Połowa XXII stulecia. Świat kaszle: dawne technologie przestają działać, a zasady obowiązywać, robiąc miejsce pod to, co dopiero za progiem. Nuklearne pożary spaliły połowę kontynentów Ziemi - na szczęście ludzie zdołali zdobyć pierwsze przyczółki Układu. Na księżycach kolejnych planet pozakładano stacje, w których schronienie znaleźli wszyscy ci, którzy uznali, że na Ziemi im za ciasno. Pomiędzy planetami latają młoty - holowniki o napędzie atomowym, którego awaria potrafi zamienić całe załogi w owładnięte zombiozą monstra.
Ludzkość jest coraz słabsza - i dlatego próbuje coraz szybciej gnać przed siebie. Jednocześnie trwa karnawał: festiwal narcyzmu i nieprzerwanego transmitowania samego siebie w coraz bardziej egzotycznych cosplay'ach. W takim świecie, na peryferiach Układu, na stacji nad Dione, jednym z księżyców Saturna, rodzi się dziecko - dziewczynka, pożerająca swoją matkę. Zdarzenie nagrywają pokładowe kamery i już po chwili krótkim filmikiem zaczyna żyć cały Układ. Hybryda człowieka - wydaje się kluczem do kryzysu trapiącego ludzkość. Główne pytanie brzmi: 'Gdzie podziały się wszystkie Sztuczne Inteligencje, które przed dekadami doprowadziły do niezwykłej akceleracji Ziemi?'. W pościg za tajemniczym stworzeniem, ruszają kolejni straceńcy: pracujący dla rządu najemnik, mnich, Kain i Abel, Szalony Szogun z Ceres i inni. Ten, kto pierwszy osiągnie cel i pozna tajemnicę, zdobędzie klucz do przyszłości Układu.
„Tam, gdzie żyją smoki” to niezwykła space opera, napisana do pomysłu Jakuba Nowaka, autora m.in. zbioru hard sf „Amnezjak” i powieści „To przez ten wiatr”, w której opisuje losy Heleny Modrzejewskiej i Henryka Sienkiewicza. Jakub wymyślił założenia tego świata i główne łuki fabularne - a potem zaprosił innych autorów i autorki, żeby na tej partyturze zagrali swoje solówki. Wojciech Chmielarz, Robert M. Wegner, Cezary Zbierzchowski, Aleksandra Zielińska, Magdalena Kucenty, Krystyna Chodorowska, Magdalena Kozak... Wszyscy oni dołożyli do tej historii swój głos, swoją perspektywę i literacki temperament. Wyszła z tego opowieść, która pod względem rozmachu i założeń oszałamia - literacki rollercoaster, który zabiera w szaloną podróż aż do granic niejednego układu.
Spójny, fajny i całkiem pomysłowy świat, z dobrym pomysłem na to, gdzie może być miejsce zaawansowanej AI w świecie. Dzięki różnorodności stylów autorów poszczególne historie oferują bohaterów, którzy autentycznie się od siebie różnią. A dzięki temu, że opowiadania się łączą, nie ma się wrażenia totalnego chaosu, co niekiedy zdarza się w powieściach osadzonych w skomplikowanych światach z dużą ilością zaawansowanej technologii. Świat jest całkiem fajny, ale trochę nie kupuję tych cosplayów. Może dlatego, że są tak XX- czy XXI-wieczne. Trochę jak w Star Treku, gdzie pomimo masy planet, cywilizacji itd. wszyscy bardzo się ekscytowali Szekspirem czy Da Vincim. Realizacja audiobooka też się udała.
Antologia jest odpowiedzią na pytanie "Quo vadis, AI" i wybiega setki lat wprzód, głęboko w kosmos. Ma w sobie elementy space horroru, cyberpunku i (jednej z nowszych nisz sci-fi) cybercountry. Przyszłość w której rzeczywistość jest kwestią sporną, w której można wybrać sobie "cosplay" w którym można żyć - chcesz być średniowiecznym rycerzem? Proszę bardzo, tu jest planeta oraz kraj w którym wszyscy żyją jak w średniowieczu. Możesz uciec/opuścić jeśli cię na to stać (a jak cię nie stać to, cóż, staraj się cieszyć tym, co masz?). Jest to też świat w którym wojny robotów, wojny z AI, były już dawo temu i pozostawiły po sobie blizny oraz strach.
I po tym świecie poruszają się nasi bohaterowie, którzy - co jest, moim zdaniem, najsilniejszą częścią tej antologii - wydają się nie być ze sobą połączeni, jednak koniec końców wszystko biegnie ku jednemu momentowi, jednej scenie kulminacyjnej, gdzie wszystkie wątki się spinają. Trochę jak zaawansowana gra w Story Cubes.
Jakościowo, jak to bywa z antologiami, bywa różnie. Niektóre historie są absolutnie przewspaniałe (kudosy dla najlepszego Szalonego Szoguna), ale niektóre (jak, niestety, ta otwierająca antologię, co omal mnie nie zniechęciło do reszty) takie sobie. Całościowo jednak z każdym opowiadaniem robiło się lepsze i wciągało coraz głębiej.
Szczera polecajka od kogoś, kto do polskich autorów zawsze podchodzi jak pies do jeża ;)
Ciekawy pomysł na słuchowisko, bohaterowie i świat są wspólni, ale każde opowiadanie napisane jest przez innego autora. Jak to często bywa opowiadania różnią się poziomem i zaangażowaniem słuchacza. Niektóre z trudem wysłuchałem, a inne bardzo szybko przeleciały na słuchawkach. Mnie do gustu przypadło opowiadania Roberta M. Wegnera, Aleksandry Zielińskie, Cezarego Zbierzchowskiego i wieńczącej zgrabnie cały projekt Magdaleny Kozak. Warto posłuchać, bo te przyjemne momenty przeważają nad tymi mniej przyjemnymi.