Chodźmy poczytać. Zwłaszcza, że coraz łatwiej jest nie czytać. Coraz więcej rzeczy rozprasza i walczy o naszą uwagę. Coraz krótszy jest czas skupienia. Odrywamy się, porzucamy. Okazuje się, że przeczytane książki często układają się w naszej pamięci w rodzaj autobiografii. Pamiętamy o pewnych wydarzeniach, uczuciach, przełomach w związku z lekturami, które czytaliśmy. Wędrowanie śladem fabuł i bohaterów czasem otwiera kolejne szufladki w pamięci. Ta książka może być też zachętą do tego, by tworzyć własny katalog przyjemności i porażek związanych z czytaniem. Ze wstępu
Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę w księgarni “Kornel i przyjaciele” w Cieszynie.
Generalnie, zdałam sobie sprawę z tego, ile spotkałam nieznanych (nawet polskich) autorów. Jak różni mogą być czytelnicy i jak sporo przyjemności można czerpać z czytania na ogół.
Podczas lektury sporządziłam listę autorów po których chciałabym sięgnąć w przyszłości. Niewątpliwie wśród nich znaleźli się: Marcin Wicha, Balzac, Kafka, Praust i Flaubert.
Dla czytaczy i moli. Może nie są to jakieś pogłębione analizy, ale fajnie napisane spostrzeżenia, komentarze i dywagacje o książkach, tych ważnych i tych mniej ważnych. Oczywiście, istnieje takie niebezpieczeństwo, że po lekturze zostaniecie z listą kolejnych tytułów do przeczytania „natychmiast“. Tak tylko ostrzegam.
To jedna z tych książek, która nie straszy końcem czytelnictwa, nie szuka dram na siłę, tylko spokojnie, mądrze i z czułością pokazuje, że wcale nie jest tak źle. „Książka o (nie)czytaniu” to zmienione wydanie znanej już pozycji, ale czytane dziś brzmi wyjątkowo aktualnie.
Justyna Sobolewska jako krytyczka literacka i osoba prowadząca dziesiątki spotkań autorskich, przy okazji uchyla drzwi do świata literatury, wprowadzając do niego odbiorcę kuchennymi drzwiami. Są tu zatem drobne smaczki z rynku wydawniczego, obserwacje z rozmów z autorami i czytelnikami, ale przede wszystkim autorka dzieli się z nami swoją osobistą relacją do książek. Na przykładzie własnego dzieciństwa pokazuje, jak została zarażona pasją i jak sama próbowała ją zaszczepić u swoich dzieci, ale też jak oddała swoje życie literaturze. Te fragmenty są najbardziej poruszające i sprawiają, że „Książka o (nie)czytaniu” to swego rodzaju esej o miłości do literatury, napisany bez akademickiego zadęcia. To wszystko sprawia, że książka jest zaproszeniem do świata literatury, a nie manifestem erudytki.
„Książka o (nie)czytaniu” jest wyjątkowa również z kilku innych względów. Po pierwsze to pozycja idealna dla bibliofilów, bo mówi o różnych typach czytelników – dlatego dosłownie każdy z nich się tu w czymś przejrzy. Ale moim zdaniem paradoksalnie to też świetna książka dla tych, którzy bibliofilów nie rozumieją. Znakomicie bowiem pokazuje, jak różnymi drogami można dochodzić do czytania, a w konsekwencji do pasji literackiej i że żadna z nich nie jest „gorsza”. Po trzecie ta książka działa jak ukryta lista lektur – nie jest ona podana na tacy, z tekstu trzeba ją wyłowić samemu, ale dzięki temu każdy czytelnik ma tu spore pole do popisu: autorzy, autorki, tytuły, które ukształtowały Sobolewską, pojawiają się mimochodem, naturalnie, bez narzucania. Od ciebie zależy, co zanotujesz w swoim notesie. I w końcu po czwarte: to kopalnia cytatów. Z książek ważnych dla autorki i z jej własnych impresji o czytaniu.
Bardzo ważne dla umiejscowienia tej książki w aktualnym świecie jest to, że autorka bierze na warsztat współczesne lęki wokół czytania (rozproszenie, internet, sztuczną inteligencję, manipulację, wojnę w Ukrainie) i zamiast załamywać ręce, proponuje uważność i zrozumienie. Nie dzieli, a próbuje łączyć. Tą książką oddaje także hołd Marcinowi Wisze i wielu innym pisarzom oraz pisarkom, którzy mieli wpływ na autorkę, ale też ogólnoświatową literaturę.
„Książka o (nie)czytaniu” nie jest pozycją, którą da się wciągnąć w jeden wieczór (chociażby przez brak dialogów i fabuły, to kwestia gatunkowa) i bardzo dobrze, bo ona wymaga uwagi. Tylko w ten sposób można podjąć wokół niej mniejsze lub większe rozważania.
Najważniejsze jednak, że książka Justyny Sobolewskiej potrafi jednocześnie inspirować i koić. Może prowokować do rozmowy, ale też przynosić spokój. Rozbudzać apetyt na czytanie albo go subtelnie zaspokajać. A jeśli traficie na nią w odpowiednim momencie — zrobi to wszystko naraz.