝐚𝐦𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐜𝐡𝐜𝐢𝐚ł𝐚𝐛𝐲𝐦 𝐛𝐲𝐜́ 𝐩𝐨𝐬𝐭𝐫𝐳𝐞𝐠𝐚𝐧𝐚 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐳 𝐦𝐨𝐣𝐚̨ 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐬𝐳ł𝐨𝐬́𝐜́ 𝐢 𝐭𝐨, 𝐤𝐢𝐦 𝐤𝐢𝐞𝐝𝐲𝐬́ 𝐛𝐲ł𝐚𝐦, dlatego postanowiłam dać mu szansę, ponieważ uważam, że ludzie naprawdę mogą się zmienić i żałować wielu czynów. Mężczyzna pokazywał na każdym kroku, że żałuje wszystkiego, co się wydarzyło między nim a Brealyn. Naprawdę był 𝐳𝐚𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐧𝐲𝐦 𝐤𝐮𝐧𝐝𝐥𝐞𝐦, który zrobiłby wszystko dla swojej ukochanej. Stale stawał w jej obronie, co było cudowne, ale przede wszystkim rozczuliła mnie jego 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐮𝐫𝐨𝐜𝐳𝐚 𝐫𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐚 𝐳 𝐦𝐚ł𝐚̨ 𝐅𝐥𝐨. Już od samego początku chciał się nią zaopiekować, gdyby tylko Bree mu na to pozwoliła. Nie obchodziło go to, że nie jest ojcem. Chciał się nim stać i dać córeczce Lyn wszystko, co najlepsze. Był w stanie poświęcić wszystko, aby jego ukochane dziewczyny miały wokół siebie jedynie szczęście i spokój. Nie chcę rzucać spoilerami, ale powiem jedno słowo i ludzie, którzy przeczytali już tę książkę, zrozumieją… 𝐈𝐋𝐄?! 😏
Słodka 𝐅𝐥𝐨 to kolejna mała, książkowa dziewczynka, która zdobyła moje serce. To przesłodka i zabawna istotka, której nie da się nie lubić. Jej relacja z Killianem była rozbrajająca i rozczulająca. Oczywiście nie możemy zapomnieć o jej mamie, która wykonała wspaniałą robotę wychowaniu swojej córeczki. Miłość Lyn do małej Flo była naprawdę przepiękna i choć dziewczynka powstała w wyniku 𝑜𝑛𝑒 𝑛𝑖𝑔ℎ𝑡 𝑠𝑡𝑎𝑛𝑑’𝑢, stała się 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐨𝐠𝐫𝐨𝐦𝐧𝐲𝐦 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞̨𝐬́𝐜𝐢𝐞𝐦 𝐧𝐚𝐬𝐳𝐞𝐣 𝐁𝐫𝐞𝐞. 🫂
Mimo wzlotów i upadków razem stanowili 𝐠𝐞𝐧𝐢𝐚𝐥𝐧𝐲 𝐝𝐮𝐞𝐭, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐲 𝐛𝐲ł 𝐰 𝐬𝐭𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐤𝐨𝐧𝐚𝐜́ 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐨. Nie pochwalam wielu ich zachowań, ale jednocześnie wiele innych mogę pochwalić, jak np. myślenie najpierw o dobru Flo oraz stanięcie w obronie pracowników hotelu, których Marcus nie zaprosił na spotkanie. Myślę, że te przykłady choć odrobinę pokazały, że 𝐬𝐚̨ 𝐧𝐚𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐝𝐨𝐛𝐫𝐲𝐦𝐢 𝐥𝐮𝐝𝐳́𝐦𝐢, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐳𝐲 𝐩𝐨 𝐩𝐫𝐨𝐬𝐭𝐮 𝐤𝐢𝐞𝐝𝐲𝐬́ 𝐛𝐲𝐥𝐢 𝐠ł𝐮𝐩𝐢𝐦𝐢 𝐬𝐭𝐮𝐝𝐞𝐧𝐭𝐚𝐦𝐢. Na szczęście z tego się wyrasta i można być całkowicie innym człowiekiem. 🩶
W tej książce nie znajdziecie historii bez skaz, a wręcz przeciwnie, co jest właśnie w tym wszystkim najlepsze. Autorka pokazała dość 𝐭𝐫𝐮𝐝𝐧𝐚̨ 𝐢 𝐬𝐤𝐨𝐦𝐩𝐥𝐢𝐤𝐨𝐰𝐚𝐧𝐚̨ 𝐫𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐞̨, która mimo wszystko jakiegoś dnia potrafiła wyjść na prostą. Genialnie bawiłam się podczas czytania tej lektury i naprawdę mogę wam ją polecić! Powiem wam nawet, że chętnie poczytałabym więcej o tych bohaterach, więc troszkę 𝐬𝐳𝐤𝐨𝐝𝐚, 𝐳̇𝐞 𝐭𝐨 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐨𝐭𝐨𝐦𝐨́𝐰𝐤𝐚… 😅
"Chcę, żebyś wiedziała, że to ciebie zawsze tak naprawdę chciałem. Od chwili, kiedy się w tobie zakochałem, zawsze pragnąłem, żebyś to ty była moją przyszłością"
Brealyn i Killian mają wspólną przeszłość, dosyć bolesną przeszłość. A teraz? Muszą współpracować. Tylko jak tutaj się dogadać, jeśli teraz ich kontakty są daleko do poprawnych? Ona go nienawidzi, a on? No właśnie. On z pewnością jej nie, raczej wręcz przeciwnie.
"Z jednej strony wielokrotnie doprowadzała mnie swoimi działaniami w firmie do szału i miałem ochotę ją własnoręcznie udusić, a z drugiej... Z drugiej wciąż była tą samą osobą, w której się kiedyś zakochałem"
Killian i Brealyn. Żadne z nich nie jest idealne i żaden nie stał się moim ulubieńcem. Już od samego początku czytelnik poznaje ich przeszłość, to co ich łączyło jak i zarazem to co ich rozdzieliło. Wniosek? Wystarczyłoby porozmawiać. Najzwyczajniej w świecie po prostu porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Zachowanie głównej bohaterki powodowało, że miałam jej już na początku dosyć. Wie swoje i to jej wystarczy. Za wszystko, za całą przeszłość obwinia Killiana. Nawet teraz. Teraz, kiedy jest dorosła, jest matką i współwłaścicielem wielkiej firmy. Obwinia bohatera o wszystko, a tak naprawdę to ona ponosi tutaj największą winę. Czy gdzieś tu jest wina Killiana? Dla mnie nie ma. To ona pierwsza popełniła błąd i i faktycznie nie pierwszy i nie ostatni raz. A cały czas kreuje się na pokrzywdzoną, zranioną a Kilian jest zły. A on? Zawsze trwa przy jej boku. Zawsze mogła i może na niego liczyć. Nawet wtedy kiedy go źle potraktowała ją wspierał. Zdecydowanie podziwiam go, że tak długo przy jej boku trwał, mimo że naprawdę na to nie zasługiwała. Swoim zachowaniem tak bardzo mnie zniechęcała, że do końca nie potrafiłam jej polubić. Killian, mimo że znacznie bardziej wzbudził moją sympatię, zwłaszcza ze względu na stosunek wobec bohaterki, to również nie jest to idealna postać. Ma dziewczynę i to naprawdę od wielu lat, ale po zachowaniu ciężko stwierdzić, że to jest związek i fakt, Victoria, nie jest idealna, ale naprawdę było mi jej żal. Nie tylko dlatego, w jaki sposób on ją traktuje, ale i główna bohaterka. Jej komentarz przed wszystkimi w firmie? Całkowite przekroczenie granic. I tak mówi szef? Kilian cały czas partnerkę tylko wykorzystuje i nigdy, nawet przez chwilę, nie myślał o niej poważnie. Była tak naprawdę tylko i wyłącznie wersją zastępczą. Jest z nią bo jest, bo Brealyn go nie chciała. Dziewczyna nie jest idealna, ale tak nie do końca podobało mi się to, że została przedstawiona jako ta zła postać, która niszczy i utrudnia szczęście bohaterom, gdzie tak naprawdę również została skrzywdzona. Chciała żeby bohater po prostu ją pokochał. A bohaterzy? Sami są sobie winni.
Brealyn i Killian zaczynają ze sobą spędzać coraz więcej czasu, ale to wcale nie znaczy, że wszystkie nieporozumienia od razu zostaną wyjaśnione. Nie da się ukryć, że naprawdę bardzo długo, bardzo długo trzeba na to poczekać. Tylko jak to się skończy? Mimo, że bohaterów łączy taka a nie inna relacja, to jednak dalej nie potrafią o sobie przestać myśleć. Tylko czy będą w stanie przezwyciężyć wszystkie przeszkody? Czy wyjaśnią sobie wszystko? Czy wybaczą?
Jest to historia, który jest dosyć przewidywalna i w ogóle nie mam nic przeciwko. Również takie mogą być bardzo dobre i wciągające. Początkowo bardzo przyjemnie mi się czytało, szybko, bo naprawdę jest ciekawie, mimo że tak naprawdę było wiadomo w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Ale jednak już przy końcówce historia mi się dłużyła, mogło to być to wszystko krótsze. Nie działo się nic nowego, taka monotonia do samego końca i myślałam, że coś się jeszcze wydarzy. Jestem za to pozytywnie zaskoczona, że nie było tutaj żadnej wyolbrzymionej dramy, a wszystko na to wskazywało. Pojawia się tutaj też mała urocza bohaterka, którą polubiłam, choć nie ma jej to dużo, ale to też właśnie dzięki niej ta historia była lepsza. Miłego!
Mam tyle do opowiedzenia o tej książce, że nie mam pojęcia czy ja się tutaj zmieszczę. Od razu powiem, że to jest taka książka typu telenowela. Dużo niepotrzebnych dram, miscommunication, druga szansa i melodramat w roli głównej. Z drugiej strony tego po opisie się spodziewałam więc to nie jest wada. Po prostu chciałam luźnego fajnego romansu. Czy wyszło??
Killian i Brealyn muszą teraz wspólnie zarządzać firmą (decyzja ojców), ale się nienawidzą. Dlaczego? Znali się od dziecka, ale nie przyjaźnili się też od małego tylko gdzieś tak bardziej od czasów liceum i studiów ta relacja zaczęła się w coś przeradzać. W sumie w związku byli razem pięć miesięcy na studiach. Rozstali się przez błąd głównego bohatera, a konkretnie Bree przyłapała go jak całuję się z inną dziewczyną. Było to coś w stylu gry wyzwanie czy prawda, ale dziewczyna nie mogła mu tego wybaczyć.
Oczywiście później zakończyła ich związek, a kiedy chciała pogadać z nim, zobaczyła jak ta dziewczyna schodzi z jego piętra w akademiku i wywnioskowała, że sie ze sobą przespali. Więc tym bardziej zakończyła to wszystko i żeby zabawić się, poszła do łóżka z jego przyjacielem właśnie z tego akademika… ahhh ci studenci.
Jakby wam tego było mało zeszła też w ciążę z tym przyjacielem. oczywiście on nie chciał mieć nic wspólnego z tym dzieckiem. Killian chciał ją wspierać, ale dziewczyna go odrzuciła i znowu kiedy chciała do niego pójść i go przeprosić zobaczyła jak leży w łóżku z tą dziewczyną… xD no to już była taka Telenowela, ale spokojnie niech minie 5 lat.
Tak więc mija sobie te pięć lat. Ona wychowuje samotnie swoją córkę i musi teraz współpracować ze swoją byłą miłością. Jakby wam wciąż brakowało dramy to spokojnie mam coś dla was. Nasz główny Bohater przez te pięć lat był w związku z tą Victoria… tak to laska od pocałunku, łóżka i takie tam. Oczywiście on cały czas twierdzi, że jej nie kochał (5 lat być z kimś w związku) tylko po prostu są razem bo tak mu wygodnie. Bo nie chce być sam i się przyzwyczaił, ale kompletnie nic do niej nie czuje. Ja wiem że są takie związki, ale też było takie głupie.
No i teraz muszą razem współpracować co oczywiście im to nie wychodzi. To miał być romans w pracy, ale tej pracy nie było za dużo. Oni tam tylko siedzieli w tym biurze przeglądali papiery raz pojechali na jakieś tournée po hotelach (czytaj jeden hotel). On też tam kogoś pobił, krzyczeli na siebie cyrk na kółkach.
Dodam też, że ta jego obecna dziewczyna pracuje też w tej firmie… ok nasz główny Bohater nagle stwierdza że no nie no on kocha Bree i chce żeby dała mu szansę. Więc nagle zrywa ze swoją aktualną dziewczynę I zwalnia ją z pracy. Ona najpierw mówi, że tak łatwo się jej nie pozbędzie, ale później w sumie już składa wypowiedzenie i nigdy już jej nie widzimy xD.
Super też było to jak główna bohaterka mówi, że potrzebuje czasu i mają się nie śpieszyć bo dopiero co zerwał ze swoją laską. On oczywiście mówi, że jak najbardziej to rozumie i uszanuję to. Meanwhile 2 h później wbija do jej domu i oznajmia, że nie będzie czekać, a ona ma dać mu szansę teraz i koniec. Dodam też, że kilka dni później już jej się oświadcza.
Musiałam to z siebie wyrzucić bo to wszystko mnie tak irytowało, ale z drugiej strony mega się wciągnęłam i oceniam tę książkę jako guilty pleasure. To jest taki typ książki której macie ochotę potrząsnąć wszystkimi i wsadzić ich w Kaftan bezpieczeństwa. Jest to tez taki typ książki co pochłania was na kilka godzin, kończycie ją w niecałe 24 h i niczego nie żałujecie .
„Addicted. Związani przeszłością” to książka, do której podeszłam bez większych oczekiwań. Nie towarzyszył mi ani szczególny entuzjazm, ani sceptycyzm - raczej spokojna ciekawość i neutralne nastawienie. Było to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, więc kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. I chyba właśnie dzięki temu zaskoczenie było tak intensywne. Nie spodziewałam się, że ta historia wciągnie mnie aż tak bardzo - że z każdą kolejną stroną będę coraz bardziej zanurzać się w losy bohaterów, łapać się na tym, że czytam szybciej, bo muszę wiedzieć, co wydarzy się dalej. To jedna z tych książek, które powoli, niepozornie budują napięcie i emocjonalne zaangażowanie, aż w pewnym momencie orientujesz się, że jesteś już całkowicie pochłonięta historią. Książki zawierające motyw samotnego rodzica to coś, co niemal zawsze mnie do siebie przyciąga. Jest w nich wyjątkowa wrażliwość - emocjonalna głębia, która sprawia, że historie stają się bardziej prawdziwe, bliższe życiu i znacznie mocniej oddziałują na czytelnika. W tej książce właśnie ten motyw został poprowadzony w sposób absolutnie wyjątkowy, z dużą uważnością i wyczuciem emocji. Flo, pięcioletnia córeczka głównej bohaterki, była prawdziwym słoneczkiem tej historii. Jej obecność wnosiła do fabuły ciepło, niewinność i światło, które równoważyły trudne tematy oraz ciężar przeszłych doświadczeń bohaterów. To postać, która momentami kradnie całe sceny przez swoją naturalność i dziecięcą szczerość. Mam wrażenie, że gdyby nie Flo, zakończenie tej historii mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. To właśnie ona wprowadzała do fabuły ciepło i równowagę, łagodząc napięcie wynikające z przeszłych nieporozumień między bohaterami. Dzięki Flo ta historia zyskuje dodatkowy wymiar i zostawia po sobie przyjemne, ciepłe wrażenie, które długo zostaje w pamięci. Na samym początku książki poznajemy przeszłość bohaterów, co sprawia, że w ich teraźniejszej historii nie pojawiają się żadne niepewności ani wątpliwości. Autorka jasno i przejrzyście wyjaśnia to, co wydarzyło się wcześniej, dzięki czemu czytelnik nie musi się zastanawiać, jakim cudem coś się dzieje ani dopowiadać sobie brakujących elementów. Dzięki temu bez problemu można skupić się na tym, co dzieje się tu i teraz - na emocjach, relacjach i rozwoju historii, zamiast zastanawiać się, skąd coś się wzięło. Początek książki wszystko klarownie wyjaśnia, więc fabuła po prostu płynie dalej w naturalny sposób, a czytanie jest lekkie, przyjemne i nic nie wybija z rytmu. Oczywiście pojawia się tu wątek hate love - coś, co bardzo lubię, choć jestem przy nim dość wybredna. Nie każda taka historia do mnie trafia, ale tutaj naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Ta niechęć między bohaterami wynikała głównie ze złej komunikacji w przeszłości i niewyjaśnionych spraw, a nie z wymuszonego dramatu. I nie da się ukryć, że pod tą całą „nienawiścią” od samego początku było napięcie - takie, które czuć w rozmowach, spojrzeniach i drobnych gestach. Oczywiście nie brakowało momentów, w których według mnie bohaterowie mogliby po prostu odpuścić i szczerze porozmawiać, bez krzyków i kłótni. Ale szczerze? Nie będę się na to za bardzo czepiać. Mam wrażenie, że autorka celowo stworzyła ich jako osoby uparte, które wierzą, że mają rację, a nie druga strona. To właśnie ta ich upartość sprawia, że historia jest taka dynamiczna i czasem zabawna, mimo że momentami frustruje. Ogromnym plusem jest sposób, w jaki pisze autorka - tekst płynie lekko, jest pełen życia i bardzo przyjemny do czytania, przez co jest idealny na popołudniowy relaks z herbatką pod kocem. Dialogi brzmią bardzo naturalnie, a emocje bohaterów są wyraźne i łatwe do uchwycenia, dzięki czemu czyta się to płynnie i wciągająco. Wszystko razem sprawia, że książka daje przyjemne, odprężające doświadczenie, a jednocześnie potrafi wciągnąć, tak mocno, że ciężko się od niej oderwać. Podsumowując „Addicted. Związani przeszłością” to historia, która potrafi zaskoczyć swoją lekkością, a jednocześnie wciągnąć emocjonalnie i zatrzymać przy sobie czytelnika od pierwszych stron. To książka pełna ciepła, naturalnych relacji i prawdziwych emocji, z bohaterami, którzy, mimo swojej upartości i nieporozumień z przeszłości, są niezwykle wiarygodni i łatwo można się z nimi utożsamić. Dodam jeszcze, że jeśli lubicie historie o mężczyznach, którzy tęsknią, pragną i kochają całym sobą, to jesteście w dobrym miejscu - Killian jest dokładnie takim bohaterem i zdecydowanie potrafi skraść serce czytelnika.
Czy wspólna przeszłość oraz wzajemna nienawiść może przeszkodzić w prowadzeniu wspólnej firmy?
W moje ręce dzięki wydawnictwu wpadła ostatnio do rąk książka „Addicted. Związani przeszłością” od Hope S. Ward. To moje pierwsze spotkanie z autorką a opinie o książce przewijały się przeróżne dlatego sama nie wiedziałam czego się spodziewać. Chciałam przeczytać kilka pierwszych rozdziałów by sprawdzić czy się polubimy a książka wciągnęła mnie tak, że praktycznie przeczytałam ją na raz!
Książka pokazuje nam historię Bree i Killiana w różnych okresach ich życia. Możemy dowiedzieć się jak ich relacja rozwijała się, kiełkowała pierwsza miłość oraz co stało się między nimi, że zaczęli się nienawidzić. Głównym wątkiem jest ich próba współpracy po tym jak przejmują wspólnie firmę swoich ojców i muszą sobie poradzić z tą niewygodną sytuacją. Przez 360 stron jesteśmy zalewani różnymi zwrotami akcji, więc nie da się tutaj nudzić. To chyba to sprawiło, że tak nie mogłam oderwać się od tej książki.
Oczywiście nie jest ona idealna, to jest ten rodzaj książki, gdzie gdyby nasi główni bohaterowie potrafili ze sobą porozmawiać to trwałaby ona zaledwie 50 stron, ale odnalazłam w tej historii coś bliskiego sobie. Czasem nasze decyzje podjęte pod wpływem emocji odbijają się na reszcie życia. Nie zawsze są to dobre decyzje, ale no przecież takie jest życie… nieidealne. Jest też trochę momentów, gdzie główne postacie kłócą się ze sobą jak małe dzieci. Mimo niechęci do siebie nie wyobrażam sobie, żeby dorosłe osoby postawione na takim stanowisku tak traktowały się przy swoich pracownikach. Moim ostatnim minusem jest też postać córki naszej bohaterki. Albo ja do tej pory miałam do czynienia z innymi pięciolatkami albo autorce co jakiś czas umykało, że małe dzieci nie zachowują się tak jak dorośli.
Natomiast miała ona też wiele bardzo dobrych momentów. Opiekuńczość Killian’a wobec Bree i Flo wyjątkowo łapała mnie za serce. Przez wielowątkowość oraz różne linie czasu bardzo dobrze możemy poznać nasze postacie i zrozumieć ich działanie. Przez to ile się tutaj działo nie miałam poczucia, że jest na siłe przedłużana co często zdarza się w podobnych książkach. Podsumowując dałam tej książce 7/10. Na pewno chętnie sięgnę po inne książki tej autorki.
Macie takie uczucie, że gdy czytacie jakąś książkę absolutnie dla niej przepadacie, ale jednocześnie odczuwacie smutek, bo szybciej ją kończycie? Ja właśnie tak miałam z 𝐀𝐃𝐃𝐈𝐂𝐓𝐄𝐃, które pochłonęło mnie od samego początku i dosłownie skończyłam podczas jednego wieczoru!
Historia Brealyn i Killiana pochłonęła mnie bezgranicznie.W książce poznajemy początek ich czuć, jak one się rozwijały oraz jak szybko się skończyły, aby po latach powrócić na nowo. Hope w powieści zastosowała przeskoki czasowe, dzięki, którym możemy spojrzeć w przeszłość zanim skoczymy do teraźniejszości. Dzięki temu zabiegowi możemy przeżyć to co główna bohaterka przeżywała w młodości oraz, jak wróciła ze zdwojoną siłą. W książce znajdziecie motyw samotnej mamy, a uwierzcie mi Brealy nie raz pokaże, że jest niesamowicie silną kobietą i gdy chodzi o jej córkę, nie zawaha się! A jeżeli jesteście fanami motywu work together, 𝐀𝐃𝐃𝐈𝐂𝐓𝐄𝐃 jest dla was! Gdy bohaterowie po latach się spotykają, a pewne słowa nadal nie zostały wypowiedziane, ciężko będzie ze sobą współpracować. Zwłaszcza, jeżeli w tej samej firmie pracuje dziewczyna Killiana, która nie raz już namieszała w życiu tej dwójki.
𝐀𝐃𝐃𝐈𝐂𝐓𝐄𝐃 to książka, która wyciśnie z was masę emocji! Nie żartuje! Mimo, że skończyłam ją bardzo szybko, to wycisnęła ze mnie całą gromadę emocji, które przy ponownym czytaniu nie znikają! Chemia między głównymi bohaterami wyczuwalna jest od samego początku, ona nigdy nie zgasła mimo przykrych wspomnień. Oboję próbowali ruszyć dalej, ale wspólna praca powoli zaczyna łamać wytworzone wcześniej bariery.
Bohaterowie w książce niesamowicie mnie urzekli, Brealyn to niesamowicie silna postać, która przez jedną lekkomyślną decyzje musiała stanąć na wysokości zdania. Za to Killian ma w sobie dwa wilki, za młodu był roztrzepany i lekkomyślny, za to gdy powrócił po latach stał się prawdziwym mężczyzną, który zrozumiał swoje błędy. Chciałabym też poświęcić chwilę postaci Victorii. Jestem osobą, którą wkurzają irytujące postacie, chociaż to nie odpowiednie słowo. Hope wykreowała Vic na podłą kobietę, która pewnymi zawieruszeniami chciała osiągnąć zaplanowany efekt. Victoria jest przebiegła i chociaż niesamowicie mnie irytowała, to była i jest tak dobrze zbudowaną postacią.
Na koniec chciałabym jeszcze raz podziękować Hope za szansę i wyróżnienie, że mogłam objąć medialnie tak wspaniałą historię!
[ współpraca reklamowa z @editio.red ] RECENZJA : „Addicted. Związani przeszłością” to historia, która od pierwszych stron mocno mnie wciągnęła i sprawiła, że czułam dosłownie wszystko naraz: złość, smutek, napięcie, ale też ogromną ciekawość. To romans hate-love, w którym nie chodzi tylko o zwykłą niechęć między bohaterami, ale o coś dużo głębszego, o przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć i emocje, które aż kipią między Killianem a Brealyn.
Brealyn naprawdę od razu wzbudziła moją sympatię. Jest inteligentna, odpowiedzialna, a przy tym niesamowicie prawdziwa. Bardzo podobało mi się to, że autorka pokazała ją nie tylko jako silną kobietę, ale też jako matkę i osobę, która nosi w sobie dużo bólu. Motyw samotnego macierzyństwa dodał tej historii ogromnej głębi i sprawił, że momentami czytałam ją z ściśniętym sercem.
Killian natomiast to bohater, który wywołuje skrajne emocje. Z jednej strony potrafi doprowadzić do frustracji, z drugiej… nie da się przejść obok niego obojętnie. Dla mnie był typem postaci, która ma w sobie mnóstwo ran, a jego zachowanie jest tarczą. Ich relacja jest pełna napięcia, niedopowiedzeń i tej chemii, którą czuć na każdej stronie.
Ogromnym plusem była dla mnie również atmosfera wspólnej pracy i przymusowej bliskości. To właśnie te momenty, kiedy muszą ze sobą współpracować mimo niechęci, wypadają tutaj najlepiej. Dialogi iskrzą, emocje narastają, a ja miałam wrażenie, że wystarczy jeden krok, żeby wszystko wybuchło.
Styl Hope S. Ward jest lekki, ale jednocześnie niesamowicie emocjonalny. Tę historię czytało mi się bardzo szybko. Potrafiła złamać serce, by chwilę później dać nadzieję. To książka o bólu, żalu, drugich szansach i uczuciach, od których czasem nie da się uciec.
Dla mnie „Addicted. Związani przeszłością” to romans, który zostaje w głowie na długo po zakończeniu. Jeśli lubicie hate-love, biurowe napięcie, trudną przeszłość bohaterów i historie, które bolą, ale jednocześnie dają ciepło, to zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję.
ᴛʏᴛᴜᴌ ɪ ᴀᴜᴛᴏʀ „Addicted - Związani z przeszłością” - Hope S. Ward
ᴏᴘɪꜱ Nienawidzę cię. Jak mam z tobą pracować? Walter Hayes i Thomas Gray są najlepszymi przyjaciółmi. Połączyły ich studia, później wspólna firma, którą stworzyli od podstaw i którą z powodzeniem razem zarządzają. Teraz zamierzają przekazać pałeczkę dzieciom - Walter synowi Killianowi, Thomas córce Brealyn. Niestety, Brealyn Gray i Killian Hayes pałają do siebie szczerą nienawiścią. Spadkobierczyni Thomasa Greya to inteligentna młoda kobieta, wspaniała córka, matka i przyjaciółka. Z pewnością doskonale poradzi sobie z kierowaniem firmą. O ile oczywiście nie przeszkodzi jej w tym towarzystwo potomka Waltera Hayesa... Przejęcie sterów rodzinnego imperium hotelowego wydaje się spełnieniem marzeń, ale tych dwoje łączy przeszłość, z którą żadne chyba się dotąd nie uporało. Romans biurowy z motywem hate-love.
ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ Trudno opisać tę historię w kilku zdaniach, bo relacja Killiana i Brealyn ciągnie się od dzieciństwa, choć dopiero na studiach spróbowali być razem. Jeden błąd Killiana wszystko zniszczył, a teraz, mimo burzliwej przeszłości, oboje są zmuszeni do wspólnej pracy. Ich relacja jest skrajnie toksyczna i właściwie ciężko ocenić, kto w tym związku jest tym gorszym. Największym plusem jest postać małej Flo – córka głównej bohaterki to promyk słońca, który swoją niewinnością nadaje tej pełnej nienawiści i bólu historii kolorów. Moim zdaniem jednak główni bohaterowie zbyt mocno rzucali wielkimi słowami o uczuciach, bo w ich zachowaniu zupełnie nie było widać tej miłości, która rzekomo łączyła ich w przeszłości.
ᴄʏᴛᴀᴛ „Dostrzegałem ją. Wiedziałem, kiedy przychodziła na imprezę i, kiedy z niej wychodziła. Potrafiłem bez zastanowienia wskazać miejsce, w którym się znajdowała (...). I może to brzmi dziwnie, ale traktowałem to jak coś zwyczajnego. Boleśnie normalnego, jakby musiało być częścią mojego dnia.”
Tytuł: "Addicted. Związani przeszłością." Autor: Hope. S. Ward Data premiery: 16.12.2025r. Wydawnictwo: @editio.red
Powyższy tytuł to pierwsza książka autorki po którą sięgnęłam. I jak wypadło to spotkanie? Sprawdźcie sami 👇 . . . Początkowo się wkręciłam! Było tak jak lubię. Bohaterowie sie nie lubili, ale ciągle ich do siebie ciągło... podobała mi się gra w butelkę, gdzie Killian zrobił pierwszy krok i podczas zadania wybrał Brealyn, żeby zrobić jej malinkę. No fajne były te ich podchody. Od dzieciaka w zasadzie za sobą "ganiali". Kiedy na studiach byli razem to chłopak popełnił radykalny błąd..po pijaku całował sie z dziewczyną, której się podobał i oczywiście widziała to Brealyn🤦♀️ No, ale potem...poszła lawina niedomówień... Według mnie tutaj zawaliła komunikacja. Ona nie dawała mu dość do słowa, a on? Całował inną, kiedy był w związku... oboje siebie godni 🙈 Mało tego - ona, żeby zrobić mu na złość przespała się z jego kolegą...i.zaszla w ciążę 🤦♀️ No dzieciaki :p . . Po latach oboje dostają do zarządzania firmę od swoich ojców... Kłócą się. Nie potrafią dojść do porozumienia. Brealyn ciągle mu wyrzuca zdradę... on próbuje jej to wyjaśnić, ale wszystko na marne 🤷♀️ I tak ciągle... . Moment, który mnie zastanawiał (w zasadzie do teraz) - to moment, gdzie Killian upiera sie, że odwiezie Brealyn z jej córką do.domu, ale! Nie ma fotelika 🤷♀️ I co robi chłopak? Każe im czekać, a sam jedzie po fotelik do sklepu 🤦♀️ Przecież on kompletnie sie na tym nie znał... zapytał 5-latkę o ulubiony kolor i tyle... Jakoś mnie to rozbawiło. Ja pamiętam jak my kupowaliśmy fotelik. Przecież człowiek sie na tym nie zna to musi dopytać o różne rzeczy, a tu? Pojechał. Kupił. Zamontował. Idealnie! :D . . Reasumując... książkę przeczytam szybko, ale nie zaiskrzyło. Nie czułam kompletnie tych uczuc między bohaterami... A szkoda! . Aczkolwiek Wam polecam, żeby wyrobić sobie własne zdanie :-)
„Addicted. Związani przeszłością” to książka, do której miałam dosyć spore oczekiwania, ponieważ zawiera ona motywy, które naprawdę uwielbiam oraz słyszałam o niej sporo dobrego.
Pierwsze co od początku mi się spodobało to styl pisania autorki. Ja przez tę książkę dosłownie płynęła, mimo kilku momentów, gdzie się trochę irytowałam podczas czytania. Książka jest napisana w dwóch liniach czasowych co całkiem mi się spodobało. Dodatkowo poznajemy tutaj perspektywę zarówno głównej bohaterki - Brealny, jak i głównego bohatera, czyli Killiana. Jeśli w książkach jest więcej niż jedna perspektywa, to zazwyczaj mam faworyta jednak tutaj tak samo podobały mi się rozdziały z perspektywy męskiej, jak i damskiej. Jedyne co, to może trochę przyjemniej czytało mi się te rozdziały, których akcja działa się w czasie teraźniejszym, choć te z przeszłości też były okej.
Tak jak ja bardzo lubię motyw drugiej szansy w książkach to tutaj tak miałam lekki zgrzyt właśnie z tą drugą szansą. Praktycznie przez całą książkę zastanawiałam się, czy w ogóle to, co zadziało się między bohaterami w przeszłości da się wybaczyć i iść dalej w relacji. Tutaj właśnie tak się zadziało i pomimo tego, że książka ogólnie podobała mi się to właśnie dostaje takiego lekkiego minusa.
Moją ulubioną postacią z całej książki jest Flo, czyli córeczką Brealyn, ponieważ, zawsze kiedy się pojawiała to jeszcze lepiej mi się czytało. Poza tym przepadłam dla relacji Flo z Killianem, która powoli budują przez całą książkę. To jak Killian ją traktował było mega urocze i słodkie.
Myślę, że „Addicted. Związani przeszłością” zdecydowanie jest książką wartą przeczytania, ale musicie lubić motyw drugiej szansy, ponieważ jeśli jesteście przeciwnikami takiego motywu w książkach to niestety ta pozycja może się wam nie spodobać.
Zdecydowanie pozytywnie zaskoczyłam się, sięgając po tą pozycję. Nie miałam żadnych większych oczekiwań, a Addicted pochłonęło mnie i porwało bezpowrotnie.
Historia opowiada o Brealyn Gray i Killianie Hayes. Od zawsze stawali sobie na drodze ponieważ ich rodzice sie przyjaźnili. Jednak przez pewne nie ciekawe incydenty na studiach pałają do siebie nienawiścią... Wszystko się komplikuje w momencie gdy muszą zacząć współpracować, bo ojcowie powierzyli im ich wspólny biznes.....
Na samym początku muszę wam zaznaczyć, że nie często sięgam po romanse biurowe ale ten zdecydowanie zachęcił mnie do tego aby sięgac po nie częściej.
Jeśli macie nadzieje ma szybkie Lovers, to nie tutaj, ponieważ dla mnie to był totalny slow burn ale to było jak najbardziej na plus.
Między scenami z teraźniejszości występują te z przeszłości dzięki czemu doskonale rozumiemy sytuacje między bohaterami.
Między Brealyn i Killianem była masa niedopowiedzeń, przez co jeszcze bardziej czekałam na rozwiązanie ich problemów. A ich sceny z odcinkami albo to jak Brealyn oczyszczała pokój szałwią to było złoto. Killian kupił mnie tym jak zachowywał się w stosunku do Flo i kochałam ich interakcje. Postać małej była takim promyczkiem i zdecydowanie dodała fabule więcej uroku !
Pióro autorki jest bardzo przyjemne sprawia, że przez książkę sie płynie.
Rozdziały są stosunkowo krótkie co tylko wychodzi na plus bo czyta się szybko i sprawnie.
Napewno sięgnę po pozostałe książki autorki, a wam jak najbardziej polecam Addicted. Dziękuję wydawnictwu za możliwość współpracy ❤️ Ocena 4/5⭐️
Recenzja od Addicted. Związani przeszłością od Hope S. Ward 10\10 Kategoria wiekowa: +18 Wydawnictwo:Editio Red
Opis: Nienawidzą się od wielu lat. Jak mają ze sobą teraz współpracowa? Walter Hayes i Thomas Gray są najlepszymi przyjaciółmi od czasów studiów. Razem stworzyli zupełnie od podstaw odnoszącą ogromne sukcesy firmę ,którą mają zamiar przekazać teraz swoim potomkom. Walter synowi Killianowi, Thomas swojej córce Brealyn. Niestety ich dzieci pałają do siebie szczerą nienawiścią.
Brealyn jest młodą, inteligentną kobietą, kochającą córką, matką i przyjaciółką. Z pewnością poradzi sobie z kierowaniem firmą ojca i Hayesa. O ile oczywiście nie przeszkodzi jej w tym jej wspólnik.
Przejęcie sterów rodzinnego imperium hotelowego wydaje się spełnieniem marzeń, ale tych dwoje łączy przeszłość, z którą żadne chyba się dotąd nie uporało.
Moja recenzja: Historie Hayesa i Brealin pokochałam już od pierwszych stron jest to idealna książka z motywem biurowym i z motywem hate love. Jest to jedna z tych książek która wzbudziła we mnie wszystkie emocje jakie się da. Nie raz śmiałam się przy tej książce ale też płakałam i miałam chęć wywalenia jej przez okno gdy główni bohaterzy się kłócili. Niezwykle trudno jest mi opisać tę historię w paru zdaniach, gdyż ich historia ciągnie się od dzieciństwa, choć dopiero na studiach spróbowali być razem. Ogromny błąd Killiana zniszczył wszystko. Jednak teraz, są zmuszeni do współpracy we wspólnej firmie.
Co byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli, że macie prowadzić firmę ze swoim ex?
Współpraca reklamowa
Taką cudowną informacje dostają nasi głowni bohaterowie : Killian i Brealyn.
Bree i Killian znają się od małego. Ich ojcowie założyli wspólnie sieć hoteli. Od małego wiedzieli, że kiedyś przejmą firmę po rodzicach.
Kiedy wylądowali na wspólnych studiach spróbowali być razem, jednak jak się domyślacie ten związek okazał się jednym wielkim niewypałem.
Ich historia była na tyle burzliwa, że gdy dowiedzieli się, że mają wspólnie prowadzić firmę byli wściekli. W szczególności, że ich biuro znajdywało się w jednym pomieszczeniu co groziło katastrofą.
A teraz dość zdradzania szczegółów. Czas na moje przemyślenia.
Przeczytałam tą książkę w dwa wieczory. Dawno żadna historia aż tak mnie nie zaciekawiła. Język którym posługuje się autorka jest świetny i łatwo się czyta. Historia dosłownie płynie, nic nie jest wymuszone ani nad wyraz wylobrzymione. Problem mały jest mały a duży jest duży. Zważając na to, że jest to książka z motywem biurowym, bałam się jej na początku. Bo to nie moje pierwsze zderzenie z tym motywem A poprzednie książki jakoś mi nie przypadły do gustu. Tutaj było zupełnie odwrotnie. Gdy tylko złapałam za nią byłam w szoku, widząc że po godzinie czytania byłam już na 90 stronie i nie chciałam jej odłożyć! Dlatego serdecznie wam ją polecam i czekam na wasze przemyślenia. A może ktoś z was już ją czytał? Jeśli tak to zapraszam do dyskusji!
Początek zapowiadał się naprawdę świetnie. Historia mnie wciągnęła, a relacja bohaterów wydawała się pełna emocji. Szczerze im współczułam to, jak przeszłość ich poturbowała, było naprawdę poruszające. Niestety, im dalej w las, tym gorzej. Kiedy po latach spotkali się jako wspólnicy w firmie po rodzicach, ich zachowanie stało się po prostu bezsensowne. Ciągłe kłótnie były męczące, a on zachowywał się debilnie. Wyzywał ją od wariatek, chociaż dziewczyna miała święte prawo być wściekła, w końcu facet związał się z laską, z którą ją wcześniej zdradził….. W pewnym momencie fabuła kompletnie straciła tempo. Przez połowę książki nie działo się nic poza kłótniami, a potem nagle pstryk, on rzuca tamtą, wraca do byłej i twierdzi, że kochał ją całe życie. Bree sama nie wiedziała czego chce, pierw go nienawidzi potem nagle chce mu dać szansę tylko, żeby się z niczym nie spieszyć, a za chwilę wskakują razem do łóżka. To wszystko brzmiało jak telenowela.. Cóż.. liczyłam na coś lepszego .
[ współpraca reklamowa @editio.red ] Dziękuję za zaufanie🤍
Książka od pierwszych stron brzmiała naprawdę obiecująco. Historia wciągała, relacja bohaterów była ciekawa i pełna emocji. Momentami było mi naprawdę przykro, widząc, jak ich relacja się potoczyła i jak przeszłość wpływała na ich decyzje.
Autorka potrafiła dobrze oddać ból i zagubienie postaci, co sprawiało, że czytałam dalej z nadzieją na rozwój wydarzeń. Niestety im dalej w fabułę, tym było gorzej. W pewnym momencie zrobił się chaos, niektóre sytuacje wydawały się przesadzone albo mało realistyczne. To, co na początku zapowiadało się jako poruszająca i dojrzała historia, później momentami było po prostu męczące.
Podsumowując, początek bardzo na plus, środek jeszcze w porządku, ale końcówka mnie rozczarowała. To nie jest zła książka, ale zdecydowanie mogła być dużo lepsza.
3.5 ⭐ to było takie słodkie 😭🫰🏻 uwielbiam Flo (córkę głównej bohaterki) jest tak urocza i pogodna! za każdym razem gdy się pojawiała uśmiechałam się na samo wspomnienie o niej, a co dopiero gdy brała udział w wydarzeniach 🥹 główni bohaterowie: na początku SUPER NAPIĘCIE (mamy tutaj motyw drugiej szansy), w środku książki mnie irytowali, bo ich ciągle sprzeczki i niedopowiedzenia były głupie i bezsensowne (wystarczyło by porozmawiać raz a porządnie a nie się ciągle wyganiać) a ostatnie 60 stron to prawie płakałam ze słodkości ✨ więc większość książki czytałam to tylko po to by przez 60 str się cieszyć ich relacją xd FLO I JEJ OBSESJA NA PUNKCIE CIASTEK I KRÓLICZKÓW 😭 KOCHAM JĄ NO NAPRAWDĘ to była miła odskocznią, ale nie jest to książka która zostanie mi w pamięci na długo...
Nie sądziłam też, że ów tytuł tak mnie porwie. Na prawdę, od pierwszych stron wciągnęłam się na maksa.
Styl pisania autorki jest cudowny, uwielbiam jej książki i chyba stałam się jej największą fanką.
Przejdźmy do sedna. Fabuła? Fabułuje, nie ma tu się do czego przyczepić wręcz przeciwnie! Bardzo podobało mi się to, że na początku dostajemy wgląd na przeszłość głównych bohaterów. Zostajemy wtajemniczeni, dlaczego tak na prawdę się nie lubią, choć to nawet nie jest odpowiednie słowo, aby określić relacje tej dwójki.
Killian i Bree skradli moje serce, chemia między nimi wylewała się ze stron. Czuć było każdą emocję, którą autorka zawarła w tej powieści.
Jakbym miała określić tą książkę jednym słowem, to powiedziałabym, że jest “komfortowa”. Nie jest książka jak każda inna. Tutaj dostałam coś innego, świeżego. Owszem, są rzeczy, które mi się nie spodobały, jak np. to, że matka pije alkohol (nawet jeśli to jest tylko jedna lampka wina!) z dzieckiem w domu. To mi strasznie przeszkadzało. Mimo tego dobrze mi się czytało tą książkę. Pochłonęłam ją w dwa dni, bo bardzo mi się spodobała. Była też ciepła i komfortowa + z humorem, a tego czasami brakuje. Najbardziej jednak na moją opinię wpłynęło to, że nie była toksyczna. Bohaterowie zachowywali się momentami irracjonalnie, ale nie odbierałam tego źle. Do tego moje serce skradła mała Flo. Zdecydowanie polecam dla osób, które lubią motywy biurowe i oczywiście hate-love.
lubicie książki z motywem single mom? a może macie ochotę przeczytać świetny romans biurowy? historie z motywem friends to lovers to enemies to lovers? romans z motywem drugiej szansy? książkę, gdzie oni ze sobą pracują? historie pisana z dwóch perspektyw? jeśli choć raz odpowiedzieliście "TAK' to koniecznie musicie sięgnąć po Addicted i zakochać się w historii Bree, Kiliana oraz małej FLo<3
styl pisania Hope jest bardzo przyjemny i już od samego początku na prawdę wciąga i książkę po prostu chciałoby się czytać bez końca! na duży plus na pewno jest też fakt, że z początku poznajemy właśnie początki naszych głównych bohaterów, ich młodzieńcze lata i w sumie wiemy już co się wydarzyło, że ich drogi się rozeszły i nie jest to owiane jakąś specjalną tajemnicą. uwielbiam takie rozwiązania i wole, je niż w środku książki powroty do przeszłości. cała fabuła też poprowadzona jest w fajny sposób, oni się nienawidzą, ale muszą razem zarządzać jedną firmą, jeden gabinet i naprawdę wiele napięcia! motyw drugiej szansy też Hope wyszedł wyśmienicie i to zdecydowanie jedna z lepszych książek właśnie z tym motywem jakie czytałam!
kreacja bohaterów wielu z was z pewnością przypadnie do gustu! wielką sympatią obdarzycie zarówno Killiana jak i Bree oraz małą słodką córeczkę. relacja dwójki głownych bohaterów pełna jest wzlotów i upadków, wielu niedopowiedzeń i nieporozumień, ale koniec końców, naprawdę mi się podobała i mogłabym o niej czytać bez końca, bo tak dobrze się bawiłam. nie mogę nie wspomnieć też o małej Flo, która nie raz swoim zachowaniem na maxa mnie rozczulała, ale też i doprowadzała do śmiechu.
jeśli szukacie ksiązki idealnej na jeden wieczór po kocem, to Addicted będzie dla was idealne, nie jest to bardzo gruba książka, a tak wciąga, że pochłoniecie ją po prostu na raz!!