Przymierze stali jest świetną trylogią, a Zdrajca jest świetnym finałem.
To przygoda pełna walki, politycznych intryg i moralnych dylematów, jednak przede wszystkim to książka o lojalności i wyborach, które kształtują nie tylko postacie, ale i całe królestwa. Anthony Ryan, po raz kolejny wciąga mnie w świat, który od początku trzyma mnie w napięciu, ale jednocześnie porusza dużo kwestii w stylu czy bycie dobrym to bycie uwielbianym? Czy ważniejsze jest szczęście czy bycie fair z samym sobą? Czy w końcu czy wątpienie to kwestia słabej wiary czy silnej wiary?
Ryan zdecydowanie nie zawodzi. Każdy rozdział jest pełen wciągających momentów, które balansują na granicy osobistych tragedii i politycznych decyzji, które mają wpływ na losy nie tylko bohaterów, ale i całego królestwa.
Zdecydowanie, to, co wyróżnia całą tę serię, to sposób, w jaki Anthony Ryan kreuje głównego bohatera. Alwyn to postać, którą można nazwać tragicznym męczennikiem. Choć jest kompetentny w wielu dziedzinach, popełnia szereg błędów. Mimo to, Alwyn to jedna z tych postaci w fantastyce, której działania opierają się na silnym poczuciu moralności, co widać, biorąc pod uwagę liczne trudności, które stawia przed nim los. Alwyn pełni też rolę nieobiektywnego narratora, choć jego zapiski nie zawsze są doskonałe. Mimo to, w Zdrajcy wydaje się on najbardziej szczery względem czytelnika. Jego postać jest głęboko przesiąknięta dylematami moralnymi i osobistym tragizmem, a jeśli ta postać nie przypadła do gustu, to nie wiem, po co czytać tę książkę aż do trzeciego tomu. Alwyn Skryba to główny motor tej opowieści, napędza ją swoim charakterem i decyzjami. Kocham go za to, że nie jest postacią bez wad, za jego męczeństwo i poświęcenie dla swojej moralności. To wybitna postać, która wywołuje we mnie silne emocje. Ważne dla charakteru Alwyna są postacie jakie spotyka przez całą drogą i to jak te postacie kończą swoje historię.
Alwyn, wspominając swoją przeszłość, ukazuje nam kolejne etapy swojego życia żołnierza, mędrca, polityka, a także człowieka, który musiał dokonać wyboru pomiędzy tym, co mówi rozum, a tym, co podpowiada serce. W tej historii mamy do czynienia z walką o władzę u boku namaszczonej i zmartwychwstałej Evadine, licznymi bitwami, kruchymi sojuszami i wieloma ofiarami, które z czasem staną się ciężarem nie do zniesienia. A jak można się domyślić, pojawia się również zdrada, która zmieni wszystko absolutnie wszystko. Ta relacja jest barwna, poruszająca, a także wielokrotnie zaskakująca, szczególnie jeśli chodzi o fakt, że w tej opowieści nic nie jest pewne, a nikt nie może czuć się całkowicie bezpieczny. To satysfakcjonujący finał, który mnie osobiście w pełni zadowala.
Również to, jak Ryan potrafi oddać świetnie to zmieniający się obraz świata, jest to czymś, co sprawia, że książka nie jest tylko prostą opowieścią o walce dobra ze złem. „Zdrajca” to wspaniale skonstruowana analiza moralnych granic, w której postacie chodź z perspektywy czytelnika mogą byc czarne lub białe, to ich działania wcale nie muszą być jednoznacznie dobre lub złe. Evadine, która była przedstawiana na bohaterkę, teraz staje się symbolem pychy i nieubłaganego dążenia do władzy, sam Alwyn, który z jednej strony wydaje się polegać na miłości i lojalności, to drugiej zaczyna postępować w oparciu o suchą kalkulacje. Myślę, że to wszystko zasługa nie obiektywnej narracji. Gdy Evadine była blisko serca Alwyna ta była niemal, że perekfecyjną po odrzuceniu staje się obrazem istnego zła.
Sceny walki, które Ryan opisuje, są równie fascynujące, co bardzo dobrze napisane. Każda bitwa nie jest tylko fizyczną konfrontacją, ale także starciem idei i wizji świata. To, jak bohaterowie zmieniają się pod wpływem tych wydarzeń, jak polityka i ambicje wpływają na ich wybory, dodaje książce głębi, której często brakuje mi w fantastyce.
Świat tej powieści jest bardzo ludzki, bliski naszej rzeczywistości, pełen historycznych odniesień. Choć obecne są tu magia, bogowie i demony, to jednak te elementy schodzą na dalszy plan, ponieważ główną osią tej historii są ludzkie pragnienia, ambicje i żądze, które są zaspokajane w sposób najbliższy naszej naturze – poprzez siłę i podstęp. Powieść przedstawia brutalną, niemal średniowieczną codzienność, w której trudno mówić o sprawiedliwości, ale mimo wszystko czasem pojawia się iskra nadziei na lepsze jutro. To świetnie napisany utwór, który wykonał Anthony Ryan.
Historia, tradycje, kultura, religia, a także konflikty między różnymi frakcjami i naroami. Cały ten świat jest żywy, złożony i pełen niuansów, które są nie mniej ważne od głównej fabuły. To sprawia, że nie tylko przeżywam wydarzenia, ale czuję się częścią tego świata.
Emocjonująca, pełna intryg powieść fantasy, ale z drugiej jest to również głęboka refleksja na temat władzy, lojalności, moralności i wpływu jednostki na bieg historii. Cieszę się, że mogłem przeżyć tę podróż z Alwynem, bo to postać, która z pewnością na stałe zagości w mojej bibliotece ulubionych bohaterów.