O świecie, który kryje się w rzeczach. I o rzeczach, które kryją się w nas.
Marcin Wicha obserwuje świat przez pryzmat rzeczy – tych, które nas otaczają, kształtują, uwierają i czasem bronią przed chaosem. W pisanych z czułością, humorem i melancholią felietonach osobista codzienność splata się z opowieścią o społeczeństwie, dizajnie, który zaraża paranoją, i rzeczywistości, w której kabel staje się symbolem prywatności.
W świecie, który uwielbia nowe gadżety, Wicha broni tego, co niepraktyczne, ciężkie i trwałe. Potrafi znaleźć sens w drobiazgach i połączyć estetykę z etyką. Pokazuje, że rzeczy są świadkami czasów – dokumentują przemiany społeczne, język, politykę i prozę życia. W Prostych rzeczach odbija się portret pokolenia, które dorastało między radiem na korbkę a chmurą danych.
To książka dla tych, którzy lubią myśleć, ale też dla tych, którzy po prostu lubią patrzeć na świat z ukosa. Bo – jak pisze Wicha – Nowe rzeczy się zestarzały. Za to na rondach błyszczą świeżutkie tablice na cześć żołnierzy wyklętych. One też zblakną.
Melduję, że przeczytałem "Proste rzeczy" Marcina Wichy, czyli zbiór felietonów zmarłego w 2025 roku pisarza. O Wisze powiedziano już wiele i jeszcze więcej powiedziane zostanie, bo będzie to jeden z tych twórców, którzy w historii literatury znajdą swoje stałe miejsce. Był mistrzem szczegółu, ironii, skrótu i smutku. Uśmiechał się zawsze, gdy chciał, żebyśmy się w efekcie zasmucili. To w końcu śmiać się czy płakać? Życie przepływa pomiędzy śmiechem i rozpaczą. Między sprawami najważniejszymi a pozornie nieistotnymi, które dopiero pod okiem filozofa, jakim był przecież Wicha, ujawniają swoją decydującą o naszym życiu moc.
Zatem czytałem zachwycony i poruszony, ale ciekawiło mnie, czy felietony Wichy, pisane przecież z okazji doraźnych wydarzeń (kolejne reformy szkolne, Strajk Kobiet i poczynania prawicy), są wciąż czytelne. Okazuje się, że — poza kilkoma wyjątkami — doskonale możemy obejść się bez kontekstu politycznego, by zrozumieć, jaki problem zajmuje felietonistę. Jest jednak fragment, w którym okazuje się, że Wicha był jednak pesymistą, nieoceniającym polskiego pędu modernizacyjnego.
We wspaniałym felietonie "Papiery i ludzie", będącym peanem ku czci papieru i książek, Wicha zauważa, że nawet jeśli zginą tradycyjne książki, wyparują zeszyty, a czasopisma przeniosą się do internetu, "zostanie ostatnia linia obrony. Nad spustoszonym światem rozlegnie się głos: »Nasza księgowa wolałaby mieć tę fakturę na papierze«". Nawet Wicha nie przewidział Krajowego Systemu e-Faktur!
Na pocieszenie pozostaje nam fakt, że dalej podpisanie umowy-zlecenia za pomocą elektronicznego podpisu jest awykonalne.