Urban fantasy – lubicie czy nie?
Jeśli wydaje Wam się, że urban fantasy to tylko mroczne zaułki, tajemnicze zaklęcia i bohaterowie z tragiczną przeszłością, Sylwia Dec postanowiła Wam udowodnić, jak bardzo się mylicie. W jej wersji magii, światła reflektorów padają na balkonowe pelargonie, a naprawdę przerażającym demonem jest… biurokracja magicznej Rady Wiedźm. I dobrze, bo literatura fantasy od dawna potrzebowała takiego powiewu świeżości!
Ta książka nie tylko genialna, ale wręcz ekstatycznie błyskotliwa. Prześmieszna, inteligentna i przewrotna. Sylwia Dec w mistrzowski sposób żongluje absurdem, groteską i satyrą, tworząc świat, w którym magia jest równie naturalna jak rytualne podlewanie roślin na balkonie. Aniela Jasna, wiedźma specjalizująca się w florze balkonowej, zmaga się z problemami, które mogą wydawać się prozaiczne – matka lwica korporacji, ekscentryczny sąsiad-pisarz grozy i Rada Wiedźm, która jej magię traktuje z pobłażliwym uśmieszkiem.
Pani Sylwia bierze klasyczne motywy fantasy i rozkłada je na części pierwsze, by potem posklejać je w zupełnie nową jakość. W jej świecie magii nie towarzyszy patos – raczej ironiczne mrugnięcie okiem. Zamiast wielkich rodów i legendarnych artefaktów mamy kota zajadającego kebaba, a w miejsce dostojnych mistrzów magii – urzędników magicznej administracji, których działalność jest równie chaotyczna, co polska biurokracja. To urban fantasy, które nie stara się być na siłę mroczne – jest lekkie, przewrotne, a jednocześnie diabelnie inteligentne.
Śmieszne książki to jedno. Ale książki, które śmieszą w sposób błyskotliwy, kąśliwy i świeży – to prawdziwa rzadkość. Pani Sylwia posługuje się humorem niczym mieczem świetlnym, tnąc absurdy codzienności i kpiąc z sztywności zarówno świata magicznego, jak i realnego. Biurokracja Rady Wiedźm przypomina tu karykaturę korporacyjnej rzeczywistości, a Demonicjusz Wolff, pisarz grozy, jest doskonałym przykładem tego, jak zagrać na nosie stereotypom. W tym świecie wszystko ma swój zwariowany rytm, a dialogi iskrzą się od ironii i sarkazmu.
Każda postać w tej książce to osobny fenomen. Aniela Jasna – niepokorna, cięta jak brzytwa, a jednocześnie mająca w sobie mnóstwo ciepła i zadziornej determinacji. Kot Grażyna – istna ikona, która z powodzeniem mogłaby prowadzić własny talk-show, komentując rzeczywistość z niepodrabialnym wdziękiem. Demonicjusz Wolff – ekscentryczny, trochę zagubiony, trochę genialny, ale przede wszystkim totalnie nieprzewidywalny. I wreszcie Kościej Suchotnik – demon, którego misja może wydawać się absurdalna, ale niesie w sobie ukryte przesłanie ekologiczne.
W tle tej zwariowanej historii kryje się całkiem poważny temat – relacja człowieka z naturą. Oczywiście, opowiedziana w sposób przegięty, zabawny i totalnie nietuzinkowy, ale jednak z przesłaniem. Kościej Suchotnik to personifikacja suszy, jałowości, dewastacji przyrody. Aniela, z tym swoim „głupim balkonowym czarowaniem”, staje się jedyną nadzieją na ocalenie tego, co jeszcze się zieleni. To piękna metafora i dowód na to, że nawet w komediowej fantastyce można ukryć refleksję nad światem.
Sylwia Dec pisze tak, że nie sposób się oderwać. Jej styl jest dynamiczny, pełen gier językowych, zabawnych neologizmów i kapitalnych nawiązań popkulturowych. Sceny są tak żywe, że niemal widzimy je przed oczami jak w najlepszej animacji. To językowa uczta – lekka, soczysta i pełna smaku.
„Do jasnej Anielki! Balkony i demony” to powieść, jakiej w polskiej literaturze fantasy jeszcze nie było. Brawurowa, przewrotna, niesamowicie zabawna, a przy tym zaskakująco mądra. Urban fantasy Sylwii Dec, ma w sobie wszystko: humor, magię, niebanalnych bohaterów i nieoczywiste przesłanie. Po prostu GENIALNA lektura!
⭐ Ocena: 10/10 – Pełna absurdu, ironii i parodii znanych schematów. Tytuł bawi się konwencją, łącząc magię z codziennością, a jego styl skrzy się od popkulturowych nawiązań, sarkastycznych dialogów i dynamicznej narracji.
#DoJasnejAnielki #SylwiaDec #UrbanFantasy #CzytamFantastykę #BookstagramPolska #BooktokPolska