„Zamawiacz” Franciszka Piątkowskiego to dla mnie absolutny must read. Książki autora biorę w ciemno, dlatego sięgnięcie po „Zamawiacza” było dla mnie oczywistością. Tym razem dostajemy zupełnie nowe uniwersum i powiem szczerze – porwało mnie od pierwszych stron.
Autor po raz kolejny udowadnia, że ma lekkie i przyjemne pióro. Przez książkę się płynie, strony uciekają w tempie ekspresowym, a zanim się obejrzałam, byłam już na końcu i pytałam: „to już?!”. Styl jest bardzo przystępny, dialogi brzmią naturalnie, a opisy są na tyle obrazowe, że bez problemu widzimy ten świat oczami wyobraźni, ale jednocześnie nie przytłaczają nadmiarem szczegółów.
„Zamawiacz” odchodzi od tego, co znamy z Uniwersum Powiernika – to zupełnie inna historia, inne realia, inny klimat. I wcale nie jest gorzej. Wręcz przeciwnie: jest bardzo ciekawie, intrygująco i momentami zaskakująco mrocznie. Dostajemy zbrodnię, słowiańskie stwory, pełno intryg oraz zakulisowych rozgrywek. Autor kreuje historię, która przyciąga czytelnika jak magnes i nie pozwala się oderwać. Jasne, jestem wielką fanką autora, więc może przemawiać przeze mnie subiektywne uwielbienie, ale uwierzcie – tę książkę naprawdę warto poznać.
Akcja rozgrywa się we współczesnym świecie, w którym granica między mitologią słowiańską a zwykłą codziennością jest niebezpiecznie zatarta. Demony, słowiańskie stwory i istoty, o których uczymy się co najwyżej z podań i legend, tutaj żyją pośród ludzi, funkcjonują tuż obok nas, tylko większość woli tego nie widzieć. Autor w niesamowity sposób wplata mitologię słowiańską w miejską rzeczywistość – to, co wydawało się mitem, nagle okazuje się bardzo realne. I właśnie to połączenie współczesności z demonologią jest jednym z największych atutów tej powieści.
Na tym jednak nie koniec, ponieważ „Zamawiacz” to nie tylko urban fantasy, ale również wątek kryminalny i polityczny. Mamy policyjne działania, zakulisowe gry, bohaterów, którzy muszą odnaleźć się w świecie, gdzie człowiek nie zawsze jest najgroźniejszą istotą na scenie. Akcja jest dynamiczna – co chwilę coś się dzieje, ktoś coś knuje, coś wychodzi na jaw, a autor nie pozwala nam się ani przez moment nudzić. Do tego dochodzi bardzo ciekawie zarysowany antagonista, wokół którego unosi się aura tajemnicy. Nie wszystko od razu jest podane na tacy, a odkrywanie kolejnych warstw tej postaci sprawia ogromną satysfakcję.
Nie mogę też pominąć tego, że Franciszek Piątkowski świetnie czuje humor. Oczywiście nie jest to komedia, ale tam, gdzie trzeba, pojawiają się celne, błyskotliwe kwestie czy drobne żarty, które rozładowują napięcie i świetnie balansują poważniejsze, mroczniejsze fragmenty. Dzięki temu książka jest jeszcze bardziej „ludzka” – mamy grozę, intrygę, politykę, demony, a jednak autor znajduje miejsce na oddech i uśmiech.
Jeżeli chodzi o bohaterów – są naprawdę ciekawi i bardzo dobrze wpisani w tę historię. To nie są postacie pogłębione psychologicznie w taki sposób, jak w powieściach stricte obyczajowych czy psychologicznych, ale… tutaj zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. Bohaterowie są idealnie skrojeni pod fabułę. Ich charaktery, decyzje i dialogi sprawiają, że całość działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Nie musimy zaglądać w każdy zakamarek ich umysłów, bo bronią się swoimi działaniami, relacjami i tym, jak funkcjonują w świecie, który stworzył autor.
Zakończenie to osobny temat – zdecydowanie należy do tych, po których odkłada się książkę i od razu ma się ochotę zapytać: „gdzie jest kolejny tom?”. Autor zostawia nas z ogromnym apetytem na więcej. To ten typ finału, który nie frustruje tanim urwaniem wątku, ale raczej sprawia, że potrzebujemy kontynuacji „na już”, bo świat i bohaterowie nie chcą nas wypuścić ze swojej orbity.
Podsumowując – „Zamawiacz” to świetne urban fantasy z mocnym wątkiem kryminalnym, doprawione słowiańską mitologią, intrygami, polityką i odrobiną humoru. Jeżeli nie znacie jeszcze pióra Franciszka Piątkowskiego, to naprawdę czas to nadrobić. Ja wiem jedno: nie chcę przegapić żadnej jego książki i będę namiętnie śledzić, kiedy pojawi się kolejna część tej historii. A was szczerze zachęcam, żeby dać się porwać temu nowemu uniwersum – bo jest w nim co odkrywać.