Początkowo chciałam dać 3,5 gwiazdki, ale spisując właśnie poniższe myśli, ciężko jest mi to klasyfikować powyżej 3 gwiazdek, było to takie spłycone.
Sprawdzając opis na Amazonie, czy też na Goodreads można zauważyć notkę od samej autorki, że piszę w stylu "mafia lite", gdzie mniej więcej po lekkim research'u para głównych bohaterów nie jest zagrożona przez przemoc świata mafii (przemoc jest tylko tłem), męscy bohaterowie to przestępcy, ale są łagodni i bardzo opiekuńczy do swoich wybranek. To może być gratka dla początkujących czytelników mafijnych historii...ale brakowało mi czegoś. Zawsze jestem zdania, że steamy nowelka może nie tylko wygrać smutem, ale też i fabułą, tak że bohaterowie zostają ci w głowie.
Sanchi, jeśli już mogę wejść w lekki opis fabuły, jest z obsługi na balu świątecznym. O ile dobrze przetłumaczyłam, jest ona artystką i na balu tworzyła różne figury z owoców/warzyw. Jednak z pomocą jej przyjaciółek postanawia zabawić się w Kopciuszka i zabawić jako gość. Na balu jest mnóstwo osób w przebraniu, ale już wiemy, że są oni z kręgów policyjnych, detektywistycznych itd. Dodam jeszcze fakt, że Sanchi przyjaźni się z Amelie (główną bohaterkę z Devil's Thirst - I tom Moretti Men), która jest żoną mafiozy i idąc dalszym tokiem, Sanchi jest też powiązana z mafią.
Kiedy Sanchi jest uwięziona w koszmarnej rozmowie z 2 mężczyznami, którzy w jej stronę dają zboczone propozycje, pojawia się trzeci mężczyzna w masce. Ratuje ją z opresji i wychodzą z balu, ponieważ nie wytrzymują tej sensualnej energii... Od tego miejsca zaczynają się u mnie schody, bo,
Sanchi wie, kto ją uratował (wspomnę o tym w kolejnym akapicie), i przy ich ucieczce z tego balu wychodzi taka relacja, albo wróć- Oni nazywają siebie na pierwszym spotkaniu 'Kitten-Daddy' i nie powiem, bardzo sztucznie to wyglądało. Leciało to na oparach pożądania i takiej reakcji Sanchi: Nie mogę uwierzyć, że tak go nazwałam i to publicznie! Ale czego on się spodziewał? Sam powiedział, że mam za nim iść i też przy publice nazwał mnie kociakiem (to była końcówka pierwszego rozdziału).
Owym mężczyzną, który pomógł Sanchi, był Malone, chociaż bardziej oficjalnie Dean Malone. Pracuje jako detektyw, który po godzinach doraźnie pomaga Sante - mężowi Amelie. Widzicie, jak ta sytuacja zatacza koło co nie? Skąd znała go Sanchi? Pewnego wieczoru, kiedy Sante spotkał się z Malone, zbiegiem okoliczności w jego aucie była również dziewczyna. On odwoził ją do jej mieszkania, a że akurat po drodze był Malone, no to się zatrzymali. Pomimo że dziewczyna nie widziała mężczyzny, to zapamiętała jego głos.
Rozumiem, że nowelki trzeba traktować tak, że są krótkie i nie można oczekiwać obszernych wątków, ale sądziłam, że będzie więcej tej mafii, albo chociaż więcej rozterek w psychice bohaterów. Były takie momenty, ale były zbyt krótkie, aby je zarejestrować na dłuższy czas, dodatkowo wymazywały to obszerniejsze sceny 18+.
Relacja bohaterów też do najbardziej wylewnych nie trafiła. Powtórzę się, ale to nie było nic innego jak bycie na takiej chmurze podwyższonego libido. Wydaje się trochę nierealne to, jak zmieniły się postacie w ciągu tych stron. Ta zaborczość i plany Malone po jednej spędzonej nocy były takie trochę ad hoc, jak na retteling Kopciuszka. Był tam wątek Żniwiarza (Reaper), ale tak jak się pojawił, tak zniknął. Niby ktoś dostał cynk i informacje dalsze, ale co w nich było, niestety nie było powiedziane. I był tam też wątek świąt, czy robienia wspólnie ciasteczek, czy rzut na wystrój mieszkań, ale nic więcej.