Bo to przecież różnie bywało, czasem świat, czyli Grochów, wyglądał, jakby ktoś przy przycinaniu baczków ciachnął ucho. A czasem jak niezamiecione włosy ułożone w dziwne podłogowe pukle. I pięknie, i strasznie trochę.
Stary fryzjer z Grochowa wspomina ludzi, których strzygł, kobietę, którą kochał, i miasto blednące pod coraz grubszymi warstwami nowoczesności. Mówi, jakby golił czas: powoli, z wprawą, czasem pod włos. Urodził się w roku czterdziestym w Warszawie, „ani dobry rok, ani dobre miejsce”. Potem sierociniec, szkoła fryzjerska, miłość, praca, ludzie, miasto. Każde wspomnienie ciągnie za sobą następne, a jego własne życie plącze się w opowieściach tych, którzy siadali w jego fotelu, demokratycznie: doliniarz i profesor, ślusarz i literat. I płyną historie: o gołębiarzach, kociarach, siostrach tarocistkach, o zakopanych dzwonach, płonących łabędziach, niedowidzącym listonoszu i kobiecie rażonej piorunem. Wszystko w tym małym-wielkim kawałku Warszawy.
Monolok, ten traktat o strzyżeniu włosów, jest liryczną balladą o świecie, który trwa jedynie w pamięci, i wielką pochwałą daru snucia opowieści. Bo nawet jeśli wszystko zmyślone, to przecież zostało.
Paweł Sołtys – muzyk, autor piosenek. Jako Pablopavo wydał kilkanaście płyt, zagrał około tysiąca koncertów. Studiował rusycystykę, ale studiów nie ukończył. Jego opowiadania ukazywały się w „Lampie”, „Ricie Baum”, „Studium”. Jego prozatorski debiut Mikrotyki otrzymał nominację do Paszportów Polityki 2017.
Opowieść treściwa jak flaki po warszawsku, te pośmiertne, co się je tak hojnie doprawia na stypę przy Bródnie. I jak na prawdziwej stypie – jest pięknie, jest śmiesznie, jest strasznie, i jest moment na szczerą łzę. I coś odchodzi, i już nie będzie takie, jak wcześniej. Opowieść, której nie ma kiedy odłożyć, bo z każdym oddechem z jednej historii wychodzi druga, a z niej jeszcze inna, jak w filmie u Hasa. A potem jest nagle koniec, który zostawia w zawieszeniu, i po tej uczcie, obżarstwie, przesycie, przez jakiś czas dochodzi się do siebie. I nie wszystko będzie odtąd takie, jak wcześniej.
Fryzjerska gawęda grochowska o ludziach, historiach, kobietach i chłopakach, smutkach i miłościach.
I tylko ten Grochów pozostaje, wiecznie w trybie zmian.
"Wypij pan za mnie. Za moją pamięć. I za pamięć tych, których ja pamiętałem. Za dziewczyny i chłopaków, co to już pamiętają nas z drugiej strony. Za pamięć.".