Zdrada króla. Zakazana miłość. Więzienie, z którego nikt nie wraca.
Shep, młody uzdrowiciel, miał wszystko – życie na królewskim dworze, szacunek i przyszłość pełną obietnic. Wszystko, dopóki nie uległ największej pokusie: królowej. Za zdradę skazano go na zesłanie do kopalni karnej strzeżonej przez demony. Miejsca, które miało stać się jego grobem.
Ale Shep nie zamierza umrzeć pod ziemią. Gdy wraz z grupą więźniów podejmuje się desperackiej ucieczki, trafia do obozu buntowników. Tam spotyka mystokratę, który widzi w nim coś, czego sam Shep nie dostrzega – ukrytą moc. Moc, która może być kluczem do wolności… albo zguby.
„Na skraju magii” to jedna z tych historii, które na dzień dobry rzucają cię w środek świata bez żadnego ostrzeżenia, a ty tylko siedzisz i myślisz: co ja robię tu, uu, co ja tutaj robię? A potem nagle łapiesz się na tym, że buja. I to porządnie.
Już od pierwszych stron czuć, że Milena nie zamierza iść po utartych schematach. Świat, który stworzyła, jest oryginalny do szpiku kości, mroczny, lepki od tajemnic i kompletnie nieoswojony. To ten typ klimatu, który wchodzi pod skórę i zostaje tam, nawet jeśli początkowo masz w głowie myśl: a jakby ktoś mnie zapytał, o czym to jest, to nie mam bladego pojęcia, ale buja. Potwierdzam.
Shep, uzdrowiciel z wyjątkowym talentem do pakowania się w kłopoty, spada na samo dno i to dosłownie. Trafia do Kopidołka, czyli więzienia-kopalni, w którym brutalność jest walutą, a nadzieja luksusem, robi wrażenie równie mocne, co straszne. Podczas czytania miałam jedno, bardzo elokwentne przemyślenie: ja wale, jakie to jest brutalne XD”. Ale właśnie w tej brutalności jest sens. Nic tu nie jest łatwe, nic nie jest podane na tacy. Każda decyzja ma swoją cenę, a każda konsekwencja potrafi ugryźć.
Ogromnym plusem są dla mnie krótkie, dynamiczne rozdziały, które sprawiają, że historia płynie, nie dłuży się, nie męczy. To ta sytuacja, kiedy „tylko jeszcze jeden rozdział” i nagle jest 3:00 w nocy.
Świat przedstawiony to osobna liga. Mystokraci, Uzdrowiciele różnych stopni, wielkie dżdżownice, golemy. W pewnym momencie siedziałam tylko z myślą: co tu się jeszcze pojawi? A najlepsze jest to, że wszystko ma tu sens, nic nie jest wrzucone przypadkiem, nic nie odstaje, wszystko jest spójne i konsekwentnie poprowadzone.
Jednym z największych zaskoczeń okazał się również dla mnie motyw found family. W świecie, który jest zimny, nieprzyjazny i okrutny, bohaterowie tworzą między sobą własną, surową, ale prawdziwą drużynę. Tę, która rodzi się nie z wyboru, tylko z potrzeby przetrwania. I dzięki temu wybrzmiewa tak mocno w dialogach, spojrzeniach i decyzjach.
Styl autorki jest płynny, przemyślany, dynamiczny, a jednocześnie zaskakująco dojrzały. Jak na debiut, to jest poziom, którego totalnie się nie spodziewałam. Absolutnie pozamiatane. I trochę strach się bać, co ona zrobi w drugim tomie, bo jeśli debiut wygląda tak… to kontynuacja może już po prostu zmieść z planszy połowę fantastycznego rynku.
Przyznam szczerze, na początku miałam wrażenie, że się nie odnajdę. Ale po kilku rozdziałach okazało się, że nie tylko się odnalazłam, ale wręcz przepadłam. Czekałam na rozwój wydarzeń z narastającą ekscytacją, aż w końcu nie mogłam się oderwać.
„Na skraju magii” to klimatyczne, brutalne fantasy z oryginalnym światem, w którym każdy fan gatunku znajdzie coś dla siebie. A osoby spoza gatunku? Też przepadną, bo ta historia ma w sobie coś pierwotnego. Coś, co czuć w kościach. Ja już się nie mogę doczekać kontynuacji. Oddałam się tej historii bez walki, bo trudno inaczej, kiedy ona tak hipnotyzuje.
,,Na skraju magii" historia o niesprawiedliwości, oszustwie i niebezpieczeństwie. Shep, miał wszystko. Posadę na królewskim dworze. Szacunek ludzi i szlachty. Zapewnioną bezpieczną i przyjemną przyszłość. Wszystko było wręcz idealnie. Do czasu. Do czasu aż nie uległ pokusie. Aż nie uległ JEJ. Królowej. Jedynej kobiecie, której nie mógł mieć, a którą pragnął. Za to, że odważył się zdradzić króla, z jego żoną królową. Został zesłany do więzienia. Niby łaskawa kara? Cóż. Nie do końca. Bo to więzienie miało stać się jego grobem. Wysłano go do kopalni, strzeżonej przez potwory. Zarówno straszliwe kreatury jak i najgorszych z możliwych ludzi. Shep nie zamierza się tak łatwo się poddać. Co prawda jego moc jest słaba, ale lepsza taka niż żadna. Dzięki niej jest wstanie zebrać sojuszników i nowych przyjaciół. Dzięki temu udaje mu się, wraz z kilkoma innymi osobami, uciec z więzienia. Ale to nie koniec jego przygód. Trzeba rzecz, że dopiero początek. Udaje mu się dotrzeć do obozu buntowników, gdzie pewien mystokrata, który... Uważa, że Shep ma ukrytą moc w sobie. Trzeba rzecz, że bardzo potężną i nieokiełznaną jeszcze, która może być kluczem do ich ucieczki z okolic więzienia. Ale z drugiej strony jego moc może być też końcem buntowników. Jaką decyzję podejmie Shep. Wesprze buntowników? Czy może dalej będzie oddany uczuciu do królowej?
Zakazana miłość. Głębokie uczucie, które okazuje się być nic nie warte. Do tego więzienia z którego nikt nie wraca. Jeśli szukasz książki bez wątku romantycznego, ale za to z niesamowitymi postaciami idealnie trafiłe/aś!! No, ale od początku. Co znajdziesz w książce? Zagubionego bohatera, który powoli (naprawdę powoli) odkrywa swoje moce i uczy się ich używać. Walka zła z dobrem, albo dobra ze złem? W końcu... Kto tu jak naprawdę jest złoczyńcą? Shep? Za to że kochał? Strażnik za to, że wykonywał swoje zadanie? Więzień za błąd z przeszłości? A skoro już przy więźniach jesteśmy go my więzienie, w którym przeżycie jest największym osiągnięciem. I do którego trafia nasz główny bohater przez... ...młość do królowej?? Ale! Miłość nie jest głównym wątekiem!? (Ale jak to?? 😱😱) Nie jest to kolejne romantasy, które... skupia się na jednej konkretnej czynności. Jest to świetnie napisana fantastyka, z rozbudowanym światem i nie takimi zwykłymi bohaterami!! Do tego mamy przyjaźń, która powoli się tworzy między postaciami. I która z każdym dniem jest coraz to silniejsza i która ma dużo większe znaczenie dla fabuły niż jakaś tam miłość do kobiety (po co to w ogóle komu). Wypada też wspomnieć o zdradach, spiskach i innych intrygach, ale co ja wam będę spojlerować, najlepiej jeśli sami przeczytacie i zgłębicie się w historię Shepa.
Świat stworzony przez autorkę wciągnął mnie od pierwszych rozdziałów i nie pozwolił się oderwać aż do ostatniego. Bardzo odpowiadało mi jego skomplikowanie – z jednej strony było widać, że jest złożony, ale ilość informacji na jego temat w żadnym momencie nie przytłaczała. Kolejne elementy były rozwijane w momentach, gdy stawały się ważne, przez co bez problemu mogłam tworzyć sobie w głowie coraz bardziej rozbudowany obraz.
Akcja od samego początku płynie wartko - bohaterowie co rusz napotykają na swojej drodze przeszkody i wyzwania, pojawiają się kolejne postacie, a całość robi się coraz bardziej złożona. Pasuje mi to do tego, co autorka opowiadała na temat swoich inspiracji i z taką wiedzą byłam przygotowana na żywe tempo akcji. Przy tym znalazł się też czas na złapanie oddechu przed końcówką, która już do ostatnich stron trzymała w napięciu. Przyznam, że była ona bardzo satysfakcjonująca. W pewnym momencie miałam obawę, że pewne rzeczy idą bohaterom zbyt dobrze, ale autorka ostatecznie spełniła wszystkie moje nadzieje, komplikując im życie jeszcze bardziej i sprawiając, że wyczekuję kolejnego tomu z jeszcze większą niecierpliwością.
Polubiłam się z głównym bohaterem, którego przemiana została nakreślona w ciekawy i wiarygodny sposób. Równie mocno zżyłam się z jego towarzyszami, z których każdy ma własną historię i charakter. Przyznam, że pewna zagadka z nimi związana, wpleciona w pewnym momencie fabuły, zabiła mi sporego ćwieka, co jak dla mnie jest tylko dowodem na to, jak bardzo mnie do siebie przekonali. Nie mogę zapomnieć też o Fedrisie, którego kreacja z każdą sceną, w której się pojawiał, stawała się coraz ciekawsza i w którym widzę potencjał na intrygującego szarego moralnie antagonistę.
Lektura dostarczyła mi pierwszorzędnej rozrywki, nie przytłoczyła, ale wciągnęła i zaintrygowała. Czekam na kolejny tom, bo jestem bardzo ciekawa, co tam przygotowała autorka dla swoich bohaterów (i czytelników).
Najpierw podziękowania dla Mileny i wydawnictwa że mogłam być częścią tego cuda. ❤️ Przechodząc do recenzji to książkę bardzo szybko się czyta, jest wciągająca, nie przewidywalna, zaskakująca , budzi wiele emocji i bym mogła tak do usranej śmierci wymieniać 🤣 Ogólnie historia głównego bohatera wiele uczy czytelnika jak niespodziewane decyzję wypływają na nasze życie i niestety często kończy się to konsekwencjami. Najbardziej w książce spodobało mi sie że Shep przeżywa przez cala praktycznie książkę przemianę swojej osobowości ale wiem zdecydowanie jedno ze wyszło mu to na dobre! Nie mogę się doczekać kolejnych tomów, napewno po nie sięgne. Nie wiem czy jeszcze jako patronka czy zwykły czytelnik, to nie ma znaczenia i tak wiem że przeczytam bo już tą historię trzymam w sercu. 🩷 Wiem że pióro Mileny bardzo mi się spodobało i jako fantastykę będę z milą chęcią do niej wracała. Jeśli lubicie fantastyke, która jest nie przewidywalna, brutalna i z akcentam romansu to zdecydowanie ta książka jest dla was! See you soon 🥰
Pamiętacie taki serial telewizyjny “Skazany na śmierć”? Albo graliście może w pierwszą część z serii Gothic? Książka “Na skraju magii” skojarzyła mi się właśnie z tymi dwoma klasykami światowej popkultury.
Głównym bohaterem jest Shep, młody, przystojny, nadworny uzdrowiciel, który nie stroni od kobiet i innych uciech dostępnych dla świty króla. Niestety, popełnia poważny błąd, wdaje się w romans z królową…
Ta jedna głupia decyzja sprowadza na niego srogą karę. Zostaje on zesłany do kopidołka, kolonii karnej, której terytorium zabezpiecza potężna magia, a w której skazańcy ciężko pracują w kopalni kruszcu. Rozumiecie już moje skojarzenie z Gothiciem? Jednakże z kopidołka da się uciec… teoretycznie… jest do tego potrzebna potężna magia. Uzdrowiciele władają dość słabą magią, namiastką prawdziwej, którą posługują się tzw. mystokraci. A co jeśli to ziarenko magii można pobudzić?
Fabuła tego debiutu literackiego jest całkiem dobrze zaplanowana. Mamy cel, do którego dążą bohaterowie, są machinacje polityczne, intrygi, trochę akcji. Motorem dla fabuły jest samodoskonalenie się i dążenie do ucieczki. Ale to tylko cel krótkoterminowy. Zasiano także i bardziej dalekosiężne plany dla protagonistów, czyli… bunt.
Bohaterowie skonstruowani są całkiem zgrabnie. Nie ma poczucia papierowości postaci. Mają oni własny charakter, potrzeby, przeszłość i cele. Łatwo jest polubić “paczkę” Shepa. Są też postaci czysto antagonistyczne oraz takie z pogranicza szarości.
Czego mi brakuje w tej książce? Po 1. ikry. Miałem niedosyt wszystkiego. Może więcej akcji, magii albo ciekawych bądź zabawnych dialogów by wystarczyło. Po 2. więcej informacji o świecie. Przydałaby się mapka świata i słowniczek terminologii. Super, że autorka zdecydowała się na wyjątkowe dla tego świata stworzenia, magię, itd., ale neologizmy zupełnie nie zostawały mi w pamięci i często się łapałem na tym, że nie mam pojęcia o czym bohater mówi.
Podsumowując, “Na skraju magii” to całkiem przyzwoity debiut i wstęp do ciekawej historii fantasy. Niedociągnięcia techniczne są niewielkie i czytało się przyjemnie. Jednak wciąż brakuje mi “tego czegoś”, co sprawiłoby, by ta historia wydała się wyjątkowa i zapadła w pamięci. Życzę autorce powodzenia w dalszej pisarskiej przygodzie, a Wam, miłej lektury. Jeśli lubicie fantasy, myślę, że ta książka taką będzie.
Świetne to było! Bardzo podobał mi się wykreowany świat i choć momentami wydawał się nieco skomplikowany, to raczej nie miałam problemu, żeby połapać się, o co w nim chodzi. Mam jednak nadzieję, że będzie jeszcze okazja, żeby więcej się o nim dowiedzieć.
Akcja dynamiczna, ale też nie czułam się przez nią przytłoczona. Śledziłam losy bohaterów z zainteresowaniem i coraz bardziej się do nich przywiązywałam. Mamy tu też wątek found family, który mnie chwycił za serce. Każda z postaci była inna, ale wspólnie tworzyli zgraną całość.
Sporo intryg, niepewności, podejrzanych postaci. Wydarzenia, które wywoływały emocje. Fajny system magiczny. Nie mam za bardzo do czego się przyczepić, więc polecam ten tytuł!