Gorący romans w zimowej scenerii! Marcelina ma wszystko zaplanowane: romantyczny wypad do Paryża, wymarzony pierścionek zaręczynowy i przyszłość u boku ukochanego. Jednak krótko przed świętami Bożego Narodzenia jej plany rozsypują się jak domek z kart. Zdradzona i zraniona, przyjeżdża na firmową imprezę w luksusowym górskim hotelu. Tam poznaje tajemniczego, przystojnego nieznajomego… i ląduje z nim w jacuzzi w oparach szampana. Następnego dnia budzi się z kartką na poduszce i totalną pustką w głowie. Gdy wraca do rzeczywistości, dowiaduje się, że czeka ją nowy projekt z ważnym kontrahentem – jak się okazuje tym samym mężczyzną, z którym spędziła szalony weekend. A to dopiero początek…
Udawane narzeczeństwo, korporacyjne intrygi i była dziewczyna, która nie zamierza odpuścić. W tle magia świąt, płatki śniegu wirujące w powietrzu i emocje, które osiągną punkt kulminacyjny w sylwestrową noc.
Czy Marcelina znów da się oszukać? A może tym razem serce podpowie jej właściwą drogę? Pełna humoru, romantyczna i rozgrzewająca historia, idealna na zimowe wieczory!
Szukałam czegoś totalnego luźnego i niezobowiązującego i spełniła swoją funkcję, ale nic więcej. Takie do sprzątania na jedno posiedzenie. Bez szału, bez fajerwerków takie o
To, ze książka jest tak krótka, było jednocześnie jej zgubą i moją ulgą. Gdyby była dłuższa, nie skończyłabym jej. Albo na odwrót, gdyby była dłuższa, byłaby lepsza! Akcja toczyła się zdecydowanie zbyt szybko. Nie zdążyłam zorientować się w sytuacji, a już był chłopak, była zdrada, była szefowa, była przyjaciółka, wszystko po prostu na jednym. Gdyby fabuła była bardziej rozbudowana i nie tak spieszna, ten tytuł zdecydowanie wypadłby lepiej
Jeżu w borze, jakie to było słabe i głupie XD Sztampową i do bólu przewidywalną fabułę bym zniosła; dobrze poprowadzone schematy nie są złe... ale właśnie te dobrze poprowadzone. Tu nic nie było dobrze poprowadzone. Patrząc po stylu, prędzej spodziewałabym się licealistki zamiast dorosłej kobiety w wieku zbliżonym do moich rodziców. Z plusów to nie wiem, fakt że nie była to książka tak zła, że mózg uszami wypływa? I na tyle.
^^audiobook^^ 1/5⭐️ Japie4dole nudna jak flaki z olejem, a te oświadczyny niech se w dupe wsadzi, nie przyjęłabym ich po miesiącu i tylu zawirowaniach XD
This entire review has been hidden because of spoilers.
„Czy naprawdę istniejesz? Czy to tylko jakaś romantyczna wizja bohatera rodem z filmów?"
Marcelina jest szczęśliwa. Wspaniała praca, którą kocha. Chłopak, a może za chwilę ktoś więcej? Kobieta ma wszystko zaplanowane. Paryż, romantyczna wycieczka i pierścionek zaręczynowy. Jednak zdecydowanie nic nie idzie po jej myśli, a ona zamiast wycieczki do Paryża i narzeczonego udaje się na firmową imprezę w górach. Ale może to właśnie tam jej los się odmieni?
Marcelina i Mat. Pierwsze spotkanie z pewnością jest niezapomniane. No bo jak tu nie zapomnieć spotkania, które następuje w łazience? Bez ubrań? No ale coś, to zaczęło się w taki niespodziewany sposób stanie się podstawą ciekawego rozwoju sytuacji i przede wszystkim nowej znajomości. Ona samotna, on samotny i dlaczego by nie skorzystać z okazji? Tylko przez weekend, tylko przez weekend, ale czy naprawdę? Bo tak się okazuje, że będą razem współpracować. Mat, współwłaściciel firmy sportowej i Marcelina, która ma zająć się promocją ich nowego produktu.
Ale to była fajna, urocza historia, w sam raz na jeden wieczór. Lekka, przyjemna, bez żadnych zaskoczeń, dosyć przewidywalna. Jestem wręcz pozytywnie zaskoczona. Wprawdzie, po początku, byłam dosyć sceptycznie nastawiona, bo historia mnie nie porwała i pewne wątki były ekspresowe to jednak im dalej tym zdecydowanie coraz bardziej mi się podobało. Mimo, że książka jest bardzo krótka to jednak wszystko zostało tutaj w wyczerpujący sposób przedstawione i nie czuć niedosytu. Jest tak jak być powinno. Relacje bohaterów rozwija się dosyć szybko, bo w praktyce w przeciągu kilkunastu dni, ale było to tak napisane, że miało się wrażenie, że ta ich relacja trwa dobre kilka miesięcy. Początkowo Marcelina zamierza trzymać się od Mata z daleka, ale on nie ustaje w wysiłkach i w końcu zaczynają spotykać się w tajemnicy przed wszystkimi. W pewnym momencie to się jednak zmienia a oni lądują w układzie. Z jednej strony żadne z nich tak naprawdę się nie śpieszy, bo Marcelina po niedawnym zawodzie miłosnym jest ostrożna, a sam bohater również nie miał szczęścia w miłości to jednak z drugiej strony, dosyć szybko się to wszystko rozwija. Poznają się, zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu i zaczyna im na sobie zależeć. Nie da się ich nie polubić. Marcelina to sympatyczna, odważna dziewczyna, a Mat to troskliwy, kochany mężczyzna, który wie jak się zachować wobec kobiety. Można powiedzieć, że idealnie do siebie pasują. W końcu Marcelina trafiła na faceta, który traktuje ją w taki sposób jak na to zasługuje.
"- To nie jest romans, Linka. Dobrze o tym wiesz. - Wiem, Gosling. Gdyby to był romans, może aż tak bardzo bym się nie bała. A boję się. Okropnie"
Historia jest ukazana z dwóch perspektyw - Mata, jaki Marceliny, co pozwoliło w bardzo dogłębny sposób poznać ich uczucia, emocje i przede wszystkim to co tak naprawdę czują do tej drugiej osoby. Bardzo lubię taki zabieg i tutaj również mi się podobał, choć chyba bardziej doceniłabym go, gdyby w wyraźniejszy sposób były oddzielone w książce perspektywy, bo początkowo ciężko było mi się przyzwyczaić. Nie do końca było to dla mnie czytelne, choć ze względu na odmianę to można było się domyślić.
Z pobocznych postaci to bardzo polubiłam Kaśkę, przyjaciółkę głównej bohaterki. Uwielbiam takie bezpośrednie dziewczyny. Relacja przyjaciółek jest silna i obie bardzo się wspierają.
To idealna historia, idealna na jeden przyjemny wieczór i byłoby idealnie gdyby nie pewna komplikacja na koniec lektury. Nie podobało mi się to, bo jak można było w to uwierzyć? Bez żadnych dowodów? Bez zastanowienia? Wiedząc kim ta osoba jest? Poczułam się rozczarowana zachowaniem bohaterki. Mimo tego, książkę zdecydowanie oceniam bardzo dobrze i zachęcam żeby się z nią zapoznać. Miłego.
Historia Marceliny to doskonały przykład na to, że niczego w życiu nie możemy być pewni, a plany potrafią legnąć w gruzach w jednej chwili…
Marcelina Nosek miała duże plany na przyszłość. Romantyczny wyjazd z ukochanym do Paryża oraz wymarzony pierścionek zaręczynowy to największe z nich. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia plany te zostają brutalnie zdeptana, a ona uświadamia sobie jak naiwna i zaślepiona była. Zdradzona i zraniona rezygnuje z Paryża na rzecz górskiego hotelu, w którym odbyć się ma firmowa impreza. Na tym etapie życia Marcelina pragnie być jak najdalej od niedoszłego narzeczonego i spędzić trochę czasu sama ze sobą. Ale i w tej kwestii życie postanowiło zrobić dziewczynie na przekór. Jak się okazuje w apartamencie nie jest sama… Czy tajemniczy, przystojny nieznajomy okaże się dobrym kompanem do towarzystwa, zwłaszcza teraz, kiedy dziewczyna nosi w sercu ból zdrady i kipi złością? Czy Marcelina pójdzie za radą przyjaciółki i da się porwać chwili, korzystając z okazji, jaką podsuwa jej los? 💍💍💍 „… – Kaśka, skup się! – warknęłam. – Adonis był nagi, bo szedł pod prysznic. A ja wychodziłam z wanny. – Naga? – Kaśka prawie krzyknęła. – Nie, wiesz, w stroju płetwonurka – prychnęłam. – No jasne, że naga! No i poświeciliśmy sobie tym i owym. Teraz już się ubrałam i idę z nim pogadać. On tu przyjechał na weekend. – Kumam – Już widziałam, jak Kaśka unosi brew. – To jest karma! Przeznaczenie siostro! Bierz go! – A co ja, owczarek niemiecki?…” 💍💍💍 „Zakochany Nowy Rok” to niesamowicie lekka, pełna humoru historia, którą można pochłonąć w jeden wieczór. Uwielbiam styl pisania Agnieszki i zdecydowanie trafia do mnie jej poczucie humoru. Za każdym razem czerpię z lektury ogromną przyjemność i nie inaczej było również tym razem. 💍💍💍 Humorystyczny wydźwięk tej historii oraz dynamiczna akcja sprawiają, że nie znajdziecie tu głębokiej analizy bohaterów. Ich relacja jest gwałtowna i spontaniczna. Oboje angażują się w nią, nie zastanawiając się, co będzie jutro. Żyją chwilą, mając jednak nadzieję, że to, co ich połączyło to nie jest wyłącznie iluzja, bańka, która za moment pęknie. Ta książka ma przede wszystkim dostarczyć dobrej rozrywki i swoją rolę zdecydowanie spełnia. Osobiście bawiłam się przy niej znakomicie, a Marcelina to moja nowa książkowa psiapsi. 💍💍💍 Autorka nie byłaby sobą, gdyby nie wplątała w tę historię innych wątków niż ten czysto romantyczny. Mamy tu, bowiem pewną intrygę, która dostarcza dodatkowych emocji. Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam, kiedy w książce pojawia się czarny charakter, który miesza w życiu bohaterów niczym czarownica bulgoczący w kotle wywar. Zdecydowanie robi się wtedy ciekawiej. 💍💍💍 Jeśli szukacie przezabawnej komedii romantycznej i lubicie intrygi oraz motyw udawanego narzeczeństwa to ta pozycja jest dla was.
„Zakochany nowy rok” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Miałam już nie czytać żadnej książki przed końcem roku, ale ten tytuł bardzo mnie kusił, a że publikacja jest dość krótka i tytuł nawiązuje do Nowego Roku, który przecież już jutro, postanowiłam umilić sobie wieczór i dać jej szansę. Czy decyzja okazała się słuszna? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Główną bohaterką historii jest Marcelina Nosek, która tuż przed świętami Bożego Narodzenia przyłapuje na zdradzie swojego chłopaka Maćka. Zraniona kobieta postanawia chwilowo zmienić otoczenie i wyjeżdża w góry, gdzie ma też odbyć się firmowa impreza. Podczas wyjazdu, w dość nietypowych okolicznościach poznaje przystojnego mężczyznę, który wyglądem przypomina jej jednego z topowych aktorów i ląduje z nim w jacuzzi. Czy ich znajomość przerodzi się w coś więcej?
W sumie mogłaby, gdyby następnego dnia ów mężczyzna nie zniknął, pozostawiając po sobie tylko krótki liścik. Jednak czy los postanowi postawić ich jeszcze na swojej drodze? Po odpowiedź na to pytanie odsyłam was do lektury.
Muszę przyznać, że nie do końca wiem, jak mam ocenić tę książkę. Z jednej strony był to lekki romans, rozgrywający się w okolicach świąt, więc taki, który nie wymagał wiele od czytelnika i roztaczał wokół miłą atmosferę, ale z drugiej fabuła gnała do przodu w takim tempie, że nie sposób było sobie wyobrazić, jak w ciągu tak krótkiego czasu można się poznać, zakochać i skończyć tak, jak bohaterowie tej historii. Dlatego mam w stosunku do niej dość mieszane uczucia.
Początek był całkiem obiecujący — życiowa drama, wyjazd i niespodziewane spotkanie, które zakończyło się dokładnie tak, jak sobie to wyobrażałam. I dobrze, może nie każdy pochwala takie zachowanie, ale w mojej ocenie było w tym coś szalonego i spontanicznego, więc jak najbardziej to kupiłam. Jednak późniejsze wydarzenia trochę zaburzyły mi odbiór całości, ponieważ o ile jestem w stanie zrozumieć miłość od pierwszego wejrzenia, tak ekspresowego przejścia do czegoś tak poważnego, jak na końcu — już nie. Myślę, że sylwestrowo-noworoczna akcja w wykonaniu głównego bohatera była trochę przesadzona i wręcz nie na miejscu, ale to oczywiście tylko moje osobiste zdanie.
Niemniej jednak w historii jest kilka zabawnych i romantycznych momentów, które naprawdę mnie urzekły, a sama książka mogłaby być wspaniała, gdyby jednak była trochę dłuższa, rozciągnięta w czasie i przede wszystkim pojawiająca się w niej intryga była bardziej rozbudowana i szczegółowa. Ale jak to mówią — jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Jednak dodaję mały plusik za mój ulubiony Wrocław, dlatego z pewnością sięgnę po inne tytuły wydane przez autorkę.
„Zakochany Nowy Rok” świąteczna komedia romantyczna autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Twórczość autorki znam i kocham całym sercem, jednak historia Marceliny i Mata była moją pierwszą zimowo-świąteczną książką spod jej pióra. I mogę powiedzieć jedno – zdecydowanie muszę nadrobić pozostałe tytuły w tym klimacie.
Autorka stworzyła głównych bohaterów, których po prostu nie da się nie lubić. Zarówno Mata, jak i Marcelinę polubiłam od pierwszych stron i bardzo szybko zaczęłam im kibicować. To, co ich łączy, to nie tylko wyraźna chemia, ale także podobne doświadczenia. Oboje mają za sobą bolesne rozstania i problemy z zaufaniem. Fabuła wciąga od samego początku i nie było ani jednego momentu, w którym bym się przy tej historii nudziła. Całość pełna jest zabawnych sytuacji, ciepła i romantyzmu, ale nie brakuje też emocji. Czy bohaterowie odważą się zaufać na nowo? Czy to przeznaczenie połączyło ich drogi właśnie w tym momencie życia?
Podczas lektury bawiłam się znakomicie. Śmiałam się w głos, ale były też chwile wzruszenia i momenty, kiedy serce biło szybciej. Ogromnym atutem książki jest postać Melchiora Kapuścińskiego, zwanego Kapustą – zwariowanego szefa Marceliny i dobrego znajomego Mata. Za każdym razem, gdy pojawiał się na kartach powieści, wybuchałam śmiechem.
Jeśli miałabym wskazać minusy tej historii, to… właściwie ich nie widzę. No może poza jednym – ta książka jest zdecydowanie za krótka. Ale to już chyba norma, bo dla mnie powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej mogłyby się po prostu nigdy nie kończyć.
„Zakochany Nowy Rok” pozwolił mi poznać jedną z moich ulubionych autorek z nieco innej strony. Styl Agnieszki Lingas-Łoniewskiej jest tu lekki, przyjemny i sprawia, że przez książkę się po prostu płynie. Autorka jak zawsze zadbała o emocje, doprowadzając mnie momentami do palpitacji serca, ale przede wszystkim postawiła na humor, ważny przekaz i – jak przystało na świąteczną historię – happy end, choć do samego końca czytałam ze ściśniętym gardłem.
To niewielka objętościowo książka, idealna na jeden zimowy wieczór pod kocykiem. Rozgrzewa, wzrusza i rozbawia. Gorąco polecam „Zakochany Nowy Rok”, a sama zabieram się za kolejne świąteczne historie Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, które czekają na moim regale – i na pewno wrócę z ich recenzjami. ❄️📖💙
Książka jest lekka i bardzo szybka do przeczytania. Myślę, że wiele osób może przy niej miło spędzić czas, zwłaszcza jeśli lubią proste świąteczne historie, które nie wymagają większego skupienia. Chętnie poleciłabym ją starszej nastolatce albo komuś, kto szuka czegoś niewymagającego na dwa zimowe wieczory, tak dla odpoczynku.
Już na początku bałam się, że przy tak małej objętości nie starczy miejsca na rozwinięcie relacji. Lubię, gdy między bohaterami wszystko nabiera tempa stopniowo, a tutaj uczucie pojawia się praktycznie od razu. To nie byłby problem, gdyby nie sposób, w jaki zostało to pokazane. Dostajemy skrótowe informacje, że bohaterowie chodzą tu i tam, spędzają razem czas, ale bez scen, które pozwoliłyby zobaczyć, jak faktycznie zbliżają się do siebie. Miałam wrażenie, że uczucie pojawiło się znikąd. Jedno pstryknięcie i już są zakochani. Trudno mi było to kupić.
Książka miejscami wydawała mi się infantylna. Dialogi brzmiały nienaturalnie, a zastępowanie słowa seks określeniami typu "teges szmeges" albo po prostu "TO" wytrącało mnie z rytmu. Wiem, że to miało być humorystyczne, ale do mnie taki rodzaj żartów kompletnie nie trafia. Choć przyznaję, że przy tekście "was is das, kapusta i kwas" naprawdę parsknęłam śmiechem, bo było to tak dziwne i zaskakujące, że nie mogłam się powstrzymać.
Z Marceliną kompletnie się nie zgrałam. Jej emocje były opisane troszkę powierzchownie, więc trudno było mi w nie uwierzyć. Do tego dochodził jej sposób reagowania, który bardziej przypominał nastolatkę niż dorosłą kobietę. Zamiast porozmawiać i wyjaśnić sytuację, Marcelina snuła własne wizje i robiła sceny. Moment, w którym wylała komuś wodę na twarz, był dla mnie przesadą, po której już nawet nie próbowałam jej polubić.
Mat nie budził we mnie większej niechęci, ale też mnie nie kupił. Jego kreacja była równie infantylna i przez to mało przekonująca.
O relacji tej dwójki napisałam już wcześniej, więc powtórzę tylko, że zabrakło mi fundamentów. Uczucie rozwijało się w ekspresowym tempie, a kulminacja w sylwestra wydała mi się bardziej absurdalna niż romantyczna.
Marcelina ma wszystko zaplanowane: romantyczny wypad do Paryża, wymarzony pierścionek zaręczynowy i przyszłość u boku ukochanego. Jednak krótko przed świętami Bożego Narodzenia jej plany rozsypują się jak domek z kart. Zdradzona i zraniona, przyjeżdża na firmową imprezę w luksusowym górskim hotelu. Tam poznaje tajemniczego, przystojnego nieznajomego… i ląduje z nim w jacuzzi w oparach szampana.
Następnego dnia budzi się z kartką na poduszce i totalną pustką w głowie. Gdy wraca do rzeczywistości, dowiaduje się, że czeka ją nowy projekt z ważnym kontrahentem – jak się okazuje tym samym mężczyzną, z którym spędziła szalony weekend…
***
Pewnie nikogo nie zaskoczę tym, że najnowsza powieść Agnieszki Lingas – Łoniewskiej jest dość przewidywalna i trochę przesłodzona. To jedna z tych niewymagających lektur, które czyta się błyskawicznie. Niektórzy takich historii właśnie szukają na zimowe wieczory, a dla niektórych to trochę za mało.
Powieść ta jest dość krótka, więc ciężko o porządnie rozbudowane relacje między głównymi bohaterami. To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, dlatego dobrze wiedziałam, że najwięcej zamieszania szykuje ona zawsze w ostatnim rozdziale. Tak też było i tym razem. Odrobina dramaturgii na ostatnich stronach, by w ostatecznym rozrachunku zakończyć historię „happy end’em”.
Autorka ma dość spory dorobek literacki. Mając porównanie do kilku jej powieści jakie miałam okazję poznać, a które swoją premierę miały kilka dobrych lat temu, muszę zauważyć, że pióro Pani Lingas – Łoniewskiej w żaden sposób nie ewaluowało.
Swobodny styl pisania autorki sprawia, że historia jest lekka, momentami potrafi rozbawić. A z kubkiem gorącej herbaty i ciepłym kocykiem tworzy idealny duet na zimowy wieczór. Tylko czy nie warto jednak poświęcić ten czas lepszym lekturom?
2,5⭐️ Zaczęłam czytać 1.01 skończyłam 2.01. Jeżeli ta książka była na wattpadzie - To powinna tam zostać. Ma pełno niespójności. Jest typową historia idealna na wattpada. Tytuły rozdziałów, piosenki, tempo akcji. Każdy rozdział kończył się tak jak książki na watt. Tak aby czytelnik oczekiwał kolejnego rozdziału i chciał dalej czytać. O to zwykła prosta historia noc którą nawet nie musicie się skupiać bo od pierwszych stron wiecie co się wydarzy. Poza tym nienawidzę jeżeli ktoś pije alkohol a w kolejnej minucie wsiada do samochodu i jedzie odebrać swoją przyszłą miłość życia. Całość akcji toczy się w okolice Wrocławia i Sobótce (btw. To już trzecia książka która dzieje się w tej okolicy - co wy tam macie takiego sobótkowicze?) Akcja w Polsce i bohaterowie polscy w ogóle mi nie przeszkadzają. Przeszkadza mi brak składu błędy powtórzenia i język… hmmm taki szkolny jak na rozprawce w gimnazjum. Zachęcił mnie tytuł no i chciałam coś prostego i to dostałam. Wspomnianych bardzo dużo polskich autorek które według opowieści są mega znane i piszą świetne książki - Osobiście przyznaje nie znam żadnego z tych nazwisk. Ale sprawdzę je! (Chociaż pewnie taki był tego cel żebyśmy tego poszukali)
Marcelina przestaje wierzyć w miłość, kiedy okazuje się, że jej chłopak Maciej zdradza ją ze swoją szefową. Aby odreagować Marcelina wyjeżdża na weekendową imprezę firmową w górach. Tam niespodziewanie trafia pod jeden dach z przystojnym Matem. Ich znajomość zaczyna się dość śmiesznie i chaotycznie… a po wspólnie spędzonym weekendzie Marcelina myśli, że nigdy więcej już się nie spotkają 🤭 Kiedy po niezapomnianym weekendzie wraca do pracy, dowiaduje się, że firma będzie podejmowała współpracę z nowym kontrahentem… i wtedy pojawia się Mat🤩
Książka jest bardzo lekka i idealna na jeden wieczór. Pojawia się tu wątek fałszywych zaręczyn i zazdrosnych byłych. Jak dla mnie to wszystko działo się za szybko, relacja bohaterów rozwinęła się błyskawicznie i nie czułam tutaj żadnego napięcia i wyczekiwania co będzie dalej 🫣 Nie mniej jednak kibicowałam Marcelinie i Matowi do samego końca! Niektóre sytuacje były naprawdę zabawne i czarujące 😌
„- Co? No to bierz go, dziewczyno! Wrrr, hau, hahuuu. - Czy ktoś tam właśnie szczekał? - Tak. To moja przyjaciółka. Zawsze tak się żegna. Bo tęskni za mną.” 😂😂
Uważam, że jest to fajna historia jeżeli ktoś chce przeczytać coś dla relaksu ❤️ Tym bardziej zachęcam, bo zbliża się Nowy Rok, w co książka tematycznie wpisuje się idealnie 💍🎆
2,5 ⭐️ To książka zdecydowanie na jeden raz. Czyta się ją bardzo szybko, ale przez tempo akcji trudno się zaangażować i uwierzyć w relacje między bohaterami — wszystko dzieje się zbyt szybko i jest mocno przesłodzone. Zakończenie było dla mnie całkowicie przewidywalne, a sama sytuacja na końcu niestety słaba. Zupełnie nie poczułam klimatu świąt, czego bardzo mi zabrakło. Na plus mogę zaliczyć pojedyncze zabawne momenty, kilka razy naprawdę parsknęłam śmiechem. Lekka lektura na chwilę, ale bez większego wrażenia.
2.5/5 ★ Nic porywającego, spodziewałam się czegoś lepszego i więcej świąteczno-noworocznego klimatu, którego mimo tytułu, zdecydowanie zabrakło. Prosty romans biurowy z szybko rozwijającą się relacją mimo że główna bohaterka dopiero co "zerwała" z chłopakiem
Bardzo luźna książka, fajna lektorka oraz Wrocław. Dużym plusem jest to, że bohater który jest urodzony w Niemczech, pyta się o znaczenie niektórych słów.
Książka bardzo przewidywalna, słodka.
Ogółem książka bardziej do słuchania w tle. Nie trzeba się na niej mocno skupiać.